Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 29.05.2019 w Odpowiedzi
-
Parę fotek z wczoraj. 8:16 wsiadam do pociągu do Barda. Cel - Glacensis - Pętla Łaszczowa i Kłodzka. Krótki fragment z dworca drogą na południe. Wita mnie - Łaszczowa czerwona (to zasadniczo jest podjazd) Tutaj widać, że jest to naprawdę solidnie robione Kolejny był czerwony odcinek Pętli Kłodzkiej Tu jest inny charakter - na początku piękne okoliczności Jeszcze ostatnie poprawki, prostują zbyt stromą ściankę (jeszcze to jest nieoznakowane) Dalej taki bukowy las Na szczęście oprócz takich perfekcyjnych wygłaskanych dróg są małe fragmenty po leśnych, zrywkowych drogach gdzie można potaplać się w błotku W ten sposób dojeżdżam do punktu zwrotnego wycieczki. Teraz niebieski odcinek Pętli Kłodzkiej, tutaj jest sporo mostków i kładek Czy coś takiego nie wywołuje uśmiechu? i... Jeszcze kawałek drogą Jeszcze karmik dla zdrożonych cyklistów jeszcze zgubiona bluza i witają mnie dwa serduszka przed odcinkiem niebieskim Pętli Łaszczowa Ostatnie czwartego fragmentu na fotach już nie zobaczycie - siadła pogoda ale też ten fragment jest bajeczny. To dyskonto z pierwszego rannego odcinka. Ciasne, mocno bandowane skręty, ba stada skrętów. Ponieważ mam jeszcze godzinę czasu to kręcę się po okolicy, zaliczam jeszcze Pętlę Hrabiowską i 15:09 wsiadam w pociąg do Wro. W sumie mam 40 km i 1000 m vertical Na zakończenie obydwie pętle Na zbliżeniach widać, że teren jest bardzo ciekawy, oprócz singli są tutaj dwie bardzo fajne trasy mtb - żółta (krótka) i czerwona (długa). Szczególnie ta pierwsza jest piękna. Jeszcze mi się przypomniało, że Pętla Kłodzka nie jest jeszcze oficjalnie oddana - jakkolwiek tablic zakazu wstępu już nie ma. Jak rozmawiałem z wykonawcą to twierdził, że roboty jest jeszcze na parę dni. Tak, że śmiało możecie sobie ją już ujeżdżać. Pozdro Wiesiek9 punktów
-
Drugi dzień w Zell am See miał upłynąć na trekkingu. Rano zaplanowany był "rozruch", czyli krótki trekking ścieżką wytyczoną po zboczu góry po przeciwnej stronie jeziora. Mimo, że jest był to bardziej spacer niż trekking, warto wybrać się tam z dwóch powodów. Jest to ścieżka o charakterze edukacyjnym. W trakcie wędrówki dowiemy się jacy słynni i ciekawi przedstawiciele świata nauki i sztuki odwiedzili Zell am See w przeszłości. Po drugie z najwyższego miejsca na trasie jest bardzo ładny widok na jezioro oraz gorę Schmittenhoehe. Do miejsca gdzie zaczyna się szlak, którym szliśmy dojechać można autobusem z przystanku (dworca), który znajduje się 5 min marszu od centrum miasteczka Zell am See. Jeżeli jest się posiadaczem karty Summer Card, to przejazd jest bezpłatny, jedynie trzeba okazać kartę przy wejściu do autobusu. kartę Summer Card otrzymamy bezpłatnie w hotelu. Przed rezerwacją warto sprawdzić, czy nasz hotel oferuje taką kartę, ponieważ w każdym z hoteli można taką kartę uzyskać. Dojazd na miejsce, dokładnie do miejscowości Thumersbach zajmuje kilkanaście minut. cdn...5 punktów
-
