Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 19.03.2017 w Odpowiedzi
-
3 Zinnen Dolomites Piotrek z Ekipą odjechali w stronę Polski, a my z Paulą pobudka przed 6, szybkie pakowanie i również jazda w stronę Ojczyzny - z tym, że jeszcze postój i jazda na nartach do 13 w nieznanym nam dotąd ośrodku narciarskim 3 Zinnen Dolomites. http://www.skionline.pl/stacje/wlochy-poludniowy-tyrol-alta-pusteria-hochpustertal,osrodek,612.html Niestety u mnie lewa noga w sztywnej ortezie po upadku, od samego rana niestety ból kolana i brak siły w nodze. Środki przeciwbólowe, przeciwzapalne - "nakolannik" i na stok. Jazda była delikatna z mojej strony i raczej zwiedzanie ON niż śmiganie jakie lubię. Na szczęście wszystko szczęśliwie się zakończyło i dzisiaj po powrocie do Polski, chociaż z nogą wszystko ok, to mogę powiedzieć, że po 35 dniach na nartach zakończyłem sezon 2016/17. Wracając do relacji... ...przed ośrodkiem narciarskim jesteśmy zaraz po 8 i załapujemy się od razu na gondolę Dlaczego - wtapiamy się w tłum zawodników - w sobotę na Helm Monte Elmo odbywały się zawody. Mimo, że tutejsze trasy nie są położone wysoko - warunki jakie zastajemy z samego rana są rewelacyjne - takie jak lubię: strzelający pod nartami sztruks Twardo i szybko. Pierwszych kilka zjazdów zaliczamy w pełnej samotności na stokach. Mimo, że widać zmianę pogody, to do godziny 13 było bardzo fajnie - błękit nieba i promienie słońca przebijały się przez chmury. W ośrodku trochę zmian - link ze Skionline nieco nieaktualny, bo oprócz dużej gondoli, gondoli małych jest 5 a nie jak na opisie ośrodka 3. Sztuki nówki: Trasy w ośrodku, to przede wszystkim wymagające czerwone i czarne... ...ehhh szkoda, że noga nie była sprawna. Widok z Stiergarten w stronę Alp... Mapa narciarska: Zjeżdżamy na północne stoki pod miejscowością Moso. Widok po lewej ręce taki: Nasz cel: A po drodze - cud malina trasa: Doskonale przygotowana i choć o południowej ekspozycji trzyma porządnie... Dół: I na samym dole połączenie dwóch gór i dwie stacje dolne szybkich gondoli: Postanawiamy kilka razy powtórzyć trasę dopóki znacznie temperatura nie wzrośnie. Jazda fantastyczna - ilość narciarzy praktycznie zerowa Eksplorujemy dalej. Dół kolejnej trasy, spod dolnej stacji gondoli wygląda tak: Początek tej trasy narciarskiej - to czarna ścianka WOW! Jeździ się tutaj nieziemsko, ponieważ o dziwo jest tutaj raczej naturalny śnieg - lodu zero. Twardo, równo a narta trzyma aż ta Lala Tutejsza śnieżna budowla dla dzieci: Jedziemy świetną czerwoną trasą w stronę miasteczka Moso. Wciągamy się na górę i... ...zaliczamy widoczną czarnulkę! Co za pochyłość - WOW. Do tej trasy jeszcze wrócę... Tutejsze widoczki w stronę Sexter Dolomiten: Obowiązkowe zdjęcie z uroczymi bałwanami Zaliczamy orczyki i trasy przy nich - najwyższe położone na północnych stokach pod Zeherem 2965 m npm. Widok w stronę tras południowych - przy trasach jak widać - zero śniegu naturalnego. Przy najbardziej położonym na wschód orczyku wydzielona trasa do ścigania Przenosimy się pod mega czarną - tu Paula ćwiczy śmig a ja jestem pod ogromnym wrażeniem tej ścianki. To najbardziej wymagający stok jaki odwiedziłem w tym sezonie. Wygląda to z bliska tak: Chodź ta pierwsza, zaliczona tego dnia czarna trasa, z góry wygląda również świetnie Zbliża się godzina 12sta - jemy pyszny makaron na stoku przy orczyku i bałwanach. Polecamy knajpkę! Zero ludzi, pysznie i tanio...ale to chyba zaleta małych ON i przedzieramy się z powrotem, w stronę auta. Robię fotkę miasteczka Moso: Kościółek: Wracamy na Helm "byczym" wyciągiem... Ostatni zjazd trasą 13... ...niesamowicie długa i piękna czerwona z domieszką czerni Z powyższego miejsca strzelony inny ośrodek, którego nie udało nam się tym razem odwiedzić Kronplatz Zoom optyczny aparatu X40 i takie oto zbliżenie: Kończymy jazdę a zawody nadal trwają... ...swoją drogą ciekawe, co to było? Ustawiona trybuna, scena z telebimem itd. Co to za ranga zawodów? Może ktoś z Kolegów zajmujący się mocniej sportem będzie wiedział? Trasa z bliska (czarna) - niestety zamknięta dla narciarzy rekreacyjnych w tym dniu. Widok ogólny wraz z trybuną i telebimem: To co znalazłem w necie, to z pewnością było to ściganie na poziomie FIS European Cup. Ostatni zjazd i żegnamy Dolomity... Już w Polsce, we własnym domu Niestety za oknem pogoda nie nastraja pozytywnie... ...ehhh byłoby pięknie mieszkać gdzieś w okolicach jakie odwiedziliśmy Podsumowując - wyjazd bomba!!!! Mimo, że okolice znałem dobrze ale udało mi się zaliczyć kilka nowych miejsc: Cortinę, Alpe di Siusi, 3 Zinnen Dolomites a przede wszystkim Lagazuoi. Materiału filmowego dużo... ...kiedy go obrobię i coś powstanie filmowego? Trudno mi cokolwiek obiecać. Z pewnością pojawi sięna forum i w tym wątku Na koniec chciałem podziękować Piotrowi, Hani, Ani i Michałowi - wyprawa w Dolomity bez Was, nie byłaby taka sama! Jesteście świetni i już tęsknię razem z Paulą za Wami. Dziękujemy za wspólną przygodę i do zobaczenia. Pozdrawiam marboru26 punktów
-
