Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 04.04.2025 w Odpowiedzi
-
Początek kwietnia a w Sudetach po Polskiej stronie w zasadzie na boiskach nie ma już gdzie pojeździć (pozostało jeszcze kilka ON po Czeskiej stronie). By coś zjechać trzeba się nieźle nałazić i niezbędne są foki a śniegu do zjazdów szukać wysoko... Zdjęcia przypadkowo znalezione w internetach, nie mam pojęcia czyje... Pozdrawiam.11 punktów
-
8 punktów
-
Sam odszedłeś czy Cię zmusili. Wycofałeś się całkiem z polityki, czy tylko zmieniłeś opcje?😉 A w temacie : @Wujot szczególnie zazdroszczę 2 opisanych przez Ciebie tur, krowie tury to coś dla mnie, bardzo lubię takie nieoczywiste akcje i ten dzień z psem towarzyszącym jako, że ze zwierzętami (wszelakimi) zawsze było mi po drodze. Czekam na dalsze szczegóły kolejnych podbojów...5 punktów
-
4 punkty
-
Dzień 2 Następnego dnia ekipa poszła twardo na "bezimienny" (na naszych mapach), szczyt dokładnie na północ od Ushguli. 3242 m i bardzo dobry widok (tak oceniamy) plus ciekawa konfiguracja zjazdowa to wyjściowe zalety celu. Ale poza tym pogoda była wybitnie niewyjściowa. Ja zrobiłem sobie dzień rehabilitacji, bo wyraźnie rozbolały mnie więzadła w lewym kolanie. Solidna dawka Ibuprofenu plus delikatna rehabilitacja miały je zachować w dobrej formie na ostatnie trzy dni. Koledzy wycofali się gdzieś na 2800 m npm. Po drodze było sporo szukania, pokonywanie przeszkód terenowych i ciągły opad. Słowem ćwiczenie hartu ducha. Dzień 3 Postanowiliśmy spróbować "zamknąć" naszą pierwszą (psią) wycieczkę obszerniejszą pętelką. Plan planowany (strzałki) i wykonany. Z początku były jakieś przebłyski. Niewiadomą było pokonanie potoku. Na szczęście znaleźliśmy śnieżny mostek. Po nim lasek - zagęszczenie traków pokazywało, że chyba jest tam coś na kształt ścieżki, i faktycznie tam gdzie narysowałem strzałki znaleźliśmy coś co ją przypominało. Dalej było bardzo sympatycznie. Póki wyrastały, co jakiś czas krzaki nie było problemów z poruszaniem. Ostatni przebłysk pokazał jaki to fajny teren. Wyżej było coraz gorzej. A ponieważ to już była grań gdzie 10 m w lewo czy prawo robiło różnicę to postanowiliśmy zrobić wycof. Niezbyt nam to pasowało, bo oznaczało jazdę przez lasek. I o ile podejście było dość bezproblemowe to zjazd zapowiadał się o wiele "ciekawiej". Ale nie było lepszego rozwiązania. Znaleźliśmy jakąś dziurę trochę osłoniętą przed wiatrem i zjechaliśmy po swoim śladzie. Jazda była nad wyraz przyjemna. W lesie było... ciekawie. Ale w zasadzie bez jakiś wielkich problemów. Ciekawe było za to pokonywanie mostka. Przejechałem pierwszy na pełnej pycie - coś tam chyba ciut odpadło. Marcin i Andrzej przeszli ostrożnie. I za każdym coś odpadło. Robert był ostatni i wybrał moją technikę. Po jego przejeździe już niewiele zostało. Czyli konstrukcja obliczona na 8 użyć! W statystykach wyszło nam 9,9 km i 900 m verical. Bez szału ale dzień do przodu. Na szczęście szykowała się zmiana pogody i na to ostrzyliśmy sobie zęby.4 punkty
-
Bardzo rzadko się zdarza by załapać się na promocję w Dolinie Zillertal. W ten weekend 5/6.04.2025 można kupić karnety jednodniowe do Zillertal Arena za jedyne 35 € zamiast normalnej ceny 76 €. Na Arenie od dzisiaj do niedzieli królują lata 90-te, wszystko toczy się w atmosferze lat 90, muza, stroje, sprzęt. Przy kupnie karnetów jest jeden haczyk, żeby otrzymać zniżkę na karnet trzeba się ubrać odpowiednio do epoki, jak ktoś jest w pobliżu to zachęcam do odwiedzin w Zillertal Arena, niezapomniana atmosfera gwarantowana...4 punkty
