Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Ranking

  1. surfing

    surfing

    Użytkownik forum


    • Punkty

      14

    • Liczba zawartości

      4 038


  2. Lexi

    Lexi

    Użytkownik forum


    • Punkty

      3

    • Liczba zawartości

      3 902


  3. pawelb91

    pawelb91

    Użytkownik forum


    • Punkty

      3

    • Liczba zawartości

      4 008


  4. Narty pilsko

    Narty pilsko

    Użytkownik forum


    • Punkty

      2

    • Liczba zawartości

      217


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 11.11.2023 w Odpowiedzi

  1. Zakopane Nosal marzec 1974 Zakopane maj 1974 zgrupowanie piłkarzy przed Mundial 74 (3 miejsce) od lewej Kazimierz Deyna, Jerzy Gorgoń, trener Kazimierz Górski
    8 punktów
  2. 09.11.2023 jest Kolejny krok do budowy nowej stacji narciarskiej Nosal w Zakopanem. Urząd miasta wydał decyzję środowiskową dla nowej inwestycji. Decyzja środowiskowa dla budowy wyciągu narciarskiego na Nosalu w Zakopanem otrzymała rygor natychmiastowej wykonalności. Teraz inwestor – Tatrzański Park Narodowy – może złożyć wniosek o pozwolenie na budowę.
    4 punkty
  3. Na stronie Jaworzyny. Szkoda że ta nowa 3km trasa nie będzie naśnieżana. Nowości w sezonie zimowym 2023/24. Zmieniamy się dla Was! Prawdą jest, że zimy jeszcze nie widać, ale już dzisiaj chcemy pokazać Wam, co nowego czeka naszych Gości w sezonie zimowym 2023/24. Postaramy się opisać wszystko w telegraficznym skrócie, ale możecie nam wierzyć, że zmian jest naprawdę bardzo dużo! Na początek NOWA mapa stacji. W pocie czoła pracowaliśmy nad nią przez wiele tygodni, aby szczegółowo oddać nowości, jak i charakter Jaworzyny Krynickiej. Jak Wam się podoba? Przeanalizujmy krok po kroku, co się zmieniło i jakie nowości czekają na naszych Gości. Wiemy, że otwarcie Jaworzyny Express w sezonie 2022/23 spotkało się z ogromnym entuzjazmem, a sama kolei przypadła do gustu naszych Gości. Dlatego, cieszymy się tym bardziej, że możemy mówić o nowych trasach narciarskich, jak i kolei. Nowe trasy narciarskie Nowa trasa w kolorze niebieskim (łatwa) została wybudowana na szczycie Jaworzyny Krynickiej. Oznacza to, że nawet przy słabej zimie, jest gwarancja dobrego jakościowo śniegu. Trasa ma 15% pochylenie, 35 m - 40 m szerokości i długość ok 450 m. Będzie trasą przejściową do nauki pomiędzy łatwym Żółwikiem, a trudniejszą trasą nr 3. Trasa będzie obsługiwana przez nowoczesną 4-os kolej krzesełkową z niebieskimi osłonami przeciwietrznymi. Na szczycie trasy znajdować się będzie punkt widokowy oraz biuro Szkoły Jaworzyna i Akademii Misia Polarnego. Przypominamy, że trwają już zapisy na lekcje i turnusy szkoleniowe w naszej szkółce. Zapisać można się pod numerem telefeniu +48 512 203 000 lub pisząc na [email protected]. W tym sezonie udostępniona będzie również 2 km Leśna Nartostrada "Dookoła Świata" dla wszystkich zwolenników zimowych przygód poza stokiem. Jak się na nią dostać? Przy karczmie na trasie nr 3 wystarczy skręcić w lewo i zjechać obok Schroniska PTTK (polecamy pyszną herbatkę malinową i pierogi), dalej podążać za drogowskazami. Uważajcie, bo nartostrada przebiega przez trasę nr 5! Trzeba zachować szczególną ostrożność przy przejeżdżaniu przez nią. Kiedy przedostaniecie się na drugą stronę trasy, czeka na naszych Gości piękna leśna droga (ratrakowana), którą dojedziecie do trasy nr 6s (trasa sportowa) i 6 a następnie do trasy nr 1. Tutaj można zjechać bezpośrednio pod gondolę lub przejechać dalej w kierunku trasy nr 4. Leśna nartostrada będzie czynna w zależności od naturalnych warunków śniegowych (nie jest naśnieżana!). Pomiędzy trasami nr 1 i 6 w górnym odcinku, będziecie mogli skorzystać z prawdziwej BOMBY - 900 m tor skicrossowy spełni wymagania zarówno najmłodszych, jak i starszych narciarzy. Czekają tam na naszych Gości liczne zakręty, hopki i ogrom zabawy. Trasa skicrossowa będzie czynna w zależności od naturalnej pokrywy śnieżnej. Na szczycie trasy nr 2 będzie można skorzystać ze 350 m slalomu z pomiarem czasu. Slalom jest łatwy i przystępny dla każdego. Można w tym miejscu szkolić swoje umiejętności jazdy na tyczkach. Za slalom odpowiada nasza Szkoła Jaworzyna - stąd, jakość gwarantowana! Nowa kolej krzesełkowa Na trasie nr 7 będzie dostępna nowa 4-os kolej firmy Doppelmayr z niebieskimi osłonami przeciwietrznymi. Kolej będzie poruszać się z prędkością 5 m/s, posiada wszelkie