No tak, dzisiaj się działo na Pilsku. Ekipa dopisała, pogoda dopisała, koledzy z forum też dopisali . Wszystko złożyło się na wspaniały dzień na nartach chodzonych i odrobinę zjazdowych. Świeży śnieg o grubości 3 cm zaczynał się od Szczawin. Na Kopcu było już go nawet 30 cm. Powyżej, w okolicach szczytu świeży opad był już tylko w zaspach. Wiatr nie pozwolił na równomierną pokrywę. Wstyd powiedzieć, ale na szczycie Pilska byłem pierwszy raz. Widoki stamtąd są piękne. Po kilkunastominutowym pobycie na szczycie przy lodowatym wietrze i i zdjęciu fok zjeżdżamy początkowo po twardym śniegu, a później od Kopca do knajpki na Miziowej po puchu i częściowo po trasie przy talerzyku gdzie jest piękny, świeży naturalny śnieg. Tutaj spotykamy się z kilkoma forumowiczami. Czas mija w miłej atmosferze. Po niecałej godzince zjazd do Szczawin i kolejką na Strugi. Było super. Dzięki koledzy za towarzystwo i spotkanie.19 punktów
-
Słońce ładnie rankiem świeci, więc trzeba było odwiedzić Biały Krzyż: Nie był to jakiś wyjazd narciarski, chciałem jedynie sprawdzić jak pracuje serducho w górskich warunkach. No to ustawienie pulsometru i jazda: Po pierwszym ostrożnym przy tętnie max 124, drugi zjazd już przy maksymalnej jeździe, takiej jakiej ten stok pozwala, serce uderzało 140 na minutę, trzeba było na tym zakończyć. Ale podczas wjazdu orczykiem wracało do normalnej pracy. Uważam że powoli mogę myśleć o przyszłym sezonie. Warunki na BK w pełni zimowe, twardo, śniegu pod dostatkiem, krawędzie nie zużyte w tym sezonie świetnie trzymały, śmigać nie zapomniałem. Miła niespodzianka w okienku - masz za darmo. Do zobaczenia w listopadzie zatem. Będę pierwszy, lub drugi po Johnym. Na koniec, jak to moja żonka mówi musi być nagroda: obiadek w zajeździe: Coś jeszcze odwiedzę w tym sezonie, przecież do końca sezonu jeszcze bardzo daleko. Hey19 punktów
-
14 punktów
-
Ta ostatnia niedziela... Warunki fantastyczne po opadach w piątek. Ludzi w szczycie dnia może z 30-tu. Jako że koniec sezonu promocja: karnety o połowę tańsze : ale może dlatego też tylko lewa / patrząc z dołu / połowa stoku wyratrakowana.... Na drugiej freeride. Słońce, śnieg mimo marcowej pogody świetny. Szkoda, że następny wyjazd dopiero w grudniu...14 punktów
-
13 punktów
-
Kilka fotek-widoczków z dzisiejszej wycieczki skitourowej na Pilsko z Johnny i Andy. Było cudownie... Pozdrawiam Maciek Wysłane z mojego ALE-L21 przy użyciu Tapatalka11 punktów
-
10 punktów
-
Sezon miałem kończyć tydzień temu w BSA. Byłem tam w sobotę 11 marca, ale .... nie chciałem, aby sezon kończył się tak dużym rozczarowaniem Dzisiaj więc rano pobudka i po 8.00 zameldowałem się pod Złotym Groniem. Karnet w promocji na 4h za 30 zł i na kanapę. Śniegu dużo im nie zostało, ale wiedzieli co z nim zrobić. Trasy z rana twarde do 10. Po 10 zaczęło puszczać i tworzyły się muldy. Chociaż w zasadzie były to muldki, muldeczki w porównaniu do tego, na co natknąłem się w BSA tydzień temu już o 9.00. Jeździłem do 12.00 i w samo południe trasa mimo, że zmęczona, to spokojnie nadawała się do nartowania. Ludzi niezbyt dużo, chociaż od 10 przybyło. Nie tworzyły się jednak żadne kolejki. Jazda na okrągło Gdybym miał porównywać dzisiejszą jazdę w ZG do jazdy w BSA tydzień temu, to jakieś 27 do 19 punktów
-
5 punktów
-
Niestety,Jaworzyna ze swoim potencjałem od lat robi wszystko,żeby odstraszyć potencjalnego klienta, i turystę i sportowca,chyba dopiero wymiana prezesa z wieloletnim stażem może pomóc. A małe ,przyjazne stacyjki w okolicy stają na głowie,by tego klienta zwabić,niestety potencjał tras nie ten... A sobotnie Kluszkowce po ulewnych opadach ,gdy śnieg zapadał się do połowy łydki, przygotowały 2 trasy z salmiaku dla 400 zawodników-sam Prezes Staszel jeździł z worem i łopatą,to chyba jego ulubione zajęcie.I karnet 6cio godzinny dał za 40 zł. Ech,żeby tak wymieniono prezesów miejscami...Albo Kluszkowce kupiły Jaworzynę...5 punktów
-
Alpe di Siusi - Val Gardena Przedostatni dzień na nartach spędziliśmy (po raz pierwszy w życiu) w ośrodku narciarskim Alpe di Siusi (parking 6 EUR). Ponieważ się pakujemy, to w kilku żołnierskich słowach: - jak na marzec ośrodek za niski, południowe stoki wytopione. Ok 10 już miękko (przygotowanie południowych tras jak na warunki włoskie - słabe. - ON raczej dla adeptów narciarskich, trasy wszystkie łatwe. Oznaczenie tras jako czerwonych, czy jednej jako czarnej ma niewiele wspólnego z ich trudnością. - w porównaniu do innych dostępnych w okolicy terenów, ten wg nas najmniej atrakcyjny (hahaha pewnie napiszecie, że już się nam w tyłkach poprzewracało? - zgodzę się ). Fotogaleria: Warunki z samego rana: Mocno zmrożony sztruks - aż narty strzelały To lubię akurat... Charakterystyczny widok z Alpe di Siusi - "resztki Dolomitów" a w tle Alpy. Północna część ośrodka bardzo fajna...w odróżnieniu od południowej... Jedna z fajniejszych tras północnych, na której na szczęście niegroźnie skręciłem znowu kolano Jazda popołudniu była na pół gwizdka. Pomiar prędkości (Paula 88,50 km/h) i widok na południowe trasy: Jedna z czerwonych na południu z widokiem, który towarzyszy narciarzom praktycznie wszędzie na tym "areale" Po drugiej stronie zdecydowanie lepiej narciarsko: Najfajniejsza trasa wg mnie... ...a znajduje się w takich okolicznościach, za lasem: Zbliżenie: Trzeci z charakterystycznych widoków Alpe di Siusi: Przerwa kawowa a w zasadzie kawowo bombardinowa Popołudniową porą przy jednej z dolnych stacji termometr pokazał +20. Pogoda do opalania... ...niestety spowodowało, to że wszędzie poniżej 2000 m npm (praktycznie cały ośrodek) zrobiło się mocno wiosennie. My wolimy twardo, ale narzekać nie narzekaliśmy - ot wiosenne narty. Niestety po południowej stronie przetopy i dewastacja tras zrobiła się duża - zdecydowanie tego typu ośrodek nadaje się bardziej na zimowe miesiące. Powoli przyszło nam się żegnać z klimatem Dolomitów... ...Piotr z ekipą z Bytomia wyruszają do domu skoro świt, a my z Paulą na powrocie 4 godziny jazdy na nartach - ale o tym napiszę już z Polski w niedzielę. Klimat Sudtirolu I jeszcze jedno zdjęcie... ...i ostatnie: Spakowani, jutro pobudka o 5 i w drogę powrotną Wszystko co dobre szybko...a nawet bardzo szybko się kończy. Tydzień zleciał jak z bicza strzelił. Szkoda, że dzisiaj nie udało się spotkać z JC - ale rozumiemy... praca Co się odwlecze, to nie uciecze Jacku! Dobrego szusowania jutro. pozdrawiam marboru5 punktów
