Ranking
- uwzględniając wszystkie działy
-
Wprowadź datę
-
Cały czas
1 Październik 2007 - 14 Październik 2026
-
Rok
14 Październik 2025 - 14 Październik 2026
-
Miesiąc
14 Wrzesień 2026 - 14 Październik 2026
-
Tydzień
7 Październik 2026 - 14 Październik 2026
-
Dzisiaj
14 Październik 2026
-
Wprowadź datę
28.05.2017 - 28.05.2017
-
Cały czas
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 28.05.2017 uwzględniając wszystkie działy
-
I kolejny maratonik pękł Od początku chłopaki mieli plan ambitny co by zejść i złamać 3.30,ja nie koniecznie,chciałem życiówkę robić,ale dałem z siebie wszystko... Przygotowania raczej standartowe 3-4 razy w tygodniu po 10km i trochę krótkich interwałów plus co 10 dzień długie wbieganie ok 25km Treningi u mnie bez zmian w ostatnich 3 lat po pracy,weekend rano Pierwszą dychę bez szaleństw w 49 min potem było dobrze W 3.12 odcięło mi prąd,czyli dopadła mnie ściana, na szczęście było już całkiem blisko Ogólnie biegło mi się dobrze na trasie stosunkowo lużno, uczestniczyło ok 1000 osób Najlepszy czas coś koło 3 godzin,ja musiałem trochę do swojego dodać Pierwszy raz uczęszczaliśmy w angielski maratonie,powiem tak czasami było śmiesznie Co do samej organizacji to wszystko w najlepszym porządku Ps.Pozdrowienia dla kolegi forumowego który dosłownie w ostatniej chwili się zdecydował Obiecał że coś poklika i powkleja nasze wspólne zdjęcia jak się ogarnie,a czas miał zacny4 punkty
-
Żeby przygotować się na Tour De France, musiałbyś wymienić chałupę za rower... Podstawa to karbon! Cała reszta, tj. osprzęt itp, to mniej ważna rzeczy. Możesz je wymienić w trakcie eksploatacji. Wszystko zależy jak będzie użytkować ów rower. Ja planuję wykorzystać tłuściocha do zawodów, więc dostanie napęd 1x11 i wyjątkową kasetę e*thirteen 9-46. Co jest w niej wyjątkowego? Rozpiętość biegów, wynosząca 511%! Nie ma niczego co mogłoby konkurować, nawet 1x12 SRAM! Ale nie będę Ci mieszać... Zawsze możesz zainwestować w przełaj, bo ten daję Ci możliwość jazdy w terenie, bez większych strat w stosunku do szosy. Przede wszystkim przemyśl jeszcze raz do czego rower ma służyć...4 punkty
-
Nie to żebym po przejechaniu paruset km szosą czuł się alfa i omegą, ALE mam wrażenie, że miałem te same dylematy co aklim i z powyższą wypowiedzią Johnnye'ego zgadzam się i nie. Zgadzam się w tym sensie, że to jak będziesz użytkować ten rower powinno determinować to co chcesz kupić. Ja uważam, że w teren najlepszy jest rower MTB, a na szosę kolarka. Te wszystkie fitness rowery/przełaje to są jakieś półśrodki. Ja mam rower MTB i rower na szosę. Od tego na na jaką trasę się danego dnia decyduje czy wyjeżdża z garażu jeden lub drugi. Z drugiej strony jeżeli nie chcesz mieć dwóch rowerów, a myślisz o tym, że będziesz opuszczał utwardzone drogi, to pewnie taki przełaj nie jest złym rozwiązaniem, choć on ani nie będzie w terenie tym czym nawet średni rower MTB, ani na szosie tym co nawet średnia szosa. Nie zgadzam się natomiast z tą częścią - "podstawa to karbon". Większość osób, którą pytałem, wyraźnie mówiła - lepiej dobrej klasy rower z ramą alu (ale koniecznie widelcem karbon), niż silenie się na rower z ramą karbon. Przy moim ówczesnym budżecie (6 tys) odradzono mi w ogóle zastanawianie się nad takim rowerem. Większość osób nie wyczuje różnicy pomiędzy dobrą ramą alu a full karbonem - polecam co sądzą o tym dylemacie Dan & Simon, czyli dwóch pro-kolarzy, którzy akurat jakieś tam niewielkie różnice są w stanie wyczuć - proponuje poczekać do wniosków: Na pewno wszystko zależy od pewnej filozofii jak podchodzisz do wyboru: - kupić nowy czy używany - jasne można kupić używany rower lepszej klasy ALE można też się na tym nieźle przejechać i dlatego ja postawiłem na nowy sprzęt; - kupić rower w słabszym spec'u i doposażać - ja uważam, że lepiej kupić możliwie najlepszy rower jako kompletny pakiet, bo taki rower będzie Ci od początku sprawiał max radość, a ja osobiście jakoś dzisiaj w ogóle nie myślę o tym, żeby coś w nim zmieniać. Rozumiem jednak, że są tacy którzy po prostu lubią tak sobie coś z upgrade'ować i dla takiej osoby to jest jakaś opcja; - kupić rower mniej znanej, ale tańszej marki - na to też się nie zdecydowałem, choć przez chwilę patrzyłem w tą stronę. Tu nie chodzi jednak tylko o to, że rower ma groupset shimano 105. Do Poloneza też wsadzano silniki Rovera i jakoś nie uczyniło to z tego auta dobrego samochodu. Oczywiście ten przykład to pewna przesada, ale tak najczęściej jest z tymi rowerami tańszych marek - w szczegółach, a często nie tylko w szczegółach (np. rama) nie mają tak dobrych rozwiązań jak rowery najlepszych producentów. Nie to żebym wierzył we wszystko co jest pisane w testach, ale przeczytałem naprawdę sporo testów porównawczych rowerów dla osób, które zaczynają przygodę z szosą i zauważyłem pewną prawidłowość, zwykle wygrywał je Canyon Endurace - dwa linki choćby tutaj: http://www.bikeradar.com/road/gear/article/best-road-bikes-under-1000-29719/ http://www.roadbike.de/test/rennrad/im-roadbike-test-9-einsteiger-rennraeder-fuer-die-saison-2014.1167992.9.htm Było tego więcej... To czego tutaj nikt nie napisał, a jest dość ważne żeby nie powiedzieć najważniejsze w moim odczuciu - geometria. Ja chciałem rower, który nie ma na maxa agresywnej/sportowej geometrii, bo po prostu bałem się o ewentualny ból pleców i w ogóle jak się nagle na takim rowerze odnajdę. Dlatego też u mnie odpadł ostatecznie rower, który też brałem pod uwagę tj. Rose Pro SL 2000, często polecany jako pierwsza kolarka, właśnie ze względu na bardziej "sportową" ramę niż Endurace. Warto moim zdaniem zwrócić uwagę na ten element. Wiadomo, że każdy będzie chwalił swój wybór. Ja nie mam i nie miałem doświadczenia z innymi rowerami tego typu. Zdałem się na innych w moim wyborze. Sporo czytałem, sporo pytałem. Dokonałem pewnego wyboru i z perspektywy przejechanym kilkuset kilometrów jestem więcej niż bardzo zadowolony. Ahha - aklim - nie przejmuj się tym, że wydaje Ci się, że budżet pozwala Ci kupić coś co lokuje się w średnich lub niskich stanach. Też miałem takie przemyślenia. W palecie Canyona kupiłem rower jakby drugi od dołu - a do góry było naprawdę sporo modeli. Dziś wiem, że budżet na poziomie ok. 5 tys. zł pozwala na kupno bardzo fajnego roweru, który sprawi Ci dużo radości i satysfakcji, choć pewnie Tour de France na nim nie wygrasz, ale to byłoby pewnie trudne o ile nie niemożliwe nawet gdybyś wydał na rower 50 tys.3 punkty
-
Upalna Drzewiczka Grzechem byłoby nie popłynąć gdzieś w tak piękny dzień Cudne klimaty niewielkiej rzeczki Drzewicy, która czasami leniwie, czasami bystro płynie sobie na obrzeżach województwa łódzkiego - tam byliśmy. Dzisiejszy spływ, to ponad 21 kilometrów dzikiej przyrody na odcinku Drzewica - Odrzywół. Zapraszam do obejrzenia fotorelacji z tego spływu Początek spływu tuż za zalewem mieszczącym się w Drzewicy - tuż za tamą tor do kajakarstwa górskiego gdzie trenuje nasza ojczysta kadra narodowa. Kilkaset metrów dalej i mamy pierwszą przeszkodę - mały próg, bystrze Lubimy takie urozmaicenia na swojej drodze! Znowu kilkaset metrów i kolejne bystrze - charakterek rzeczki nizinnej nieco górski Dopływamy do Zamku w Drzewicy - piękna budowla i widoczek z rzeki niczego sobie! Wpływamy w las. Dzisiaj płynęliśmy w cztery kajaki: trzy Seawavy i jeden Solar, stajnia Gumotex. Karol na swoim nowym nabytku - Solarze. A tu cała armada z punktu widzenia Pauli Jacek, Expat z Gosią i na przodzie ponownie Karol. Jest przepięknie! Mega zielono, wartka rzeczka z wieloma bystrzami i leśnymi przeszkodami - jest ciekawie, dynamicznie i cały czas się coś dzieje! Niesamowity dzień... Cisza zakłócona jedynie uderzeniem wioseł i śpiewem ptaków... Słońce operowało dzisiaj ostro - nos należało chronić "Potwory" znad Drzewiczki Tutejsze skarpy robią wrażenie Pierwsza poważniejsza zwałka i wysiadka z kajaków - trzeba obnieść brzegiem. Następna przeszkoda jest poważniejsza... Jest konieczność wejścia w busz A to nasz "stop": Płyniemy dalej a po drodze las się nieco zmienia: Atmosfera jest radosna i sielankowa Tylko "Ci" się gdzieś śpieszą Mijamy jednoosobową kładkę... I trafiamy na podwójną zwałkę - obnieść się nie da, brzeg jest zbyt zarośnięty. Co zrobić? Trzeba na te drzewa wejść... Przecisnąć się... Tuż po zwałkach jedno z ostatnich "bysterek" - to lubimy! Nawet bardzo Ekipa w akcji! Ostatnie widoczki... Powoli zbliżamy się do Odrzwołu i tutaj jeszcze jedna przenoska... Spływać nikt nie ma zamiaru. Pamiątkowe foto pełnego spływu... ...zakręt, ostatnie bystrza i kończymy za mostem i drogą w stronę Łodzi. Koniec wyśmienitej przygody z super towarzystwem Pozdrawiamy! Ahoj narciarze!2 punkty
-
2 punkty
-
Alkim czy już zadajesz sobie to pytanie - po co mi to było? Johny_narciarz wymiana grupy na np ultegre to około 2000 więc kupić i zastanawiać się co z tym zrobić to kiepski pomysł ale tu masz 100% racji i spraw sobie rower z widelcem karbon z możliwie jak najwyższą grupą i dobrymi kołami . pozdrawiam2 punkty
-
2 punkty
-
1 punkt
-
Gratulację! Sam też szukam imprez, nietypowych i w jakimś sensie wyjątkowych. Tylko rowerowych.1 punkt
-
I tak jest, bo przełaj jest kompromisem. Choć dobrej klasy, może być równie szybki na szosie co przeciętna kolarka. Właściwości w terenie nazwałbym raczej tak: "można sobie pojeździć i sprzęt to zniesie". Dla mnie najbardziej uniwersalny sprzęt to rower z grupy XC. Najlepiej Full.. No ja słyszałem zawsze odwrotnie... Po za tym osprzęt wcześniej czy później się zużyje i tak trzeba będzie go wymienić. Rama nie. Po za tym działanie niższych grup osprzętu jest w zasadzie takie samo, tylko brakuję co najwyżej możliwości zrzucania 4 biegów przy jednym naciśnięciu, co amatorowi raczej mało się przyda. No i oczywiście lepsze grupy są wykonane z lepszych - lżejszych materiałów. A czy tych biegów będzie 18 czy 22? Dla kogoś, kto zaczyna przygodę jest bez znaczenia. Byle ich rozpiętość była wystarczająca. I tu zgadzam