Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 19.04.2017 w Odpowiedzi
-
18 kwietnia 2017: Chopok - biała plama. Z domu wyjechałem wcześnie, ale nie przewidziałem że o godz. 6 rano przełęcz za Korbielowem będzie nie odśnieżona, 200m przed szczytem samochód stanął i musiałem zakładać łańcuchy. Na Chopoku powyżej Lukowej do 14tej zerowa widoczność, potem nie wiem, bo odpuściłem. Jeżeli chodzi o Południe to dzisiaj stać mnie było tylko na dwa zjazdy do Kosodrewiny. Jedna wielka bała plama i kilka razy traciłem orientację góra dół. Na północy czasami mozna było złapać wzrokiem jakieś punkty odniesienia: płotki, tyczki, ale nierówności i nachylenie terenu mozna było wyczuwać tylko nogami. Z biegiem czasu ludzi coraz mniej. Podczas kilku zjazdów nie spotkałem nikogo, ani zjeżdżającego, ani podchodzącego. Najlepsze zjazdy zaliczyłem na nie ratrakowanym Fisie i pod koniec jeździłem tylko tam. A tak wyglądały trasy po południu Oznaki końca sezonu11 punktów
-
5 punktów
-
Z przyjemnością. Napisałam Ci wiadomość priv. Przyjeżdżaj, warunki z dnia na dzień coraz lepsze i bardziej zimowe. Temperatury dziś jeszcze niższe, chyba najzimniejszy dzień - maksymalnie -4 w dolinie.Na trasach trochę świeżego śniegu, jeździ się wyśmienicie, można sobie poszaleć do samej 17.00. Jutro i w piątek zapowiadane 11 i 12 godzin słońca przy ujemnych temperaturach. Aż się nie chce wierzyć, że to druga połowa kwietnia!4 punkty
-
Powiedzmy, że koledzy byli lekko zaniepokojeni. Główny problem był czy możemy już zjeść obiad Mariusza czy jednak go zostawić Pozdro Wiesiek3 punkty
-
Inauguracja sprytnej sezonówki: Chopok 23-25 marca 2017. To moja pierwsza sezonówka w życiu. Ciekawe jak będzie. Po pierwszym wyjeździe jest nieźle - koszt przedpłaty sezonówek narciarskich się już zwrócił, basenowych jeszcze nie. 23 marca, Czwartek, ciepło i mglisto, warunki wiosenne. Południe: Północ: Piątek 24 marca, nadal ciepło (Krupowa 18 stopni), słonecznie na Południu, miejscami w chmurach na Północy. Północ, widok na trasę Fis z krzesełka: Jedynka: południe, Trasa nr 32: Widok na krzyżówkę 33/niebieska: Sobota 25 marca, ciepło na Południu, mroźno na Północy. Widoki z trasy orczyka na Zadnich dereszach: A po nartach oczywiście codziennie Tatralandia.2 punkty
-
2 punkty
-
Dziękuję za troskę . Relacja się trochę odwlokła, bo wczoraj dopadła mnie trochę chyba choroba wysokościowa i popołudnie spędziłam w łóźku z niezbyt dobrym samopoczuciem. Ale już jest ok, więc nadrabiam zaległości: Do Livigno wróciła zima i to taka porządna - z mrozem, wiatrem z północy, a nawet świeżym śniegiem. Mottolino trzyma się dzielnie, jest więcej śniegu i warunki o niebo lepsze - nawet na trasie do Teoli i do dolnej stacji gondol2 punkty
-
Może nie do końca jasno się wyraziłem. Zasięgu oczywiści nie sprawdzałem. Telefon ze Smokovca brałem rozładowany. Chwilę podładowałem go w schronisku. Miałem ze sobą power bank. Od Chaty Teryho byłem może z kilometr - dwa najdalej (żebym widział tylko w którą stronę). Zasięg w schronisku był. Telefonu nie włączyłem po primo, bo było szkoda, a po skundo nie chciałem. Spytacie dlaczego? Wpływu na zasięg nie mam żadnego i albo jest, albo nie ma; koniec. Nie włączając, było mi łatwiej myśleć sądząc, że zasięg jest. Mniejszy stres - łatwiej myśleć bez paniki. Plan miałem jasny, jestem niedaleko schroniska, w miarę bezpieczny. Chodziłem po niewielkim okręgu, wiedząc że jestem w pobliżu trasy turowej. Liczę, że na kogoś schodzącego trafię. W drugiej kolejności liczę, że chmury się rozejdą i bez problemu się odnajdę. Kolejną możliwością którą brałem pod uwagę, to wykopanie sobie jamy w śniegu, łopatę miałem. I przeczekanie w niej na punkt pierwszy lub drugi. Dopiero w ostateczności (zmiana pogody, silny mróz, wiatr) liczyłem na telefon. Wystarczył wariant pierwszy (Słowacy, a w zasadzie 2 Słowaczki + Słowak + pies)2 punkty
-
Uzupełnię troszkę relację Mariusza. Na początek nasza trasa na mapie z Google Earth (traki mam od Mariusza). Wpierw był lewy niższy cel, później zrobiliśmy prawą część. Jak widać pierwszy fragment prowadzi stromo wciętym korytem rzecznym (jest to dość charakterystyczne dla tego terenu). Po pokonaniu piętra lasu, mamy przed sobą doskonały widok na prawy cel. Po kilometrze+ wychodzimy na obszerne plateau z którego zaczyna się bezpośrednie wejście na przełęcz miedzy oboma wierzchołkami. Tutaj już jest przełęcz z widokiem na niższy szczyt. Jak widać dyskutujemy czy zjechać za nawisem, czy może jednak nie. Teraz warto powiedzieć, że na tym celu było naprawę sporo narciarzy. Większość dokonywała tu przepinki i jazda na dół. Decyzję ułatwiła nam ta oto grupka - skoro jadą to my też. A tu jeszcze dowód, że w Norewgi skiturują i młodzi i starzy i nawet dziewczyn nie brakuje. A tu już jesteśmy na pierwszym celu - Tomek ma jakąś refleksję (a może zmęczony???). Strzałką zaznaczyłem nasz drugi szlak podejściowy. Teraz zjazd na wspomniane już plateau. I decyzja co dalej. Wcześniej przyjrzeliśmy się głównemu wierzchołkowi. Na grani, która wydaje się oczywistą drogą jest mocno wywiane, widać kamulce i nie zachęca to do zjazdu. Symptomatyczne jest też to, że jakoś nie widać tam wchodzących. Natomiast droga żlebami wydaje się do zrobienia. Proponuję abyśmy się temu przyjrzeli z bliska - zawsze można zawrócić. I tak robimy. Zdjęcie gdzieś po drodze. Z czasem robi się całkiem stromo. Musimy zdjąć deski, założyć raki dochodzimy pewnie ze 100+ metrów pod wierzchołek i ze względu na kończący się czas - zjazd. Bogatsi pewnie o doświadczenia późniejszych dni, pewnie za 2-3 dni już byśmy dociągnęli do końca, bo nawet o 21.00 było jasno. Sam zjazd zdecydowanie już stromszy bardzo nam się podobał. Biorąc pod uwagę, że dzień zaczął się o 3.00 a skończył pewnie o 20.00 (nawet nie skończył bo teraz trzeba było coś uwarzyć, ogarnąć sprzęt i zaplanować kolejne dni (prognozy pogody) to było całkiem syto. I był to pierwszy najlepszy mój dzień w Norwegi. Do tego będę jeszcze powracał Pozdro Wiesiek2 punkty
-
To z rana w pt.bedziecie mieli lampe...do tego masy swiezego sniegu...caly dzien bez opadow,dopiero wieczorem cos ma znowu padac...zeby do 4 nie podniesli...chocobawiam sie ze w weekend moze do tego dojsc...bo dojda nastepne opady i temp pojdzie w gore...Udanej i bezpiecznej wyrypy :-)1 punkt
-
nie pozostaje mi nic innego , tylko dopowiedzieć : niech słońce i bezwietrzna pogoda będą z nami1 punkt
-
Na K.W. porywy wiatru do 130km/h W piątek do 95km/h.. Ekstremalne warunki. Nie na moje zdrowie i lata.http://www.wetteronline.de/wettertrend/kasprowy-wierch1 punkt
-
