Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Ranking

  1. marcinn

    marcinn

    VIP


    • Punkty

      29

    • Liczba zawartości

      5 316


  2. johnny_narciarz

    • Punkty

      24

    • Liczba zawartości

      8 428


  3. marionen

    marionen

    Użytkownik forum


    • Punkty

      19

    • Liczba zawartości

      4 615


  4. paolomario

    paolomario

    Użytkownik forum


    • Punkty

      18

    • Liczba zawartości

      452


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 22.03.2017 uwzględniając wszystkie działy

  1. Wczoraj o północy złożyłem filmik z naszej wyprawy. Relacja będzie nieco później...
    15 punktów
  2. Krótka relacja z Pilska Bez zbędnego ględzenia - start B-B o godz. 7.20 i ciśniemy do Korbielowa. Po drodze dzwoni Rafał i dowiadujemy się o jakimś kierowcy z Gliwic, któremu bardzo spieszyło się na narty... Nie nie, to nie Jasiek. My ciśniemy fullwypasówką, więc tu raczej nas nikt nie zatrzyma. Dalej oczywiście przez wioski, ale tu "szuwarków" nie spotkaliśmy. Docieramy na miejsce nieco po ósmej. Na parkingu już sporo samochodów, ale miejsca jeszcze dość. Wszystko dookoła zlodzone i czuć przenikliwe zimno. Gramoling, do kas po jeden wyjazd na Szczawiny, bo na dole śniegu brak i na krzesełko. Jeszcze podczas jazdy do Korbielowa było lekkie zachmurzenie, ale już z krzesełka ukazał nam się piękny błękit na niebie. Dzień zapowiadał się pięknie. przyjemność psuły nieco silne podmuchy wiatru. Ale kto by się przejmował. Zakładamy foki i ruszamy w kierunku Płaju. Ciśniemy trochę niebieską trasą, trochę przez las, co tam fantazja podpowie. Oczywiście trzeba było się porozbierać, bo mimo mrozu zrobiło nam się ciepło. Po drodze spotykamy tez innych skitourowców. Były też osoby, które niosły narty w rękach w dół, choć śniegu sporo... Po co się pchać na zamkniętą trasę, kiedy umiejętności brak? Nie lepiej było piątką zjechać? Nie nasz problem, ale byliśmy nieco zaskoczeni widokiem. Po dotarciu na Miziową kontaktujemy się z Jaśkiem i resztą ekipy i zgadujemy na późniejszego browara. Nie chcemy wytracić temperatury i wolimy najpierw wejść na szczyt, a dopiero później odpocząć. Wchodzimy na Kopiec, skąd przypuścimy atak na szczyt. Od Miziowej wzwyż przybyło sporo śniegu - nawet do 30 cm! Do tego to puch. Tutaj non stop było na minusie. Na Kopcu krótka sesja i czas ruszyć na ostatni odcinek. Przy okazji znajdujemy fajne obejście najstromszej ścianki, gdzie często lód utrudnia przejście.Gdy tylko wchodzimy na kopułę, zaczyna mocno wiać. Trzeba się cieplej poubierać i założyć rękawiczki. Gdzieś tak od polskiego szczytu Pilska, wiatr dosłownie urywa głowę. Czasami potrafi wytrącić na chwilę z równowagi. Kijki też jakoś tak dziwnie się stawia - człowiek chce go wbić, a ten w bok ucieka... No ale tu już po płaskim i szybko docieramy do właściwego wierzchołka. Wspinaczka zakończona! Czas porobić zdjęcia, podziwiać widoki, choć Tatry słabo widoczne i ściągnąć foki. Kiedy mocno duję, to nawet spore wyzwanie... Zjeżdżamy na Miziową i tu spotykamy się z całą ekipą obecną na Pilsku. Tradycyjne jedzonko, pifko i debata w miłej atmosferze. Przy okazji, dzięki kolegom, udaje się nam zaliczyć dodatkowy zjazd, a właściwie jeden wyjazd na górę. Warunki fantastyczne, więc warto było! Jednak do wyciągu na Pilsko kolejka spora. Ale nie dziwi mnie to. Czas ucieka i po spotkaniu ruszam w ostatni zjazd na Szczawiny. Warunki nieco gorsze, choć trudno narzekać. Tam żegnamy się z częścią ekipy i krzesełkiem na dół. Piękny dzionek! Mam cichą nadzieję, że jak zwykle Pilsko przetrwa do drugiej połowy kwietnia. Śniegu powyżej Miziowej sporo, więc jest szansa. Zazwyczaj to tu w Beskidach kończyłem sezon. Pozdrawiam, Johnny.
    6 punktów
  3. Na temat freeridu w Ischglu do wypowiedzi Wujota nie da się dodać nawet kropki. Mogę wrzucić tylko kilka zdjęć (żartowałem, może jednak trochę więcej, by zachęcić tych co nie byli). Mój ostatni pobyt tu był 4-7 luty. Pierwsze trzy dni błąkałem się po trasach bez specjalnego celu. Jedynie Wiesiek codziennie potrafił zakładać nowe ślady poza trasami. Na szczęście na ostatni dzień Wujot z JurekByd znaleźli z Pardatschgrat trasy off piste pod A2 i F2. I się zaczęło. Coś tam w drodze do Ischgl wspominali, że trzeba się trzymać nowej gondoli Pardatschgratbahn, ale nie słuchałem dokładnie, przecież byłem z nimi. Na samym szczycie Parbat czekamy z Jurkiem na Wujota i Artixa. Po 10 minutach Jurek traci cierpliwość i rusza, ja czekam na nich dalej. Po kolejnych 5 min i ja rezygnuję i ruszam za Jurkiem (w tym czasie Wiesiek z Arturem czekają na mnie przy kolejce). Jurka już nie ma i trzymam się nowej gondoli pod A2 Pogoda super, fajne nachylenie, wjeżdżam między płoty przeciwlawinowe. Są zbudowane ze stalowych ceowników, trzeba uważać tylko by nie zostawić ręki, nogi albo głowy na którejś z krawędzi... Muszę zmienić linię zjazdu bo trafiam na skały Przecinam trasy 5 i 5a, dalej jadę w stronę 4. Albo śniegu nie jest tak dużo jak myślę, albo skały pod śniegiem duże. Jadę dynamicznie i nagle narty zostają na kamieniach, a ja wyskakuję z nart i ląduję głową w mięciutkim puchu. Dalej zjeżdżam z większym respektem. Trasa teraz łatwiejsza i teren otwarty Wjeżdżam w gęściejszy las i coś mi to zaczyna przypominać (Fugen). Za mną jadą niemieckojęzyczni freeriderzy, ale po chwili wracają na ratrakowaną trasę. Włącza mi się alarm i postanawiam przebić się przez las w stronę starej gondolki Pardoramabahn, bliżej trasy nr 5 i to była dobra decyzja... Docieram do F2 i wiem, że się w nic już nie właduję. Mogę spokojnie zjechać do dolnej stacji. Trasa pod F2 fajna. Cała ma długość 1600 m. i 735 m przewyższenia. Dalej jest łatwo. Spotykam Jurka i Wujota, do końca jeździmy razem.
