Ranking
- uwzględniając wszystkie działy
-
Wprowadź datę
-
Cały czas
1 Październik 2007 - 13 Październik 2026
-
Rok
13 Październik 2025 - 13 Październik 2026
-
Miesiąc
13 Wrzesień 2026 - 13 Październik 2026
-
Tydzień
6 Październik 2026 - 13 Październik 2026
-
Dzisiaj
13 Październik 2026
-
Wprowadź datę
26.01.2017 - 26.01.2017
-
Cały czas
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 26.01.2017 uwzględniając wszystkie działy
-
Pora wreszcie skończyć wątek. To co przyjemne, już za mną. Pozostało to co najgorsze i przez połowę dzisiejszego dnia mnie stresowało. Powrót do reszty dzielnej EKIPY. To był ostatni dzień i najgorszy na jakieś czasowe obsuwy. Jak ja Im spojrzę w twarz. Trzeba się jeszcze dostać na górę Onkeljoch gondolą Geols. Idąc drogą asfaltową i siedząc w gondoli, trochę marznę. W lesie było zdecydowanie cieplej. Z gondoli oglądam swoje ślady i widzę od razu, że wybrałem najgorszą możliwą trasę, gorszej nie ma. Po lewej "mój wąwóz"... Zagrożenia żadnego nie odczuwałem, no może ze trzy razy pomyślałem, że utonę w śniegu. Kilka razy wystawała mi z białej pokrywy tylko głowa. Rozważałem w myślach, że jakbym wpadł w jakąś dziurę głębiej to może... Ale wtedy diabełek stanął na wysokości zadania i mi szepcze - konfabulujesz bracie, weź się w garść i zapieprzaj szybciej na dół to w nic nie wpadniesz. Naprawdę podkreślam, że jedyne utrapienie i pierepałka to czas. Po wjeździe na szczyt spotkały mnie na pożegnanie ponownie piękne widoki. W połowie drogi do stacji pośredniej spowiła mnie mgła, zrobiło się chłodno, siły mnie opuściły i czerwoną 4 zjechałem do pośredniej i ostatni odcinek pokonałem gondolą, zobaczyłem przyszłe nie odkryte przeze mnie dotychczas, wschodnie tereny freeridowe. Najtrudniejszą dla mnie decyzję jaką mógłbym podjąć to odwrót, czasami jednak trzeba podejmować takie kroki dla własnego i innych dobra. To nauczka na przyszłość. To czego najbardziej się bałem - spotkanie z grupą okazało się koleżeńską sielanką. Nikt nie miał do mnie pretensji, nie opieprzał, nie okazywał niechęci. Wręcz przeciwnie, Jacek pomógł mi się przebrać, spakował wszystkie mokre ciuchy i sprzęt, oddał mi swoją kurtkę w busie żebym się ogrzał. Jurek częstował gorącą miętową herbatą (pycha). Chłopaki oddawali mi swoje smakowite kanapki na drogę powrotną, miałem do wyboru z bułką okrągłą lub bagietką, jakieś słodycze, gumy. Cholera chyba następnym razem muszę to powtórzyć. Pozdrawiam serdecznie, dzięki i jeszcze raz przepraszam uczestników wyjazdu!!! PS Niczego jednak nie żałuję, ale do wąwozu drugi raz już bym się nie pchał. PS 2 I została mi jeszcze na kilka dni pamiątka po jakimś zeskoku (spadku), może przestroga...11 punktów
-
Mariusz! Zacznę filozoficznie - widocznie ta przygoda była Ci potrzebna. W zasadzie dotyczy to wszystkich, po pierwszym takim przeżyciu czujność wzrasta i chroni przed kolejnymi. Są co prawda freeriderzy, którzy potrzebują dwóch a czasem trzech przygód ale nawet oni szybko stają się pełni rozsądku i przezorności. Analizując całą tę sytuację można zauważyć splot okoliczności: - pierwsze to, że się rozłączyliśmy. Byliśmy przekonani z Jurkiem, że postanowiłeś zostać na tym pierwszym offpiste lub zgoła pokatować trasę. Wjechaliśmy na ten placyk obok orczyka postaliśmy tam trochę i nie widząc Ciebie ruszyliśmy na dół. - ruszyłeś w drogę sam (co nie jest znowu takie dziwne) ale bez wcześniejszego rozeznmania. Co do jeżdżenia samemu to oczywiste jest, że to nie jest dobre ale... sam często tak robię. Po prostu jak mam do wyboru nie jeździć wogóle lub samemu to wybieram jazdę. Ale w takiej sytuacji robię bardzo dokładne rozeznanie przed jazdą. Tutaj liczyłeś na nas a zostałeś sam i to się zemściło. - to co najważniejsze zadziało się między pierwszą (ratrakowaną) drogą a tą drugą. Jadąc samotnie w lesie siłą rzeczy wpadłeś w lekką panikę - gdzie jestem? Czy na pewno jechać na południe? Rosło zaniepokojenie. Wcale się temu nie dziwię - też odczuwam w takiej sytuacji niepokój. - druga droga ze śladami narciarzy prowadzące na północ w zasadzie oznaczała koniec kłopotów ale postanowiłeś podejść do słupa wyciągu gondolowego. Tam czarna trasa była na wyciągnięcie ręki. Była to wielka ulga po niepokoju poprzedniego etapu. Do trasy było może 100 