Ranking
- uwzględniając wszystkie działy
-
Wprowadź datę
-
Cały czas
1 Październik 2007 - 14 Październik 2026
-
Rok
14 Październik 2025 - 14 Październik 2026
-
Miesiąc
14 Wrzesień 2026 - 14 Październik 2026
-
Tydzień
7 Październik 2026 - 14 Październik 2026
-
Dzisiaj
14 Październik 2026
-
Wprowadź datę
27.10.2019 - 27.10.2019
-
Cały czas
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 27.10.2019 uwzględniając wszystkie działy
-
Tak wtedy mi się zdawało a dziś czekam na serce. Żeby jednak doczekać do przeszczepu zaproponowano mi leczenie pomostowe przez wszczepienie mechanicznego wspomagania krążenia czyli pompy która zastępuje lewą komorę. Jestem w 11 dobie po operacji, czuję się ok. W poniedziałek przenoszą mnie na 5 tygodniową rehabilitację. Szelki Bonda na baterie pompy już dostałem, które mają mi umożliwić jazdę na nartach. Myślę, że jak przyjdą te cieplejsze to już będę się ślizgać. Chyba, że znajdzie się serce. A wtedy to już pokażę wam moje plecy. Do zobaczenia na stoku.8 punktów
-
W tym sezonie, tymczasowe naśnieżanie Ondaszka od łącznika do Jaworzyny i poprawa naśnieżania na dole - dojazd z Kanionu do dolnej stacji kanapy. Ale w najbliższych latach.... Niestety nie mogę nic więcej napisać, ale będzie się działo i to bardzo pozytywnie. Oby tylko nikt nie przeszkadzał.4 punkty
-
Obiecuję zorganizować zawody - Złap Górala! Oczywiście ścigamy się na Skrzycznem! Zdrowia i powrotu na trasy jak najszybciej!4 punkty
-
Do Grzybowej Góry przez Górę Piekło Ostatnia taka niedziela z tak piękną, złotą jesienią? Postanowiliśmy z Paulą wykorzystać ostatnie promienie słoneczka i wybraliśmy się na "rozjazd", czyli spokojną jazdę o charakterze wycieczkowym. Celem głównym miało być niewielkie wzniesienie gdzieś na pograniczu województwa mazowieckiego i świętokrzyskiego - jak się później okazało, pojechaliśmy dalej, do Grzybowej Góry, tuż przed Skarżyskiem Kamienną. Wiatr dzisiaj był okrutny i na początku naszej wyprawy jechaliśmy nie tylko pod górkę ale również pod te, momentami bardzo silne podmuchy. Paula na jednym z pierwszych podjazdów - Mirówek. Piękne są te przestrzenie pomiędzy województwami Powoli dojeżdżamy do Góry Piekło...to jest raczej pagórek Tablica z oznaczeniem nazwy zniknęła - pojawiła się za to nowa - mapka z trasami nordick walking oraz informacyjna z gminy Mirów. Czyżby tuż przy drodze znajdowało się tradycyjne oznaczenie górskie, krzyż? Piękne, stare dęby już praktycznie zrzuciły liście. Chwila odpoczynku Jedziemy dalej - teraz mamy przed sobą co chwilkę krótki zjazd i dłuższe podjazdy. Dookoła zero ludzi, zero samochodów - pięknie! Oj rowerzyści MTB mieliby tu również raj... Docieramy do celu numer dwa - Grzybowa Góra. Jesteśmy na wysokości 251 m npm (wskazanie Garmina). Przed nami widać już Góry Świętokrzyskie gdzieś w oddali. Zawracamy i jedziemy do domu - zgłodnieliśmy. Teraz mamy z wiatrem i z górki - jedzie się całkiem przyjemnie. marboru podjeżdża pod wspomniane już piekielne wzniesienie Paula ma lekki kryzys 😮 Na szczęście mamy jeden żel energetyczny, który ratuje sytuację Tak, tak - wiatr zrobił swoje. Powoli wracamy