A kiedy chcesz tam jechać i co to znaczy w okolicy. Schmittenhohe w Zell am See się zamknęło, więc zasadniczo zostaje Ci lodowiec Kitzsteinhorn - to co na nim będzie czynne pewnie będzie zależeć przede wszystkim od warunków pogodowych. Te aktualnie są niezłe - wrócił śnieg i mrozy, więc zapewne lodowce (Kitzsteinhorn, Tux, Solden, Stubai i inne) pewnie będą miały extra warunki, tym bardziej że są ośrodki nielodowcowe, które jeszcze tam coś działają - Kitzbuhel będzie działał jeszcze częściowo w najbliższy weekend, a Obertauern chodzi do 1 maja: http://www.ski-obertauern.at/obertauernliftonoff.php . Pewnie jakby coś jeszcze poszukać po facebook'ach to może jeszcze się coś znajdzie poza lodowcami.1 punkt
-
No i jest zmiana - rusza od piątku - trzeba przyjrzeć się dokładnie pogodzie 21. 04. - 01. 05. 2017 - lanovky v prevádzke od 8:30 do 15:30 Biela Púť (B3) + Twinliner (A4) + Funitel (A1) Krupová – Kosodrevina (A5) + Kosodrevina – Chopok (A2) zjazdovky budú upravené, platí Šikovná Sezónka1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Ja tam w piątek umarłem przy Funitelu:D jeździło się tak fajnie że raz pojechaliśmy na Zahradki i dwa razy majową na pivo:D1 punkt
-
1 punkt
-
Nie rozumiem tego - sypie od rana, już 3 dzień, a oni otwierają na weekend 5 wyciągów - toż to żenujące jest ... Masakra jakaś ... a wyskoczyło by się ...1 punkt
-
haha jak ja ich znam:D 21. 04. - 23. 04. 2017 - lanovky v prevádzke od 8:30 do 15:30 Biela Púť (B3) + Twinliner (A4) + Funitel (A1) Krupová – Kosodrevina (A5) + Kosodrevina – Chopok (A2) zjazdovky budú upravené, platí Šikovná Sezónka1 punkt
-
1 punkt
-
Dobra dobra. A koledzy i tak się zastanawiali czy już wzywać pomoc czy jeszcze nie :).1 punkt
-
Już byłem pewien, że zrobię reaktywację sezonu na Kasprowym w ten weekend, ale trochę mnie odstrasza sobotni puchar. Z tego co pamiętam to cieszy się dużą popularnością. Na FB mocno podpytują o Goryczkową i nie mówią nie, ale dopiero na weekend. Pociąg z W-wy jest tak głupio ustawiony, że dopiero 8:48 przyjeżdża, czyli na stoku jest się z godzinnym opóźnieniem, ale chyba w sobotę i niedzielę śpię w TLK.1 punkt
-
Żywe trudniej jest złapać obiektywem zwłaszcza, gdy uciekają Na pewno żywe zwierzęta są dużo częściej spotykane niż te wypchane.1 punkt
-
Też kocham zwierzęta, ale niewypchane... mnie taką fotą nie zachęcisz do odwiedzin.1 punkt
-
Zakończyli dzisiaj a wznawiają jutro (oficjalnie, czyli sztuczna kontynuacja). Tak samo możesz napisać o zawodach lekarzy, prawników, dziennikarzy itd... Tylko po co? O umieraniu Chopku nie wiem nic. Racja. TAK. Żałuję, że nie jeździłem dzisiaj po świeżym puchu tylko szpitalną windą! Gdybym mógł, to chętnie bym się stąd wyniósł. I tak staram się ograniczać siedzenie w Warszawie do minimum. Chodzi mi o chaos jaki panuje przy zarządzaniu ośrodkami. Przekonałem się o tym nie raz na własnej skórze (i nie chodzi tu o panie w kasie - nie ta skala). Taka zmiana zdania w TMR-ze (jeśli chodzi o kontynuację sezonu) wbrew pozorom bardzo dobrze o nich świadczy.1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Taką odpowiedź uzyskałem wczoraj popołudniu od słowaków na maila odnośnie zamykania sezonu. Śmiać się czy płakać ?! Vážime si našich klientov, ale pri všetkej úcte je potrebné brať do úvahy skutočnosť, že nemáme možnosť ovplyvniť vývin počasia. Nakoľko nie sú snehové podmienky vhodné na lyžovanie, zimná sezóne 2016/2017 by mala byť ukončená 18.04.2017.1 punkt
-
1 punkt
-
