Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Ranking

  1. moruniek

    moruniek

    Użytkownik forum


    • Punkty

      21

    • Liczba zawartości

      2 943


  2. pawelb91

    pawelb91

    Użytkownik forum


    • Punkty

      14

    • Liczba zawartości

      4 008


  3. surfing

    surfing

    Użytkownik forum


    • Punkty

      12

    • Liczba zawartości

      4 038


  4. mnrdov

    mnrdov

    Użytkownik forum


    • Punkty

      12

    • Liczba zawartości

      136


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 11.01.2023 w Odpowiedzi

  1. Jurgów zaczął wreszcie wyglądać. Widok z nowej kamery, też całkiem fajny.
    13 punktów
  2. Od pewnego czasu już chciałem odwiedzić Innsbruck, więc postanowiłem połączyć przyjemne z przyjemnym - i pozwiedzać, i pojeździć. Niestety, wyjazd zaplanowałem jeszcze jesienią i nie przewidziałem, że natrafię akurat na okres po jednej z większych zimowych odwilży ale cóż było robić - wyruszyłem. Plan był taki, aby na pierwszy nocleg zatrzymać się trochę przed Innsbruckiem i przetestować SkiWelt lub SkiJuwel. Ale jak zobaczyłem na kamerkach, jak to wygląda, szybko zmieniłem zdanie i skierowałem się w stronę Stubai. Po drodze pogoda iście nastrajająca do sportów na świeżym powietrzu. Po dotarciu na miejsce ludzi mało, kolejek brak, ale bardzo pochmurno i zimno. Stoki niewyratrakowane, takie jak je panbuch stworzył - a ja na swoich wąskich nartach, po prawie roku przerwy od jakichkolwiek sportów - no wolałem potraktować ten dzień rozgrzewkowo. Zjechałem parę razy, zjadłem gulasz i strudla i pojechałem na kwaterę. Dzień pierwszy zakończony z niedosytem. Dzień 2 - Axamer Lizum Mało satysfakcjonujący dzień poprzedni, głód narciarstwa, niedospanie - to wszystko spowodowało że zupełnie nie pomyślałem żeby sprawdzić prognozy, kamery itp - po prostu zapakowałem rzeczy do bagażnika i ruszyłem do najbliższego ośrodka. Na górze zastałem to. Oczywiście z jazdy nici, widoczność 10m, raz zjechałem i podziękowałem. Zadowolenie 1/10 Dzień 3 - Axamer Lizum dogrywka Dziś na szczęście pogoda już sprzyjała i ośrodek pokazał.. no, może nie wszystko co ma najlepszego, ale zdecydowanie lepiej niż wczoraj. Otwarte trasy bardzo ładnie przygotowane, choć nie wszystkie niestety - lewa część ośrodka na Birgitzkopf zamknięta, nie działał także wyciąg do trasy nr 7 na Pleisen, czego bardzo żałowałem bo slyszałem że ładny stamtąd widok na Innsbruck. Gondola ze stacji dolnej szybka, ludzi niewiele, trasy szerokie i długo trzymały fason. Ogólnie ośrodek zrobił na mnie dobre wrażenie, choć jakby połowę wysiłku który wkładają w social media włożyli w oznakowanie tras, to na pewno byłoby lepiej - dziś zabłądziłem i straciłem 20 minut na próbę powrotu na trasę. Jutro mam przerwę, ale zastanawiam się co w piątek - rozważam Schlick bądź Seefeld. Wszelkie sugestie mile widziane.
    12 punktów
  3. Małe Skrzyczne 11.01.23 godz 8:43 10:26
    7 punktów
  4. To jeszcze COS Skrzyczne. I jeszcze jedno.
    5 punktów
  5. Head Linia race Supershape Wrażenie ogólne całkiem dobre, według mnie ładniejsze niż w ostatnich latach. Salomon Złote buty Marco Odermatta Völkl i Dalbello
