Ranking
- uwzględniając wszystkie działy
-
Wprowadź datę
-
Cały czas
1 Październik 2007 - 13 Październik 2026
-
Rok
13 Październik 2025 - 13 Październik 2026
-
Miesiąc
13 Wrzesień 2026 - 13 Październik 2026
-
Tydzień
6 Październik 2026 - 13 Październik 2026
-
Dzisiaj
13 Październik 2026
-
Wprowadź datę
04.05.2020 - 04.05.2020
-
Cały czas
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 04.05.2020 uwzględniając wszystkie działy
-
Dość późno wróciliśmy wczoraj z wycieczki i szczerze mówiąc - już nie miałam weny na pisanie, więc dzisiaj nadrabiam. Po piątkowej wycieczce na szlak Blue Velo na południe od Gryfina, opisanej w wątku "Rowerowe eskapady" w niedzielę objechałam kolejny odcinek Blue Velo - tym razem ze Szczecina-Dąbia wschodnim brzegiem Jeziora Dąbskiego aż do okolic ujścia Iny i miejscowości Święta i w rozszerzonym składzie. Nie tylko z małżonkiem, ale również z sąsiadką - Moniką. Od razu uprzedzam, że będzie dużo zdjęć i z góry przepraszam, jeśli wpis zrobi się przez to trochę rozwlekły. Ale zanim ruszyliśmy na szlak, to najpierw zajrzeliśmy jeszcze na przystań żeglarską do Taty, który przygotowuje łódkę do wodowania. Pierwsze jachty już na wodzie , ale "Lisica" jeszcze się szykuje: Samochód zostawiamy w okolicach ujścia rzeki Chełszczącej w Szczecinie-Dąbiu, gdzie zaczyna się szlak rowerowy wałem przeciwpowodziowym wzdłuż jeziora Dąbskiego. Niestety firma, która realizuje budowę ścieżki rowerowej, znajduje się w stanie upadłości i cała inwestycja jakoś utknęła. Mamy więc całkiem przyjemne fragmenty w standardzie drogi szutrowej: na przemian z odcinkami polnej ścieżki albo wręcz rozjeżdżonego piachu: Teraz, wiosną, szczególnie po deszczu, wszystkie odcinki są w miarę przejezdne, ale gdy trawy jeszcze urosną, to bywa bardziej hardcorowo. Z nawierzchnią, czy bez - w każdym razie szlak jest bardzo malowniczy i widokowy. Chyba jedyny taki w swoim rodzaju. Szlak jest oznakowany na odcinku Szczecin-Lubczyna, a dalej na razie trzeba sobie radzić samemu. Na plaży w Czarnej Łące: Mijamy malownicze łąki i kanał ... ... i wrak na mieliźnie, w pobliżu Lubczyny: Dojeżdżamy do ogrodzenia mariny, gdzie czeka nas niemiła niespodzianka. Furtka w ogrodzeniu od strony drogi rowerowej jest zamknięta na łańcuch, nie bardzo jest też możliwość obejść ją jakoś lądem. Pozostaje przeprawić się rowerami przez trzciny na teren przystani - nie jesteśmy chyba pierwsi, bo na podmokłym gruncie ktoś poukładał jakieś cegły, kamienie i resztki opon, więc udaje się przejść suchą nogą. Szybko przemykamy się przez przystań, żeby nikt nas nie zauważył. Szybko pstrykam zdjęcie - tutaj też tydzień temu było już wodowanie: Zatrzymujemy się na kanapki na plaży w Lubczynie. Wieje niemiłosiernie i jest lodowato. Chowam się od wiatru za budką ratownika: Za Lubczyną szlak wygląda na porzuconą budowę - przez pierwsze kilometry na koronie wału jedziemy po zdezelowanej siatce zbrojeniowej, ale potem znów fragment wygodnego szuterku. Darek i Monika: Za drzewami i zaroślami jest trochę cieplej, humory dopisują. Przejeżdżamy przez małe osiedle domków w Bystrej oraz kilka gniazdujących tuż przy ścieżce łabędzi: Dojeżdżamy do Iny, gdzie