    5 punktów
  4. Brawo! super tura :), ostatnio miałem mało czasu, więc wcześniej nie mogłem skomentować ale nadrabiam! Zjazd z Koziego Wierchu to jeden z moich ulubionych zjazdów w Tatrach! 650mH pięknego zjazdu! Dzięki za odkurzenie wspomnień! Jak tutaj się nie zakochać w takim zjeździe? I ten widok na całą dolinę! ale ostatnio natrafiłem na inny ciekawy zjazd... wyjdzie ok 700-750mH i prawie 1km długości cały czas żlebem ze stromymi ścianami! z Pośredniej Przełączki! To ten zjazd na czerwono czy wyprzedzi Kozi i będzie nr1? Pozdr Tomek
    4 punkty
  5. Film z Retro Day autorstwa Solisko Arena W poście jest też opis całej akcji.
    4 punkty
  6. A a'propos "gdzieś w górach" jeszcze powtórzę Ci dzisiejszą rozmowę: - zjechaliśmy z Baraniej Przełęczy i Czerwonej Ławki - zjechaliście z Czerwonej Ławki??? teraz nastąpiła seria pytań mająca na celu sprawdzenie czy wiem co mówię i - znam to byłem tam w lecie, ale asekurowaliście się przy wejściu, jakaś lina czy wykorzystaliście łańcuchy - wiem, że łańcuchy są ale były zakryte, weszliśmy normalnie, w rakach i z czekanami, na górze założyliśmy deski i zjechaliśmy do staroleśnej - na to naprawdę szacun czyli ku pokrzepieniu serc. pozdro Wiesiek ciekawe czy ktoś napisze relację Mariusz???
    3 punkty
  7. Mariusz! To jeszcze coś specjalnie dla Ciebie - coś na kształt repryzy albo jak wolisz powtórki. Na początek Twój post z początku sezonu Udało nam się wtedy pojeździć wzdłuż tej niższej gondolki. Teraz przyszła pora na resztę. Ale po kolei. Na Tuxa pojechaliśmy dość niespodziewanie bo wyjazd był do SkiWelt/Kitzbuhel. Kłamliwy Bergfex zapowiadał 26 cm puchu w pierwszym i 12 cm w drugim dniu więc były nadzieje. Opad był tylko, że w wersji ciekłej. Czyli konkretny deszcz. W sob. do 13.00 puściły mi spodnie więc jazda się skończyła, w drugim dniu deszcz przestał padać gdzieś o 10.00. Wymyśliłem sobie, że na zweitausender będzie puch więc kopsnęliśmy się do Kitzbuhel. Puch nawet był tylko, że spadł na niego jeszcze deszcz. Hamowanie było takie, że można było z butów wypaść. Nawet ja nie miałem ochoty na opuszczanie zdecydowanie przyjaźniejszych boisk. Na trzeci dzień zapowiadali lampę i upał. Wiedzieliśmy, że Tux był w sobotę zamknięty (wiatr), wiedzieliśmy też po kamerkach, że deszcz też tam padał ale coś na kształt puchu też wypatrzyliśmy, do tego izoterma zero była zapowiadana na 2600 m npm. Decydujemy się więc z Jurasem na Tuxa. Pobudka 5.30, śniadanie i w drogę. Wsiadaliśmy do drugiej gondolki z nadziejami. Na górze jest ambiwalentnie na trasach - bajka ale puchu w zasadzie nie ma bo wiatr zdołał przerobić go na gips. Zjeżdżamy ze dwa razy po trasach no i jak się domyślasz mój towarzysz (freeriderus temporiblus) zostaje a ja jako freeriderus perpetuum inwentaryzuje możliwości jazdy zaczynając od okolic kanapy (gdzie jest kicha). Przenoszę się więc pod "naszą" gondolkę ze świadomością, że trzeba to będzie zjechać do dołu bo uciec nie ma gdzie. I okazuje się, że jest całkiem przyjemnie. Co prawda jakieś sępy (a właściwie to dziki) freeridowe zryły ten lej wzdłuż skał a wiatr to utrwalił więc było to po prostu pole bitwy. Ale grobla i pole na lewo spoko - równie fajne jak na początku sezonu. Jeżdżę tam sobie ale robak mnie drąży - co jest poniżej stacji gondolek? Wiem, że będzie tam trudno ale w końcu jakoś dojadę. Na początek pierwsza ścianka - bajka po prostu po puchowej kołderce ale po chwili powierzchnia tężeje i z trudem się łamie, trzymając nartę. Później łamie się tak trochę - jak zakrawędziuję, następny etap to skrabanie po powierzchni - już się nie łamie ale można na tym hamować czy skręcać. Na wypłaszczeniu już jest lodowo i łomocę jak potępieniec. Pędzę na zupełnie płaskiej trasie zaliczając jakieś nierówności starając się nie wyglebić bo siniaki byłyby z pewnością. Po tym zjeździe karnie wracam na górny odcinek. Powtarzam go wielokroć w jakiś podwariantach - jadąc miedzy skałami pod tą krótką gondolką i myśląc sobie - poczekam, przetrwam a później skopię tyłek tej offpiście. I o tym skopaniu tyłeczka zaraz będzie. Górę znasz. Dla porządku dla innych czytelników. Tutaj zaczynamy hamować przed wjazdem. Tutaj rozpoczynamy jazdę. Jak widać informacja o lawinach i przepaściach jest poniżej naszej linii więc nas nie dotyczy A tutaj jest to sympatyczne poletko, w miarę upływu dnia robiło się coraz lepiej, te linie zaczynające się najbardziej w lewo są moje i dalej za przełamanie pod widoczną gondolką. Dojeżdżam do punktu rozjazdowego. Ślady na lewo pozwalają dotrzeć do górnych gondolek. reszta to już różne warianty do dolnej części Tuxa. Dalsza droga wygląda tak Zaczynam jazdę - robię sobie na tej ściance fotkę Za chwilę jest zjazd do kociołka z bardzo sympatycznym śniegiem (o tym pisałem na początku), na czerwono zaznaczyłem swoją linię gdzie nie było śladów, poniżej wypłaszczenie i znów postój na sesję. Z tej perspektywy potężna skała na którą wjeżdża wyższa gondolka wygląda na niebotyczną twierdzę rodem z jakiegoś fantasy. zafascynowany zatrzymuję się co 200-300 m i fotografuję to dzieło. Rejestruję jeszcze takie oznaki aktywności - tym razem słonecznej Cywilizacja się przypomina już nawet nie widokiem ale głośną muzą - za chwilę jestem przy krzesełku co wyrzuci mnie nad restaurację. A stamtąd kolejnym do zjazdu 1A na dół. Tam klimaty są ją inne spora grupa wracających i bardzo miękko. Pozdro Wiesiek