    4 punkty
  6. Jak pisałem od rana mróz, nawet poniżej parkingu. Dziś najlepsze warunki z ostatnich 3 dni, na B jakby się wszystko odwróciło, u góry odrobinę miękko i sypko, przy pierwszym wypłaszczeniu za to robił się przypruszony beton aż do orczyka na dole. Miła to odmiana po wczorajszym katoflisku na ściance, choć beton też zbierał swoje żniwo. Okolo 15 jak schodzilem mżawka i chmury na górze, dodatkowo już wszystko zaczęło puszczać. Mróz chyba dopiero w weekend więc pewnie będzie gorzej. Poniżej fotki z trasy A, na którą zapuszczały sie 2-3 osoby.
    4 punkty
  7. Jaworzyna Krynicka, też w zimowej odsłonie. I widok na Tatry.
    2 punkty
  8. Białce TRUDNA TRASA jest na wuja potrzebna. Nawet lepiej, jak jej nie ma. To nie jej, jak to się mówi, TARGET!
    2 punkty
  9. CG wszystko łącznie z parkingiem zmrożone, na gorze śnieżą
    2 punkty
  10. Nie wiem kto to, ale kibicuję tej Zawodniczce 😉
    2 punkty
  11. Rohace -4C i sypie, sporo ludzi. https://www.rohacespalena.sk/kamera-dolna/
    2 punkty
  12. Gubałówka. W piątek 6 stycznia 2023 na Gubałówce odbył się Sprint Test KW Zakopane w Narciarstwie Wysokogórskim.To nowa konkurencja w tej górskiej dyscyplinie, która pojawi się na najbliższych zimowych Igrzyskach Olimpijskich w Mediolanie 2026.W Polsce takie zawody odbyły się po raz pierwszy. Ich celem było nie tylko wyłonienie najszybszych zawodników, ale i przygotowanie organizatorów oraz sędziów do tego typu wydarzeń. Ponad 2500 kibiców mogło śledzić cały jej przebieg na tarasach Gubałówki.Zwyciężyli regularnie punktujący w Pucharze Świata Iwona Januszyk - Skialpinizm i Jakub Šiarnik Kolejne miejsca na podium zajęli członkowie naszej kadry narodowej Miśka Witowska i Jakub Bachleda-Księdzularz. Na najniższym stopniu podium stanął Jan Elantkowski i Nikola Maťková. Specyfika tej konkurencji pozwala na przeprowadzenie zawodów na stoku narciarskim. Dotąd rywalizacja odbywała się w górach wysokich i z punktu widzenia kibica nie była tak dostępna i atrakcyjna. Gubałówka jest idealnym miejscem do promocji tej dyscypliny. To największa impreza rozgrywana na stoku narciarskim, nigdzie poza skoczniami narciarskimi nie możemy spodziewać się takiej liczby kibiców. To duży krok naprzód i już czynimy starania o kolejna edycje” - mówił Marcin Rzeszótko - Dyrektor zawodów i wiceprezes Klubu Wysokogórskiego w Zakopanem.
    2 punkty
  13. Dlaczego za ćwierć wieku? Po prostu podtrzymujesz tradycję corocznej dyskusji o pewnych inwestycjach. Są pewne święte tematy, odgrzewane co jakiś czas bądź na podstawie artykułu prasowego, bądź z inicjatywy forumowiczów. Top 3 to: 1. Modernizacja Goryczkowej/inwestycje na Kasprowym (tutaj gównoburza zwolenników przeorania spychaczami Kasprowego i zwolenników ustanowienia tam krainy wiecznej szczęśliwości świstaka i kozicy). 2. Reaktywacja Nosala (tu wspominki o tym, jak fajnie się kiedyś tam śmigało z archiwalnymi fotkami). 3. Reaktywacja Gubałówki (tutaj dyskusja o trudnym charakterze górali i ogólnym bezsensie tej inwestycji na takim pagórku). Bonusowo nr 4. Jakiś z dupy wzięty news o budowie od podstaw nowej dużej stacji narciarskiej na pagórkach 600-700 mnpm (tutaj entuzjazm kilku zwolenników (przecież Białka dała radę) i głosy rozsądku, że w życiu nic takiego się nie stanie (bo się nie stanie:)).
