Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Ranking

  1. Wujot

    Wujot

    Użytkownik forum


    • Punkty

      8

    • Liczba zawartości

      2 888


  2. marboru

    marboru

    VIP


    • Punkty

      7

    • Liczba zawartości

      7 223


  3. marionen

    marionen

    Użytkownik forum


    • Punkty

      7

    • Liczba zawartości

      4 615


  4. JC

    JC

    Administrator


    • Punkty

      7

    • Liczba zawartości

      16 752


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 20.05.2018 w Odpowiedzi

  1. Mijają kolejne dni rehabilitacji. Od zabiegu mija już 8 tydzień i jest coraz lepiej. Na basenie jestem w stanie przepłynąć już 12 długości... czyli 300 metrów. Może to niedużo, a dla mnie w obecnej sytuacji, to mega sportowy wyczyn Dzisiaj pierwszy raz, dłuższy, 2 kilometrowy spacer w nierównym terenie. Gdzie? Nad naszą ukochaną Radomką Kilka zdjęć z mazowieckim klimatem poniżej. Wiosenna łąka: Rzeka: Chodzenie poza domem oczywiście w ortezie... ...jakoś się z nią nie polubiłem Ciśnie i odbija się na skórze, noga się poci... i ogólnie jak jej nie zamocują na bardzo sztywno, to spada. Ehhh może się jeszcze przyzwyczaję. U Pauli też już wszystko super Na basenie śmiga już 50 długości basenu. Jeszcze miesiąc i usuną jej drut zespalający złamany obojczyk. Dzisiaj był piękny dzień na przechadzkę No i te wiejskie klimaty... Cudnie! Pozdrawiamy marboru i Paula
    7 punktów
  2. Trochę pogrzebałem i okazało się, że Polak potrafi! Jak wiecie, winiety elektroniczne w Austrii są ważne dopiero 18 dni po dacie zakupu. Jak tłumaczy ASFiNAG wynika to z przepisów o ochronie konsumenta (ciekawe, że Słowaków to nie dotyczy???). Ale do rzeczy. Wyczytałem, że winieta elektroniczna jest ważna "od razu" jeżeli kupi ją przedsiębiorca! Kolejna sprawa. Po zakupie można zmieniać datę od której winieta będzie ważna oraz nr rej samochodu! Czyli można zakupić już dzisiaj winietę np. na grudzień i w momencie wyjazdu zdecydować jaki nr rej. wpiszemy oraz zmienić termin ważności! Uwaga: dane należy zmienić dzień wcześniej do 23:59, a nie w dniu wyjazdu!!! --------------------------------------------------------- Dlaczego winieta elektroniczna jest ważna dopiero po 18 dniach? Z winiety lub rocznego karnetu odcinkowego w formie elektronicznej konsumenci nie mogą korzystać od razu. Są one ważne dopiero po upływie 18 dni od daty zakupu. To ograniczenie nie dotyczy przedsiębiorców. Wynika to z tego, że zgodnie z europejską dyrektywą w sprawie ochrony konsumenta klienci maja prawo do odstąpienia od umowy w ciągu 14 dni od zakupu produktu lub usługi online. Ponieważ odstąpienie jest możliwe nie tylko na drodze mailowej, ale również pocztą, uwzględniane są dodatkowe trzy dni na otrzymanie listu przez spółkę ASFINAG. Z tego względu winieta elektroniczna jest ważna od 18 dnia po zakupie i dopiero w tym dniu uprawnia do korzystania z autostrad i dróg ekspresowych w Austrii. ---------------------------------------------------- Zmiany w obrębie zakupionego produktu są zasadniczo bezpłatne wyłącznie przed rozpoczęciem ważności. Przykład 1: dokonano zakupu winiety 10-dniowej, ważnej od 10 lipca. Twój urlop się przesunął i i wyjeżdżasz dopiero 24 lipca. W tym przypadku najpóźniej do 9 lipca (23:59) musisz poprawić datę rozpoczęcia ważności zakupionej winiety. Przykład 2: dokonano zakupu winiety 2-miesięcznej, ważnej od 16 marca. Przed rozpoczęciem ważności winiety przeprowadzasz się i otrzymujesz nowy numer rejestracyjny; numer rejestracyjny został źle wprowadzony lub chcesz skorzystać z zakupionej winiety dla innego numeru rejestracyjnego. W tym wypadku musisz zmienić dane na swoim koncie najpóźniej do 15 marca (23:59).
    5 punktów