-
No cóż, czas się odezwać Na początek WIIIIEEEEELLLLLKKKKKIE dzięki dla Mariusza i Pauli za to, że chciało im się zorganizować i przeprowadzić to przedsięwzięcie. Przygotowanie i znajomość terenu przez Mariusza pomogła nam zobaczyć rzeczy, których będąc tam sami byśmy nie zobaczyli. Jeszcze raz, Mariusz szacunek i wielkie dzięki od Ani, Halinki, Michaela i Janusza . Co do Włoch - bajka. Miejsce jest przecudne i wręcz bajkowe. Narciarsko, widokowo, jedzeniowo.........po prostu bomba. Relacji też pisać nie muszę i za to Mariusz drugi dzięks. Na koniec krótki filmik: Komentarz zbędny Po nas widać, że wyjazd udany. Tak było codziennie PS: Wszystkie ujęcia poza pierwszymi dwoma robione były gimbalem z gopro 3+ black. Gimbal jest fantastyczny. Pozdrawiam4 punkty
-
3 punkty
-
3 punkty
-
Już od poniedziałku do końca sezonu PROMOCJA: - karnet od 8:00 do 16:00 10 PLN - karnet od 18:00 do 22:00 10 PLN3 punkty
-
Jaworzyna Krynicka 16.03.2017 Odwiedziłem Jaworzynę. Skipas całodzienny kosztuje teraz 80 zł, dwugodzinny 55 zł. Szkoda że nie ma 3 godzinnego lub 4 godzinnego. Jazdę zaczałem punkt o 9. Ludzi dośc mało, na stoku luz. Na górze, gdzieś do Czarciego Kamienia, stok zmrozony, beton, ponizej raczej miękko. Z rana wszedzie równo, ładnie wyratrakowane. Czynna jest jedynie główna trasa, z wariantem trasy nr 6.Trasa nr 5 nieczynna, szykowana na zawody w weekend. Pojeżdziłem do 13, miałem dość.Po 12 zrobiło sie okropne cukrowisko, zryte było prawie wszędzie, nie tylko na stromym. Pogoda fajna, zapowiadali wiatry ale nie były zbyt szkodliwe. W kanjpie na górze drożyzna krynicka, typowa dla tego ośrodka. Po nartowaniu wybraliśmy się na baseny termalne do Wierzbowa (Vrbov). Droga kiepska, dziurawa. Za 8,5 juro mozna pomoczyć jajo przez 2,5 godziny, wiec pomoczyłem. W gondoli trochę ponarzekaliśmy na Jaworzynę, ceny, warunki, itp. nie omijajac polityki. Załaczam zdjęcia.3 punkty
-
#14 Starorobociański Wierch 2176m Stary bocian mocno śpi, stary bocian mocno śpi! My się go... no cóż nazwa tego szczytu (słow. Klin) jest chyba najczęściej myloną nazwą w naszych Tatrach , a polska nazwa pochodzi od dawnej Hali Stara Robota, a nie starego bociana . Jest to najwyższy szczyt leżący w polskich Tatrach Zachodnich. Startujemy u wylotu Wąskiej Doliny, by po chwili odbić na Doliny Raczkowej, tak podejście jest nie od polskiej tylko słowackiej strony W połowie Doliny Raczkowej na polanie ukazuje nam się już cel! chociaż w tym momencie jeszcze nie wiemy, że to będzie nasz cel dzisiejszego dnia! Dlaczego? bo wstępny plan był Bystra & Błyszcz, ale po dotarciu do koliby Zmieniamy plany na południowo-zachodnie zbocza Starorobociańskiego :), chociaż siedząc przy ławeczce w słońcu, ciężko ruszyć się w dalszą drogę! Przy okazji inny wariant wejścia, prosto centralnym żlebem wybiera jeden ze Słowaków! Trochę wyżej wyłania się Kończysty Wierch i grań między nim a Jarząbczym, trochę słonko przygrzało. Jest i nasz cel podejścia i zjazdu Spotykamy stadko kozic Ktoś rozpoznaje? Oczywiście zdjęcie szczytowe musi być! Niestety góra do sporo kamieni, od polskiej strony nie da się zjechać ani w stronę Zwornika, ani Kończystego, my schodzimy ok 50m w dół i zakładamy narty Zjazd... bajka! idealnie w tempo, śnieg odpuścił a na dole cień jeszcze nie zdążył zabetonować Wszystkie zdjęcia: fot. Szymon Rochowiak Pozdr Tomek3 punkty
-
Sztruks, sztruks i sztruks, niesamowite o 12,00. Jak im się to opłaca. Poza tym robisz najlepsze zdjęcia. No to do siego sezonu ?2 punkty
-
Po obiadku u rodziców wczoraj byliśmy w ośrodku, który rzadko gości forum, bądź nie było go wcale. Już po spaniu do 12 i w Polsce jesteśmy.2 punkty
-
2 punkty
-
Absolutnie nie neguję orczyków, na nich się wychowałem, przestałem w kolejkach do nich masakryczne godziny itp. Co nie znaczy, że nie doceniam jakowegoś tam postępu. Gwarantuję Ci, że gdybyś miał okazję pośmigać parę dni, dajmy na to w takim Soelden, w kwietniowym słoneczku, we wzorcowym, ujemnym warunie, przy ilości ludzi nieodpowiadającej mocom i przepustowości ośrodka - mimo funkcjonujących tam kilku orczyków - nawet byś na nie nie spojrzał :-) Masz przynajmniej okazję odzipnąć parę minut na krześle, robiąc po ~80 km na nartach w dół :-)2 punkty
-
2 punkty
-