Niestety, z mediami tak jest. Jak na właśnie ukończonych w Stalowej Woli Szybowcowych Mistrzostwach Europy, że było ich tak dużo że jakby ich nie było. Tak jakikolwiek wypadek lotniczy, to jest ich cała zgraja, niestety wielokrotnie byłem tego świadkiem. Ale z drugiej strony, czytać o czymś normalnym, jest po prostu nudne. Kto by takie gazety kupował. Więc się nie dziw. A propo latania szybowcowego, bardzo lubimy latać po trasach, co czasami kończy się lądowaniem w polu, dla nas jest to element rzemiosła, nic szczególnego. W jakichś buraczkach, ziemniakach czy innej łące, byle nie w rzepaku:;) W środowisku wielokrotnie już mieliśmy ubaw po pachy, jak do szybowca w "burakach" przyjeżdża siedem zastępów straży pożarnych, bo samolot spadł. Oczywiście jest to dokładnie opisane w mediach, zazwyczaj z adnotacją, "że pilot był trzeźwy". A mi się zawsze flaki wywracają na drugą stronę, jak zamiast samolot piszą awionetka. Więc nie dziw się, że media piszą o efektownym wypadku lotniczym, czy też, że na Evereście ktoś został, a nie o tym, że tysiące gdzieś tam zginęło, bo to już tylko "nudna" statystyka. No cóż, takie rzeczy lubimy czytać, to takie nam podrzucają.2 punkty
-
Cześć I dlatego należy ja przetopić na pręty zbrojeniowe aby ślad nie pozostał po tym krwiożerczym komunistycznym badziewiu. Pozdrowienia2 punkty
-
Tak, to zapewne demontaż. Oczywiście przeciwnicy orczyków będą teraz skakać z radości w ogromnych kolejkach do gondoli. No bo kanapa z Czyrnej nie powstanie przecież w tym roku, ani pewnie nawet w przyszłym. No ale najważniejsze, że orczyki nie będą psuły widoków W tym momencie skończyła się już zupełnie historia GON i SON. A zapewne niedługo skończy się era działających szczyrkowskich orczyków. Cóż, wszystko idzie do przodu.2 punkty
-
Górskie ścieżki rowerowe powstają w Szczyrku W odpowiedzi na coraz większą popularność górskich kompleksów rowerowych, a szczególnie Enduro Trails w Bielsku- Białej, spółka Tatry Mountain Resort inwestuje w budowę górskich tras rowerowych w ośrodku narciarskim Szczyrk Mountain Resort. Warto dodać, że jest to pierwszy tego typu "produkt turystyczny" w Szczyrku. Więcej przeczytacie tutaj1 punkt
-
Firmy i turyści są różni. Prawo jazdy też możesz robić w renomowanej szkole albo na promocji z grupona. Nie ma też prowadzonych rzetelnych danych skuteczności agencji. Lepiej zatem leszcza zabrać, bo zapłaci. Można go co najwyżej potem zniechęcać, bo jak się zabije to reputacja agencji spadnie. Co do pobytu na wysokościach to na 5500, po dłuższym czasie jest już spoko, no chyba że ktoś się rozchoruje. W strefie śmierci też jest różnie. Są osoby, które spędziły tam nawet kilka dni i żyją. Z reguły jednak, nie byli to słabo przygotowani amatorzy.1 punkt
-
Tak , posypuje glowe popiolem - niedoprecyzowalem ze chodzi mi o jedek konretny "worek" przypadkow a nie o wszystkich probujacych go zdobyc.1 punkt
-
Co do uogolniena to pewnie masz racje. Moja intencja nie bylo powiedzenie ze wszyscy tam tak dzialaja ale ze jest takich przypadkow sporo (a jak wiele to nie ustalimy). .Moze źle to przedstawilem ale ze zludnego poczucia bezpieczenstwa i prowadzenia za raczke sie nie wycofuje...jedynie dodaje ze tak to dziala w pewnej blizej nieokresonej liczbie przypadkow:)1 punkt
-
Trochę się zagalopowaliśmy w dyskusji. Mnie głównie oburza jednoznaczny sposób w jaki oceniacie (Ty i Sariensis) wszystkich tam na tym Evereście, nie wiedząc do końca jak to tam wszystko wygląda na miejscu. Cytuję: "Jest to zludne poczucie bezpieczenstwa, bo jestem prowadzony za raczke przez cala wyprawe." "chodzą tam obecnie ludzie z ulicy bez odpowiedniego przygotowania i kondycji, kasa nie zastąpi przygotowania i doświadczenia" Natomiast kwestia czy ja bym chciał coś takiego robić w takich warunkach, to jest zupełnie inna sprawa. Ja w zasadzie nie wypowiadam się czy mi się to podoba, czy nie. Nie oceniam tych ludzi w całej masie, zauważ. Więc nie możesz w zasadzie wyciągać wniosków jak ja się do tego stosunkuje osobiście 🙂 Bardzo mnie zawsze razi uogólnianie. Wolę dyskusje o konkretnych przypadkach.1 punkt
-
Nie dostrzegasz niuansów i specyfiki. Na inny szczyt 8-ka jedzie np. kilka ekip zawodowców i wspólnie zakładają poręczówki. Zobacz co jest na K2: jedzie ich 10-15 i większość zakłada poręczówki na całej górze i nosi sprzęt do obozów po to aby dwóch mogło zdobyć szczyt. W ten sam sposób na szczyt weszła Wojciechowska, Witkowska i wielu innych trochę bardziej słynnych "turystów". I co, też ich uważasz za nieprzygotowanych amatorów, którzy nie powinni tam się znaleźć ? Witkowska bardzo wprost opisywała jak szła ze swoim przewodnikiem na szczyt. W tym co zaczytowałeś na forum wspinania ja nie wiedzę problemu. Weźcie też pod uwagę że każdy turysta/wspinacz może popełnić błąd albo organizator okazuje się dupkiem. Jeśli na Mount Everest ktoś wykupuje przewodnika, to on staje się jego partnerem wspinaczkowym i w tym sensie nie może go zostawić gdzieś na zboczu i pójść sobie wyżej sam. Tak samo jak idę z kolegą na skitury, to jest on moim partnerem i przyjmuję że bez uzgodnienia nie zostawi mnie samego na wymagającej górze. To jest zasada partnerstwa, której chyba nie trzeba tłumaczyć.1 punkt
-
Mariusz mało delikatnie... ale prawdę napisał. Twoja znajomość tematu jest minimalna. Pozdro Wiesiek1 punkt
-
Osoba Pawłowskiego delikatnie mówiąc od lat jest kontrowersyjna, dwuznaczna itd. Miałem już dawno temu relację z pierwszej ręki... Ale czy ten przykład czegoś, poza niekompetencją prowadzącego, dowodzi? Popatrz na doświadczenia "turystki"z wątku Nie jest natomiast tak jak części z Was się wydaje : że przed telewizorkiem przyśniło mi się wejście na Wielką Górę. Do Klubu do którego wysyłał mnie jeden z Was, rzeczywiście wiele lat temu przyjmował mnie jeszcze jako 16-letnią dziewczynę śp. Andrzej Heinrich Wspinam sią aczkolwiek okazjonalnie po Tatrach i Dolomitach i być może nie są to drogi, którymi na tym forum mogłabym sie specjalnie chwalić, ale Filar na Zerwie przeszłam prawdzie hakowo - zanim jeszcze komuś przyśniło się, że może on być klasyczny, klasycznie też parę dróg zrobiłam z których jestem dumna - chociaż mój były instruktor Mikser (pozdrawiam - uważa, ze do VI2 to turystyka. W tym sensie rzeczywiście jestem turystką W Himalajach nie byłam także po raz pierwszy i nie sądzę, że znacie zbyt wiele osób, które weszły na Ama Dablam czy w Alpach na Matta - granią Lion. Z przewodnikiem - bo niestety mój partner zachorował, ale nie wstydzę się tego i Gianiego, który tam za mną był mogę każdemu przedstawić jako wzór przewodnika. Ale nadal uważam to za trochę może bardziej ambitną ALE JEDNAK TURYSTYKĘ - bo w sensie sportowym to nie są osiągnięcia poważne. Dla mnie osobiście i subiektywnie - tak. Czy takiej osobie mamy odebrać prawo do realizacji marzeń? Ale przede wszystkim podstawowa jest kwestia, której część osób tutaj nie rozumie, że standardem jest korzystanie z usług przewodników i organizatorów. Nawet znakomici riderzy jeżdżą z lokalsami bo najnormalniej w świecie jest bezpieczniej, pewniej, lepiej. Nasza "narodowa" na K2 jakoś Szerpów normalnie zatrudniała. Nawet za zniesienie śmieci zapłacili - czemu tego nie zrobili sami??? Zawodowcy korzystają z ułatwień a amatorzy nie mogą? Więc jaki to wstyd skorzystać z pomocy kogoś kto ma przetarte ścieżki? Może w imię fundamentów mam szyć ekwipunek i testować karabinki? Sam czasem korzystam z usług zawodowców - na Ukrainie prowadzili nas lokalsi. I to był komfort, że znali możliwe warianty. Oczywiście sami też potrafimy sobie poradzić (np Norwegia) ale nie ma ujmy na honorze w takiej płatnej pomocy. Zresztą czym jest nauka przy doświadczonych kolegach w wyprawach sportowych? Dokładnie tym samym - transferem wiedzy. Tyle, że nie za swój szmal. Pozdro Wiesiek1 punkt
-
Twoje wypowiedzi są bardzo często sprzeczne z faktami i nieoparte merytorycznie, a te zdania powyżej są po prostu na poziomie dziecka. Mam ochotę użyć gorszych epitetów, ale się powstrzymuję. Zobacz sobie wymagania, sugestie, opisy ofert agencji które zapraszają do zdobycia Mount Everest. Czy czytałeś cokolwiek ?1 punkt
-
@Wujot może założyć wątek "Rowerowe relacje MTB" ? gubią się tutaj Twoje dobre zdjęcia 🙂1 punkt
-
11 ofiar na powiedzmy 1000 Everestowych turystów - śmiertelność 1,1 % 200 ofiar na powiedzmy 20 mln* rowerzystów - śmiertelność 0,001% Z tych uproszczonych wyliczeń wynika, że śmiertelność na rowerze jest "tylko" 1100 razy mniejsza. Gdyby ryzyko było takie samo jak na Evereście, co roku na rowerach, ginęłoby ponad 200 tys. miasto. Widzisz różnicę? * - według danych CBS na rowerze jeździ 70% polaków a 22% systematycznie1 punkt
-
1 punkt
-
Do Iłży i przed siebie - 126 kilometrowy S-Worksa Mapka trasy - jazda z Paulą i w tempie Pauli. Pierwsze kilometry i trochę kręcenia śrubokrętem - poluzowały się koszyki od bidonów na nierównościach. Pełne i ciężar zrobiły robotę. 20 kilometrów i okazuje się, że przestają przeszkadzać klamkomanetki, twarde wpinanie się butami szosowymi w pedały DA. Niesamowite wrażenie, to elektryczny napęd... Dział to bajecznie, szybko sprawnie zmieniane są przerzutki. System koryguje ustawienia tak, by łańcuch nie tarł o nic. Bajka! Na nierównościach? Amortyzator działa świetnie, płynnie i gdyby człowiek na niego nie patrzył, to nawet by się nie zorientował, że on pracuje 😮 Siodło i patent Speca, to druga zaleta roweru... Generalnie Karbon robi niesamowitą robotę. Po przejechaniu 126 km na różnych drogach, również mega dziurawych, czułem się tak jakbym wyjechał na krótki 20 kilometrowy rozjazd. Zero jakiegokolwiek dyskomfortu. Dzisiejszy dzień był piękny Na nogach i na rękach mamy już opalone rękawki Paula wypatruje bociana: W Iłży przerwa na lody Bruku dużo nie znalazłem W tle tutejszy zamek: Rower wzbudza ciekawość...a ja to wykorzystuje, proszę zainteresowanego by strzelił nam wspólną fotkę: I jeszcze jedno ujęcie Jutro powtórka z rozrywki. Oby pogoda dopisała! Pozdrawiamy serdecznie marboru i Paula PS. @WojtekM jedno ładowanie = 3000 km jazdy.1 punkt
-
Rowery w pobliskich Saalbach-Hinterglemm i Leogang ? Jest tam dużo różnych tras w dół od downhillowych po niemal rodzinne oraz w dolinie wzdłuż rzeki. Bardzo polecam ten rejon. Jeżeli będziesz chciał wjechać na szczyty pedałując lub zrobić po górach jakiegoś dłuższego "tripa" to pewnie od e-bika nie uciekniesz bo przewyższenia są spore. Ale wyjeżdżając kolejkami można sprawdzić swoją kondycję na tradycyjnym bicyklu doceniając jego lekkość i zwinność. E-bike ma wielu przeciwników, ale chyba jeszcze więcej zwolenników. Znam takich co zarzekali się, że nigdy na elektryku jeździć nie będą, a teraz nie chcą wsiadać na zwykły rower. E-bike uzależnia zwłaszcza MTB . Ja jeszcze nie posiadam i pewnie tak zostanie jakiś czas.1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
0 punktów







