Ranking
- uwzględniając wszystkie działy
-
Wprowadź datę
-
Cały czas
1 Październik 2007 - 12 Październik 2026
-
Rok
12 Październik 2025 - 12 Październik 2026
-
Miesiąc
12 Wrzesień 2026 - 12 Październik 2026
-
Tydzień
5 Październik 2026 - 12 Październik 2026
-
Dzisiaj
12 Październik 2026
-
Wprowadź datę
12.09.2021 - 12.09.2021
-
Cały czas
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 12.09.2021 uwzględniając wszystkie działy
-
03.09.2021: Tarsch – Kofelraster Seen (22,6 km, 2430 m) Miał być spokojny szlak na ostatni dzień, ale nie do końca wyszło. Może jakieś ładne jeziorka w pobliżu? Są? Są - Kofelraster Seen. Nawigacja pokierowała nas "skrótem" na parking Alte Säge, z którego zaczynał się szlak. Skrót okazał się wąską, kamienistą ścieżką - odpowiednią może dla mtb, ale nie dla samochodu osobowego. Zostawiliśmy auto w pierwszej niekolizyjnej zatoczce, bo szkoda samochodu, a do parkingu ponoć było niespełna 2 km. Było jednak ponad 4 km w jedną stronę, wzdłuż stacyjek Drogi Krzyżowej . Mieliśmy więc nadprogramowe 8 km drogą, a dalsza wędrówka prowadziła bardzo stromym szlakiem w górę. Chwila odpoczynku pod schroniskiem Latschinger Alm Im wyżej, tym mniej drzew, a więcej jagód: Wdrapujemy się na grzbiet i widać pierwsze jeziorko: A za nim jest drugie: Zejście na szczęście było łagodniejsze i ładniejsze. Naprzeciw nas widok na wlot doliny Schnalstal Schodzimy do schroniska Marzoner Alm a potem do auta. *** Wracam do Polski z poczuciem, że ledwie liznęliśmy tamtejszych szlaków i ... lżejsza o 2 kg. W samej dolinie Martell zostało kilka szczytów, na które chętnie bym jeszcze weszła i byłyby w moim zasięgu. Może kiedyś? Kto wie?6 punktów
-
4 punkty
-
02.09.2021: Martell - Vorderer Rotspitz (12,1 km, 3033 m) Pętla na drugi trzytysięcznik, z punktem wyjścia na parkingu na końcu doliny Martell. Trzeba pokonać nieco ponad 1000 m przewyższenia, szlak nie jest trudny, ale wymaga uwagi na długich odcinkach serpentyn przez piargi - szczególnie przy schodzeniu. Trasa jest wyjątkowo widokowa - z panoramą na najbardziej spektakularne szczyty Veneziaspitze, Cevedale, a ze szczytu podziwiać można również Gran Zebru i Ortlera. Zejście u podnóża potężnych lodowców Cevedale przez morenowy krajobraz doliny. Zaczynamy nad jeziorem przy hotelu Paradies, a łagodny szczyt Rotspitze skrywa się za drzewami: Powyżej linii lasu pasą się owce, a jednostajne brzęczenie dzwonków przerywa od czasu do czasu głośny gwizd świstaka. Widok na drugą stronę doliny i Zufallspitze (Cevedale) Leżeć tutaj przyjechały? Na środku chyba wystaje Gran Zebrú (Königspitze) - 3851 m., drugi po Ortlerze szczyt pod względem wysokości. Zaraz zaczną się ułatwienia w szczytowym odcinku podejścia: I już - jesteśmy! A co po drugiej stronie? Lodowce: Zoom na Gran Zebru i Ortlera A z trzeciej strony - Zufrittsee, bez retuszu! Darek się wpasował kolorystycznie Schodzimy: Ta fotka też bez retuszu: I już.4 punkty
-
01.09.2021: Merano Dzień bardziej na luzie. Pojechaliśmy rowerami, ponownie fragmentem trasy wzdłuż Adygi. Merano to miasto-ogród. Urzekło nas bogactwem roślinności, barw, urokliwą architekturą i pięknym położeniem. Promenada nad rzeką Passer: Domy zdrojowe: Stare miasto: Zamek Trauttmansdorff i ogrody botaniczne na tarasach ponad miastem: Na ławeczce, z księżną Sissi4 punkty
-
Drugi tydzień wakacyjnego urlopu spędziliśmy stacjonarnie w Goldrain/Coldrano, w środkowej części południowotyrolskiej doliny Vinschgau. W Goldrain znajduje się również ujście bocznej doliny Martelltal (27 km), wiodącej do podnóża masywu Ortlera, od strony Monte Cevedale. Okolice Goldrain są dobrym punktem wypadowym na pobliskie szczyty i lodowce – w tym na kilka trzytysięczników. Można tu znaleźć piękne szlaki turystyczne o różnym stopniu trudności – od spacerowych i panoramicznych trawersów, poprzez bardziej wymagające kondycyjnie – ale dostępne dla zwykłych turystów - trasy, aż po drogi wspinaczkowe w skałach i na lodowcach. Zrobiliśmy trzy szlaki w wysokich górach – w tym dwa na tzw. „łatwe” trzytysięczniki, dwa w niższych partiach (ze względu na pogodę), a jeden dzień poświęciliśmy na zwiedzanie Merano. To był mój program, bo Darek w dwa dni miał pewne modyfikacje, o czym poniżej. W szczegółach wyglądało to tak: 29.08.2021: Szlakami doliny Martell, wokół Zufrittsee (dystans 14,8 km, maks. wysokość 2088 m) 30.08.2021: Vinschger Höhenweg – od St. Martin im Kofel do Laas (26 km, 1734 m) / Passo Stelvio (2757 m) 31.08.2021: Tarscher Alm – Blaue Schneid (15,4 km, 3036 m) / Hasenöhrl (3257 m) 01.09.2021: Merano 02.09.2021: Martell - Vorderer Rotspitz (12,1 km, 3033 m) 03.09.2021: Tarsch – Kofelraster Seen (22,6 km, 2430 m) *** 29.08.2021: Szlakami doliny Martell, wokół Zufrittsee (dystans 14,8 km, maks. wysokość 2088 m) Przedpołudnie zeszło na ogarnięciu się po tygodniu na rowerach, na zrobieniu zakupów i takich tam zajęciach, więc na wycieczkę ruszyliśmy dopiero ok. 14.00. Nie było sensu planować długiej tury, zwłaszcza, że spodziewane były przelotne opady. Wybraliśmy się więc szlakiem dookoła jeziora zaporowego Zufrittsee – startując od centrum biathlonowego w dolinie. Po dotarciu na koniec jeziora stwierdziliśmy, że jeszcze mamy czas i ochotę połazić, więc doszliśmy kanionem rzeki Plimy do końca doliny, gdzie jest parking na wysokości ok. 2050 m npm., przy schronisku Enzianhütte, z którego odchodzą liczne szlaki w okoliczne góry. Powrót drugą stroną doliny. Zapora jeziora Zufrittsee, w tle Monte Cevedale / Zufallspitze (3757 m npm.) Nad jeziorem: Ruina przedwojennego - niegdyś bardzo luksusowego hotelu - Paradies Na końcu doliny: I magazyn śniegu na trasy biegowe: *** 30.08.2021: Vinschger Höhenweg – od St. Martin im Kofel do Laas (26 km, 1734 m) / Passo Stelvio (2757 m) Zajęcia w podgrupach - ja z przyjaciółmi wybrałam się na szlak Vinschger Höhenweg. To szlak długodystansowy, liczący sobie 106 km długości - od źródeł Adygi niedaleko Reschenpass do Staben u wlotu bocznej doliny Schnalstal. Prowadzi trawersem pasma Sonnenberg. Wjechaliśmy kolejką linową z Latsch do wysoko położonego osiedla St. Martin im Kofel i stamtąd podążając za czerwonym logo przywodzącym na myśl trop jakiegoś zwierza idziemy w kierunku zachodnim. Widok z górnej stacji na dolinę Vinschgau: Wędrując zboczami Sonnenberg, z widokiem na masyw Ortlera: Motylek: Dolina Vinschgau raz jeszcze: A Darek? Darek wziął rower trekkingowy, pojechał do Prad i ... Zajęło mu to 3 godziny i 25 minut. Na górze zastała go śnieżyca, więc zjazd raczej nie był szybki, bo ślisko jak diabli. [cdn.]3 punkty
