Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Ranking

  1. MarioJ

    MarioJ

    Użytkownik forum


    • Punkty

      15

    • Liczba zawartości

      3 572


  2. Piotr_67

    Piotr_67

    Użytkownik forum


    • Punkty

      13

    • Liczba zawartości

      2 318


  3. surfing

    surfing

    Użytkownik forum


    • Punkty

      8

    • Liczba zawartości

      4 038


  4. Wujot

    Wujot

    Użytkownik forum


    • Punkty

      6

    • Liczba zawartości

      2 888


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 26.04.2019 w Odpowiedzi

  1. Witam. Wreszcie się ogarnąłem po powrocie. Wróciłem z wypadu w nocy z wtorku na środę, ale od razu w środę rano jechałem na delegacje .... Wracając do meritum to wypad był z kolegą gajowy01 w dniach 20-23.04 czyli cztery dni na nartach i objął następujące ośrodki: Nauders Samnaun Ischgl Serfaus-Fiss-Ladis Dzień pierwszy – Nauders Pogoda bajka, warunki cud-miód a ośrodek super. Nie za duży bo „tylko” z 60km tras Ludzi praktycznie zero. Dzień drugi – Szwajcarskie Samnaun. Jak dzień wcześniej tylko ośrodek dużo większy . Tutaj ludzi znacznie więcej ale to z powodu przyjeżdżających od strony Ischgl. Dzień trzeci – Ischgl. Jak dzień wcześniej . Ludzi dość umiarkowanie (jak na Ischgl). Do Ischgl-a dostaliśmy się od strony Samnaun. No muszę przyznać, że ośrodek duuuuży i nowoczesny. Ze względu na czas udało się zjeździć max z 30%. Dzień czwarty - Serfaus-Fiss-Ladis. Pogoda trochę się zepsuła. Do południa bardzo płaskie światło, potem było lepiej. Był to ostatni dzień działania tego ośrodka. Przy czynnych 90% infrastruktury i tras narciarzy było może z 250 Obsługi było więcej . Aż żal, że go zamknęli. Warunki jeszcze kapitalne i śniegu moc. Pojeżdżone do bólu Pierwszy raz wyjechaliśmy z Hanią (moja żonka) na święta ale coś czuje, że nie ostatni. Wyjazd mega udany. Napisałbym, że jechać, ale Nauders, Samnaun i Serfaus już zamknięte Co do mnie to sezon zakończony!!!!! miał być jeszcze Kasprowy w czwartek ale nie zabrałem sprzętu. Jak się okazało słusznie bo wiało diabelnie i kolejka nie działała. Ot wszystko pozdrawiam serdecznie.
    13 punktów
  2. Przejście Tatr Wysokich w 4 dni - Dzień 3 Niestety dzień trzeci zaczął się smutno dla Przemka. Kolano się zastało i nie był w stanie zgiąć nogi. Kuśtykanie. Jesteśmy na 2000m, nic tu nie jest w stanie dojechać. Pozostaje tylko taka maszyna na zamówienie. Później w szpitalu okazało się że są naciągnięte ścięgna, leczenie ma polegać tylko na oszczędzaniu się. Przemek już w dolinie o własnych siłach dotarł do Zakopanego, a później do rodziny. Dla Przemka smutna chwila, dla nas (nie będziemy udawać) swego rodzaju atrakcja: helikopter lądujący przy nas w górach. Ponieważ chcieliśmy pożegnać Przemka, to ruszyliśmy tego dnia dopiero o 9 w trasę. Kierujemy się na przełęcz Rohatka, z której na wyciągnięcie ręki jest już Gerlach. Rohatka jest tuż nad schroniskiem. Dojście szerokim stromym polem, na samym końcu tylko małe zwężenie. Na foto po prawej stronie. Wejście bardzo męczące, bo w tym grzało słońce ostro w ten stok. Paliliśmy się w słońcu, ale stok nie płynął. Ja nawet założyłem harszle do szerokiej narty, żeby na zakosach nie mieć problemu z poślizgnięciem. Tu wspomnę jeszcze że poprzedniego dnia spotkaliśmy kolegę Piotra z Warszawy z ekipą. Zobaczyliśmy się szczęśliwie na Lodowej. Okazało się że idą mniej więcej tak jak my. Wyszli trochę wcześniej przed nami ze schroniska i właśnie są na górze. A tutaj jeszcze widok na Staroleśną ze zbocza podejściowego: I my doszliśmy do przełęczy, końcówka tylko z buta, ale bez raków. Po drugiej stronie przełęczy (na zachód) żleb jest bardzo wąski, stromy i jeszcze twardy. Decydujemy się zejść kawałek w rakach. Foto poniżej przedstawia główną grań Tatr z przełęczą Polski Grzebień która kieruje do Doliny Wielickiej. Widok ze zbocza pod Rohatką po naszej lewej ręce. W rejonie Doliny Litworowej jak widać, spotkaliśmy chmury, i chyba Gerlacha w całości nie widzieliśmy. Jeszcze rzut oka na złowrogie bramy Rohatki. Jest wcześnie i cały rejon doliny Litworowej, a później Kaczej, jest twardy. To był ten jeden zjazd w betonowych warunkach. Ale nie jest bardzo stromo (poza tym początkiem), więc da się zjazd ogarnąć. Niektóre kawałki jedziemy po twardym równym, więc nawet bywało przyjemnie. Kilka zdjęć z tej doliny. Dojeżdżamy na dno Doliny Kaczej i parkujemy przed jeziorkiem które ponownie nazywa się Zelene Pleso 🙂 Obok nas wyrasta szczyt Ganek. Zaczynamy wchodzić do góry, idziemy przez tzw. Gerlachowskie Spady do górnej części Doliny Kaczej. Spady są dość strome, biegnie środkiem fajny żleb pokryty śniegiem, bokiem da się podejść zakosami, ale ostatni kawałek na huzara. Poniżej Gerlachowskie Spady (dolna linia skalna) i chyba Kaczy Szczyt (w tylnej części pośrodku). Na zboczu Spadów: Po wejściu na górną część Doliny Kaczej c.d.n.
    7 punktów
  3. Na YT zamieściłem vloga, na którego czekali Mariusz i Paula. 🙂.Wspólnie udało się nam objechać Bad Kleinkirchheim ostatniego popołudnia przed wyjazdem. Jak było? Zobaczcie sami...
    6 punktów