szlak skręca w prawo, w stronę Goleniowa. My jednak postanawiamy spenetrować ujście. Najpierw jedziemy polną drogą na koronie wału, między lewym brzegiem rzeki a kanałem melioracyjnym. Docieramy do pozostałości dawnego mostu na Inie. Dalej droga z płyt prowadzi do Inoujścia - trochę nadgryzionego zębem czasu nabrzeża ze stawą radarową i z widokiem na Szczecin-Skolwin: Teraz wracamy do miejsca, w którym według mapy powinien znajdować się przejezdny most na Inie - i rzeczywiście jest: Płytówką przez pola docieramy do asfaltowej drogi z Goleniowa do Świętej. Po drodze łapie nas deszcz - nie jest jednak bardzo długi ani obfity, więc w zasadzie, gdy dojeżdżamy do Świętej, to jesteśmy prawie susi. Przy wjeździe do wioski zatrzymujemy się w lapidarium. Jest na nim tablica poświęcona pamięci dawnych mieszkańców miejscowości, jednak nagrobki pozbawione są inskrypcji. Tylko na jednym z nich uchował się zatarty napis po niemiecku: Na końcu drogi rozwalające się nabrzeże i widok na Police. Jesteśmy w linii prostej około dziesięciu kilometrów od domu. Po raz kolejny żałujemy, że nie ma w tym miejscu przeprawy promowej przez Odrę. Jest w planach tunel, ale kiedy to będzie? Żeby nie wracać tą samą drogą postanawiamy dojechać do Kamienisk, tym razem na prawy brzeg Iny przy ujściu i wrócić do mostu. A po drodze takie widoki ... Może kiedyś warto wybrać się tutaj kajakami? Tymczasem wracamy do szlaku Blue Velo w budowie i szutrowej drogi, która kończy się nagle i niespodziewanie gdzieś w pobliżu Ininy. Jest już po siedemnastej, więc trzeba wracać. Ponieważ wariant przez Domastryjewo byłby sporym objazdem, zawracamy przez Bystrą oraz Lubczynę - ale nie szlakiem, lecz drogami w kierunku Szczecina. Czas najwyższy, bo nie dość że późno, to jeszcze zaczyna nas gonić czarna chmura, z podejrzanie wiszącymi "wąsami", zwiastującymi deszcz. W Lubczynie: Chmura jednak postanowiła pójść sobie bokiem, a my - po powyższym lubczyńskim obiekcie sakralno-żeglarskim - trafiamy na kościół w namiocie w Czarnej Łące. Mieliśmy w Szczecinie parę lat temu operę w namiocie, to dlaczego by nie kościół ? Od Załomia ruch samochodowy bardzo się wzmógł i przejechawszy spory kawałek ruchliwą ulicą Lubczyńską - bez pobocza, za to w sznurze samochodów, stwierdziliśmy, że to bardzo stresujące. Przy nadarzającej się okazji skręciliśmy w prawo w polną drogę, która według mapy miała nas doprowadzić z powrotem nad jezioro i na ścieżkę. Im głębiej w teren, tym droga jednak coraz bardziej nikła. Moi towarzysze wycieczki z coraz większym sceptycyzmem spoglądali to na mnie, to na drogę. Jednak udało się, choć ostatni odcinek wyglądał jak poniżej, a ja już widziałam siebie oczyma wyobraźni w kąpieli błotnej: Nagrodą był jednak przepiękny zachód słońca nad jeziorem na ostatnich kilometrach drogi, z widokiem na panoramę Szczecina. Pozdrawiam.10 punktów
-
10 punktów
-
Dziś wycieczka w pobliskie góry i padło na Kamieniołom melafirów. Ten głuszycki kamieniołom w Górach Suchych pozostaje nieczynny już od lat 70.XX w.(w jej dalszym otoczeniu do dzisiaj jest widoczna kruszarnia melafiru – betonowa ruina) Kamieniołom posiada strome i wysokie skalne zbocza „wygryzione” w stokach góry Ostoja i Raróg .To urocze miejsce to przykład, że czasami to co się zniszczy przemysłem można potem fajnie „naprawić. Kamieniołom obecnie służy jako kąpielisko i miejsce biwakowo-piknikowe, oraz jako łowisko. Ściany okalające zbiornik wody mają kilkadziesiąt metrów wysokości.W górnej części po pionowych ścianach w dół spada niewielki wodospad, który zimą zamienia się w piękne lodospady. Podobno gmina ma jakieś plany co do tego miejsca i niestety kamieniołom wtery straci swój niepowtarzalny dziki charakter.10 punktów
-
6 punktów
-
Eeeech, człek ma za dużo czasu 🤪 No to udało się zmontować takie moje best of 😀 Chociaż tak można tam się przenieść. Eeech a warunki podobno świetne..... Pozdrawiam4 punkty
-
Dziś wyprawa za Wisłę. Najpierw kieruję się na Dęblin, później przeprawa przez Wieprz w miejscowości Niebrzegów, aby powrócić przez Puławy. Po kilku kilometrach mijam po raz trzeci w tym tygodniu koniki Następnie dojeżdżam do stawów chodowlanych w Bąkowcu Kościół w Opactwie Przeprawa przez Wisłę w Deblinie Dojeżdżam do Niebrzegowa nad Wieprzem Powrót nowym mostem w Puławach na który niestety trzeba wnieść i znieść rower po schodach Po drodze mijam sanktuarium w Wysokim Kole Pałacyk z okresu międzywojennego w miejscowości Boguszówka Teraz kieruję się w kierunku Czarnolasu i muzeum Jana Kochanowskiego Jeszcze szesnastowieczy Kościół ufundowany przez Kochanowskich w miejscowości Gródek Dziś zrobione 80km. Pozdrawiam Marek4 punkty
-
3 punkty
-
Trochę się rozpisałam ... więc zapraszam do czytania fotorelacji z wczorajszego roweru na blogu:3 punkty
-
3 punkty
-
3 punkty
-
2 punkty
-
To są przykłady drogich i skomplikowanych części. Amor, damper czy na przykład komuś pękł wahacz w fullu. Jak masz damper za 1,5-2 tys to nie tak łatwo kupić ot tak drugi. Z drobnicą typu części napędu jest łatwiej bo są wszędzie dostępne i nie kosztują jakoś dużo. Nie mniej część osób tak robi jak piszesz.2 punkty
-
2 punkty
-
Czy w mazowieckim są góry? Są! Najwyższa jest Altana, która ma wysokość 408 m npm. Dzisiaj zaliczyliśmy szosowo najbardziej wymagające podjazdy w naszym województwie. Najwyższa trudność dzisiaj, to 11% przez chwilę w czasie podjazdu do miejscowości Huciska. Noooo, ale może od początku... Od rana leń! Dobre śniadanie, kawa, czekolada i co? Czarne chmury za oknem, w prognozie deszcz - zmotywowała mnie Paula. Szybkie napełnianie bidonów, kamera, dwa batony, dwa banany i w drogę po pysznej zupie pomidorowej Ostatnie jazdy z czwartku i piątku, to treningowo były interwały - dzisiaj? Dzisiaj miała być przygoda i jazda w tlenie na długim dystansie z podjazdami. Na początku bardzo spokojnie i w Szydłowcu jesteśmy po godzinie z hakiem. Ratusz: Pomnik Naczelnika Tadeusza Kościuszki - w tle tutejsza świątynia. Tradycyjnie w tym miejscu przerwa na świetne lody!!! Jeśli nie jedliście naprawdę dobrych lodów, to powinniście odwiedzić Szydłowiec - bardzo, bardzo polecamy tutejszą cukiernię. Po chwili relaksu lecimy w stronę naszego pierwszego celu - podjazd do wioski Huciska. Znajomi kolarze mówią, że miejscami jest tu nawet 14% nachylenia...mój Garmin pokazał najwięcej 11% - pomiar na 500 metrach. Może przez