Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 09.05.2019 w Odpowiedzi
-
1. Miejsce zbrodni Opisałem Wam trzy z 6 -ciu wycieczek jakie zrobiliśmy ze schroniska Cesare Branca podczas ostatniej majówki. Schronisko to położone jest w Masywie Ortlera we Włoszech - blisko Szwajcarii. Dojazd prowadził przez doskonale znane Livignio, dalej Bormio i Santa Catarina di Valfurva. Na końcu była prywatna droga z parkingiem (15 E/tydz) do schroniska I Forni. Czyli bardzo daleko - 12 godzin solidnej jazdy. Do "naszego" celu było jeszcze około godziny marszu na nartach. 2. Szkic sytuacyjny Na wizualizacji są tracki, które udało nam się odszukać w internecie. Schronisko jest w środku. Na czerwono oznaczyłem cele, które zrobiliśmy, fioletowe to wszystkie, które są opisane jako cele skiturowe. W przewodniku to aż 20 wycieczek, często w różnych podwariantach. Nie wszystkie jest optymalnie robić akurat z Brancy, zasadniczo te zasygnalizowane z lewej strony kadru wygodniej zaatakować z Pizzini Frattola lub wspomnianego I Forni. 3. Dlaczego tam? Na szybko licząc, to co warto z Branki zrobić to 15 celów, niektóre z podwariantami. Schronisko leży prawie na 2500 m npm, szczyty mają 3500 - 3700 m npm. Ponieważ część tras zaczyna się poniżej Branki (50 - 150 m vertical) to w praktyce mamy nawet do 1400 m zjazdu. Do tego to są małe odległości, tylko 5-6 km. Gwarantuje to dobrą jazdę nawet w końcówkach. Do tego jak widać na mapie dostępne są wszystkie kierunki róży, szlaki mają też bardzo różny charakter (co chyba wyłapaliście z relacji). Co lepsze część tych wysokich szczytów nie leży na lodowcu (kwestia szpeju). Podsumowując bardzo ale to bardzo dużo możliwości z jednego miejsca i rewelacyjna jakość jazdy. To wszystko bardzo narciarskie cele. Czasem jest stromo (do 45 a nawet 50 stopni) ale jednocześnie szeroko i bez podcięć. Oczywiście jak ktoś się uprze to jest gdzie się wpakować. 4. Stacjonarna koncepcja Dotąd w Alpach robiliśmy głównie trawesy czyli przejścia (Np Alp Otztalskich, Berneńskich, Taury wokół GrossVenedigera, Silvretty i właśnie masywu Ortler-Cevedale), z jednej strony to jest ciekawe - codziennie inne schronisko i nie powtarza się dróg. Ale ma też fundamentalne wady - słabą elastyczność, zjazdy w nierozpoznanym terenie, zawsze ciężki wór. Jedno stałe schronisko pozwala zabrać dużo rzeczy (np ciuchy schroniskowe i piżamę, spory powerbank rozwiązujący doskonale problemy spiętrzeń w dostępie do gniazdek, duży ręcznik, kosmetyki ). Plecak można zaś wypełnić stosownie do planów dnia przez co jest czasem dużo lżejszy. Jeszcze lepsza jest elastyczność w wyborze celu dnia (powiązana z pogodą , kierunkiem wiatru) a także zjazdy liniami podejścia. Co pozwala uczestnikom, którzy są w danej chwili w gorszej dyspozycji dojść dokąd dadzą radę i wspólny zjazd. Reszta zaś nie traci czasu. W razie dupówy łatwo można spakować zabawki i zjechać na parking. Zresztą z tego skorzystaliśmy w ostatni piątek gdy po zjeździe z Punta Cadini (wystraszyła nas pogoda) zadecydowaliśmy o 12:00, że nie czekamy do rana i wracamy do domu. 5. Laurka dla Brancy Ogólnie schronisko pod względem standardu, jak na Włochy, jest OK Bardzo porządne zaplecze sanitarne (toalety z bidetami, ciepła woda w kranach), narciarnia i dobra suszarnia, pokoje na pewno w gorszym standardzie i stanie jak w Szwajcarii czy Austrii. Ale Włosi nadrabiają to jakością wyżerki. Obiadokolacje trwały 1,5 godz składały się z 5-ciu dań i były znakomite. To było na restauracyjnym poziomie. Rewelacja. Śniadania skromniejsze ale też o niebo lepiej jak w