    2 punkty
  14. Planowałem w tym sezonie odwiedzić kilka ośrodków narciarskich na Słowacji, na razie warunków na to nie ma. Kilka stacji przed sezonem już zapowiedziało się że nie będą działać ze względu na ceny prądu - do kilku z nich też chciałem pojechać. (m.in. Levoca, Plejsy - Krompachy, Ski Gugel Mlynky) Poniżej szybki, smutny przegląd kamerek w ośrodkach... https://www.holidayinfo.sk/sk/kamery Czekamy na zimowe czasy...
    1 punkt
  15. Najdłuższe powitanie nowego roku z jakim się spotkałem, szacuneczek😂
    1 punkt
  16. BESKIDZKA24 rozmawia z bielszczaninem Szymonem Malinowskim, który prawie 40 lat był czynnym ratownikiem górskim, przez wiele lat pełnił też funkcję prezesa zarządu Grupy Beskidzkiej GOPR. Kiedy zostałeś ratownikiem górskim? – Ślubowanie złożyłem w 1986 roku w schronisku na Błatniej. Przyjmował je ówczesny naczelnik Grupy Beskidzkiej, nieżyjący już Adam Kubala, człowiek-legenda. Razem ze mną złożyło je jeszcze kilku moich kolegów, m. in. Janusz Szeja, wieloletni kierownik schroniska na Szyndzielni. Foto Wiesław Miech zima 1988 r. pod przełączą Brona stoją od lewej: Edward Hudziak – kierownik schroniska na Markowych Szczawinach, Szymon Malinowski, Adam Kubala – Naczelnik. Wcześniej miałeś jakiś kontakt z górami? – Oczywiście. Beskidy poznawałem z rodzicami już jako dziecko. Później, w szkole średniej, zapisałem się do Klubu Wysokogórskiego. Nie miałem jeszcze 18 lat i musieli na to wyrazić zgodę moi rodzice. Na studiach zdobyłem uprawnienia przewodnika beskidzkiego i tatrzańskiego. Można powiedzieć, że góry były obecne w moim życiu od zawsze. Trudno było w tamtym czasie zostać goprowcem? – Trzeba było – tak jak obecnie – zdać egzamin kandydacki z umiejętności jazdy na nartach na poziomie pomocnika instruktora narciarstwa oraz ze znajomości topografii Beskidów. Każdy ratownik musiał znać góry jak własną kieszeń. Nie było GPS-ów, telefonów komórkowych ani nawet dokładnych map – korzystaliśmy z tych samych co turyści. Tylko doskonała znajomość gór pozwalała zachować orientację w terenie. Gdy panowały trudne warunki jedyną pomocą był kompas. Pamiętam jak podczas jednej z zimowych akcji na Pilsku, gdzieś na początku lat 90., musieliśmy dosłownie co kilka kroków sprawdzać na kompasie kierunek marszu, aby nie zabłądzić i dotrzeć na miejsce zbiórki. Jacy ludzi szli wtedy do GOPR? – Bardzo zróżnicowane grono. Ludzie różnych profesji i zawodów. Łączyła nas pasja do gór. Większość wywodziła się ze środowisk narciarskich, wspinaczkowych, przewodników górskich itp. Wielu miało za sobą wieloletni staż turystyczny. Jak wyglądała służba? Najczęściej pełniło się ją zimą na trasach narciarskich. Stąd też wiele osób kojarzyło i kojarzy nadal goprowców właśnie z tym zajęciem. Jednak ratownicy dyżurowali też w schroniskach turystycznych oraz w centrali. Brakowało trochę