kilka metrów było i zachwalane 14...ja mam jednak wątpliwości. Tą górkę jak i pozostałe, wyjechałem na dużym blacie - noga poddaje całkiem nieźle Dla Pauli to było wyzwanie - debiut na takich podjazdach rasową szosą, jej nowym nabytkiem. Po zdobyciu szczytu, chwilę potem - kończy się asfalt. Nakręcamy i zjeżdżamy inną drogą niż przybyliśmy w to miejsce, w stronę miejscowości Budki. Rowerem MTB z tego miejsca da się skręcić na południe i zdobyć Altanę - najwyższą górę w Mazowieckim (na forum jest gdzieś moja stara relacja z wjazdu na Altanę rowerem Crossowym). Widok w stronę domu i zjazd? Proszę: Teraz kilka kilometrów z nachyleniem 2% i zaczynamy kolejny podjazd do Huty, a potem do miejscowości Antoniów. Tu max na moim urządzeniu mam 9%. Podjazd jest dość długi i generalnie trzyma tu ok 5% przez kilka kilometrów. Fajnie! To mój trzeci raz tutaj i jedyne, do czego można się przyczepić, to fatalny asfalt i dziury na odcinku ok 500 metrów pomiędzy wspomnianymi miejscowościami. Charakterystyczne, historyczne miejsce: W czasie wojny, tutejsze AK dzielnie walczyło z Niemcami. Zginęli tutaj Teraz dość długi zjazd w kierunku Niekłania. Tutaj w lesie znajduje się świetny fragment przyrody (jesteśmy już w świętokrzyskim) Rezerwat Skał Piekło... Cóż? Jeśli chcecie zobaczyć, co to za miejsce - musicie poszperać na forum, robiłem z tego miejsca relację. Kierujemy się w stronę Odrowąża. Zatrzymujemy się przy dwóch dopływach Czarnej Koneckiej. Tutejsze bagna... suche mimo ostatnich deszczów. Piękne miejsce i robię sobie tutaj pamiątkową fotkę z wyprawy Nieco dalej pamiątkę robimy Pauli Zaliczamy podjazd do Odrowąża (max 6%) i docieramy do trasy numer 42. Tuż przy niej klimatyczny kościółek. Teraz w dół po pięknym asfalcie do Bliżyna! Dookoła nas widać, że wszędzie pada... Czy się uda uciec przed deszczem? W Bliżynie skręcamy na ostatni wymagający podjazd - w stronę miejscowości Majdów gdzie, tuż przed szczytem znajduje się granica województw: świętokrzyskiego i mazowieckiego. Tutaj mamy max 8% do wyjechania. I co? Rura w dół, do domu W okolicach Wierzbicy widać, że fronty deszczowe się zacieśniają wokół nas. 10 kilometrów...i bylibyśmy w domu susi. Nie udało się 5 kilometrów deszczu, po czym w samym Radomiu już sucho. Podsumowanie naszej wycieczki: Fajny, luźny dzień na rowerze Dystans zrobiony zacny, próby "górskie" wypadły pomyślnie. Tereny do treningów świetne! Pozdrawiam serdecznie marboru1 punkt
-
Sprzęgło tylnej przerzutki, przede wszystkim ma za zadanie zniwelować bezwładność tylnego wózka przy mocnym uderzeniu roweru np. lądowanie po skoku, jazda po korzeniach, kamieniach itd. Jazda po takich przeszkodach powoduje duże i zmienne przeciążenia i w konsekwencji może skutkować spadnięciem łańcucha. O ile to się stanie na tylnych zębatkach, to pół biedy, ale taka akcja na przedniej, to już może być katastrofa (dosłownie). Sprzęgiełko zmniejsza to zjawisko... ale mu całkowicie nie zapobiega. Przy dobrym łomocie w dół, to tylko napinacz łańcucha może pomóc. Nieobijanie się łańcucha o widełki i ułatwienie ściągania koła, to tylko przy okazji. Ja mam cały czas załączone, mimo posiadania napinacza. Szczerze polecam forum endurotrophy.pl Ilość wiedzy i doświadczenia jest tam ogromna i to przekazywana przez ludzi, u których rowery nie mają lekko 😁1 punkt