na Mazowsze... ...piękny rozległy, płaski teren widziany z ostatnich pagórków: Z drugiej strony wygląda, to tak: Też jest pięknie! Jesteśmy już prawie pod domem. Bardzice: Szybko kończy się dzień. Kolejna, fajna wycieczka i dzień spędzony na rowerze. Zaliczone kilka PR na Stravie i na koniec nawet KOM W sumie poprawiony własny wynik na wcześniej zdobytym, krótkim, sprinterskim odcinku. Walczymy dalej o cele rowerowe na 2019. Pauli zostało 182,5 km Mi 376,1 km Z rowerowym pozdrowieniem! marboru i Paula3 punkty
-
3 punkty
-
3 punkty
-
Z 4 sezonowek 2 zadzialaly. Z kolejnymi dwoma trzeba bylo pofatygowac sie do kasy. Ale koledzy sie tego spodziewali:) w kazdym razie jesli do tej pory nie mieliscie problemow z sezonowka to powinno byc ok. No ale warto zapisac sobie fakture na telefonie (mozecie nie miec np zasiegu aby sciagnac z maila czy konta). Warunki jesienno-letnie rano beton ok 11 miekko. Przygotowana trasa nr 3. Otwarta tez 2 ale tam lod u góry wiec szalu nie ma. Duzo szkólek. Wyjezdzilismy sie ale przydal by sie konkretny opad sniegu.2 punkty
-
I kolejny raz muszę westchnąć z nutką zazdrości patrząc na słoneczne plenery i Paulę w krótkim rękawku - bo u nas złota jesień skończyła się wczoraj, a dzisiaj już rano deszcz, +11 i lodowaty wiatr. Choć takich ciepłych dni w październiku z temperaturą powyżej 20 stopni to było tutaj na Pomorzu i tak chyba tylko ze dwa albo trzy . Gratuluję kolejnych rekordów i jestem przekonana, że uda się Wam zrealizować postawione cele roczne.👍👍👍 Mnie pomimo niezbyt łaskawej pogody i pracującej soboty udało się łącznie nakręcić w weekend "stówkę" - dobre i to. W piątek odrabianie lekcji z spd na szosowym fitnessie - wprawdzie już jako tako nabrałam wprawy, ale póki co nie czuję jeszcze, żeby mi się jakoś efektywniej jeździło. Za to poczułam po lekkich zakwasach na spodniej stronie ud, że pracują inne mięśnie. Piątek - obrazek z niemiecko-polskiego pogranicza:: W sobotę pojechałam rowerem do pracy, a w powrotnej drodze powłóczyłam się trochę po lesie. Przyszło mi też zmierzyć się z pewnym wyzwaniem logistycznym - otóż dostałam w pracy trzy dorodne bukiety kwiatów 😀. Na szczęście wożę w sakwie miejskiej plecak zwijany w woreczek kompresyjny, na wszelki wypadek - spakowałam więc delikatnie kwiaty do plecaka i nawet dowiozłam w dobrym stanie do domu. Syrenie Stawy i rozlewiska koło jeziora Głębokiego w Szczecinie: A dzisiaj to już listopadowy ziąb i tylko mała rundka rowerowa do sąsiedniej wioski 🙄2 punkty
-
Jako tata Alicji mogę temu sukcesowi tylko przyklasnąć. Naprawdę WOW co ta 17tka zrobiła. U mężczyzn jakby mniej emocji choć kolejny talent z Norwegii sie pokazał.2 punkty
-
2 punkty
-