osób – powiedzmy – dyspozycyjnych, którzy mogli być szybko wezwani do akcji poszukiwawczej. Dlatego, że mieszkałem na miejscu (wielu ratowników mieszkało na Śląsku) już po rocznym szkoleniu zostałem pełnoprawnym ratownikiem. Jeśli dobrze pamiętam, było to na Hali Lipowskiej, gdzie instruktorami byli między innymi Adam Hula, jeden z najbardziej zasłużonych beskidzkich ratowników, wspomniany już Adam Kubala oraz lekarz Ryszard Gerber, Jasiu Łaciak, Kazek Sromek, Jurek Morawski i Ildek Czauderna. Pamiętasz swoją pierwszą akcje w górach? – Zanim o niej opowiem, muszą wyjaśnić jak wtedy wyglądała goprowska codzienność. Centrala mieściła się na piętrze kamienicy przy ulicy Piastowskiej, vis a vis dworca kolejowego w Bielsku-Białej. Tam cały czas dyżurował ratownik przy telefonie. Gdy przychodziło wezwanie musiał zebrać grupę poszukiwawczą. W tym czasie mało kto miał w domu telefon. Oczywiście stacjonarny, bo innych nie było. Mieliśmy więc cały system powiadamiania. Dyżurny telefonował do tych, którzy telefony posiadali, ci biegali od domu do domu, aby powiadomić kolegów. Ja nie miałem w domu telefonu, więc przychodził do mnie mieszkający w pobliżu, nieżyjący już Jurek Zontek. Potem wszyscy udawaliśmy się na ulicę Piastowską i ładowaliśmy się do samochodów – dwóch radzieckich terenowych „ułazów”, którymi wtedy dysponował GOPR i ruszaliśmy w góry. A sprzęt? – Z GOPR-u dostawaliśmy tylko charakterystyczny bordowy sweter, ochraniacze na buty oraz czapkę. Resztę trzeba było mieć własną. A wcale nie było łatwo cokolwiek kupić w tamtych czasach. Odpowiedniej odzieży, butów, plecaków czy sprzętu narciarskiego po prostu w handlu nie było. Trzeba było kombinować. O latarce czołówce można było tylko pomarzyć. Każdy miał własne metody, jak odpowiednio zaimpregnować buty czy kurtkę kangurkę, aby nadawała się w góry. Czasami za jakieś zasługi, na przykład odpracowane wielogodzinne dyżury, można było dostać z GOPR parę nart czy buty narciarskie. Każdy ratownik dostawał też tak zwaną „szajbę”, czyli owalny emblemat GOPR na gumce, który zakładało się na ramię, aby w tych „cywilnych” ciuchach można było nas rozpoznać na stoku czy w górach. Najgorzej było ze sprzętem łącznościowym, którego w praktyce nie mieliśmy oraz środkami transportu. Poza dwoma samochodami, które i tak w wiele miejsc nie mogły dojechać, wszędzie, nawet zimą przy kopnym śniegu, chodziło się na piechotę. Łączność w terenie miały nam zapewnić krótkofalówki „Klimek”. Problem w tym, że były zawodne, a co najgorsze nie wszędzie był zasięg. W wielu miejscach w górach po prostu nie działały. Po jednej z całonocnych akcji zeszliśmy zmęczeni z gór i chcieliśmy, aby przyjechał po nas samochód. Nie było jednak łączności z bazą, więc jeden z kolegów zabrał „Klimka” i poszedł ponownie w góry, aby złapać gdzieś sygnał i ściągnąć samochód. A ta pierwsza akcja? – Ta, która zapadła mi w pamięć, miała miejsce w masywie Magurki Wilkowickiej. Zaginął tam wieczorem starszy mężczyzna mający problemy z pamięcią. Mieszkał w górach. Wyszedł po zmroku do znajdującej się na zewnątrz „wygódki” i nie wrócił do domu. Rodzina nie mogła go odnaleźć. To było późną jesienią, wyżej w górach leżał już śnieg. Sytuacja byłą trudna, obawiano się, że mężczyzna nie przetrwa nocy w takich warunkach, był cienko ubrany. Było nas ponad 20. Dosłownie do popołudniowych godzin następnego dnia po zaginięciu przeczesywaliśmy cały teren. Tyralierą, w odstępach kilkunastu metrów, schodziliśmy w dół zbocza aż do podnóża góry, po czym samochód wywoził nas znowu na górę i przeczesywaliśmy kolejny sektor. Ostatecznie mężczyznę całego i zdrowego, choć mocno zziębniętego, udało się odnaleźć w rejonie Straconki. I to wszystko za „Bóg zapłać”? – Oczywiście. To służba ochotnicza. Przy czym w tamtych czasach nie było problemów z usprawiedliwieniem się z nieobecności w pracy na czas akcji. Wtedy ratownicy cieszyli się takim szacunkiem, że wystarczyło, że żona zadzwoniła rano do firmy i powiedziała, że mąż nie pojawi się w robocie, bo w nocy został wezwany na akcję i wszyscy przyjmowali to ze zrozumieniem. Słyszy się coraz częściej o turystach kompletnie nieprzygotowanych do wędrówki czy zachowujących się w górach bardzo nonszalancko. Dawniej też takich się spotykało? – Było z tym różnie. Dawniej, zwłaszcza zimą, ludzi w górach pojawiało się znacznie mniej niż obecnie, a ci, którzy po nich chodzili byli raczej doświadczeni i przygotowani na czekające ich trudy. Gdy pierwszy raz wybrałem się zimą na Babią Górę, było to gdzieś końcem lat 70., nie byłem jeszcze wtedy w GOPR, to nie znałem w tym czasie w swoim otoczeniu nikogo, kto byłby zimą na Babiej. Teraz pojawiają się tam każdej zimy setki czy tysiące turystów, nawet gdy warunki są skrajnie trudne. Zawsze znajdzie się wśród nich ktoś, kto przeceni swoje siły i umiejętności. Pamiętam, jak w latach 90. kobieta zgłosiła, że na Pilsko wybrał się na narty czy snowboard jej mąż wraz z synem i nie dotarli wieczorem na kwaterę. Ruszyła akcja poszukiwawcza, bo wszystko wskazywało na to, że zaginieni zjechali poza trasę i zaginęli gdzieś po słowackiej stronie góry. W tym czasie trzeba było zgłosić straży granicznej, że prowadząc poszukiwania musimy przekroczyć granicę. Uruchamiało to całą sekwencje zdarzeń, bo sprawa była później wyjaśniana przez odpowiednie służby. W górach warunki były paskudne. Głęboki śnieg, przez który trzeba było się przebijać, zapadający zmrok i na dodatek mgła. W akcji brało udział około 20 ratowników i gdy nad ranem dotarliśmy kompletnie wyczerpani do słowackiej wioski u podnóża Pilska okazało się, że oboje poszukiwani, cali i zdrowi, bezpiecznie zjechali już wieczorem na dół i nikomu nic nie mówiąc przenocowali w Sopotni. Tymczasem zrozpaczona kobieta nie wiedziała, co się dzieje z mężem i synem, a w górach ponad 20 ratowników przez noc prowadziło akcję poszukiwawczą. Byli wtedy ze mną między innymi Adam Hula z synem, Tomek Jano – obecny zastępca naczelnika i Witek Cisowski, którego pies pomagał nam w poszukiwaniach. Jakieś nietypowe akcje? – Poszukiwaliśmy pacjenta, który będąc w szoku pooperacyjnym wyszedł ze szpitala w Bystrej i zgubił się gdzieś w pobliskich górach, innym razem przeczesywaliśmy teren w poszukiwaniu