Lagazuoi - najpiękniejszy ośrodek narciarski na świecie? Cz. 2 Wysiadamy ze skibusa na parkingu przy wielkiej gondoli - przechodzimy przez jezdnię i jedziemy niebieską nartostradą w kierunku do pierwszych krzeseł. A tam? Ok godziny 13 w niektórych miejscach trasy - sztruks Trasa szeroka, a po jednej ze stron ustawiony gigant - mój czas 35:25 hehehe lepszy od dwóch Włochów Wygląda to tak: Po kilku zjazdach i rozgrzaniu mięśni po wycieczce krajoznawczej - jeździmy i poznajemy kolejne trasy, których w zasadzie nie jest dużo ale są za to świetne. Niebieskie przejazdówki w dużej ilości i niestety bardzo płaskie. W ośrodku należy jeździć jedynie czerwonymi trasami. Tych jest niewiele ale jazda po nich - świetna! Narciarzu tylu co widać na poniższej fotce... A na szczycie widoki? Proszę: W oddali gdzieś Cortina...ale my za tło wolimy góry. Główna trasa ośrodka w połowie rozgałęzia się na dwa różne warianty - obydwa doskonałe... ...a początek jest taki (widok z oddali): Początek jest z takim widokiem Końcówka tej, którą jeździło nam się najlepiej: Druga strona góry wygląda tak: Niestety było tutaj miękko, ale bez tragedii, jak widać - urok południowej ekspozycji i wiosny. Przejazdówka do domknięcia wielkiej Ósemki - tutejsza Sella Infrastruktura ośrodka nie powala - poza jednym szybkim, wyprzęganym krzesłem raczej starocie. Kto by jednak zwracał na to uwagę jeśli puste stoki i widoki nie z tej ziemi...? Dwie fotki dla Marcina z infrastrukturą: Malownicza górna stacja krzesła: Ot krzesełko Ostatni zjazd w stronę gondoli Lagazuoi i parkingu: Kończymy dzień wynikiem z Endomondo powyżej 80 kilometrów - nie jest źle jak na wycieczkę narciarską PS. JC - Jacku, dziękuję za wszystkie wskazówki co do ośrodka, i sorry, że przeszkodziłem w porannych biegach. Pozdrawiam marboru PS. Jutro przedostatni dzień na nartach dla mnie i Pauli, dla Piotra i reszty Ludzików ostatni Szybko ten czas leci...2 punkty
-
Świetne, szalone, cztery dziewczyny zjechały w maju 2016 wschodnią ścianą Matternhornu, ale nie z samego szczytu (4478m). Doszły nieco powyżej schronu Solvay, do wysokości 4050m. Nachylenie ściany 45 st. Większe nachylenie do 60st robi się wyżej, były w historii zjazdy z wysokości 4400m. Na tripa pojechali świetnym samochodem, Skoda Octavia, o czym można przeczytać na blogu najstarszej z nich, 40-letniej Liv Sansoz https://livsansoz.net/2016/05/20/quatre-filles-et-un-cervin/ Jest również relacja po angielsku http://www.planetmountain.com/en/news/snow-ski-skimountaineering/matterhorn-east-face-ski-descent-in-the-right-place-at-the-right-time.html Kilka zdjęć: p.s. Liv reklamuje polskie jedzenie lio http://lyofood.pl/pages/liv-sansoz2 punkty
-
#15 Zadni Zabrat x3.5 Pewnie zastanawia to pół w nazwie :P, ale to dalej w relacji! No cóż prognozy nie były zbyt optymistyczne, ba były złe, cały tydzień dzień w dzień sprawdzanie prognoz i czy będzie duży opad z mocnym wiatrem. Opad cały czas się przesuwał, ale wiatr zaczynał coraz mocniej wiać. Kasprowy 150km/h, Łomnica 223km/h, wcześniej wytypowaliśmy trzy cele 1. Dolina Łatana, 2. Gąsienicowa (Zadni Granat), 3. Dolina Ziarska. Zdjęcia z Gąsienicowej trochę rozwiały wątpliwości podejścia, lód na szlaku przez Boczań, śniegu w dole bardzo mało. Codzienne sprawdzanie meteo.hzs.sk raczej pokazywało, że wiatr bardzo kręci, stała była tylko jedna... wiatr z zachodu, ale kręciło raz z północy raz z południa, więc ogólnie to trzeba było uważać na wystawy NE, E, SE, S. No więc, od gapiłem pomysł naszego forumowego kolegi aklima i wybrałem Łataną! :P Startujemy ok 9:30 pod Zwierówką W komplecie, Karolina, Michał, Sławek i Ja Podejście jest szybkie w porównaniu do Chochołowskiej :P, dodatkowo nie każdy wie, ale zimą na Zabrat wychodzi się nie jak szlak letni (żółty) tylko dolinkę wcześniej (grzbiet wcześniej zanim dojdziemy do odbicia zielonego szlaku na Grzesia) odbija się w prawo w stronę Sindlov zlab i gdy teren się wystramia odbijamy w lewo w stronę grzbietu opadającego z Zadniego Zabratu. Dzięki temu, podejście jest krótsze, łagodniejsze, i bezpieczniejsze (żółty szlak podchodzi wschodnią wystawą) Wychodzimy pierwszy raz i zjazd w pobliżu grzbietu, niestety to nie jest dobra decyzja, stok jest jak puzle, miejscami fajny, miejscami twardo wywiane do betonu i jest szorowanie. Po zjeździe na ok 1400m robimy skidepo niepotrzebnego sprzętu (raki, czekan, picie, i inne "niepotrzebne rzeczy") i stwierdzamy, że zjedziemy skrajnie prawym żlebem więc zakładamy swój ślad, niestety bez harszli które zostały w skidepo jest cieżko! 5-10cm śniegu na twardym i ciężko założyć swój ślad idzie to mozolnie! w połowie rezygnujemy teren stromy i stwierdzamy, że to był głupi pomysł Zdjęcia wypłaszczają, ale było ponad 30-35st, stąd pół w nazwie relacji . Niby trasa miała być połowę krótsza... ale zajeło nam to 1h! za to kolejne podejście już po założonym wcześniej śladzie pokazuje, że w 30min docieramy na górę więc wychodzi 8x szybciej niż zakładanie własnego śladu na tardym :P. Meldujemy się kolejny raz na grani 2,5 Pięknie widać Grań Rohaczy i moje ostatnie cele, czyli Salatyn i jego Centralny Żleb, Spaloną i Banikowską Przełęcz Zjazd skrajnie prawym żlebem to trafna decyzja jest dużo lepiej ale jestem zaskoczony stromizną, z dołu wszystkie zjazdy wyglądały na łagodne, a tutaj jest ponad 30st. Ostatnie podejście i zjazd żlebem ze zdjęcia nr 4, początek bajka! w końcu jazda w świeżym śniegu ok 10-15cm i nie czuć betonu pod nartami, aż dojeżdżamy do zwężenia, lej, żleb który wygląda na najbardziej płaski okazuje się, że ma najstromsze przewężenie, dodatkowo ściany boczne mają ponad 40st no cóż każdy pokonuje go najlepiej jak potrafi ześlizg boczny, ześlizg skośny czy skręt z poszerzenia kątowego to podstawowe techniki skiturowe Na koniec mapka z podejściem i zjazdami Polecam dla osób, które chciałby zacząć skitury, można zaliczyć fajne zjazdy, a podejście jest bardzo krótkie wyszło 15km i 1270mH, od strony Chochołowskiej pewnie byłoby 23-25km przy tym samym przewyższeniu Pozdr Tomek2 punkty
