Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Ranking

  1. surfing

    surfing

    Użytkownik forum


    • Punkty

      5

    • Liczba zawartości

      4 038


  2. sstar

    sstar

    Użytkownik forum


    • Punkty

      3

    • Liczba zawartości

      5 412


  3. Wujot

    Wujot

    Użytkownik forum


    • Punkty

      2

    • Liczba zawartości

      2 888


  4. leitner

    leitner

    Użytkownik forum


    • Punkty

      2

    • Liczba zawartości

      4 153


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 31.07.2018 uwzględniając wszystkie działy

  1. Czyrna wczoraj. Nadal przywożone są części stacji nowej kolei
    2 punkty
  2. Nie wiem co to januszowy jazz ( ) ale mogę zaproponować Ci kilka łatwo wpadających w ucho melodii. Na początek projekt Możdzer/Danielsson/Fresco ze sławnym u nas albumem "The Time" (poniżej próbka) i kolejnym "Between Us And The Light" Na drugie śniadanie warto wg mnie przyjrzeć się całej dyskografii nieistniejącego już niestety szwedzkiego E.S.T . Esbjorn Swensson (fortepian) zginął tragicznie dokładnie 10 lat temu podczas nurkowania pozostawiając dużo ciekawej muzyki. Miałem okazję niedługo przed tym smutnym wydarzeniem być na ich koncercie w Chorzowie i było magicznie - na szczęście pozostała pamiątka z tego wydarzenia w postaci płyty z autografami. Pozostając na północy naszego kontynentu przenosimy się do Norwegii i słuchamy Tord Gustavsen Trio. Dużo spokojnej a wręcz smętnej muzyki . Ja polecam 3 pierwsze albumy Na koniec izraelski kontrabasista Avishai Cohen . Z wielu albumów powinno przypaść do gustu np. "Gently Disturbed" czy "Seven Seas" . Życzę miłego słuchania
    2 punkty
  3. Gukov uratowany że ściany Latka http://www.sport.pl/inne/7,64998,23736293,aleksander-gukow-uratowany-szczesliwe-zakonczenie-akcji-na.html#MT_1Zdjecie
    2 punkty
  4. Zawsze mnie fascynował fenomen Rammstein w Polsce. Mają w sobie ten teutoński pierwiastek Zapodam teraz całkiem świeży polski jazz (z tych dobrych płyt co ich nie ma). Zacznijcie od tego momentu i do końca (jak się spodoba). Świetna kapela aby polubić jazz - intrygująco, zmiennie, inteligentnie no i jednak współcześnie. pozdro Wiesiek.
    2 punkty
  5. Tablica budowy wyciągu krzesełkowego 6-os na Zbójnicką Kopę z Hala Skrzyczeńska
    2 punkty
  6. Andrzej Bargiel Wyprawa K2 Ski Challenge powoli dobiega końca. Jestem dumny z tego, że udało się zrealizować zamierzony cel i dziękuję wszystkim, którzy we mnie uwierzyli. To jest moje największe dotychczasowe osiągnięcie. Nikomu przedtem nie udało się zjechać ze szczytu K2. Wyprawa miała miejsce w wyjątkowym dla mnie momencie - setną rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości. Cieszę się, że mogłem uczcić w taki sposób ten jubileusz, który przypomina nam o wolności. Dla mnie granice istnieją tylko w głowie i sercu. Kiedy ktoś nam je stawia, powinniśmy traktować je jak wyzwania - mierzyć się z nimi, przekraczać je. Chciałbym, aby powiewająca dumnie w bazie pod K2 polska flaga przypominała nam o tym. Nie byłoby tego sukcesu, gdyby nie miłość do Tatr. Gór z których pochodzę, które mnie ukształtowały i dzięki którym udało mi się zdobyć najtrudniejszy ośmiotysięcznik. Pamiętajmy, że naszą największą siłą jest świadomość tego kim jesteśmy i skąd pochodzimy. To powinno być motywacją do podejmowania wyzwań i spełniania marzeń, a nie powodem niewiary. Aktualnie jesteśmy całą ekipą w Skardu. Czekamy, aż dotrą tu nasze bagaże. Potem ruszamy do Islamabadu - tam spędzimy kilka dni oczekując na lot powrotny do Polski. Niebawem damy znać jaki jest dokładny termin naszego przylotu. Andrzej Bargiel
    2 punkty
  7. Nie wiem do końca czego szukasz (czy czegoś starszego - klasycznego, czy też nowego). Zakładając, że coś nowego - z nowych rzeczy nie ma w ostatnich latach gorętszego nazwiska niż Kamashi Washington. Mnóstwo hype wokół niego. Może trochę na wyrost, ale tylko trochę Polecam płytę Epic - ok. 3 godziny grania - jazz, sporo soul, a nawet pop. Zapełnia każdą salę.
    1 punkt
  8. Biorąc pod uwagę celebracje jeszcze przed przecięciem wstęgi mety widzę potencjał do urwania jeszcze kilku sekund 😀 A tak zupełnie poważnie im bardziej się nad tym zastanawiam, tym mniej jestem w stanie zrozumieć jak to jest możliwe aby przepłynąć, przejechać na rowerze i przebiec taki dystans i to wszystko jednym ciągiem i to jeszcze w takim czasie. Naprawdę wielki respekt i szacun. @Sariensis kiedy Robert zamierza startować na Hawajach? Czy już ma kwalifikacje, czy dopiero będzie musiał ją jakoś uzyskiwać, ewentualnie jak wygląda plan na taki start?
    1 punkt
  9. Nie wiem,co ten triathlon ma w sobie,że tak wciąga-chyba,że ból przez wiele godzin,to jest to...Ale jak patrzę na ten wyczyn,to nasuwa mi się,że to coś równie nieprawdopodobnego,jak Ledeckiej złoto olimpijskie w nartach i snowboardzie,a nie normalny rekord w czymś tam... Ale na normalnych ludzi też czekają wyzwania-mój kolega z dalekich wypraw rowerowych,ścigający się amatorsko na szosie,w wieku 65 lat postanowił wystartować w pierwszym w życie biegu i był to maraton,a na drugi rok pojechał do Odessy,gdzie jest w Dzień Zwycięstwa rozgrywany duathlon -100 km roweru + 100 km biegu ma się zmieścić w 24 godziny.I skończył,jako jeden z kilku...Wiem,że przy wyczynie Karasia to nic,ale inny wiek,inny tryb przygotowań...
    1 punkt
  10. panowie od dyskusji o tym "czy się toast wznosi czy się wygłasza" wrzucajcie więcej linków, w najbliższym czasie będę dużo podróżował samochodem i przyda się jakaś świeża muzyczka do słuchania, może być januszowy jazz, w sam raz dla mnie co do orientalnych klimatów, zawsze na propsie ale mi są bliższe takie: jeśli musiałbym mieszkać kiedyś w ciepłym klimacie to tylko tam,
    1 punkt
  11. Nieśmiertelnym utworem, który towarzyszył mnie oraz moim znajomym na wyprawy w Alpy jest ballada "Ohne dich" zespołu Rammstein. Jeśli ktoś nie zna, polecam koniecznie obejrzeć z teledyskiem.
    1 punkt
  12. Niby to samo, ale montaż ciut inny
    1 punkt
  13. "No to Poloneza czas zacząć" - jak to powiedziała rdza do rdzy... Decyzja o starcie w tym maratonie zapadła dość spontanicznie, choć na liście startowej byłem od dawna. Wpisałem się tak na wszelki wypadek. Ale start opłaciłem w ostatniej chwili. Miałem obawy o możliwość uzyskania wolnego - udało się! Żona zaakceptowała, ale z bólem głowy. Szef dał zielone światło, bo wiedział, że zawsze mogę to szybko odrobić. Nawet dostałem niezłe wsparcie w postaci premii! Pozostało zdecydować czym jechać? Szosa odpadała, bo zbyt wiele jazdy w terenie i szkoda takiego roweru. Mój Full byłby idealny, ale potrzebuje serwisu. Po za tym,tylny zawias ogranicza możliwości dodania pakunków. Padło na Fata, ale tak na prawdę od początku chciałem nim jechać. Nie musiałem tutaj specjalnie walczyć z czasem, więc najwyżej jechałbym dłużej. Start z Baraniej Góry, spod Schroniska na Przysłopie o 8:00. Wiele osób tam spało, więc mieli łatwo. Ja musiałem dojechać i tu zaczynały się schody. Samochodem nie da się tego zrobić legalnie, więc ja napisałem prośbę do Nadleśnictwa. Jeśli wierzyć pracownikom schroniska, nikomu to się nie udało. Jakie było moje zdziwienie, kiedy już na drugi dzień ktoś oddzwonił, dopytał na ile chcę tam wjechać i... od razu dostałem zgodę! Tutaj o tym