Ranking
- uwzględniając wszystkie działy
-
Wprowadź datę
-
Cały czas
1 Październik 2007 - 14 Październik 2026
-
Rok
14 Październik 2025 - 14 Październik 2026
-
Miesiąc
14 Wrzesień 2026 - 14 Październik 2026
-
Tydzień
7 Październik 2026 - 14 Październik 2026
-
Dzisiaj
14 Październik 2026
-
Wprowadź datę
18.11.2019 - 18.11.2019
-
Cały czas
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 18.11.2019 uwzględniając wszystkie działy
-
No dobra. Inni się chwalą to ja też. Dzisiaj mi stuknęło 1025 km na rowerze. Myślę, że chyba mogę być z siebie dumny bo od marca spędziłem łącznie 110 dni w szpitalu, przeszedłem operację w maju i październiki, byłem w krytycznym stanie, straciłem wszystkie mięśnie i jakieś 25 kg… Jeszcze w czerwcu wyczynem było dla mnie wejście na 3 piętro czy spacer wokół bloku. No cóż, jak się rehabilitować to konkretnie …bo styczniowe Alpy już zarezerwowane. W niedzielę po raz kolejny zawitałem na Wołowe Trasy(info TU i TU). WT są jedyną taką miejscówą koło Kielc. Znajdują się w Paśmie Posłowickim, na południe od miasta, w jego granicach administracyjnych. Jak ja mogłem nie wiedzieć o ich istnieniu przez tyle lat???. Ale dzięki synowi i oczywiście zeszłorocznej zmianie roweru zaczęło mnie ciągnąć w stronę AM / enduro. I jeszcze parę fotek z genialnej niedzieli.8 punktów
-
5 punktów
-
Właśnie dlatego unikam tras niebieskich bo po prostu boję się tych cisnących na granicy a często powyżej swoich możliwości, paradoksalnie na łatwych trasach jest ich najwięcej. Statystyki GOPR za 2019 Hala Skrzyczeńska 428 interwencji, Skrzyczne 140 interwencji.3 punkty
-
Wiem, że takie są opinie, ale ja mam odmienny pogląd. Lubię pocisnąć z dużą szybkością i na granicy możliwości. Co innego gdyby trasa była zamknięta na trening, ale tak to przed każdym takim załamaniem, muszę się zatrzymać lub bardzo zwolnić Drzewa w pobliżu, też nie zachęcają mnie do szaleństw. Mimo wszystko, najlepsze jest do tego nudne lotnisko, z widocznością na 1km do przodu. Ale nawet na lotnisku, musi być w miarę pusto, a to w SMR się prawie nie zdarza . Ja w Szczyrku najbardziej lubię niebieską do gondoli (gdy nie ma ludzi) i czerwoną 7 z Hali na Solisko . Także Bieńkulę, ale tam już raczej jeżdżę wolniej.3 punkty
-
Ja sobie w tym sezonie zrobilem dwie konkretne eskapady, obie na rowerze MTB: 1. terenowo objazd KPN zielonym szlakiem 180km (https://www.strava.com/activities/2648091516) ; 2. wycieczka w międzyrzecze Bugu i Narwi asfaltami, 276 km (https://www.strava.com/activities/2668625841). Jak na razie w tym sezonie mam 6420 km przejechane, jak na dwa miesiące letnie bez roweru (kontuzja nadgarstka) to całkiem sporo, choć do zeszłorocznych 8k raczej nie uda się dobić.2 punkty
-
Gdyby ktoś był w okolicy, to w najbliższy weekend jest pre-opening i jazda za darmo na trzech wyciągach: https://www.pitztal.com/de/aktuelles/winternews-hochzeiger-skigebiet2 punkty
-