-
1 punkt
-
Aby do przodu Goralu Wracaj do formy. W przyszlym sezonie spotkanie na Pilsku juz na dechach1 punkt
-
@marboru pracuję nad tym. Koniecznie chcę dołączyć do twojej ekipy. Kiedy reszta relacji z wczoraj?1 punkt
-
Zbychu, mam takie samo wrażenie. Jaworzyna śpi snem zadowolona renomą sprzed lat. Kiedys bywałem tylko w tym ośrodku wyskakując jednorazowo na inne stoki. Dziś będąc w Krynicy śmigam na okolicznych stokach zaglądając okazjonalnie ie na Jaworzyne. Czyżby szefostwu tego ośrodka zależało na wykreowaniu go jako elitarnego dla kasiastych?1 punkt
-
Dla uczczenia Twoich rowerowych wypraw Andy-w, dzisiaj Michał Kwiatkowski wygrał jeden z klasyków UCI World Touru Mediolan - San Remo !!!1 punkt
-
Miała być dzisiaj BSA, ale w ostatniej chwili doczytałem o kolejnej edycji Grand Prix Szczyrku, a co za tym idzie, wyłączeniu na czas zawodów trasy czerwonej. Padło na Czantorię, biorąc pod uwagę, że od 20 zaczynają przegląd kolei przed letnim sezonem, to już ostanie chwile na pożegnanie tej stacji… nie żałuję, karnet całodniowy 39 zeta, rano sztruksik i dosyć twardo, gdzieniegdzie przetarcia, ale bez problemu do ominięcia. Temperatura wiosenna, więc szybko robi się miękko (Jasiek byłby zachwycony ) - dzięki nikczemnej frekwencji, praktycznie brak odsypów i muld do 14. Dla każdego, kto lubi wiosenne nartowanie, dzisiejsza Czantoria pozytywnie zaskoczyła, jeśli sprawdzą się sobotnie prognozy, w niedzielę Pilsko może przywitać zgoła odmiennymi warunkami .1 punkt
-
1 punkt
-
Kurcze już wiem, gdzie pojadę w następną zimę. Te widoki, które kontemplowałeś to masyw Le Tofane i wcale się nie dziwię tej kontemplacji, bo jak zobaczyłem ten widok jesienią, to usiadłem z wrażenia i stwierdziłem, że chcę tu zostać. Myślę, że nie pogniewasz się jak umieszczę 3 fotki tego miejsca i tych kolorów z jesieni, bo wiem, że też trochę chodzicie z Paulą po górach. Polecam Dolomity we wrześniu, oczywiście bez nart . Pozdrawiam Darek1 punkt
-
Lagazuoi - najpiękniejszy ośrodek narciarski na świecie? Cz. 1 Późno dzisiaj zaczynam pisać relację, bo fotek masa i dzień był niesamowity. Na przełęczy Falzarego ok 2100 m npm pojawiamy się ok 8:30. Wyciągi działają od 9. Jest czas na rozejrzenie się i spokojne przygotowanie nart. Dzisiaj rozdzieliliśmy się - ja z Paulą wg planu, Piotr z ekipą: nauka jazdy na nartach Ani, naszej nowej, bardzo sympatycznej Koleżanki. Piotr jak rasowy, tyrolski instruktor Relacja będzie się składała z dwóch części - pierwsza to, część Lagazuoi, druga trasy narciarskie i widoczki z Col Gallina. Dlaczego uważamy z Paulą, że ośrodek dzisiaj przez nas odwiedzony jest jednym z najpiękniejszych i najciekawszych na świecie? Myślę, że przekonają Was fotki... ...ale również to, że miejsce to jest historyczne - w czasie I Wojny Światowej miały miejsce tutaj zacięte boje...a same góry do dzisiaj są historią obciążone. Lagazuoi, to nie tylko to - przede wszystkim piękno przyrody i kultowa Ski Tour road oraz mieszcząca się na niej knajpka z kultowym jedzeniem. Się rozpisałem... Pora na fotorelację: Piękny kościółek na przełęczy: Końcówka trasy czerwonej prowadzącej ze szczytu w kierunku przełęczy: Przepiękna gondola, która dzisiaj niezwykle kontrastowała z kolorem gór oraz niebem: Warunki narciarskie o poranku... ...później ze względu na wysokość tras - nie wiele gorsze były zresztą. Zjazd w stronę przełęczy: CD: Widok z tarasu widokowego mieszczącego się przy schronisku - w stronę Marmolady: Uchwycone gdzieś w oddali... No to w dół Ski Tour Road... ...ale nim w dół jeszcze trochę historii Przy wejściu do tuneli, z których walczyli żołnierze jakieś pozostałości ofiar toczących się tu walk W środku jest ciasno... Co chwila otwory strzelnicze - z poniższego widać trasę narciarską. Jeszcze w innym sprzęt, niestety nieco zardzewiały... Przy wejściu worki z piaskiem, a zaraz za umocnieniami - przepaść. Okoliczne widoki rozwalają człowieka na łopatki! Jak tu nie pokontemplować? Ruszamy na nartach...choć z jazdą, to niewiele ma wspólnego - non stop zatrzymanie i albo kamera, albo aparat... Fotka raz... Fotka 2: A dookoła coraz lepsze widoki... Monumentalnie to wygląda... Aparat nie daje rady objąć całości. Czujemy się jakbyśmy byli w jakiejś bajce... No i sławna z nieziemskiego jedzenia knajpka: No to dalej w dół: Po drodze lodospad... ...a trasa narciarska jak marzenie! Jazda tutaj? Boska! Twardo, równo...ehhh - co ja będę pisał. Szkoda pisać. Końcówka trasy, to też mała knajpka. Stąd można zadzwonić po taxi i wrócić na górę (minimum 5 osób, cena 6 EUR od głowy)...a można pojechać na nartach dalej. Po kilkuset metrach można się przesiąść na sanie i konia...a można pojechać dalej na nartach trasą rzekłbym biegową. Po ok 2 kilometrach przystanek skibusów - kolejeczka, wszyscy czekają a samochody kursują jeden za drugim - koszt wjazdu na górę, to też 6 EUR. Po drodze jeszcze kolejna atrakcja na przełęczy - muzeum I Wojny Światowej, czy jakoś tak To tyle co do pierwszej połowy dnia. Na drugą, zapraszam do części drugiej, którą właśnie zaczynam powoli pisać1 punkt