pacjenta szpitala psychiatrycznego w Olszówce. Akcji było sporo. Na szczęście przez wszystkie te lata nigdy nie przypadł mi w udziale smutny obowiązek transportowania z gór zwłok. Teraz praca goprowców wygląda inaczej? – I tak, i nie. Jeśli chodzi o sprzęt i wyposażenie, to różnica jest ogromna. Pojawiły się skutery śnieżne, quady, nowoczesne samochody terenowe, łatwiej skorzystać z transportu śmigłowcowego, są drony i doskonała łączność. Zimą ratownicy korzystają z nart skiturowych, mają odpowiednią odzież i cały potrzebny ekwipunek. To ogromnie pomaga, bo łatwiej i szybciej można dotrzeć na miejsce poszukiwań. Poza tym dzięki nowoczesnym środkom łączności, telefonom komórkowym, specjalnym aplikacjom oraz odbiornikom GPS łatwiej zlokalizować osoby zaginione czy wytypować dokładniej obszar poszukiwań. Z drugiej strony przed ratownikami stoi obecnie znacznie więcej wyzwań. W górach jest coraz więcej turystów i narciarzy, więc wypadków jest więcej. Poza tym pojawiło się wiele nowych form aktywności: rowery górskie, paraglajty, zimą skitury, wiele osób biega po górach itp. Dlatego ratownicy muszą cały czas się szkolić i podnosić swoje kwalifikacje, aby sprostać wyzwaniom. Nie tak łatwo jest chociażby zdjąć z drzewa, przy użyciu technik alpinistycznych, pechowego paralotniarza. A takie wypadki zdarzają się coraz częściej. Dawniej ich nie było. Wyzwaniem jest też na przykład ewakuacja osób uwięzionych w kolejkach górskich. Wcześniej nie było takich akcji? – Raczej nie. Jeszcze dwadzieścia lat temu w całych Beskidach funkcjonowały tylko trzy kolejki linowe. Teraz jest ich kilkadziesiąt. Pierwszy raz brałem udział w takiej akcji w latach 90., gdy zepsuła się kolejka na Szyndzielnię. To była trudna akcja, bo po raz pierwszy – nie licząc szkoleń – spotkaliśmy się z taką sytuacją w praktyce. Największym wyzwaniem, jak się okazało, było zlokalizowanie wagonika, w którym – jak poinformowała nas obsługa – jechała na górę matka z małym dzieckiem. Tego dnia było bardzo zimno, więc chcieliśmy ją ewakuować w pierwszej kolejności. Akcją kierował nasz ówczesny szef wyszkolenia Robert Piórkowski. Wszystko skończyło się wtedy dobrze. Co jeszcze się zmieniło? – Dawniej nie było na przykład akcji ratunkowych w jaskiniach. Po prostu nikt, oprócz wytrawnych speleologów ich nie eksplorował, a mało kto nawet wiedział, gdzie w terenie znaleźć do nich wejście. Kiedy pod koniec lat 50. do jaskini w Trzech Kopcach wybrał się mój ojciec wraz z moim wujkiem, to relacja z tej wyprawy, okraszona zdjęciami, znalazła się nawet w waszej gazecie, bodaj w 2. numerze „Kroniki Beskidzkiej”. Teraz położenie beskidzkich jaskiń jest powszechnie znane. Odwiedza je wiele osób, zdarzają się więc też i wypadki. Transport poszkodowanego w takich warunkach to ogromne wyzwanie dla ratowników, muszą się więc teraz szkolić także na taką ewentualność. Czyli teraz jest trudniej? Tak bym nie powiedział. Jest na pewno nieco inaczej. Obecnie służba jest bardziej profesjonalna. Każdy ratownik musi przyswoić wiele specjalistycznej wiedzy i umiejętności. Dawniej więcej się improwizowało. Chociażby