131 km i trochę pecha Jesień w tym roku nas rozpieszcza Kolejny, piękny i słoneczny dzień - trzeba było wykorzystać! Plan był taki, że jedziemy we dwóch z Jackiem. Kumpel miał miesiąc temu zabieg na sercu (laser przez tętnicę udową do serducha i wypalanie jakichś zbędnych unerwień, które powodowały poważne arytmie) - pierwsza jego spokojna jazda, a ja miałem być w charakterze pomocy - w razie czego. Tak zrobiliśmy... spokojne pierwsze dziesięć kilometrów i pech - pęka szprycha w rowerze BMC i dalej jadę już sam... sam do 98 kilometra... No ale nim dokończę opowieść z dnia dzisiejszego - muszę się Wam pochwalić Mam kolejny medal z zawodów - tym razem nie jakieś tam miejsce tysiąc dziewięćset któreś (TDP dla Amatorów) - ale jest triumf...a przy okazji cegiełka na szczytny cel i pomoc dzieciakom. Mój wynik w rywalizacji Endomondo #Our People 3 (zawody trwały 2 miesiące i jakieś 8 dni), dzięki któremu otrzymałem poniższy dyplom i pamiątkowy medal, to ok 3800 km. Pewnie byłoby więcej ale były wakacje i w lipcu wypadło mi jakieś 3 tygodnie bez roweru w związku z tym Szkoda, bo celowałem w wynik powyżej 4000 km. Satysfakcja mimo wszystko jest Wracając do dzisiejszej jazdy, to chwilę postałem z Jackiem i poczekałem na auto serwisowe a potem już pojechałem sam. Celowałem w 14:30 by wrócić do domu. Paula dzisiaj pracowała ale o tej właśnie godzinie byłem z nią umówiony i mieliśmy razem przejechać się jakieś 30 kilometrów. Druga część planu wypaliła. Krótka przerwa na dwa banany i dwa cukierki też była wskazana po pierwszej długiej części treningu. Mapka z dzisiejszej jazdy wygląda pięknie Powalczyłem dzisiaj o dwa segmenty na Stravie ( @Sariensis kurde wciągnąłem się ). Na pierwszym ponad 6 kilometrowym uzyskałem 8 wynik...na drugim 8,5 km wynik był lepszy, bo 3ci Generalnie jazda była lekka dzisiaj, choć pod wiatr nieźle dostałem w tyłek! Jazda w lasach, w taki dzień, to nie tylko świetne doznania kolorystyczne ale również zapachowe. Po prostu pachnie jesienią! Specyficznie, suchymi liśćmi - trudno to nazwać ale mam nadzieję, że wiecie o czym piszę. Oczywiście zrobiłem krótką przerwę by posiedzieć na liściach i pokontemplować… Kilka jazd mają za sobą moje nowe "oksy". Co mogę o nich napisać? Są świetne na słoneczne dni ale nie tylko - jak słońce jest za chmurką, czy w cieniu optyka równie dobrze daje sobie radę. Na wieczory jednak zakładam fotochromy - zwyczajnie nie chce mi się zamieniać szyby na przezroczystą w Speedcraftach. Choć na miękkim mchu przyjemnie się siedziało, to trzeba było się ruszać, by się nie spóźnić na umówioną godzinę z moją drugą Połówkę. I tak się spóźniłem delikatnie, bo 5 minut - całe szczęście, że nie o więcej, bo mogłaby być awantura 😮 Jeśli chodzi o kolor Kameleon mojej ramy, to od czarnego i fioletu najbardziej lubię gdy jest słoneczko i błękit W nocy zmieniamy godzinę - w związku z tym (nie lubię jeździć po ciemku) wypady rowerowe po pracy będą mega ograniczone. Cel na ten sezon w postaci przejechanych 7000 kilometrów mam nadzieję, że zostanie przeze mnie osiągnięty... brakuje jeszcze jakieś 550 km. Paula po dzisiejszym treningu w swojej walce o 4000 km jest znacznie bliżej. Jej brakuje ok 260 km. Trzymajcie kciuki! Z rowerowym pozdrowieniem! marboru i Paula PS. Jutro lekki rozjazd - oby nie padało.2 punkty
-