Dzień 1. Rozpoczynamy skitury. Zaczynamy jednak od pływania. Wieczorem zapadła decyzja że rozpoczynamy płynięcie o 5 rano, tak aby na 9 być w następnym porcie. Czyli wg planów 6h żeglowania. Kapitan zaproponował trzy wachty 2-osobowe. Wygląda to tak że jedna osoba kieruje sterem i obserwuje horyzont, druga osoba czuwa i obserwuje horyzont z tyłu. Jakikolwiek obiekt pływający zgłaszamy natychmiast do kapitana, który w tym czasie drzemie sobie z mesie. Sternik miał do dyspozycji gpsa, mape z trackiem, więc większych problemów z kierowaniem łódki płynającej w tym dniu głównie na silniku nie było. Nawet Ci co nie mają żadnych stopni wodnych, dawali radę. Głównym problemem w tym dniu było zimno, stoi się prawie nieruchomo, chłodna bryza morska, wszystkie członki powoli drętwieją. Dopływamy do prymitywnej przystani znajdującej się w małym fiordzie na półwyspie Lyngen. Niespodzianka, pomost jest kilka metrów wyżej niż nasz pokład, ale jest drabinka. Foto Wujot: Foto Kamil: Ucieszeni wychodzimy na ląd, wypakowujemy narty i radośni foczymy już z samego pomostu, który jest ośnieżony. Wygląda to wszystko na opuszczony port rybacki, podobno coś tam czasami cumuje. Ale pod naszą obecność nikogo tu więcej nie spotykamy. Po przebrnięciu przez zaspy i budynki ruszamy w prawdziwe góry. Wchodzimy 200-300m npm i już pierwsze piękne widoki morza i gór. Przy dolnym brzegu widać nasz port. Pierwsza nasza przygoda to góra Storgalten o wysokości 1219m. Dokładnie rzecz biorąc, to nie wiedzieliśmy czy tam damy radę wejść. W planach mieliśmy rozgrzewkę tylko i zrobienie jakieś 800-1000m vertical. Za pierwszy cel obieramy sobie przełęcz pod tą górą, na zdjęciu z lewej strony. Jeden z popasów w trakcie podejścia Doszliśmy na przełęcz i ożywione dyskusje, kretywności nie ma końca. Skok przez nawis, zjazd na drugą stronę ze 35st, wejście na szczyt po grani, zjazd żlebem itp. W końcu podglądamy innych, i rozsądnie wchodzimy na łatwiejszy cel o nazwie Litle-galten 833m. Niektórzy bardzo się cieszą ze zdobycia pierwszego szczytu, a wiodczki dookoła powalają. W trakcie podejścia widzielliśmy jak radośnie zjeżdżają inne grupy, więc postanawiamy to samo. Stok jest szeroki, więc dziewiczego puchu nie brakuje. Śnieg okazuje się lekko zsiadły, ale niehamujący, więc jedzie się przednio. Dojeżdżamy gdzieś do wypłaszczenia i dyskusja co dalej. Ponieważ bardzo dobrze się czujemy, pogoda dopisuje, więc ustalamy drugi cel czyli zjazd jednym ze żlebików widocznych powyżej z prawej strony. Spodziewamy się trochę większego nachylenia, ale z posiadanych informacji i oglądu sytuacji postanawiamy podejść tym żlebem do góry. Stok robi się coraz bardziej stromy, i kolejno wchodzimy w harszle, a później w raki. Dochodzi 18 (aha, bo w wyniku grzebania się przy pierwszym wyjściu zaczeliśmy turować dopiero o 11 albo 12 ), nadal jest jasno ale stwierdzamy że na dzisiaj wystarczy. Zostawiamy sobie godzinę na zjazd i kończymy podejście. Warto jednak było tak długo łazić, po światło robi się cudowne. Dołącze jeszcze zdjęcie całej góry z ostatniego rejsu z innego dnia, też o zachodzie słońca. Jak na pierwszy rozgrzewkowy dzień osiągneliśmy prawie 1500m vertical i 14km w poziomie, przyjemne zjazdy w lekkim gipsie, jeden troszkę bardziej stromy. Pierwszy dzień zaliczamy do bardzo udanych. Foto Paweł:1 punkt
-
Wszystko w temacie Jędrek Sprzęt na następny sezon będę miał skompletowany Przechodzę na tury,myślę że w 60 procentach ,tak więc oszczędzaj urlop bo będzie się działo...1 punkt
-
1 punkt
-