-
Swoje tegoroczne letnie wyprawy rowerowe i piesze po włoskich Alpach opisałam na blogu. Gdyby ktoś miał ochotę zajrzeć, to zapraszam serdecznie:3 punkty
-
28.08 (sobota) – Feltre - Valsugana - Trydent (95 km, przeważnie pod górę) Ostatni dzień objazdówki po Dolomitach. Co prawda wstępny plan trasy zakładał opcjonalnie zamknięcie pętli do Bolzano, ale nie był to priorytet. Po wyjeździe z Feltre kierujemy się w stronę Valsugany. Niestety początkowy fragment nie jest wyznakowanym szlakiem i znów mamy podobną niedogodność jak w ostatnich dniach, że albo jedziemy ruchliwą krajówką, albo gdzieś bujamy się po krzakach i polnych drogach, jadąc na azymut. W okolicach jeziora Lago di Corlo łapiemy znów oznaczenia szlaku i jest zdecydowanie lepiej. Droga wije się wśród lesistych wzgórz i ładnych wiosek aż do Fastro. Tutaj spektakularnymi serpentynami zjeżdżamy do Primolano, w dolinie Valsugana. Sporo tutaj - jak i w całej dolinie - szosowców, którzy upodobali sobie chyba właśnie szczególnie ten podjazd. Ja jednak się cieszę, że nam - z tymi tobołami - wyszło jechać w dół. Jaka jest Valsugana? Śliczna i sielankowa! Po drodze granica prowincji: Mijam skalne wrota Punkt info: W barwach klubowych ... Robimy postój w Borgo Valsugana, bo jest ładnie i jesteśmy głodni. Deser ... Znów jesteśmy na szlaku Via Claudia Augusta Nad jeziorem Lago di Caldonazzo: Za jeziorem, w Pergine Valsugana, szlak niestety się kończy - nie ma drogi wjazdowej dla rowerów do Trydentu. Alternatywą jest objazd górą przez Civezzano, a to niezła wspinaczka. Nagrodą jest panorama miasta z góry i dość karkołomny zjazd wąskimi i krętymi uliczkami tuż koło zamku Buonconsiglio Niestety zwiedzania Trydentu nie było - mało czasu i jakieś demonstracje na starym mieście, przez które policja zamykała ulice, więc tylko cyk-cyk po drodze na dworzec. Pomnik Dantego - jako kontra włoskiej ludności Trydentu dla monumentu Walthera von der Vogelweide w Bolzano. Do Vinschgau wracamy z dwiema przesiadkami - w Bolzano i Merano i przygodami. Pociąg do Bolzano się spóźnił, a pociąg do Merano w ogóle tego dnia został odwołany. Następny też stał w polu, więc zamiast po 21-szej, byliśmy w pensjonacie krótko przed północą, a podróż zamiast dwóch i pół trwała blisko pięć godzin. Ech, te włoskie pociągi! I to koniec naszej rowerowej wyrypy. Następny tydzień spędziliśmy na górskich wędrówkach, o których może napiszę osobno. Cały ślad trasy (bez tego pierwszego dnia na rozruch) można zobaczyć na traseo: https://www.traseo.pl/trasa/dookola-dolomitow3 punkty
-
Byłem, obejrzałem, pogadałem. Byłem w kasie o 9-tej, "darmówki" jeszcze były 🙂, a dzięki temu, że wczoraj Jacek poinformował o tej wystawie, wiedziałem jak je odebrać. Ale i tak miałem dzisiaj w planie Skrzyczne i zejście do Czyrnej. Po raz pierwszy byłem w Kuflonce (zimą nie ma czasu - szybkie 3 godziny i do domu). Widzę, że po 40-tu latach wróciła "zebra" o Volkla.2 punkty
-
31.08.2021: Tarscher Alm – Blaue Schneid (15,4 km, 3036 m) / Hasenöhrl (3257 m) Pogoda poprawiła się na tyle, że można było wyjść w wysokie partie gór - widoczne poprzedniego dnia z drugiej strony doliny. Naszym celem był trzytysięcznik Hasenöhrl - najbardziej na wschód wysunięty wierzchołek masywu Ortlera, na którym jest lodowiec. Punktem wyjścia była górna stacja kolejki krzesełkowej Tarscher Alm. Jeszcze kilkanaście lat temu działał tutaj ośrodek narciarski, jednakże ponoć nie był rentowny. Wyciąg krzesełkowy wykupiła miejscowa organizacja turystyczna, ale funkcjonuje on tylko latem. Szkoda - bo tereny na narty byłyby piękne. Idziemy szlakiem do Großes Wetterkreuz (2436 m) na przełęczy. Stoi tutaj nowy krzyż, a stary służy jako budulec na ... ławkę. Malownicza, panoramiczna ścieżka prowadzi do pozostałości dawnego akweduktu, dostarczającego wodę z gór na pola uprawne w dolinie - w tle na pierwszym zdjęciu widać cel dzisiejszej wycieczki, a na drugim - schron turystyczny i akwedukt: Jeszcze trochę wspinaczki w skalnym terenie i jesteśmy na grani, z której roztaczają się wspaniałe widoki na dalekie Dolomity i na bliskie Arzkarsee w dolinie Ultental: Hasenöhrl wydaje się być blisko, na wyciągnięcie ręki, ale to nieprawda. Zaczynają się łaty śniegu Pierwszy przedwierzchołek Blaue Schneid 3036 m npm. A co potem? Potem wspinaczka na linach i łańcuchach, która chyba jednak trochę mnie przerosła. Po przejściu fragmentu (ponoć tego najgorszego) jednak miałam dość. Może bym i zdecydowała się iść dalej, gdyby było więcej czasu, ale go nie było. Tak więc główny wierzchołek zdobył Darek z Wojciechem, a my z Marią w międzyczasie zaczęłyśmy schodzić. Decyzja - jedyna racjonalna w tej sytuacji, ale jednak trochę niedosyt mi pozostał. Dała mi ta góra słodko-gorzką lekcję. [cdn.]2 punkty
-
Coś w tym jest, Honda Jazz miałem całkiem blisko do chłopa z traktorem, mogłem polem, zamiast droga pociągnąć końcowe metry, ale las przejechałem, już się witałem z gaska w domostwach…1 punkt
-
Od dziś, piątku 10 do niedzieli 12 września włącznie, możliwe będzie na terenie stacji Jaworzyna zwiedzanie wystawy "200 lat historii narciarstwa". Wystawa autorstwa pasjonata narciarstwa Tomasza Wysockiego będzie mieć bez wątpienia unikatowy charakter. To ze względu na fakt, że w jednym miejscu zaprezentowane zostaną eksponaty - związane głównie z narciarstwem alpejskim - od przełomu XVIII i XIX wieku aż po czasy współczesne. Obejrzeć będzie można zarówno oryginalne narty czy stroje, jak i inne elementy wyposażenia narciarskiego z całego świata. Wystawa "200 lat historii narciarstwa" dostępna będzie dla chętnych nieodpłatnie w dniach 10-12 września br. - w godzinach 9:00-15:00 - na terenie stacji pośredniej kolei linowej na Jaworzynie. Atrakcją dla zwiedzających okaże się bez wątpienia również możliwość zobaczenia miejsca niedostępnego na co dzień dla ruchu turystycznego, w którym garażowane są krzesełka kolei linowej na Skrzyczne. Dla widzów mojego kanału czeka każdego dnia 10 bezpłatnych karnetów upoważniających do skorzystania z 6-os kanapy na Skrzyczne. Oby odebrać karnet należy udać się do kasy i w trakcie zakupu podać hasło skionline.pl!1 punkt
-
Zagadnienie jest coraz bardziej abstrakcyjne. Może w takim razie pomyśl o wyprawowym facie bo to na pewno najbardziej uniwersalny sprzęt. A ponieważ nie ma amortyzatorów to dość lekki i super pakowny. Świetnie podjezdża.1 punkt
-
Nie wiem czemu odmawiać sportowcom prawa do bycia zwyczajnie ludzkim, to nie roboty. Druga sprawa Radwańska zamieniła ojca na profi zbyt późno, ale i tak z zyskiem. Czasy się zmieniają, marketing rulez. Swiatek to piąta rakieta w race.1 punkt
-
27.08 (piątek) – Cadore - Feltre (69 km, przeważnie z góry) Rano właścicielka hostelu powiedziała koleżance Marii i mnie, że po sąsiedzku jest kościół pw. Marii i Magdaleny. No racja - zatem Maria i Magdalena pod kościołem Marii i Magdaleny. Próbowałam dowiedzieć się od właścicielki, dlaczego w okolicznych miasteczkach jest tak pusto - np. w pobliskim Longarone. Poniższe zdjęcie przedstawia starszą część miasta. Dalej są tylko budynki z lat 60-tych i 70-tych i pomimo pięknych gór wokół - niewiele się tu dzieje. Jak doczytałam później - w 1963 r. miała tu miejsce największa katastrofa zapory wodnej, kiedy to duży obryw zbocza do zbiornika spowodował ogromną falę powodziową, która zniszczyła kilka miejscowości w dolinie. Zginęło wówczas prawie 2000 osób, z których połowy nigdy nie odnaleziono. Może dlatego ludzie nie bardzo chcą tu mieszkać? W Longarone, w sklepie sportowym, dostajemy namiary na dwa najbliższe serwisy rowerowe w oddalonym o kolejne kilkanaście kilometrów Ponte nelle Alpi. Koniecznie musimy podjechać - naprawić moją tylną przerzutkę i wymienić szprychę u kolegi. Linka przerzutki zerwała się na najcięższym przełożeniu, więc każdy podjazd - a tych nie brakuje - to dla mnie pchanie roweru z sakwami pod górę. Jadąc doliną Piave: W pierwszym serwisie facet nas po prostu olał i stwierdził, że nie ma czasu. W drugim - maestro szybko uporał się z obydwiema awariami i mogliśmy kontynuować podróż. Czekając na naprawę: Jedziemy w stronę Belluno - to już dość bliskie okolice Wenecji. Architektura staje się taka typowo włoska - zarówno w samym Belluno, jak i po drodze. Zastanawiamy się, czy złapie nas kolejny deszcz, ale przechodzi gdzieś bokiem. Postanawiamy dojechać jeszcze ok. 30 km do Feltre i tam zanocować. Po prawej stronie mamy pasmo Dolomitów Belluńskich ... ... po lewej już przedgórze, przypominające nasze Beskidy: Na ostatnich kilometrach przed Feltre oznaczenia szlaku się skończyły. Mamy do wyboru jazdę bardzo ruchliwą krajówką SS50 albo objazdy bocznymi drogami. Objazd okazuje się bardzo stromym podjazdem, wreszcie lądujemy u jakiegoś rolnika na podwórku, który kieruje nas we właściwym kierunku. W Feltre znajdujemy nocleg w bardzo przyjemnym hotelu, w sercu starego miasta. Akurat odbywa się tam nocny bieg po murach miasta - sylwetki biegaczy z czołówkami wyglądają bardzo zjawiskowo, a publiczność żywiołowo dopinguje zawodników. Po zawodach - huczna impreza w jednej z knajpek, bez reżimu sanitarnego. To mnie trochę zaskoczyło, bo poza tym bardzo restrykcyjnie przestrzegane są przepisy pandemiczne - w sklepach, lokalach, pociągach, kolejkach linowych i pensjonatach wszyscy noszą maseczki i to nie nonszalancko na brodzie, tylko prawidłowo. Jeśli ktoś zapomniał, to personel od razu zwracał uwagę, ale generalnie ludzie sami bardzo się pilnowali. W restauracjach i w jednym z pensjonatów, gdzie była strefa spa, pytano nas, czy mamy green pass (ale nikt nie sprawdzał). Ludzie też raczej przestrzegali dystansu społecznego - z tym jednym wyjątkiem. Jemy przepyszną pizzę, pijemy dwie karafki lokalnego wina i spacerujemy po urokliwej, wieczornej starówce Feltre. [cdn.]1 punkt
-
26.08 (czwartek) – Cortina d'Ampezzo - dolina Cadore (66 km, z góry) Cortina - królowej włoskich Dolomitów przedstawiać nie trzeba. Cudnie położona w samym sercu gór, nieco snobistyczna, piękna i zimą i latem. Jesteśmy tutaj pierwszy raz - chcemy wyjść gdzieś na szlak, zobaczyć góry nie tylko od podnóża. Miasteczko już o poranku tętni życiem: Tutejszy Mitoraj: Czy to jeszcze pies, czy breloczek do plecaka? Impresje po tegorocznych zawodach PŚ Tofany, Faloria, Cinque Torri czy Lagazuoi? Ech - osiołkowi w żłoby dano... Jest dylemat. Można by spędzić w Cortinie dużo, dużo czasu, ale cóż - na coś się trzeba zdecydować. Wybór w końcu padł na Falorię - podobno boskie widoki właśnie na Tofany (i nie tylko), można na szczycie zrobić krótki trekking, stacja kolejki jest tuż przy szlaku rowerowym, no i ... zawsze chciałam zobaczyć na żywo trasę olimpijską . Cortina z góry i Tofany, a w oddali po lewej widać Lagazuoi i 5 Torri: Narciarskie trasy w letniej odsłonie: Panoramy - fantastyczne: Jest i trasa slalomu: Na górze: Zwei Damen und Drei Zinnen: Przy schronisku: Ech, aż się nie chce wracać na dół. Ale cóż - trasa się sama nie przejedzie, więc wczesnym popołudniem ruszamy w dalszą drogę, doliną Cadore. Po prawej stronie góruje wybitny kolos Monte Pelmo (3.168 m npm.): Droga opada najpierw łagodnie w dół aż do Pieve di Cadore. Miejscowości z typowo turystycznych zmieniają się w coraz bardziej spokojne, górskie miasteczka. W Pieve zauważamy już trochę opuszczonych, starych domów. Krajobraz zmienia się jeszcze bardziej, gdy ostrymi serpentynami zjeżdżamy nad Piavę, na dno doliny - do Perarole di Cadore. Mamy wrażenie, że trafiliśmy do innego świata. Wyludnione miasteczko, zaniedbane budynki, zabite dechami okiennice - tylko w brudnawym, małym barze kilku tubylców smętnie sączy piwo. Co gorsza - zbliża się wieczór, zanosi się na deszcz i trzeba poszukać noclegu. W jednym B&B nikt nie otwiera ani nie odbiera telefonu, w drugim - babka nie ma miejsc, ale dzwoni gdzieś po znajomych i znajduje nam nocleg w odległym o ok. 10 km Ospedale di Cadore, w hostelu. Wieczorna jazda wśród miejscowości-widm, dnem głębokiej i ciemnej doliny, wśród pionowo opadających skał jest trochę niesamowita. Koledze pęka szprycha w tylnym kole, a mnie urywa się linka od przerzutki. Na koniec dopada nas rzęsista ulewa. Docieramy już po zmierzchu - przemoczeni, tuż przed tym, gdy ulewa zamieni się w gwałtowną burzę. Gospodarze są przemili - zamawiają dla nas gorącą pizzę i przywożą nam do pokoju. Sam hostel mieści się w wąziutkiej, zabytkowej kamienicy i oferuje dziesięć miejsc. Wszystko świeżo odremontowane, czyściutko, jest też mała ekspozycja o historii tego miejsca. Bardzo miłe i klimatyczne lokum. A taki mieliśmy widok z okna (już rano) [cdn.]1 punkt