-
4 punkty
-
Piotr Habdas - mistrzem Ghany w narciarstwie alpejskim. Oczywiście serdeczne gratulacje dla Pana Piotra. Są też kolejne punkty FIS. Tu pełne wyniki. https://live.fis-ski.com/lv-al2144.htm#/follow Polecam przeczytać artykuł, autor wyjaśnia nam jak to możliwe, że Ghana zorganizowała swoje mistrzostwa a Polska swoje odwołała. Dodam, że obie imprezy odbywały się w tym samym miejscu w prawie tym samym czasie. https://www.sport.pl/zimowe/7,79229,31827992,polak-zostal-mistrzem-ghany-nigdy-nie-zgadniesz-w-jakiej-dyscyplinie.html4 punkty
-
4 punkty
-
3 punkty
-
Brunnalm St.Jakob 1400-2680 Świetny ośrodek o tej porze roku… Tak numer 1 ☝️ dla mnie Ok 9 km ze szczytu na sam dół i tylko ostanie 3 kilometry miękko ale nie beznadziejnie….. nie wiem co ten ośrodek ma w swojej ekspozycji że tu tak pięknie trasy trzymają 🙉 Na górze twardo( oczywiście był mróz w nocy ok -5) ale czy to tłumaczy te warunki. Rewelacja i jeszcze raz rewelacja. Polecam wszystkim takiego warunku 💪 Tak…jutro ostatni , niestety dzień na nartkach na tym wyjeździe 😁i na pewno tu👌3 punkty
-
3 punkty
-
Dzień pierwszy (w sumie piąty) Ostatnie śniadanie w Chvialbiani - przenosimy się do Uszguli. Droga, z krótkimi przerwami na sprzątanie zawalisk kamiennych. Przejaśniło się pięknie i na nasz przyjazd odsłania się Szchara - najwyższy szczyt Gruzji. Na focie w dolnym prawym rogu widać kawałek naszego hotelu (Koshi). I mała konsternacja - budynek zamknięty. Po jakiś nerwowych telefonach zjawia się gospodyni. Dostajemy pokoje. Ale wszystkie te opóźnienia sumują się i wychodzimy w góry dobrze po 12:00. Celem jest Gorvash. Początek drogą przyjazdu. Później mostkiem. Tam przykleja się do nas przewodnik/ratownik. Ale bez antałka z rumem. Śladów nie ma, trzeba torować. Nasz towarzysz oportunistycznie trzyma się na końcu korzystając ze naszego wysiłku. Widoczność stopniowo się pogarsza, gdzieś koło 16:00 robimy bilans - do szczytu jest jeszcze co najmniej godzina, widoczność już słaba, rezerwy czasowej nie widać. Po dyskusji postanawiamy wracać. Zjazd jest super, 40 cm świeżego! Ale trochę widoczności by się zdało... Psiuńcio goni nas - wyglada zupełnie jak delfin - wyskakuje susami nad powierzchnię śniegu. Ponieważ czasu jest sporo uruchamia mi się program poszukiwania przygód i guza. Jakoś namawiam kolegów aby zamiast nudnego powrotu wzdłuż podejściowego potoku spróbować zjechać gdzieś spod Zamku Królowej Tamar. Nie znamy terenu - popełniamy błędy strategiczne próbując wszystko to zrobić na nartach, ale zjazd mimo wszystko jest bardzo ciekawy. Zamieszczam szkic, jak najlepiej to zrobić, dla ewentualnych zainteresowanych. Na początku (niebieskie strzałki) powinno iść się chyba z buta. Narty ubieramy pod zamkiem. Dalej jedziemy wzdłuż linii lasu kontrolujac tor jazdy bo za granią są dość wysokie klify (są w cieniu na mapie satelitarnej). Końcówka zjazdu nie jest pewna - jadąc na wprost może brakować wyśnieżenia. Linia w dół (w stronę potoku) jest 100% dobra. W statystykach wyszło nam 900 m verical i 10 km w obie strony. Nachylenie na zjeździe do 40%. Troszkę to wyszło z trzymania się śladu podejściowego bo widoczność była już słaba.3 punkty
-
2 punkty
-
2 punkty
-