-
Dziękuję bardzo za obydwa miłe komentarze i żeglarskie pozdrowienia dla Taty - przekazałam z przyjemnością. Lisica ⛵ dzisiaj już ładnie umyta, w pełnym blasku 🤩, początek sezonu tuż tuż .1 punkt
-
1 punkt
-
Dla amatorów najlepsza łuska, miałem jeden sezon narty biegowe z mini foką ale jak dla mnie za słabo jadą i mocno klei się śnieg i wróciłem do łuski.1 punkt
-
Szkoda że budowa ścieżki rowerowej utknęła, kolejna inspiracja na wycieczki rowerowe w okolicy Szczecina. Dziękuję. Po Twoim odbiorze piękna Lisica gotowa do slipowania - pomyślne wiatry zagwarantowane Sternikowi życzę stopy wody pod kilem.1 punkt
-
1 punkt
-
Co ogarnięte sklepy z dobrymi serwisami sami i to proponują i robią. To prosta i nie inwazyjna czynność. Trzeba po prostu ściągnąć lagi i sprawdzić poziom oleju. Jest mało lub prawie nic do się dolewa. Gąbki pod kątem smaru też. Potem się składa i kłopot z głowy. Wszędzie dziś na czymś oszczędzają. Ile jest łożysk w różnego rodzaju sprzęcie gdzie są i słabe łożyska i prawie bez smaru. Tematyka o której rozmawiamy to jest na dziś ogromna patologia, która szczególnie dotyka MTB. Spryciarze wiedzą, że dla wielu to jest pasja i wyłożą kasy ile trzeba i na wiele rzeczy machną ręką. Sam tak robię bo szkoda czasu i zdrowia na użeranie się. Tak jest wszędzie bo liczy się kasa i obrót. Zepsuje się to masz kupić drugie nowe. Hasło "poprawiamy po fabryce" nie wzięło się z niczego.1 punkt
-
Posiadam sprzęgło w swoich XT, służy generalnie do mocniejszego napięcia łańcucha w czasie np. zjazdów. Zapobiega ,,skakaniu,, łańcucha i zabezpiecza przed uderzaniem o ramę, co wiąże się z troszkę mniejszą kulturą przekładania przełożeń.1 punkt
-
Świetna wyprawa @tanova 🤩 Super relacja👍 ...najpiekniejsza jednak na Twoich fotografiach "Lisica" 😍🦊 Tato w świetnej formie, uśmiechnięty, pozytywny 💪 Pozdrowienia dla Seniora Rodu 🙂 Dzięki.1 punkt
-
Problem jest w mentalności i zachowanie ludzi. Wielu za punkt honoru bierze sobie jazdę na pełny ogień właśnie po szlakach turystycznych w czasie największego ruchu. Trzeba się pokazać co nie. Gdzie właśnie tego typu maszynami powinno się jeżdzić gdzieś z boku gdzie normalnym rowerem jest mordęga. Niestety w przypadku rowerów stało się to co jest w narciarstwie. Dużo szpanu a mało umiejętności i często karygodne zachowanie. Zakazy są w sporej liczbie krajów i to "cywilizowanych", że się tak wyrażę. U Słowaków formalnie w ogóle po szlakach pieszych nie wolno rowerem jeżdzić. A już tak konkretnie to nasze góry i szlaki najwięcej zniszczyła rabunkowa wycinka prowadzona przez LP a nie żadne motory czy inne quady. @[email protected] to jest przełącznik od załączania/wyłączania sprzęgła w przerzutce. Na przykład przy wypinaniu koła się go przestawia na off by wózek przerzutki zmniejszył naciąg łańcucha i łatwiej było wypiąć i zapiąć koło.1 punkt
-