Witaj, w okresie letnim spokojnie znajdziesz kwaterę u osób prywatnych, a jeśli możesz wyjechać poza okresem wakacji szkolnych, to tym lepiej. Baza noclegowa w Tyrolu jest bardzo duża, bo to region narciarski, ale obłożenie w lecie jest stosunkowo niewielkie, więc ceny powinny być konkurencyjne. Ekonomiczniej jest podróżować we dwójkę - wtedy można znaleźć kwatery nawet od kilkunastu euro za osobę/noc i wybór powinien być większy, ale jak dobrze poszukasz, to pewnie znajdziesz coś w dobrej cenie i dla jednej osoby. Austria jest moim zdaniem sporo tańsza w lecie niż w zimie. Spróbuj poszukać przez kilka innych wyszukiwarek, nie tylko przez booking, np. https://www.tiscover.com https://www.homeaway.pl/ Pierwsza ma wersję angielskojęzyczną, druga - nawet polskojęzyczną. Innym sposobem jest napisanie maila do informacji turystycznej regionu, w Twoim przypadku Tirol West, albo skorzystanie z wyszukiwarki noclegów na ich stronie - również można po angielsku: https://tirolwest.at/en/home . Jednak na miejscu może się okazać, że gospodarze mówią wyłącznie po niemiecku. Schronisko Augsburger Hütte jest czynne od końca czerwca do końca września. Mają 21 łóżek w pokojach i 40 miejsc na materacach. Czy odpowiadają Ci takie warunki na tydzień pobytu - musisz sobie sam odpowiedzieć. W każdym razie zdjęcia, cennik i kontakt masz tutaj. Pozdrawiam.1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Nazwiska Marc Girardelli nikomu nie trzeba przedstawiać. Po zakończeniu kariery zawodniczej wielki mistrz sportu z działa w różnych obszarach biznesu i turystyki, a ostatnio próbuje swoich sił również w … literaturze. Niedawno wpadła mi w ręce książka – pierwsza część narciarskiej trylogii kryminalnej (choć może cykl rozrośnie się jeszcze o dalsze tomy), napisanej przez Marca wraz z mieszkającą w Szwajcarii niemiecką ko-autorką Michaelą Grünig. „Abfahrt in den Tod“, co w wolnym przekładzie można przetłumaczyć jako „Zjazd prosto w śmierć“, ukazał się nakładem niemieckiego wydawnictwa Emons Verlag w 2017 roku. Opowieść dzieje się w kręgach czołówki Alpejskiego Pucharu Świata, a głównym bohaterem jest szwajcarski zjazdowiec Marc Gassmann – poniekąd alter ego samego Girardellego – aktualny numer dwa w klasyfikacji Pucharu Świata, walczący o palmę pierwszeństwa z austriackim rywalem – Peterem Winklerem. A zaczyna się naprawdę spektakularnie – od legendarnego, najdłuższego w cyklu PŚ zjazdu alpejskiego Lauberhorn w Wengen: „Po ponad dwóch minutach na trasie zjazdu nie miał już prawie żadnych rezerw sił. Kolano i całe ciało bolały od wielokrotnego, brutalnego lądowania i uderzeń na oblodzonej, nierównej trasie. Chwilami wibracje były tak silne, że wydawało mu się, jakby lada moment wiązania miały odpaść od nart. Ale oczywiście nie odpadły. Wszystko, czego teraz potrzebował, to chwila odpoczynku. Odrobina ulgowego ześlizgu. Ale na tej trasie to absolutnie nie wchodziło w grę, więc tylko przekonanie, że tu i teraz dzisiaj wygra, utrzymywało go na nogach. Jeszcze niżej, gdy skrajne napięcie i wyczerpanie nieomal pozbawiły go przytomności, ledwie wyrobił na wirażach Ziel-S. Obraz zbliżającej się pomarańczowej siatki ochronnej rozmywał mu się przed oczami. Najchętniej po prostu poddałby się grawitacji i oparł całym ciężarem na siatce. Kolana miał jak z gumy i ledwie kontrolował narty. Teraz czekał go