Nigdy takich przygód ze zwierzętami nie miałem. W Rumuni nawet niedźwiedzie nie chciały mnie pożreć na śniadanie (ale może to były jakieś oswojone które uciekły z cyrku) Przy okazji góry w Rumuni polecam A kiedyś zimą w nocy szedłem z Karpacza do Strzechy Akademickiej I gdzieś na szlaku otoczyły mnie dziki, lekko się spietrałem ale tylko pochrząkały trochę i czmychnęły do lasu... Wiesiu wybacz za off topa.2 punkty
-
Wygrana Po 7 dniach dupówy wreszcie słońce! Piękny dzień gdzie wszystko szło zgodnie z planem w zasadzie bez większych problemów. Jedyne to, że było multum świeżego i torowanie to była solidna robota. Dla tego pierwszego (no i może ciut drugiego). Ale co tam gadanie, pisanie. Popatrzcie na obrazki! W statystykach 1100 m verical i 10, 3 km. Celem było Gvibari II2 punkty
-
psy w Gruzji to nie zawsze miłe spotkania, na wędrówce w okolicach Gudauri zostaliśmy zaatakowani przez hordę psów, jeden wskoczył żonie na plecy i próbował przegryźć się przez kurtkę co na szczęście mu się nie udało, dostał porządnie kijkiem i puścił, wymachiwałem kijkami i gwizdałem (gwizdek jako część wyposażenia) i dały nam spokój2 punkty
-
Czytam, czytam i w końcu załapałem. Dobre! Co do zmian... jestem wiernym kibicem zwycięskich drużyn;-) PS. Mi też akcja z psem się podoba, mam swojego ulubionego w Chacie Amor w Krk koło Peca... golden retriever...2 punkty
-
Utwierdzony całkowicie co do wysokogórskiego Resortu Kals-Matrei 💪Świetny ośrodek nawet początkiem kwietnia gdzie temperatury jednak już wysokie to powyżej 2000 śnieg cudowny na co niewątpliwie ma wpływ nocny mróz. Jutro kolejny resort z tz. pierwszej trójki na mojej liście w Tyrolu wsch i Karynti…. ech już przebieramy nogami , znaczy ja bo moje panie pomału chcą już wracać do domu 😄2 punkty
-
2 punkty
-
Znany już jest terminarz ferii zimowych w roku szkolnym 2025/2026: https://news.edubaza.pl/s/1777/81582-Ferie-2026-terminy-ferii-zimowych-w-roku-szkolnym-20252026.htm1 punkt
-
Prawdę powiedziawszy tytuł jest na wyrost. Byliśmy we wschodnie części Górnej Swanetii. A konkretnie w Ushguli, nasz narciarski promień działania to... 5-7 km wokół miejsca zamieszkania. Uszguli to w zasadzie "koniec" Gruzji - dalej łatwo się już nie dotrze. Dlaczego Gruzja? Bo łatwo (względnie) i tanio można się tam dostać a Wielki Kaukaz to Wielki Kaukaz. Te góry są przepiękne i znacząco inne od Alp. Dlaczego Górna Swanetia? Kusiła niezwykłość (historia) tego miejsca, relatywna dzikość, a przede wszystkim wyjątkowe predyspozycje pod skitury. Dlaczego Ushguli? Z jednej strony to najbardziej odległe zakątki Gruzji ale... z drugiej centrum turystyczne. To ostanie należy rozumieć jednak w dużym cudzysłowie. Minie pewnie jeszcze 10 lat zanim będzie to miejsce na tyle skiturowo popularne, że zacznie to przeszkadzać. Teraz jest to zdecydowany plus, już można się trochę dogadać po angielsku (ze starszymi po rosyjsku) i działa jako tako Booking (miejscowi wolą jednak gotówkę i czasem kombinują!), są nawet kawiarnie. Tutejszy standard jest, jak na Gruzję naprawdę wysoki i mamy niezły dostęp do usług transportowych. Miejscowość ma przed sobą świetlaną przyszłość, bo łączy widok i możliwość wejścia (dla wspinaczy) na najwyższy szczyt Gruzji Szcharę, z walorami kulturowymi. Oprócz setek wież obronnych są tutaj dwa zamki królowej Tamar (niesamowita postać - waro doczytać) i fotogieniczną cerkiew. Widać, że w lecie musi być tu już intensywny ruch i szacuję, że może tutaj przenocować ze 300-400 osób. W zimie jest może 10-20% tego ruchu. Myślę, że głównie Europejczycy, którym znudziły się Alpy. Część grup pod wodzą lokalnych przewodników (nie wiem czy tak bardzo godnych zaufania). Charakterystyka tutejszego teatru skiturowego Startujemy, w zależności gdzie mieszkamy, z rzędnej 2100-2200 m npm. Cele położone są w przedziale 3000 - 3500 m npm. Leżą blisko, droga (z zakosami) ma dosłownie 5-8 km. Widać więc, że jest całkiem stromo. Doliny, którymi się poruszamy są v-kształtne, strome, na północnych grzbietach porośnięte lasem (pewnie ze 150 m verticalu). Dołem płyną potoki. Ponieważ mostki są dwa, trzeba nieraz przeprawiać się przez strumienie. Warto to uwzględnić w planowaniu, tak aby ewentualną kąpiel zaliczyć na koniec dnia. Prawdopodobnie w środku zimy w lutym nie jest to istotny problem. Zebrałem (z Wikiloc) wielką liczbę tracków (kilkadziesiąt). Analiza pokazała, że najpopularniejsze są zjazdy ze szczytów położonych na południe od miejscowości (czyli północne). Linia Gvibari - Gorvash - Dadishi. Jakkolwiek sam teren jest genialny, to pewnym problemem może być czasem pokonanie lasu i wspomnianych potoków. Bardzo zastanawia mnie brak (minimalna ilość) odnotowanych zjazdów na południe - szczególnie z Lamarii, ale też Shkederi i szczytu na wschód od niego. Wyglądają na wygodniejsze, bez pokonywania potoków na dole i może nawet jeszcze bardziej narciarsko spektakularne. Podczas naszego pobytu były one już nieźle wytopione, ale miesiąc wcześniej... Mam nadzieję, że uda się to kiedyś sprawdzić. Czerwone - linia 5 tysięczników (wysokich 4 tysięczników) Niebieskie - miejsca kapitalnych widoków i zjazdów Fioletowe - popularne kierunki zjazdów Zielone Ushguli oraz pobliskie przysiółki (Chazhashi, Chvibiani, Zhibiani)1 punkt
-
mam w domu psiuta 5,5kg, do tego wełna, którą trzeba co miesiąc strzyc, bo zarasta jak owca. natomiast po przodkach bestia szalenie ambitna vs koty, jednak co krew psiuta myśliwskiego to krew psiuta myśliwskiego.1 punkt
-
Myślę, że mogło być koło 2. Ja osobiście w dłuższe trasy lubię ruszać około 23-241 punkt
-
1 punkt
-
Ostatni odcinek dodam za jakiś czas. Bambetle spakowane - Alpy Lyngeńskie czekają (w Norwegii). Jutro ruszamy.1 punkt
-
Nocowałem wtedy z jaskiniowcami, znaczy speleologami, ale nie polecę żadnej jaskini, spaliśmy normalnie w Lago Sopra bodajże, w jakimś budynku na podłodze. Łaziłem wtedy bez nart. Była wiosna. Ale na przełęczy śnieg padał a jak zszedlem gór to nad morzem było cieplutko i kąpiel, przewyższenie prawie 2km, schodziłem przez Carrarę... ale ludzie uprawiają narciarstwo tamże i owszem https://www.planetmountain.com/it/notizie/alpinismo/alpi-apuane-sci-alpinismo-vista-mare.html W Pisie siedziałem wtedy 3 miesiące więc trochę się poszwędałem po okolicy...1 punkt
-
1 punkt
-
To miasteczko przypomniało mi pewne miejsce z Alpi Apuane gdzie byłem dawno temu https://italia-by-natalia.pl/jezioro-vagli-fabbriche-di-careggine/ Pisz dalej, zostało kilka dni do opisania...1 punkt
-
Przyjmuje z całymi rodzinami ? Jakby był problem z miejscem u @Lexi to dzieciaki zostawię w Was w Krakowie 😉.1 punkt
-
Możesz przyjechać, czy w przyszłości kwatera będzie Ci odpowiadać. No i sprawdzić, ile wcześniej przyjechać, aby na tą halę dotrzeć. Bo może się okazać, że jednak daleko chociaż tak blisko. Pierwsze 150 noclegów gratis. pozdro1 punkt
-
Są w kolejce, najpierw otwarcie tych wcześniejszych trzech - czterech które miały być w kraju... 😆1 punkt
-
1 punkt
-
Kręci mnie,że będę tam już jutro wieczorem,choć widzę,że w nieco innej,wygodnicko-lightowej formule...1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Intro. Najbardziej ......ny zjazd życia! Pierwsze cztery dni spędziliśmy w ON Tetnuldi (wcześniej już o tym napisałem). Ale nie napisałem, że specjalnie zabukowaliśmy noclegi w Chvialbiani, bo wykombinowałem, że zamiast codziennie zjeżdżać autem lepiej zrobić sobie na koniec mały (a nawet większy) freeridzik w okolice zamieszkania. Tak z 2200 m npm na 1600 m npm w bonusie. W pierwszym dniu na offpiste w ośrodku narciarskim była kiepa, ale nie odstraszyło nas to, na szczęście, przed podjęciem wyzwania. Wiedzieliśmy co prawda, że niżej wcześniej całkiem nieźle padał deszcz, który zresztą wisiał cały czas w powietrzu. Ale kto by się tym zbytnio przejmował. Zaczynamy. Jedziemy dość stromą rynną tuż obok potoku. Na początku było w miarę OK. Kłopoty zaczęły się niżej, coraz bardziej zdegradowany śnieg przepada niespodziewanie pod nartami. Jedziecie i nagle zapadacie się jedną nartą po jajka. Ale co tam - nikt się nie wkurzał, nikt nie rzucał mięsem - po prostu oazy spokoju. Grzecznie wyciągaliśmy łopatki, szuflowaliśmy góry śniegu. Potem już tylko jakoś się wpiąć, zacząć jazdę i do następnego razu! Lekcja pokory każdemu się przyda. Gdzieś w połowie, po nastawieniu kolejnego policzka, zabawa mi się ciut znudziła. Mówię do kumpli: - patrzcie tam od zachodniej strony potoku nie ma śniegu i jest chyba krowia ścieżka. Zdejmijmy narty i zejdźmy jak ludzie. A właściwie jak te krówki. Pomysł nie znalazł jednak aprobaty, usłyszałem, że kawałek niżej na pewno jest śnieg i po co zakładać i zdejmować. No dobra, umysł zbiorowy się nie myli - jedziemy. Dalej były kolejne powtórki z rozrywki. Spuszczając zasłonę milczenia nad ten nierówny bój, napiszę tylko, że 2,7 km zrobiliśmy w 2 godz i 6 min (jazdy z tego 38 min). Całkiem fajne tempo! Byłem jednak sfrustrowany, bo okazało się, że krowia ścieżka była cały czas bez śniegu. Ale przecież kolegów się nie zostawia. A ścieżki krowie są dla krów. Na dole weszliśmy w zabudowania, do domu zostało może 200 m. Szybko ustaliliśmy, że był to najgorszy zjazd życia. Idziemy i nagle pierwszy kumpel leży, bo mokry lód pokryty błotem i odchodami krów okazał się nad podziw śliski. Za chwilę drugi to samo. Wyciagam aparat bo takich okazji nie przepuszczę. Ale ten ekspresyjny ruch okazuje się zgubny. Wstaję na nogi i mówię: - to jest idealne podsumowanie tego zjazdu. Najbardziej gówniany zjazd życia. I jak za dotknięciem różdżki wszystkim wraca świetny humor. Zaliczyliśmy rzecz wielką - w kategorii gównianych zjazdów mamy prawdziwą perłę!!! Nikt nam tego nie odbierze. A krowie ścieżki zostawimy krowom. Człowiek brzmi dumnie!1 punkt
-
Dzięki Wiesiu, świetna i fachowa relacja skiturowa. Dla mnie bomba. Mam tylko małe ale, mógłbyś być trochę mniej oszczędny jeśli chodzi o zdjęcia. Liczę, że jeszcze coś wrzucisz i opisów również nam nie żałuj.1 punkt
-
1 punkt
-
To był bardzo ciekawy sezon. Nie obyło się bez kontuzji, ale chyba tym razem tylko Alexis odniósł poważną kontuzję (Mika wróciła, Hirscher też już wydobrzał, chociaż nie jeździ). KIlka symboli- setka Mikaeli, wyjście z cienia Meillarda (no, powiedzmy z półcienia), dogadanie się Kristoffersena ze sprzętem i kulka, w ogóle sukces Van Deera, powrót Vonn zwieńczony podium, Federica, która ani myśli kończyć zabawy z nartami, Lara Gut-Behrami nie powtórzyła w pełni sukcesu z zeszłego roku, ale to mistrzyni jak się patrzy i powrót po rocznej przerwie Braathena, i to z sukcesami. Von Allmen w konkurencjach szybkich!!!!! Zaznaczony powrót Dominika Parisa. Szczerze, to nie mogę się doczekać nowego sezonu.1 punkt
-
1 punkt
-
W ucieczce przed niekorzystną aurą udałem się do Gruzji.Mam sentyment do tego kraju,od kiedy pierwszy raz w końcu lat 70tych trafiłem tam w ramach sportu akademickiego.Obok nas w Bakuriani odbywały się mistrzostwa świata dziennikarzy w narciarstwie,byli red.red.Iwaszkiewicz i ś.p. Zielonacki.Pomagaliśmy im sprzedać narty i kupić białe wojskowe kożuchy,bo byli bardziej niż my pod nadzorem KGB. Wracałem tam wielokrotnie,w zeszłym roku na weekend narciarski w Goderdzi,teraz znowu Bakuriani i Gudauri. W Gudauri jeżdzi się do 3200 n.p.m. większość tras śnieg naturalny,choć jest trochę naśnieżania.To taka nasza Białka,tłum Rosjan,Arabów i innych.Wszystkie trasy schodzą się z jednej góry w jedno miejsce.Kwintesencja komercji,górale gudauryjscy tym tylko różnią się od rekina,że nie wytrzymują tak długo pod wodą.Trasy głównie niebieskie,bardzo skromny wybór trudniejszych.Wyciągi i kolejki doinwestowane przez Austriaków,gąszcz apartamentowców u podnóża jak we Francji doinwestowany przez oligarchów i mafię. W Bakuriani 2 góry,jedna niestety jak Kasprowy z ciągłym wiatrem,więc nie wjechaliśmy.Drga z trasami w lesie,prawie wszystko tam dośnieżane,czerwone i czarne,dobrze przygotowane. O ile ruch na trasach w dół ruch mniej więcej standartowy,w górę już nie.Dawno temu w Bakuriani jednoosobowe krzesełko nie miało poręczy,a miejscowi jeżdzili we dwóch,drugi siedział na bocznej krawędzi.Teraz w Gudauri na nowym krześle 6 osobowym,ci którzy zorientowali się,że nie wsiadł kolega,nie jadą samotnie,tylko czekają na niego,nawet jak już ustawiło się 6 osób następnych,i usiłują wsiąść w 7 lub 8,staczając walkę o miejsce,a obsługa przygląda się temu z śmiechem,chyba typują zwycięzcę. Warunki drogowe to już inna bajka,mogę tylko podać,że parkingów nikt nie odśnieża,pokryte są półmetrowym lodem z tak głębokimi dziurami,że udało mi się usadowić w środku miasta w jednej z nich całego SUVa Hondy 4x4,koledzy musieli wysiąść i wypychać... I taki genialny mural w Tbilisi,na Walentynki jak znalazł...1 punkt
-
Masz rację,ale gdy sie jest elastycznym czasowo i ma już z Gruzją doświadczenie,to wiele ułatwia.Ja leciałem z Budapesztu,dokąd mam jak do Warszawy,a loty są codziennie,wiec można się było wpasować w prognozę.Buty własne,narty wypożyczone,następnym razem wezmę własne.Itp,itd...1 punkt
-
Wielki dramat najlepszej alpejki świata. Frederica Brignone podczas Mistrzostw Włoch w gigancie miała bardzo poważny wypadek na trasie drugiego przejazdu w Val di Fassa. Tygrysica prowadziła oczywiście po pierwszym przejeździe. W drugim zaczepiła o jedną z bramek i wpadła z impetem na kolejną. Śmigłowcem zabrano Ją do szpitala. Wieści po pierwszy badaniu fatalne. Złamanie lewej nogi kości piszczelowej i strzałkowej wieloodłamowe i z przemieszczeniem. Przerwa od nart minimum 6 miesięcy. Dalsze badania w klinice w Mediolanie gdzie ma być przetransportowana. Fatalne wiadomości po tak wspaniałym sezonie dla Frederici... Więcej info tutaj https://sport.interia.pl/narciarstwo-alpejskie/news-prestizowe-zawody-przerwane-dramatyczne-sceny-mistrzyni-swia,nId,79431280 punktów