    3 punkty
  8. W przyszłym sezonie odpuszczam sprytny karnet i Szczyrkowski, bo nawet jak postawią planowane wyciągi zostanie mnóstwo rzeczy wokół do dokończenia i jak nie zasypie metrem śniegu może być marnie. Swoją drogą w aktualnym regulaminie sprytnego karnetu na 2017/18 nie ma nawet jednego słowa o Szczyrku. OBCHODNÉ PODMIENKYŠikovná sezónka (HERO SEASON PASS)ZIMNÁ SEZÓNA 2017/2018 Solisko Golgota Czyrna Pośrednie
    3 punkty
  9. Taaaaa....k, to zupełnie nie spotykane Pozdrawiam
    3 punkty
  10. Tak, byłem pewien, że marketingowcy z Zieleńca nosa poza ten ośrodek nie wyściubiają (cytat z http://zieleniec.pl/trasy , punkt 5.): Mamy jedyne w Polsce (jeśli nie w Europie) skrzyżowanie dwóch wyciągów
    3 punkty
  11. Kolejna "widokówka" z Grandvaliry Z pozdrowieniami dla tych, co właśnie z tamtąd wyjeżdżają @marcinn Teraz lepię w PowerDirector 15 Ultra od CyberLink'a. Program całkiem spoko, i fajne ma funkcje, ale musiałem poszukać w necie ustawień bo nie chciał zapisywać filmików w rozdzielczości (1440/1080/60fs), w której nagrywałem. No i mój laptop trochę za cienki Bolek. Jednak ostateczny efekt całkim mnie zadowala
    3 punkty
  12. Przeglądając stronkę naszkasprowy.pl trafiłem na bardzo fajny artykuł dotyczący ewolucji w technice jazdy na nartach. Chciałbym się z Wami nim podzielić, oto on: Telemarki i krystianie - Zaczęła się jazda w dół. (…) Pęd nasz był szalony. Wyznać muszę, że zjazd ten błyskawicz-ny należy do rzadkich przyjemności, człowiek czuje się ptakiem i leci niby w przestwór nieskończony – tak Józef Schnaider, narciarz z Tatarowa w Karpatach Wschodnich, pionier narciarstwa na tamtych terenach, opisywał swoje pierwsze doświadczenia narciarskie. Technika, jaką stosowali dawni narciarze, w niczym nie przypominała obecnej: zamiast skrętów na krawędzi karwingowych desek – były telemarki i krystianie, przy-pominające raczej figury taneczne niż sportowe... Dzisiaj na Kasprowym Wierchu dominuje skręt karwingowy, którzy najwięksi mistrzowie nart wykonują „na krawędzi”. Narty do takiej jazdy są bardziej taliowane i zdecydowanie krótsze. Pierwsi narciarze musieli sobie radzić zupełnie inaczej. Pionierzy narciarstwa stworzyli własną „technikę”, opartą na zimowych doświadczeniach wielodniowych wypraw w góry, a potem poparli ją doświadczeniem z kursów narciarskich, prowadzonych przez austriackich i norweskich instruktorów. W dalszych częściach przewodnika Schnaidera czytamy: Przybiera jazda tempo takie, iż nie jest się więcej panem sytuacji, zjeżdżać należy skośnie, na poprzek, zataczać łuki lub koła, używać serpentyn lub zwrotu zwanego „telemark”...zwrot „telemark” jest jedną z najpiękniejszych figur w nartowaniu... Przy zwrocie należy jedną nogę wysunąć naprzód, zarzucić natychmiast w zamierzone położenie, zmienić kij i przyciągnąć drugą nogę... Stanisław Barabasz, pionier narciarstwa w Tatrach pisał, że dopiero podczas wycieczki na Przełęcz Kondracką nauczył się jazdy zakosami (łukami). Wcześniej zmieniano kierunek jazdy padając na śnieg, przekładając deski w żądaną stronę i jechano dalej! O zjeździe z Małołączniaka (2096 m) tak pisał Barabasz: ...powrót za to był desperacki, niektórzy zjeżdżali na nartach, inni na plecach, jak się dało... Rezultatem tej wycieczki były 3 narty złamane, kilka niezłych stłuczeń i odrapań skóry. [video=youtube;TCmUchkGCCs] Z czasem technika stawała się coraz bardziej zróżnicowana. Kontakty z narciarzami z Austrii i Norwegii zaowocowały nowymi ewolucjami. Norwegowie cenili szybkość, z kolei Zdarsky, twórca szkoły alpejskiej, pisał, że łuk z oporu na stromym zboczu, wykonywany wolno, ale pewnie, dawał pewność ustania nawet w najstromszym terenie. Na początku w Tatrach dominowała więc turystyka narciarska i związana z nią szkoła alpejska Mathiasa Zdarsky'ego. Zdarsky czynił eksperymenty narciarskie samotnie lub z towarzyszami, często nocą, bojąc się podejrzeń chłopów o czary. Powstały wtedy elementy jazdy szusem, potem Zdarsky wymyślił zwrot alpejski na stromym stoku i stał się jego mistrzem. Zdarsky wymyślił również jazdę oporną (pług). W 1906 r. powstało w Lilienfeld pierwsze kółko narciarskie i miał miejsce kurs narciarski, a łuk alpejski stał się chlubą tej szkoły i był stosowany przez polskich pionierów nawet wtedy, gdy narciarstwo na dobre zdominowała szkoła norweska. Technice stworzonej przez Zdarsky'ego hołdowali Mariusz Zaruski, Mieczysław Karłowicz i wielu członków ZON- u (Zakopiańskiego Oddziału Narciarzy Tow. Tatrzańskiego), a wizerunek narciarza jadącego łukiem z oporu z ponad dwumetrowym bambusem w ręku dominował w czasach pionierskich. W Tatrach szkoła norweska istniała przez pewien okres równolegle obok alpejskiej i przyjmowała się przez kilka lat, wolniej jednak od austriackiej. Pomiędzy tymi szkołami trwała zażarta rywalizacja, bowiem Norwegowie, twórcy nowoczesnego narciarstwa, zwłaszcza sportowego, pogardzali systemem Zdarsky'ego. Zdarsky nie pozostał dłużny.Pisał o technice Norwegów niezbyt pochlebnie: Jazda przy pomocy 2 kijków nie jest w żadnym przypadku piękna, przecież tak bardzo przypomina cherlawych braci szpi-talnych! Rywalizacja trwała w sumie ponad 10 lat. W sposób niezwykle barwny pisał o dawnych zjazdach i technice Józef Oppenheim w swoim przewodniku z 1936 r. Oto fragment opisu zjazdu pióra Opusia, jak powszechnie nazywano kierownika TOPR, narciarza