Ja myślę że raczej do czerwca[emoji1] w tamtym roku robiliśmy to koło końca kwietnia a było gorzej ze śniegiem. Wysłane z mojego XT1562 przy użyciu Tapatalka1 punkt
-
Jędruś bardzo bym chciał Wszystko zależy czy ogarnę towarzystwo w pracy bo troszkę mi się ostatnio rozbestwili1 punkt
-
1 punkt
-
Pierwszy dzień szusów za nami. Trochę nam zeszło z tym śniadaniem i pod Carosello zameldowaliśmy się dopiero o 9.45 . Ale za to twardo jeździliśmy do 16.45, więc uważam, że jesteśmy usprawiedliwieni . Objechaliśmy trasy od Federii do Costacii w tę i z powrotem w różnych wariantach. Rano trasy wyratrakowane i zmrożone na beton, aż łaskotało w podeszwy stóp. Wczorajsze wieczorne prószenie śniegu było bardzo symboliczne i na większe opady trzeba było czekać do dzisiejszego popołudnia. Najpierw objechaliśmy sobie trasy przy krzesełkach na Blesaccię, potem Federię - gdzie koło południa zaczęły się zbierać niestety tłumy ludzi. Jeden wyciąg obsługuje kilka - skądinąd fajnych tras - więc na stokach nie ma tłoku (to dobrze), ale długo się czeka na wjazd (to gorzej). Temperatura do +7 stopni, chmurki i słoneczko, dopiero po 13.00 naszły grube chmury, które przyniosły śnieżycę, nawet w samej dolinie zrobiło się biało. Od południa wróciliśmy na Blesaccię, Fontanę i Costaccię, beton w międzyczasie "puścił" i zrobił się cukier i trochę muld. Za to było pusto . Najlepiej chyba trzymała się trasa czerwona przy Fontanie. Na koniec wróciliśmy na Federię, gdzie po 15.00 dosłownie wymiotło ludzi. @Iski: Trasy trzymają się dobrze - jak widać na załączonych obrazkach, oprócz zjazdu z Carosello na dół, który otwarty jest tylko teoretycznie. Na zdjęciach: nr 1 i 2: Blessacia przed południem, nr 3 i 4: Federia, nr 5: Fontane Vetta. Jutro Motolino. Pozdrawiam1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Podróż bardzo dobra - mimo ferii wielkanocnych żadnych korków, dopiero w samym Livigno się przytkało, bo mnóstwo ludzi i samochodów, przeważnie Polacy. Od Monachium do Zernez +18 stopni i słoneczko . Jechaliśmy jedną z moich ulubionych tras widokowych przez Garmisch, Fernpaß, Imst, Landeck i Scuol. W Bawarii i w Tyrolu piękna wiosna i zielono, zdecydowanie bardziej niż na naszej pomorskiej północy . Szczyty przybielone śniegiem, wieczorem zaczęło prószyć w dolinie, jutro od rana śmigamy . Widoki z drogi i z okna:1 punkt
-
Oczywiście, że kombinuje! Tomek w tym uchwyconym momencie robi taką fotkę: A po 2-3h zrobić w drugą stronę a to zdjęcie z Żółtej Ławki na dwie strony jakby ktoś nie mógł się zdecydować czy zjeżdżać na stronę Doliny 5 Stawów Spiskich czy do Staroleśnej co wybieracie? Pozdr Tomek p.s. Mariusz - Filmarovy ,Filmarak, Filmarsky http://www.sprievodca.ta3.szm.com/filmaraks.html http://filmarak.weebly.com/1 punkt
-
Trzeci dzień w Wysokich Tatrach zapowiada się mało atrakcyjnie, mocno wieje i jest mgła. Pierwsza część tury tradycyjna (znowu Chata Teryho). W schronisku od rana spory ruch, ale wiadomo sobota. Dla mnie dzień trudniejszy od wczorajszego, luzu już nie będzie. Wczoraj sam sobie byłem sterem i kapitanem. W piątek wieczorem rozmyślałem jak nie dać się zgubić kozakom. Nic mądrego nie wymyśliłem, braków kondycyjno-technicznych przy podchodzeniu nie mam szans nadrobić. Jedyne co mogę zrobić, to wyruszyć przed nimi. Po śniadaniu zbieram się pospiesznie i ruszam pierwszy. Nie mam czasu na fotki, aparat wyciągam dopiero pod pierwszą