-
Jak dla mnie to trochę spłycasz patrząc tylko na to ile ludzi stosuje dane rozwiązanie. Przecież można powiedzieć, że większość ludzi nie grzebie przy rowerach tylko oddają do serwisu i jest to objaw mody/lenistwa/nieuctwa/pójścia na łatwiznę - no takie disco polo. Czy to prawda, według mnie nie, ale biorąc pod uwagę tylko liczbę ludzi wyszło by, że tak. Generalnie mam w 4 literach fakt ile osób korzysta z danego rozwiązania. Głównie testuję na sobie i jak mi coś przypasuje to nie będę na złość "odmrażał sobie uszu", bo większość osób to wybiera. A co do gravela, ja widzę to tak. Jeśli większość czasu na rowerze spędzasz na nieutwardzonych ścieżkach/drogach (nawet niekoniecznie w trudnym górskim terenie) gravel nie jest dla Ciebie, bo zyski z niego będą bardzo niewielkie lub żadne w porównaniu do standardowego HT. Natomiast jeśli większość czasu spędzasz na asfaltach i tylko od czasu do czasu chcesz przejechać po szutrach/twardych drogach leśnych to gravel (albo szosa endurance w miarę szerokimi kapciami typu 32-35c) wiele wniesie. I piszę to ze swoich doświadczeń, gdzie klasyczna szosa ograniczała mnie zwłaszcza na dłuższych wycieczkach. Wiele razy przy planowaniu trasy miałem problem, bo czasem trzeba było wybrać albo parę km po szutrze/drodze nieutwardzonej albo na około ruchliwymi drogami wojewódzkimi/krajowymi. Aktualnie na oponach 32C nie mam strachu po zjechaniu z asfaltu, ale też się nie oszukuję, że tym rowerem wygodnie wyskoczę na kamieniste górskie szlaki czy zapiaszczone mazowieckie trasy.1 punkt
-
1 punkt
-
Takie małe a cieszy 😀 Zainspirowany Maćkiem i może wspólna wyprawa trzeba strugać formę. Dziś mały test na co stać to 85 kilowe,45 letnie ciało 😆 Wczoraj walczyłem z rowerem z nowymi hamulcami do 23:00 i start troszkę się opóźnił. Jednak zaplanowane kilometry poszły dost gładki poza ... no właśnie... poza przygotowaniem. Buty do bani, i boli dupa. Każdą kondycję może zabić jakiś nieprzemyślany szczegół. Tu nie ma miejsca na błędy. Tak to mniej więcej wyglądało.1 punkt
-
Terenówki są lepsze i gorsze ..ale jedna prawda jest uniwersalna - im lepszą masz terenówke tym dalej pewnego dnia będziesz "zapychał" po chłopa z traktorem..1 punkt
-
Po pierwsze to należy odróżniać producentów laminatów od producentów ciuchów. Wśród tych pierwszych masz marki handlowe Goretex, Dermizax, eVent i powiedzmy Pertex. Te membrany są najwyższej jakości a każda oferowana w laminatach 2, 2,5 i 3 warstwowych. Jeśli coś jest uszyte z tej czołówki to z reguły jest to mocno podkreślone. A w przypadku Gore jest to wymóg producenta. Co więcej określa on zakres zastosowania laminatu (oznacza to np. , że z Goretex Paclite nie można uszyć kurtki narciarskiej). Gore sprawdza też sposób wykonania szwów i inne parametry odzieży. Z tego powodu naszywka Gore daje gwarancję kupna produktu wysokiej jakości. Teraz jeśli na ciuchach nie znajdziesz tych czterech marek co je wymieniłem to znaczy, że zostały uszyte z