zabezpieczenia dla dzieci i osób które się uczą. Z kolei krzesełkowej można podziwiać wspaniałe i niepowtarzalne panoramy Beskidu Sądeckiego. Tuż obok kolei znajdziecie punkt widokowy z charakterystyczną ponad 2.5m ławką w kształcie SERCA. Nie dajcie się długo namawiać - to miejsce aż prosi się o zdjęcie! Podzielcie się dobrą energią w sieci Facebook Instagram. Nowe ratraki, oświetlenie i naśnieżanie W tym sezonie zostały zakupione 2 nowe ratraki. Wszystko po to, aby lepiej przygotowaywać trasy narciarskie i zadbać o to, aby uśmiech na twarzach naszych Gości nie schodził do samego wieczora. Trasa nr 6 i 6s (trasa sportowa) zyskają nowe ledowe oświetlenie. Będzie jasno i bardzo przytulnie. Nocna jazda, która w tym sezonie będzie w godz. 18:00 -21:00 stanie się prawdziwą przyjemnością. Trasy nr 6 i 6s będą ratrakowane od godz. 16:00. Na nocną jazdę dostępna będzie również trasa nr 1 (dolny odcinek). Może nie uda się naszym Gościom tego zobaczyć, ale jesteśmy przekonani, że wszyscy odczują zmianę na lepsze. Otóż, system śnieżenia jest w całości modernizowany na całej Jaworzynie Krynickiej. Tworzymy Centrum Komercyjne: wypożyczalnia, serwis, nowe kasy (i wiele więcej) Na stacji dolnej, od strony parkingu głównego pojawią się nowe kasy biletowe, Biuro Obsługi Klienta i nowe biletomaty. Wszystko po to, aby jeszcze wygodniej i prościej można było zakupić skipass, nie tracąc czasu w kolejkach. W końcu nasi Goście przyjeżdżają do Krynicy po to, aby pojeździć, a nie stać w kolejkach. Obok dolnej stacji kolei gondolowej, otwarta będzie w tym sezonie nowa wypożyczalnia nart HEAD oraz Centrum Testowe. Będzie to druga marka narciarska (obok lubianego przez naszych Gości Rossignola) na Jaworzynie. Marka HEAD jest również ambasadorem naszej Szkoły narciarskiej Jaworzyna Ski&Snowboard. W wypożyczalni HEAD znajdziecie nowoczesny serwis narciarski marki Wintersteiger. Maszyna Wintersteiger Jupiter jako jedyna na świecie posiada technologię V-EDGE Tuning, która jest wykorzystywana w serwisowaniu sprzętu przeznaczonego dla sportu zawodowego. Dzięki niej nasi serwisanci przygotują każde narty, w tym przede wszystkim - narty sportowe. Na trasie nr 2a i 4 zostanie udostępniony dodatkowy bezpłatny parking. Nasi Goście będą mogli rozpocząć jazdę na Jaworzynie bez konieczności jazdy pod dolną stację kolei gondolowej. Przy trasie nr 4 pojawi się również kasa biletowa i skipassomat. Przez większość sezonu zimowego na terenie ośrodka będziecie mogli spotkać "Przewodnika po stoku". Przewodnik wytłumaczy jaką trasę narciarską wybrać w zależnosci od umiejętności, pokieruje do gondolki, wskaże toaletę, czy pomoże przy zakupie biletu. Będzie do dyspozycji naszych Gości od poniedziałku do niedzieli. Nie bójcie zapytać się go/ją o drogę! To jeszcze nie wszystko, ale wisienkę zostawiamy sobie na koniec. Już niedługo opublikujemy kolejne aktualności. Zapraszamy na nasze media społecznościowe, gdzie publikujemy na bieżąco, co nowego: Facebook Instagram. Dołącz do nas i do zobaczenia na Jaworzynie Krynickiej!
    2 punkty
  4. Różnica poziomów 220 m. Sześćset metrów miał wyciąg. Nosal nieźle znałem. Korzystałem czasem, gdy na Kasprowym wiało, lub nie można było wyjechać na górę, z powodu miejscówek. To był dla mnie testowy stok. Problem był u samej góry, po prawej stronie(patrząc z dołu-stojąc nieco poniżej). Trenujący zawodnicy zostawiali tu kawałek lodowego stoku. Trudno było zaczepić, przed zmianą kierunku, sklepowe ołówki, w dodatku ostrzone raz na rok. Ratunkiem było szukanie trasy(duże muldy)jadąc po prawej stronie po wyjściu z krzesełka. W budzie na dole trzymano tyczki. Czerwone i niebieskie. Zawodnicy(młodzi), ustawiali sobie takie treningowe wertikale. Często widziałem takie treningi, z trenerem. Czasami to była grupka dziecki ze szkoły sportowej na pobliskim Bystrem, czasami starsi juniorzy. Podsłuchiwałem rady trenera. Tego typu- "ręce do przodu, ręce do przodu". Aktualne do dziś. Korzystając z Nosala można było czasem pojechać do Kuźnic(krótką nartostradą do nartostrady z Hali Gąsienicowej). I po południu szukać szansy w Kuźnicach na wyjazd na Kasprowy. Zawody Pucharu Świata oglądałem w TV. Zwróciłem uwagę na Grossa. Ominął bramkę, szybciutko podszedł i uplasował się chyba w pierwszej dziesiątce. Takie wtedy były różnice między zawodnikami. Naszymi orłami byli Bachleda i Dereziński. Liczono na dobre miejsce Ałusia. Raz byłem tu na zawodach Klubu Wysokogórskiego. Start był nieco wyżej, niż dojeżdżała Poma. Woziło mnie niemożebne na wyślizganiach obok tyczek. Wygrał stojący parę zawodników przede mną jakiś Zakopiańczyk, którego wpisano do Klubu Wysokogórskiego tuż przed zawodami. Manewr był konieczny, ponieważ etatowym "wygrywaczem" na tych zawodach był jakiś gość z Katowic. Hańba dla Zakopiańczyków. Facet rzucił ćmionego peta i ruszył. Tyczki się zakołysały. Różnica między amatorami a zawodowcem rzucała się w oczy.