się w pełni. Podobnie jak rynek używanych samochodów czy motocykli w PL jest porażką, podobnie może być z rowerami. Ja też wolałem kupić nowe. Lepiej nawet wziąć kredyt na nówkę (najlepiej poszukać rat 0 %,które dość często można spotkać), niż płakać po kupnie rzekomo super stanu. Słuszna uwaga! Podałem przykład Scotta, ale nie napisałem czemu ta linia modelowa. Właśnie to są rowery długodystansowe. A tu coś z cyklu sam sobie zaprzeczasz - wybacz! Więc czemu nie podstawowy karbon? Albo drugi od dołu? W ok. pięciu się zmieścisz... Sam też kupiłem swojego Scotta "drugiego od dołu" i powiem, że różnica nie jest znacząca dla amatora. A testowałem też takie za ponad 30 000 zł... Tu nie chodzi o to czy będzie lans czy nie, tu chodzi choćby o wspomnianą wcześnie geometrię. Znane marki od lat po prostu czerpią ze swoich doświadczeń i dlatego ich rowery są dobre. Mają swoje teamy i zawodowców, którzy wskazują kierunek. Kross dla Mai zmontował 12 ram, zanim uzyskano to czego oczekiwała...1 punkt
-
1 punkt
-
Spośród podanych przez ciebie par nart zdecydowanie Atomic, ale to moja subiektywna ocena. Mam sentyment do starych Blackey`i na których nigdy nie miałem najmniejszych kłopotów podczas ostrej jazdy w każdych warunkach a dziś jeszcze służą mi do podejść jako skitury. Z tym, że mieszkam w górach a te narty lubią przynajmniej większe "pagórki". To też trzeba brać pod uwagę, bo gdzieś tam na początku na BK czy innej wiślańskiej górce z dziećmi słabo sobie radziły w skręcie.1 punkt
-
Z "markowych" rzeczy, jeżeli ktoś nie chce pokazywać się na rowerze z Deca, lub zwyczajnie ma kaprys i fantazję, proponowałbym np. Trek Emonda ALR 5 z grupą 105. Można je dostać w okolicach 5000 zł. Tutaj test http://portal.bikeworld.pl/artykul/testy_i_nowosci/testy_rowerow/14837/test_trek_emonda_alr_5 Z malowaniem Trek Factory Racing wygląda kozacko.1 punkt
-
1 punkt
-
Wczoraj było pięknie. Dzisiaj pogoda jak drut. Pełna lampa i lekki wiatr. Zaraz powtórzę wczorajszą trasę, chociaż pewnie nic się nie zmieniło1 punkt
-
Ja bym brał coś w tym temacie.Za każdym razem jak w siadam na szosę(raczej z konieczności niż z przyjemności) to zawsze zahaczam jakiś przełaj,jakiś szuter ,las itd. ,załącza mi się dusza terenowca nic na to nie mogę poradzić,jest to silniejsze o de mnie.I z tego powodu 50% mojej jazdy to kros ,potem góral a resztówka to szosa. To są moje indywidualne upodobania-decyzja jest twoja.1 punkt
-
Nie to, żebym chciał, bo trochę mnie te tarcze rażą Ale jednak w górach i/lub na mokrym, to fajnie byłoby mieć lepsze hamulce. W zeszłym roku udało mi się nowe klocki zedrzeć w ciągu 4 dni, większość na jednym, długim i deszczowym zjeździe...1 punkt
-
1 punkt
-
Andrzej, tu coś dla Ciebie: http://www.erowery.pl/rower-scott-cr1-30-szosa-triathlon-model-2016/rowery-producent-scott/m/90035 Ale jeszcze dorzuć 500+...1 punkt
-
Jeśli szosa to: - polecam karbon, jeśli budżet puści, będzie wygodniej mimo braku amortyzacji - osprzęt to raczej sprawa drugorzędna - na poczatek nawet 2x8 wystarczy. Później zawsze możesz zmienić tył na "11". Choć najlepiej zacząć choć od Shimano 105 - jeśli chcesz pojeździć też po za asfaltami, to może przełaj? Może być też kross czy trekking. - na tym jeździłem , więc może to: - przy twoim wzroście to bardziej już XL, ale w przypadku szosy to myślę 58 cm (podaje się długość rury pod siodłowej). Tu musiałbyś sprawdzić samemu - najczęściej mierzy się wewnętrzną długość nogi. Przy 5 kołach to raczej używka, ale czasami zdarzają się wyprzedaże z zeszłych sezonów. Ostatnio w B-B w sklepie Koral mieli karbon za 4700! Warto dobrze przewertować internet. Ja jeden rower kupiłem w Częstochowie, drugi we... Wrocławiu!1 punkt
