Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 05.02.2018 w Odpowiedzi
-
10 punktów
-
Wczoraj postanowiłem zrobić małe safari i przy okazji pobytu w Kasinie wreszcie zobaczyć ten kultowy ośrodek Co do Kasiny, to ludzi sporo ale kolejek brak (duża przepustowość nowej kanapy). Warunki w związku z tym szybko się pogorszyły i jeśli ktoś nie lubi jazdy na lodzie lub cukrze, to mógł odczuwać pewien dyskomfort. My byliśmy zadowolenie (narty naostrzone) . Minus taki, że trzeba było uważać na ludzi. Po 4 godzinach skoczyliśmy do stacji Koninki na kolejne 2 godzinki. (rym zamierzony). Tutaj zaskoczenie na plus. Krzesło wcale nie takie tragicznie wolne jak myślałem. Spokój, chill, mało ludzi a potem jeszcze mniej; górka super i warun OK. Owszem, trochę lodu wystawało, na dole większe kopce cukru i parę minerałów było też ale dało się bezpiecznie pojechać szybciej bez obawy wjechania w kogoś. Reasumując, podobają mi się takie oldschoolowe stacje typu vintage. Odwrotność stacji typu Białka. Naprawde da sie pojeździć. Dzięki Enduroski, Gerald i inni za zwrócenie uwagi na to miejsce! Pzdr M8 punktów
-
8 punktów
-
Cześć W nocy znowu napadało trochę białego i aktualnie jest zaje...... no sami wiecie... . Aktualnie „męczymy „ naokraglo to co poniżej. Oby taka bajka utrzymała się do końca dnia PS. Wczoraj jechałem przez serpentyny i jest ok tz. trochę brudnego śniegu ale bez lodu. Reszta drogi była czarna (ale to wczoraj )7 punktów
-
Odkrywam Krynicę. Wiele lat tam jeździłem i zawsze omijam stacje Henryk. Stacja praktycznie w środku miasta. Dawniej był tam orczyk i trasa może 350 metrów. Potem wybudowano mostek nad ulicą i trasę przedłużono. Potem wybudowano drugi wyciąg doprowadzając go na szczyt Krzyżowej. Wiedziałem ze stacja rozwija się, że modernizuje, ale jakos mnie nie pociagala. Dziś właśnie odwiedziłem Henryk. Stacja ma 2 wyciągi krzesełkowe 4 osobowe, takie z demobilu, trochę wolne. Długość trasy to 1350 m. Trasa łatwa, niezbyt szeroka ale jazda po niej bardzo przyjemna. Widoki na cala Krynice. Stok dobrze przygotowany. Myślę, że jeszcze tam nie jeden raz zawitam.7 punktów
-
Dziś perfekcyjny (no prawie ) dzień na nartach. Zaczynamy od 8:30 z parkingu pod gondolą w Janskich. Testujemy różne trasy, główną gondolę, szybkie krzesło Hofmanky, wolniejsze krzesło Protez, orczyk Andel. Warunki OK - na górze dużo naturalnego śniegu, na dole przewaga sztucznego raczej. Z rana wszędzie na bieżąco, po 10:30 robi się ciaśniej i trzeba już kombinować z wyborem wyciągu. Trasy różne - część szersza, część baaaardzo wąska jak na dzisiejsze standardy (węższe niż np. stara 4 w Szczyrku), mimo to zabawa przednia. O 12:00 wjeżdżamy znów gondolą na sam szczyt, idziemy kawałek do sympatycznego ratrako - autobusu, który podrzuca nas kilkaset metrów na sam szczyt Cernej Hory. Stamdąd już na nartach płaską nartostradą w stronę Pecu. Po drodze jeszcze jeden kawałek pojazdem na gąsienicach, znów przepinka w narty i jesteśmy na fajnych polanach - królestwo naturalnego śniegu bez żadnego naśnieżania :). Później Zahradky i nieco zmęczony życiem stok, na nim posiłek - jak przystało na Czechy smażony ser . Z Zahradek na Hnedy Vrch i tam naaajlepsza jazda dziś mimo popołudniowej pory. Lodowa czarna trasa i lepiej przygotowana objazdowa czerwona - można było się fajnie zmęczyć . Na sam koniec atakujemy orczyk Javor ale tam trasa niezbyt ciekawa, a i kolejka do dwóch równoległych orczyków spora. Stamtąd skibusem do Janskich i jesteśmy w hotelu. W marcu, po feriach, gdy nie ma już tylu ludzi musi to być naprawdę genialny ośrodek, a raczej kilka sąsiednich - w Polsce takiej różnorodności tras nie da się uświadczyć nigdzie, nawet w Szczyrku. Polecam!6 punktów
-
6 punktów
-
A prosiłem, zachęcałem, przyjeżdżajcie. I nic. Były tylko 2 osoby z forum. Mieliście niepowtarzalną okazję skopać mi tyłek, trzeba było tylko wystartować. Taka okazja zdarza się tylko raz na parę lat. Nieprędko się powtórzy. Raz w Karpaczu nie dojechałem do pierwszej bramki, wywracając się na własnym kijku. Drugi raz w eliminacjach MPA w okropnej mgle ominąłem bramkę kierunkową (najłatwiejsza na trasie, trzeba tylko było przyjechać koło niej). A dzisiaj pierwszy raz awaria sprzętu (wiązanie). Stromą górę przejechałem bardzo poprawnie i na płaskim odcinku do mety, wchodzę w prawy skręt, paczę pod siebie, a mam tylko jedną nartę. Gleba, wstaję biegnę po zgubę, niestety narty nie da się zapiąć. Biorę nartę pod pachę i zsuwam się w kierunku mety. Na mecie wypada mi narta z ręki (dodatkowo zepsuł się skistoper) narta nabiera prędkości i pędzi w stronę drogi w szpaler zaparkowanych samochodów.Na szczęście nie przebiła się przez ostatni rów i zatrzymała tuż przed autami. I tak w pierwszym przejeździe mam najgorszy czas zawodów. Ale metę zaliczyłem i zawody również. Liczy się przecież start i obecność, a nie miejsceNa drugi przejazd wybrałem szutrówki i czas przyzwoity. Ale 2 przejazdy razem porażka. Za tydzień będzie rewanż, to się odkuję!5 punktów
-
4 punkty
-
Dobrze napisane. Właśnie tak . Ze stacji, na których da się fajnie pojeździć (orczyk i brak tłumów), w pobliżu zostaje jeszcze Polczakówka, którą bardzo lubię. Ale tam tylko jeździ się na okrągło w dobrym towarzystwie (ceprów orczyk nie pociąga), a Koninki to też miejsce wypadowe na Turbacz, taka brama Gorców . Pamiętam, jak kiedyś w epoce sprzed telefonów komórkowych zjeżdżałam z Tobołowa stokówką na drewnianych biegówkach w potwornie lepiącym się do nart śniegu, a rodzina wychodziła ze skóry nie wiedząc, co się dzieje...4 punkty
-
Czołem. Ostatnio wziąłem się za montowanie naszych narciarskich szaleństw. Wrzucę, a co mi tam, może nie jest taki zły ten film. [emoji6] Wysłane z mojego LG-M320 przy użyciu Tapatalka4 punkty
-
4 punkty
-
Stoję i patrzę. Myślę czy ostatni raz widzę to miejsce. Takie małe i niepozorne. Ta mała stacja narciarska zagubiona gdzieś na pograniczu Beskidu Wyspowego i Gorców była moim ostatnim treningiem. Za tydzień będę jeździł w górach Elburs w północnym Iranie, a potem w ukraińskich Beskidach Skolskich. Zapewne w marcu i kwietniu jazda w naszych Beskidach będzie niemożliwa...jak zwykle. 3 lutego, w sobotę, spędziłem kilka godzin w Lubomierzu. Małej zapomnianej stacji narciarskiej w Małopolsce. Gdzie nielicznej garstce ludzi zapewnia wyjazd na górę 750 m wyciąg orczykowy z 1972 roku.4 punkty
-
Zapraszam do obejrzenia krótkiego klipu z wyjazdu Podgłośnijcie odbiornik (dość cicha muzyka) - proponuję również ustawienia HD. Miłego oglądania:4 punkty
-
Dzisiaj wróciła w Beskidy prawdziwa zima. w szczyrku na dole spadło w ciągu kilku godzin 10-15 cm, w górach 20-25 cm. Opad na pewno bardzo poprawi warunki na trasach i poza nimi. Na COS (FIS i Kaskada) dzisiaj było bardzo przyjemnie. Zjechaliśmy nawet Ondraszkiem. Wygląda na to, że Juliany i Golgotę w SMR lada dzień otworzą. Dzisiaj spokojnie zjechaliśmy do baru po puchu - rewelacja .4 punkty
-
Wypadałoby podsumować dzisiejszy dzień w ramach naszego (niestety) dwudniowego wypadu rodzinnego na Chopok. Zatem @toppaner nie zobaczymy się jutro bo jestem już w domu czego naprawdę bardzo żałujemy chętnie bym tam jeszcze posiedział ale trzeba też kiedyś pracować .Dla Ciebie dobra wiadomość, że serpentyny są takie jak wczoraj więc nie musisz się obawiać. Co do ilości ludzi to wg mnie umiarkowanie jak na ferie a na pewno lepiej niż wczoraj. Kolejki na Zahradkach tylko koło 11 ale jak były to wbijaliśmy się na singleline oczywiście zgodnie z zasadami tz nie zawsze jeździliśmy razem ale w kolejce spędzaliśmy połowę czasu tego co inni (coś za coś). Na trasach różnie, czasami tłok , czasami pusto .Wczoraj na północy było bardzo mgliście od Prehyby w górę. Wjechaliśmy raz na Łukową i błędniki szalały tak , że dzisiaj widząc to samo nie chcieliśmy ryzykować (moja młodsza córa była tu pierwszy raz ) Jednak koło 13 wskoczyliśmy na górę i ..... po prostu inny świat !! Szczyt i południe całe w słońcu . Kurczę żałowaliśmy, że nie uderzyliśmy tu wcześniej warunki super. Mogę tylko pozazdrościć tym co będą tu przez najbliższe dni. Na koniec dnia zaliczyliśmy jeszcze FIS i 12 , które naprawdę trzymały do końca fason . Poniżej kilka fotek z dzisiaj. Pozdrawiam3 punkty
-
Zawsze jestem na parkingu pod gondolą na 8.05-8.10, nigdy nie trafiłem na żaden korek, a wjeżdżałem do Szczyrku w tym sezonie już kilkanaście razy.3 punkty
-
Mieszkamy w Groniku, czyli pomiędzy Soliskiem, a Julianami. O 8:25 parkujemy na Julianach jako 5-10 samochód. Oczywiście za darmo, nic się nie zmieniło. Przed nocną parkujemy u Kowalskiego (za darmo). Tu trzeba być 17:30 lub korzystać z parkingów nieco oddalonych.3 punkty
-
3 punkty
-
Dołączam do grona sympatyków Cernej Hory. Dodam jeszcze, że o 5 minut drogi od Jańskich Łaźni jest jeszcze jeden, nieco bardziej kameralny ośrodek - Cerny Dul, z dwiema kanapami, kilkoma orczykami i 8 km niebieskich i czerwonych tras (w tym bardzo duży i fajny kidpark), na tym samym skipassie. Nawet gdy w Jańskich jest tłoczno, to tam nigdy nie spotkałam kolejek do wyciągu, poza tym kwatery i hotele są sporo tańsze, a problem transportu rozwiązuje często kursujący skibusik. Jeśli chodzi o rozrywki po nartach to akurat nie jestem wymagająca - mnie wystarczy fajna knajpa i miłe towarzystwo .3 punkty
-
Jaki popis dał TMR? Nie przywiózł zimy z Słowacji? Mamy drugi raz w tym sezonie większy mróz w górach. Gdyby była zima chociaż od grudnia nie było by tech dziwnych zarzutów i biadoleń.2 punkty
-
Oczywiście, że coraz więcej osób będzie jeździło do Szczyrku. Oczywiście, że TMR nie zrobił tej inwestycji "pro bono". Oczywiście, że będzie czerpał zyski z zainwestowanych pieniędzy. To nie tylko karnety. To również czynsz od wszystkich gastronomii/wypożyczalni/szkółek mających swoją siedzibę na terenach ośrodka. To opłaty od instruktorów uczących na terenie ośrodka itd. itp. Jeżeli kogoś to dziwi to znaczy, że nie rozumie po co prowadzi się biznes.2 punkty
-
Właśnie w Konikach zaczęła się moja przygoda na skiturach. styczeń anno domini 1999. Wybraliśmy się z kumplem właśnie z Tobołowa w kierunku schroniska na Turbaczu. Dotarliśmy do niego dopiero po 4 godzinach. Pamiętam że do schroniska schodziło się z zaspy a na drugi dzień można było zjeżdżać z dachu schroniska:). Oczywiście pierwszy telefon do rodziny że żyjemy dopiero z telefonu na karty ze schroniska:).2 punkty
-
Świetnie, że Tobie @Ratrak się spodobało. Jakbyś kiedyś w te strony się wybierał to koniecznie jeszcze Rokytnice nad Jizerou. Teraz rozumiesz, że częściej jeżdżę na narty do Czech jak w Polsce. Pogoda Wam dopisała, a często ludzie opiniują ON (niesłusznie) po pogodzie jaką zastają. Sądząc po pięknych zdjęciach, pogodowo trafiliście idealnie, nie zawsze tak jest, ale na pierwszą wizytę, super...2 punkty
-
Moim zdaniem cerna Hora z pecem, cernym dolem i velka upa jest zdecydowanie lepszym ośrodkiem niz Szpindlerowy Młyn. Byłem dwa tygodnie temu pierwszy raz w obu ośrodkach i mnie Szpindlerowy Młyn bardzo zawiódł. Strasznie drogo, a infrastruktura nie robi szału. Tras również mniej, a ludzi bardzo dużo.2 punkty
-
Witam Dla mnie Jańskie to najlepszy ON w okolicach. Główną gondola 8 osób. 2 kanapy z czego jedna to nowoczesna podgrzrwana parę orczyków dla początkujących i jedna kotwica ON porównywalny ze Szpindlem powierzchniowo a moim skromnym zdaniem lepszy. Tańszy o jakieś 35% na wszystkim od piwa po kwaterę i skipas. Jańskie to połączenie głównie z pecem pod Śnieżką malownicza trasa która pokonuje się trochę Rolbą a potem na nartach lub sankach. W jańskich jest trasa do zjazdu na sankach ok 4 km,wypożyczalnie sanek. W samej miejscowości duży parking, świetna komunikacja ski busów i sitybósw. W samej miejscowości aqacentum. Infrastruktura nowoczesna i inwestowania co roku. Jedyne czego mi brakuje w jańskich to rozrywek po szusowanu, Szpindler pod tym względem zdecydowanie wygrywa. Poza stokami to parę knajp zaledwie i wieczorami to umarło miasto prawie. Ja jeżdżę od kilku lat tam i ew pec, Zdecydowanie warto odwiedzić w porównaniu do Karpacza czy Szklarskiej to przepaść na korzyść Czechów Pozdrawiam wszystkich i życzę miłego wypoczynku2 punkty
-
Wypełniłem Lubię orczyki, zawsze lubiłem i jeśli tylko w danej sytuacji pozwolą mi szybciej dotrzeć z powrotem na górę, to wybiorę orczyk.... no ale czasem też fajnie jest podgrzać sobie cztery litery2 punkty
-
Dziś o 16 zajechaliśmy do Janskich Lazni, szybkie rozpakowanie i o 17:30 jesteśmy na parkingu pod gondolką. Gondola wieczorem nie jeździ, ale z parkingu pod nią zabiera nas skibus, który jedzie pod krzesło Protez. Trasa, na której odbywają się nocne jazdy ma bodajże 1800 metrów i jest bardzo fajnym rozwiązaniem na wieczorną nudę. Oczywiście stok ulizany ratrakiem, ale po 30 minutach wygląda wiadomo jak - ale warunki i tak OK. Dużo śniegu pod nartą i to czuć - sztuczny wymieszany z naturalnym. Bardzo przyjemne 3 godziny na nartach . Kilka zdjęć:2 punkty
-
2 punkty
-
2 punkty
-
Tym razem chciałem zrobić klip trochę inny... ...taki, by oprócz jazdy, dobrej zabawy była jakaś historia. Już na etapie kręcenia chciałem zrobić to mądrze i złapać kadry, w taki sposób by przykuły uwagę widza. Nim jednak nakręciłem, to wybrałem muzykę. M83 i filmowe "Un nouveau soleil" - Nowe Słońce... Starałem się, by w większości ujęć było Słońce i to w różnych ciekawych efektach świetlnych... Połączyłem to ze śniegiem i jestem zadowolony z kilku "migawek". Końcówka i ujęcie z księżycem miało być kontynuacją słonecznego klipu i symbolicznym końcem hahaha ale to brzmi... Ciekawe jak Wy odbieracie tą historię? Zapraszam do obejrzenia również w tym wątku - wcześniejsza publikacja w relacji z SFL. Ktoś, kto nie widział jeszcze - prośba o podgłośnienie dźwięku, a ktoś, kto ogląda na kompie - przełączenie na HD. Oczywiście prośba o wskazówki, komentarze i inspiracje Pozdrawiam marboru2 punkty
-
W Krynicy spadło 10- 15cm śniegu. Atmosfera zimowa, wszędzie biało. Jaworzyna Krynicka w miarę dobrze przygotowana. Świeży opad śniegu poprawił warunki ale miejscami lodowisko. Trzeba uważać. Najgorsze warunki na trasie 2 i 2a, najlepsze na trasie głównej, czyli 1. Na 5 dziś jakiś trening czy zawody, pół trasy zajęte. Objechalem wszystkie czynne trasy ale nie to było najfajniejsze. Mercedes udostępnił dziś auta do testów. Pojezdzilem G klasa i GLS. G klasa wiadomo, fajna i dzielna w terenie. Jazda nią d... nie urywa. GLS zrobił na mnie wrażenie. Super zawieszenie, no i ta moc! Aha, jakby kogoś interesowało , za te dwa auta trzeba zapłacić dużą bankę i jeszcze ponad dwieście prostych tysięcy. Grubo, oj grubo!2 punkty
-
2 punkty
-
Dzisiaj na COS w Szczyrku piękna pogoda i piękna zima. Trasy twarde, ale nie lodowe. FIS do kaskady bardzo przyjemny. Kaskada w całości dobra i bardzo dobra. Ścianka jest cała w naśnieżona bez minerałów. FIS od "grzebienia" bialutki, ale nadal zamknięty. Może jest problem z orczykiem lub śniegiem na torach ? Ludzi do 10.30 mało. Potem z Rafałem pomknęliśmy na SMR gdzie niebieska do Soliska całkiem dobra, twarda ale z odsypami w dolnym stromszym odcinku.2 punkty
-
2 punkty
-
Szwajcaria Bałtowska - raport z nizin. Dzisiaj wolne, więc po tyrolskiej przygodzie trzeba było trochę rozprostować kości na stoku. Padło na Bałtów. Temperatura po drodze dobrze nastrajała - delikatny mróz -2 zwiastował, że może będzie trochę betonu, po którym lubię jeździć. Na parkingu jestem ok 10 - dzisiaj jakoś mi się kawa przeciągnęła i nie mogłem się zmobilizować do wyjścia chociaż wstałem o świcie. Stok przywitał mnie promocją -20% na karnety czasowe. Spojrzałem na górkę i już wiem dlaczego niskie ceny: Mimo, że ludzi nie ma - z daleka widać, że z warunkami kiepsko. I na parkingu jakoś smutno... z parku miniatur w tym miejscu został tylko jeden Pałac - cała ekspozycja przeniesiona w inne miejsce. Jadę na górę. Widok na trasę przy orczykach: Najłagodniejszy zjazd w ośrodku: Ciąg dalszy tego wariantu: ...a pod napisem Szwajcaria Bałtowska - smutny widok Wspólna końcówka obydwóch tras przy talerzykach: Przenoszę się pod krzesło: Niestety - mimo mrozu, jest duża wilgotność i mgła - z betonu nici. Jest miękko i jakoś tak nierówno, niefajnie. Plus, to brak frekwencji i bardzo niewielka ilość narciarzy. Na krzesełku jeżdżę sam... tylko raz dosiadła się jakaś młoda, piękna dziewczyna - hehehe wyczuła, że Paula w pracy Byłem grzeczny. Pozdrawiam ową narciarkę! Dolna część trasy najlepiej przygotowana - tutaj da się kilka skrętów wywinąć na krawędziach. Atrakcją dzisiejszego dnia był Big Air. Mógł każdy sobie skoczyć i wylądować na poduszce. Chętnych niewielu, a i ewolucje były bardzo mizerne, więc skoncentrowałem się na jeździe, a nie popisach z wątpliwymi umiejętnościami deskarzy i narciarzy. Kolejek przy krześle - brak: "Ścianka" z końcówki zjazdu: Czas mijał dość wolno i leniwie... ...rozpuściłem się w tym Tyrolu i w tyłku chyba poprzewracało Tegoroczna nowość - malutki snowpark i wyrwirączka dla początkujących w górnej części stoku: Nawet lamy jakieś znudzone - mi jeździ się również kiepsko. @leitner nie masz czego żałować. Widok spod górnej stacji głównego wyciągu: Kończę z myślą, że dopóki nie pojawi się jakiś spory mróz, to nie ma sensu przyjeżdżać i ślizgać się w takich warunkach. Pozdrowienia z pogórza bałtowskiego w świętokrzyskim. marboru2 punkty
-
Korbielów, Pilsko-Hala Szczawiny. Z rana warunki bardzo dobre, później zaczęły wychodzić minerały, z godziny na godzinę było ich więcej ale narty nie ucierpiały, jedna mała rysa. W kilku miejscach były oblodzenia ale to nie przeszkadza w jeździe, ludzi bardzo mało. Ładna pogoda, super spędzony czas.2 punkty
-
Stacja narciarska Lubomierz, jest jedną z tych które chyba zapomniały się zlikwidować. W dobie upadających małych ośrodków i stacji narciarskich, które borykają się z problemami - braku śniegu, środków na inwestycje, problemami własności, czy przestarzałej infrastruktury (niepopularne orczyki), Lubomierz wydaje się twardo trzymać. Jest jedną z ostatnich stacji narciarskich w Małopolsce, gdzie głównym wyciągiem jest 700 metrowy wyciąg orczykowy typu Mostostal WN750. Na przekór wszystkiemu, obok postawiono równoległy wyciąg talerzykowy firmy Sztokfisz, krótszy o 200 metrów od orczyka. Na dole znajduje się mały, krótki talerzyk do nauki jazdy, około 150 m. Stacja jest idealna do nauki jazdy oraz doskonalenia jazdy, stąd często tutaj można zobaczyć dużo dzieci - grupy szkolne. Wyciągi w Lubomierzu znajdują się ok 15 km od Mszany Dolnej, i około 70-80 minut jazdy autobusem lub samochodem z Krakowa. Zatrzymują się tu wszystkie autobusy relacji Kraków - Szczawnica. Choć wyciąg nie jest bardzo długi, trasa ma nachylenie 29%. Więc jest gdzie pojeździć. Ceny karnetów nieco tańsze. Przy dużych ilościach śniegu, można jeszcze pojechać po prawej stronie (patrząc na mapkę), za tym małym laskiem, w koło - trasa niezaznaczona. Wybrałem się tam wczoraj, z myślą o wejściu na nartach na Gorc Troszański lub Kudłoń. Jak się okazało, śniegu w lesie było tyle, co kot napłakał. Wszędzie kamienie i wystające gałęzie. Skończyło się na dojściu na najbliższą halę i szczyt Jaworzynkę Gorczańską. Na Hali była wystarczająca ilość śniegu - zjazd w ciszy i samotności. Wyciąg w Lubomierzu, znajduje się przy żółtym szlaku Przełęcz Przysłop - Kudłoń - Turbacz. Daje więc możliwość zrobienia fajnej wycieczki skiturowej. W zależności od kierunku można się wspomóc - wyjazdem do góry. Jeśli kończymy wycieczkę w Lubomierzu, można się na wyciągu "dojeździć", jak ktoś jeszcze ma siłę. W tytule posta bardzo ironizowałem ;-) Stacje narciarskie w Gorcach to w dużej większości ośrodki Vintage Ski Slope. Nie cieszą się dużą popularnością, i wręcz mało kto z dużych miast tam jeździ. Gorce i Beskid Wyspowy to mało popularne pasma górskie, i nie są tak oblegane jak np. Hala Rysianka przez freeriderów, chociaż są tutaj również duże hale.1 punkt
-
Od dawna pomysł spróbowania skitour'ów chodził mi po głowie ALE... no właśnie z jednej strony zachęcały mnie relacje kolegów z forum (m.in. relacja z Norwegii i połączenie jachtu i skitour'ów to dla mnie najlepszy wątek jaki kiedykolwiek zaistniał na tym forum), opowiadania kto co kupił i dlaczego też jakoś rozpalały wyobraźnie - bo ja akurat lubię kupować różne sprzęty; no ale z drugiej strony jak do jasnej ciasnej się do tego w ogóle zabrać i jak zacząć. Tu z pomocą znów przyszło forum - ktoś podpowiedział w jakimś tam wątku, że istnieje coś takiego, jak Skitourowe Zakopane i działająca w ramach tej inicjatywy Skitour School. No więc gdzieś to wszystko sobie w mojej głowie kiełkowało, choć pojawiło się pytanie, jak podołać kondycyjnie, bo do tej pory jakoś nigdy wielkim miłośnikiem chodzenia po górach nie byłem. Na szczęście jakieś 3 miesiące przed swoimi 40-tymi urodzinami, postanowiłem sobie, że w wieku 40 lat doprowadzę się do formy w jakiej nie byłem mając lat 30. Zacząłem więc trochę treningów na siłowni, trochę biegania, sporo roweru - zwłaszcza ostatnio odkąd pod choinką znalazł się trenażer Tacxa i odkryłem świat Zwift. Do tego trochę zmieniłem zasady odżywiania i tak mniej więcej w ciągu ok.10 mies. doprowadziłem swoją kondycję do przyzwoitego poziomu, przy okazji tracąc jakieś 11-12 kg. Nakłoniwszy jeszcze moje kuzynostwo - udaliśmy się do Kuźnic na spotkanie z przygodą. Najpierw wydano nam sprzęt. Na nogi dali mi takie coś: Tu pierwsza zaskoczenie. Jasne czytałem na forum, że buty są dość lekkie, ale okazały się nie tylko lekkie, ale i super komfortowe. Prawie jak w kapciach. Potem do kompletu dostałem jeszcze takie narty firmy Atomic: Oczywiście całości dopełniały kije, no i foki. Okazało, że ktoś jednak musi nam wytłumaczyć jak się w ogóle w to ustrojstwo wpiąć. Potem pokazano nam jak założyć foki. Na szczęście w warunkach bez wiatru, z nartami opartymi o płot, to ten "pierwszy raz" poszedł dość sprawnie i foki pięknie skleiły się ze ślizgiem. Teraz przyszła pora na to, aby instruktor Kuba - TOPRowiec i super fajny człowiek - pokazał jak prawidłowo wyglądać powinien nasz "krok": No i tak powoli towarzystwo zaczęło się wprawiać. Na początku Kuba trochę popoprawiał pewne niedociągnięcia i grupa ruszyła w górę. Na pierwszy dzień zaplanowano dojście szlakiem z Kuźnic do Myślenickich Turni i trawersikiem do dolnej stacji krzesła na Goryczkowej. Potem zjazd. Po drodze była przerwa na herbatkę, kanapkę oraz ćwiczenia jak posługiwać się sprzętem lawinowym. Okazało się, że to szukanie detektorem, to niekoniecznie jest taka prosta sprawa i mogę sobie wyobrazić, że w sytuacji ekstremalnej, gdy pod śniegiem leży człowiek, zwłaszcza osoba bliska, to sprawa staje się jeszcze trudniejsza i warto mieć temat przećwiczony na 10-tą stronę. Oczywiście dla nas były to póki co tylko ćwiczenia, bo nie poruszaliśmy się w terenie gdzie groziły nam lawiny. Kilka rzeczy powodowało, że szybko czuję się nieco dziwnie - chyba pierwszy raz w życiu będąc w Kuźnicach kompletnie nie obchodzi mnie jak długa jest kolejka do wagonika; ba... po stosunkowo krótkim czasie i odkryciu jak przyjemne jest to szwędanie się po szlakach i obcowanie z naturą, wkrada się do głowy taka myśl - jak Ci ludzie w ogóle mogą mieć jakąś przyjemność w wyjeżdżaniu do góry jakimś wagonikiem. Wreszcie - kwestia pogody. Ja generalnie na narty staram się nie wybierać w dzień, w którym jest mały kontrast; jakaś tam wisząca mgiełka, a jak już się wybiorę, to zwykle nie bardzo czerpię z tego przyjemność i mówię sobie, po cholerę jechałeś na te narty. Tymczasem tutaj kompletnie mi to nie przeszkadza. Tutaj parę widoczków z soboty: Przychodzi czas na niedzielę. Ma być mniej ćwiczenia, a więcej tourowania. W zasadzie jedynym nowym elementem są zakosy. Mają się nam dzisiaj przydać. Towarzystwo w dobrych humorach. Już wiemy, że ski tourowanie sprawia wielką frajdę. Wiele rzeczy - jak choćby zakładanie fok - idzie sporo sprawniej niż dzień wcześniej. Plan na dziś, to dotrzeć z Kuźnić, przez Kalatówki; do "S"a; podejście pod "Polaka" (tu wcielamy w życie zakosy, choć momentami bardziej po to aby potrenować, a nie z konieczności); Patelnia i w górę na Kasprowy. Od rana sporo pada. Już widać, że będzie na pewno bardziej "przygodowo" niż dzień wcześniej: Widoki przednie, a śniegu coraz więcej: Idziemy, coraz wyżej, ale nie dane nam niestety będzie dojść tego dnia na szczyt Kasprowego. Wieje coraz mocniej; śnieg nie odpuszcza i Kuba podejmuje jedyną słuszną decyzję - kończymy na wysokości Patelni. Oczywiście pojawia się jakieś rozczarowanie, bo bardzo chcieliśmy dojść na samą górę, ale musimy zaufać człowiekowi, który niejedną grupę prowadził, w TOPR służy i zna te góry lepiej od nas. Trochę na otarcie łez Kuba bierze łopatę i robi przekrój przez śnieg aby pokazać nam jak wyglądają różne warstwy śniegu; jak się mogą utworzyć lawiny. Na patelni wyglądało to tak: Po pewnym rozczarowaniu związanym z niezdobyciem Kasprowego, przyszedł czas na zjazd. I tu stało się coś, co spowodowało, że szybko zapomnieliśmy o tym, że czegoś nie zrobiliśmy a planowaliśmy. Zjazd w dziewiczym puchu po kolana. Od czasów nastoletnich tego nie robiłem i już zapomniałem jaką frajdę to sprawia. Jest genialnie. Lekki sprzęt skitourowy pozwala na robienie tego z mniejszym wysiłkiem niż na normalnych nartach. Niestety na tym etapie mój Iphone odmówił współpracy, a battery pack jest na dnie plecaka, więc zdjęć nie ma. Ale co tam zdjęcia - w głowie są piękne wspomnienia. Zjeżdżamy do Kuźnic. Pojawia się w głowie myśl - szkoda, że to już koniec. A zaraz po niej - kiedy mam kolejny wolny weekend, bo muszę to powtórzyć ;-) Już wiem, że na pewno złapałem bakcyla. Wiele rzeczy się na to złożyło. Na pewno także podejście ekipy organizatorów i instruktorów. Atmosfera tych szkoleń jest naprawdę bardzo fajna i pewnie jeszcze, z któregoś skorzystam. Do tego mam otwarty rachunek ze Szczytem Kasprowego. Oczywiście teraz zaczyna się rozmyślanie, czy kupować sprzęt, a jak tak, to jaki... na pewno muszę kupić plecak, bo całą tą tourę zaliczyłem z plecakiem, który nadaje się bardziej do szkoły niż w góry. To mi najbardziej przeszkadzało - dyndający plecak. Na razie po jednym wieczorze ustaliłem, że moimi faworytami są Deuter Freerider Pro albo Mammut Nirvana Pro. Wiem, że koledzy, którzy walczą o każdy gram, pewnie stwierdzą, że za duże i za ciężkie, ale z perspektywy weekendowego szwędania sie, to myślę że pojemność w okolicach 30-35 litrów dla mnie będzie w sam raz. Po szkoleniu czas na drogę do Krakowa. Śnieg zrobił swoje. Google Maps krzyczy, że łatwo nie będzie. Po 3h 15 min i niezliczonej ilości zjedzonych batonów energetycznych firmy Aptonia, które mi zostały w nadmiarze, zameldowałem się pod domem. Wiem, że muszę to powtórzyć. Tu jeszcze zdjęcie z drogi - zima piękna w Tatrach i okolicach:1 punkt
-
Maciek @johnny_narciarz mam nadzieję, że Ty bez trenera poradziłeś Sobie znacznie lepiej. I czekam z niecierpliwością na solidną relację....1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Wysłałem. Nie jestem przeciwnikiem orczyków. Czasem chętnie korzystam aby pojeździć spokojnie bez tłoku na trasach, a gdy się zmęcze, wracam na krzesła i gondole.1 punkt
-
1 punkt
-
Muldy i lód na trasie trasa źle ustawiona...na górze slalom, na dole supergigant, no ale nie zawsze music byc latwo.... czasy kosmiczne, mi sie tak źle jechalo, ze chce o tym zapomniec Wyniki juz są na stronie FC, zdjęcia na fb pogoda brzydka, słonca nie bylo, w pewnym momencie nawet mgla tyczki często trzeba bylo poprawiac, ale ogolnie to mam wrazenie ze nawet jakos sprawnie poszlo. Nawet mialam okazje po raz pierwszy byc starterem przez chwile1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Dzisiaj się wybrałem tam ponownie. Więc...dzisiaj trwał 8 minut 30 sekund (1200 m). Według tablicy, krócej. Ale zapewne dzisiaj nie był najszybciej włączony wyciąg. Od kilku dni uczą się jeździć w Koninkach żołnierze z Krakowskiej Brygady Powietrzno-Desantowej. Gdyby nie oni, byłoby kompletnie pusto. Byłem świadkiem niecodziennej sytuacji Dzieciak 12-13 letni wsiadał na wyciąg. Źle usiadł i po chwili się zsunął z krzesełka, kilka metrów za dolnym peronem, już nad trasą. Zdążył się złapać obiema rękami za poręcz krzesełka i tak sobie wisiał. Obsługa w porę zatrzymała wyciąg i rozpoczęła cofanie wyciągu. Chłopaczek wisiał sobie tak w powietrzu ze 2-3 minuty, jakieś 2-3 metry nad ziemią (nieźle się trzymał). Do tego się cały czas uśmiechał1 punkt