i taternika: Bo czyż być może dla dobrego narcia-rza większa przyjemność, jak w wąskiej rynnie górskiej kręcić łuk za łukiem, opadając w dół wężowym śladem ? Co za sprawdzian techniczny wycyrklowanych kristjanij, ślad szerokości paru metrów, lecący z pieca na łeb w przepaść.Albo, nieporównany, cholerycznie stromy las tatrzański, ów slalom wobec nieba, o chorągiewkach ze smreków, które się nie ugną, gdy o nie zawadzisz. W miejscach wąskich z kolei Zaruski zalecał tzw. krok poprzeczny, czyli tak zwane schody, które nazywa dreptaniem. W czasie zjazdu zaleca tak jechać by w każdym momencie regulować szybkość zjazdu: Kij przenosimy na stronę narty wierzchniej (dolnej), poczem cofamy nartę wierzchnią wstecz, aż zagięcie dzioba zrówna się z piętą i nagłym posuwistym ruchem narty wierzchniej rzucamy się w dół, podpierając się równocze-śnie kijem, trzymanym oburącz. Kolejną ewolucja jest jazda zakosami: Tzw. łuk z oporu, który dało się wykonać nawet na najstromszym zboczu, był fundamentalną ewolucją tatrzańskich turystów epoki Zaruskiego. Dzięki tym ewolucjom Zaruski zjeżdża z Koziego Wierchu i Zawratu (1907 r.) , a nawet ze szczytu tak trudnego, jak Kościelec (1911 r.). [video=youtube;Wn84W9PxXpA] Oto opis łuku z oporu: Oporu używamy podczas jazdy nie tylko dla zmniejszenia prędkości lecz również dla zmiany kierunku, przez stop-niowe bowiem dosuwanie podczas jazdy narty kierującej (górnej) do hamującej (dolnej) zmienia się kierunek jazdy a ślad nart przybiera kształt łuku. (spójrzcie na długość nart na tym zdjęciu z 1922 roku) Ze względu na stopień trudności zjazdu Mariusz Zaruski podzielił szczyty tatrzańskie na łatwiejsze i trudne. Skala trudności zjazdu obejmowała szczyty łatwe (1/10) do najtrudniejszych (8/10): 1. Wierch Walczacki, Żywczańskie.....1/10 2. Gładkie, Kotelnica...........................2/10 3. Skupniów Upłaz, Kasprowa Czuba..3/10 4. Czuba Goryczkowa, Żółta Turnia.....4/10 5. Giewont (Szczerba), Czerwone Wierchy..5/10 6. Zawrat, Bystra.................................6/10 7. Siwe Turnie od Błyszcza..................7/10 8. Kościelec......................................... 8/10 [video=youtube;IQ5WSgo8Tdk] Zaruski także pisał jako jeden z pierwszych o slalomie. Całość łuków tworzy na zbo-czu wężowy ślad i Zaruski nazwał taki sposób jazdy wężem. Stąd Wściekłe Węże, żleb spadający do Doliny Jaworzynki. W swoim przewodniku użył terminu slalom, dla określenia jazdy wężem w terenie trudnym, gdzie narciarz ma cały szereg przeszkód do pokonania. Istotą slalomu jest ciągłość jazdy i zakręty bez względu na to, czy zostały wykonane według szkoły alpejskiej, czy norweskiej, tj. za pomocą telemarku lub christianii. Były to podstwowe ewolucje szkoły norweskiej. Ojczyzną telemarku są okolice Oslo - Överbö i Morgedal i w górach hrabstwa Oto opis telemarka zawarty w podręczniku narciarskim Józefa Schnaidera z 1898 r: gdy się zamyśla zwrot zrobić w lewo, należy nogę prawą wysunąć nieco naprzód, skierować ku środkowi, przenosząc równocześnie ciężar ciała w tę stronę i przyklękając nieznacznie na lewą nogę, prawą nogą łuk zatoczyć. W ten sam sposób zatacza się łuk w prawo, tylko w odwróconym porządku. O chrystianii pisano wtedy: Kristjanja jest skrętem, dającym się wykonać nawet w bardzo szybkiem tempie i jest konieczna ewolucją w biegach terenowych i zjazdowych...Jazda nisko, miękko, wąskim śladem, ukośnie po zboczu lub prawie w linji spadku. ciężar ciała równomiernie na obu nogach. nagle podrywamy się do góry, prostując nogi i nabieramy ruchu obrotowego przez raptowny skręt ciała wokół osi. Opadamy na pięty, silnie uginając nogi, pięty cisną na tyły nart, obracając je dalej w kierunku skrętu. Podczas obrotu narty rozstawia się nieco szerzej, aby końcowe stadjum kristjanji, ob-suwanie się bokiem po zboczu, wypadło w pozycji pewnej. Na Kasprowym Wierchu w ostatnich sezonach zimowych widać coraz częściej narciarzy jeżdżących telemarkiem, na nowoczesnym sprzęcie. Wojciech Szatkowski Muzeum Tatrzańskie ---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------- Świetny kawałek historii!!!
    2 punkty
  13. W niedzielę warunki pogodowe nie zapowiadały się dobrze z uwagi na spory wiatr, który szalał w Tatrach pomimo tego postanowiliśmy razem z Andrzejem i Rafałem zrobić Kozi Wierch. Z parkingu w Palenicy Białczańskiej ruszyliśmy o 6:30 z buta asfaltem do Wodogrzmotów Mickiewicza, potem zielonym szlakiem jeszcze pierwsze podejście w rakach (dało się bez ale lodu było sporo) by po dojściu do pierwszego mostku zacząć foczyć. Śniegu na szlaku ubogo z dużą ilością igliwia trochę to marnie wyglądało ale czym wyżej podchodziliśmy tym było lepiej, w końcu doszliśmy do czarnego szlaku (wersja zimowa) którym już w rakach wspięliśmy się do schroniska. W schronisku zrobiliśmy sobie godzinną przerwę pośmialiśmy się przy stoliku z fajną parą turystów, na marginesie dużo fajnych wesołych ludzi spotkaliśmy tego dnia, pomijam już innych w "adidasach" których, chyba nie da się nie spotkać na szlaku w Tatrach. Jakoś nie bardzo nam się już chciało iść dalej ale postanowiliśmy spróbować wejść na Kozi bez ciśnienia dokąd wyjdziemy tyle będzie bo wiatr czasem powalał, i tak dreptaliśmy z czekanem w ręku pomału aż dotarliśmy na szczyt o dziwo mniej na nim wiało niż niżej :). Zrobiliśmy parę fotek i trzeba było zmykać bo czas gonił zeszliśmy ciut niżej, szybka przepinka w dość ciężkich warunkach bo pogoda zaczęła się załamywać i wio centralnym żlebem w dół niestety filmy ze zjazdu ani fot nie ma bo chyba za bardzo przejęci byliśmy zbliżającymi się warunkami. Zjazd był mega choć dla mnie był to test nowych nart i początek trochę mi nie szedł ale czym niżej to było lepiej po dotarciu do piątki zaczął sypać śnieg i mocniej wiać a na dole padało. Do samochodu dotarliśmy o 17-tej i tak skończyła się nasza przygoda, poniżej kilka fotek z tego wypadu. Pozdrawiam.