Oczywiście, że nie ma co wydawać za dużych pieniędzy ale budżet pytającego to granica gdzie nie ma obecności wielu marek. A jak są to oferują złom. Zawsze możesz kupić takiego Treka za 2 tys na Turney'u z 7 rzędową kasetą i wybrać się na ten Transalp. Obecne czasy to nie te z lat 90-ch gdzie osprzęt był przynajmniej solidny bo każdemu zależało na jakości. A dziś ten sam producent oferuje tanie przerzutki, które rozlatują się w rekach a wyregulowanie napędu to soczyste przekleństwa przez spory czas. Żyjemy w czasach gdzie kupisz amortyzator za 3 tys i musisz go rozbierać od razu po zakupie by sprawdzić czy jest smarowanie i olej. Kwestie sztyc regulowanych, lepszej geometrii droższych rowerów czy nawet możliwości zalania opon mlekiem to już też ocieranie się zarówno o lepsze prowadzenie roweru, bezpieczeństwo a także komfort samej jazdy. Każdy mądry puki się na czymś lepszym nie przejedzie i zrobi wielkie oczy jaka jest różnica.1 punkt
-
@Annaa - piękne miejsce i zupełnie mi nieznane, a to drugie (i trzecie) zdjęcie - wymiata!1 punkt
-
1 punkt
-
Tu nie chodziło o udowadnianie kto jest ekspertem, tylko o mnożenie się bezsensownych zakazów. a także przejawy niechęci do osób z poza danej subkultury (patrz mocniejszy e-bike). Szkoda, że tracisz czas na przepychanki, zamiast spojrzeć szerzej na problem. Jak widziałeś powyżej, fachowcy z Rychlebów, mogli inaczej do tego podejść. Nie tylko wyznaczyli sensowne zasady, ale też potrafili je w logiczny sposób uzasadnić. I tym mnie przekonali. U nas za to politycy za radą "ekspertów" wprowadzą jakieś durne zakazy i potem będziesz się ganiał ze strażą wiejską po lesie, jeśli przypadkiem, nie zmieścisz się w kryteriach. Mogą np. całkowicie zakazać jazdy na rowerze po szlakach pieszych, tak jak to ma miejsce w niektórych rejonach.1 punkt
-
@marboru - nigdy bym nie pomyślał, ze w Twojej okolicy są jakiekolwiek górki😁, z drugiej strony jednak epoka lodowcowa pozostawiła po sobie różne mniejsze/większe wzniesienia na nizinach. Fajna, jak prawie zawsze, relacja. Z ciekawości zapytam czy w Szydlowcu jest tylko 1cukiernia/lodziarnia?1 punkt
-
Mam okazje obserwować postępującą degradacje pewnego szlaku turystycznego w Górach Świętokrzyskich. Szlak idzie na małą górkę, las, korzenie, ziemia, trochę kamieni, typowa wąską ścieżka leśno-górska. Kilka lat temu szlak był twardy, wchodziło się przyjemnie. Ale jeżdżą po nim motory enduro, co powoduje postępującą degradacje szlaku na pochyłym terenie. Twarda ziemia zmienia się w piaszczystą ścieżkę pod wpływem rycia przez koła motorów. Jak się idzie po piasku pod górę? Słabo. Drugi przykład. Ludzie, rowerzyści, budują samodzielnie trasy rowerowe na górach Ślęża i Radunia. To są dzikie ścieżki, co roku na wiosnę czyszczone i poprawiane przez wolontariuszy. Budowa takiej ścieżki polega na odgarnięciu ściółki na bok, odgarnięciu krzewów, jest trochę skoczni zrobionych, czasami banda z drewna i ziemi. Generalnie jednak nie są to mocne konstrukcje. Wjechanie tam kilku motorów (czy spalinowych czy elektrycznych) robi tam rozpierduchę, ścieżka jest niszczona, powstają koleiny jak jest mokro, albo robi się piaszczysta jak jest sucho, ścieżka traci właściwy przebieg. Motor enduro albo motorower z większą mocą mają znacznie większy moment obrotowy niż rower i niszczą ładne ścieżki dla pieszych turystów albo dla rowerów. Sorry, ale