  4. Autentycznie zaniepokojony prognozą kolegi Geralda z wątku o Evereście (o kolejkach w Tatrach) jak i Parkowym komunikatem o zamknięciu, udałem się dzisiaj w rejon hali Gąsienicowej celem rekonesansu. Transport oczywiście publiczny. Kilometrów z buta, buta skiturowego, buta skiturowego w rakach jak i z foki około 19. Zjazdów nie rejestrowałem. Napotkanych Skiturowców 5-ciu. Turystów około 20. Na Zachodniej Kościelca jeden Zespół. Strażników 1. W Murowańcu usłyszałem, że główne siły poszły na Zawrat (bo lepsze śniegi). Pogoda super, warunki śniegowe zmienne. Coś tam pozaznaczałem do przejechania w przyszłym roku z rejonu pomiędzy dojściem na Świnicką przełęcz a Karb-em. Odkrycie, Skrajny Żleb !! tyle dobra ;). Trochę zdjęć. Chronologia zachowana. Dwa ostatnie to z powrotu. Gąsienicowa nie chodziła, jak cały tydzień. Wiatr od 4 do 8 m/s. Konsystencja trasy na Gąsienicowej nadspodziewanie dobra. Była mocno ubijana Podobno mają przyjść nocne minusy. Pozdrawiam mirekn
    3 punkty
  5. Przejście Tatr Wysokich w 4 dni - Dzień 3 - kontynuacja Na czym to skończyliśmy ostatnio ? Może warto spojrzeć na mapkę gearth. Tutaj spojrzenie od północy, po lewej Rohatka z której zjechaliśmy do jeziorka widocznego mniej więcej pośrodku. I zbliżenie Doliny Kaczej, weszliśmy na próg Gerlachowskich Spadów. Zmierzamy ku przełęczy Wschodnie Żelazne Wrota (2255m), która jest na głównej grani. Za progiem jest dość spokojne zbocze, którym najpierw na wprost a później zakosami podchodzimy w kierunku przełęczy. Następnie przechodzimy na huzara. Goni nas grupa TOPR-owców którzy przyszli od Łysej Polany i zmierzają do tego samego schroniska co my. Nastromienie od strony podejście 45st, z drugiej strony zjazdowej będzie 40st. Sama przełęcz wyglądała wtedy tak: Mam z nią miłe wspomnienia i porachunki. Był to kiedyś mój pierwszy żleb offpiste, który mnie zauroczył. Ale wówczas ekspozycja mnie pokonała i połowę żlebu się zsunąłem. Tym razem poszło lepiej 🙂 Foto żlebu po zjeździe z Doliny Złomisk. Zjechaliśmy do Zmarzłego Stawu, a jest godzina dopiero 14. Został nam tylko łatwy zjazd do Popradskiego schroniska. Więc postanawiamy sobie jeszcze pojeździć. Wybieramy stok pod Kończystą, koledzy chcą wejść tylko kawałek po mniej stromym zboczu, ja namawiam na dojście do przełęczy Lucne Sedlo (2168m). No zobaczymy ... Foto naszego kolejnego celu zrobione z Żelaznych Wrót: Zostawiamy plecaki przy skale nad stawem i na lekko idziemy do góry. Najpierw na foce, nie ma problemu, później się wystramia. Ja wziąłem jeszcze harszle, więc zakładam. Widzę że Robert prze do żlebu w górę. Zdjął narty, nie ma plecaka, więc musi je nieść w ręce i wchodzić z buta. Trochę ciężko, ale wygląda to na krótki fragment. Ja też w końcu przechodzę na wchodzenie z buta, stosuję freeriderską technikę podchodzenia. Dwie narty złożone razem, opieram się nimi o śnieg przed sobą, położone poziomo na śniegu. Kijki mam składane z trzech części więc wykorzystuje to, skracam je maxymalnie i zakładam pętlami na ręce. W ten sposób pokonujemy żlebik i dochodzimy do niemal przełęczy. Tutaj krótka sesja z Wysoką w tle. I cóż, zjeżdżamy sobie miło w dół. Andrzej nam robi zdjęcia. Oboje w odciążeniu I jeszcze jedno Zostaje nam jeszcze dość długi zjazd do Popradzkiego Stawu do poziomu 1495m. Taka ilość śniegu jeszcze była na jeziorze. Po przyjeździe do schroniska rzuciliśmy się na piwo, które wypiliśmy z przyjemnością na tarasie w ostatnich promieniach słońca. W tym dniu zrobione: 3 przełęcze i 3 zjazdy, w górę 1400m, w dół 1850m, długość 15km Dziękuję za uwagę 🙂
    2 punkty
  6. Spodziewałem się wiosennej jazdy na Chopoku a tam rewelacyjne warunki - w nocy był przymrozek, jazda na południu do samego dołu, Mistrzowska na całej szerokości, dwie trasy do Zahradek, jednym słowem zima na Chopoku się nie skończyła, a ja wreszcie zjechałem z Chopoka Początek nie był obiecujący Kamienna Chata po remoncie-super urokliwie, sprawny bufet, porcelana i szkło i nawet ekspres do kawy. Ciekawostką jest danie pod nazwą Polska Zemsta - parówki z frytkami i keczupem Przy wejściu wita nas Nosicz
    2 punkty
  7. Udało się Start Tatranska Kotlina meta Żarska Chata, trasa ponad 100km Świstowy Szczyt 2382m to mój najwyższy Tatrzański szczyt zdobyty bez zdejmowania nart, w tle Gerlach 2654m
    1 punkt
  8. @Piotr_67 , sezon narciarski zakończony z przytupem. Piękne zdjęcia, dzięki za fotorelację. Pozdrawiam! 😀
    1 punkt
  9. Ależ pięknie Piotrze Najważniejsze że bez napinki 😉
    1 punkt
  10. Nie zaskoczyłeś mnie, taka próba zamknięcia niewygodnego tematu jest dla Ciebie typowa. Czyli schemat: - częściowy, niepełny wycof - konkluzja o sensowności tematu/dyskusji - ucieczka (np inne lepsze forum, do innych zajęć) Zaimponowałbyś mi bardziej gdybyś przyznał się, że dałeś ciała. W kwestii Mitka to nie masz racji, że sezon bez nart odbiera mu prawo do wypowiedzi. To jakbym odebrał Ci prawo do wypowiedzi o rowerach gdybyś przypadkiem z jakiś powodów rok nie kręcił. Prawda, że bez sensu? Szczególnie, że Mitek spędził lata całe na nartach. Ale zasadniczo uważam, że to merytoryka a nie staż decyduje o sensowności lub nie, naszych wypowiedzi. Jak nie jest się zbyt mocnym to bezpieczniej być ostrożnym albo mieć twardą dupę jak wspomniany Pan na M (ha, ha,ha) Gdyby ten temat zakładał np. Artix (pozdrawiam) to pod zdjęciem byłby podpis - w drodze na Everest - co o tym sądzicie??? pozdro Wiesiek
    1 punkt