-
1 punkt
-
Na poludniu ponizej Kosodrz.kiepsko...moze do 11 dopuki bylo ok.0 bylo ok potem juz slabo...krzeslo z Serdeczka niechodzilo.Reszta szczeg.widok z Zad.Dereszow baja.orczyk tez tam chodzil:-)Dzis juz wialo od rana ale wszystkie kol.chyba chodzily...teraz w porywach widze ponad 100!!!Jutro podobnie...Dzis bylismy 4h na Kubinskiej ale szalu nie bylo.tylko sama gora lekko zmarznieta.a takto kasza i mgla jak skurw...do tego jeszcze do 11mzylo:-/...ale po powrocie bylismy w Tatralandii wiec dzien na plus:-))Jutro chyba Roohacze a Chopek w pt:-)1 punkt
-
1 punkt
-
Wielka Pętla- Sella Ronda (kolor zielony), a przede wszystkim kilka tras Colfosco. Kolejny dzień i punkt obowiązkowy - pętla wokół Sella Group. Ze względu na układ tras względem północy - wybraliśmy kolor zielony... pomarańczowy robiłem ostatnio z Johnnym Narciarzem i ekipom z innego wyjazdu. Wystartowaliśmy z miejscowości Colfosco (parking na cały dzień 4 EUR) nie bez przyczyny - w tej miejscowości jest dwie gondole, krzesło i orczyk - kilka tras, które zawsze pomijałem będąc w okolicy. To był strzał w dziesiątkę ponieważ tutejsze trasy są wspaniałe! Oczywiście dzisiaj był też gimbol dzień i nagrywanie filmików więc zdjęć niewiele - wielkość ustrojstwa w porównaniu do zwykłego statywu, ręki, czy kija - olbrzymia. No ale może zacznę od zdjęć i opisów - towarzystwo czeka z kartami. Start: Poranek był piękny - kolory, widoki, niebo... ...cudny poranek! Wjazd krzesłem, zjazd i na gondolę. Jesteśmy na miejscu a okoliczności przyrody - przepiękne! Różowe portki pięknie się komponują w okoliczną przyrodę Trasa "pod krzesłem": I widoczek: Zaliczone kilka przejazdów i udajemy się na zielony kolor pętli - okolice Val Gardeny: A z drugiej strony wiosna: Fotogeniczne miejsce Popełniamy tutaj grupowe zdjęcie! Zjeżdżamy do miasteczka, wciągamy się na górę i zaliczamy sławnego Saslonga Widok z krzesła: I druga strona na której odbywają się zawody PŚ: Przebijamy się w stronę Campitello: Tutaj i w Canazei sporo ludzi, więc przemykamy szybko. Niespodzianka - niebo się zachmurzyło... ...ale tylko do Arabby tak wyglądało. Po drodze strzelam jeszcze dziwny budynek wysoko w górach: Czym bliżej Corvary, tym niebo bardziej błękitne - trasy północne tego przejazdu twarde i szybkie. Widoczek... jak tu nie robić zdjęć jak okolica wygląda tak: Docieramy z powrotem do Colfosco ok 13:30 i jemy pyszną pizzę. Widoczek na czarną trasę z knajpy - tutaj różowe portki ćwiczą śmigi, czy jakieś inne wygibasy Kończymy dzień z przebiegiem wg Endomondo 105 km Jutro gdzie? Jeszcze ostatecznie nie zapadła decyzja. Pozdrowienia od wszystkich marboru z Ekipom1 punkt
-
Cortina d'Ampezzo Kolejny dzień... ...wiem. Znęcam się wiem. Dzisiaj fotek nie będzie dużo, bo to był dzień filmowy Nagrań i ujęć masa - zobaczymy co z tego wyjdzie, tym bardziej, że muzyki jeszcze do klipu nie mam. Opisywać ośrodka nie będę w szczegółach - ogólnie byliśmy po stronie sławnej "pucharówki" - tutaj można wyróżnić dwa miejsca: pierwsze, "lodowcowe" po wjechaniu dwoma gondolami do góry. Tutaj kilka tras i trzy wolne krzesła - warunki? Fantastyczne! Druga część - dużo niższa i miękka od godziny 13. Bardzo ciekawa - położona w lesie... no i tutaj sławna trasa pucharu świata. Początek dnia - zamiast trafić pod wyciąg trafiliśmy od lodowisko olimpijskie W górę jedziemy takim oto wagonem... ...w dole słynne miasteczko. A jedzie się tym ustrojstwem tak... Warunki narciarskie... Jazda w tym miejscu do końca dnia - twardo, równo, świetnie! Słoneczko i cudowne widoki. Szusik w takich okolicznościach? Jak to Piotr mówi na tym wyjeździe często: gdzieś Ty mnie zabrał... słabo, warunki kiepskie, tłumy, masakra Kolejna traska... j Czarnuszek: ...czarnuszek ciąg dalszy: Dolomity: Początek pucharówki: Od góry wygląda to tak: Ścianka nie jest duża ale robi wrażenie wizualne Marboru i Paula: Na krzesełku "Lewa" strona ośrodka i widok na trasy z gondoli: Cortina jest boska i mam nadzieję, że jak złożę i Piotr złoży filmiki, to będzie to widać Pozdrowienia od ekipy! marboru1 punkt
-
Część 2 - Ciampac. Wielkie gondole we Włoszech są super szybkie! Zaczynamy od przerwy - pysznej pizzy i bułki "Franczesko" Pić się chce, humory dopisują - w tle Ciampac. Zaliczamy najdłuższą trasę w ośrodku... Po skałach - trasa przechodzi do lasu. Ponieważ ekspozycja jest południowa - płynie... Piotr: Śpieszymy się - fotek robię sporo...ale najwięcej z gondoli. Dlaczego? Dlatego... Nowa gondola, która połączyła Ciampac z karuzelą... Czas nas goni i na Endomondo wynik ponad 90 km... ...ale jak tu się nie zatrzymać? Absolutnie nieziemski widok... Koniec cudownego dnia... ...jesteśmy zadowoleni Paula poznała na Ciampacu nowego kolegę Fantastyczne, wiosenne narty! Pozdrowienia od wszystkich marboru1 punkt
-