    2 punkty
  5. Dziś odbyły się pierwsze oficjalne treningi zjazdu na nowej trasie. Wrzucam kilka fotek https://www.facebook.com/reel/188288297660560
    2 punkty
  6. Ja tam oglądałem Panie. Dość mroźna zima. W Finlandii nigdy nie byłem na nartach, coraz bardziej, mnie jednak, kusi ta myśl 😉.
    1 punkt
  7. Sam sobie odpowiedziałeś.
    1 punkt
  8. Trasa krótka ale stroma, Nosal trasa slalomowa 800m vertical 260m.
    1 punkt
  9. Jan Bachleda-Curuś (1951-2009 ), znany zakopiański narciarz, alpejczyk, olimpijczyk (1976 – Innsbruck). Patrząc na osiągnięcia sportowe rodziny Bachledów najczęściej wspominamy Andrzeja Bachledę „Ałusia”. Tymczasem jego brat, pozostający nieco w cieniu Andrzeja, Jan Bachleda-Curuś, osiągnął także świetne wyniki na alpejskich trasach: raz był 4. w Pucharze Świata (1975 – Garmisch-Partenkirchen), wielokrotnie mieścił się do czołowej „10” najlepszych alpejczyków, zdobywał tytuły akademickiego mistrza świata i medale na Spartakiadach Armii Zaprzyjaźnionych. 19. razy stawał na najwyższym podium Mistrzostw Polski. Brawurowo jeździł na nartach, ale i samochodem (rekord trasy do Łysej Polany) i motocyklem. Oto historia drugiego wielkiego formatem narciarza z duetu Bachledów, którzy przebojowo, w zaiste góralskim stylu, weszli do czołówki narciarzy świata lat 70. Początkowo bardziej od nart interesował go motocykl i przyjemne uczucie szybkości. Potem jednak, zachęcony sukcesami brata, skłonił się w stronę nart. Po latach wspominał „gdyby nie Andrzej nie osiągnąłbym w narciarstwie wiele. Atmosferę sprzyjającą narciarstwu w domu tworzył ojciec, a także matka, ale to Andrzej wprowadził mnie do świata sportu. Ufałem mu bezgranicznie w każdej sprawie i dobrze na tym wyszedłem, choć wiele było takich chwil, kiedy się przeciw niemu buntowałem. Zwłaszcza wówczas, gdy nasze wyniki były zbliżone. Gdy osiągaliśmy podobne rezultaty, a on zawsze miał jakieś uwagi, mówił o błędach, jakie jeszcze popełniałem. Były to z pewnością uwagi słuszne! Obserwowałem wielu mistrzów narciarskich i zrozumiałem dobrze, jak cenią sobie taką pomoc”. Jan Bachleda-Curuś osiągnął na nartach wiele, można powiedzieć, że w pewnym okresie na stałe zadomowił się w pierwszej dziesiątce najlepszych alpejczyków świata. Nie lubił udzielać wywiadów. Skromność? Na pewno tak, ale historia jego kariery obfituje w wyniki dzięki którym „drugi z narciarskiego duetu” Bachledów zasługuje z pewnością by przypomnieć jego związki z nartami. Zresztą trudno mówić, że był „drugi”, gdyż w pewnym okresie potrafił nieźle „dokosić” swemu bratu. Jan Bachleda-Curuś urodził się 19 kwietnia 1951 r. w Zakopanem. Zaczął jeździć później niż starszy brat Andrzej, bo jak wspomina Andrzej Bachleda-Curuś senior „mieliśmy mniej czasu na zajęcie się młodszym synem”. Jan Bachleda ma góralski charakter, widać to także na nartach, jeździł bardzo dynamicznie, ostro, czasami „wylatywał” z trasy, ale poszedł w ślady brata. Pierwszy cel jaki sobie postawił na nartach był niezwykle ambitny- tym celem było Dogonienie Jędrka... Andrzej Bachleda Curuś senior, ojciec Andrzeja i Jana wspomina początki kariery sportowej swojego młodszego syna: Jasiek zaczął od motorów, jeździł na nich szalenie bojowo i odważnie. Na przykład podjeżdżał pod próg Średniej Krokwi na motorze. Uważam, że to mu bardzo pomogło w przejściu do nart i wyczynu narciarskiego. Motocykl wyrabia bowiem odwagę. Potem Jasiek poszedł do SN PTT, tak jak my, chcieliśmy w ten sposób nawiązać do rodzinnej tradycji. To prawda, zarówno matka - Maria z domu Wawrytko, jak i ojciec Jana Andrzej Bachleda- należeli do klubu SN PTT i byli narciarskimi mistrzami Polski. Andrzej Bachleda senior wspomina: wychowywałem Jędrka i Jaśka po swojemu. Obaj chłopcy wyrośli w atmosferze pracy, góralskiego „zwyku”, ocierali się w domu o religię, muzykę, pracę fizyczną i sztukę - to wszystko ich kształtowało. No i oczywiście narty - taka atmosfera jest bardzo