  11. W wysokich górach nie byłem, za to w szybowcu, to i owszem. Zanim dostałem zgodę na latanie szybowcem powyżej 4 tys. to wpierw musiałem przejść test w komorze niskich ciśnień, gdzie "wznosiliśmy się" na 5500 metrów. Powiem krótko, łatwo nie było, a jak patrzyłem na resztę towarzystwa, to chyba wszystkim było trudno. Później, w ramach chuligaństwa powietrznego, wleciałem z kolegą na 6000, oczywiście bez tlenu. Kolega zaczął wrzeszczeć że dostaje zawału, to odpuściliśmy. Próbowałem na tej wysokości, spunktować na mapie, nasze położenie z terenem. Nic z tego nie wyszło, po prostu "przelicznik nie liczył". Czy moje postępowanie było mądre, chyba niekoniecznie. Sęk w tym, że można nie mieć żadnych objawów i "odlecieć". I koledze taka przygoda się przytrafiła, obudził się, jak już od szybowca odpadły skrzydła i spadał w samym kadłubie. Na szczęście zdążył się obudzić i zanim kadłub dotarł do ziemi - on zdążył wyskoczyć ze spadochronem. A powodemzaśnięcia", była awaria aparatury tlenowej. A wspominam o tych lotniczych miazmatach, dlatego, że ci "turyści" którzy "kupili" sobie wejście na tą świętą górę, to mimo wszystko musieli jednak na nią wejść. Jako mniej doświadczeni mieli sporo ułatwień, za co sowicie zapłacili, ale jakby na to nie patrzeć, góra z tego powodu nie stała się niższa. Musieli na nią, na własnych nogach wejść i zejść, musieli znieść ekstremalnie niskie temperatury, no i organizm niekoniecznie musiał znieść brak tlenu. Niejeden tą "lajtową" wycieczkę przypłacił życiem. Więc mając kontakt tylko z jednym z czynników z którymi musieli się zetknąć,-mam do nich wielki szacunek.
    1 punkt
  12. Ostatnimi czasy prawie codziennie przebywam w Szczyrku - liczne inwestycje budowlane wokół gondoli i słyszę różne ploteczki. Otóż trwa budowa obwodnicy Buczkowic i ronda na drodze Bielsko - Szczyrk przed kolanem w Buczkowicach. Przy rondzie w stronę lasu znajdują się puste pola i łąki co wskazywało by na lokalizację parkingów. Co więcej, Słowacy nawet sugerowali tam budowę pola golfowego lub Aquaparku. Nic z tego zarządzający miastem nie zgadzają się na lokalizację takich atrakcji poza miastem. W związku z tym cały ośrodek skieruje się prawdopodobnie w kierunku Doliny Zimnika gdzie wykupywane są całe hektary pól przez bogatszych przedsiębiorców. Są to informacje nigdzie nie potwierdzone zasłyszane wsród mieszkańców miasta.
    1 punkt
  13. Cześć Jak wiesz od zawsze jestem rzecznikiem ograniczenie dostępu i tu również by się to przydało. Osobiście absolutnie nie widzę sensu tego typu wejścia - albo wchodzisz sam w stylu jaki obecnie tak obowiązuje albo...wjeżdżasz elektrykiem albo wywożą Cię śmigłowcem - jeden diabeł. Mam kolegę, który swego czasu wymyślił sobie, będąc w Indiach, że pójdzie najpopularniejszą chyba trasą trekkingowo wycieczkową - dookoła Annapurny. Kupił sobie od miejscowych motocykl, którym dotarł do Nepalu. Tam zaopatrzył się w niezbędny sprzęt - oczywiście od miejscowych i tak zaopatrzony udał się w drogę. Było to sporo lat temu ale już w okresie gdy trekkingi były dość popularne więc rozumiecie sami, ze gość w starej puchówce pamiętającej pewnie lata 70, w butach w podobnym wieku, dżinsach, wyposażony w kij oraz w termos przewiązany krawatem idący pod górę w oparach jointów musiał wzbudzać nawet wtedy sensację. Poszedł tak sobie po prostu, dla siebie a nie po to, żeby to później opisać w sieci (nie było sieci :)) czy chwalić się znajomym. I to dla mnie jest gość! A sprawa śmieci... dla mnie prosta i oczywista w każdych górach, w każdym miejscu - co zabrałeś masz wynieść albo z tym zostać pod kamieniami. Pozdrowienia serdeczne
    1 punkt
  14. Skiturowo może nie tak szybko. Kiedy ja wychodziłem na Rysy....12 lat temu, to nawet w lecie nie sunęły takie pielgrzymki jak obecnie. W zimie wtedy mało ludzi chodziło. Z każdym kolejnym rokiem jest coraz więcej osób. Nie mam jakiegoś jednego lekarstwa na to wszystko....ale Denerwuje mnie wyśmiewanie na różnych grupach dyskusyjnych ludzi którzy chodzą/jeżdżą po "pagórkach", np. Beskidach. Wrzucenie zdjęcia czy filmu z beskidzkich hal, nierzadko jest traktowane prześmiewczo. Po takim podejściu, ludzie mają ochotę na robienie wyczynów, do których nie mają (i być może nigdy nie będą mieć) predyspozycji fizycznych. To taka moja subiektywna opinia.
    1 punkt
  15. To w sumie może nam grozić, w zakresie skiturów. Zastanawiam się czy nasza działalność na tym forum się do tego nie przyczyni ? 😉 Czy rzeczywiście powinno się masowo opisywać trudne wycieczki skiturowe, gdzie wystarczy że człowiekowi się zakołuje w głowie na podejściu i spada po 45-stopniowej ścianie w dół ? Problem jest też z podejściem wielu osób do własnego przygotowania. Akurat w tym sezonie chodziliśmy trochę z przewodnikiem, w grupie były różne osoby. W programie wyprawy było wyraźnie napisane że będą dni z przejściem 20km. Mimo to były osoby które były zdziwione tak dużym wysiłkiem i brakiem piwa każdego dnia. Ich przewodnik oferował nowy fajny program i się w ciemno zapisali, bo wcześniej byli w lajtowych alpach gdzie świeciło słońce a na tarasie schroniska piło się piwo. Kolejny przypadek. Na fejsie Ali opisywał przypadek skiturowca zjeżdżającego chyba w marcu z Rysów, który nie wykonał ani jednego skrętu od przełączki aż do buli albo do czarnego stawu. Całe z 600m wysokości facet zjechał zsuwem. Dla mnie to jest niepojęte, ale bardzo przypomina dążenie do zdobycia Mount Everestu, Mont Blancu. Teraz są popularne skitury, to facet też chce się załapać i spektakularnie zjechać z Rysów.
    1 punkt
  16. Za niedługo będzie tak wyglądał szlak na Rysy w zimie
    1 punkt