Kanion Matka na bis i jaskinia Vrelo (Wreło) We wtorek rano ponownie jesteśmy na dworcu autobusowym w Skopje. Tym razem udaje się nam skorzystać z miejscowego transportu publicznego. Po Skopje i okolicach jeżdżą trochę sfatygowane czerwone autobusy – zwykłe i piętrowe, trochę podobne do tych londyńskich. Bardzo rozbawiła nas nazwa kasy biletowej po macedońsku – „błagajna” 🤣 Podróż do kanionu Matka z dworca trwa niecałą godzinę, jeśli nie ma korków. Generalnie ruch samochodowy w Skopje jest bardzo duży, wszyscy trąbią, jeżdżą jak wariaci i parkują gdzie popadnie. Samochody - yugo, zastavy i sporo starszych modeli z zachodu. Na przystankach autobusowych nie ma rozkładów jazdy, a czasem nawet tabliczek z numerami linii. Za to są plastikowe karty chipowe na przejazdy, a nie papierowe bilety. Tak wygląda końcowa pętla przy kanionie Matka: Przedmieścia Skopje i podmiejskie wioski nieco przypominają prowincjonalną Małopolskę z początku lat 90-tych. Duże zagęszczenie niezbyt ładnej zabudowy jednorodzinnej z byle czego, sporo rozmaitych prywatnych interesów – trochę bez ładu i składu, sklepiki, warsztaty, reklamy i szklarnie. Kierowca naszego autobusu zatrzymuje się przy piekarni, zostawiając pojazd z włączonym silnikiem i pasażerami i idzie kupić sobie rogale na drugie śniadanie. Dojeżdżamy do końcowej pętli i idziemy zwiedzać. Przy pętli znajduje się tor do kajakarstwa górskiego, a kawałek dalej hydroelektrownia i zapora wodna: Zapora spiętrza wody Treski – dopływu Wardaru – tworząc wydłużone jezioro w kanionie Matka. Kanion można zwiedzać na trzy sposoby – drewnianymi łodziami z silnikiem, można wypożyczyć kajak, albo przejść szlakiem prowadzącym skalną półką po prawej stronie. Jednak do jaskinii Vrelo (Wreło) można się dostać tylko od strony wody, bo jest na przeciwnym brzegu niż szlak. We wtorkowy, listopadowy ranek nie ma zbyt wielu turystów w kanionie. Oprócz nas - dosłownie kilka osób. Spotykamy naszego nowego znajomego – przewodnika górskiego Xhemala – który tego dnia ma oprowadzać turystów po jaskinii. Jesteśmy pierwszymi chętnymi na rejs łodzią. Umawiamy się, że popłyniemy w jedną stronę łodzią i zwiedzimy jaskinię, a potem sternik wysadzi nas na drugi brzeg i wrócimy na piechotę. Sternik trochę nadczekuje na ewentualnych kolejnych pasażerów, ale w końcu płyniemy tylko my, Xhemal i jeszcze jeden gość z obsługi. Na wodzie jest trochę chłodniej i niestety nie ma już tego dnia słońca. Ale wciąż temperatura jest komfortowa. Podziwiamy widoki: Szlak pieszy widziany z wody: Przed jaskinią robimy sobie pamiątkowe zdjęcie z Xhemalem i wchodzimy do środka. Wreło jest prawdopodobnie najgłębszą jaskinią podwodną na świecie – dotychczas udało się zejść na głębokość 240 m, a dokonał tego polski nurek, Krzysztof Starnawski, w 2017 roku. Jaskinia ma również część nadwodną i ta jest udostępniona turystom. Gdy jesteśmy w środku, kończy się paliwo w generatorze i cała piękna iluminacja gaśnie. Na szczęście mamy w plecaku czołówki, więc przez moment możemy poczuć się jak speleolodzy na wyprawie, a nie zwyczajni turyści . Na zewnątrz, pod widoczną na zdjęciu szczeliną, znajduje się wejście do podwodnej części: Przeprawiamy się łodzią na drugi brzeg, na który wejście okazuje się trochę strome. Ale po treningu na Vodnie dzień wcześniej, wdrapujemy się na ścieżkę bez większych problemów. Z widokiem na wejście do jaskini ze szlaku pieszego: Szlak biegnie częściowo skalną półką, częściowo ścieżką w zaroślach. Jest pusto i cicho – tylko my, góry, jesienny las i woda 😀. Schodzimy do pętli autobusowej i czekamy. Czekamy i czekamy, a autobusu nie ma. Wkrótce nadchodzą dwie sympatyczne Polki, od których dowiadujemy się, że rozkład, który mamy obowiązuje w weekendy – wtedy autobusy jeżdżą co 40 minut, a w tygodniu – co półtorej godziny. Czas mija nam jednak sympatycznie