Narciarski dzień drugi - Część 1 - Marmolada. Ponieważ towarzysko się opuszczam pisząc, selekcjonując fotki - to opisów nie będzie dużo z kolejnego dnia na nartach w Dolomitach. Dzisiaj zaliczyliśmy lodowiec Marmolada i malutki ośrodek narciarski Ciampac, który od niedawna połączony jest z karuzelą. Myślę, że zdjęcia i krótkie opisy będą wymowne... Zaczęliśmy dzisiejszy dzień - tak: Ktoś pisał, że śniegu mało w Dolomitach... ...nic mylnego - popatrzcie uważnie na wszystkie fotki Brak śniegu jedynie na nasłonecznionych, południowych ekspozycjach. Kocham Arabbę Nie tylko zresztą... Przypadkowo strzelony narciarz w drodze na Marmoladę: Trasy o poranku nartą nie ruszone... Arabba Ktoś ma jeszcze wątpliwości jeśli chodzi o ilość śniegu? Kolejna fotka dla Marcina wielbiciela starych wyciągów: Kawałek czarnej trasy w drodze... Tam jedziemy - Marmolada w całej odsłonie Widok z tarasu widokowego na lodowcu: Wszędzie góry... Klasyczny widok z Dżempera... Początek trasy narciarskiej: ...jej połowa: ...końcówka: Ekipa w drodze No to na Ciampac Z bliska i z klocami Marboru: CDN1 punkt
-
Dzień drugi - rekonesans w Alta Badii Dużo nie będę pisał - przy stole siedzimy...a poza tym fotki myślę, że przemówią do Was Poranek: Pierwszy zjazd i widoczek... Po lewej stronie Marmolada: Przebijamy się w stronę Arabby: Męskie krzesło No i widoczek miasteczka... ...Maciek pamiętasz tutaj snowpark? Przebijamy się dalej... ...po gondoli pora na krzesło wolne, dwu osobowe ale prowadzące pod mega kloce: I zbliżenie u góry: Widoczek z Marmoladą i kościółkiem: Kwintesencja Dolomitów:.. Czarna z widoczkiem... Modelka wśród skał Arabba z oddali... ...i wyciąg z bliska: Zaduma Klimacik z Marmoladą w tle... Ruszamy? Coś dla Marcina - stare krzesło Ostatnie trzy fotki... ...gdzie pierwsza to poranek:1 punkt
-
Jestem osobą, która dużo jeździ na rowerze, również w zimie. Naturalną koleją rzeczy zostałem fanem "tłuściochów", czyli rowerów z baaardzo grubymi oponami. Puszyste mnie kręcą. Nie planowałem żadnych zawodów w związku z tym, nie czułem takiej potrzeby, ale po namowie kolegów z teamu Fatbike....... postanowiłem wystąpić w Monteria Fat Bike Race Góry Stołowe. Trochę z ciekawości, trochę dla zabawy, a trochę z chęci sprawdzenia swojej formy. Niezwłocznie opłaciłem startowe i pozostało już tylko trenować i czekać. Ale czas minął szybko. Trzeba było się pakować i udać na miejsce zawodów. Rozebrałem grubasa, wsadziłem do swojej konserwy na czterech kołach i teleportowałem 300 km dalej, w Góry Stołowe. Podobnie z moją lepszą połówką, ale jej nie musiałem rozbierać... Może niektórych zaskoczę, bo to właśnie tu po raz pierwszy miałem przyjemność poznać niemal cały, mega pozytywny team Fatbike....... na żywo, choć wcześniej razem wynajęliśmy wspólnie domek. Panowie mieli dla mnie miłą niespodziankę: zaprosili do swojego grona, tj. teamu. Dla minie to spory zaszczyt. Nigdy bym nie przypuszczał, że kiedyś będę choćby w amatorskim. Tym bardziej w tym wieku i do tego profesjonalnym. Oczywiście chętnie dołączyłem, bo w grupie raźniej, zwłaszcza takiej! Thanks! Góry Stołowe przywitały nas błękitem i złotkiem na niebie. Spośród grubej, białej kołderki, pięknie eksponował się sam Szczeliniec Wielki, pod którym mieliśmy bazę noclegową. Start znajdował się zaledwie kilkanaście obrotów korbą od naszej "Brdy". Nieco dalej zaplanowano wieczorny prolog. Czas więc wskoczyć na tłustą maszynę i zrobić rozgrzewkę. Miałem jeszcze zdobyć samego Szczelińca z grubym - po co? Innym razem. Dziś jednak bez raków nie było szans. Odpuściłem. Pozostał trening po części wieczornej trasy, podziwianie widoków i próby z przyczepnością opon, twardości wyratrakowanego terenu, czy nawet ustawienia kamery. Zmrok zapadł szybko, taki urok stycznia. Czas ruszać na start. Choć to niesamowita atrakcja, miałem wątpliwości, czy należy katować muły przed właściwym wyścigiem. Team takich wątpliwości nie miał. Skoro tak, to już się nie migam. Mam jeden z pierwszych numerów startowych, więc przynajmniej długo marznąć nie będę. Lekka trema, chwila oczekiwania i go! Początek to krótki, ale treściwy podjazd. Cisnę dość mocno, słuchając rad najstarszego z nas - Ryszarda. Dzięki temu mam wolną drogę na singlu ( dzięki Ryszard! ) i mogę sprawnie dojechać do szerszej części. Choć to chyba sprawnie inaczej, bo kilka razy wypadam z wąskiej przecinki. Dalej to już sielanka - szeroko i twardy sztruks. Jednak mogło skończyć się różnie. Chcąc poprawić lampkę, wyłączyłem ją! Panika, przemielone tysiące myśli na sekundę, jak w procesorze czterordzeniowym, kilka nowych siwych włosów i ponownie stała się światłość. To tylko sekunda, ale na zjeździe i przy speedzie wystarczy. Krótki dreszczyk kończy się szczęśliwie i ostatecznie kończę prolog na 9 miejscu wśród Fatów i 12 open. Powiało optymizmem przed głównym "śmigiem". Tak dobrej pozycji się nie spodziewałem. No i jeszcze ten klimat - przy lampkach, pochodniach i ciepłym dopingu. Następny dzień wita na sporym minusem. Tłuścioch posłużył za termometr i jako pierwszy zbadał czekające nas warunki. Ż ż ż ż zimno! Obfity popas, ciepły ubiór, krótka rozgrzewka i ustawiamy się na starcie. WOW! Tyle grubasów w jednym miejscu jeszcze nie widziałem. Cóż za piękny widok! Tyle tłuszczu w jednym miejscu? Normalnie bajpas burger! Wybija godzina zero, tj. 11.00, więc power on! Niestety brak doświadczenia spowodował, że trochę straciłem na starcie, a do tego jeszcze wpadłem w ślad dla narciarzy biegowych. Przez to nieco zostałem i utknąłem. Pierwszy kilometr przejechałem praktycznie bez pedałowania. Tak do pierwszej przeszkody. W kopnym śniegu hurtowo lecą gleby, a stawka się rozciąga. Jeszcze jedno "wąskie gardło" i mogę wreszcie rozwinąć