  17. A mi to odpychanie kijkami pasowało. Można trochę podrasować kondycję, a i część narciarzy wywiewa gdzieś indziej. Nie wszędzie musi być jak w Białce, tak samo jak pasuje mi to podejście na Skrzycznem. Coraz bardziej mi pasuje. Co do Szczawnicy. Tam przydałby się nowy mostek (szerszy). I łatwiejszy dostęp do niebieskiej, aby nie trzeba było się podciągać tymi wolnymi wyciągami. Zresztą tam chyba kiedyś dojazd z Palenicy bez wspinania był (przecinka)? Wspomnienie z tego sezonu: https://ekonomiaplussport.blogspot.com/2019/01/pewnie-nigdy-tam-nie-jezdziliscie.html
    1 punkt
  18. Mogę polecić VIKING PRIMUS PRIMALOFT, testowana osobiście na skiturach. Materiał PrimaLoft 50%, Merino 50% chyba optymalna mieszanka z merynosem http://techsport.pl/odziez-i-obuwie-18/odziez-meska/bielizna-termoaktywna/bielizna-termoaktywna-viking-primus-primaloft.html? Przędza Primaloft odprowadza wilgoć około 25% szybciej niż inne tkaniny. Przy swej delikatnej strukturze niezawodnie chroni przed przenikaniem chłodu i wiatru, jednocześnie pozwalając skórze na swobodne oddychanie. Bezszwowa bielizna termoaktywna gwarantuje doskonałą elastyczność i komfort noszenia. Ponadto bezszwowa struktura sprawia, że bielizna idealnie dopasowuje się do ciała i nie ugniata. Sportowy wzór oraz stonowana kolorystyka, powodują, że bielizna Primus może być używana jako samodzielny strój sportowy do różnych aktywności outdoorowych oraz indoorowych.
    1 punkt
  19. Przejście Tatr Wysokich w 4 dni - Dzień 2 - video Dwa zjazdy z drugiego dnia, video bez obróbek Strzeleckie Spady, poniżej Żółtej Ławki Barania Przełęcz - początek bardzo stromy
    1 punkt
  20. Drugi dzień świąt, zamiast polewać się wodą postanowiliśmy spędzić na nartach. Ponieważ nie miały to być skitury, wybór był ograniczony do miejsc, Pradied i Harrachov. Padło na Harrachov, dawno tam nie byliśmy. Ktoś powie, że to przecież Czechy, dla mnie niekoniecznie. Od granicy w Jakuszycach do wyciągu jest 5 km, a na szage przez las i góry jeszcze bliżej. Prawie wszędzie można płacić złotówkami (poza karnetami) i co najmniej połowa narciarzy to Polacy. Do tego wystarczy popatrzeć w stronę Polski i na horyzoncie widać Schronisko Szrenica i Trzy Świnki (skały)... Zawsze mnie intrygowało, że Harrachov leży na wysokości 665 m a górna stacja Certova Hora na 1022 m.n.p.m. mimo to jest obok Pradziada (dużo wyżej jednak położonego) jednym z 2 najdłużej działających ośrodków narciarskich w Cz. Mi oczywiście to pasuje... Warunki w poniedziałek bardzo dobre. O ósmej temperatura na górze 6 stopni, w nocy było koło 0, bo pierwsze zjazdy były po twardym podłożu. Dopiero po 10 śnieg miękł. Kolejki do wyciągów nie było, większość kupowała karnety do 10. Na szczęście w ośrodku nie ma jeszcze pazernego kapitalizmu i do wyboru było sporo konfiguracji czasowych karnetów... Od kiedy pojawił się w Czechach TMR niektórzy powoli wprowadzają zmiany (zwłaszcza Spindleruv Mlyn) i wybór to karnet całodzienny, co nie wszystkim pasuje... Jeździło się naprawdę wybornie. Prawie 1900 m trasy, początek i koniec łagodny, środkowa część to solidna czerwona. Na trasie tradycyjnie (tutaj) brak kamieni, w 2,3 miejscach trochę trawy... Jak ktoś lubi twarde warunki wystarczy trzymać się prawej strony (od góry) przy lesie, tam jeszcze do 12 było dość twardo. Ja od początku jeździłem po prawej i środkiem, lubię takie warunki Po jedenastej już zdecydowanie mniej narciarzy i można było się już solidnie napędzić bez ryzyka... Niestety poniedziałek był ostatnim dniem działania stacji, w Czechach pozostał jeszcze Pradied czynny w weekendy, tam jednak sezon zamykają zawsze z ostatnim dniem kwietnia. Pozostają tylko (a może aż) skitury... @Annaa dzięki za jak zwykle poświęcony czas na świetne zdjęcia🤗 ostatnie szusy po cervenej I to by było na tyle, ale nie na pewno... Pozdrawiam serdecznie! zadowolony😁😁🤣
    1 punkt
  21. Przejście Tatr Wysokich w 4 dni - Dzień 2 - kontynuacja Z Terinki ruszamy dalej. Do przejścia mamy jeszcze jedną przełęcz, aby znaleźć się w Dolinie Staroleśnej. Mamy jednak dobry czas i dobrą pogodę i możemy zrobić cel dodatkowy. Nasz wybór pada na Lodową Przełęcz, która jest w głównej grani Tatr. Przechodzimy do Dolinki Lodowej i ruszamy na podbój drugiej przełęczy. W Terince ja się dowiaduję że Przemek podczas zjazdu doznał upadku i jakiegoś skręcenia kolana. I z tego powodu postanawia zrobić sobie przerwę i w Dolince Lodowej robi sobie dłuższy odpoczynek. Trójka idzie więc na Lodową. I tutaj niespodzianka, widzimy nasz kraj 🙂 Z Przełęczy Lodowej (2372m) dobrze widać dużo wybitnych szczytów Tatr Wysokich: Gerlach, Wysoka, Rysy, Kozi Wierch. W sprawie legendy szczytów na zdjęciach poniżej odsyłam do opisanej panoramy na wikipedii https://pl.wikipedia.org/wiki/Lodowa_Przełęcz#/media/File:Panorama_z_Lodowej_Przełęczy.jpg I mamy szybki zjazd bo kolega czeka na dole. Na nartach dojeżdżamy do podstawy kolejnego żlebu prowadzącego nas do przełęczy. Do wyboru mieliśmy Czerwoną Ławkę oraz Żółtą Ławkę. Ponieważ ja tą pierwszą już przechodziłem, więc udaje się namówić pozostałych kolegów na Żółtą. Podejście jest przepiękne. Widok na Baranie, Durny Szczyt i Łomnicę (można wypatrzeć stacje koleji), na dole Terinka Prawie na przełęczy: Po drugiej stronie mamy przepiękny żleb o nachyleniu 40-42 st. Po jakimś czasie żleb przechodzi w szerokie pole Strzeleckie Spady, którym dojeżdżamy do dołu Doliny Staroleśnej na wysokość 1600m, czyli robimy piękne 700m zjazdu w dół. Na tym zdjęciu widać całość żlebu spadającego z Żółtej Ławki (pośrodku) a z lewej strony jest Czerwona Ławka (z której kiedyś zjeżdżałem