na rozmowie – dziewczyny przyjechały do Skopje na koncert Bryana Adamsa. W końcu autobus przyjeżdża. W Skopje idziemy jeszcze na ostatni obiad na Starym Bazarze. Gdy wychodzimy z knajpki o wdzięcznej nazwie Pçela („Pszczoła”), na zewnątrz jest wietrznie i deszczowo. Czas zbierać się na samolot do Berlina. Trzy dni szybko minęły, ale chętnie kiedyś wrócimy do Macedonii i na Bałkany. Urzekły nas góry, przyroda, otwartość i życzliwość ludzi, dobre jedzonko, brak tłumów i jeszcze względny brak komercji. Może przyjedziemy nad Ochrydę, może na trekking w górach, a może i na narty – kto wie? 😀2 punkty
-
@marboru uchylił rąbka tajemnicy 🤫 - tak, kolejny wpis to wycieczka w góry. Poniedziałkowy poranek przywitał nas pięknym słońcem i bezwietrzną pogodą, a prognozy zapowiadały +18 stopni. Wymarzony dzień na górską wycieczkę 😀! Ze Sredne Vodno do Kanionu Matka Postanowiliśmy przejść grzbietem pasma Vodno ze wschodu na zachód. Mniej więcej w połowie drogi między Skopje a szczytem Vodno (1066 m npm.) znajduje się osada Sredne Vodno, z której od wtorku do niedzieli kursuje na szczyt kolej gondolowa Doppelmayra. No właśnie, ale my nasz trekking zaplanowaliśmy na poniedziałek – nie pozostało nam więc nic innego, niż zdobyć Vodno na własnych nogach. Co więcej – w poniedziałki poza sezonem nie kursuje również autobus miejski do Sredne Vodno, o czym dowiedzieliśmy się dopiero na dworcu autobusowym. Ale pod dworcem jest postój taksówek, a raczej takich ichnich Uberów, bo taksometru się w nich nie uświadczy. Ceny umowne i umiarkowane, woleliśmy jednak ustalić z góry, ile zapłacimy. Przy dolnej stacji kolejki jest kilka kiosków z przekąskami, ale wszystkie zamknięte na głucho. Być może niektóre są czynne, gdy kolejka działa, ale ewidentnie widać, że jesteśmy po sezonie. Ze Sredne Vodno na szczyt prowadzi asfaltowa droga oraz kilka różnych ścieżek pieszych. Ponieważ chodzenie asfaltem po serpentynach jest nudne, postanowiliśmy odbić w ścieżkę, która biegła nieco bardziej stromo, ale krótszą drogą na szczyt. Szlaki piesze w Macedonii nie są oznaczone w taki sposób, do jakiego jesteśmy przyzwyczajeni w polskich górach czy Alpach. Jeśli już, to wymalowane są dwa paski – białe i czerwone, albo czerwono-białe kółko. Na wszystkich szlakach znaki są takie same, więc na rozgałęzieniu łatwo pomylić drogę, zwłaszcza, że praktycznie wcale nie spotyka się drogowskazów. Zresztą nasz szlak oznakowany był dopiero od połowy. Koniecznie więc trzeba mieć ze sobą dobre mapy offline z lokalizacją – my korzystaliśmy z aplikacji MAPS.ME i PhoneMaps, na których widoczne są nawet nikłe ścieżki, można ustawić nawigację – pieszą, rowerową lub samochodową, a obsługa jest czytelna nawet dla tak upośledzonej technicznie osoby, jak ja . Na początku jednak zaliczyliśmy falstart – ścieżka, którą poszliśmy i która miała biec pod gondolą znaków wcale nie miała, a mniej więcej w połowie zaczęła niknąć, za to pięła się coraz bardziej stromo zarośniętym kanionem. Na początku było tak: A potem tak: I w końcu tak: Wędrówki w górę nie ułatwiało też śliskie błoto i opadłe liście. No, trochę się naklęłam, zanim doszliśmy znów do asfaltu. Tak to bywa ze skrótami . Marsz na górę zajął nam 1 h 15 min, asfaltem chyba jednak byłoby szybciej … W najwyższym punkcie na Vodno stoi Krzyż Milenijny - ponoć najwyższy na świecie chrześcijański krzyż w