m. Tak blisko... - oglądaliśmy z Jurkiem miejsce gdzie wjechałeś w ten jar. I naprawdę trudno było to zrozumieć. Po prostu błędna decyzja spowodowana poprzednimi emocjami. - mimo wszystko musiałeś dość szybko połapać się, że wpadłeś w kanał. Najlepiej było się wycofać. Wiem, że to się wydaje bardzo trudne. Sam byłem w sytuacji gdy kumpela "przeleciała" przez taką drogę, szybko zatrzymała się w lesie i te 100 m wracała 40 min. Byliśmy w kontakcie głosowym ale jedyne co było sens zrobić to czekać na nią. Podobną przygodę mieliśmy w Venet. Jeździliśmy tam kolejne warianty, coraz bardziej pod gondolką, w miejscu gdzie było już mało śladów poprzedników. Jedziemy po kolei. Juras prowadzi. Jadę dość szybko za nim, rejestruję kolejne ślady odchodzące w prawo. Zbliża się przełamanie terenu, trzeba skoncentrować się na jeździe ale kątem oka widzę słabo czytelną ścieżkę w prawo. W stromym żlebie za to nie ma już śladu poprzedników. Zatrzymuję resztę i krzyczę do Jurka. Ten zatrzymuje się może 30 m poniżej. Te 30 m Jurek wychodził pewnie ze 30 min, a wyszedł prawie martwy. Późniejsza analiza sytuacji wykazała, że dalszy zjazd miałby przebieg bardzo zbliżony do Twojego. Najogólniej mimo uniesienia wywołanego jazdą "w pięknych okolicznościach przyrody" freerider powinien zachować czekistowską czujność i traperskiie zdolności tropiciela. A w tym wszystkim głowa powinna być bardzo chłodna. A to w zimie powinno być do zrobienia. Cały szkic sytuacyjny masz w tym wątku. Najbardziej poglądowy jest trzeci obrazek. Czerwona linia jest Twoja. Troszkę szkoda, że nie pojeździłeś z nami po wschodniej stronie (łącznie ze zjazdem na dół). Choć w sumie być może zdobywałeś cenniejsze szlify... Aby Cię trochę pognębić dodam parę zdjęć. Pierwsze jest z przygody z kamerką A tutaj zjazd na wschód (do Fugen), to górny odcinek, widać lekkie przełamanie terenu. Poniżej było tak Jeszcze niżej wjeżdżało się w las i wyglądało to tak Czyli było bajecznie. Dla mnie bomba Żałuj Waść boś trąba!!! Pozdro Wiesiek8 punktów
-
Tonale-Włoska Białka Tak śmiało można powiedzieć o tym rejonie Trasy południowe to dość szerokie pastwiska w znacznej części o małym nachyleniu w sam raz dla rodzin z dzieciakami Nam spodobała się trasa numer 22 zaczynająca się z wysokości 2525 npm Co innego to Ponte di Legno,no ale o tym to jutro,znaczy może dziś7 punktów
-
Tonale -Lodowiec Presena Trochę póżno biorę się do relacji ale dziś były rozmowy polsko-włoskie Daliśmy dyla bo makaroniarze zagadali by nas na śmierć Sam lodowiec jest z tych malutkich ok 7 km tras,dobrze przygotowanych w końcu z odpowiednią ilością śniegu,nie tylko sztucznego Rok temu zrobili tu porządną inwestycje i na sam lodowiec nie trzeba już targać orczykiem tylko gondolą z samego dołu z jedną przesiadką Ludzi ok godzinie 10 znikoma ilość, można się było wyszleć Pista Paradiso przygotowana b.dobrze7 punktów
-
Ponownie Mosorny. Dwie godzinki z rana, warunki dobre i bardzo dobre[emoji5] Potem przenieśliśmy się na Bacę, tam też fajnie, rodzinna jazda[emoji5] Pozdrawiam Maciek Wysłane z mojego ALE-L21 przy użyciu Tapatalka6 punktów
-
Wisła Skolnity Dzisiaj padło na Skolnity.Wyjazd z Mysłowic 6.50.Na miejscu jesteśmy 8.10 parkujemy na bezpłatnym parkingu pod skocznią .Ubieranko do busa i na górę.Karnet 4-godzinny z grouponu za 49 zeta .Warunki na niebieskiej do 10.30 bardzo dobre,potem wyszło jedno miejsce z lodem na samym środku,ale spokojnie do objechania.Po 10-tej troszkę ludzi przybyło lecz kolejek do kanapy prawie brak (1-2 min). Warunki na czerwonej .Szybko na ściankach troszkę twardo co wcale mnie tonie przeszkadza bardziej młodemu,ale też dał spokojnie radę. Kolejny udany narciarsko dzień5 punktów
-
5 punktów
-
4 punkty
-
Marcin no to można powiedzieć że rozmineliśmy sie [emoji6], ja w sobotę wróciłem z Ponte do Legnio - Tonale. NAjbardziej przypadły mi do gustu trasy w Ponte , generalnie Ponte- Tonale bardziej mi sie podoba, mniej ludzi niż Folgarida-Marileva. Oraz widoczki na Presenie. No i pogoda - 6 dni lampy non-stop, tylko duży mróz. Ale jak słońce swieci to i mróz nie przeszkadza. Jak widzę u Was kontynuacja pięknej pogody - za to kochamy Italię, nawet jak śniegu po bokach nie ma . Miłego śmigania w słońcu [emoji41] Polecam bombardino w promieniach słońca na tarasie knajpki Valbione[emoji4]4 punkty
-
Mario...podobne historie spotykają nie tylko Ciebie Filmik opublikowany wczoraj na YT - do obejrzenia, od 30 sekundy.3 punkty
-
Eee....? Zamienił stryjek... Poprzednie gondole wyglądały ultranowocześnie przy tych. Ten model wygląda jak z wyprzedaży....?3 punkty
-
Mitek precyzyjnie wyłożył,jak należy traktować buty,bo część ludzi pewnie nie wie,jak ważne jest,że but ma być wkładany ciepły,suchy,dopinany stopniowo itd., tylko szuka rozwiązań skomplikowanych,jak grzałki, dla prostych problemów.Ja zresztą też tak czyniłem wielokrotnie.Z drugiej strony są ludzie,którzy kwestie butów przestudiowali dogłębnie i wdrożyli proste procedury-but zabierany z ciepłego,jedzie pod nogami pasażera z nadmuchem na dół,a nie na dachu w boxie ...Ja w ramach walki z butami mam własnej konstrukcji urządzenie do odbarczania z czasów,gdy nikt tego nie robił.I do dzis sam sobie odbarczam. Co do kwestii suszenia,w ramach badań włączyłem na noc grzałkę w jednym bucie,z drugiego wyjąłem środek.Na drugi dzień wyjąłem but wewnętrzny z grzałką,postawiłem je obok siebie-ten suszony grzałką miał warstwę wilgoci na powierzchni zewnętrznej,drugi oczywiście nie,choć być może jego wkład był bardziej wilgotny niż w tamtym.Prawdopodobnie po 2-3 dobach suszenia byłoby równo w obu.Jak widać,dziedzina nauki o butach narciarskich jest niezbadana-trzeba samemu dojść do wszystkiego.Prawdopodobnie optymalne wyjmowanie co kilka dni użytkowania. A co do suszarek,pewnie mają na myśli tych,którzy suszą opalarkami na trzecim stopniu grzania. Suszarki do butów nie zrobią krzywdy nawet butom termoformowanym.3 punkty
-
Jeśli chodzi o nas "sekcja Andrychów" to co tydzień gdzieś idziemy czasem skład się zmienia z różnych powodów ale niema tygodnia żeby ktoś z naszej paczki gdzieś na tury nie jechał, więc jeśli macie ochotę dołączyć to serdecznie zapraszamy zawsze to raźniej i weselej będzie. Nie zawsze jest miejsce w samochodzie ale kto powiedział że nie można pogonić dwa samochody. Można pisać do Aklima lub do mnie, również postaramy się częściej zamieszczać info z planami wyjść na forum np. najbliższa niedziela prawdopodobnie Rakoń kto będzie na siłach to jeszcze Wołowiec wyjście od strony Słowackiej. Pozdrawiam Rafał3 punkty
-
Marileva-Folgarida Tak,to naprawdę Polska stacja i nic się tu nie zmieniło jeśli chodzi o naszą nację,niestety Polski język jest tu dominujący Sorry że tak to zacząłem ale nasi to naprawdę zachowują się jak bydło Podpici jegomoście z wulgarnym krzykiem jeżdżą i drą kopary,masakra Wstyd się przyznać że jest się polakiem Mam nadzieje że to tylko nas teraz spotkała taka przyjemność A co do stacji sama infrastruktura dobra,przygotowanie tras jak na tą ilość sztucznego śniegu dobre,nawet sztruks z ranka,koło 10 można było zaznać z 2 godzinki Co tu naszych ciągnie nie wiem Toć nie ma strefy bezcłowej Zdecydowanie jutro lodowiec w Tonale i podmiejska włoska białka3 punkty
-
Kolejna droga i pytanie którędy? W dół w lewo czy pod górkę w prawo, ale ja chcę na dół do wyciągu. Są ślady narciarzy w dół, stara zasada freeridera mówi, jedź tam gdzie są ślady, ewentualnie dzwoń do chłopaków po poradę. Diabełek podpowiada swoje, idź pod górę do słupa tam będzie łatwo, widać kawałek trasy 3 i tylko trzy podpory do stacji wyciągu. Jestem naprawdę bardzo blisko. Do pokonania kolejny jar I jestem już przy podporze Chwilowo drogi nie widać, mam wąwóz (może to nawet parów) po prawej, dna niestety nie widzę, a dalej trasę narciarską, postanawiam trawersować w prawą stronę do trasy narciarskiej. Początek nie jest łatwy, używam nart jak maczety i przedzieram się w stronę trasy zjazdowej... Jednak to bardziej wąwóz, a nie parów, ściany stromo pochylone, dno wąskie, do tego mocno wszystko w pionie nachylone i na nartach nie da się dalej schodzić (zjeżdżać). Dalej idę z buta, a narty zrzucam przed sobą w dół. Po drodze mijałem kolejną ambonę, ale nie chciało mi się na nią włazić (to kolejny błąd) mogłem jednak coś wypatrzeć. Na domiar złego zaczyna się plątanina kolczastych roślin i nie mam ich jak wyminąć Wpadam na pomysł, że nie muszę co chwila rzucać nart, mocuję je do plecaka. To też nie najlepsze rozwiązanie, bo zaczepiam czubami o gałęzie, lub piętki wbijają się za mną w śnieg. Oprócz ptaków słyszę jak nieopodal szumią liczne strumyki. Robi się bardzo stromo i zmieniam sposób poruszania, idzie mi teraz szybciej. Ustawiam się twarzą do stoku, chwytam kijki w poziomie przy talerzykach i uchwytach na wysokości głowy i opuszczam się na dół. Teraz nie zaczepiam o nic nartami, dość sprawnie i bezpiecznie niweluję wysokość. Prawą stronę mam z głowy, strome urwisko nie daje mi szans na przebicie się do trasy. Muszę trawersować w lewo pod gondolę. Będąc twarzą do stoku zsuwam się ze 2 metry w dół i ląduję na dnie, noga wpada mi między skałki, plecak z nartami szarpie do tyłu i ląduję na plecach. Czuję jak wlewa mi się woda do butów, a ja jak żółw macham niezgrabnie rękoma i jedną wolną nogą, druga niestety zaklinowała się. Po chwili leżenia czuję jak woda ze strumyka zaczyna chłodzić ożywczo moje pośladki, a po krótkiej chwili jeszcze mój kręgosłup. W przypływie dodatkowej mocy udaj mi si wyrwać nogę z uścisku i przekręcić się na brzuch. Teraz ręce wpadają mi głęboko w śnieg i po łokcie zanurzam się w strumyku. Nie jest źle, udaje mi się wstać i wyjść z wody. Wcale nie jest tak zimno, dużo się ruszam. Wreszcie dzwonię do Wujota i proszę Offpiściaków o rekonesans z gondoli i poradę jak z tej matni wyjść. Czekając na wiadomości odkrywam kolejną technikę poruszania się, to czołganie, trochę zapadam się w śniegu, ale nie zaczepiam o nic nartami i sprawnie poruszam się pod gałęziami. Dzwonią Offpiściaki z informacją, że muszę trawersować w lewo pod linę kolejki i dalej w lewo do drogi asfaltowej. Tak też czynię. Gdy jestem pod kolejką, z gondoli kilka razy wychylają się narciarze i pytają czy nie potrzebuję helpa. Ja helpa no nie oczywiście, ja tu przecież szukam grzybów alpejskich, najlepszych na świecie... Ale miło, że chcą pomóc, tylko szczerze mówiąc jak, muszę się wygrzebać sam. Na godzinę już nie patrzę, bo wpadnę w panikę, trudno najwyżej mnie zabiją, albo dostanę solidny łomot. Pokonuję jeszcze jeden jar, dalej jest mi ciepło, a w butach mam podgrzewaną wodę, takie przynajmniej mam odczucie. Widzę w końcu asfaltową drogę, tylko jak do niej zejść, bo jest naprawdę stromo... Wreszcie udało się, jestem uratowany, dotarłem do cywilizacji...3 punkty
-
Dzisiaj ukazał się w sieci, na stronie Redbulla filmik obrazujący rozwój narciarstwa free... Trailer: Całość filmu pod linkiem: https://www.redbull.tv/film/AP-1Q8G1YZ8H1W11/generations-of-freeskiing?cmpid=ocp-youtube-DL-GenFreeSkiing-FilmPage2 punkty
-
Dzięki Aniu! Trasę znam dość dobrze, bo obeszliśmy wszystkie szlaki w Górach Stołowych razem z Izą. Pewnie nie wykręcę jakiegoś specjalnego wyniku, ale tanio skóry nie sprzedam! No zobaczymy, co to będzie... PS. Już nam wyratrakowali trasę... będzie sztruks!2 punkty
-
2 punkty
-
Madonna di Campiglo Tak więc dziś jeżdziliśmy w rodzinnych stronach Alberto Tomby Większość tras należy tu dość łatwych,wyjątkiem jest Amazonia na zboczach Spinale Aaa i oczywiście fisowska trasa 3-Tre Przygotowanie tras bardzo dobra ,ludzi średnio Nie ma mowy o stania w kolejkach Kolejny pięknie spędzony dzionek2 punkty
-
Co Was będę zanudzać koleją moją relacją z Soelden [emoji6] Wysłane z iPhone za pomocą Tapatalk2 punkty
-
Nic straconego, wkrótce Pilsko... Ja zasuwam w zwykłych butach narciarskich. Jutro meldujemy się w Zieleńcu, przynajmniej taki wstępny plan. Następnego dnia zawody Fat Bike Race Góry Stołowe.2 punkty
-
Repeta z Kamieńska. Jak zaplanowałem, tak zrobiłem - po pracy, ponownie w auto i na wieczorną jazdę na Górę Kamieńsk pod Bełchatowem. Z łodzi to ok 75 km i godzina jazdy autostradą i drogą szybkiego ruchu. Dzisiaj wyraźnie cieplej, termometr wskazuje +0,5 stopnia. Docieram na miejsce przed 19stą. Kupuję tak jak wczoraj karnet wieczorny: Pierwszy rzut oka i jestem przerażony - mimo niesprzyjającej pogody: mgła i dodatnia temperatura, na stoku jest mnóstwo ludzi. Korzystając z rady Ratraka na pierwszy wjazd ustawiam się pod orczykiem. Ten niestety chodzi bardzo wolno a kolejka jest też spora... Na samej górze - mleko. Nie widać zbyt dobrze nawet końca stromszego początku tras. Na dole jest znacznie lepiej. Przy wyciągu krzesełkowym - taka sytuacja: Tak jak wczoraj, na głodzie narciarskim zniosłem w spokoju i cierpliwie niedogodności ośrodka - dzisiaj nerwy mi trochę puszczały... a to przez kolejki i nieumiejętną obsługę wyciągów - wolny bieg, jazda na krzesłach w niepełnym składzie, ciągłe zatrzymywanie - w efekcie stanie + wjazd na górę = 20 minut. Przegięcie! Zjechałem prawie dwa razy mniej niż wczoraj Góra węższej trasy również spowita mgłą: Górna stacja krzesła: Jeżdżę - raz lewą, raz prawą stroną. Najlepiej jest jednak na środku - pod wyciągiem. Śnieg nie jest już lodową taflą - dodatnia temperatura przez cały dzień nieco rozpuściła lodowisko. Mimo tego jest szybko i można było, pomimo bardzo płaskiej górki, trochę się wyżyć na krawędziach. Jazda na maksa na stoku o długości ok kilometra nieźle potrafi dać w kość. Lubię agresywną jazdę. Przed godziną 21 mgła sobie poszła... ...a przed ostatnim zjazdem było już nieźle wszystko widać. Dwudniówka na Górze Kamieńsk minęła szybko. Dzień dzisiejszy był moim 22 dniem z nartami na nogach - oby odwilż nie zdewastowała stoków, to sezon będzie narciarsko obfity. Pod Bełchatowem mimo dzisiejszych feryjnych niedogodności pewnie niebawem znowu się pojawię - cóż? Taka praca - lepiej pojeździć w tłumie niż przesiedzieć bezczynnie wieczór w hotelu. Pozdrawiam marboru2 punkty
-
Fatboy Slim.. Kolejna sobota i zastanawiamy się gdzie spędzić wolny dzień pada na powtórkę z rozrywki w lekko zmodyfikowanej wersji #szczyrkaido Kolejny raz startujemy z Ostrego stokówką w górę fot. Szymon Rochowiak I jak tu nie narzuca się taki teren do zjazdu? fot. Szymon Rochowiak Odbijamy ze stokówki w las fot. Szymon Rochowiak Teren w końcówce robi się coraz bardziej stromy i rzadki fot. Szymon Rochowiak Jesteśmy na szczycie i szykujemy się do zjazdu w... Naszym małym parku rozrywki A tutaj polanka z drugiego zdjęcia z bliższa fot. Szymon Rochowiak Zjeżdżamy też na stronę Malinowa, ale tam jest tragedia, rozjeżdżone przez narciarzy, a najgrosze są ogromne doły po skuterach Za to na podejściu spotykamy faciarzy! myślałem, że spotkam Johnnego pytam ich czy to się pcha czy też trochę jeździ Ogólnie to my zjechaliśmy 4 razy i spotkaliśmy ich przy aucie chyba większy fun jest zjechać w dziewiczym terenie w lesie niż pchać rower żeby zjechać stokówką Albo ja po prostu nie czuję tego klimatu Pozdr Tomek2 punkty
-
Teren robi się coraz trudniejszy, choinki gęstnieją i robi się czasami mocno stromo, ale ciągle posuwam się do przodu, a w zasadzie w dół i tego się będę trzymał... Wreszcie wychodzę z lasu, jest droga ratrakowana. Rozsądek podpowiada, teraz albo w lewo, albo prawo. Prawo odpada bo trzeba do góry, zostaje lewo, ale diabełek się odzywa - zobacz w dół jak ładnie, dasz radę między choinkami sporo miejsca jest. Może zadzwonię do chłopaków, ee nie dzwoń, nie będziesz im przeszkadzał, Oni też chcą pojeździć, daj Im spokój, jeszcze masz czas, jedź sam. No dobra znowu mnie przekonałeś mój diabełku, jedziemy w dół. Fajnie było przez 50 metrów i znów las gęstnieje... Znajduje starą ambonę, wskrobię się na nią i zobaczę co i jak... Widoki oczywiście są piękne, ale wszędzie dookoła las, w oddali góry i dolina, ale jest wszędzie blisko, trzeba złazić... Wolnej przestrzeni coraz mniej, ale cisza absolutna, przerywana tylko przez świergoczące ptaki, czasami słychać jeszcze samoloty, żadna trasa nie zapewni takich warunków, widuję tylko czasem ścieżki wydeptane przez leśną zwierzynę... Docieram do strumyka i tu popełniam banalny błąd, przez strumyk przechodzę na nartach, zjeżdżam w dół i staję w miejscu, do tego narty przestały skręcać. Temperatura jest ujemna i narty mam totalnie oblepione lodem i śniegiem. Idzie mi ciężko, tempo spada, ale ciągle mam dużo czasu, tak myślę... Delikatny uśmieszek nie znika mi jeszcze z twarzy i docieram do kolejnej drogi, tym razem nie ratrakowanej, co robić dalej?2 punkty
-
Ujeżdżamy pola i łąki i mnie ponosi co nie co, lecę na główkę i ląduję w śniegu. Chwilka mija, wstaję i coś mi brakuje. Gopro znika gdzieś w śniegu i jest ambaras. Na szczęście jest Wujot, Jego lawinowe abc wreszcie może się przydać (oby tylko do takich celów). Wiesiek rozkłada łopatę, a ja ambitnie macham nią dookoła miejsca gdzie wylądowałem. Dojeżdża do nas jeszcze Jurek i po jakiś 10 minutach jest coś czarnego, Gopro uratowane. Postanawiamy przenieść się na lewą stronę trasy pod gondolą, tam też jest sporo do zrobienia, a freehien jeszcze nie ma. Strzelam jeszcze kilka zdjęć, a chłopaki mi w tym czasie znikają. Zaraz Ich dogonię. Ruszam za nimi, ale mi zniknęli, dobra dojadę zaraz, tylko kilka zdjęć muszę...Widoki śliczniutkie, tereny prawie nie ruszane...bajecznie Własne ślady oglądam, są super jazda też, chyba zadzwonię do Wieśka, ale diabełek w głowie siedzi i szepta, po co? Jedź sam, przecież się nie zgubisz, a taki warun przed tobą, jaki nigdy w życiu nie miałeś.Dobra jeszcze kawałek zjadę sam. Robi się coraz gęściej od choinek, ale co za jazda...2 punkty
-
Ponowny wjazd na górę kolejką Geols i kierunek może być tylko jeden, żegnamy sztruksik bez żalków i w prawo na nasze pola uprawne... jest mega galaktycznie, szybko puki nie ma sępów pieprzonych... Na lewo od grani cudowne hektary do zagospodarowania...musimy tam dotrzeć... Śnieg doskonały, leciutki i mięciutki, pływa się w nim z rozkoszą... Jeszcze, jeszcze, ja chcę jeszcze...2 punkty
-
Ostatni dzień nartowania miał być krótki, łatwy i przyjemny, taki lajcik. Ale czy taki był? No chyba nie do końca. Ośrodek na poniedziałek wybrany był najmniejszy, najniższy i najłatwiejszy. W tak małym ośrodku nic ciekawego nie może się zdarzyć. Dodatkowo znam go jak własną kieszeń, byłem tu wielokrotnie i przyznam się - to mój ulubiony teren w Austrii. Nie wymieniam go z nazwy, bo Wam nie polecam. Do niedawna była tylko jedna stara gondola, trzy stare niewyprzęgane krzesła (teraz są dwa) i trzy orczyki. Mało tras, narciarzy brak, więc musi być kiepsko. Niech zostanie jak jest, zapomniany przez świat na uboczu, ale ja go naprawdę uwielbiam. W miejsce starej kanapy jest niestety nowa wieloosobowa (chyba 10-cio) gondola. Reszta stara bez zmian. Gondola i jedno stare krzesło docierają na najwyższy szczyt tutaj dostępny - Onkeljoch 2050 m. Przy nowej gondoli jest czarna trójka i dodatkowo spora ilość dookoła tras freeridowych. Przyznaję, że dotychczas jeździłem tutaj tylko po trasach, ale tu wszędzie blisko. Wstaliśmy wcześnie, bo miała być jazda od ósmej. Koniec przewidywany na 13.30. Pogoda miała nam w tym dniu dopisać, słońce i niewielki mróz. Czekamy pół godziny, bo gondola jednak rusza o 8.30 Starą gondolą docieramy już w inny świat. Sztruksu jak zwykle tu nie brakuje, ale my tu nie jesteśmy dla sztruksu...przynajmniej kilku z nas...widoki mnie tu zawsze kręciły, ale... Orczykiem docieramy na Onkeljoch i Wujot z Jurkiem oczywiście wypatrują terenów do freeridu Jacek z Wieśkiem robią Sobie selfie Ruszamy po sztruksie w dół, ale obserwujemy wszystko dookoła i wygląda to dobrze, przyjechaliśmy tu ciężko orać i widać, że jest masa hektarów do przeorania, pracy nam nie braknie, ale widać też tutejsze sępy się zleciały i trzeba będzie walczyć o swoją działkę niczym u brzegów Klondike w Jukonie. Jurek, Wiesiek i ja nie damy się łatwo pokonać tubylcom; takich dwóch jak nas trzech nie ma ani jednego. Żeby nie było, po sztruksie też potrafimy zjeżdżać... Po prawej widać nasze pola uprawne..... Pozdrawiam serdecznie.2 punkty
-
Jak się ma już trochę latek i trochę dioptrii do korekcji to trzeba pomyśleć o tym jak jeździć na nartach i dobrze widzieć. Również ma to znaczenie z punktu widzenia bezpieczeństwa. Jest kilka metod. Szkła kontaktowe - nie zaprzyjaźniłem się. Kask z szybą, można jeździć w okularach. No tak, ale ja już mam całkiem fajny kask i gogle też niczego sobie. Trzeba wydać niezłych parę stówek ekstra a do tego do szafy idzie dobry kask i gogle. Zakupiłem ramki wkładane w gogle. Wydatek 50 pln z przesyłką. Idę do optyka, któren wstawia mi szkła z taką samą korekcją jak mam okulary. I co? I teraz to ja mogę za... przepraszam normalnie jeździć. Trzeba oczywiście dokładnie oczyścić zarówno gogle jak i wkładki dobrej jakości ścierką i nie dotykać paluchami. Obawiałem się o parowanie. Występuje tylko na wyciągu jak nie jeżdżę. Po ruszeniu i przewietrzeniu widoczność normalna, Sprawdzone przy -22 gradus. Parowanie można wyeliminować całkowicie przez zakładanie gogli na kask przy podjeździe do wyciągu i ponowne ich zakładanie na ślipka dopiero w momencie startu. Wtedy nic nie paruje i nie ma ryzyka, że para przymarźnie. Cały szpas kosztował 150 pln. Bardzo dobrze wydane pieniądze.1 punkt
-
Dałbyś rady! Po takim doświadczeniu w Alpach, to na lajcie... Zwłaszcza na grubych oponach.1 punkt
-
1 punkt
-
Przede wszystkim dla narciarzy tourowych. Tam jest wiele szlaków i nawet dobrze oznakowanych. Ale nie tylko, bo na Klimczoku jest działający stok! Na Szyndzielni też jest talerzyk, ale w tym roku już nie działa.1 punkt
-
1 punkt
-
Zgadzam się w 100% z Asiek chociaż Soelden nie jest moim ulubionym ośrodkiem. Mi w Austrii dużo bardziej odpowiada też baza noclegowa i widzę zdecydowanie lepszy stosunek jakości do ceny. Nasza grupa jest już bardzo liczna (ok.16 osób) i znalezienie kwatery odpowiadającej oczekiwaniom w rozsądnej cenie jest dużym wyzwaniem. Do Włoch robiłam kilka podejść i jest mizeria, ale planuję tam wyskoczyć tylko z moim mężem, natomiast dla naszej grupokolonii już mam na oku zaczepisty dom w Austrii na przyszły rok, spełniający wszystkie nasze wymagania w cenie 20eur/os - mission impossible w Italii.1 punkt
-
Mariusz, my będziemy tam w piątek, tak gdzieś ok. 10 rano. Tak zakłada plan optymistyczny... Pojeździmy 2, może 4 godziny i jedziemy do Karłowa na kwaterę. Sobota to "Fat Bike Race Góry Stołowe", czyli ściganie się na "tłustych rowerach". Start o godz. 11.00 pod OW "Szczeliniec". Później pewnie ogłoszenie wyników i wieczorem impra. Na niedzielę planuje wejście z tłuściochem na Szczeliniec... Tutaj dużo zależy w jakim stanie będziemy po imprezie... Jeśli czasu starczy, to możemy wpaść drugi raz do Zieleńca.1 punkt
-
Zacytuje, ale odniosę się ogólnie do wpisów [emoji5] Już w pierwszym poście podkreśliłam, że to totalnie subiektywne moje odczucie. Każdy jest inny i dla każdego ważne mogą być inne aspekty danej sprawy [emoji16] Nie napisałam jednak, że moje odczucia opisuje tylko na podstawie "przereklamowanego Soelden"[emoji6] nie jestem może światowcem, ale gdzieś tam byłam [emoji16] Dla mnie uporządkowanie w Austrii to m.in. przejrzyście i czytelnie oznaczone trasy czy obsługa uwijająca się koło wyciągów, przygotowanie tras, itp. To takie różne drobne niuanse, które składają się na całość. Jestem pod niektórymi względami perfekcjonistką i może zwracam uwagę na inne mniej istotne kwestie. Albo zwyczajnie tak akurat trafialiśmy, nie wiem. Klimat w knajpkach to dla nas drugorzędna kwestia, mało czasu w nich spędzamy, ale też nie narzekam. A apres ski i tak poza naszym zasięgiem[emoji6] Rozumiem jednak, że to bywa istotną kwestią. Ze skibusa nie korzystaliśmy nigdy, więc nie wypowiem się [emoji6] Wysłane z iPhone za pomocą Tapatalk1 punkt
-
Dokładnie tak jak piszesz. Gole zwykłe, kupione ładnych kilka lat temu kiedy bliżej mi ze wzrokiem było do sokoła niż do kreta jak teraz. Pozdrawiam.1 punkt
-
1 punkt
-
Gdybym miał buty, już bym za Wami pociskał, przynajmniej dopóty by sił starczyło. Ale Turbacz muszę i chcę zaliczyć (obiecałem)! A Wasza wyprawa, zdjęcia i filmy rewelka. I niech się schowają wygłaskane trasy. Nie ma porównania. Prawdziwa narciarska wolność. Do tego jeszcze dreszczyk emocji i adrenalina na końcówce. Super i pozdrowienia dla Ekipy Andrychowskiej. PS i wszystkich turujących oczywiście też!1 punkt
-
Dziś Mosorny z rana. Warunki bardzo dobre i dobre. Wysłane z mojego ALE-L21 przy użyciu Tapatalka1 punkt
-
1. Nie widzę powodów aby buty narciarskie nie były wygodne - sam mam Bd o fleksie 130 i mogę w nich chodzić dniami. 2. Najważniejsze jest jednak dopasowanie. Oznacza to odpowiednią długość, szerokość stopy i objętość. I brak ucisków punktowych 3. Długość wyjściowa to powinna być dokładnie to co masz w butach sportowych. Może oczywiście wyjść później jakieś pół numeru. Jak poszukasz to są metody sprawdzania tej długości (mierzenie w skorupie, na wkładce). zacznij jednak od tego co powiedziałem. 4. Szerokość stopy - każdy producent ma buty o różnej szerokości (męskie np od 98 do 106 mm). Należy zmierzyć stopę aby wiedzieć w którym zakresie skali się znajdujesz. Po prawdzie z tą szerokością nie jest to takie oczywiste. Ale znów - warto wiedzieć czego szukasz. 