piszę, ale w oficjalnym artykule pominąłem ten wątek. Melduję się tu o 7:00. Odbieram pakiet i robię ostatnie przepaki. Przy okazji wzbudzam niemałe zainteresowanie. Ludzie dopytują, niektórzy trochę tak z niedowierzanie, że ja na poważnie tym do Gdańska... Chwilę przed ósmą zjeżdżam na linię startu, gdzie robi się tłoczno. Na starcie stanęło ok 200 zawodników, mimo, że to pierwsza edycja i nie wiadomo co to będzie. Odliczanie i ruszamy za pojazdem prowadzącym. Kawałek dale skręcamy w lewo i zaczynamy podjazd pod Stecówke. Niby rzeka płynie w dół... Pewnie po to taka atrakcja, żeby możliwie rozciągnąć stawkę zanim wjedziemy na otwarte drogi publiczne. Obciążonym Fatem to nie to samo co na lekko, ale idzie sprawnie. Następnie skręt i już suniemy w dół koło Pałacyku Prezydenckiego. Widać, że wielu się boi... Tłuścioch ochoczo nabiera prędkości i łykam kolejnych zawodników. Mam swoją chwilę. Dźwięk opon też pewnie nieco onieśmiela. Dlaej koło J.Czernieńskiego i ciśniemy przez Wisłę i Ustroń. Prędkości niemal non stop powyżej 30 km/h. Często łapie się komuś na koło i odpoczywam. Sielanka trwa praktycznie do Drogomyśla, gdzie po paru skrętach wjeżdżamy na wały J.Goczałkowickiego. Wszystko byłoby świetnie, gdyby nie te chaszcze! Trawa po szyję i dobrze, kiedy to tylko trawa, a nie Maliny, czy Ostrężyny z kolcami. Tempo zdecydowanie spada i do tego niezła duchota! Ani grama wiatru, a jazda wymaga zaangażowanie większych sił. Kilkanaście kilometrów zdaje się nie kończyć, ale kiedyś musi i wpadamy wprost na tory kolejowe! Po szynach widać, że pociągi kursują tu regularnie. Trochę nie najlepszy pomysł na trasę rowerowego maratonu. Do tego z budki wychyla się pani i opierdziela nas. Ponoć zadzwoniła na Policję... Nic tu po mnie i szybko ruszam dalej. Nie czekam na rozwój zdarzeń. Dalej trochę betonowych płyt i ciekawy singiel. Widać tu, że większość to kolarze szosowi i sobie kompletnie nie radzą. Dobra moja! Ale kawałek dalej już asfalt i tak do końca zapory. A tam lody! Niemal wszyscy tu zawinęli. Do tego można było do tankować płynów. Warto, bo prędko kolejnej okazji nie będzie. Ruszam szutrami i objeżdżam kolejne osoby. Widać, że w terenie tłuścioch nie jest gorszy. Dopiero kiedy zbliżam się do Oświęcimia, zaczynają się długie odcinki asfaltowe i tu już taki dobry nie jestem. Musze też zrobić sobie przerwę na popas. Tylko jedzonko jakby mi nie wchodzi... Czyżby już pierwszy kryzys? Chyba tak. Ale zbieram się i cisnę dalej. Gdzieś w połowie drogi między Oświęcimiem a Krakowem spotykam "Ojca Dyrektora", który częstuje nas wodą. Ku mojemu zdziwieniu słyszę: "nieźle ciśniesz, jesteś około trzydziestego miejsca!". Niezłe zdziwko! To dodaje skrzydeł, zwłaszcza przed trudną wspinaczką - taka tam przeszkoda. Gdzieś przed Krakowem, podczas zakupów, dopada nas burza. Może jakbym od razu pojechał to bym jeszcze kawałek ujechał, ale spotkałem super chłopaków. Prognozy pokazują, że potrwa to max 2 godziny, więc lepiej przeczekać niż zmoknąć i tracić energię na rozgrzewkę. Tutaj miała miejsce pierwsza mega historia. Otóż Pani sprzedawczyni właśnie zamykała sklep, ale pozwoliła nam odpocząć pod wiatą na zapleczu. Zaczęliśmy zagadywać:"ma Pani coś ciepłego do jedzenia? Może ugotuje nam Pani Pierogi z mięsem?" Jeden z kolegów poszedł dalej: "Co ma Pani w lodówce? Zapłacimy" Po kilku minutach Pani wyciągnęła z zamrażarki dwie paczki Pierogów i udała się do kuchni, takiej bardziej dodatkowej. Ugotowała je i okrasiła cebulką. Mniam mniam, ale to było dobre! Przy okazji zaoferowała nam noclegi! Ale to zbyt wczesna pora i trzeba harować dalej. Tutaj wspomnę, że ten maraton chciałem wykorzystać do