Szwajcarii (do Austrii daleko). Warto też wspomnieć o pięknym widoku ze schroniska. Czy to z tarasu czy jadalni 6. Nasze "dokonania" I trochę inny kadr Z listy potencjalnych celów: 1.Gran Zebrú (Königspitze) 3857 m 2.Cevedale 3774 m 3.Palon de la Mare 3705 m 4.Punta San Matteo 3692 m 5.Monte Vioz 3645 m 6.Pizzo Tresero 3594 m 7.Monte Pasquale (Osterberg) 3553 m 8.La Punta Cadini 3524 m 9.Cima Branca 3100 m Zrobiliśmy wyboldowane, spod 7 i 8 zawróciliśmy 7.Dla Marionena To mój najnowszy fotograficzny wynalazek dzięki, któremu nie muszę targać bezlustra (czy tam kompaktu) a jednocześnie nie muszę też całkowicie rezygnować z minimalnych wymagań a i przyjemności focenia. Zobacz jeszcze raz na fotę z wnętrza z sałatką. Normalnie to w środku byłoby czarno. A tak uruchomiłem świetny tryb nocny a wynik jest doskonały. Pozdro Wiesiek7 punktów
-
Będąc w ośrodku narciarskim Słotwiny Arena w Krynicy miałem okazję wyratrakować stok przed jazdą wieczorną. Jeżeli chcecie się dowiedzieć jak to wyglądało, dlaczego ze śniegu robi się sztruks... zapraszam na film!4 punkty
-
4 punkty
-
1.San Matteo - piękna jazda Dzisiaj będzie kolejna porcja zdjęć, w tym szczególnie te co najbardziej cieszą (a najczęściej nie ma na nie czasu). Tak się składa, że Wojtek uznał tę wycieczkę za najbardziej spektakularną (z 6-ciu jakie zrobiliśmy). Dedykuję więc Jemu relację. San Matteo jest wdzięcznym tematem bo są tam trzy drogi o różnej długości i trudności ( dodatku bardzo ładnie można to połączyć z innymi celami). Przepatrzyliśmy je oczywiście już wcześniej. Wieczorem po powrocie z Palon de la Mare zrobiliśmy jeszcze taką fotę bo Wojtka zaniepokoiła ciemna plama na zboczu (lawina?). Na zbliżeniu okazało się to po prostu lodem. Wybieramy najkrótszy wariant, pokonujemy skalisty próg dna doliny (co jest troszkę kłopotliwe), później jest dłuższy dość połogi fragment lodowcowym dnem doliny. dalej idzie już szybko Robię zdjęcie wczorajszego celu. Nasze podejście było tym lewym żlebem a dalej jest oczywiste. Mniej oczywiste jest wejście na Monte Vioz, które też można tu zobaczyć. Wchodzimy wyżej i robi się patelnia. Na focie po lewej Cima di Pejo a w środku Puenta Cadini. Obydwa to cele narciarskie Smażalnia frytek (przepraszam, skiturowców) zmusza nas do redukcji garderoby I jeszcze raz, zbliżenie na Puenta Cadini interesuje nas o tyle, że jest to jeden z dwóch celów wytypowanych na ostatni dzień. Z lewej macie ślady zjazdów na które mam wielką ochotę. Przy podejściu na San Matteo najtrudniejsza jest stroma ścianka (dokładnie ta z pierwszego zdjęcia). Może tam być pod 40 stopni i jest trochę miękko (depozytowo) więc ostrożnie stawiamy narty. Górny fragment to czysta przyjemność Na samym szczycie trochę się kiepści ale z drugiej strony nadaje to tajemniczego klimatu. Pierwszy fragment jest lajtowy, rejestrujemy jeszcze tam takiego pipanta (z własną nazwą czyli - szczyt). Dobry dla tych co lubią nieprzysłonięte widoki. Teraz zaczyna się jednak co najważniejsze czyli idziemy z kwitkiem do kasy (to dla tych co wiedzą o czym piszę). Wypłata!!! Wojtek ładnie to podsumował Na końcu czekają nas jeszcze dwa krótkie podejścia Oglądamy sobie jeszcze raz Puenta Cadini - wychodzi, że to chyba będzie jednak kolejny cel. Przemawia za tym i ciekawa górka ale też możliwość zrobienia czegoś dodatkowo lub zamiast. W ten sposób mamy omówione (a właściwie obfotografowane) obowiązkowe blue chips regionu. W następnym tekście będzie konkretniej o miejscu. Bo miejsce jest po prostu kosmiczne. CDN4 punkty
-
Krótki montaż dla znajomych. Niestety nie mogłem się wtedy z nimi wybrać czego bardzo żałuję. Nagrania z okolic 20 marca. Miłego oglądania.3 punkty
-
Łomnicki Szczyt zjazd na nartach - na razie nie mój Z górnej stacji kolejki linowej na szczyt Łomnickiego Szczytu prosto na południe, około 15 metrów stromą rynną, aż do krótkiego przedłużenia po prawej stronie. Powiększając jedziemy około 8 metrów w prawo, a następnie przechodzimy 3 m w lewo, do drugiego zwężenia (patrz łańcuchy pod śniegiem!). To krótkie zwężenie w środkowej szerszej i mniej stromej części koryta (Moses Spring), które otwiera się na szeroką równinę śniegu. Prawa część planu do poziomu Łomnickiego Siodła. Kontynuuj w lewo poniżej rynny Kartarika na dno Skalistej Doliny lub w prawo przez grzbiet do Filmarski Zleb i przez nią do Malej Studená dolina.3 punkty
-
Fajne chłopaki i ich strome zjazdy: Stramczi Studio. Polecam obejrzeć chociaż pierwszy 🙂3 punkty
-
@GeraldMówisz masz. Warunki znośne. Nic już nie chodzi wszędzie z buta albo foki (z foki można po przejściu z buta 1/3 trasy powyżej Szczawin, po lewej stronie tym ocienionym pasem. Zjechać też można, tylko uwaga środkiem głębokie ślady podejścia z buta. Bardzo udany dzień. Zdjęcia tylko z legala ;). O 16:00 na Miziowej +3. Pozdrawiam mirekn3 punkty
-
No to tu masz w nagrodę za ratrakowanie piosenkę A z kart potrafisz wróżyć2 punkty
-
To nie jest to samo. Czekan to świetne narzędzie do podchodzenia/schodzenia. Zakładam, że mówimy tu o podejściu stromymi żlebami czy graniówce. W tej roli kijkoczekan jest tylko nędzną namiastką tego pierwszego. Obrazowo bym powiedział, że to maks 20% czekana. Nawet nie. Można go używać co najwyżej jako "sztyletu". Gdyby zamiast taśmy klejącej wymyślić wielorazowe, pewne połączenie to jestem zdecydowanie za "polskim" patentem. Szczególnie, że nie tracisz prawie na wadze bo taki prosty czekan to 300 g, kijek 220 a czekanokijek chyba 460. Gwoli sprawiedliwości należy jednak zauważyć, że są sytuacje gdy czekanokijek też wykazałby swoje zalety. Byłoby to na technicznych podejściach, gdy idziesz na fokach a ściana ma 35-45 stopni. Akurat ostatnio sporo tak chodziliśmy i jak już jesteś wysoko a na dole są niespodzianki to zawsze się zastanawiam jak skończyłby się większy uślizg pod nartami, szczególnie na zwrocie. Bo z luźnymi piętami w pozycji v to tylko brzuchem i kolanami hamujesz. Kijek z ostrzem byłby wtedy fajną dodatkową asekuracją. Pozdro Wiesiek2 punkty
-
Nie starczyło wyobraźni że pokaz w takim miejscu groził mu co najmniej wózkiem inwalidzkim do końca życia, no ale głupi to ma szczęście ale do czasu.1 punkt
-
Ja mam luźne pętle, nie pamiętam czy tylko jedną rękę wyciągnąłem z pętel czy obie. Tak mi się udało złapać, żeby w obu dłoniach mieć oba kijki i jedną rękę mieć dość blisko talerzyka..1 punkt
-
1 punkt
-
Arturze! Już napisałem kiedy używam stopni a kiedy procentów. A Tobie zalecałbym więc Bilobil!!! Pozdro Wiesiek1 punkt
-
Ja to cały czas analizuje, jeszcze nie widzę jednoznacznej odpowiedzi. Na pewno zacznę od użycia tego co mam, czyli klejenie czekana do kijka. Są sytuacje że mimo że jest stromo to nie używam czekana (na podejściu), bo jest miękko lub są gotowe stopnie. Mając odczepiane ostrze można się pokusić tylko o zabieranie tego ostrza, bez czekana. Szczególnie w warunkach wiosennych, kiedy jest zwykle miękko. Widzę że w miarę zdobywania doświadczenia, czekan jest coraz mniej używany na podejściach z buta. W wielu sytuacjach wystarczają kijki. To ostrze jest dodatkową asekuracją, którą łatwiej założyć i zdjąć z kijka. Samo ostrze waży 150g. Zgadzam się że