wraz z ekipą). Tutaj widok z wysokości 1600m na słowackie wiosenne pola: Pozostaje nam jeszcze (czwarte) podejście do schroniska Chata Zbojnicka. W celu podniesienia motywacji Robert ogłasza że to tylko 30 min. Ja się w duchu tylko uśmiecham i liczymy przewyższenie: 350m. Czyli bardziej 60min na tym zmęczeniu po całym dniu. Ale damy radę 🙂 Po drodze robimy przystanki i obserwujemy otoczenie Doliny. Dochodzimy do schroniska na wysokości 1960m i cieszymy się niezmiernie z odpoczynku. Ja najpierw zwiedzam murowany wychodek który jest na dworze, później robimy foto i dopiero udajemy się na posiłek i nietanie piwo (3€). Dziękujemy nosiczom za pracę ! Schronisko prezentuje surowszy charakter niż to poprzednie, ale cieszymy się z możliwości ciepłego wyrka 🙂 Na tej wysokości nie ma prysznica i ciepłej wody. Do mycia służy jedna umywalka znajdująca się w kuchni, można się zasłonić kotarą. Jest możliwość zagotowania wrzątku gratis. Jest też suszarnia. Na koniec GEarth całości GEarth przybliżenie Doliny Staroleśnej Podsumowanie: do góry 1700m, zjazd 1280m, długość 13.5km
    1 punkt
  22. Przejście Tatr Wysokich w 4 dni - Dzień 2 Zaczyna się właściwa część wycieczki, dotąd to było tylko preludium. Jeszcze tylko dla porządku dodam że podejście do Zelenego Plesa to 590m w górę i 7.7km długości. Natomiast dzisiaj naszym celem jest schronisko Zbojnicka Chata. O śniadaniu już było, udaje nam się wyruszyć chyba o 8 rano ze schroniska. Zaczynamy od podejścia na Baranią Przełęcz, do pokonania jest niemal 850m w górę. Więc zaczynamy. Pogoda idealna. Na zdjęciu powyżej widać całą linię podejścia aż do przełęczy. Na początku staw, za stawem stok w miarę łagodny, później się wystramia i zwęża do tzw. szyjki, tam jest już bardzo stromo. Szyjką podchodzimy z buta. Następny etap to nieco łagodniejszy szeroki stok, podchodzimy zakosami, obserwujemy stare zsuwy, narciarzy którzy już zjeżdżają z przełęczy. Trochę nas wkurzają, gdyż jadą po świeżym opadzie 5-10 cm z poprzedniego dnia. Pojawiają się pomysły aby z przełęczy zjechać na tą samą stronę, ale wiadomo że musimy realizować nasz plan przejścia przez Tatry. Polem dochodzimy do trzeciej części podejścia, stromy żleb 45st prosto do przełęczy. Ponownie podejścia na huzara w miękkim śniegu. I jesteśmy na przełęczy (2393m), widoki cudowne, następuje pierwsze spełnienie, wielki oddech Tatr. Na samej przełęczy jest mały nawis, podchodzimy jeszcze kawałek wyżej pod skałę i tam się bezpiecznie przepinamy do zjazdu w kierunku Dolina Pięciu Stawów Spiskich. Początek zjazdu określiłbym na 42-43 st, później około 40st. Jest miękko ale dość nierówno, dużo wertepów po narciarzach. Na początku jedzie się trudno, później coraz lepiej. Mam video ze zjazdem Roberta w górnej części Baraniej, to może wrzucę jutro. Tymczasem foto części zjazdowej z przełęczy wraz ze szczytem Baranich Rogów, zrobione gdzieś z podejścia do następnej przełęczy. Poniżej foto czyste i z zaznaczonym schematem zjazdu. Docieramy do Chaty Téryego na wysokości 2015m. I tutaj robimy odpoczynek i uzupełnienie płynów. Niektórzy przed chatą wpadają w drzemkę c.d.n.
    1 punkt
  23. Przejście Tatr Wysokich w 4 dni - Dzień 1 W pierwszym dniu wyjechaliśmy rano z Wrocławia, aby dotrzeć około 13 do Łysej Polany. Mieliśmy zamiar zostawić auto na Palenicy, ale pojechaliśmy zobaczyć pętlę autobusową na słowackiej Łysej Polanie i Słowak z pensjonatu tak nas zagadał, że zaparkowaliśmy u niego. Chcieliśmy tam coś zjeść i udało się dogadać ze Słowakiem że zamówił nam dwa obiady, które przywieziono z Jurgowa z restauracji wraz z paroma innymi obiadami dla grupy turystów pomieszkujących w tym pensjonacie. Parking u Słowaka to 20zł/dzień, Palenica to 30zł/dzień. Więc długo się nie zastanawialiśmy. Pensjonat jest bardzo charakterystyczny, z przodu ma ściankę wspinaczkową 🙂 O 14:30 odjechaliśmy stamtąd liniowym autobusem słowackim, który po 45 minutach dowiózł nas do wlotu Doliny Kiezmarskiej Bielej Vody z drugiej strony Tatr w stosunku do Łysej Polany. Tutaj startujemy na nogach nasze Haute Route. Wysiadamy z autobusu i leje ostro deszcz. Przeczekujemy pod wiatą z kwadrans, zbroimy się do przejścia na huzara i deszcz się zmienia w mżawkę. Po pół godzinie trekkingu bez śniegu pojawiają się pierwsze łaty, czasami śnieg znika, ale dajemy radę już ładnie turować. Droga jest ubita przez jakiś pług, dzięki czemu śnieg się dłużej trzyma niż obok poza szlakiem. Pojawiają się pierwsze skaliste szczyty. Robi się naprawdę przepięknie, chmury deszczowe odchodzą i zaczyna pojawiać się słoneczko. Na zdjęciu widoczna jest kawałek grani Tatr Bielskich: szczyty Skrajne Jatki i Golica Bielska. Po 2.5h dochodzimy do celu, gdzie naszym oczom ukazuje się ogrom doliny przez Zielonym Stawie. Skały po prostu wyrastają tuż przed naszymi nogami, robi to ogromne wrażenie. Nie widać tego do końca na zdjęciach, ale widok na żywo jest naprawdę nawet bardziej porażający niż otoczenie naszego Morskiego Oka. Poniżej od lewej dwa szczyty: Czarny i Jastrzębia Turnia Dochodzimy do schroniska , które nazywa się Chata pri Zelenom Plese. Schronisko oferuje wprost luksusowe, jak na góry, warunki. Wspaniałe jedzenie, na śniadanie szwedzki stół z pełnym wyborem (sery, jajka, wędliny, mleko, musli, warzywa, owoce, słodkie), wyremontowane zaplecze sanitarne, ciepła woda pod prysznicem, niedrogie piwo. Na drogę następnego dnia dostajemy herbatę do termosu gratis. na koniec rzut oka na trasę w GEarth