lekkiej, ażurowej konstrukcji, zbudowany w 2002 roku, widoczny praktycznie z każdego miejsca Skopje i z trasy naszej wycieczki. Górna stacja kolejki: Oczywiście byłam ciekawa, czy w zimie są tutaj jakieś trasy narciarskie, ale jednak nie – mimo, iż w styczniu-lutym jest śnieg. Można natomiast jeździć z Vodno na sankach. Miejsce jest niesamowicie widokowe – góry otaczają nas ze wszystkich stron, w dole z północnej strony rozpościera się Skopje, z południowej jakieś mniejsze wioski i tak będzie już przez cały czas naszej marszruty. Robimy sobie wspólne zdjęcie i idziemy na szlak. Na szczycie jest trochę ludzi, ale dalej praktycznie nie spotykamy żywej duszy. Idziemy początkowo szutrową drogą, widoki boskie: Wkrótce droga powoli zamienia się w plac budowy . Wiemy, że wzdłuż niej poprowadzono … rurociąg. Co za dziwny pomysł … Mam nadzieję, że teren z czasem zarośnie, bo na razie wrażenie jest nieciekawe. Trzeba patrzeć w dalszą perspektywę – jest zdecydowanie lepiej Vodno już w oddali, rurociąg – na wyciągnięcie ręki 😉 Co ciekawe – mimo iż był to dzień roboczy, to spotkaliśmy tylko dwie trzy-czteroosobowe ekipy budowlane. Obie siedziały w autach i jadły nieśpiesznie drugie śniadanie oraz paliły papierosy, tylko koparkowy trochę jeździł, ale też niezbyt długo 😏. W zasadzie to byli prawie jedyni ludzie, których minęliśmy tego dnia na szlaku – nie licząc pary turystów pod koniec wycieczki. Dochodzimy do Vrv Kale – drugiej co do wysokości kulminacji masywu: Na szczęście plac budowy skończył się jakiś czas temu i możemy rozkoszować się pięknem krajobrazu. A widoki – zobaczcie sami: VID_20191111_133136.mp4 Te ledwo widoczne ośnieżone szczyty na horyzoncie to Szar Płanina – pasmo dwutysięczników na granicy z Kosowem. I choć pogoda jest cudowna i ciepła, to białe wierzchołki w oddali budzą nutkę tęsknoty za zimą i nartami. Od tego miejsca schodzimy w dół. Najpierw jest to w miarę łagodna ścieżka przez zarośla. Choć ścieżka trochę się gubi i musimy dobrze pilnować śladu na mapie: Docieramy do rozwidlenia szlaków, gdzie znajduje się jeden jedyny drogowskaz do kanionu Matka, który jest celem naszej wycieczki. Teraz szlak biegnie ostrymi i stromymi zakosami w dół, ale jest pięknie – przepięknie! W dole widzimy zabytkową cerkiewkę św. Nikola Sziszewski, obok której biegnie też nasz szlak: Jest też kanion Matka, w całej okazałości 🤩 W dole wyłania się wkrótce przystań dla łódek i kajaków oraz restaurację i hotel Canyon Matka Schodzimy do cerkiewki – oprócz dwóch turystów nikogo tutaj nie ma No to jeszcze zdjęcie ze słoneczną flagą Macedonii: Krótko przed godziną szesnastą jesteśmy w kanionie, po drugiej stronie przystani: Akustyka jest tak znakomita, że słychać każde słowo z naprzeciwka, więc łódź zaraz po nas przypływa, ale w razie czego jest jeszcze gong, którym można ją wezwać. Zasłużyliśmy na piwo – w takiej scenerii smakuje wyśmienicie! Nad kanionem Matka powoli zapada zmierzch. Nie zdążymy już przejść szlakiem wgłąb kanionu, ani dopłynąć do jaskinii Vrelo. Urzeczeni pięknem tego miejsca postanawiamy wrócić tutaj następnego dnia. Wdajemy się w pogawędkę z obsługą łódek i lokalnym przewodnikiem. Wszyscy dobrze mówią po angielsku – tak jak zresztą bardzo wiele osób, które spotkaliśmy w Skopje, a gdy słyszą, że jesteśmy z Polski, to okazuje się, że niektórzy nawet znają trochę polskiego. Podobno Polacy są aktualnie najliczniejszą grupą turystów w Macedonii. Potem idziemy w stronę przystanku autobusowego, autobus jednak nie przyjeżdża. Do Skopje wracamy „stopem” ze świeżo poznanym przewodnikiem – Xhemalem. Mapka wycieczki: [cdn.]2 punkty
-
Nie chce Cię straszyć, ale jak by Cię z jakiś względów zatrzymali i okazałoby się, że masz jakieś rzeczy z nimi nierozliczone - np. mandat - to odczekanie 2 lat niekoniecznie pomoże. Nie znam dokładnie procedury u Austriaków, ale mój znajomy z USA poleciał na konferencję do Szwajcarii i na lotnisku, przy kontroli paszportowej, wyskoczyło że gościa trzeba zatrzymać do wyjaśnienia sprawy. Trafił na lotniskową izbę zatrzymań, gdzie okazało się, że miał jakiś mandat sprzed kilku lat, który nie został zapłacony. Sprawę ostatecznie wyjaśniono - choć z pomocą szwajcarskich adwokatów, sporej dawki nerwów i niemałej ilości franków szwajcarskich...1 punkt
-
Dlaczego Skopje na listopadowy weekend? Na narty trochę za mało czasu – dwa dni i 2000 km w drodze, żeby pojeździć dwa dni w niepewnej pogodzie, to jednak nie do końca nas przekonywało. Więc może gdzieś na południe, w stronę słońca? Uciec od depresyjnej pluchy i listopadowych wichur, naładować baterie, aby przetrwać do sezonu narciarskiego? Jakiś city break, a jeszcze lepiej city i outdoor? W listopadzie wybór kierunku wcale już nie jest taki prosty ze względu na kapryśną aurę, ale wpadła mi w oko oferta na lot z Berlina do Skopje i z powrotem. Termin pasował idealnie, ale Macedonia Północna? Miejsce takie dość nieoczywiste, lecz im bardziej wgrzebywałam się w internet – między innymi w relację @aklim czy blog polskiej pary, która pomieszkuje w Skopje - tym bardziej zaczynał mi się podobać ten pomysł. Wylądowaliśmy więc z moim mężem, Darkiem, w nocy z soboty na niedzielę, w strugach deszczu. Ale rano przywitało nas piękne słońce, a ładna i ciepła pogoda miała nam towarzyszyć praktycznie przez cały pobyt. Nasz hotelowy pokój miał widok na pomnik i na górę Vodno z oświetlonym w nocy krzyżem w oddali (krzyż akurat schowany za drzewem). Bardzo typowe dla Skopje, bo jak się okazało - pomników tutaj w cholerę, a góry otaczają miasto praktycznie ze wszystkich stron. Jakie jest Skopje? To miasto zupełnie niepodobne do innych. W 1963 roku trzęsienie ziemi zniszczyło większość historycznej zabudowy, więc dominują jugosławiańskie blokowiska z wielkiej płyty. Ale ostatnia dekada przyniosła bardzo kontrowersyjną architektoniczną rewolucję centrum miasta – projekt Skopje 2014, polegający na budowie wielkich gmaszysk w stylu neoklasycystycznym i całej masy monumentalnych pomników bohaterów narodowych w duchu macedońskiego nacjonalizmu, co jest ponoć solą w oku całkiem sporej tutejszej muzułmańskiej mniejszości albańskiej. Projekt – będący w zasadzie samowolą budowlaną ówczesnego prezydenta Macedonii – pochłonął absurdalnie olbrzymie publiczne pieniądze. Mówi się o kilkuset milionach euro, co – jak na finanse takiego małego i borykającego się z licznymi trudnościami ekonomicznymi kraiku – jest niewyobrażalnie wielką kwotą. A w tle korupcja i nadużycia na gigantyczną skalę. A jak to wygląda? Zobaczcie sami – pomniki „rosną” tutaj jak grzyby po deszczu, osiągając karykaturalne rozmiary i zagęszczenie. Na pierwszy ogień oczywiście Aleksander Macedoński na koniu, na gigantycznej paterze na Placu Macedonia oraz na kolumnie – ok. 200 metrów dalej A na dolnym piętrze tej kolumny – modelowa rodzina macedońska: ojciec, matka, dziecko i … dwa leżące lwy 🤣 Tuż obok pomnik Cyryla i Metodego (na drugim planie), a także macedońskich matek – jedna w ciąży, a trzy tulą dzieciarnię. A gdzie tatusiowie? Czyżby oddawali się jakiejś szemranej grze hazardowej? 🤔 Plac Macedonia i średniowieczny Kamienny Most na rzece Wardar, to centralne miejsca w stolicy. Obok mostu zbudowano Muzeum Archeologiczne – to ten gmach z grecką kolumnadą: Idziemy kawałek dalej, w stronę Porta Macedonia – wygląda na to, że Skopje pozazdrościło Paryżowi Łuku Triumfalnego. W bramie Łuku, jak również w kilku innych miejscach zauważamy cytaty Matki Teresy, która właśnie tutaj, w Skopje, się urodziła. Jej dom rodzinny już nie istnieje, ale w miejscu, gdzie stał, urządzono Memorial House Mother Theresa – miejsce pamięci z galerią fotografii i pamiątek po tej niezwykłej zakonnicy oraz przeszkloną, nastrojową kaplicę na górnym tarasie. Budynek z zewnątrz trochę przywodzi na myśl architekturę Hundertwassera: Wnętrze: Są też polskie akcenty – dokumenty z przyznania Matce Teresie doktoratu Honoris Causa Uniwersytetu Jagiellońskiego: W budynku dawnego dworca kolejowego, którego zegar zatrzymał się 26 lipca 1963 na godzinie 5.17, gdy zaczęło się trzęsienie ziemi, znajduje się Muzeum Miejskie z podobno dość ciekawą ekspozycją. Ale z uwagi na jakąś uroczystość w hallu muzeum, niestety nie było udostępnione tego dnia zwiedzającym: Postanawiamy więc wrócić na drugą stronę Wardaru, do historycznej dzielnicy albańskiej i zwiedzić fortecę Kale, górującą nad miastem. Po drodze takie widoczki: Rzuciła nam się w oczy duża liczba bezdomnych psów w centrum Skopje – szczególnie w okolicach Placu Macedonia . Zwierzaki przyjazne, ewidentnie szukające kontaktu z ludźmi, wiele z nich zaczipowanych. Nawet nie wyglądały na wygłodzone – mam nadzieję, że ludzie, a może okoliczne knajpki dokarmiają te biedne psiaki. Na placu kupiliśmy sobie od ulicznego sprzedawcy torebkę pysznych, pieczonych kasztanów i ruszyliśmy w stronę Kale: Z fortecy roztaczają się imponujące widoki na miasto i okoliczne góry, znad których właśnie zaczęły nadciągać czarne, burzowe chmury: Ha, a za jedną z baszt niespodzianka – robotnik i kołchoźnica! 🤣 Gwałtowną, ale krótką nawałnicę przeczekaliśmy pod daszkiem, za to zaraz potem zostaliśmy wynagrodzeni wspaniałą tęczą: Twierdza Kale sąsiaduje z zabytkowym meczetem Mustafy Paszy – Darek idzie zwiedzać, a ja grzecznie czekam na zewnątrz – bo w rurkach, wydekoltowanej koszulce z krótkim rękawem i z gołą głową z pewnością zgorszyłabym pobożnych wyznawców Allaha.🙄 Z meczetu, który notabene znajduje się niedaleko naszego hotelu, kilka razy dziennie rozlegają się przez głośniki zawodzące śpiewy muezzina, które odbijając się echem od gór, niosą się zwielokrotnione po całym mieście. Codziennie mamy taką pobudkę o 5.30. No cóż, jesteśmy na Bałkanach, więc jest multi-kulti. Taki klimat. A potem zagłębiamy się w labirynt uliczek klimatycznego Starego Bazaru. Knajpki i bary sąsiadują tu ze sklepikami różnej maści – na wystawach sporo sukien w bollywoodzkim stylu, jakieś rękodzieło i liczne pracownie jubilerskie. Jest sporo ciekawej srebrnej biżuterii, a że ten wyjazd sprezentowaliśmy sobie właśnie na srebrne wesele, to wracam z ładną pamiątką. Część budynków jest jednak opuszczonych i zaniedbanych. Po późniejszym obiedzie postanawiamy przejść się jeszcze na spacer bulwarami wzdłuż Wardaru. Vodno i dachy Skopje o zachodzie słońca: Mostu im. Goce Dełczewa (narodowy bohater macedoński) strzegą dwie pary gigantycznych lwów, a w oddali forteca Kale: Bulwary są trochę zaniedbane, ale za to na obu brzegach poprowadzono całkiem zacne ścieżki rowerowe A przy siedzibie macedońskiego rządu – pomnik wyzwolicieli. Robi wrażenie! 😲 Wieczorem centrum Skopje jest rzęsiście oświetlone. I jakkolwiek nie da się ukryć, że te wszystkie gmachy i pomniki, to jeden wielki kicz i to bardzo kosztowny, to nadają one miastu niepowtarzalnego kolorytu, dla którego warto odwiedzić stolicę Macedonii Północnej. [cdn.]1 punkt
-
Kwintesencja dojrzałego narciarza. Brawo Spiochu. Musimy się kiedyś piwa razem napić. Pozdrawiam.1 punkt
-
Cześć Mifilim i tak trzymaj! Nie znam lepszego środka rehabilitacyjnego niż rower. Swoją drogą 25 kg to jest coś. Jak ja bym chciał tak schudnąć. Popatrz na historie z tej perspektywy. Nawet w najgorszych sytuacjach można doszukać się plusów. Co do Pasma Posłowickiego to przyznam się, że musiałem poszukać gdzie to dokładnie jest (wstyd). A ten stok narciarski i skocznia na PIerścienicy to tam jeszcze istnieją czy już nie ma śladu? Rzuciła mi się w oczy informacja, że skocznia nie istnieje...a są jakieś ślady? Będę w weekend w Chęcinach ale raczej rowerów nie zbierzemy bo cel wyjazdu nieco inny ale może zabrać? Pozdrowienia serdeczne1 punkt
-
1 punkt
-
@mifilim i takie osiągnięcia po takich przejściach - to dopiero jest wyczyn 😀! Trzymam kciuki za dalszy powrót do zdrowia 💪💪💪! Piękna wycieczka i cudne miejsce rowerowe.1 punkt
-
Mifilim, pozdrawiam i podziwiam. Nadrobimy na stoku. Mam nadzieje ze świętokrzyskie stoki niedługo rusza, a i naturalnego śniegu nie zabraknie.1 punkt
-
Dzięki @tanova że podzieliłaś się z nami wspomnieniami z tak cudnej wycieczki. Ze zdjęć wygląda to przepięknie, a przypuszczam, że na "żywo" było jeszcze lepiej. Jeszcze raz dzięki i pozdrowienia serdeczne.1 punkt
-
W Bukovelu co drugi narciarz ma na tyłku taki kwadrat z grubego neoprenu/sztywnej gąbki przymocowany tasiemkami - śmiesznie to wygląda , ale chyba spełnia swoją funkcję , bo tam tylko twarde , nieogrzewane krzesła bez osłon .1 punkt
-
Toż to kwintesencja tego stoku, bez wątpienia pierwsza trójka najlepszych stoków w kraju1 punkt
-
Profil czerwonej jest super tylko potrzeba skutecznego naśnieżania, co może zmieni się już w tym sezonie Fis uwielbiam za to że ma pełno zakrętów i przełamań i nie jestem w tej ocenie odosobniony.1 punkt
-
5 dni w Kaunertal, pogoda zmienna, 3 dni lampy, 2 śniegu, 2 ostatnie kataklizm i zamknięta droga na lodowiec. W knajpie polska ambasada, 80% rodacy1 punkt
-
Kończę moje opowiastki o Hintertuxie juz z domu. Wczoraj temperatura na plusie jeszcze na wysokościach typu 2300 mnpm. Do tego deszcz i wiatr. Chodziły tylko dwa Gletscherbusy (do Fernerhaus) i orczyk Roosmos na Sonnenbergu. Plan był taki żeby pojeździć właśnie tam z dzieciakami ze 2h, porobić trochę ćwiczeń, zjeść obiad i pojechać do domu. Z uwagi na rzęsisty deszcz i wiatr postanowiliśmy odpuścić. Dzieci byłyby kompletnie przemoczone. W kasie wywalczyliśmy tzw. day off, czyli zwrot karnetów na voucher i wróciliśmy do domów. Mimo trudnych chwil pogodowych, wyjazd bardzo fajny. Teraz czekamy na śnieg gdzieś u nas.1 punkt
-
Piotr, pewnie większość "starych" użytkowników forum się zastanawia dlaczego coraz rzadziej piszesz.... Mnie osobiście, ale myślę że innym również brakuje Twoich wyważonych postów, o które tutaj coraz trudniej. Nie zniechęcaj się...🙂1 punkt
-
Ostatnio się zastanawiałem, czemu coraz mniej piszę na forum. Pewnie wynika to z tego że "lubię" być strofowany przez ludzi którzy mnie nawet nie znają. Cóż, samo życie. @MajkiMDWW życzę udanego wypadu. A takich neptyków jak ja nie słuchaj. Zawsze słuchaj tylko tych co się znają. Oni akurat wiedzą czego Ty chcesz. Pozdrawiam1 punkt
-
Proponowanie Ischgl komuś, kto jeszcze nigdy nie był w Alpach/Dolomitach jest trochę niedorzeczne... To jeden z najdroższych i najbardziej snobistycznych ośrodków... Czytając post pytającego zauważyliście czego oni oczekują? Raczej niebieskich tras czyli oczekują też spokoju, a nie przepełnionych i mocno rozrywkowych tras Ischgl... Nawet jak będą mieszkać w Kappl to i tak będzie im ciężko zmieścić się w 2000 PLN... Poza tym ceny na stoku i w okolicach i mocno zniechęcą do wyjazdów. Doradzając komuś cokolwiek powinno się być troszkę ostrożniejszy... To, ze byłem w jakimś fajnym kurorcie i było tam zajebiście niekoniecznie musi oznaczać, że dla kogoś, kto jeszcze nigdy nie był w Alpach też musi tak być... Najgorsze jest to jak ktoś był tylko w jednym miejscu i... poleca go innym jako jedyne i najlepsze... Wracając do sedna... Popieram zdanie kolegów proponujących jakiś mniejszy ośrodek... Polecam też kwaterę blisko stoku, bez konieczności dojazdów, bo to Wam dużo bardziej umili pobyt i sprawi, ze już zawsze co roku zaczniecie sezon od planowania wyjazdów na południe od PL. Drugi kierunek, to trochę zaprzeczenie pierwszej propozycji bo proponuję moloch, ale... po pierwsze będzie raczej taniej niż w AT i IT, oraz na pewno będziecie mieszkać "na stoku". O czym piszę? O Francji. Ktoś tu wspomniał La Plagne... Jak na pierwszy wyjazd wg mne bardzo dobra opcja... Wyjeżdżając z biurem (z zasady odrzuciliście transport własny) macie do wyboru autokar (tańsza opcja) lub samolot (wygodniejsza, ale dużo droższa i wbrew pozorom niekoniecznie dużo szybsza). Wady tego kierunku (absolutnie nie destynacji ) są dwie... Duże prawdopodobieństwo trafienia na "szuflandię" czyli bardzo małe kwatery, choć ja w zeszłym roku mieszkałem w bardzo dobrych warunkach w apartamentach o dość dużym jak na francuskie standardy metrażu. Druga wada to jednak wyższe ceny na stoku. Za apartament ze skipasem zapłacimy znacznie mniej, natomiast już na miejscu w knajpach jest drożej... Natomiast obie te wady wynagrodzą nam świetne tereny narciarskie, długie i przyjemne trasy no i brak kolejek... Widoki też są przepiękne, ale te są raczej wszędzie Ps. Zapomniałem o jeszcze jednej wadzie... Architektura... NIe mogę jednak zaakceptować kilkunastopiętrowych wieżowców, a nawet całych osiedli wieżowców wybudowanych na stoku... No ale coś za coś... Tak jak wspominałem, niemal wszystkie apartamenty są na stoku1 punkt
-
Drogi kolego, możemy mieć rożne zdanie, ale to nie znaczy, że masz prawo mnie obrażać. Zatem dostajesz bana!1 punkt
-
0 punktów
-
W Austrii - Karyntii i Ziemi Salzburskiej - też kilka dolin jest odciętych od świata - tym razem ze względu na lawiny błotne, które schodzą po katastrofalnych opadach deszczu.0 punktów