kolejnych kwalifikacji, o czym już wcześniej pisałem. Czyli do zrobienia 600 km w dwie doby. Czyli z góry wiedziałem, że będę musiał jechać całą pierwszą nockę i następny dzień. Gdzieś w okolicach Autostrady A4 zaczyna się szybki odcinek. Teraz same równe asfalty i prędkości rosną, ale zbliża się zmierzch. Już pod Wawelem jadę w półmroku. Trochę mam obsuwę w stosunku do planów. Myślałem, że o tej porze, będę dojeżdżał do Dunaju... No cóż, powoli do przodu. Dojeżdżamy już po ćmoku w okolice Wieliczki i ponownie skręcamy w chaszcze. Ponownie trawa po szyję i do tego mokra od wcześniejszego opadu. Mało fajny odcinek, ale krótki. Ponownie wpadamy na asfalty, czasem jeszcze ścieżkę w budowie. Ale jest dobrze i szybko! Koło północy znajdujemy fajną miejscówkę na popas - równe pobocze pod jasną lampą. Niestety ta podczas konsumpcji tak po prostu gaśnie. Nie mogła wytrzymać jeszcze kilka minut? To chyba piątek trzynastego. Zbieramy manele i przy okazji ekipa się dzieli co raz bardziej na mniejsze grupki, aż w końcu pozostajemy we dwoje. Wszyscy kimają na ścieżce, w krzakach, na poboczach, Normalnie tłumy! My we dwoje postanowiliśmy jechać całą noc i objechać przeprawę promową. Dla mnie najistotniejsze, żeby kilometry leciały. Na objeździe mamy przynajmniej stację benzynową, a to oznaczało cywilizowaną toaletę i możliwość ciepłego posiłku, z czego w pełni korzystamy. Przez chwile nieco brał mnie sen, ale szybko wstaje i ruszamy dalej... Ciągle asfalty! Trochę nudno, ale za to tempo dobre. Małopolska to jasny punkt na mapie szlaków rowerowych. Ciśniemy tak do Szczucina, gdzie postanawiam coś zjeść, choć bez większej nadziei. Ale jest tu Targ! I to spory! Jedzenia pod dostatkiem i do tego za niewielkie pieniądze. Przy okazji zagadał na Bułgar, handlujący tutaj chyba damską odzieżą. Świetnie mówił po polsku. Pytał o rowery, nasze zawody, choć z niedowierzaniem. Jedna My musimy ruszać dalej. Opuszczamy Targ i wracamy na trasę. Ale się niemiło zdziwiłem, kiedy zorientowałem się, że nie zabrałem "nerki", w której miałem pieniądze, dokumenty, telefon, karty... Szybkie zawiniątko i z całej siły z powrotem, choć trochę bez nadziei. Ależ się zdziwiłem, kiedy dojeżdżam na miejsce, a tam uśmiechnięty obywatel z Bułgarii wręcza mi moją zgubę. "Co, zapomniałeś? Sprawdź czy wszystko jest." Na co ja uradowany: "Nic nie będę sprawdzał, Pan jest uczciwy człowiek". Wręczyłe 5 dych z wdzięczności i ruszyłem dalej. Wyobraźcie sobie, że on obdzwonił z mojego telefonu wiele osób, które uważał za najbliższe po wpisach, żeby mnie odszukać i nawet chciał za mną jechać!!! Klasa człowiek! Uratował wyjazd... Kidy kończy się woj. Małopolskie, kończą się w większości asfalty. Ponownie zaczyna się jazda po wyrośniętej trawie, czasami po polach, piachu, błocie i innych szuwarach. Bywają też długie asfaltowe odcinki, ale to normalne lokalne drogi. Niestety wcześniej zlekceważyłem odpowiednie zaopatrzenie i zaczęło mi brakować wody. Na szczęście w okolicach Sandomierza jest sporo sadów. Parę niedojrzałych jeszcze jabłek wciąłem... Aż w końcu sklep! Nareszcie! Tankuję do pełna i co nieco podjadam. Pytam też o restaurację, gdzie można by dobrze zjeść. Ponoć jest taka na trasie i to niedaleko. Faktycznie i z daleka macha mi mój wcześniejszy kompan, który dawno temu mnie opuścił, bo jednak go ograniczałem. Był szybszy. No, teraz sobie pojem! Zamówiłem Schabowego z ziemniaczkami i mizerią. Mimo, że porcja spora, dalej nie czuje się najedzony. Zamówiłem drugiego schaba... Dopiero teraz było dobrze. Jedzenie ważna sprawa, zwłaszcza przed wyzwaniem dnia...
    1 punkt
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...