morderczy zakręt w lewo, a potem jeszcze dwie przeszkody, wymagające absolutnej mobilizacji, aby pokonać Ziel-S. To właśnie tutaj wielu narciarzy pogrzebało szanse na zwycięstwo w ostatnich sekundach wyścigu. Ale jemu to się nie zdarzy! Zacisnął zęby. Zwycięstwo już nosiło jego imię. Jeszcze kilka sekund i to jemu będą wiwatować kibice na mecie. Nikt i nic nie odbierze mu tego sukcesu“ […] To zdarzyło się na ostatnim wirażu przed metą. Tępe uderzenie i odgłos jakby eksplozji – tuż nad nim!“ Marc Gassmann został ugodzony dronem i tylko o ułamek sekundy uniknął śmierci. Wszystko wskazuje na zamach, więc sprawą zajmuje się szwajcarska policja kantonalna – głownie w osobie atrakcyjnej pani komisarz Andrei Brunner. Młodzieńczej miłości Marca Gassmanna z czasów, gdy obydwoje dorastali w Wengen. Cóż my tu mamy jeszcze w tym kryminale narciarskim? Zawody Hahnenkammrennen w austriackim Kitzbühel i w szwajcarskiej Crans Montanie. Mamy sportowców i ich teamy, sponsorów, dziennikarzy – cały ten zgiełk towarzyszący narciarskim wydarzeniom najwyższej rangi. Złamane serca, wielkie ambicje, silne emocje, wielkie pieniądze, naginanie prawa i nie zawsze czyste interesy. Spektakularny wypadek samochodowy na przełęczy Arlberg , strzały i krew na stoku. Niestety kolejne zawody oglądamy oczami nieco mdławej pani komisarz, a nie zawodników. Trochę szkoda. Akcja trochę się przymula, kosztem rozmaitych obserwacji obyczajowych, skądinąd też interesujących, ale … Mamy nieco wynurzeń psychologicznych ze świata wielkiego sportu, a może i z autopsji, które autorzy wkładają w usta Marca Gassmanna: „Wiesz, traktuję zawody jako wyzwanie dla samego siebie. Właściwie nie ścigam się z moimi konkurentami, ale ze sobą. Trenuję od lat, aby rozwijać swoje ciało i ducha. Aby jeszcze szybciej i bardziej instynktownie reagować na nieznane problemy. Aby poznać, kim jestem naprawdę. Okiełznać własne słabości i mieć nad nimi kontrolę. Nie zawsze mi się to udaje, miewam gorsze momenty, w których sobie odpuszczam. Ale w tak ekstremalnej sytuacji jak zawody Pucharu Świata można wiele dowiedzieć się o sobie. Gdzie są moje słabe punkty i gdzie są moje granice. I wiesz, co jest najbardziej fascynujące? Z właściwym nastawieniem i właściwym treningiem – możesz te granice przekraczać. Wtedy jest tak, jakby się miało skrzydła i unosiło w powietrzu. To genialne uczucie!“. Zakończenie, cóż … nie będę zdradzać, może kiedyś przeczytacie, choć póki co cała trylogia jest tylko w oryginalnej wersji językowej. Ale może będzie to dla Was kolejny powód, aby podszlifować sobie trochę niemiecki? Na mnie czekają kolejne dwa tomy cyklu autorskiego tendemu Girardelli-Grünig: „Mordsschnee“ (Morderczy śnieg) i „Eiskalte Spiele” (Igrzyska zimne jak lód). Taki mam w tym roku sposób na skrócenie oczekiwania na zimę. A Wam życzę udanego nadchodzącego sezonu narciarskiego – bez spadających dronów i psychopatycznych morderców na stoku, no i oczywiście – wielu emocji sportowych, czy to jako zawodnicy, czy jako kibice. Wszak pierwsze zawody Alpejskiego Pucharu Świata już w sobotę! Pozdrawiam serdecznie.1 punkt