ważna. Jan Bachleda starał się dorównać bratu i wcale nie było mu łatwo, gdyż Andrzej Bachleda po udanym występie w Grenoble (1968) należał do dziesiątki najlepszych alpejczyków świata. Ale chęć dorównania bratu była w Jaśku bardzo silna.. i już jako 17. letni junior startował w końcu lat 60. w mistrzostwach Polski i walczył o złoto z Bronisławem Trzebunią, Piotrem Lipowskim, Orlewiczem i oczywiście ze swoim bratem. Był wicemistrzem Polski w zjeździe za „Piratem”, Jerzym Woyną-Orlewiczem. W Memoriale im. Br. Czecha i Heleny Marusarzówny w międzynarodowej obsadzie był 6. w slalomie, 5. w dwuboju i 9. w slalomie gigancie. Już wtedy został zauważony przez Andrzeja Gąsienicę-Roja - trenera polskich alpejczyków, który tak się wyraził o jego stylu jazdy „Jasiek dobrze jeździ, jest mocny i dynamiczny”. Po udanym dla Jana sezonie pisano w prasie sportowej „liczy się już nie tylko „Ałuś”. Jak dwaj Bachledowie pokonali Armię Czerwoną... Było to podczas Spartakiady Armii Zaprzyjaźnionych w Zakopanem w roku 1971. Narciarze-żołnierze ZSRR święcili coraz to większe sukcesy, aż tu nagle na ich drodze stanęła dwójka pośpiesznie skoszarowanych górali z rodziny Bachledów: Andrzej i Jan. Na tych zawodach, w konkurencjach alpejskich Bachledowie zdobyli wszystkie złote i srebrne medale. Dzięki ich wynikom, oraz znakomitej postawie biathlonistów, w ogólnej punktacji Polska wyprzedziła ZSRR, ku wielkiej uciesze publiczności i polskich generałów. Bracia Bachledowie otrzymali za swoje zwycięstwo piękny puchar, ufundowany przez ministra spraw wewnętrznych Rumunii. Był to chyba jedyny w historii przypadek, kiedy dwaj górale pokonali Armię Czerwoną... Narciarski duet braci Bachledów... Gdyby narciarstwo światowe porównać do mknącego z prędkością ponad 100 km/h ekspresu „Wienerwalzer” to w latach siedemdziesiątych mieliśmy na stałe zarezerwowane dwa miejsca w przedziale pierwszej klasy dla najlepszych alpejczyków świata. Miejsca te zajmowali bracia Andrzej i Jan Bachleda. W olimpijskim roku 1972 Jan i Andrzej są w doskonałej formie. Tysiące przejechanych przed zawodami tyczek sprawiają, że dwaj Polacy zaskakują na najważniejszych zawodach Pucharu Świata wysoką formą. Styczeń 1972 r., Haus im Ennstal, niedaleko Schladming. Na górze Hauser Kaibling trasa do biegu zjazdowego o długości 2650 m i aż 670 metrów różnicy wysokości. Na starcie zawodów pojawiło się 74 rywali z 9 krajów, w tym czołówki alpejczyków Austrii i Szwajcarii. Były to zawody jubileuszowe „Krummholzrennen” w których nagrodami były wyjątkowo piękne i duże puchary. Jan Bachleda jedzie na całego i z czasem 1 min. 39.33 zajmuje pierwsze miejsce! W niedzielnym slalomie specjalnym jest 2. za Norbertem Wenderem z Austrii. W Mayrhofen w Austrii, gdzie startuje znakomity Hiszpan Ochoa, Jan Bachleda wygrał slalom specjalny. W Borowcu jest drugi za Papangełowem – a więc dogonił Jędrka!. Andrzej Bachleda tak podsumował ten sezon swojego brata „trudno mu się było zdecydować: motory czy narty? Na szczęście wybrał narty. Jasiek jeździ bardzo żywiołowo, znakomity jest finisz Janka w tym sezonie. Nie poznałem brata - Jasiek startował z dalekimi numerami, a zajmował wysokie lokaty”. Na pytanie czy nie boi się, że brat go prześcignie, „Ałuś” odpowiedział : „takie jest prawo życia”. Mimo wyników Jan Bachleda nie znalazł się obok brata Andrzeja w reprezentacji Polski do Sapporo (1972). „Ktoś” zdecydował, że młodszy z Bachledów nie pojedzie, a Jasiek daleki był od tego, by błagać „dygnitarzy” polskiego narciarstwa o paszport do Japonii, to nie odpowiadało jego naturze...Zamiast niego pojechał ktoś z działaczy... W gazetach pisano „Jan Bachleda będzie oglądał Zimowe Igrzyska w Sapporo, ale... w telewizorze”. „Jaśka skrzywdzono- mówi pani Maria Bachleda-Curuś- gdyby pojechał do Sapporo to miał szanse na punktowane miejsce. Jeździł wtedy bardzo dynamicznie”. Andrzej Bachleda „Ałuś” wspomina: Do Sapporo pojechałem świetnie przygotowany, ale nie w najlepszym nastroju. Wprawdzie był ze mną trener Andrzej Roj, lecz brakowało mi jakiegoś kolegi zawodnika. Mój młodszy brat Janek miał świetne wyniki i byłem pewien, że zostanie on wysłany na Olimpiadę. Niestety wbrew zdrowemu rozsądkowi, pozostawiono go w domu. To był dla mnie duży cios (L. Fischer, J. Kapeniak, M. Matzenauer, Kronika śnieżnych trasa, Warszawa 1977, s. 148). Jasiek „zawziął” się nas tych, którzy nie wysłali go do Sapporo, zacisnął zęby