    2 punkty
  14. Taki gość ostatnio ze mną wjeżdżał krzesłem Ochrona od słoneczka w postaci slipek to je to
    2 punkty
  15. Starczy już Zieleńca (w tym wątku oczywiście), pora wrócić do Ischgl. Jeszcze informacja dla skitourowców, gdyby któryś osłabł po wejściu w wyższe partie gór (np Idalp albo Alp Trida, ale nie tylko) brak bramek przy większości wyciągów. Absolutnie nikogo nie namawiam do korzystania, no chyba, że dla ratowania zdrowia lub życia. A oszczędni (ewentualnie niemajętni) jeśli nie muszą zjeść na stoku, to na dole mają do dyspozycji ciepłe jadełko w Billi za grosze (brak tylko sztućców i zastawy). Wracając do zjazdów we wtorek 7 lutego, po pierwszym samodzielnym zjeździe pod A2 i F2 do końca trzymałem się Wieśka i Jurka. Jeździliśmy trochę inną linią, bliżej F2, raz z lewej, a częściej prawej strony starej gondolki Pardoramabahn. Patrząc z Góry Pardatschgrat w stronę Ischgl, trzymaliśmy się bardziej lewej strony i było fantastycznie... Jurek i Wiesiek w akcji... Była też chwila na złapanie oddechu I dalej już do końca same piękne linie i widoki na okolice przy okazji, też przepiękne, tylko ta szybko postępująca degradacja szlaków, każdy reeder niszczy kawał pola (za każdym zjazdem) Nie wszystko jednak zniszczyliśmy, zostawiliśmy coś dla potomnych... Pozdrawiam serdecznie.
    2 punkty
  16. Jasiek, trzeba było dać coś lekkiego, a nie od razu "The Number of the Beast" Iron'ów
    2 punkty
  17. Wygląda na to, że może powtórzyć się okazja z zeszłego roku - sezonówka na Saas Fee (i jeszcze dwa ośrodki) za całe 220 franków! To akurat cena tamtejszego trzydniowego normalnego karnetu. W zeszłym roku wydawało nam się nierealne, że zbiorą te deklarowane 100 000 chętnych (to był warunek) ale jak się okazało zapisało się 85 000 (są też inne liczby w różnych mediach). I akcja odpaliła. Ośrodek, zdecydowanie na tym zyskał więc crowdfoundingowa akcja ma być powtórzona. W tym roku mówią o 77 777 chętnych. Jeśli tylu nas się zapisze to będzie można tam jeździć taniej jak na Chopoku. W ośrodku z górą na 3600 m npm, o deniwelacji 1800 m, dla odmiany jest jeszcze Saas Grund gdzie jest równie wielkie przewyższenie. Tym razem nie odpuszczamy - Juras już zarezerwował noclegi dla ekipy w Szwajcarii w grudniu, styczniu i marcu - ceny austriackie (luty - zapomnij). Reszta już nie ma znaczenia. Mam nadzieję, że Szwajcarzy znów zbiorą quorum. Dla uzupełnienia dokupimy tani Sunny Card (chyba 360 E) z paroma bardzo bliskimi Polski ośrodkami (ale jest tam też Maso Corto i Heiligenblut) więc odetchniemy na rok od Tyrolu czy Salzburgerlandu Saas Fee jest też oknem do Monte Rosy - mając karnet narciarski w tak niskiej cenie można fajne rzeczy zrobić. Szczególnie, że aklimatyzację robiłoby się jeżdżąc w ON przez pierwsze 2 dni a później w drogę dalej. Mam nadzieję, że uda mi się zebrać ekipę co by chciała zjechać z paru czterotysięczników... Ciekawe czy akcja w Saas Fee da komuś do myślenia i pojawią się w przyszłości inne takie pomysły. Pozdro Wiesiek
    2 punkty
  18. Eric Barone z nowym rekordem prędkości w zjeździe rowerem. 227,720 km/h
    2 punkty
  19. Prognoza dla Chopoka
    2 punkty
  20. To może takie hasło: byliśmy pierwsi w Polsce!
    2 punkty
  21. A to ja ten mój z Włoch też tu wsadzę, szczególnie że wyszły ujęcia z pomocą gimbala. Pozdrawiam
    2 punkty
  22. Z Polską to też chyba nie do końca prawda. W Andrychowie jest też skrzyżowanie dwóch wyciągów tyle że z wspólną podporą.
    2 punkty
  23. I na domknięcie swojego tryptyku z Andory filmik posklejany z ujęć, kiedy mogłem bardziej pohasać po pirenejskich halach, bo moje dziewczyny zajmowały się sobą Tradycyjnie, ze względów licencyjnych, odtwarzanie na urządzeniach mobilnych ograniczone (wtedy film można obejrzeć na mobilnej przeglądarce przełączonej w tryb stacjonarny).
    2 punkty
  24. Ktoś to przykleił ze starej, starej strony. Dam im znać, żeby usunęli lub poprawili .
    2 punkty
  25. Chłopaki z Zieleńcu trochę pojechali po bandzie. Mogli ograniczyć się tylko do Polski.
    2 punkty
  26. Strzelasz trochę kulą w płot. Nie wiem jak u Ciebie ze skokami, ale ja coś tam liznąłem (z dużym przymrużeniem oka). Moje początki narciarstwa to okolice Walimia w Górach Sowich (Rzeczka, Sokolec, Jugów) i tak przez pierwsze, mniej więcej 10 lat. Niedaleko przełęczy Sokolej u podnóża Góry Sokół było schronisko (nieistniejące już niestety) Granica (Grenzbaude). Nigdy go nie widziałem. Powyżej schroniska była (też nieistniejąca już) skocznia narciarska wybudowana w 1928 r. Była to skocznia o punkcie konstrukcyjnym K-35. Na zawodach przed 2 wojną światową potrafiło zebrać się 10.000 kibiców. Jadąc z Rzeczki w stronę Nowej Rudy, po prawej stronie za Przełęczą Sokolą wprawne oko może jeszcze dostrzec miejsce po skoczni. Pod koniec lat 60 i na początku 70 został po skoczni jeszcze rozbieg, kawałek progu, bula. Oczywiście z kumplami jak wyczailiśmy, że to była skocznia, to musieliśmy spróbować skakać. Ty jesteś młody, to Ci opowiem o sprzęcie. Nie mieliśmy nart do skoków, ale jeździliśmy na nartach z wiązaniami bez bezpieczników. Czyli but narciarski z przodu był trzymany przez metalową klamrę i skórzany rzemyk, a tył opięty stalową linką. Z boku narty były przykręcone haczyki (2 lub 3). W zależności o który haczyk zahaczało się linkę, but był sztywno lub ruchomo zamocowany do narty (jak obecnie w nartach skitourowych). Nikt z nas nie doleciał do buli. Powyżej 10 merów udawało nam się skakać. 99 % skoków kończyła się upadkiem, ale kilka razy każdy z nas ustał. Jeden z kolegów złamał nartę, drugi wybił jakiś palec. Niestety po trzech dniach skoków, jeden z naszych rodziców nas wyczaił i nasza kariera w skokach momentalnie została przerwana na zawsze. Zostali tylko idole: Bronek Czech, Stanisław Marusarz, Z. Hryniewiecki, A. Łaciak, J. Przybyła, T. Pawlusiak, J. Kawulok, A. Wieczorek, J. Szturc, rodzina Tajner, rodzina Gąsienica Daniel i wielu, wielu innych. I to byli dla nas idole, a nie Eddie Orzeł. A jak tam Twoje Tytusie dokonania w skokach, masz jakieś doświadczenia? Parę fotek skoczni z przed wojny... http://dolny-slask.org.pl/6295766,foto.html?idEntity=4096176 http://dolny-slask.org.pl/4066433,foto.html?idEntity=4096176 http://dolny-slask.org.pl/5560470,foto.html?idEntity=4096176 Pozdrawiam.
    2 punkty
  27. Cześć W tamtym tygodniu miałem okazje pojeździć trochę w Zieleńcu. Warunki jak wszędzie o tej porze sezonu, nie najlepsze. Udało mi się nagrać i zmontować film, więc chciałbym go wam pokazać
    2 punkty
  28. To ja też ogłaszam koniec sezonu na Chopoku byłem w ostatni weekend i faktycznie nie ma sensu już tam jechać - śniegu nie ma, wyciągi nie chodzą, trasy pozamykane, nawet piwa ostatnio w knajpach brakło - pewnie dlatego, że wszyscy w nich siedzieli, bo nie było, gdzie jeździć ... Pozdrawiam ... i do zobaczenia na ... Chopoku
    2 punkty
  29. Na Chopoku śniegu i piwa nie ma, sprawdzone info do zobaczenia w weekend P.S. Jak dla mnie, warunki super, dużo lepsze niż 2 tygodnie temu... A prognozy znowu łaskawe na nadchodzący weekend...
    2 punkty
  30. No cóż, czas się odezwać Na początek WIIIIEEEEELLLLLKKKKKIE dzięki dla Mariusza i Pauli za to, że chciało im się zorganizować i przeprowadzić to przedsięwzięcie. Przygotowanie i znajomość terenu przez Mariusza pomogła nam zobaczyć rzeczy, których będąc tam sami byśmy nie zobaczyli. Jeszcze raz, Mariusz szacunek i wielkie dzięki od Ani, Halinki, Michaela i Janusza . Co do Włoch - bajka. Miejsce jest przecudne i wręcz bajkowe. Narciarsko, widokowo, jedzeniowo.........po prostu bomba. Relacji też pisać nie muszę i za to Mariusz drugi dzięks. Na koniec krótki filmik: Komentarz zbędny Po nas widać, że wyjazd udany. Tak było codziennie PS: Wszystkie ujęcia poza pierwszymi dwoma robione były gimbalem z gopro 3+ black. Gimbal jest fantastyczny. Pozdrawiam
    2 punkty
  31. Słońce ładnie rankiem świeci, więc trzeba było odwiedzić Biały Krzyż: Nie był to jakiś wyjazd narciarski, chciałem jedynie sprawdzić jak pracuje serducho w górskich warunkach. No to ustawienie pulsometru i jazda: Po pierwszym ostrożnym przy tętnie max 124, drugi zjazd już przy maksymalnej jeździe, takiej jakiej ten stok pozwala, serce uderzało 140 na minutę, trzeba było na tym zakończyć. Ale podczas wjazdu orczykiem wracało do normalnej pracy. Uważam że powoli mogę myśleć o przyszłym sezonie. Warunki na BK w pełni zimowe, twardo, śniegu pod dostatkiem, krawędzie nie zużyte w tym sezonie świetnie trzymały, śmigać nie zapomniałem. Miła niespodzianka w okienku - masz za darmo. Do zobaczenia w listopadzie zatem. Będę pierwszy, lub drugi po Johnym. Na koniec, jak to moja żonka mówi musi być nagroda: obiadek w zajeździe: Coś jeszcze odwiedzę w tym sezonie, przecież do końca sezonu jeszcze bardzo daleko. Hey
    2 punkty
  32. johnny , jak się już tam , znaczy się nad ten Bajkał , jakoś dostaniesz , to życzę Ci takich takich klimatów , albo i jeszcze piękniejszych (fotka Rafała Z. )
    2 punkty
  33. Zakładam zbiorczy temat o Ischgl, Na stronie opublikowałem tekst po naszym pobycie w Ischgl oraz dwie galerie W 100 zdjęć dookoła Ischgl oraz Ischgl dobre miejsce na wiosenne narty
    1 punkt
  34. Pięknie! gratuluje wyprawy! Pilsko nie zawodzi :D, a miałem tam wylądować od Przełęczy Glinne z Justyną
    1 punkt
  35. 3 Zinnen Dolomites Piotrek z Ekipą odjechali w stronę Polski, a my z Paulą pobudka przed 6, szybkie pakowanie i również jazda w stronę Ojczyzny - z tym, że jeszcze postój i jazda na nartach do 13 w nieznanym nam dotąd ośrodku narciarskim 3 Zinnen Dolomites. http://www.skionline.pl/stacje/wlochy-poludniowy-tyrol-alta-pusteria-hochpustertal,osrodek,612.html Niestety u mnie lewa noga w sztywnej ortezie po upadku, od samego rana niestety ból kolana i brak siły w nodze. Środki przeciwbólowe, przeciwzapalne - "nakolannik" i na stok. Jazda była delikatna z mojej strony i raczej zwiedzanie ON niż śmiganie jakie lubię. Na szczęście wszystko szczęśliwie się zakończyło i dzisiaj po powrocie do Polski, chociaż z nogą wszystko ok, to mogę powiedzieć, że po 35 dniach na nartach zakończyłem sezon 2016/17. Wracając do relacji... ...przed ośrodkiem narciarskim jesteśmy zaraz po 8 i załapujemy się od razu na gondolę Dlaczego - wtapiamy się w tłum zawodników - w sobotę na Helm Monte Elmo odbywały się zawody. Mimo, że tutejsze trasy nie są położone wysoko - warunki jakie zastajemy z samego rana są rewelacyjne - takie jak lubię: strzelający pod nartami sztruks Twardo i szybko. Pierwszych kilka zjazdów zaliczamy w pełnej samotności na stokach. Mimo, że widać zmianę pogody, to do godziny 13 było bardzo fajnie - błękit nieba i promienie słońca przebijały się przez chmury. W ośrodku trochę zmian - link ze Skionline nieco nieaktualny, bo oprócz dużej gondoli, gondoli małych jest 5 a nie jak na opisie ośrodka 3. Sztuki nówki: Trasy w ośrodku, to przede wszystkim wymagające czerwone i czarne... ...ehhh szkoda, że noga nie była sprawna. Widok z Stiergarten w stronę Alp... Mapa narciarska: Zjeżdżamy na północne stoki pod miejscowością Moso. Widok po lewej ręce taki: Nasz cel: A po drodze - cud malina trasa: Doskonale przygotowana i choć o południowej ekspozycji trzyma porządnie... Dół: I na samym dole połączenie dwóch gór i dwie stacje dolne szybkich gondoli: Postanawiamy kilka razy powtórzyć trasę dopóki znacznie temperatura nie wzrośnie. Jazda fantastyczna - ilość narciarzy praktycznie zerowa Eksplorujemy dalej. Dół kolejnej trasy, spod dolnej stacji gondoli wygląda tak: Początek tej trasy narciarskiej - to czarna ścianka WOW! Jeździ się tutaj nieziemsko, ponieważ o dziwo jest tutaj raczej naturalny śnieg - lodu zero. Twardo, równo a narta trzyma aż ta Lala Tutejsza śnieżna budowla dla dzieci: Jedziemy świetną czerwoną trasą w stronę miasteczka Moso. Wciągamy się na górę i... ...zaliczamy widoczną czarnulkę! Co za pochyłość - WOW. Do tej trasy jeszcze wrócę... Tutejsze widoczki w stronę Sexter Dolomiten: Obowiązkowe zdjęcie z uroczymi bałwanami Zaliczamy orczyki i trasy przy nich - najwyższe położone na północnych stokach pod Zeherem 2965 m npm. Widok w stronę tras południowych - przy trasach jak widać - zero śniegu naturalnego. Przy najbardziej położonym na wschód orczyku wydzielona trasa do ścigania Przenosimy się pod mega czarną - tu Paula ćwiczy śmig a ja jestem pod ogromnym wrażeniem tej ścianki. To najbardziej wymagający stok jaki odwiedziłem w tym sezonie. Wygląda to z bliska tak: Chodź ta pierwsza, zaliczona tego dnia czarna trasa, z góry wygląda również świetnie Zbliża się godzina 12sta - jemy pyszny makaron na stoku przy orczyku i bałwanach. Polecamy knajpkę! Zero ludzi, pysznie i tanio...ale to chyba zaleta małych ON i przedzieramy się z powrotem, w stronę auta. Robię fotkę miasteczka Moso: Kościółek: Wracamy na Helm "byczym" wyciągiem... Ostatni zjazd trasą 13... ...niesamowicie długa i piękna czerwona z domieszką czerni Z powyższego miejsca strzelony inny ośrodek, którego nie udało nam się tym razem odwiedzić Kronplatz Zoom optyczny aparatu X40 i takie oto zbliżenie: Kończymy jazdę a zawody nadal trwają... ...swoją drogą ciekawe, co to było? Ustawiona trybuna, scena z telebimem itd. Co to za ranga zawodów? Może ktoś z Kolegów zajmujący się mocniej sportem będzie wiedział? Trasa z bliska (czarna) - niestety zamknięta dla narciarzy rekreacyjnych w tym dniu. Widok ogólny wraz z trybuną i telebimem: To co znalazłem w necie, to z pewnością było to ściganie na poziomie FIS European Cup. Ostatni zjazd i żegnamy Dolomity... Już w Polsce, we własnym domu Niestety za oknem pogoda nie nastraja pozytywnie... ...ehhh byłoby pięknie mieszkać gdzieś w okolicach jakie odwiedziliśmy Podsumowując - wyjazd bomba!!!! Mimo, że okolice znałem dobrze ale udało mi się zaliczyć kilka nowych miejsc: Cortinę, Alpe di Siusi, 3 Zinnen Dolomites a przede wszystkim Lagazuoi. Materiału filmowego dużo... ...kiedy go obrobię i coś powstanie filmowego? Trudno mi cokolwiek obiecać. Z pewnością pojawi sięna forum i w tym wątku Na koniec chciałem podziękować Piotrowi, Hani, Ani i Michałowi - wyprawa w Dolomity bez Was, nie byłaby taka sama! Jesteście świetni i już tęsknię razem z Paulą za Wami. Dziękujemy za wspólną przygodę i do zobaczenia. Pozdrawiam marboru
    1 punkt
  36. Leciałem, jest super! Potwierdzam
    1 punkt
  37. Pierwszy filmik z naszego Retro Day... PS. Skoro już tak to GoPro się rzuca w oczy, to niech będzie filmik z tejże kamery...
    1 punkt
  38. Dzięki Piotr! Jest kilka problemów, które chyba ciężko będzie przeskoczyć, jak np. transport roweru (pewnie lepiej będzie wypożyczyć), ubiór (tam będzie ok -30 st), czy nawet wiza... Koszta też nie małe... Pozdrowionka. Dzięki, na pewno się postaram! Super! O ile uda się coś nagrać...
    1 punkt
  39. W deszczową brytyjską pogodę najlepiej spędzać czas przeglądając nagrania z wyjazdu. A filmików nazbierało się ponad 200 na trzech 64G kartach. Plus to co na komórce mojej, komórce żony, kamerce samochodowej... Tak wyciągnięte kolejne trasy. Miquel. Serra de les Solanelles, biegnąca szczytem w dół do Pla de les Pedres, z przepięknym widokiem na góry po obu stronach i trasy biegnące w dół od Espiolets i Cortals.
    1 punkt
  40. 1 punkt
  41. Dzisiaj odwiedziłem Kasprowy. Wyjazd zaplanowany wcześniej ze względu na ładną pogodę. Jeśli chodzi o warunki to na obu trasach górne odcinki przygotowane bajecznie, dolne niestety nie były ratrakowane. W Gąsienicowej od rozjazdów do dolnej stacji były oblodzenia, zwłaszcza tuż przy bramkach gdzie było jedno wielkie klepisko. Wraz z upływem dnia i wzrostem temp. warunki w dolnej części uległy znacznej poprawie za to początek trasy się zniszczył [emoji6]. Z Goryczkową było gorzej, po przejechaniu rozjazdów i dojechaniu do polany zastałem jedno wielkie lodowisko i kilka przetrać oraz wystających kamieni. Na szczęście z lewej strony trasy dało się złapać nieco fajnej przyczepności. Z biegiem dnia narciarze nieco trasę przejeździli i jeździło się znośnie. Ogólnie znaczną część wyjazdu jeździłem w dolinie Goryczkowej, sztruks można było tam zastać jeszcze o 14stej[emoji6]. Ludzi na stoku ogolnie mało, znacznie więcej po stronie doliny Gąsienicowej. Bezproblemowy zjazd do Kuźnic z doliny Goryczkowej, mnie się udało pod samiutki parking[emoji4]. Wyjazd bardzo udany. Niestety wydaje mi się że jeśli coś nie dosypie trasa w Goryczkowej szybko przestanie być przejezdna. Klepisko w Goryczkowej Panorama po stronie Gąsienicowej. To tyle. Pozdrawiam! Wysłane z mojego SM-G935F przy użyciu Tapatalka
    1 punkt
  42. #11 i #12 Rysianka kult... nie tym razem niekultowo tylko klubowo W ostatnią sobotę i niedzielę po całym tygodniu spędzonym na Podhalu i w Tatrach, przemieszczamy się prosto do Sopotni Wielkiej :), na rysiankowe spotkanie integracyjne Sekcji Narciarstwa Wysokogórskiego KW Kraków Co tu dużo mówić, wystartowaliśmy z Justyną późno, po 14, przeszliśmy 5-10min od szlabanu i tel. od kolegi, że jest w Sopotni, nie pojechał wcześniej do Korbielowa (miał iść z resztą przez Pilsko) i pyta gdzie jestem więc robimy pierwszy popas i tak o 14:30 startujemy do góry, ale zamiast iść standardowo stokówką do góry i potem przecinką obok niebieskiego nachodzi mnie głos ekspolatora "nie rób tego!" , Justyna mówi, że jest późno i żebyśmy szli najkrótszym szlakiem prosto do schroniska, ale znowu odzywa się mój wewnętrzny głos (schizofremia?) "nie rób tego!", a potem "nie idź tą drogą" no i tak znajduję na mapie szlak/przecinkę w stronę polany Stefanki dzięki temu sprawdzimy warunki na jutrzejszy zjazd czy o płaca się tamtędy bo nachylenie dla Justyny powinno być odpowiednie Co najdziwniejsze? jest jakieś 2-3tyg po ostatnim opadzie... a my zakładamy pierwszy ślad! wow! śnieg też wygląda całkiem fajnie, przemrożony zsiadły puch Docieramy do polany Stefanki, wygląda to całkiem dobrze! śnieg jest zaskakująco szybki! dwa tygodnie temu przy 50cm opadzie nie dało się jechać bo z płasko. Proponuje 2 opcje, albo wychodzimy do góry na szlak i szlakiem do schroniska, albo wychodzimy do góry zjeżdżamy w dół jakieś 200mH i robimy trawers przez las do najniższego punktu grani i podchodzimy do góry na Rysiankę z ominięciem 3Kopców . Oczywiście delikatnie przekonałem resztę do pomysłu nr 2 zjazd super! Część alkoholową pominę , były rozmowy, opowiadania, relacje z wypraw :), na drugi dzień krótkie szkolenie lawinowe i z systemu gps i z używania kompasu i mapy Babia Góra i Pilsko No i w niedzielę odwrót, przechodzimy przez 3Kopce i zjeżdżamy polanką Stefanka... bajka! mimo małego nachylenia śnieg jest szybki, dodatkowo co jakiś czas "ścianki" pozwalają się rozpędzić i na pełnej petardzie przejechać całość tz. Justyna jedzie swoim tempem Potem trochę przez las i lądujemy na kolejnej polance dużo mniejszej, ale za to kompletnie nietkniętej (tylko nasz ślad podejściowy). Na początku wjeżdzam w nasłonecznione miejsce i strasznie mokry śnieg hamuje narty, ale po 3m wpadam w cień i wow! jakbym dostał turbo doładowanie jest ogromna różnica między przemrożonym zsiadłym śniegiem, a takim mokrym. Na koniec jeszcze zjazd stokówką w "wąwozie" i lądujemy na szlaku.. Justyna z bananem na buzi stwierdza, że to był jej najlepszy skiturowy dzień idealny śnieg i idealnie dobrane zjazdy do jej poziomu, dodatkowo super podejście bez ludzi, w ciszy, w nietkniętym śniegu oby więcej takich dni w sezonie! Pozdr Tomek
    1 punkt
  43. Dzięki Kasiu :smile: Ps.No słowo chyba mam już plana na drugi dzień świąt :tongue::stupid:
    1 punkt
  44. Jak dla mnie możesz byc mało fotograficzny,ale pare fotek nam się należy jak psu zupa :tongue: PS. facebooka u mnie ni ma :wink:
    1 punkt
  45. Kilka zdjęć - wyciąg w kotle Goryczkowym NASTĘPNE - Kocioł Goryczkowy NASTĘPNE - widok na Halę Gąsienicową NASTĘPNE - widok na stację kolei Kasprowy Wierch P.S.1. Bumer:Buenos jak bueonos, ale co tam chodzi po ulicach na dwóch nogach :angel: ANIOŁY2. Johny:Dzięki Twoim relacjom przymierzam się do czegoś o szerokości 100 mm pod butem. :biggrin:3. Bo to Polska właśnie, a Kasprowy to na pewno nie jest góra narciarska :stupid:
    1 punkt
  46. Kilka tygodni temu zamówiliśmy ze znajomymi wyjazd do górnej austri po bardzo atrakcyjnej cenieWyjazd typowo rekreacyjny z małymi dziećmi.Wszystkie pociechy do sześciu lat miały wszystko freeSama droga bez problemów,7 godz i 600 km pękło nie wiadomo kiedy :smile:Mieszkamy w miejscowowości Almunster, notabene kilka minut od najgłębszego jeziora w AustriiJeśli chodzi o hotel,choć można by rzec duży pensjonat zasługuje na pochwałe,zaczynając od pokoi,dalej po personel i jedzonko wszystko tip topCo by długo się nie rozpisywać typowo austryiacki ład i porządekTeraz troszku o miejscu nartowania.W pakiecie mieliśmy ośrodek Feuerkogel i Krippenstein masywu Dachstein
    1 punkt
  47. Almunster 17.02-23.02.2013Wprawdzie to nie temat całkiem narciarski,choć myśle że relaks pierwsza klasaZachęceni rozmowom z właścicielami hotelu korygujemy trase powrotną do PolskiJedziemy do miejscowości Bad Schalerbach na termy.Naprawde szczęka opada :tongue:Uprzedzeni wcześniej że na 3-4 godz nie ma sensu jechać bierzemy karnety całodzienneSiedem gidzinek mija migiem,nie sposób sie tu nudzić,ale ćóż jeszcze 6 godz jazdy przed nami :smile:
    1 punkt
  48. powodzenia ! i uważaj na sobotnie korki na Autobahnach, ale może dojedziesz już na śniadanie my startujemy 6.02 ale przez BB (Rogata ), Cieszyn, Brno i Wien. Myślałem o Fiss Ladis jako miejscu na ferie 2011, także liczę na rzetelną opinię z Twojej strony, no i możesz do SKIMAP'y wrzucić punkty pozdro
    1 punkt
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...