-
Tak na szybko, to najlepiej rama carbonowa, tylko w tym budżecie do 5000 tyś. zł można znaleźć raczej jakąś używkę. Shimano 105 lub coś z wyższej półki np. Shimano ultegra. Co do marki to trudno mi powiedzieć, rozmiar ramy minimum 56. Wysłane z mojego ALE-L21 przy użyciu Tapatalka1 punkt
-
Tytuł tej relacji chyba powinien brzmieć "jak odwala po czterdziestce"... Jeszcze niedawno wypalałem paczkę papierosów dziennie, a podstawową rozrywką w weekend było wędkarstwo. Oczywiście w wersji gruntowej - zarzuć i zapomnij. No chyba, że jakimś cudem coś wzięło, to trzeba było wspiąć się na wyżyny wysiłkowe. Ale zostawmy ten temat. Zmieniłem tryb życia i teraz w czasie poza narciarskim jeżdżę dużo na rowerze. Do tego zainteresowałem się nietypowymi maszynami jak Fat Bike. Nie umknęło to uwadze pewnemu teamowi, zwłaszcza kiedy napisałem im test roweru. No i się zaczęło... Po Fat Bike Race Góry Stołowe, zostałem namówiony na start w Bike Maratonie. Żebym tak choć w jednej edycji z całego cyklu wystartował. Miałem debiutować w Zdzieszowicach, ale ze względu na pogodę ( sypał śnieg ) wolałem udać się na Chopok. Druga szansa przyszła szybko, bo w ten weekend we Wiśle. Pogoda według prognoz miała być piękna, ale im bliżej weekendu, tym była gorsza. Co zrobić, kiedy start już opłacony, a koledzy z teamu nawet numerek startowy mi przysłali. Do tego piękne ubranko firmowe. Na kolejne edycje musiałbym przejechać kawał drogi, więc to była tak naprawdę ostatnia szansa. Umyłem maszynę, przesmarowałem i wydawało się, że jest gotowa. Niestety podczas mysia zauważyłem, że mam urwaną szprychę, która goniła sobie swobodnie i mogłaby narobić szkód. Usunąłem ją i teoretycznie nie ma się czym przejmować. Jednak takie miejsce zawsze jest lekko osłabione i w ekstremalnych warunkach może zawieść. Za to Boss teamu nie zawiódł i załatwił mi serwis, ale niestety panowie szprychy nie mieli. Stwierdzili, że pozostałe 31 powinno mi wystarczyć. Ale cofnijmy się nieco. Niestety nie ma bagażnika rowerowego w aucie i musiałem porozbierać brykę. Rower oczywiście! Pościągałem koła i wszedł. Spakowałem wszystkie niezbędne rzeczy, jak kask czy numerek startowy i heja do Wisły. Pozostało pytanie gdzie zaparkować, bo w centrum wszystko płatne, a samochód dobrze mieć blisko. Wiem! Skolnity! Pod skocznią. Na ten sam pomysł wpadł jeszcze jeden osobnik i nikt więcej. Za to poniżej wszyscy się tłoczyli i szukali miejsca choćby przy drodze. Oto jak przydaje się wiedza narciarska. Powoli powyciągałem rower, poskładałem go uważnie i ruszyłem w miejsce startu. Pogoda w tym czasie średnia - chmury, ale bez deszczu. W sumie to dobrze, bo upał nie jest taki fajny. Spotkałem Bossa teamu, który starował z innego sektora. Krótka pogawędka i czas się rozgrzać. Niestety zimno mi się robi i nawet kilka kilometrów rozgrzewki tego nie zmienia. Do tego wcześniej udaję się na start, żeby być na czele - doświadczenie z Gór Stołowych. Niestety nie dostrzegam Matiego, pewnie ustawił się gdzieś pod koniec. Nie dostrzegam też innego kolegi z teamu, który nie przyznał się, że będzie. Pozostaje włączyć zapis GPS i czekać na swoją kolej. Kiedy ruszyło 6 sektorów, czas na nas, czyli siódmy. Podjeżdżamy na start, odliczanie i go! Początek to rundka przez centrum Wisły, gdzie dopingowały nas tłumy kibiców. Ostatnim razem tak liczne spotkałem na Śnieżce. Peleton zaczyna się rozciągać, a koło mnie przelatuje Mati1981. Nawet mnie nie dostrzegł, ale pewnie też nie widział wcześniej mojego ubranka firmowego. Trasa powoli zaczyna się zwężać i rośnie nachylenie. Staram się oszczędzać siły, bo z góry założyłem, że jadę średni dystans czyli Mega: 46 km i 2000m przewyższenia. Gdyby mi dobrze szło, to rozważałem full opcję tj. Giga: 61 km i 2700m przewyższenia. Niestety nie czuję mocy. Wyraźnie ostatnio za mało treningów. Ale staram się utrzymywać przyzwoite tempo. Gdzieś w środku pierwszego podjazdu wyprzedza mnie kolega z teamu, który właśnie się nie przyznał do udziału. Krótka dyskusja i poszedł mocniej do przodu. "Kurcze, chyba coś za słabo jadę" - pomyślałem. Ale nie zwracam uwagi na innych i realizuje swój plan. Przede wszystkim oszczędzać siły na później. Podjazd się kończy i dojeżdżamy do miejsca gdzie trzeba zdecydować jaki dystans jedziemy. Chwila zawahania i cisnę na Mega/Giga - kolejna decyzja dopiero na 40-tym kilometrze. Trochę jazdy po szczytach, praktycznie bez chwili wytchnienia. Trochę zjazdu i znowu do góry, aż w końcu dojeżdżamy do pierwszego dłuższego zjazdu. Niestety w drugiej jego części bardzo stromo i tu raczej niczego nie nadrobię. Pod jego koniec zsiadam z roweru, tak samo robi 90% zawodników. Jeden ciśnie i nawet daje rady. Ale to był pierwszy pogrom. Kawałek dalej łatają flaki, a jeden osobnik miał nawet ósemkę z obręczy! Widać umiejętności techniczne to nie wszystko. Trzeba też uważać na sprzęt. Jeden flak może zniweczyć wysiłki, jeśli ktoś walczy o każdą sekundę. Ponownie zaczynamy dłuższy podjazd, a następnie jazda góra dół. Czasami wplecione są trudniejsze odcinki w postaci singli, nie koniecznie zjazdowych. Mimo kilku suchych dni, są miejsca, gdzie mnóstwo błota, bo drogą płynie strumyk. No i co z tego, że jest w dół, kiedy rozpędzić za bardzo się nie da? Niemal każdy zjazd obfituję w różne trudności techniczne i za każdym razem kilku kolarzy łatających dętki. Do tego na trasie leży mnóstwo bidonów. Jakby ktoś się przeszedł trasą po zawodach, prawdopodobnie nazbierał by ich co najmniej 50! Dopiero zjazd do Brennej pozwolił na więcej. Ale i tak trzeba było uważać, żeby nie złapać tzw. snejka. Tutaj chwila oddechu, kiedy wjeżdżam na asfaltową drogę. Ale fajnie! Tak równo, prosto, sucho... Sielanka szybko się kończy i od razu zaczyna ostry harpagan. Miejscami trzeba zsiąść z roweru. Ale umiejętność prowadzenia bikea pod górę też w cenie. Tą techniką doganiam wielu zawodników. Oczywiście oni też prowadzą rowery. Po za tym, poniżej pewnej prędkości nie ma sensu jechać! Człowiek szybszy jest pieszo i traci mniej sił. Chyba większość to dostrzegła. Ale ja zaczynam mieć inny problem - tylna przerzutka. Wspomniałem wcześniej, że nie była dobrze wyregulowana, no i w ekstremalnym obciążeniu zaczynała zawodzić. A to nie mogłem zmienić biegu na wyższy bez