i efektem jego pracy były coraz lepsze wyniki. Wygrał wielkie zawody „Krumholzrennen” w Haus. Jeździł mniej nerwowo, spokojniej, za to przebojowo z prawdziwie „Janosikową naturą” i rzadziej wypadał z trasy. Jeśli chodzi o charakter to Jan jest inny niż Andrzej, bardziej podobny do Ojca, ostry i bez przysłowiowego owijania w bawełnę wypowiadający swoje poglądy. Taki jest w życiu i na narciarskim stoku. Andrzej, podobny do matki, jest spokojniejszy, ale konsekwentny i uparcie dąży do wyznaczonego w swym życiu celu. Dwóch braci – dwa różne charaktery, ale jedna wielka pasja, którą ich łączy – to narty. Oddali im większość swego życia... W 1972 r. dwóch Polaków: Jan Bachleda i Roman Dereziński, reprezentowało barwy Polski na Zimowej Uniwersjadzie FISU w Lake Placid. Jan Bachleda zdobył tytuł akademickiego mistrza świata w slalomie gigancie, a Roman Dereziński w slalomie specjalnym, a więc dwóch zawodników i dwa złote medale. Na Uniwersjadzie w Szpindlerowym Młynie (1978) był drugi w slalomie. Narciarz z Janosikową naturą Na Pucharze Tyrolu, w Westendorfie, bracia Bachledowie w pierwszej piątce: Andrzej 1., a Jan 4. Na mistrzostwach Polski byli już bezkonkurencyjni, w slalomie uzyskali jednakowy czas. Po tych sukcesach Andrzej powiedział: „po dobrych wynikach jakie uzyskaliśmy kilka dni temu w Westendorfie, postanowiliśmy z bratem., że skoro jesteśmy w formie, to tu w Kitzbühel, spróbujemy powalczyć o punkty do Pucharu Świata – pojedziemy na całego!”. I pojechali... 29 stycznia 1973 na słynnych „Hahnenkammrennen” w Kitzbühel - Andrzej jest 3, Jan 7. W prasie ukazały się artykuły z pięknym tytułem „Andrzej i Jan Bachledowie równają deski ze słynnym duetem braci Thoenich”. Rok 1973 to start na zawodach na Górze św. Anny w Quebecku, wygrał Thoeni, 5. jest Jan Bachleda, a Andrzej 9. W Ga-Pa wygrywa „Pierrino” – Pierro Gros, 2. Thoeni, 4. jest Jan Bachleda, który łamie dominację Włochów. W 1974 r. Jan Bachleda wszedł głęboko do czołówki świata i na zawodach w slalomie równoległym w Val Gardenie „wykosił” Hintersera i spotkał się ze Stenmarkiem. Na jednej z bramek Stenmark wypadł, ale sędziowie zarządzili jeszcze jeden przejazd i tym razem wypadł Polak. Ale slalom i tak przed Stenmarkiem wygrał Thoeni. W Pucharze Świata w 1974 w slalomie Jan Bachleda uplasował się na 9. miejscu. Startował równolegle w zawodach w Pucharze Świata i w Pucharze Europy. W 1975 r. jest 4. w Garmisch-Partenkirchen w PŚ, jest też 2. za Stenmarkiem w parallel-slalom w St. Johann w Austrii. Za „wielką wodą”, w Kanadzie Jan Bachleda zajął 7. miejsce w Pucharze Świata rozegranym w Sun Valley w slalomie. Takich sukcesów było o wiele więcej, wymieniam tylko ważniejsze, a ich efektem jest kilkadziesiąt pięknych pucharów zgromadzonych w rodzinnym domu Bachledów. Wśród nich puchar-nagroda, ufundowany przez premiera Józefa Cyrankiewicza za trzykrotne zwycięstwo w Pucharze PKL. Jan Bachleda-Curuś zwyciężył w pucharze PKL trzy razy pod rząd i otrzymał ten puchar, a miał silnych konkurentów, przede wszystkim Macieja Gąsienicę-Ciaptaka i innych kadrowiczów. Mistrzostwa świata w St. Moritz i cesarzowa Iranu Warto przypomnieć także humorystyczne historie związane z karierą zawodniczą braci Bachledów, a było ich wiele. To było na mistrzostwach świata w St. Moritz, wspomina Andrzej Bachleda.: „Jano przy kilkunastoosobowej kolejce dolnej stacji wyciągu orczykowego niepostrzeżenie odpiął Romkowi tyły wiązań. W tym momencie przed Romkiem stała cesarzowa Iranu, a za nią dwa goryle (ochrona). Kiedy z oczami na wierzchu śledził jej sylwetkę, został mocno pchnięty w plecy. Oczywiście przez Jana. Biedny Romek wyleciał z nart jak z katapulty, w locie minął goryli, otarł się o cesarzową i obok niej wylądował. – I am sory, excuse moi – bąkał pod nosem tamując złość i śmiech. Goryle złowrogo łypiąc oczami zacieśnili krąg. Romek zapiął narty, cesarzowa wsiadła na orczyk i w chwili, kiedy goryle przygotowywali się do złapania następnego, uprzedzili ich Jano z Romkiem. I oni to stanowili plecy Cesarstwa. Zamieszanie i wściekłość zapanowały na kolejnym orczyku (na nim jechali goryle). Gdyby mogli, śnieg by zeżarli, by wyprzedzić naszą dwójkę. Na górze dopiero rozpoczęło się dobre kino, kiedy goryle zmuszeni byli pędzić za wcale dobrze jeżdżącą cesarzowa. Chyba za karę zesłano ich na śnieg i trasy”. (A. Bachleda, Taki szary śnieg). Innsbruck (1976) - najlepszy z Polaków... Jan