    1 punkt
  24. Przestawiam przejście Tatr Wysokich w 4 dni W początkach kwietnia brałem udział w Mini Haute Route przez Tatry Wysokie. Była nas kameralna czwórka, a później niestety nawet trójka. Plan to było przejście od parkingu Biela Voda (czyli Dolina Bielej Vody) poprzez przełęcze w grani Tatr dojście do DS5 (Dolina Pięciu Stawów Polskich) i zjazd do Palenicy. Uczestnicy to : Andrzej z Ostrowca, Przemek z Londynu (Opola), Robert (ten sam co w wyżej w wycieczce Wujota) - widoczni na zdjęciu poniżej, oraz autor relacji na kolejnym zdjęciu. Już na początku było fajnie, bo z Andrzejem znaliśmy się z Ukrainy, a Roberta już znam chyba od dwóch sezonów.
    1 punkt
  25. Rozkręciliśmy się ,ostatnia noc była bez przymrozku, darliśmy na Wołowiec równym tempem bo południowy trawers Ostrego Rohacza w kierunku Żarskiej przełęczy zrobił się bardzo miękki i było spore ryzyko lub duże nadłożenie trasy. Czasy liczone z przystankami,faktycznie jest małe przekłamanie w ostatnim dniu bo czas zatrzymał się nam w Żarskiej Chacie, trochę świętowaliśmy, a później zjechaliśmy (koniec1km pieszo) na parking na końcu doliny gdzie czekał bus do Zakopanego. Co do tempa to pierwsze 3 dni było spacerowe bo jeden z uczestników właśnie kończył solidne przeziębienie, nie poszedł z nami na Świstowy Szczyt i wykurował się w Zbójnickiej Chacie. Letnia jazda na rowerze z sakwami dobrze przekłada się na kondycje do takiej tury, dla mnie tempo było w sam raz ale wiem że innym było czasami ciężko. Co do trasy to ja i jeszcze drugi uczestnik zrobiliśmy 114km i 8200m bo możemy dodać popołudniowy spacer w Dolinie Pięciu Stawów.
    1 punkt
  26. Ekipa Najwyższa pora powiedzieć choć parę słów o ekipie. Organizatorem i szefem wyprawy był Robert Róg. Ten wyga narciarski wygląda jak... wyga narciarski. O Robercie krążą plotki, że urodził się w butach skiturowych. Prawdę powiedziawszy niezbyt w to wierzę. Bo przecież nie ma takich małych rozmiarów... Ale z pewnością ujeżdżał już pierwsze silvretty. Robert wprowadza w tajniki szurania kolejne pokolenia adeptów. Ja (i np Kamil) mam przyjemność bycia, w nomenklaturze R.R. , pierwszym rzutem. Niezależnie od tego, że już dawno się usamodzielniłem (co jest naturalną kolejnością rzeczy) to nadal dość często jeżdżę z Robertem bo ma bardzo urozmaicone i ciekawe propozycje. Na wyprawie byli przedstawiciele różnych roczników skiturowych. Grupa była dość liczna - 8 a przez chwilę 9 osób. I, jak się zorientowaliście, heterogeniczna. Przedstawicielki płci pięknej (no dobra dziewczyny) Ania (kapitan jachtów) i Marta nie tylko upiększały okoliczności ale niejednego faceta były w stanie pognębić swoja determinacją i umiejętnościami. Chłopaków nie będę szczegółowo opisywał (z powodów oczywistych). Tutaj od lewej: Piotr, Robert,Wiesiek, Tomek, Mikołaj. Poniżej autor grupowego zdjęcia - Przemek, a dalej jest Wojtek (z którym zaraz jedziemy w Alpy) Dzień 5 Niespodzianka W tajnym plebiscycie przedwyjazdowym wyznaczyliśmy na ostatni dzień Krywań (prawie 2500 m npm). To bardzo efektowna góra z rewelacyjnym zjazdem, który możecie sobie zobaczyć na tej focie. Z tegoż powodu już dzień wcześniej zjechaliśmy do Strbskiego Plesa aby przenocować w pensjonacie i bez straty czasu rano podjechać pod cel. Po pół godzinie stoimy w piątkę pod górą i widzimy, że cały dół jest bez śniegu. Szacujemy, że jedną trzecia trzeba pokonać z buta. To samo w sobie nie robiłoby na nas wrażenia ale są słabe perspektywy na zjazd. Bo tam jedzie się wzdłuż doliny potoku i jak jest śnieg to jest jazda, ale jak go nie ma to droga z buta może być przewalona. Trzeba by szybko dotrzeć do drogi podejściowej. Czyli da się zrobić tylko pół zjazdu... Robert myślący zadaniowo chciałby mimo tego iść. Zanim jednak podejmiemy ostateczną decyzję dokonujemy przeglądu opcji i pada propozycja Tomka - Salatyn. Słabą jej stroną jest dodatkowy dojazd - to godzina (powrót druga) a o 18:00 wrocławska część ekipy chce wracać do domu. Z drugiej strony są wielkie plusy - 100% pewności zjazdu trasą narciarską w Spalonej i odwiedzenie tej kultowej górki. Wyciąg zaś pozwoli nadrobić stracony czas. Podejmujemy decyzję i za 6 E lądujemy pod Salatynem na 1400+ m npm. I... dobrze to wygląda! Góra jest popularna - sporo, jak na piątek, osób tu włazi. Podobnie jak reszta wchodzimy częściowo na fokach a później już z buta. Na przełęczy. Tutaj zauważamy, że powinien być piękny zjazd na południe. I, że nikt tam nie jeździ. Trzeba to koniecznie sprawdzić. Nie przejeżdżony żleb z miękkim wiosennym śniegiem jest ambrozją narciarstwa. Bonusem i nagrodą za te 4 dni. Nasz zjazd. Marta to nawet gotowa jest zatańczyć kankana. Rozglądamy się dokoła i wszędzie widzimy świetne linie. Można tu rzeźbić całymi dniami. Spady idealne, równo, śladów jak na lekarstwo. Teraz idziemy na Salatyna. Zamiast żlebu wybieramy lewy stok. Podejście też jest komfortowe. Więc się nie ociągamy Góra Salatyna jest wspaniała. Są tutaj przyjazne lajtowe opcje ale też te znacznie bardziej wymagające. Oglądamy wjazd do takiego żlebu - mam wielką ochotę to zrobić ale wolałbym na początek coś troszkę lżejszego. Czas jednak na to nie pozwoli więc robimy klasyka - na przełęcz i drogą podejściową Jak widzicie pogoda powoli się kończy. Zjazd na tę stronę jest równie fajny jak na drugą choć jednak wyraźnie przejeżdżony. Jeszcze fota z połowy stoku. Dalej do stacji narciarskiej i sympatycznym dobrze pofalowaną już trasą na dół. Jeszcze rzut oka na wizualizację. Podejście zaczęliśmy przy strzałce. Te dwa zjazdy wymagały prawie 900 m vertical. Ale uzysk z tego był 100% - sama piękna jazda. Do tego dodatkowe 400 m w bonusie (wyciąg) Tutaj można obejrzeć świetne opcje na południe. Jest też chyba fajna opcja freeturowa. Podjazd wyciągiem, wejście na szczyt nad wyciągiem (Przedni Salatyn) i byłoby z 600 m vertical (z tego z buta gdzieś ze 200 m). Dałoby się to zrobić pewnie z 5 x w ciągu dnia. Tę opcję chyba ktoś robił bo zauważyłem ślady pod kanapą w miejscu gdzie z trasy nie było szans tego zrobić. Jeszcze może naskrabię jakieś wnioski (i sprostowania). Teraz zapraszam do dyskusji, pytań, krytyki, głosów zachwytu itd. Pozdro Wiesiek