czekan to czekan, nic go nie zastąpi na twardym podejściu czy zejściu. A ostrze jest kolejnym elementem układanki, który nie zastępuje całkowicie czekana. Ja miałem upadek na zwrocie właśnie przy v (na podejściu). Jedna narta się odpięła, druga została i wyhamowałem krawędzią drugiej narty. Musiałem zachować spokój i tą nartę skierować prostopadle do stoku, co chwilę trwało i zakrawędziowałem. Ale u mnie źródłem problemu był brak harszli na szerokich nartach. Jak obie narty by mi wypięło, co mogło się zdarzyć, to zostaje jeszcze hamowanie kijkiem.1 punkt
-
Nie do końca potrafię sobie to hamowanie wyobrazić - to było jeszcze na stojąco czy już leżałeś? Mi się raz zdarzyło odrzucić kijek, złapać drugi ponad talerzykiem i tak wyhamować. Trwało to trochę i była to zwykła czarna trasa. pozdro Wiesiek1 punkt
-
OK masz rację 300:1000=0,315 te 1,5% są Twoje Ciekawe jakich trójkątów używał użytkownik Annaa wyliczając nachylenie FISu i Goryczkowej ?1 punkt
-
Na początku filmu widać fragment podejścia. Nie jest to specjalne wyzwanie, raczej rozgrzewka.1 punkt
-
Przez samczą zazdrość nie wyjawiłem dotąd jak się nazywała moja oblubienica. A niech tam... Tresero! Ale ja wymawiam to jak Zorro czyli Treserro. Jeszcze taniec radości, jeszcze ostatni rzut oka Ach, wartaś grzechu! 1. Miła Kamila Zostawmy jednak Tresero, to rozdział chwilowo zamknięty. Dzisiaj opowiem Wam o wybrance Kamila. To zupełnie inna para kaloszy, poważna dziewucha. Już sama nazwa na to wskazuje - Palon w dodatku de la Mare. De-la-Ma-re. Tutaj, jak to z Kamilem, reguły gry były proste. Od początku na wykończenie. Zaczynamy trawers stromym zboczem (po lewej, fota z wczoraj). Natychmiast uzbrajamy się w noże bo twardo i krzywo. Nie jesteśmy sami - na Palon trwa miniszturm Czy martwi to mojego przyjaciela? Zaglądam pod ten kaptur... i już wiem, chusta na szyi prawdę mówi. Ten maratończyk podjął rękawicę. Mamy z Wojtkiem przesrane... Kamil ciągnie jak czołg, długi kanion, długi padak, stroma ścianka przełamania. Kiedy to minęło? Patrzymy na szczyt - imponujące te nawisy. Notujemy to mocno w głowie. Przyglądamy się zjazdowi, są tutaj dwa warianty: wzdłuż drogi podejścia (po widocznej grani) lub skrótem gdzieś spod grupy skał po lewej. Takie niewinnie wyglądające falki mogą być bardzo wredne w jeździe bo czasem bardzo zmienia się ich twardość a do tego człowiek czuje się jakby jechał po morzu. Ale oczywiście na pewno tego nie odpuścimy! Na górze chwytam jeszcze Kamila na zadumie. Na zdjęciu po prawej mamy Monte Vioz, niżej są bezkresne pola lodowca do jazdy dotarcie do nich jednak nie jest oczywiste i dlatego nikogo tam nie ma. Kamil myśli (tak myślę) o Palon a ja o Gran Zebru. Cztery lata temu wycofaliśmy się (bo zeszła mgła) po pokonaniu tych stromych żlebików na początku pola przed szczytowego (na dole, po prawej). Biorąc pod uwagę prognozę i, że to nie jest najbliżej chyba się z tym tematem tym razem nie zmierzymy... Pora na zjazd! To jest element na którym musimy się wykazać. Dlaczego musimy? To proste, na podejściu mimo szczerego wysiłku, nawet nie łapiemy się w przeciętnej. Tak tutaj ludzie łażą. Czasem 70 latkowie po prostu przechodzą obok. Dlatego uczulam chłopaków aby przykładali się do jazdy. Jesteśmy tutaj jedynymi reprezentantami naszego kraju i ma być to wizytówka! Wybieramy najbardziej stromą linię. Trzeba pilnować nart bo jest grząsko i zgipsiało ale fun jest wielki. Warto wrócić te parę zdjęć wcześniej aby zobaczyć co się zmieniło w krajobrazie. Na dole na części kierunków szreni się, na innych jest ciapa. Takie warunki