konstruując na poczekaniu przygodne środki transportu, dzięki którym można było ewakuować kontuzjowane osoby w trudno dostępnym terenie. Teraz w prawie każde miejsce można dojechać quadem czy skuterem śnieżnym. Ratownicy muszą teraz posiadać znacznie większą wiedzę medyczną i nieustannie szkolić się w tym zakresie. Dawniej dostawało się niewielką apteczkę (tak zwaną nerkę), w której były jakieś bandaże, szyna do unieruchamiania złamań, tabletki przeciwbólowe, jodyna, krople do oczu czy na żołądek i to wszystko. Obecnie każdy goprowiec przechodzi kurs ratownictwa medycznego, zdaje państwowy egzamin i co trzy lata musi ponownie przechodzić tę procedurę. Ogromną wagę przykłada się też do odpowiedniego przygotowania kondycyjnego, ratownicy przechodzą regularnie testy sprawnościowe. Dawniej kondycję ratowników weryfikowało życie, czyli udział w akcjach. Wciąż są chętni, aby wstępować w szeregi GOPR? – Raczej tak. Wielu młodych ludzi chce złożyć ślubowanie i nieść bezinteresownie pomoc osobom potrzebującym jej w górach. I oby to się nie zmieniło.
    1 punkt
  17. Szkoda, bo wiem że sporo ludzi chciało się wybrać na Marynę do Szpindlerowego.
    1 punkt
  18. W HEAD mieli skonstruować takie na "lampach" - wspólnie z firmą Marshall produkującą lampowe wzmacniacze do gitar....podobno mają wycinać super czyste łuki na stoku...
    1 punkt
  19. To daj znać, jak będziesz gdzieś jechał, ja tez pojadę. pozdrawiam
    1 punkt
  20. Właśnie rozkminiam czy w weekend robić Jurgów czy Grapę (albo jedno i drugie). Trzeba w końcu pojeździć a w Krynicy warunki słabe, z kolei w Białce nalot.
    1 punkt
  21. Bolzano. "Neveitalia" wrzuca zdjęcia dzisiaj.
    1 punkt
  22. rok temu jeździłem na FIS2 po 3K, a przed feriami; no i zwykle "usypki" robili bliżej stoków; zobaczymy, mają być dwa dni mrozu pod rząd (w nocy...), jeśli na 1szy feryjny weekend nie otworzą to istotnie urządzili sobie "magazyn", a ludzie i tak przyjadą - na fejsie Białki temat numer jeden to opłata za parking (mniejszy, tuż pod stacją; większy niżej, nadal darmowy), o zamkniętej dwójce pies z kulawą nie wspomina, wiec może ludziom nie zależy;
    1 punkt
  23. Ubiegłego sezonu też FIS dość długo służył za magazyny śniegu. To chyba taka stała praktyka.
    1 punkt
  24. Włoska pogoda w dniu dzisiejszym, nic tylko jeździć i jeździć. ca Słońce, słońce, więcej słońca. Ludzi bardzo mało. Warunki Rano. Zdjęcia dzięki uprzejmości szwagra, niektórzy to mają szczęście 😉.
    1 punkt
  25. Spróbuj https://www.slowjogging.pl/ , poczytaj, pooglądaj. Z doświadczenia wiem,że działa, sprawdzone na wielu "łapaczach kontuzji". Link to tylko przykład szukaj tych z naciskiem na technikę i aspekty medyczne a mniej nastawionych na osiąganie stanu "euforycznego zadowolenia"
    1 punkt
  26. Snow Crew ustawiła armatki w miejscu, gdzie jest przejazd między Efką a Luxtorpedą. Pójdą dziś w nocy salwy.
    1 punkt
  27. Robią to, co Szczyrk: otwierają na siłę 1 trasę, aby nie zwracać wcześniej zakupionych karnetów i nie mieć pretekstu do odwołania hotelowych rezerwacji. Ja to w każdym razie tak odbieram, może nadinterpretuję?