    1 punkt
  27. Dzień 4. Na Rysy Prognoza pogody nie była zachęcająca. Słaba widoczność i zimniej. Wiatr miał być też gdzieś pod 50 km/h. Czyli na górze to może być duuużo więcej. Ale nikt tanio skóry nie miał zamiaru oddać. Po wojskowemu to się mówi: - rozpoznanie bojem I to właśnie zarządził Roberto. Wychodzimy i jest wyraźna szansa na poprawę pogody! Na południu jest rozjaśnienie, które powoli jakby się przesuwało na północ. Idziemy szlakiem na Rysy. Słowacy nawet ładnie go oznakowali (ale nie na dużą mgłę). Robert co jakiś czas robi nam "okolicznościowe" wykłady. Wchodzimy głębiej i szansa na poprawę upada. Świat zmalał, góry zrobiły się jakieś nostalgiczne. Patrząc dookoła to na wiele trudno było liczyć. Dochodzimy do ścianki gdzie w lecie idzie się po łańcuchach a w zimie rozpięta jest poręczówka. Ekipa zakłada raki a mnie się nie chce, idę z czekanem i... naprawdę nie wiem po co kijkiem. Ot, tak z przyzwyczajenia. I ten ostatni strasznie mi przeszkadza. Ale ponieważ plecaka też mi się nie chce już ściągać to pokonuję drogę w kulawym stylu - ku uciesze reszty, która profesjonalnie i w rakach bezstresowo rusza za mną. Przypominam sobie, że kiedyś już tak było i solennie postanawiam sobie wbić do głowy, że jak się korzysta z poręczówki to kijka się nie zabiera. Niektóre lekcje jak widać trzeba powtarzać. Wyżej jest coraz bardziej mgliście, przed Chatą już tak. W dodatku, czego na focie nie ma, naprawdę solidnie duje. Chata jest oczywiście zamknięta (co było wiadomo), dywagujemy chwilę dlaczego nie ma tu udostępnionego Winteraumu. Później bierzemy łopaty, odkopujemy zacieniony od wiatru załom budynku. Tomek wynajduje deskę, robimy ławeczkę... i mamy całkiem fajny przytułek gdzie poddajemy się rozpasanej konsumpcji, przegryzając kabanosy czekoladą i orzechami. Do tego suszona wołowina i dorsz. Oraz gorąca herbata. Teraz pora na sesje foto (w końcu po co się w góry chodzi?) Ale ileż można jeść, fotografować i wyglądać zza węgła czy pogoda się przypadkiem zmieniła? Dywagujemy czy nie wejść na Wagę i stamtąd sobie zjechać. Perspektywa zjazdu w mgle jakoś nikogo nie zachęca, szczególnie, że wywiane jest i betonowo. Czyli powrót i wylegiwanie! Ta ważna decyzja przychodzi nam bez trudu i bez wyrzutów sumienia. Szczególnie, że w międzyczasie schodzą dwie piechurki i potwierdzają, że na górze jest coraz gorzej. Fragment zjazdu pod Chatą jest fajny. Czeka nas jeszcze przejście przez ściankę. Część ekipy w ramach ćwiczeń postanawia to zjechać na nartach (trzymając się poręczówki) i z czekanem. Reszta schodzi. Sam zjazd jest skomplikowany bo jest sporo gołych skał do przejścia i wąsko ale jesteśmy zadowoleni bo zawsze coś innego. Narty przeżyły to w zdumiewająco dobrym stanie. A tutaj zejście Ani. Dalsza część to formalność. Wyszło 900 m vertical i 8 km. Całkiem fajnie jak na okoliczności. Jeśli myślicie, że to koniec relacji to jesteście w błędzie. To nie była czterodnówka. To była pięciodniówka a ostatni dzień miał być dla mnie przynajmniej najfajniejszy. Miał ale czy był?
    1 punkt
  28. Dzień 3. Kończysta Piękny szczyt na którego wspomnienie gęba mi się cieszy. Popatrzmy wpierw na sytuację topo. Cel jest po lewej. Z Popradzkiego Plesa można dojść na dwa sposoby. Podchodząc od jeziora na przełęcz pod Osterwą i dalej obok Klina i przez Dolinę Stwolską. Tę drogę zaznaczyłem strzałką na wizualizacji. Jak się przyjrzeć to widać tam ścieżkę. Druga opcja, którą wybraliśmy obok Lodowego Jeziorka i dalej żlebem o którym szerzej opowiem. Na taki a nie inny wybór wpływ miał stan stoku na przełęczy pod Osterwą - góra wyglądała na mocno wytopioną. Samo podejście też raczej jest niełatwe. Oczywiście można też wykombinować pętlę ze zjazdem z Osterwy. Bardzo chciałem to zrobić ale troszkę się przestraszyliśmy jazdy bez rozeznania podejściem i wiedzy na temat stanu tego stoku po drugiej stronie... Początek był już dobrze znany z pierwszego dnia, dość szybko docieramy do wspomnianego jeziorka, tam krótki popasik i zakładamy harszle. Dziwnym zbiegiem okoliczności łamiemy razem z Robertem po jednym nożu dosłownie w tym samym momencie. To mnie nie cieszy bo na tej wyprawie to jest artykuł pierwszej potrzeby a z jednym już nie idzie się komfortowo. Czeka nas teraz tajemniczy żleb, posłużę się fotą Tomka sprzed 3 lat. Nawet narciarze są! Tomek podał to jako Lucnie Sedlo (tak jest na mapach słowackich), na polskich mamy Stwolską Przełęcz. Ale nasze określenie to przełęcz K.... od nazwiska kolegi co zjechał ją głową w dół z samej góry (od skał) a ponieważ miał narty zapięte do podchodzenia to nie było szans nic zrobić. Dojechał aż do stawu, cały czas przyspieszając. Ten efektowny zjazd grupa uwieczniła w nowej nazwie kuluaru. Do skał