Bachleda-Curuś reprezentował barwy Polski na Zimowych Igrzyskach w Innsbrucku (1976) na trasie Axamer Lizum do slalomu specjalnego. Startuje czołówka alpejczyków świata: Piero Gros i Gustavo Thoeni z Włoch, Ingemar Stenmark, Willy Frommelt (Lichtenstein), Niemcy Christian Neureuther i Wolfgang Junginger, Polacy Jan Bachleda i Roman Dereziński. Wielką niespodziankę sprawił Willy Frommelt, który po porywającym przejeździe z czasem 59.98 sek. zajął w pierwszym przejeździe pierwsze miejsce, drugi był Thoeni, nieoczekiwanie słabo pojechał Stenmark - był 9. Jan Bachleda z czasem 1.03.76 zajmował po pierwszym przejeździe 20 pozycję. Warunki do drugiego przejazdu pogorszyły się, padał śnieg, a na trasie przejazdu tworzyły się bandy i nierówności. O trudności warunków niech świadczy fakt, że z trasy „wyleciało” aż 50 procent spośród 97 zawodników. W drugim przejeździe z trasy wypadł dynamicznie jadący Stenmark, który chciał nadrobić straty.. Bachleda jechał jako 20. Wiedział, że jeżeli chce osiągnąć dobry wynik musi „pójść na całego”. Nie może kalkulować, przeliczać, tylko pojechać powyżej swoich normalnych możliwości. I nie zawiódł... pojechał bardzo płynnie i z czasem 1.05 .05. zajął szóste miejsce w drugim przejeździe i 11. po dwóch przejazdach. Drugi z Polaków, Roman Dereziński, był 21. Trzeba podkreślić, że Jan Bachleda startował po kontuzji nogi, która z pewnością nie była w pełni sprawna. Dlatego zebrał szereg gratulacji od zawodników i działaczy. Jego wynik był najlepszym uzyskanym przez Polaka na Zimowych Igrzyskach w Innsbrucku. „Voksem” do Europy... Warto przypomnieć jak bracia Bachledowie ruszali „Voksem” (czyt. swoim Volkswagenem) na podbój narciarskich tras alpejskich - mając kilka tysięcy kilometrów do przejechania. Za kierownicą Jan. Andrzej Bachleda wspomina: „Pędzimy. Z czarnodunajeckiej drogi oglądamy pod słońce Tatry. Przez Chyżne i szlaban graniczny tym razem przejeżdżamy jak pany. Dla szpanu zostawiamy trochę gumy na asfalcie i jesteśmy na Słowacji. Trochę gorąco, głośno od dziurawej rury wydechowej. Droga się dłuży, bo znamy ją prawie tak dobrze, jak tę do Krakowa. Za Żyliną zatrzymuje nas policja. – Rozumete po czesky? Prowadzący samochód Jano kiwa potakująco głową. – Tak budete platit pokutu! Spostrzegamy ustawione urządzenie radarowe i nawet nie pytamy, za co. Pokuta w koronach, lecz skąd je wziąć. Nie mamy nawet jednego halerza. Prosimy o darowanie kary. Udaje się. Macha ręką tak, jakby się chciał opędzić od naszego chrabąszcza. Chętnie mu w tym pomagamy. Słońce coraz bardziej przypieka, trawa soczystozielona i Trnawa. Kolejny milicjant przy tłumie kibiców chce ukarać nas za nieprzestrzeganie niewidocznych znaków. I tym razem uciekamy przed pokutą. Jednakże ostatnie czterdzieści kilometrów dzielące od austriackiej granicy przejeżdżamy w tempie piechura. Tu czeski żołnierz wprawnym ruchem odsuwa parotonową barierę. Przeglądanie paszportów, kolejne kilka ton w bok i kierunek Wiedeń”. Jadą przez Zell am See, Worgl (objazd, bo nie mają wizy wjazdowej do Niemiec) do Innsbrucka, który zostawiają z prawej strony, Arlberg, potem przejście graniczne i Szwajcaria. Rankiem okazuje się jednak że cały silnik jest zabryzgany olejem - silnik jest uszkodzony i z duszą na ramieniu przejeżdżają ostatnie 400 kilometrów. Potem starty, porozbijane do krwi łokcie i kolana i znowu powrót do kraju „Voksem”, któremu w międzyczasie odpada rura wydechowa. Tak, z pewnością narciarstwo alpejskie nie było lekkim kawałkiem chleba. Sukcesem Jana Bachledy było także 2. miejsce w slalomie w Pucharze Europy (1978). W 1978 r. w Sun Valley był 28. w Pucharze Świata, 7. w slalomie, a startowali najlepsi: Stenmark, Ochoa, Gros, Thoeni i Hinterseer. Po zakończeniu kariery nie zerwał z nartami i między innymi świetnie przygotował w 1989 r. trasę na Nosalu do Memoriału im. Bronisława Czecha i Heleny Marusarzówny, za co otrzymał gratulacje. Dalej zajmował się narciarstwem, ale już jako hobby, jeździł na zawody, prowadził w Zakopanem sklep sportowy. Chciał, aby narciarstwo wyczynowe wróciło w Tatry i by Zakopane było stacją narciarską z prawdziwego zdarzenia a nie „narciarską pipidówką”. Stąd plan braci Bachledów dotyczący zagospodarowania rejonu Kasprowego Wierchu dla narciarstwa. Plany, które na razie spełzły na niczym. Ale kto wie? W sobotę 8 lutego br. dotarła do mnie jakże smutna wiadomość o śmierci Jana Bachledy-Curusia. Odszedł