lubimy, tutaj widać kto ogarnia a kto nie! Jeszcze końcowy przyjemny (twardo i równo) zjazd tym trawersem co był na początku. I dzień dobiega końca... Napisałem dzień? Jaki dzień??? Nie dzień tylko biała szychta i to ona się kończy! Czeka nas jeszcze podejście do schroniska a tam porcja elektrolitów i mikroelementów. A później... o tym co będzie później, napiszę później. CDN1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Z wymienionych tras w ankiecie wybrałem "goryczkową". Jest to mój zupełnie subiektywny wybór, tym bardziej, że nie wszystkie trasy z zestawu znam. Dlaczego "goryczkowa"? Bo jest fajna, urozmaicona no i pięknie położona. No i można na niej śmigać do maja1 punkt
-
Jak coś nie potrafisz zrobić na niebieskiej, to tym bardziej nie zrobisz tego na czarnej. Jak ktoś jest niedoszkolony, to jazda po czarnej nic nie da w sensie szkoleniowym. Narciarsko się nie rozwijamy. Dużo narciarzy, jak złapie podstawy to wybiera najtrudniejsze trasy, ale dużo osób robi to za wcześnie. Oczywiście nie dotyczy to wszystkich. Rozumiem, że jest super adrenalina jak mamy do pokonania stromy zjazd (sam takie lubię). Większość jazdy, by się rozwinąć technicznie powinna się jednak odbywać na stokach niebieskich i czerwonych. Trasy niebieskie nie są tylko dla początkujących, ale i dla zaawansowanych i ekspertów.. to nie wstyd tylko norma. A tak po prawdzie trudne trasy są w żlebach, stromo, wąsko, niewiadomy i zmienny śnieg. Na szczęście tam niewielu niedoszkolonych się realizuje, oczywiście i tam się trafiają nieodpowiedzialni (jak wszędzie i w każdej dziedzinie)...Trzeba zachować proporcje i korzystać ze wszystkich kolorów, bo tylko to prawidłowo rozwija... Jak ktoś twierdzi, że jeździ tylko po czarnych, to ma kompleksy lub braki techniczne które ukrywa pod czarną przykrywką.1 punkt
-
Wysil się trochę, jak Ciebie to interesuje to sam sprawdź. Dlaczego ktoś ma to robić za Ciebie? Wracając do tematu: Najlepsza trasa w Polsce -dla mnie jest to ta trasa, po której w danej chwili zjeżdżam. Nie ma znaczenia jakiego jest koloru czy długości. Ważne by potrafić z każdej trasy "wycisnąć" to co ma najlepszego do zaoferowania. Nawet na krótkich, niebieskich trasach można robić interesujące i uczące nas narciarskie ewolucje, których nie można przećwiczyć na innych (np długich i stromych). Wielu trenerów zabiera narciarskich adeptów na te niby nieciekawe trasy, bo są w danej chwili najlepszym wyborem (z różnych względów, o których można by pisać godzinami). Narty to radość którą można osiągnąć wszędzie, tylko trzeba trochę nad tym popracować..1 punkt
-
Pytanie jest naprawdę trudne. Kasprowy to moje ulubione miejsce, głównie ze względu na wysokogórski krajobraz i tatrzańskie widoki. Z tym, że trudność tras jest tam nieco problematyczna, naprawdę stromy odcinek to kawałeczek zjazdu Kotłem Gąsienicowym, reszta to bujanie się. Od lat zachodzę w głowę, dlaczego w Kotle Goryczkowym, zamiast zrobić zjazd wprost, najlepszy terenowo kawałek zastąpiono dziwaczną rynną (skosikiem, Jasiu, skosikiem ). Ogromnie lubię FIS na Skrzycznem, a że zawiera więcej trudniejszych fragmentów, oddaję na niego głos. Nie znam w ogóle tras w Karkonoszach, Karpaczu i Szklarskiej ani Szczawnicy, więc mój głos nie może być miarodajny jako wybór pomiędzy wszystkimi wymienionymi trasami. Lubię bardzo też Pilsko, kiedyś przepadałam za Nosalem.1 punkt
-
Kultowa Goprówka, która przez dziesiątki lat wpisała się w krajobraz Hali Skrzyczeńskiej, przestała istnieć. Nowa pojawi się nieco dalej Fot. GOPR Beskidy na Facebooku0 punktów