jest sens podchodzić na fokach. Dalej z buta. Wychodzimy na platou (na mapach słowackich oznaczone jako Luka). Tam narty wrzucamy na garba. Czeka nas teraz najbardziej niezwykły fragment - marsz gigantycznym gołoborzem, którym z tej strony jest Kończysta. Byłoby zbrodnią nie wykorzystać moich modeli i oto w marszu po Kończystej mamy Wysoką w tle. Nasza droga prowadzi do naśnieżonego szerokiego pola, które z daleka wygląda jak trasa narciarska. Większość ekipy ma tam dość już garba i zakłada narty, ja zgłaszam wotum separatum i dymam po staremu. Co jest zdecydowanie najszybsze. Bo góra stroma, kartoflisko i w dodatku zalodzona. Zjazd będzie hardcorowy... Ale póki co cieszmy się górą. Widok na Gerlach Słynne kowadło Trochę siedzimy ale wcale tak ciepło nie jest więc pora ruszyć tyłki. Zjazd na początku to jest walka z lodowymi kalabrakami, w połowie robi się dobrze a dół - bajecznie. Zjeżdżamy troszkę niżej - do doliny Stwolskiej. Na focie widać, że porównanie do trasy narciarskiej jest wyjątkowo trafne. Teraz wytopionym płaskowyżem trzeba dotrzeć dobry kilometr do zjazdu Żlebem K.... Większość (czyli wszyscy bez mnie) dymają to z buta a ja oczywiście na nartach korzystając z resztek śniegu. I czyż muszę wyjaśniać która metoda była lepsza? Tym razem obywa się bez przygód. Ekipa rozgrzana sukcesami trenuje tutaj podchodząc do skałek i w dół co i raz. Sama idea aby trochę jeszcze pozjeżdżać jest mi bliska. Ale czemu tutaj??? Podkreślam, po raz trzeci, swój indywidualizm i ostentacyjnie (czego nikt nie zauważa) wybieram nasłoneczniony stok naprzeciwko. Śnieg tam solidnie odpuścił a jazda na wiosennej ciapce to jest to co tygryski lubią najbardziej! Czasem szkoda, że dzień się kończy... Bierzemy jeszcze wypłatę w postaci końcowego szusu do Majlathovej Chaty. Razem 1500+ m vertical i 12 km drogi. track nie jest kompletny bo o GPS przypomniałem sobie dopiero przy jeziorku.
    1 punkt
  29. Zjazd w stronę koprowych przełęczy nie zawodzi. Jeszcze przedłużamy go skręcając w Dolinę Hlińską. Na zdjęciu mamy naszą przyszłą drogę powrotu przez Niższą Koprową Przełęcz. Prawdę powiedziawszy to chciałoby się kontynuować dalej jazdę bo w drugą stronę wygląda to tak Oglądamy też możliwości zjazdu z Koprowego Wierchu wprost do "naszej" dolinki. Z dołu zjazdy nie wydają się oczywiste ale ten żleb na lewo powinien być do zrobienia. Ale jak na niego "wycelować" to nie wiem. Najprościej byłoby podejść od dołu. Na to nie ma czasu ale robimy z Martą dodatkowy kawałek po naszej trasie zjazdu. Było tak przyjemnie, że szkoda odmówić sobie powtórki. Po tym trzeba się wdrapać na przełaczkę z przedprzedostatniej foty. Część ekipy zrobiła to trochę wcześniej. Ale my trafiamy już na zacieniony beton. Jeszcze rzut oka w tył - Dolinka Hlińska prezentuje się tutaj wyjątkowo ładnie. Czerwone Wierchy pięknie zamykają horyzont. Zjazd był czujny (bo twardo i dość stromo) ale bez napinki. Jeszcze mała niepozowana sesyjka na powrocie I dzień drugi można uznać za zamknięty. Wyszło 1150 m vertical i 11 km całość.
    1 punkt
  30. Dzień 2. Koprowy Wierch To klasyk (a szczególnie już klasyk narciarski). Powody są dwa - fantastyczny widok na Tatry Wysokie, Tatry Zachodnie i ścianę Hrubego Szczytu a do tego piękne zjazdy. Jeśli chodzi o widoki to Koprowy sprawia wrażenie dobrze postawionej wieży obserwacyjnej. Ze zjazdami jest też nieźle, obok klasyka czyli tego do Wyżniej Przełęczy Koprowej a dalej do Doliny Hlińskiej można bezpośrednio zjechać ze szczytu żlebami do Doliny Hlińskiej. Są też zdecydowanie bardziej wymagające zjazdy do Doliny Mięguszowieckiej (Dolinki Stawów Hińczowych). Trzecią zaletą szczytu jest szybkie i dość łatwe dojście. Zaczynamy ścieżką wzdłuż Hincowego Potoku. Tego ostatniego raczej nie widać ale parę razy go słyszę gdzieś pod nogami. Przed podejściem na Wyżną Przełęcz Koprową jest fragment gdzie trzeba zdjąć narty i przejść przez spory skalny próg nad/obok potoku. To doskonały pretekst do sesji foto. kolejnym etapem jest wspomniana przełęcz. Samo podejście jest troszkę uciążliwe bo sporo się wytopiło. Przekształcam to w zaletę bo po wrzuceniu na plecy nart szparko można dać z buta brzegiem letniej ścieżki. Na przełęczy jest tak: W górę kusi takie piękne poletko. A tak wyglądało to poletko trzy lata wcześniej Tuż przed szczytem zrzucamy narty i ostatnie 200 m jest z buta. Na upartego można byłoby przejść to na nartach ale sporo poodsłanianych skał dobrego zjazdu nie wróży. Tutaj mamy ćwiczenia z topografii. Muszę wyjść - CDN
    1 punkt
  31. Dopisała nam pogoda mimo że prognozy były nieciekawe, trudność i niebezpieczeństwo powiększył kilkudziesięciocentymetrowy opad świeżego śniegu tydzień wcześniej, w związku z tym zadecydowaliśmy że wstajemy o 4:30 aby nie ryzykować zjazdów późnym popołudniem nasłonecznionych żlebów zjazdy nasłonecznianymi stokami były trudne i nie było radości lecz walka aby uniknąć wywrotki, czasami nie dało się zjechać W drugi dzień urwany sworzeń klamry (naprawiony gwoździem) od uderzenia w kamień podczas zapadnięcia się w śnieg po pas - taka na szczęście jedyna awaria w grupie przydarzyła się właśnie mnie. Buty się sprawdziły - stopy bez obtarć.
    1 punkt
  32. Tura 5 dniowa, odwiedzone schroniska: Plesnivec, Przy Zielonym Stawie, Teryho, Zbójnicka Chata, Nad Popradzkim Stawem, Pięć Stawów, Ornak, Na Polanie Chochołowskiej, Żarska Chata. Miś
    1 punkt
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...