trasy przeznaczone dla pieszych lub dla rowerów, nie powinny być dostępne dla motorów. W ruchu drogowym mamy takie ostre limity typu 50km/h w terenie zabudowanym. Chociaż ktoś mógłby zapytać, a dlaczego nie 48 km/h? Podobnie jest z mocą motoru elektrycznego czy ebike. Trzeba ustalić jakąś granicę, kiedy mówimy o rowerze, ebike, a kiedy mówimy już o elektrycznym enduro. Granicą jest np. taka moc która nie powoduje rycia ziemnej ścieżki. Ktoś tu pisał że trzeba zbudować czy wyznaczyć trasy dla elektrycznego enduro? Wiecie jak najczęściej powstają trasy typu singletrack dla rowerów ? Pierwsze ścieżki w danym terenie wyznaczają głównie pasjonaci rowerów, robią je samemu, często za cichym nieoficjalnym przyzwoleniem leśniczego (np. Strzelin, Ślęża). Inną drogą jest że grupa pasjonatów namawia samorząd na realizację projektu. Samorząd daje kasę albo wspólnie zdobywają fundusze unijne, ale popychaczem projektu jest zwykle lokalny pasjonat (patrz Świeradów, Glacensis). Czasami Ci pasjonaci później budują jakiś swój biznes przy trasach, np. knajpa/wypożyczalnia itp. Jeśli (moto) endurowcy nie mają gdzie jeździć, to niech sami zaczną pracować nad trasami dla siebie, tak jak to robią/robili rowerzyści. Wykazaliśmy już chyba wystarczająco w tym wątku że trasy dla rowerów nie mogą być współużytkowane z (moto) endurowcami i odwrotnie.1 punkt
-
Pojeżdżone dziś.Celem było miasto Terespol i granica polsko-białoruska. Droga prosta jak stół,żadnych dziur Po ponad godzinie dojezdam do Terespol-szukałem jakiegoś rynku itp. ale nic takiego nie znalazłem ,pytałem nawet ludzi he .Pojechałem więc na granice ... Kilka fotek i powrót. Co do roweru jestem mega zadowolony,ale to pewnie każdą szosą się tak przyjemnie jedzie..., i ten dżwięk podczas jazdy .1 punkt
-
Magda, to południowy skraj województwa, Garb Gielniowski, to jakby przedgórze Gór Świętokrzyskich. Piękne tereny pełne lasów i zapomnianych przez świat wiosek. Wczorajsza jazda miała być turystyczna i taka też była Czasami trzeba się ot tak na luzaka przejechać obok siebie i pogadać. W domu, na pogaduchy z Paulą jakoś czasu nie ma Pozdrowienia serdeczne od naszej dwójki1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Jak słusznie zauważyła tanova mało relacji z wypadów rowerowych z tego weekendu. Wczoraj przejechałem jedna z moich stałych tras czyli nad Wisłę, później 30km przy wale i powrót Puszcza Kozienicka, niestety nie robiłem tym razem zdjęć Dziś wystartowałem w przeciwnym kierunku, najpierw do pobliskiego Czarnolasu. Niestety o relacji przypominałem sobie później i nie mam zdjęć z parku i muzeum Jana Kochanowskiego. Następnie drogami gminnymi i powiatowymi udałem się w kierunku Czerwonej przez Zalazy i Ciepielow Mleczyki Park w Ciepielowie gdzie zazwyczaj robię pauzę. Kościół w Ciepielowie Widoczek Bociany czując nadciągająca burzę zleciały do gniazda Pomału zaczynam rozglądać się za schornieniem Jeszcze staw Łabędź miał nadzieję na chleb, ale zaczęło już grzmieć więc nie mam czasu na postój Zaczyna kropić gdy docieram do przystanku autobusowego, chwilę później rozpętała się burza z gradobiciem Przymusową przerwę wykorzystuje na posiłek, wyciągam