stromizną, energetyczny batonik, harszle na narty, oglądam się za siebie, jeszcze mnie nie gonią. Teraz wiem jak czuje się kolarski outsider. Peleton (czyli moi skitourowi kozacy) pozwalają poharcować pariasowi, a w decydującym momencie i tak mnie przegonią, kwestią pozostaje tylko kiedy. Nie ubrałem się zbyt ciepło. Jak zmarznę, to przyspieszę, by się rozgrzać. Grupa pościgowa ma mnie już w zasięgu wzroku Pierwszy dopada mnie Kamil. Na pierwsze wypłaszczenie wchodzimy prawie razem. Zaraz za Kamilem dochodzi MarioJ. Chmury gdzieś znikają, ale mocno wieje i Mario z Kamilem chowają się przed wiatrem za skałą. Ja atakuję drugą stromiznę, ostatnią przed Teryhem. Dołączają kolejni tourowcy... Jeszcze odrobina wysiłku i wreszcie dotrę do schroniska, a pierwsza część tury zaliczona. Po lewej stronie widzimy Łomnicką Grań, a po prawej Kościoły (Kostoly). Dochodzi Lidka ze Sławkiem i w komplecie jesteśmy w ciepłym schronisku. Powodzeniem cieszą się palacinki i smażony ser. Robimy dłuższą przerwę na poprawę pogody, bo wieje zbyt mocno. Na szczęście po kilkudziesięciu minutach wiatr słabnie i możemy ruszać dalej. Myślałem, że naszym celem na dzień dzisiejszy będzie Lodowa Przełęcz Za schroniskiem odbijamy w lewo, mijamy Niżni Staw Spiski i wchodzimy do Lodowej Dolinki (Dolinka pod Sedielkom). Przed nami mały fragment zjazdu. Nikt nie ściąga fok. Zjazd z założonymi fokami nie należy do najłatwiejszych, ale dajemy radę... Powoli zagłębiamy się w Dolinkę, nie jest duża, ale urocza jest zapewne. Ten żlebik po lewej prowadzi prawdopodobnie do Żółtej Ławki... a fotę w tamtym kierunku strzela Tomek, pewnie coś kombinuje? Teraz mam piękny widok na Przełęcz Baranią 2389 m (to ta najbardziej po lewo), a od niej w prawo Spiska Grzęda 2483 m, kolejne dwa szyty to Mały Durny Szczyt 2590 m i Durny Szczyt 2621 m. Dalej jest niewidoczna tu Łomnica 2634 m. Widać też (w domyśle) część Spiskich Stawów. Proponuję zwrócić uwagę na Chatę Teryho. Cóż ona znaczy przy ogromie znajdujących się naokoło gór? Między głowami Piotra i Sławka widać Lodową Przełęcz 2376 m , po lewej Mały Lodowy Szczyt 2462 m ,a po prawej Lodową Kopę 2603 m oraz Lodową Grań Kamil pod Pośrednią Granią 2441 m Słabnę, mam objawy chorobowe i znowu zostaję leaderem od du.y strony. Wszyscy zakładają harszle, kozacy oczywiście bez ściągania nart, tylko przykucając, ja tak jeszcze nie umiem. Coś się będzie dziać Po lewej stronie zbliżenie Czerwonej Ławki 2352 m . Niemożliwe ktoś tam włazi. Chyba szaleńcy, myślę sobie. Teraz nagle wszystko dzieje się szybko przepinka, wszyscy zakładają raki, narty na huzara, w ręce dziaby i nim do nich dochodzę zasuwają już do góry na Czerwoną Ławkę. Masakra, a co ze mną. Myślałm, że raki i dziabę (czekan) nosi się dla szpanu. Ja chyba tu zostanę? Do pomocy zostaje mi Kamil i Wujot. Pomagają z przepinką, a ja pierwszy raz w życiu mam raki na butach i dziabę w ręce. Reszta kozaków już pod przełęczą Ruszamy i my. Obserwuję co robią Kamil i Wujot. Staram się robić to samo. Nie jest źle. Idąc (podchodząc) z buta nie tracę tak dystansu jak na nartach. Zaczyna mi się podobać. Mimo, że podchodzę ostatni, czuję się kozakiem, a nie ich ogonem... W końcu i ja docieram na przełęcz. Widoki cudowne na obie strony. Było wejście to musi być też zjazd. W zjeździe czuję się zdecydowanie lepiej i pewniej, choć i tu sporo jeszcze pracy przede mną!1 punkt