  3. Czasami kiedy organizuję sobie ekipkę na wyjazd, moi narciarscy znajomi mówią mi, że tym razem z takiego a takiego powodu nie mogą pojechać. Postanowiłem zatem w kilku obrazkach pokazać, że większość popularnych powodów to przeszkody czysto teoretyczne, które tak naprawę łatwo pogodzić z szusowankiem ;) P.S. sezon ogórkowy ;)
    4 punkty
  4. Zawody Pucharu Świata w Spindleruv Mlyn z 11.03 (gigant) i 12.03.2011 (slalom) zapisały się w historii PŚ w sposób szczególny. wymienię kilka z nich. Jak już wcześniej zaznaczył @pawelb91 to było pierwsze pudło Vonn w gigancie (nawiasem mówiąc kolejny gigant [w Lenzerheide się nie odbył] to były zawody w Soelden i tam pierwsze zwycięstwo w gigancie Lindsey). 11.03 to przede wszystkim debiut i pierwszy start w PŚ16 letniej Mikaeli Shiffrin. 43 miejsce w gigancie (na 45 które ukończyły). Dzień później w slalomie była 32 i zabrakło Jej tylko 0.05 sek. by awansować do 2 przejazdu. Dodam, że startowała w tych zawodach nasza Katarzyna Karasińska zajmując 41 msc. i wyprzedzając o jedną lokatę Brittany Phelan z Kanady. Ktoś może powiedzieć, a któż to ta Phelan, no niby nic nie osiągnęła, a Jej najlepszy występ to 15 miejsce na IO w Sochi. Jest jednak jedno ale - Brittany w 2015 roku zmieniła dyscyplinę i z narciarstwa alpejskiego przeniosła się do Skicrossu. I to był strzał w 10. W Pjongczangu Phelan zdobyła srebrny medal, przegrywając tylko ze swoją koleżanką Kelsey Serwa. Wcześniej podobną drogę wybrała "Kula Gigantula" Dagmara Krzyżyńska, po sezonie 2008 i kto wie jakby się to potoczyło, gdyby sezon przed IO w Vancouver 2010 poważna kontuzja nie zakończyła Jej kariery😢. Wracając do Szpindlerowego Młyna, to zakończyła tu ściganie, moja ulubiona narciarka ANA JELUSIC (23 msc w slalomie) to też ostatnie zawody kiedy Lindsey Vonn i Maria Riesch (później jeszcze Hoefl) były wielkimi przyjaciółkami. Kolejne zawody to kończące sezon 2010/11 Lenzerheide, a tam odwołane z uwagi na pogodę ostatni supergigant i gigant. Przypomnę punktację generalną Pucharu Świata za sezon 2010/11: 1 Maria Riesch - 1728 pkt. 2 Lindsey Vonn - 1725 pkt. 3 Tina Maze - 1139 pkt. Nie rozumiem tylko dlaczego swoją złość za porażkę Lindsey skierowała do Marii, decyzja o odwołaniu zawodów należała przecież do Fis-owskich sędziów i organizatorów (Szwajcaria). Punkty gromadzi się cały sezon, a nie tylko w finale, zwłaszcza gdy zawody tak są uzależnione od pogody jak dyscypliny alpejskie. Wypada jeszcze wspomnieć o medalistach ze 11 i 12 marca 2011r i nie były to narciarki przypadkowe Gigant 11.03.2011 1 Viktoria Rebensburg 2 Denise Karbon 3 Lindsey Vonn Slalom 12.03.2011 1 Marlies Schild 2 Kathrin Zettel 3 Tina Maze Trochę fotek ze slalomu: Ana Jelusic przed startem i na trasie (co za dynamit) Frida Hansdotter Nicole Hosp Michaela Kirchgasser Sarka Zahrobska Maria Riesch Susanne Riesch Przez moment myślałem, że to Mikaela Shiffrin, ale to chyba Resi Stiegler Lindsey Vonn Kathrin Zettel Tina Maze No i my byliśmy Pozdrawiam serdecznie.
    3 punkty
  5. Offtop. Ja to widzę inaczej. 1. Płaskie stoki w dużej ilości 2. Świetnie, zawsze świetnie przygotowane stoki 3. Dużo nowoczesnych pensjonatow/hoteli 4. TERMY na miejscu. Jedno i drugie miejsce to dwa różne targety.
    3 punkty