Sympatexu, Hydrotexu itp dużo gorszych laminatów. Na ciuchach 4F nigdy nie spotkałem informacji o użytym laminacie, co dla mnie jest od razu dyskwalifikujące (bo wprost krzyczy "używamy gorszych laminatów" ). Przechodząc do producentów odzieży. Podzieliłbym je na firmy outdoorowe i resztę. Firmy outdoorowe produkują dla ludzi z bardzo wysokimi wymaganiami jakościowymi i wiedzą - dlatego są to najlepsze rzeczy, a marki takie jak Raab, Mammut (i jeszcze z 10 innych) są gwarancją świetnych rzeczy. Wcale nie są to bardzo drogie ciuchy bo przewodnicka kurtka o najwyższej trwałości i świetnie przemyślana kosztuje np 2000 zł a dobra, lekka kurtka szyta strefowo (z laminatów o różnej odporności np C-knite i paclite) powiedzmy 1200 zł. Teraz "reszta" adresuje swoją ofertę do ludzi którzy nie mają pojęcia, wymagań i świadomości ubierania się. Ale podlegają lansowi, reklamie. Jedni mają kasę a inni nie. W tym ostatnim segmencie sytuuje się m.in. 4F. Ich rzeczy, które nieopatrznie kupiłem miały fatalną paroprzepuszczalność, nietrzymające rzepy i pruły się na potęgę. Ale żeby była jasność "klasyczna membranowa kurtka narciarska" metkowana przez Spyder, Colmar jest dla mnie wyrzucaniem pieniędzy równym temu na 4F. Jedno i drugie jest bez sensu. I jeszcze chciałbym odnieść się do tego co napisałeś, że Goretex daje 2 lata gwarancji na utrzymanie parametrów tkaniny. Nie chce mi się sprawdzać co dokładnie zostało napisane ale może to np. dotyczyć trwałości DWR. Co oznacza pogorszenie paroprzepuszczalności podczas deszczu ale dalej kurtka zasadniczo będzie dobra. Sam użytkowałem pewnie z 5 lat Goretex XCR (czyli poprzednik paclite). Inne podobnie. Ale jak tylko można to używam SS, klasyczny HS to u mnie ciuch awaryjny. Na nartach też.1 punkt
-
1 punkt
-
1. Jeśli będziesz jeździł w warunkach przejściowych to zdecydowanie warto mieć odzież z dobrych materiałów i dobrze uszytą. 2. Dobra kurtka to koszt powiedzmy 6-7 karnetów. 3. 4F to forma której widocznie bardziej się opłaci dawać pieniądze na marketing jak na jakość produkcji. 4 4F produkuje rzeczy nietrwałe, fatalnej jakości. Ponieważ mam dużą i aktywną rodzinę to próbowałem kiedyś przyoszczędzić i kupiłem trochę ciuchów (2-go wyboru). Wszystko do śmieci. To nie jest tylko moja opinia lecz raczej utrwalony pogląd wśród wszystkich co mają jakieś wymagania a nieopatrznie coś tej "firmy" kupili.1 punkt
-
Coś dla odmiany w dyskusji, nowa inwestycja w Bieszczadach info z lokalnej gazety. W Wańkowej w Bieszczadach gmina Olszanica buduje Centrum Turystyki Aktywnej i Sportu "Bieszczad-ski". Koszt inwestycji to ponad 20 milionów złotych. Projekt Centrum Turystyki Aktywnej i Sportu "Bieszczad-ski" został wpisany do rządowego "Programu dla Bieszczad", jako przedsięwzięcie o znaczeniu strategicznym dla rozwoju całego regionu. Nowoczesny ośrodek narciarski wraz z atrakcjami w sezonie letnim zmieni nie tylko oblicze gminy Olszanica, ale także całego regionu Bieszczad. Kolej linowa z czteroosobowymi siedzeniami będzie miała ponad 900 metrów długości, a główna trasa zjazdowa w linii prostej ponad 1200 metrów. Powstanie też dodatkowy wyciąg talerzykowy.1 punkt