kolejny z polskich mistrzów nart z jakże zasłużonej dla polskiego sportu rodziny. Człowiek, który ponad 16 lat swojego życia poświęcił na narciarski wyczyn. Nawet Tatry zdaje się posmutniały i pożegnały Go wyciem wiatru halnego, były jakby sine, bo jak mówią słowa piosenki: „kiedy prawdziwy góral umiera, to Góry z płaczu sine, pochylają się nad nim jak nad swoim synem”. Góry tak właśnie pożegnały Jana, świetnego sportowca i wartościowego człowieka, zakopiańczyka z krwi i kości, mistrza nart: muzyką wiatru halnego i lekko sinawą barwą szczytów, lekko skrytych we mgle. Niech Mu śniegi lekkie będą... a ja kłaniam się śp. Janowi Bachledzie aż do samej ziemi, za wzruszenia, sukcesy, którym nam wszystkim dostarczył. Żegnaj Janku... Wspomnienie o Janie Bachledzie–Curusiu tekst Wojciech Szatkowski Wyniki sportowe Jan Bachleda-Curuś : narciarz-alpejczyk, klub SN PTT Zakopane. Olimpijczyk (1976- Innsbruck- 11. miejsce w slalomie specjalnym), uczestnik mistrzostw świata: 1970 - 47. w zjeździe, 42 w slalomie gigancie, 1978 - 30. w slalomie gigancie. 19. krotny mistrz Polski w konkurencjach alpejskich: w zjeździe (1971, 1973, 1974, 1976, 1978, 1979), slalomie (1969, 1971, 1973, 1974, 1977), slalomie gigancie (1970, 1973, 1974, 1978) i kombinacji alpejskiej ( 1970, 1973, 1974, 1977), akademicki mistrz świata w slalomie gigancie z Lake Placid (USA), srebrny medalista Pucharu Europy w slalomie w 1978. Wielokrotny medalista konkurencji alpejskich Spartakiad Armii Zaprzyjaźnionych. Brat alpejczyka Andrzeja Bachledy (dane z W. Zieleśkiewicz, Encyklopedia sportu)."
    1 punkt
  10. Oby jutro się udało (choć prognozy średnie...), bardzo chciałem zobaczyć ten nowy zjazd.
    1 punkt
  11. Z kronikarskiego obowiązku : PZN przesłał dziś pierwsze (chyba w historii) zgłoszenie polskiego zawodnika na Puchar Świata w Telemark. Życzliwość Pani Wandy i Pana Tomka ekstra, świetne rozmowy i dużo wsparcia. Powyższe napisała osoba mająca spory dystans do rozmaitych związkowych struktur. Teraz tylko dotrenować, dojechać i coś zjechać. A później wyciągnąć z tego naukę bo trochę przecieramy szlaki ucząc się. W zasadzie powinienem wymienić fajny sztab osób/firm ale mam zwyczaj, że na publicznych forach w moich postach tego unikam. Tak czy siak, dziękujemy (!) a kto chce zerknie na insta @telemarkgirl.pl i znajdzie. A jutro drugi dzień na litewskim śniegu. Pozdrawiam, M.
    1 punkt
  12. SnowFactory (stąd polska nazwa "fabryka śniegu") firmy TechnoAlpin, czyli światowego lidera w technologii naśnieżania. W Polsce takich lub podobnych urządzeń stoi kilka - KurzaGóra; Winterpol ma taką w Karpaczu na Białym Jarze, nie wiem, czy jej nie przenoszą na inne stoki, bo część z tych urządzeń jest mobilna w miarę; jest też taka mobilna w Karpaczu na stoku/stoczku SkiVegas; wkrótce także takie maszyny mają stanąć w COS Duszniki-Zdrój; może jest coś jeszcze... Świeradów jest zatem kolejnym użytkownikiem w Polsce, ale pierwsza maszyna od TechnoAlpin chyba pojawiła się w naszym kraju w 2015 albo 2016 roku...
    1 punkt
  13. Jak słyszę "Pracownia na Rzecz Wszystkich Istot " to aż mi się niedobrze robi. Wszędzie gdzie są jakiekolwiek inwestycje sportowe, to oni znajdują zwierzątko (lub parkę), której inwestycja zagraża. Teraz Nosal, ostatnio chyba w Rykach. To jest jakaś banda niedorozwoi. Jestem ciekam czy używają samochodów, bo powinni używać nóg, ewentualnie rowerów, a zamiast telefonów i komputerów to ognisk i tamtamów. Wtedy bym im może uwierzył.
    1 punkt
  14. https://podhale24.pl/aktualnosci/artykul/95154/Ekolodzy_nie_zatrzymaja_budowy_nowego_wyciagu_narciarskiego_na_Nosalu.html
    1 punkt
  15. Powariowali w tym Lubuskim: https://kurierlubelski.pl/polska-jednym-z-najlepszych-panstw-na-narty-wybierasz-sie-na-zimowy-wypad-zapomnij-o-szwajcarii-i-austrii/ar/c7-18055869
    1 punkt
  16. Podobno kierownictwo COS już ćwiczy piosenkę "Tu na razie jest ściernisko, ale będzie..." Od wtorku będę w Szczyrku to postaram się zerknąć jak to wygląda.
    1 punkt