    1 punkt
  28. https://youtu.be/yj7ZBAS2cVw Swoją drogą… niezłe filmy wtedy kręcili. I to przy skromnych, patrząc dzisiaj, możliwościach technicznych.
    1 punkt
  29. Co to za dziadowskie narciarstwo, nie widzę sztruksu. Przecież po takiej trasie nie da się zjeżdżać. I armatek brak. No, normalnie dramat...😔🙃🤪
    1 punkt
  30. Nie Ferie wiosenne Banskobystrický, Trenčiansky, Žilinský 25. 2. 2023 - 5. 3. 2023 Prešovský, Košický 4. 3. 2023 - 12. 3. 2023 Bratislavský, Nitriansky, Trnavský 18. 2. 2023 - 26. 2. 2023
    1 punkt
  31. Cześć, uda się coś skrobnąć?😉
    1 punkt
  32. Ruszają 17-go https://bachledka.sk/otvorenie-lyziarskej-sezony Uwaga narciarze! Już w najbliższą sobotę 17.12. otwieramy sezon narciarski! Będzie można jeździć na nartach na stokach Majstrák i Hrebeň Do dyspozycji będzie również szkółka narciarska, wypożyczalnia sprzętu narciarskiego, restauracja Panorama oraz bufet Jezersko. Godziny otwarcia Centrum 9:00-15:30
    1 punkt
  33. Na górze powoli robi sie bialo, śnieg zostaje na drzewach i ziemi gdzieś od końca ścianki na A (jak drugi raz luxtorepda idzie nad trasa), poniżej topi się
    0 punktów
  34. Tak się zastanawiam skąd toto na to forum przyszło? Co powoduje że niektórzy ludzie siedząc nad klawiaturą pozbywają się resztek kultury osobistej? Tu od razu widać że niektórzy mieli fatalny żywot. Zejszczywał się taki, ojciec go lał, baba go zostawiła dla innego, koledzy wyśmiewali, szef olewa, grosza przy dupie nie ma, lico fatalnie szkaradne... Teraz siedzi nad klawiaturą i szuka zwady. Komu tu przyłożyć, kogo obrazić, kogo wyśmiać. I robi to, nie zdając sobie nawet sprawy z tego, że odkrywa całe swoje ubogie ja. Pełne żalu, nienawiści, pretensji do wszystkiego i wszystkich. Można mieć odmienne poglądy, to jasne. Można różnić się w rozumieniu różnych zagadnień, oceniać różne zdarzenia. Ale czy trzeba się obrażać wzajemnie? Komu takie obrażanie przynosi korzyść i satysfakcję? Te personalne ataki pętaków forumowych są tak odrażające że aż rynsztok przypominają. Pan Mitek zasłużył sobie na to co go spotkało. Czy na zawsze? Nie! Każdy powinien mieć szansę na poprawienie się, na wyciągniecie wniosków z własnego postępowania, na naprawienie zła, jesli takie wyrządził. Dla mnie nie Mitek jest tu problemem. Tu problemem jest kilku psychopatów społeczno politycznych. Jakichś nieudaczników społecznych którzy nie umieją odnaleźć się w grupie. Chęć zaistnienia spowodowała że są żałośni. Przykre to że muszę tak napisać. Ojszczynoga który nic w życiu nie osiągnął, raczej nie zrozumie dlaczego jego bezpośredni atak na znaną osobę, która jakiś sukces odniosła, jest chamstwem. Ileż tu na forum było chamskich ataków wzajemnych na siebie, ileż na grupy społeczne, zwolenników jakichś partii, programów, myśli, starców, dzieci, biednych, bogatych, wierzących i niewierzących, nauczycieli, lekarzy, wojskowych, rolników, kierowców, snowbordzistów, pieszych, motocyklistów, gorzej jeżdżących na nartach, pijoków... Jacek, rozważ jeszcze raz czy nie zmienić zdania.
    0 punktów
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...