kanapki banany i spokojnie czekam aż przestanie padać. Przyglądam się też nawigacji i ostatecznie rezygnuje z jazdy do ruin zamku w Iłży i kieruje się w regiony którymi często jeździ marboru Niedarczow, Rawica, Tczow Po deszczu na przekąskę wyleciał bocian W Miodnym dojeżdżam do Puszczy Kozienickiej, aby po paru kilometrach stwierdzić, że czas zjechać trochę z asfaltu, kilkanaście kilometrów po takiej leśnej drodze to czysta przyjemność Ostatecznie zrobione 100km Pozdrawiam Marek1 punkt
-
1 punkt
-
A co to? Taka piękna pogoda 1 maja i nikt nie jeździł na rowerze? Tylko jakiś nocny marek @MAIKEL 1977)? To ja wrzucam kilka fotek z piątkowego wypadu turystycznego Blue Velo - odcinek Gryfino-Trzcińsko Zdrój, malowniczą doliną Tywy przez historyczne ziemie Joannitów (Swobnica) i Templariuszy (Banie, Trzcińsko Zdrój), a powrót bocznymi drogami różnej jakości, ale również urokliwymi. Początek trasy przy zamkniętym moście Gryfino-Mescherin Blue Velo jest dobrze oznakowana pomarańczowymi tabliczkami z numerem szlaku (nr 3) i kilometrażem Nowy, asfaltowy odcinek od Gryfina do Borzymia, ale są też odcinki szutrowe przez las. Na moście nad Tywą: Jezioro Długie w Baniewicach: Zielono mi ... Swobnica - ruiny zamku Joannitów: Trzcińsko-Zdrój: Skróty, skróty .. Takie drogowskazy można jeszcze napotkać po drodze: Steklno - kościół i plaża nad jeziorem: I znów w Gryfinie, wita nas Brama Bańska. Wyszło prawie 94 kilometrów.1 punkt
-
1 punkt
-
Mnie powiedzieli, że takie cuda tylko w Erze. Nie mieli do wypożyczenia ŻADNYCH rowerów. Mówili, że może będą jakieś prostsze modele w przyszłości, a teraz to mi proponują maskę do nurkowania ;)1 punkt
-
Pewnie musisz być zalogowany, zaczynamy na komputerze domowym . 1. Tools - otwiera się lista na dole listy masz import GPX Wybierasz ściągnięty plik Naciskasz save (gwiazdka po prawej) i dodajesz do tras Później na smartfonie możesz otworzyć zapisaną trasę. Ogólnie warto być zalogowanym bo jest synchronizacja w dwie strony i masz więcej funkcji, a wszystko bezpłatnie.1 punkt
-
Raczej tak, bo sprawdzałem sobie mniej więcej w moim magicznym exceliku w którym zapisuje każdy dzień rowerowy. W sensie data, dystans, czas jazdy i wyliczana z tego średnia oraz czy ogr czy szosa no i z tych danych wyszło mi coś takiego. Dane jakie brałem to rok 2016, bo wtedy jeździłem w miarę równo na obydwu rowerach. Załączam kawałek tych danych, ostatnia kolumna s- szosa, pusto lub coś innego to ogr. Dni kiedy dystans był miedzy 56-66 to na 99% jazda do roboty i z powrotem (no chyba, że weekend:-)) Jak widać dla ogra te średnie to mniej więcej 23-24, dla szosy 28-30, ale z tego co pamiętam, to wtedy miałem źle wprowadzony obwód koła i mi średnie przekłamywał mniej więcej o około 1-1,5 km/h, więc w rzeczywistości były o tyle niższe.1 punkt
-
1 punkt
-
Szukając inspiracji na YT, znalazłem filmik, gdzie, jak dotrwacie do końca jest sporo śniegu... Są narty i gigant 👍🎿 Tu koncepcja jest przemyślana od początku, do końca i na dodatek muza jaką ja, kiedyś, w klipie z Aosty też wykorzystałem. Świetna sprawa i ja uwielbiam tego typu koncepcje. Trzeba poprostu scenariusz przed kręceniem wymyśleć 🤔👍1 punkt