  17. Zjeżdżałem tamtędy, chyba w '92. Z tego co pamiętam - momentami wąska ale dość łatwa trasa. To w ogóle ciekawy wyjazd był. Pojechaliśmy, z 4 kolegami z liceum do Żabnicy. Mieliśmy po 16 lat. W Żabnicy, mieszkaliśmy w jakiejś chałupie z dziadkiem, który miał chyba ostatnie stadium gruźlicy (przynajmniej tak się wydawało codziennie około 5:00). Nie pamiętam nazwiska gospodarza, ale od przystanku PKS, przy jakimś pawilonie handlowym, szło się w górę jakieś 40 minut. Wyciąg - wyrwirączka ~300 m stoku. Planowaliśmy tygodniowy pobyt, ale po 4 dniach nam się znudziło, dlatego po dziadkowej pobudce o 5:00, spakowaliśmy się i po ciemku, przez strumyki i z jedną latarką zjechaliśmy na przystanek. Kierunek - Zakopane! PKS miał przyjechać zdaje się 6:15. Ale nie przyjechał. Kolejny był chyba przed ósmą, zdaje się, że do Suchej Beskidzkiej. Po drodze, była jeszcze przerwa na popchanie autobusu, gdyż nie mógł wjechać pod jedną z górek. W Suchej przesiadka i wczesnym popołudniem zameldowaliśmy się w Zakopanym. Resztę dnia zajęło nam znalezienie kwatery, która przy naszym, skromnym budżecie, pozwoliłaby jeszcze pojeździć na nartach. O dziwo, udało się prawie przy samych Krupówkach. Następnego dnia, znów około 6:00 - Kuźnice. A tu kolejka z 50 osób. Kasę chyba o 7:00 otwierali. Pamiętam jak dziś. Po otwarciu kasy, zrobiło się jakieś zamieszanie - dwóch facetów o coś strasznie się kłóciło. Przemknąłem obok, pod drewnianą balustradką i zanim skończyli, trzymałem w łapie 5 miejscówek na pierwszą kolejkę. Jak się okazało - pierwszą i w tym dniu ostatnią. Wiatr był taki, że od wyjścia z górnej stacji podjeżdżało się do zakrętu na Goryczkową. Dalej nie było lepiej. Widoczność zero. A u nas gogli brak. Bardzo ciekawy to był zjazd. Raczej bym go nie powtórzył. Po uzyskaniu informacji, że krzesło dzisiaj nie ruszy, zjechaliśmy do Kuźnic. Po krótkiej naradzie - szybka decyzja. Nosal. Wpakowaliśmy się do jednej z wszechobecnych Nysek i ogień. Na Nosalu było pusto, podczas wjazdu frapował mnie jedynie dziwnie ciemny kolor stoku. Jak się okazało, był to jeden, żywy lód. A my na tępawych nartach (ja miałem Polsport-y Compact). Po jednym "zsunięciu", stwierdziliśmy, że to nie dla nas i trzeba ruszać dalej. Ale informacja o nartostradzie do Kuźnic nas zaciekawiła i właśnie wtedy zdarzyło mi się nią pojechać. Z Kuźnic kolejna Nyska zawiozła nas na Butorowy (po drodze zaliczyliśmy piękny obrót 360 stopni, na środku skrzyżowania, po którym kierowca, bez słowa komentarza ruszył dalej. My też nie odezwaliśmy się słowem ). Po Butorowym (jeśli dobrze pamiętam, to na nartach) doczłapaliśmy jeszcze na Gubałówkę. Zjazd w dół i na kwaterę. Następnego dnia, śniadanie w barze na przeciwko dworca PKP - zrzutka na 2 jajecznice na czterech i płucka dla dziwnego kolegi i powrót do Krakowa, literalnie bez grosza przy duszy. Jeszcze tylko opieprz od rodziców za małą samowolkę (to był świat bez komórek, a my solennie obiecaliśmyzachowywać się poprawnie) i zostały piękne wspomnienia. Jeśli dobrze pamiętam, to zdjęcie zrobione na górze Nosala. Początek nartostrady, za plecami robiącego zdjęcie.
    1 punkt
  18. U mnie prawie koniec sezonu. Podsumowań nadszedł czas. 55x na nartach w mijającym. Zakupione 3 pary nart, poniosło mnie trochę. Udane zakupy to: Dynastar Premium oraz Kastle BMX 88. No i buty Rossignol WC 110. Na nowy sezon idą już Dynafit TLT7. Odkryciem była Cortina czemu dałem tu upust. Lokalnie ciągle katowalem Kamieńsk bo blisko oraz Mala Upa, tribute to Niko 130 oraz mikroklimat. Przyszły sezon wszechstronniej zamierzam. Choć i w mijającym zapedzilem się to tu to tam. Kilka fotek. Tu się obracają. Od końca czyli Harrachov wiosenny, ciągle działa.
    1 punkt
  19. K2 ponoć lekkie dzięki jodły i osice, standard to ciężki buk i lekka topola, miks. PS. Przywitam się przy okazji, w dzieciństwie polsport... potem przerwa... teraz powrót - 30 dni w sezonie i zmiana nart i butów z Rossi... na Rossi, tylko inne...
    1 punkt
  20. Na razie niestety nawet dla zawodowcow zamknieta Dzisiejszy zjazd odwolany
    0 punktów
  21. Zakłamaniem jest jak Pan Szafrański ciągle powtarza w relacji, że narciarze jeżdżą na lodowcu Rettenbach. Warto sobie zdać sprawę, że 4/5 trasy to sztuczny śnieg, a nie lodowiec. Tak wygląda trasa pucharu świata, gdy nie ma sztucznego śniegu (to pewnie wrzesień): A to zdjęcie pokazuję linię gdzie na trasie kończy się lodowiec: Ponad pół metra sztucznego śniegu muszą usypać w październiku, aby przykryć trasę na twardo. A mogliby przenieść zawody na wiosnę, wówczas jest sporo śniegu po całej zimie. Obecnie sezon zawodniczy kończy się już 24 marca. Zima w Alpach trwa do kwietnia, więc zawody z listopada można przenieść na kwiecień, na wysokie destynacje.
    0 punktów
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...