kombinowania (dwa do góry i jeden wstecz), a to przy redukcji na największą tarczę spadał łańcuch. Tracę przez to sporo czasu, ale jakoś udaje mi się nad tym panować. Po jakimś czasie nie wytrzymuję i robię ekspresową poprawkę, wykręcając linkę. Udało się! Teraz pracuję niemal bez zarzutu! Ale chyba czasem jest blokowana przez błoto. Tego niestety coraz więcej, bo najpierw zaczyna siąpić, a następnie lać! Powstaje kolejny problem - zaparowane okulary. Zastanawiam się nawet, czy ich nie ściągnąć, ale wtedy deszcz wali po oczach. Więc jadę w połowie po omacku, co czasami kończy się najechaniem na jakiś głaz czy inny korzeń. Znowu muszę uważać i nieco zwalniam. Gdzieś chyba w połowie, może nieco po za połową dystansu ponownie sielanka. Długi asfaltowy zjazd. Wreszcie mogę "poszaleć". Ten jednak koczy się zakrętem 90 stopni (zjazd na szuter), schowanym za zakrętem. Ostre hamowanie, oba koła w poślizg, ale udaje się wpasować, choć z lekką stratą. Oczywiście za tym miejscem ponowna wspinaczka, ale dłuższy czas po równiutkim asfalcie. Patrze na czas, na zrobiony dystans i już wiem, że na Giga nie mam szans zdążyć. Do tego czuję się już tak zmęczony, że nie porwałbym się na niego. Wspomnę tu jeszcze o bardzo fajnym technicznym odcinku. Coś w rodzaju singla, ale takiego między skałami - super! Za nim kolejny zjazd i zabawna sytuacja. Otóż cały czas wyprzedzaliśmy się z innym gościem, ale tu dotarliśmy razem. Kolega się zatrzyma, wskazał zjazd i powiedział: "proszę". Wyraźnie na zjazdach bardziej się bał ode mnie i chyba temu te ciągłe przetasowania między nami. Ale w końcu zaczął się ostatni podjazd. Tym razem dość lekki, coś jak na Szyndzielnię czerwony szlak. Łatwo było złapać rytm i powoli do przodu. Tutaj nawet co nieco nadrobiłem. Wyjechaliśmy na szczyt i ponownie jazda góra dół. Przy każdym zjeździe już myślałem, że to będzie ten ostatni, ale ciągle za mgłą ukazywała się kolejna mała górka. Dopiero po 42 km jazdy, wreszcie tylko na dół. Ale tu wpleciono niezbyt długi singiel - trudność średnia, ale w błocie i po korzeniach. Dalej miejscami dość stromy szuter, później asfalt i już byłem pewny, że będzie sielanka. Nie tak szybko! Wpleciono jeszcze kawałeczek singla, który wydawał się mega łatwy, ale właśnie tam trafiłem na korzeń i było ciepło... Dalej już asfaltową drogą do mety. Ale byłem szczęśliwy, kiedy ją mijałem! Wyrypa zakończona! Aż sam w to nie wierzę. Mój czas i miejsce nie powalają - 4.34.51, 340 w generalce,94 w M4. Ale głównym celem było ukończyć zawody i zdobyć doświadczenie. Jestem cały przemoczony i z błota. Rower tak samo. Na szczęście organizatorzy zadbali o myjki i po chwili bryka była jak nowa. Nawet smar z łańcucha i zębatek zszedł! Gorzej z właścicielem. Mogłem co najwyżej wskoczyć do Wisły, ale tam zimno. Udałem się po posiłek, porobiłem jeszcze kilka ujęć, rozejrzałem się za kolegami, ale chyba dawno temu już pojechali. Zarówno z teamu jak i mój imiennik. Jest mi zimno, leje deszcz, więc szybko do samochodu choć trochę się ogrzać. Niestety nie przewidziałem opadu, bo w prognozach go nie było i nie zabrałem niczego ciepłego do ubrania. Zrzuciłem mokre, ubłocone ciuchy i jedyne co mogłem zrobić, żeby jakość znieść temperaturę, to założyć 2 T-shirty. Poszedłem jeszcze na dekorację, którą obserwowało może kilka osób - nic dziwnego patrząc na pogodę - i postanowiłem wracać do domciu. Po zawodach od razu kilka wniosków. Po pierwsze SPD obowiązkowo! Kupiłem przed samymi zawodami, ale koledzy odradzali jak nigdy nie próbowałem. W pół łyse opony to też nie najlepszy pomysł na zawody. Po za tym chyba poszukam innych, lepszych na zjazdy. Przerzutki obowiązkowo muszą być wyregulowane perfekt! Jakakolwiek odchyłka od normy, w ekstremalnej sytuacji zawodzi całkiem. Do tego koniecznie napęd 1x coś tam - 1x12, 1x11, 1x10. Przednia przerzutka, kiedy nie ma czasu, jest bardzo upierdliwa, nawet dobrze wyregulowana. Sztyca pneumatyczna regulowana z kierownicy super sprawa! Bardzo pomaga na zjazdach. Szkoda, że dostałem ją tylko do testu, bo sprawdziła się rewelacyjnie! Mimo małego skoku wynoszącego 65 mm. Może jeszcze o samych zawodach. Organizacja na najwyższym poziomie! Podobnie jak Śnieżka Uphill Race - ten sam organizator. Wszelkie formalności można załatwić przez internet i przyjechać prosto na start. Trasa znakomicie oznakowana i nie tylko chodzi o wskazania kierunku jazdy. Każde trudne miejsce jest oznaczone i w zależności o stopnia - jednym, dwoma lub trzema wykrzyknikami. Tras bardzo urozmaicona. Spotkamy wszystko co można w górach - ostre kamieniste zjazdy, single, odcinki z błotem, jazda między skałami, trudne i łatwe podjazdy, szybkie odcinki asfaltowe, czy nawet odcinki trawiaste. Na mecie czekają już dziewczyny z napojem, a kawałek dalej ciepły posiłek. Jest kilka stanowisk z myjkami ciśnieniowymi, z których skorzystać może każdy. Jest też serwis rowerowy. Nie wiem czy jeszcze będę chciał występować w tego typu zawodach, ale co przejechałem to moje i bardzo się cieszę! Wrażenia niezapomniane, więc pewnie będzie kusić. Ha ha, ale jak się jednak wkręcę, to może kiedyś będzie mi dane potrzymać puchar, a nie tylko oglądać... Pozdrawiam, Johnny1 punkt
-
Bo tak zapinkalałeś.... Stałem na początku naszego sektora, ale też Cie nie dojrzałem. Dopiero po ruszeniu wyprzedziłeś mnie jak strzała! Myślałem, że pojedziesz Giga... Ja pojechałem średni dystans, tj.Mega i 46 km, 2000 m przewyższenia. Ile było podjazdów to nawet nie zliczyłem, ale jak wjeżdżałem do Wisły to myślałem, że ze szczęścia oszaleje! Gdzieś od połowy dystansu zaczęło siąpić, a ostatnia godzinę jazdy lać! Zrobiło się ślisko i błotniście, więc zwłaszcza końcówkę jechałem powoli. Na ostatnim mini singlu najechałem na korzeń i nieomal zakończyło się to glebą. Właściwie całą końcówkę jechałem po omacku, bo mokre i parujące okulary, nawet przy sporej prędkości spowodowały, że nic nie widziałem. Przygód było więcej, ale to może później jakąś relację napiszę. PS. Jestem na twoim zdjęciu w czarno-zielonych barwach, pod literką "e" z Eski. Jechałem w barwach :"fatbajkowych" - duże koło na plecach. PS. Koledzy z teamu zrobili mnie w konia i pojechali mini... a myślałem,że będą czekać na mecie... Jeszcze mi powiedzieli, że słaby czas miałem - normalnie szczyt bezczelności...1 punkt
-
Bike Maraton Wisła - jechałem dystans mini, 24 km, dwa dłuższe podjazdy i zjazdy. Johnnego niestety nie spotkałem, a mieliśmy jechać z tego samego sektora, mam nadzieję że dojechał bez przygód. Mi się udało, 28 miejsc w M3 i 92 w Open. Ludzi cała masa... Pozdrawiam Maciek Wysłane z mojego ALE-L21 przy użyciu Tapatalka1 punkt