  6. Finsteraarhornhutte Ciekawi byliśmy czy drugie schronisko będzie równie dobre jak pierwsze. Czekało nas drobne "rozczarowanie" bo w zasadzie pod każdym względem okazało się lepsze od poprzedniego. Czasem symbolicznie a czasem znacząco. Największym plusem (dla mnie) okazały się sale. Zamiast długiej pryczy osobne koja, usytuowane równolegle do korytarza, do tego przepierzenia między poszczególnymi łóżkami a w nich boxy na rzeczy. Razem cztery półeczki na człowieka! Po prostu rozpusta. Dolne spania są na wysokości podłogi a górne 140-150 cm. Wygodnie się wchodziło i schodziło i było powietrze nad głową. Jeszcze po własnym wieszaku na rzeczy (plus haki przed sypialnią na plecaki). Drugą przewagą okazały się jeszcze lepsze obiady. Ekipa zgodnie ogłosiła tu zwycięstwo nowego miejsca. W śniadaniach był remis - czyli dalej beznadzieja. Ale marsztee (herbata na drogę) też na tutejszy plus. Troszkę lepiej było też w kwestiach sanitarnych - woda też ciurkała i nie trzeba było trzymać cały czas sprężyny. Czwarty plus to lokalizacja. Jakkolwiek Konkordia była mega położona i widoki były powalające to tutaj (dla mnie) było jeszcze lepiej. Powyżej lampimy się na nasz opisany już zjazd z Wyssnolen (najniższy z grupy). Z prawej był oszałamiający widok na zamkniętą ścianami Grunhorna kotlinkę Ale chyba największym plusem nowego lokum było to, że nie trzeba było dymać po absurdalnych schodach. Człowiek jak człowiek zjeżdżał (ewentualnie podchodził), zrzucał narty i wystarczyło pokonać jeden schodowy bieg. Czyli jak widać szło ku lepszemu. Z taką nadzieją (czy słuszną?) mieliśmy już niedługo wykonać przerzut do Holandiahutte. Ekipa - dzieci Roberta Naszym guru był Rober jeden z pierwszych (a może i pierwszy) skiturowców w Polsce. Myślę, że mogę zrobić mu tutaj reklamę - zajrzyjcie na stronkę i przeczytajcie króciutki życiorys. Jest się od kogo uczyć! Wszyscy byliśmy "wychowankami" Roberta - ja chyba najstarszym - zaczynaliśmy razem prawie 10 lat temu. Adam (też z Wro) oraz Ania (Kraków) trochę młodszymi. Zupełnym świeżaczkiem był Wojtek z Tczewa, który zaliczał dopiero drugi alpejski wyjazd. Na szczęście formuła wyjazdu była "przyjacielska" i wspólnie podejmowaliśmy decyzje. Zasadnicze emocje minęły (bo Finsteraarhorn zaliczony) ale ostrzyliśmy sobie jeszcze kły na ostatni (zjazdowy) dzień. Czyli będzie jeszcze całkiem fajny ciąg dalszy Pozdro Wiesiek
    2 punkty
  7. Niestety nie mam możliwości podjęcia decyzji co do wyjazdu z dnia na dzień więc muszę planować wypady z wyprzedzeniem. Sposobem na to jest polubienie jazdy w kiepska pogodę, ja lubię jazdę w deszczu Mam grupkę kilkunastu znajomych i zawsze te 2-3 osoby na 2-4 dniowke sobie znajdę. Czasami jadę sam i wśród znajomych i rodziny mam opinię świra. Wtedy jednak opowiadam im historie forumowicza, który widząc że w 3 dni odwiedziłem 3 lodowce (Hintertux, Stubai, Pitztal) zapytał mnie, gdzie są najlepsze warunki. Bo on ma wolny czwartek i chce wyskoczyć. I pojechał z Wrocławia na 1 dzień na Pitztal
    2 punkty
  8. Widać to częstszy problem,ale trzeba widzieć własną rolę w trudnościach z socjalizacją.Ja widzę,bo jeżdżę tylko na prognozę a nie kalendarz i decyzja dzień przed wyjazdem.Dlatego do skutku dochodzi co trzeci wyjazd,przeważnie ofiary znajduję na tym i innych forach... Myślałem nad różnymi rozwiązaniami problemu-dofinansowania lub inne profity dla chętnych,fałszywa tożsamość ze zdjęciem atrakcyjnej szesnastolatki??? A propos, 2 lub 3 dniówka na Tuxie między 2 i 9 czerwca,oczywiście,jeśli będzie pogoda-ktoś chętny?
    2 punkty
  9. @rung Bardzo ładnie dobrałeś foty - gratulacje! Ja już dawno doszedłem, że ze znajomymi to człowiek ani nie pojeździ a jeszcze w ostatniej chwili się wycofają. Teraz jeżdżę z maniakami i tam nikt się nie wycofuje. Szukaj ekip w psychiatrykach! Pozdro Wiesiek
    2 punkty
  10. Od nowego roku, w Austrii będzie można nabyć winiety elektroniczne. Ceny winiet ulegną zmianie i od stycznia za winietę 10-dniową zapłacimy 9 Euro. Więcej na temat: - winiet elektronicznych w Austrii w 2018 - opłat za winiety w Austrii 2018
    1 punkt
  11. Jeszcze trochę o Bode Miller
    1 punkt
  12. Dokładnie - dla niektórych Białka zawsze będzie miała przewagę nad Szczyrkiem, bo ma to, czego Szczyrk nie będzie miał nigdy.
    1 punkt
  13. Wszystko fajnie, ale zastanawia mnie dlaczego SMR tak chętnie wyprowadzać będzie narciarzy na inny ośrodek. W końcu kasa za przejazdy zostanie na COS. Ale pewnie SMR uważa, że trochę rozładuje tłok u siebie bez szkody dla zarobku, a i atrakcyjność połączonych ośrodków wyraźnie wzrośnie co wpłynie na jeszcze większą frekwencję. Teraz COS powinien zabrać się do roboty. Ondraszek dla takiej przewidywanej ilości narciarzy to na pewno wąskie gardło. Może reaktywacja nieczynnych od lat tras poniżej Jaworzyny nastąpi ? Może przydałaby się kanapa na Dolinach, które są poza Ondraszkiem jedynym "łatwym" stokiem na Skrzycznem ?
    1 punkt
  14. Czyli szykuje się ogromna zmiana, bo doliczmy jeszcze udostępnioną 8-kę w całości, przejazd na Ondraszek i z powrotem (masa ludzi tam "ugrzęźnie" na tych "spacerówkach" i zrobi się pusto na prawdziwych trasach), poszerzoną 2-kę i 3a ze Zbójnickiej Kopy, a ponadto COS będzie chyba w końcu udostępniony na dolnym odcinku, czyli tak naprawdę przybędzie masa "nowego" terenu do zjazdu (a przynajmniej nie używanego do tej pory). W zeszłym roku można było jeszcze mówić, o przewadze Białki (choć trzeba by doprecyzować pod jakim względem), ale w tym roku już chyba w każdej możliwej kategorii wygrywa Szczyrk. Jedynie widoku na Tatry nie ma z bliska.
    1 punkt
  15. Dzień 4 - wejście na Finsteraarhorn - 4274 m n.p.m. Niby to nie było najważniejsze ale jednak bardzo chciałem zameldować się tam na górze. To jednak ładnie brzmi - najwyższy szczyt Alp Berneńskich. A poza tym to jest bardzo ładna górka. Dzień (a właściwie noc) znów zaczął się nieprzyzwoicie wcześnie. W zasadzie wszyscy ze schroniska wybywają o tej samej porze. Ponieważ jest stromo i twardo to zapowiada się dzień pod znakiem harszli (czyli raków do nart). Dobrze to widać na poniższym zdjęciu. Pniemy się spokojnie, słońce także wędruje w górę. Dochodzimy do żebra co go oglądaliście w poprzednim odcinku. Okazuje się z tej strony dość stromym pagórkiem pokrytym drobnym piargiem skalnym. Narty lądują na garbie. Na grzbiecie widzimy nasz minimalny cel (czyli przełęcz Hugisattel). Po przejściu żebra mam małą przygodę - potrącam kijek a ten leci parę metrów w dól lądując na skalistej wysepce. Pikanterii dodaje fakt, że poniżej (czego nie ma na focie) jest wielka pionowa szczelina. Ekipa wygodnie się rozsiadła, udziela rad i patrzy - wpadnę? nie wpadnę? No po prawdzie to nie jest uczciwe postawienie sprawy, bo nawet asekurację mi zaproponowali. Bez przesady, złażę i odzyskuję co moje - nie będzie mi tu szczelina pluła w twarz! Dalej jest strome i twarde pole, trzeba mocno uważać bo łatwo można wylądować w dziurze. Są też potężne lawiniska Wreszcie przełęcz - wyglądamy z respektem na drugą stronę. Od dobrych paru chwil zmienia się pogoda, wiatr gna obłoki, momentami mamy regularną mgłę. Na szczyt idziemy w czteroosobowym składzie (jeden z kolegów nie odczuwa potrzeby). Początek jest całkiem sympatyczny. Z czasem jest dalej sympatycznie, tylko stromieje i w dodatku trzeba dymać grzebieniem. A co gorsza czasem złazić. jeszcze widok na wschód. Na górze jesteśmy z ostatnią widocznością Parę fot I pora wracać Na przełęczy jesteśmy znów w komplecie. Jestem szczęśliwy, że odzyskałem swoje narty, jednak jeżdżenie po górach jest znacznie ciekawsze od łażenia! Na zakończenie wizualizacja i mapa. Ślad narciarski to ten krótszy. Przewyższenie (nabite tymi podchodzeniami i schodzeniami) dobiło prawie do 1500 m. Odległość to tylko 8,7 km. Pozdro Wiesiek
    1 punkt
  16. Jest też opcja na tani dolot na zawody w Garmisch, wizzair Katowice-Memmingen w obie strony za około 150zł (najbardziej okrojona taryfa) w okół terminów styczniowych zawodów - loty w dniach śr-pn lub pt-pn. Z Memmingen do Garmisch jest 125km.
    1 punkt
  17. Dzień 3 - Przenosiny pod Finsterarrhorn. Rozkręcamy się - pobudka o 4:30! Ogłaszamy, że dzień będzie lajtowy (bo Finsterarrhorn czeka) czyli przejście przez przełęcz Grunhornlucke i pewnie lajtowy Wyssnollen. Aby ułatwić relację na początek wizualizacja. Zaczynamy zejściem ulubionymi schodami i dociążeniem się. Droga prowadzi na wschód zacienioną o tej porze doliną. mniej więcej w połowie spotykamy pierwszych zjeżdżających narciarzy. Przyglądamy się im uważnie bo sami będziemy najprawdopodobniej pokonywali ten zjazd za dwa dni o tej samej porze. Nie wygląda to zbyt zachęcająco... no ale nie będę się martwił zjazdem za dwa dni. Sprawnie osiągamy przełęcz i... jeszcze raz i... I szczęka nam opada. Wiedzieliśmy (też ze zdjęć), że Finsteraaarhorn to piękny szczyt ale żeby aż tak? W realu robi to piorunujące wrażenie. Trzy imponujące, do nas skierowane strome żebra, a do tego solidny wierzchołek. No z pewnością nie jest to typowa bałucha narciarska (a na takich dotąd czterotysięcznikach narciarsko bywałem) Ale druga refleksja jest - qurde nie wygląda to łatwo - a wiemy, że to jest ta zdecydowanie łatwiejsza i "przyjaźniejsza" strona góry. Od strony wschodniej jest 1000 m pionowej ściany. No dobra trzeba się przyjrzeć na spokojnie. Pierwsze gdzie jest schronisko. Po poszukiwaniach mamy je - strzałka na dole. Z tej odległości nie możemy rozstrzygnąć czy wyjście na podejście jest od jego lewej czy prawej strony. Mamy wrażenie, że widzimy ścieżkę i tu i tu. Teraz przejście przez żebro - chyba są dwa potencjalne miejsca. Też nie jest to oczywiste. Trzecia strzałka to miejsce gdzie dochodzi się na nartach tu wszystko jest jasne. Grań też nie wygląda oczywiście bo to co widzimy to tylko rzut na płaszczyznę sensora i nie mamy informacji o spadzie prostopadłym do obrazu. Patrząc jednak na odsłonięte żebra w osi szczytu wydaje się, że jest tam stromo a na samej górze bardzo stromo. Oczywiście jak dla narciarza bo dla wspinaczy to tylko ledwie dwójka (nieco trudno). No dobra z tej odległości już nic nie wymyślimy pora zająć się dzisiejszym dniem. Na początek mała sesyjka. Przeganiam Roberta w te i wewte. Robert ma wielką ochotę wspiąć się bezpośrednio na Wyssnolen z przełęczy na której jesteśmy. Na wizualizacji z początku tekstu zaznaczyłem to czerwoną linią. Są tam "schody" zrobione przez poprzedników. Nie mamy jednak pełnego przeglądu wejścia a do tego nie wiem czy to przypadkiem jakieś mocne kozaki nie były. W dodatku w żadnych materiałach co je mamy nie ma opisanego tego skrótu. Do tego musielibyśmy włazić z naszymi ciężkimi plecakami. Zwycięża koncepcja pięknego zjazdu na dno lodowca. Zrobienia tam depozytu ze zbędnych gratów i wejścia na Wyssnolen. W ten sposób mam dwa zjazdy zamiast jednego. A w końcu po co łazimy??? Zostawię to bez odpowiedzi. Na mapce nasza trasa wyglądała tak (Marionen poproś Anię aby Ci palcem ją pokazała). Zjeżdżamy, przepak, foki i w drogę. Ponieważ to już jakieś przedpołudniowe godziny to słońce jest wysoko, wiatru nie ma no i normalnie stajemy się skwarkami na patelni. Na szczęście 200 m wyżej ożywa troszkę ruch powietrza i idzie wytrzymać. Widoki po drodze - do tego wrócę, na razie dymamy na górę, ciągle myślimy, że to koniec a tu szczyt się odsuwa o kolejne podejście. Na końcu lądujemy na "balkoniku" podciętym z trzech stron. I o O'Connor nie kłamał pisząc, że jest to fantastyczny punkt widokowy. Tutaj w tle mamy Schonbuhlhorn Tutaj widok na zachód (kierunek z którego przyszliśmy) i koniec "balkoniku". Z lewej jest taka ścianka. Na północy wrażeń dopełniają klify Grunhorna, z Robertem wypatrujemy śladów Kozaków co poszli skrótem i nijak ich nie widzimy. trochę nas to męczy stawiamy parę hipotez ale nic z tego nie wynika. I jeszcze szersza fota z kierunku co przyszliśmy. No i jeszcze co powiecie o zjazdach w takich okolicznościach? Po zjeździe wrzucamy graty do plecorów, jeszcze podejście i wita nas Finsteraarhornhutte. Locus pokazuje 14 km trasy i 1670 m przewyższenia. Wojtek to komentuje - no taki lajcik to ja lubię! Pozdro Wiesiek
    1 punkt
  18. U panów wraca po kilka latach Bansko, którego ambasadorem był kiedyś sam Alberto Tomba. 😊 Pozdrawiam.
    1 punkt
  19. Drogi Wujocie, ponieważ rozróżniam aż 3 kolory, proszę Ciebie o różnicowanie kolorów nieco bardziej...😉
    1 punkt
  20. Świetna wiadomość, po wielu latach gigant i slalom kobiet wraca do Spindleruv Mlyn. Pamiętam zawody z udziałem Janicy Kostelic, Tiny Maze, Marii Riesch, Anji Parson i wielu innych wspaniałych narciarek... Do tego termin marcowy, ostatnie zawody przed finałem, super😍🤩⛷️
    1 punkt
  21. Konkordiahutte Najbliższe i najłatwiej dostępne schronisko z Jungfraujocha. Położone jest 120 m nad lodowcem na skalnym "zębie". Warto powiedzieć, że gdy je budowano do lodowca było tylko 50 m. To obniżenie się poziomu dna doliny jest sporym kłopotem bo trzeba wejść po kilkuset stopniach stalowymi stopniami takimi jak w systemach rusztowań budowlanych. O ile jeszcze podejście w górę jest tylko męczące to w zejściu trzeba zderzyć się ze sporą powietrznością. Podczas opadu, szczególnie marznącego deszczu może być emocjonująco. Za to z tarasu jest fantastyczny widok. Kliknijcie też sobie tutaj. Kamerę nastawiłem na czas naszego pobytu - przestawiając godziny możecie pooglądać co Was minęło. Samo schronisko jest czyściutkie, mieszkaliśmy w wieloosobowym (chyba 12) - dwie piętrowe nary z równoległymi wąskimi miejscami do spania (na pewno nie dla grubasów). Teraz dwie najważniejsze sprawy. Jedzenie - obiado-kolacje (18:30) nie ma się czego przyczepić, naprawdę obficie i smacznie, ale śniadania... No popatrzcie. To jest 5-osobowa porcja. Trochę owsianki, stary (dojrzewający) ser, skromna porcja masła i chleb co byście nie chcieli go jeść. Najlepszy był dżem. Ale świeczka była. Niejadalna. Druga istotna sprawa to zaplecze sanitarne. Wiedzieliśmy, że w schronisku nie ma często wody - podczas naszego pobytu na szczęście była. Oznaczało to dostępność słabiutko ciurkającego strumienia wody w umywalkach (trzeba było cały czas mocno naciskać sprężynę). Za pomocą mikrofibrowej ściereczki można było się doskonale wymyć. Najbardziej zaszokowały mnie ubikacje - zero wody i praktycznie zero uciążliwego smrodu (czuć było chemię, chlor) ale jak na taki ruch - mistrzostwo świata. Sama konstrukcja kibli zdumiewająca ale nie jest to znów taki temat na forum. Ogólnie podsumowując muszę Konkordii wystawić wysoką ocenę jakkolwiek dymanie po tych schodach góra-dół plus śniadania to dwa wyraźne minusy. Dzień 2 Zaplanowaliśmy efektowną pętlę z łagodnym zacienionym podejściem i zdecydowanie ostrzejszym zjazdem. Naszym celem był Trugberg. Pobudka i "śniadanie" 5:00 - kto to wymyślił??? A tak na poważnie - podczas wiosennych tur, gdy słońce w dzień rozmraża powierzchnię a mróz w nocy ścina chodzi się tak aby ze zjazdem trafić na "puszczające" ale bezpieczne stoki. Oznacza to, że zasadniczo 12-13:00 jest taką dobrą porą do zjazdów (choć oczywiście bardzo zależy to od temperatury, nasłonecznienia i wystawy zbocza). poza tym chodzenie w pełnej lampie jest bardzo męczące. Na mapie naniesiona jest nasza trasa - jak widać szlaki w terenie (wytyczone przez narciarzy) całkiem wyraźnie różnią się od tych mapowych. Teraz parę fotek. Pierwsze jest po zejściu po schodach i krótkim zjeździe. Zapomniałem powiedzieć, ze narty, szpej a nawet dodatkową żywność zdeponowaliśmy przy schodach tak aby nie włazić z tym na górę i wychodząc trzeba to wpakować (bez dodatkowego żarcia). Tutaj jesteśmy już na zboczu Trugberga widać nasze podejście. Po kolejnej godzinie jesteśmy już na przełęczy pod szczytem. Wyraźnie wypiętrzają się chmury ale na razie większych powodów do obaw nie widać. Na przełęczy część ekipy rozsiada się wygodnie, reszta wchodzi na Trugberg. Też mam taki zamiar ale znów mam kłopoty z rakami i na podejściu zatrzymuję się na dłużej i próbuję zrobić z nimi porządek. Tu dygresja - robię to już któryś raz z rzędu. W domu wydaje się dobrze ale podczas chodzenia ultra lekkie (z elastycznym łącznikiem z dyneemy) Leopardy LF wyraźnie nie chcą współpracować dobrze z moimi TLT7. A ponieważ czeka mnie wejście na Finsteraarhorn to nie chciałbym z tak bzdurnego powodu zawracać. Kombinuję pochłonięty rozpracowywaniem o co chodzi, gdy wraca wyraźnie zaniepokojony Robert. Zresztą sam już słyszę - grzmi! Okazuje się, że zasłonięty naszą górą rozbudował się całkiem okazały front burzowy. No dostajemy przyspieszenia. Wizja wspinu w burzy po tych metalowych drabinach nie jest zachęcająca. Tymczasem nawet zjazd robi się wątpliwy bo przychodzi gęsta mgła. Adrenalina nam skacze - myślę nerwowo nad różnymi możliwymi wariantami ale jedno jest pewne - trzeba spieprzać z grani. Na szczęście przychodzi rozjaśnienie i jedziemy! Zjazd jest bardzo fajny bo dość stromy. Część zajmują lawiniska ale ponieważ jest miękko to nawet tam jazda jest łatwa. Na dole oceniamy, że kierunek burzy nie pokrywa się z naszym i minie nas bokiem. Ale niepokój pozostał więc już niezwłocznie kierujemy się do schroniska. Na dole robimy znów skidepot. Jeszcze "ścieżka zdrowia" i lądujemy z piwem (o prozdrowotnych właściwościach) na tarasie. Czekamy na obiadokolację, a w godzinę+ później z bebechami napompowanymi jak balony powoli lądujemy na pryczach z nadzieją na lepszy sen. Cała trasa to 14 km, 1330 m przewyższenia a ci co szczytowali pewnie stówkę więcej. Całkiem przyzwoicie jak na pierwszy dzień. Teraz jeszcze wizualizacja. Ten zaznaczony odcinek ma ponad kilometr przewyższenia, długość mojego (pokręconego) śladu to około 3 km - widać, że to bardzo sympatyczny fragment do jazdy. Jakoś nie mam tego na swoich zdjęciach - znalazłem więc w internecie - tu jest lewy (troszkę dłuższy) wariant zjazdu Pozdro Wiesiek
    1 punkt
  22. Piwo jest napojem pożywnym i orzeźwiającym, o unikalnych właściwościach smakowych i odżywczych oraz dużej zawartości witamin. Ich źródłem są naturalne składniki użyte do produkcji piwa - słód i chmiel. Związki mineralne i mikroelementy zawarte w piwie obejmują listę około 30 pierwiastków, pochodzących głównie ze słodu.
    1 punkt
  23. no już nie przynudzaj😷 w Konkordii najlepsze jest piffko🍺
    1 punkt
  24. Już pewnie mało kto tutaj zagląda - narty poszły w odstawkę. no cóż trzeba skończyć co się zaczęło. Plan już znacie - zasadniczo go zrealizowaliśmy. Wyjazd miał być tydzień wcześniej ale fatalne warunki spowodowały przesunięcie (to wtedy zamarzło tych 7 narciarzy). Później jeszcze jeden dzień się obsunęło bo nie było miejsc w pierwszym schronisku. Dzień 0 (4.05) Wrocław - Interlaken Wyjechaliśmy z Wro około 6.30. Po 13 godzinach jazdy wylądowaliśmy na campingu w Interlaken. Okolica wprost nieprzyzwoita - jeziora, spora rzeka, potężne góry, wyciągi turystyczne i stada atrakcji. Wycacane wszystko na maksa. Następnego ranka pobudka o 6:00, pakowanko i do pociągu (stacja Interlaken ost). Kupujemy bilet na Top Europa (ok 105 CHF). Wygląda to tak. Po drodze są dwie przesiadki (zaznaczyłem kółkami) - wszystko jest bardzo ładnie zsynchronizowane ale i tak podróż trwa dwie godziny. Trzeba powiedzieć, że już drugi odcinek jest odlotowy - kolejka wije się w ciągłych zakrętach na bardzo stromych odcinka płynnie włącza się napęd na trzecią zębatą szynę. Obok pionowe ściany, pastwiska, domki - bajka. Trzeci fragment podróży przebiega u stóp słynnej ściany Eigera, później już tunelem. Po drodze jest przerwa aby obejrzeć z bliska ścianę lodowca (przez okna w ścianie) Przełęcz Jungfraujoch to jest uznana atrakcja turystyczna - Szwajcarzy wypromowali to jako Top of Europe. Już nasz kurs był pełny (stada Azjatów) a w późniejszych godzinach na większość wjazdów nie było wolnych miejsc. Infrastruktura na górze jest bardzo rozbudowana - kolejne "wypełniacze czasu". Co tam było niezbyt nas interesowało - zasuwaliśmy (chyba kilkaset metrów) do miejsca wyjścia na lodowiec. Razem z nami jest pewnie z dwudziestu narciarzy. Naszym celem będzie teraz Konkordiahutte. W najprostszym wariancie wystarczy zapiąć deski i zjechać pod schronisko. Ale nie jesteśmy od najprostszych wariantów. Nasza droga biegnie przez pobliską górkę Louvitor. Zaliczamy w ten sposób trochę pracy na wysokościach. Plecaki w ten pierwszy dzień piekielnie ciążą. Nie mniej "nasz" wariant daje bardzo satysfakcjonujący zjazd. Jest 650 m podejścia i 11 km drogi. Na pierwszy dzień wystarczy. Lądujemy w Konkordii o której później jeszcze opowiem Koncepcja Autorem jest Robert (ekipę przedstawię później). Pierwsze dwa noclegi zaplanowane są w Konkordiahutte. To najniżej położone schronisko w okolicach Jungfraujocha - 2850 m npm. Następne dwa - Finsteraarhornhutte. Ostatnia noc w górach miała być w Holandiahutte. To był bardzo fajny plan. Wyznaczają go cztery warunki brzegowe: - wjazd na Jungfraujoch - zaoszczędza żmudnego podchodzenia długimi dolinami. Można działać od razu w najatrakcyjniejszych partiach. Biorąc pod uwagę, że koszty noclegu to 70 CHF to jazda kolejką nie jest bardzo droga, szczególnie, że zaoszczędza co najmniej dzień. - aklimatyzacja w Konkordiahutte - dwa dni na stosunkowo akceptowalnej wysokości powinny nas przygotować dobrze do dalszego chodzenia. - wejście na Finsteraarhorn (a przynajmniej przełęcz Hugisattel) jako zasadniczy cel wycieczki - zjazd do Blaten. To nie jest jedyne możliwe rozwiązanie ale ma najmniej wad. Zjazdy w inne doliny są już trudne logistycznie a powrót z Jungfraujoch pozbawia nas blisko dwukilometrowego (vertical) zjazdu. Jakiego narciarza nie zaboli serce? Plan Roberta miał wystarczającą elastyczność (dwa razy po dwa zdublowane noclegi). Dodatkowo dwa razy szliśmy w miarę na lekko. Zawsze była możliwość awaryjnego powrotu kolejką. Najsłabszym elementem był przerzut z drugiego do trzeciego schroniska bo to jest długa płaska dość droga (ale z dwoma przełęczami). Nuda i patelnia. Za to zaletą było odwiedzenie trzech najatrakcyjniejszych fragmentów Alp Berneńskich i złapanie ogólnej wiedzy o tym terenie. Już po wycieczce i po ocenie atrakcyjności poszczególnych miejsc zmieniłbym chyba nieco ten plan. Przerzuciłbym po prostu nocleg z Konkordii do następnego schroniska. W bardziej hardcorowej wersji w ogóle zrezygnował z pierwszego miejsca (choć to jednak 200 m niżej).
    1 punkt
  25. Trasa ze Zbójnickiej Kopy będzie lekko zakręcać nad jarem
    1 punkt
  26. Ostatni raz Wujota widziano w Saas Fee, ale to było dawno, na początku kwietnia. Od tamtej pory ślad po Nim się urwał. Świetnie, że się odnalazł...
    1 punkt
  27. Kilka zdjęć z otwarcia nowej kolei na Kopę (z FB ośrodka) Wysłane z mojego SM-J320FN przy użyciu Tapatalka
    1 punkt
  28. Nikogo nie zainteresował temat? Ciekawe? Wydawało mi się, że elektroniczne winiety wzbudzą zainteresowanie? Ja używam aplikacji ASFINAG od kilku lat, kiedy płacę za dodatkowo płatne odcinki i tunele. Kilka razy zaoszczędziłem w ten sposób sporo czasu na kolejkach do bramek. Jedyny mankament, który widzę w zakupie winiet elektronicznych, to fakt, że nie będzie można ich kupić "w ostatniej chwili"
    1 punkt
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...