5. Objętość to kolejny kluczowy problem. Ponieważ buty są mało elastyczne to nie dopasują się do stopy jak miękkie to błąd może dużo kosztować. Różni producenci stosują różne wzorce stopy (północną lub południową). Zbyt mała objętość zaowocuje bólem podbicia a zbyt duża luzem. Przy dopinaniu buta dobrze trzymać powinno w środkowym zakresie klamer. Warto poszukać informacji na temat objętości u producentów. Z czasem będziesz wiedziała co Ci pasuje. Ja np wiem, że Dynafit jest dla mnie dobry a Scarpy nawet nie warto zakładać (różnią się właśnie v) 6. Po dokonaniu pomiaru długości i szerokości oraz oszacowaniu objętości sprzedawca powinien zaproponować grupę potencjalnie dobrych butów. 7. Flex - to moim zdaniem obszar potężnych nieporozumień. Po części jest to uzasadnione - w butach o wysokim fleksie stosuje się cienkie botki dzięki czemu doskonale trzymają nogę. Dla odmiany te komfortowe miękkie i z wielką ilością ociepliny bardzo szybko przestają trzymać ze względu na ubijanie się botka. Natomiast but miękki ale z cienkim botkiem to znakomity but do jazdy. Oczywiście w momencie gdy preferujesz jazdę sportową i wisisz na językach to nie jest odpowiedni but. Ale w normalnej spokojnej jeździe dodatkowa ruchomość stawu skokowego to duża zaleta (w terenie to jest bardzo widoczne) 8. Może zdarzyć się, że but wydaje się prawie dobry ale gdzieś jest punktowy ucisk. Można to bez problemu poprawić bądź korektą skorupy (tzw odbarczanie) lub wygrzewanie botka (poprawa do pewnego stopnia). Z powodu punktowego dyskomfortu nie należy kupować butów zbyt dużych. 9. Inne sprawy - jeśli marzną Ci stopy zwróć uwagę na ocieplanie palców. Mechanizm ski/walk to nie fanaberia - zejście po zalodzonej rampie jasno pokazuje, że można tego oczekiwać. 10. Na zakup butów poświęć bardzo dużo czasu, nie musisz ich kupić w pierwszym ani nawet 5 sklepie. Nie musisz zrobić tego w pierwszym ani trzecim dniu zakupów. Tyle na szybko co mi przyszło do głowy Pozdro Wiesiek1 punkt
-
Hej wygląda na to, że termin 4.02 - 6 głosów, 5.02 - 6 głosów, a miejsce Rysianka 9 głosów i Pilsko 6 głosów. Proponuję w takim razie 5 lutego na Rysiance, ewentualnie osoby z dalsza mogą już dojść do schroniska 4 lutego Start w zależności od wynajmowanego sprzętu albo Złatna albo Sopotnia, więc osoby chętne które nie mają sprzętu proszę o info gdzie wypożyczają (Szczyrk, Korbielów czy w schronisku wynajmą?) Pozdr Tomek1 punkt
-
Andalo-Paganella Co się odwlecze to nie uciecze Warto tu pojeżdzic dzionek,dwa a i tydzień rodzinnie można by było tyle że my lubimy się przemieszczać Kto był to wie że Pagannela fajna jest,kto nie był to polecam.nawet na tydzień W skrócie to duży brat ośrodka w którym jeżdziliśmy wczoraj Dziś po nartach przeprowadzka do nowej kwatery co by ogarniać pozostałe ośrodki Dolomitów Jutro Passo Tonale a może Pinzalo Ps, Na ostatniej fotce tak w Paganneli przepędzają ostatnich niezdecydowanych narciarzy,gdy ratrakowy jest gotowy do lizania tras1 punkt
-
Monte Bondone Miała być dzisiaj znana mi i pewnie sporej grupie forumowej Paganella, którą bardzo lubię ale baaardzo póżno wstaliśmy Rodzinne wyjazdy mają to do siebie że narty u mnie nie grają pierwszych skrzypiec i nie melduje-my się na pierwszym krześle Całkiem fajna górka,choć jadąc miałem mieszane uczucia,czy warto poświęcać dzionek Bardzo fajne trasy,dla dzieciaków fajnie organizowane zabawy,place zabaw itp. Cenowo też bardzo przystępnie Ludzi tak sobie Ps.O pogodzie nie wspomnę,znaczy wspomnę ,lampa jest i ma być następne 7 dni z mrozikiem To tyle,tymczasem1 punkt
-
1 punkt
-
Wrażenia trochę spóźnione, bo z długiego weekendu, ale dopiero dziś jakoś udało się znaleźć chwilę i poukładać zdjęcia: Po raz trzeci wybraliśmy się na przełomie roku do Černego Důlu koło Jańskich Łaźni, żeby pojeździć w tamtejszym ośrodku SkiResort. Ale warunki w ubiegłym roku (relacja tu: http://www.skionline.pl/forum/topic/20159-pec-i-ja%C5%84skie-%C5%82a%C5%BAnie-sylwestrowo-noworoczne-nartowanie/) to ziemia a niebo, i to praktycznie dosłownie, bo rok temu było zielono, a w tym biaaało, mroźnie i śniegu po kokardę, to znaczy spokojnie ok. metra! Myślę, że aktualnie w Karkonoszach jest więcej śniegu, niż w wielu topowych ośrodkach w Alpach. Tak to wyglądało w piątek rano z okien hotelu: A tak już na stoku:1 punkt
-
Allegro. W google wpisać wkładka korekcyjna do gogli narciarskich i wyskakuje pełno tego. Ja poprzez Allegro zapłaciłem niecałe 50 pln z wysyłką. Pozdrawiam.1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt







