Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Wujot

Użytkownik forum
  • Liczba zawartości

    2 888
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    127

Zawartość dodana przez Wujot

  1. Staliśmy 7 godzin, amatorka na granicy była powalająca. Ale jak się później okazało i tak mieliśmy farta, dzień później kolejka urosła do 20 godz. Kwarantanna - tak. Mam czas na pisanie relacji. Pozdr W
  2. Bardzo dobrze dawała sobie radę i była urozmaiceniem naszego homogenicznego składu. W
  3. Wygląda, że było nawet przeciwnie - tak od 7-go dnia wszyscy poczuliśmy, że moc jest z nami. Być może dlatego, że dość spokojnie zaczęliśmy wcześniej i dbając o regenerację; łóżko o 21:00 (pobudka ok 6:00). Natomiast ciężar plecaków trochę się dawał we znaki, mieliśmy 2 liny (czyli co drugi dzień się nosiło), większość z ABS. Tym razem niepotrzebnie zabraliśmy szturm żarcie bo kanapki ze schronisk świetnie dawały radę. Było nawet napisane, że są w cenie i do tego torebki do pakowania. Pozdro W
  4. Jeszcze dorzucę wszystko razem. Wyszło 109 km po górach i 9 km vertical. Bez rewelacji ale z takimi ciężkim plecakami, dość wysoko (jednak na 3000 m npm inaczej się chodzi) plus trudniejszy warun, sporo zakładania śladów i nawigowania może być. Najważniejsze, że wszyscy cali i na końcu w świetnej formie. Trzeba będzie jeszcze powtórzyć taką dłuższą formułę. W
  5. Dzień 9 Według pierwotnego planu miał być po prostu zjazd (zasadniczo po drodze) do auta. Tak aby gdzieś koło 12:00 - 13:00 ruszyć do Polski. Ten zjazd trochę mnie gryzł - 700 m vertical tak po prostu??? Zewnętrzne okoliczności były psychicznie obciążające. Nagle w sobotę późnym popołudniem dowiedzieliśmy się o kwarantannie i o tym, że Austriacy zamkną całe góry. Dotychczas takie informacje nas omijały bo łączność telefoniczna praktycznie nie istniała, a za wifi płaciliśmy 5 Euro za 30 min, więc sprawdzaliśmy szybko głównie różne serwisy pogodowe i omówienia lawinowe. Wieść o kwarantannie przyszła w sobotę na tyle późno, że nie warto było już skracać wyjazdu bo do 24:00 nie było szans zdążyć do kraju. Schronisko było już opustoszałe, dosłownie ze 4 ekipy. Obsługa dezynfekowała ściany. Zaszokowało nas, że poinformowali, że pozamykają nawet winterraumy. Dostaliśmy za to w gratisie butelkę wina (na poprawę nastroju?) i co elektryzujące, możliwość zwiezienia naszych bagaży (to normalnie kosztuje 2 Euro/kg). Z drugiej strony były jeszcze inne przesłanki: - to nie przez przypadek przeszliśmy w drugim dniu tę grań. Mieliśmy jeden bardzo interesujący track sugerujący, po drugiej stronie, ciekawą możliwość zjazdu. Problemem było to, że żadnych innych opisów w przewodnikach i internetach (poza wizualizacją na FAT Map) nie było. Ale na tablicy w schronisku wyraźnie pokazano inną, podobną choć krótszą, opcję. - źlebik i jego najbliższe okolice były przebadane i wyglądały dość spoko. - zjazd miał być głównie na 35 stopniach, z dwoma 40 stopniowymi stopniami (czyli bajka). - miało być kilkanaście centów świeżego (co zresztą zauważyliście w ostatnim odcinku). - prognoza bajeczna - lampa, brak wiatru i dość ciepło. - stabilna (czyli w trendzie) dwójka w prognozie. - obliczony czas wskazywał, że powinniśmy zmieścić się z odjazdem między 14:00 a 15:00. Czyli OK. Były to mocne przesłanki za tym aby zrobić ten wariant powrotu. Po analizie sytuacji, decyzję zostawiamy na rano do sprawdzenia czy coś się nie odmieniło... Nie odmieniło się, jadymy! Załatwiamy od Austriaków wór na śmieci (wypełniamy go wszystkim co niepotrzebne). Waży chyba ze 20 kilo. Zostawiamy sobie co prawda uprząż, minimalny szpej i jedną linę (na wypadek jakiegoś zjazdu) ale po raz pierwszy jest całkiem lekko. Zacznę za żlebikiem - rzut oka (ostatni) na Franz Senn Hutte i efektowną grań co ją przeszliśmy. Teraz musimy się wspiąć, pokonując kolejne gołoborza. To już ostatnia przeszkoda. Pole na górze foty to już będzie zjazd. Jesteśmy gdzie powyżej 2700 m npm. Chcę pociągnąć trochę wyżej (pod skały) ale reszta nie widzi takiej potrzeby bo w głowie siedzi im już tylko... Zjazd! Kreślimy więc takie szlaczki. Pokonujemy ścianki, efektowne rynienki. Czyż muszę dodawać, że jest jak w piosence Maanamu. Falowanie i spadanie, falowanie i spadanie Ruch, magnetyczny ruch, i jazda przy ścianie Falowanie i spadanie, falowanie i spadanie Ruch, magnetyczny ruch, i jazda przy ścianie Jeszcze po drodze rozeznajemy opcje zjazdu z sąsiedniego kotła (dochodzi do naszego z prawej) są tam nawet jacyś narciarze. I... I refleksja przyrodniczo-artystyczna W dole widać koniec - dół wyciągu towarowego. Tu kończy się miła jazda ostatni kawałek jest w szreni. A to już na dole. I rzut oka na przebytą drogę. Zaczynaliśmy gdzieś kawał za widocznym tu progiem. Przy wyciągu robimy sobie grupowego selfiaczka. Dzięki ekipo, jazda (i podejścia) z Wami to była prawdziwa przyjemność! Myśleliśmy, że to tutaj się odbiera bagaż ale okazuje się, że zwożą to jeszcze gąsienicowym pojazdem do kontenera przy parkingu. Przy okazji starszy Austriak nas komplementuje mówiąc, że obserwował nasz zjazd i, że był bardzo dobrze zaplanowany. Miło jest to usłyszeć... rozpiera... nas... narodowa duma! Jeszcze ze 3 kilometry po drodze (i trochę po polach obok)... I tak nagle, skończyło się... Wyszło prawie 12 km (wszystko) i 1350 m vertical. To lubię. Pozdro Wiesiek
  6. Chyba się zafiksowaliśmy, że mamy przejść szybko ten żlebik. I zabrakło chwili na refleksję, że już można narty założyć. W
  7. Czyżby to był... zestaw skiturowy??? W
  8. Było tam znacznie stromiej jak wygląda to na focie, szczególnie na górze. Wchodziliśmy z boku, z poręczówki i naturalnie było kontynuować to z buta. Ale można było... W
  9. Dzień 8 Odwołam się do zdjęcia z "wczorajszej relacji". Widać na nim pięknie dolinę, którą będziemy wracali do Franz Senn Hutte. Przejścia na drugą stronę co prawda nie widać ale zasadnicza część podejścia jest. A teraz w drugą stronę. Widać nawet próg na którym wczoraj stała nasza ekipa. Pogoda jest bardzo przyjemna ale ma się skiepścić. Więc szybko z fotami z podejścia. To zdjęcie specjalnie dedykuję MarioJ w kwestii chodzenia, bądź nie chodzenia, zawsze bądź, nie zawsze, w kasku, co narciarski nie jest lub jest. A te Spiochowi aby pokazać, że te ścianki jakieś tam znowu strome nie były. Jak widać przejście chodzą tabuny narciarzy . Tym razem idziemy mocno zdeterminowani i mamy zamiar koncertowo skopać dupsko żlebikom. Szczególnie, że pogoda akurat siada. Znudzony "trudnościami" Paweł Na górze z Adasiem dochodzimy do wniosku, że o ile w tamtą stronę nie można było się pchać żlebem to w dół warto spróbować. Co też czynimy. Reszta podążą za nami. W tzw międzyczasie skisiło się do końca. Trochę szkoda bo zjazd byłby całkiem całkiem ale, trochę spojlerując, miało to też dobre strony. I znów Franz Senn Hutte... Tym razem w śniegowej wersji i z czynnikiem ludzkim (Adaś i Dominika). W statystykach prawie 16 km, 1260 m vertical. I o ile dobrze odczytałem wykres to przejście zajęło nam (a właściwie mi, bo to mój track) 50 min. Wobec 210 min poprzednio. No! cdn Pozdro Wiesiek Pewnie mieliście nadzieję, że to wreszcie koniec? Nie to nie koniec i co śmieszniejsze, najlepsze przed nami.
  10. Zawsze bo jest równie wygodny jak czapka. Ale skoro dopuszczasz już, że ludzie mają różne podejścia to dopuszczasz, że są też tacy (np ja) co noszą kask ZAWSZE na głowie? Nawiasem mówiąc trochę ich jest. Pozdro Wiesiek
  11. Pytanie czy do skiturów potrzebny jest kask narciarski? Kiedyś odpowiedź była prosta - nie. Był zbyt ciężki i nikt go nie nosił. Królowały czapki - dobrze to pamiętam. Kaski na głowach narciarzy skiturowych pojawiły się może z 4-5 lat temu. Bo opracowano lekkie i bardzo dobrze wentylowane kaski wspinaczkowe. I to zresztą ma sens bo chyba bardziej prawdopodobne jest dostanie bryłą lodu w kominku jak upadek na nartach. W kasku 350 g nie pójdę bo jest zbyt ciężki - trzeba go mieć na plecaku. Z drugiej strony jeśli go nie mam na podejściu to jaki jest w tym sens (mówię o tej kominkowej sytuacji ale też ewentualnym upadku na stromym stoku podczas podejścia). Czyli jak już mam kask to z zastrzeżeniem, że noszę go zawsze. A to wskazuje na: - lekki (powiedzmy do 200 g) - bardzo dobrze wentylowany Ten z Deca nie spełnia ani jednego ani drugiego warunku. Dla mnie bez sensu. Na razie więc odpowiedź na pytanie z pierwszego akapitu brzmi - nie. Pozdro Wiesiek
  12. Ciekawe czy można łatwo (i tanio) kupić i wymienić sprężyny do Trofeo... Pozdro W
  13. Moje pokazują tyle ile jest zadeklarowane. Czyli 8. ATK to porządna firma. W
  14. Będzie Pani zadowolona! 5 na 5 Pozdro Wiesiek
  15. Lepiej mieć jak nie mieć. Na długich odcinkach przestawianie może być opłacalne. Choć ja się tak przyzwyczaiłem, że nie odczuwam jakiegokolwiek braku. Zupełnie podobnie jak do wysokich obcasów Lonżę skrócił mi Arni (było to raczej konieczne) stosując aluminiową zakówkę (??? - nie wiem jak ten element do plomb się nazywa). W
  16. Nie wiem jak jest w Szwajcarii ale w Austrii winterraumy, w co trudno uwierzyć, zostały zamknięte... Pozdro Wiesiek
  17. Ale Trofeo jest ponad 2x cięższe od Revolution! Żartuję - bo w Revolution w wagę nie jest wliczona podkładka i lonża (mam kevlarową i skróconą o połowę) więc ta różnica jest dużo mniejsza (nieistotna). Jak planowałem zakup to właśnie Trofeo (lub SLR) były moim pierwszym wyborem. Tyle, że nie było ich nigdzie w sprzedaży. Więc wybrałem jeszcze bardziej minimalistyczne Revolution (wyszedłem z założenia, że je ewentualnie sprzedam i wymienię na Trofeo). Po trzech sezonach z całą odpowiedzialnością napiszę, że był to świetny zakup, chyba najlepszy jaki zrobiłem w skiturach. Okazało się, że posługiwanie się jednym stopniem (36 mm) jest absolutnie wystarczające, uważam to w dużej mierze za sprawę przyzwyczajenia. A zysk na czasie manewrów jest znaczący. Nie mniej jednak w przypadku długich kilkusetmetrowych trawersów na stromym stoku dodatkowy stopień bym od czasu do czasu chętnie postawił (na dolnej narcie). Albo wprost przeciwnie "0" na górnej. Czyli naturalną rekomendacją byłoby właśnie Trofeo lub ewentualnie SLR w zależności od ceny i tego czy chcemy mieć podkładkę (bo smycz i tak trzeba mieć). U mnie jednak Revolution pewnie zostanie na długo. Najbardziej in plus zaskoczyła mnie dobra praca przodu. Krótka skuteczna blokada (nigdy mi nie wypięło przy podchodzeniu co w Dynafitach się zdarzało), dobre wpinanie i prawidłowa praca w zjeździe. Jak patrzę pod tym względem na KingPiny to mam uśmiech politowania. Małe może być piękne! Pozdro Wiesiek
  18. Koniecznie. 7 godz. Amatorka na granicy była nieprawdopodobna, łuski spadły mi z oczu jeśli chodzi o przygotowanie służb. Gdyby ktoś tylko przez 10 s pomyślał to stalibyśmy może godzinę. Ale jak dzień później wydłużyło się do 20 godzin to wyszło, że poszło nam błyskawicznie... Pozdro Wiesiek
  19. Nigdy nie mów nigdy! A jak po drugiej stronie będzie epicki zjazd? Ja tam też nie lubię specjalnie łazić ale zjazdy to inna sprawa... W niedzielę - czyli kwarantanna. Pozdro Wiesiek
  20. Eeee, jako zawodowy (były) fotograf potrafię wybrać bardziej "dramatyczne" ujęcie. Faktem jest, że te parę metrów było dość pionowe. Ja tam zszedłem to na fizola (miałem oczywiście lonżę) i poszło błyskawicznie, były akurat niewielkie stopnie na zęby raków. Reszta zastosowała prusika (a właściwie tę jego asymetryczną odmianę - nie pamiętam jak się nazywa) lub bloker i szło wolniej bo musieli sobie przekładać węzły. Jak napisałem - jak czegoś nie wiem to jest się kogo spytać. Paweł to jakieś drogi na Kazalnicy robił... Na zjazd to szkoda było czasu i chyba było zbyt połogo. Pomijając, że to nieźle kręciło po ściance. W takim podejściu czy zejściu najbardziej przeszkadza garb z nartami. Pozdro Wiesiek
  21. Nartę Dominiki wbił w śnieg bohater widoczny na zdjęciu, który ryzykując zderzenie złapał ją w drodze. Dzięki temu właścicielka straciła tylko kawałek zjazdu. Co do jazdy na tyłach to powiem, że to zależy od rodzaju śniegu i skrętu. Generalnie im cięższe śniegi tym bardziej jesteśmy z tyłu. W puchu zaś jeździ się w pozycji zrównoważonej. Pozdro Wiesiek
  22. Dynafit Nanga Parbat, skiturowa, bardzo lekka (poniżej 1000 g). Trochę słaba do jazdy ale da się. Do tego bardzo minimalistyczne (poniżej 100 g) wiązanie Revolution ATK Pozdro Wiesiek
  23. A różnie. Ja mam 163 cm (czyli -9 cm), 79 mm. Reszta miała wyraźnie szersze i kapkę dłuższe. Pozdro Wiesiek
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...