skrzydła. Tłuścioch nabiera rozpędu niczym Boeing na pasie startowym. Czuję moc! Zaczynam odrabiać straty i wyprzedzam sporą grupę. Niestety entuzjazm słabnie na singlu. Był jeszcze do przejechania, ale aż 3 osoby przede mną upadają. Powstaje spora kumulacja, nie tylko kolarzy, ale i napiętej atmosfery. Wyprzedzanie niemożliwe, chyba, że ktoś ma śmigiełko w plecaku jak Inspektor Gadżet. Pozostaje grzecznie maszerować do końca singla, choć wewnątrz głowy temperatura rośnie i nie każdy potrafi ugasić pożar... Wreszcie koniec grzęzawiska i wskakuję na rumaka. Niestety coś chrupnęło i łańcuch wpada między przednie zębatki. Szlag! Szybko rozwiązuje problem, ale po kilku obrotach korbą wplątuje mi się sznurówka w dużą zębatkę. Kur...! Co jeszcze?! Wyszarpuję ją i ostatecznie mocno wciskam do buta. Ponownie ruszam, ale ledwie po 100 metrach pęka łańcuch. Zadałem pytanie, więc szybko dostałem odpowiedź. Bezsilność, złość i smutek. Jakby mi ktoś przerwał dobry film podczas najlepszej sceny i przełączył na TV Trwam. Przez chwile mam pustkę w głowie. Co robić? Szanse na dobry wynik już odfrunęły jak ptaki na zimę do ciepłych krajów. Gdyby ktoś teraz wręczył mi siekierę, wyrąbał bym pół lasu w Górach Stołowych, ale tego nie wolno. Spieszyć już się nie mam do czego, więc na spokojnie podjeżdżam pod Goprowców, stojących na końcu singla i sięgam do "nerki", gdzie często trzymam jakieś proste "receptury na bolączki". Ale zaraz? Gdzie ona jest? Rozglądam się, ale niczego wokół nie widzę. Tym bardziej w pasie. Czyżby kolejny pech? No tak, nieszczęścia nie chodzą parami, ale stadami! Dół na maksa... Zatrzymuje się jeden z zawodników i pyta czy nie chcę spinki. Przez myśli o stracie "nerki" nawet się nie cieszę, ale odruchowo biorę i dziękuję. Niestety najpierw trzeba pozbyć się zepsutego ogniwa, a bez odpowiedniego narzędzia to niemożliwe. Gdyby było lato, można by skorzystać z tych naturalnych - patyki, kamienie itp. Niestety wszystko pod metrową warstwą puchu. Ale po chwili zatrzymuję się zawodnik z Czech i wręcza mi skuwkę do łańcucha. Humor delikatnie i stopniowo rośnie, jak energia w ładowanym akumulatorze. Może jednak jeszcze pojadę? Chwila napięcia, coś pyknęło i... kolejny pech! Bolczyk, który powinien wypchnąć wałeczek z łańcucha, pęka. Ledwie podnoszący się z dna humor, ponownie siada jak statek na mieliźnie. Mimo wszystko wielki dzięks dla wszystkich, którzy mi pomogli. Dzięki takim ja Wy atmosfera imprezy jest wyjątkowa! Teraz już na spokojnie mogę zdecydować co dalej. Przecież nie siądę i zacznę płakać. Trzeba zresetować głowę i od nowa wgrać soft. Ostatecznie mam dwie opcję: 1) kontynuować wyścig bez napędu metodą "na Flinstonów" ( opuścić siodełko i szybko przebierać nogami ) , 2) oddać rower Goprowcom i bieg ok. 7 km. Serce było za opcją nr 1 (byłoby ciekawie), jednak przekonanie, że coś zgubiłem (owa nerka), ostatecznie przesądziło o dokończeniu udziału w imprezie z buta. A tak zawsze się zarzekałem, że biegać nigdy nie będę... Przebiegłem przez kopny śnieg i dalej trasą. Nic nie znalazłem i już nieco żałowałem wybranej opcji. Trochę dziwny widok był, kiedy ktoś uprawia jogging w kasku rowerowy i do tego w zimie. Kiedy dobiegłem do mety, żona pomyślała, że to jakiś mój duch... Wszystko wyjaśniłem, popytałem jeszcze w biurze, czy ktoś coś nie znalazł i odebrałem rower. Smutny widok - tłuścioch z wiszącym łańcuchem to jak kolano z zerwanym więzadłem. Zabrałem rannego do domku i tu szok! Nerka leży na fotelu! Pan Hilary zgubił okulary! W jeden chwili radość i wkur... - trza było wybrać opcję nr 2! Ale najważniejsze, że "zguba" się znalazła. Wreszcie coś pozytywnego. Pozostało odebrać medal, oczyścić umysł z wszystkiego co złe i wspólnie biesiadować z ekipą. Emocje opadły i teraz już mogę powiedzieć, że to wspaniała i wyjątkowa impreza! Świetna organizacja, świetna atmosfera w pięknych okolicznościach przyrody. Nie chciało mi się za bardzo tam jechać, a teraz już tęsknię za tym miejscem. Niewątpliwie zawitam za rok i nie tylko z powodu niedosytu po awarii sprzętu. Tu trzeba być i to przeżyć! Na koniec filmik z otoczka i z samego wyścigu. Jak widać, pogoda dopisała! Pozdrawiam, Johnny1 punkt
-
Teraz dopiero przeczytałem relację i gratki za taką przygodę choć bez zakładanego happy endu. Ale co Cię nie zabije to Cię wzmocni, a za rok będzie tylko lepiej. Oprócz spinki, skuwacza, zabierz też hak przerzutki Coś czuję, że niedługo to weźmiesz się za ultramaratony rowerowe, typu Bałtyk-Bieszczady http://1008.pl/ i bez problemu to przejedziesz1 punkt
-
Tutaj ów gość: Po wyścigu była mała prelekcja - że tak to nazwę. Okazuję się, że ów pan robi sobie wyprawy wielodniowe od zamku do zamku. Śpi po namiotem, sam sobie przyrządza jedzonko i to wszystko w zimie! Bo jak sam stwierdził: "zima jest dobrą porą do podróżowania". Zrobił pokaz slajdów, poopowiadał i to całkiem ciekawie. Szacun! Niejeden skończył by po prostu na kanapie z pilotem i z piwkiem w ręku...1 punkt
-
Sie wie! Sporo można wytrzymać żeby się dostać w takie fajne miejsce! My ze szwagrem nie takie rzeczy .....:biggrin:! Z Poznania do L2A autokarem w 19 h, z postojami? To nie tak źle! Cholera! Popularna ta Francja! :eek:1 punkt
-
Tak właśnie myślałem,bo w tym czasie byłem w Val Thorens :tongue:1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt







