Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Ranking

  1. tanova

    tanova

    VIP


    • Punkty

      9

    • Liczba zawartości

      2 774


  2. Wujot

    Wujot

    Użytkownik forum


    • Punkty

      5

    • Liczba zawartości

      2 888


  3. marboru

    marboru

    VIP


    • Punkty

      4

    • Liczba zawartości

      7 223


  4. idealist

    idealist

    Użytkownik forum


    • Punkty

      3

    • Liczba zawartości

      1 230


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 20.07.2020 uwzględniając wszystkie działy

  1. O ile w sobotę horror mieszał się nam z sielanką, o tyle niedzielny etap spływu był czystą przyjemnością. Startujemy z biwaku Bogdanka, z wideł rzek - gdzie Drawa łączy się z Korytnicą. Od tego miejsca Drawa niesie zdecydowanie więcej wody, ale wciąż ma urozmaicony charakter i choć jest sporo przeszkód, to płynięcie nie wymaga aż takiej "gimnastyki" jak powyżej. W niedzielę spływa też zdecydowanie mniej osób - wreszcie można rozkoszować się ciszą, pluskiem wody, śpiewem ptaków i w spokoju kontemplować krajobrazy. Znów na wodzie: Po wodzie biegają nartniki, dookoła fruwają ważki - najpiękniejsze są te intensywnie niebieskie. Próbuję jakąś złapać w kadr wśród pola "strzałek" wodnych Tymczasem niebo chmurzy się i zanim dopłyniemy na pierwszy postój, przechodzi nad nami krótki deszcz, a w oddali dudnią grzmoty. Zostajemy dłuższą chwilę na biwaku Sitnica, czekając na rozwój sytuacji. Burza jednak przechodzi bokiem, więc płyniemy dalej. Moja towarzyszka kajakowa: Mijamy most drogowy w Moczelach: Jeszcze chwila postoju na pustawym biwaku Pstrąg - jest tu nawet krzyż i ołtarz polowy, przypominający że jesteśmy na szlaku kajakowym im. Jana Pawła II: Kończymy w Głusku, przy moście niskowodnym, przez który jeszcze wiosną przeprawialiśmy się rowerami. Patrząc tym razem od dołu, w jakim stanie jest konstrukcja, chyba nie będziemy ryzykować. Znów zbierają się gęste chmury, znów w oddali słychać grzmoty. Gdy wracamy autami, dopada nas ulewa. Ale mieliśmy farta z pogodą!
    5 punktów
  2. Drawa. Który to już spływ kajakowy na tej rzece, ile to już lat? Chyba co najmniej ze dwadzieścia. Od kajaków się zaczęło, potem kawałek własnej działki, by być częściej w tej pięknej okolicy. Wędrówki, rowery, grzyby i … kajaki. Zwykle pływamy co najmniej raz w roku, w mniejszym lub większym gronie, na Drawie i Korytnicy. Wracam - chyba nigdy mi się nie znudzi. W tym roku ekipa całkiem spora, bo 18 osób – przekrój wiekowy od ośmiolatka do prawie siedemdziesięciolatków. Trzypokoleniowo - wszyscy zaprawieni w bojach, oprócz kolegi córki, który zaliczył do tej pory tylko dwa „lajtowe” spływiki na obozach młodzieżowych. Wcelowaliśmy idealnie w okno pogodowe – w piątek po południu przyszło ocieplenie, sobota i niedziela upalne, a od dziś - cóż, znów pochmurno i chłodnawo. Niestety taka prognoza oznaczała, że w weekend na Drawie można spodziewać się tłumów. Niestety było gorzej, niż myślałam. Ale po kolei: Startujemy z Drawna, z przystani przy jeziorze Grażyna. Ja płynę z sąsiadką Moniką, Darek z synem przyjaciół. Jest słoneczne, bezwietrzne przedpołudnie – szybko przepływamy pod mostem drogowym na Drawie i przez kolejne jezioro – Adamowo, z którego rzeka wpływa w granice Drawieńskiego Parku Narodowego. Początkowy odcinek wiedzie spokojnym nurtem wśród trzcinowisk. Od biwaku w Drawniku nurt staje się bystrzejszy i pojawiają się pierwsze przeszkody, czasem trzeba poczekać. Już tutaj niektórzy "kajakarze" zaczynają mieć problemy i wywracają kajaki. Patrzę, kto płynie dzisiaj rzeką - nie jest dobrze . Tłumy, alkohol, bardzo dużo alkoholu i chyba nie tylko, głośna muzyka, przekleństwa . Fatalnie. Co trzeba mieć w głowie, żeby na taką rzekę, do parku narodowego zabierać głośniki i tak się nawalić, że zupełnie się nie wie, co się dzieje naokoło?! Kulminacja tych tłumów jest na miejscu postojowym we wsi Barnimie. Tak to wyglądało ... Zaczyna się najtrudniejszy odcinek spływu. Drzewo za drzewem, przeszkoda za przeszkodą, a nurt bardzo szybki. Nie ma czasu na robienie zdjęć, szczególnie, że trzeba jeszcze uważać na inne kajaki - trup ściele się gęsto. Trzech czwartych z tego towarzystwa w ogóle nie powinno tam na tej rzece być. Jesteśmy mocno zdegustowani. Przez to, że rzeka jest trochę przetarta - w paru miejscach porobione przecinki w kłodach - jest masówka. Biznes is biznes. Na szczęście stan wody jest dość wysoki, daje się z reguły bezpiecznie ominąć innych albo poczekać na swoją kolej. Mimo wszystko jest pięknie, a widoki i piękny dzień wynagradzają wątpliwą przyjemność obcowania z hołotą. Dopływamy do biwaku Barnimie - ok. 4,5 km za wioską - i robimy krótki postój na kanapki. Spora część naprutych "kajakarzy" już nie ma siły płynąć dalej - i dobrze. Uff! Dalszy odcinek jest równie wymagający, ale przynajmniej jest nieco mniej ludzi. Drawa płynie krętym, malowniczym wąwozem, otaczają nas strome skarpy i bukowe lasy. Jeszcze tylko krótka pauza przy kładce Konotop i płyniemy w kierunku biwaku Bogdanka, na którym kończymy sobotni etap. Trzy "bogdanki" na Bogdance : I nasza trasa: [cdn.]
    4 punkty
  3. Sanatorium dr Brehmera - stan sprzed miesiąca. I parę zdjęć z miasteczka i parku Jest szansa, że za paręnaście lat będzie naprawdę dobrze... Pozdro Wiesiek
    3 punkty
  4. Wczoraj oddaliśmy pokłon symbolowi. Dzisiaj powrót do domu.
    2 punkty
  5. Forma rośnie, kilogramy spadają 😮 Dzisiejszy trening
    2 punkty
  6. Wakacje, wakacje...gdzie tu było się wybrać w czasach tak niepewnych, zawirusowanych? Oczywiście - w Tatry! Buty, rowery zapakowane i co? I dwa tygodnie w Zakopanym Taka baza wypadowa w różnych kierunkach... a na początek? Krywań 2495 m npm - święta góra Słowaków...dlaczego? Na to pytanie Wam nie odpowiem, ale liczę na komentarze do niniejszego wątku. W zeszłym roku @tanova była i nawet nie zrobiła relacji...no to, my postanowiliśmy być i zrobić Oczywiście żart - dziękuję Magda za wskazówki, do do szlaku. Jak było? Było słonecznie, był ostry cień mgły...a na koniec zlała nas burza 😮 Zdjęć jest dużo...50siąt! 😮 Więc nie zwlekając, bo i się piwo kończy zaczynam fotorelację. Nim ona...to ciekawostka - strava i mi i Pauli pokazała zupełnie inne wskazania co do kilometrażu szlaku, wysokości a nawet czasu. Przyjmę więc, że zrobiliśmy dzisiaj 22 kilometry oraz ok 1300 metrów przewyższenia, w czasie - cały dzień. Startujemy ze Strbskiego Plesa. szlakiem czerwonym, potem niebieskim - powrót tą samą drogą. Piękny hotel... Na początku dnia, taki oto widok... Hotel numer 2: I jeziorko w ww miejscowości - dość kultowy widok podobno. Skocznia narciarska: I tutejszy ośrodek narciarski - wygląda zachęcająco Paula na trasie I sam szlak...gdzieś po lewo nasz cel! Zbliżenie: Na skocznie też Humory dopisują! Blue turist Mijamy potok... Źródełko: I kolejne, pełne czystej wody miejsce... Idziemy sobie w góry, po drodze przegryzając polskie bułki z szynką z nogi Przerwę mamy pod dachem wówczas, gdy szlaki są jeszcze tą samą drogą. Zaraz za wiatami się rozchodzą. Z tego miejsca na szczyt mamy ponad 3 godziny. Paula śmiga w kosodrzewinie Powoli wychodzimy w miejsce z którego coś widać przed nami... ...a na dole? A na dole, pewnie Ludzie nie mają urlopu tak jak my Palulsen Widok w stronę Tatr Zachodnich...tak, tak - tam byliśmy! "Mały Krywań", a na drugim planie cel - Krywań! Widoki robią się kosmiczne 😮 Ostry cień mgły jest coraz bardziej zaawansowany Kwiatuszki... Czyżby Sasanka? Robi się coraz bardziej bajkowo... Chmura po lewej, chmura po prawej... w zasadzie, to chmury sobie pomykały dzisiaj przez nasz szlak w najlepsze! Kolejne charakterystyczne miejsce... Zostało nam do szczytu godzina i piętnaście minut! Idziemy i w odróżnieniu do polskich szlaków, turystów niewielu! Dobrze oznaczony trakt. A co tam na dole? Przepaść... Jeszcze troszkę wspinaczki na "łapanych skałach"...i jesteśmy na miejscu! Na szczycie Krywania 2495 m npm, inne źródła 2492 m npm. Widoki? Proszę... wyczekana chwila z prześwitem w chmurach. Zaraz za głównym wierzchołkiem miejsce pamięci? Takich jak my, na samej górze było sporo...jednak każdy zwlekał z zejściem licząc na lepsze widoki... Marboru i Paula - foto pamiątkowe! ...i nie widać, że je banana Bez nas: Potęga gór - foto w bieli i czerni: Schodzimy... ...schodzę! Paula w odwrocie: Gdzieś na dole jest nasz samochód... Chmur trochę jest, ale jeszcze nie przeczuwamy, że zostaniemy zlani przez ulewny deszcz... Wspólne zdjęcie dzięki uprzejmości włóczykijów z Polski. Mimo, że jesteśmy sporo niżej, szczyt Krywania nadal w chmurze. ...ot sobie przycapnąłem... I jest!!! Idzie na nas 😮 Deszcz i burza... Zbiegamy jak najszybciej. Żegnamy tatrzańskie klimaty. Do auta i Strbskiego wracamy, mimo kurtek przeciwdeszczowych, zlani co suchej nitki. Zimno i do domu daleko... Mimo tego, szczęśliwi!!! To był bardzo udany dzień i początek naszego urlopu Pozdrawiamy serdecznie marboru i Paula
    1 punkt
  7. @tanova piękna dwudniowa wyrypa kajakiem A my? Zamiast na kajaki, to się po górach włóczymy
    1 punkt
  8. Też bym uznał, że jak cel sam w sobie niekoniecznie jest wart dojazdu. Choć z całym kontekstem historycznym to kto wie. Ale Sokołowsko to świetny punkt wypadowy do jazdy mtb. Z samego miasta odchodzą cztery znakomite trasy ale potencjał jest o wiele większy. Pozdro Wiesiek
    1 punkt
  9. Może kiedyś będzie ładnie ale byłem w zeszłym roku w zachmurzoną pogodę i muszę powiedzieć, że na mnie to miejsce zrobiło "średnie" wrażenie. Tzn poza tym żeby je zobaczyć tylko nie pojechałbym tam. W sumie gorzej było tylko chyba w Chełmsku Śląskim...
    1 punkt
  10. Pierwszy raz miałem problem czy dać "like" czy "sad". Widoki piękne, ale "element" niestety już nie. Dobrze, że choć część wycieczki był w miarę spokojny.
    1 punkt
  11. Wiele ciekawych punktów zaliczyliście. Gratulacje ! 🙂 Z drugiego dnia to patrząc na tracka, warto było zakręcić do Chełmsko Śląskie (domy tkaczy) - troszkę dłuższa pętla oraz do Sokołowska (lekko w bok), kiedyś wspaniały zdrój, dzisiaj odradza się na nowo (festiwal Kieślowskiego we wrześniu). tutaj cerkiew wg projektu Karla Grossena (inne jego prace: Hotel Monopol Wrocław, Szpital "Wysoka Łąka" w Kowarach, Dom Zdrojowy w Świeradowie-Zdroju)
    1 punkt
  12. Kom – Emine (KE, bułg. Ком – Емине) – nazwa najdłuższego oznaczonego pieszego szlaku turystycznego w Bułgarii, zwanego w przeszłości „Szlakiem przyjaźni”. Szlak ten jest (od 1989) końcowym odcinkiem europejskiego szlaku turystycznego E3, który łączy Ocean Atlantycki z Morzem Czarnym. 2 skrajnymi punktami szlaku są szczyt Kom, który znajduje się bezpośrednio w pobliżu granicy z Serbią, i przylądek Emine nad Morzem Czarnym, wysunięty najbardziej na wschód punkt Starej Płaniny. Długość szlaku Kom – Emine to w przybliżeniu 650-700 km i jest on do przejścia w 20-25 dni w letnich warunkach i około miesiąca – w zimowych; mają też miejsce biegi maratońskie, przy czym oficjalny rekord wynosi 5 dni i 17 godzin. Podczas przejścia pokonuje się teren z wielkimi przewyższeniami i zdobywa się ponad 100 staropłanińskich szczytów. Schroniska na szlaku są względnie dobrze rozmieszczone, jedynie koło przełęczy Wratnik i Riszkiej nocleg jest problematyczny. Środek szlaku znajduje się koło schroniska Uzana, co pokrywa się także z geograficznym centrum Bułgarii. Letnie oznaczenie składa się z czerwonej linii, ograniczonej dwiema białymi liniami i jest umieszczone na nieruchomych przedmiotach na szlaku (drzewa, kamienie, budynki itp.). Oznaczenie zimowe, które w wielu miejscach pokrywa się z letnią, ma postać wpuszczonych w ziemię metalowych słupów, pomalowanych na przemian w pasy koloru żółtego i czarnego. Pierwszy raz szlak przeszedł w 1933 Paweł Deliradew, bułgarski podróżnik i badacz, zwany „Spadkobiercą Aleko Konstantinowa”. Istotnie, sam Konstantinow pierwszy wpadł na pomysł tego szlaku, ale nie udało mu się go zrealizować. Dopiero w 1953 przejście powtórzyli członkowie Republikańskiej Komisji ds. Turystyki przy Najwyższym Komitecie Kultury Fizycznej i Sportu (WKFS) i ostatecznie został wytyczony przy dwóch następnych przejściach w 1955 i 1959. Szlak został oficjalnie otwarty w 1985 i był początkowo pomyślany jako przedłużenie Międzynarodowego Szlaku Pieszego Eisenach – Budapeszt (EB). Uwidaczniało się to w takim samym wyglądzie logo. Bułgarski Związek Turystyczny wydawało nawet wspólne przewodniki po EB i KE. Pierwsze udane zimowe przejście miało miejsce w 1961, a pierwsze przejście w odwrotnym kierunku (z Emine na Kom) zostało zrealizowane w lipcu 1968 przez grupę z Uniwersytetu Ruseńskiego – WIMMESS. Dzisiaj oprócz pieszych wycieczek turystycznych szlak Kom – Emine jest używany także jako trasa zawodów terenowych. Istnieje tradycja brania dwóch kamyków z góry Kom, potem na końcu wędrówki oraz pełnego przejścia Bułgarii wrzucania jednego z przylądka Emine do Morza Czarnego i wzięcia ze sobą drugiego kamienia jako pamiątki. źródło https://pl.wikipedia.org/wiki/Kom_-_Emine
    1 punkt
  13. @Mitek na mnie z bliska zrobiło ogromne wrażenie. Dla tych którzy by chcieli zrobić to przejście rada, żeby być jak najwcześniej. My zaczęliśmy przed 8 i było cudownie. Jak kończyliśmy koło 12 to ten pierwszy, najłatwiejszy odcinek wyglądał jak deptak w Międzyzdrojach
    1 punkt
  14. Nie czytałem siwz, tak tylko kliknąłem. Zauważyłem tylko niska prędkość , do 2,5 m /sek, a to parametr kanapy niewyprzęganej. Co sie tyczy kościoła, widocznie dla inwestora jest to zadanie znaczące skoro ujął to w programie. No i oceniający projekt także to widział, i przeszło.Trochę nie pasuje do sportu i rekreacji, ale nie mnie to oceniać. Z pewnością chodzi o uatrakcyjnienie gminy i tak to zostało opisane i uzasadnione. A może tam coś w tym kościele jest szczególnego co może być atrakcyjne? Tego nie wiem. Samorządy często upychają jakieś swoje potrzeby do dotowanych projektów budowy, rozbudowy, rewitalizacji. Klasycznym przykładem jest choćby trasa Green Velo gdzie w niektórych gminach wyznaczono ją ewidentnie pod potrzeby lokalnej ludności, poprawiając dojazd do pól czy w ogóle dojazd w danej miejscowości. Wyznaczone trasy nie mają nic wspólnego z jakimiś atrakcjami turystycznymi czy widokowymi. Takie mam spostrzeżenia po jego przejechaniu.
    1 punkt
  15. Ja tam pod Orła wpycham rower (powiedzmy od połowy) bo jest to mniej męczące, takich podjazdów w ciągu dnia jest więcej (technicznie nawet sporo trudniejszych) i po prostu oszczędzam siły. Gdybyś znał teren to wiedziałbyś, że można dość wygodnie objechać (szczególnie na zjeździe) te płyty. Nie mniej od Orła w górę zaczyna się naprawdę ciekawa jazda. Myślę, że za 3 miesiące wrzucę dokładny opis tych terenów i będzie tam charakterystyka zasadniczo wszystkich występujących odcinków. Może to Cię skusi aby wybrać się wyżej. Pewnie nie zrobisz 100 km tylko 50 (to i tak niezły wynik). Ale radocha będzie >> 2x Tak w ogóle to całkiem zgrabnie zestawiłeś te swoje pętle, ciekaw jestem czy to wyszło Ci to naturalnie z terenu, czy posiłkowałeś się recenzjami? Ale trochę serce boli, że będąc w pobliżu nie zajrzałeś na takie Kamyki albo Czartowskie Skały Albo nad Rybnicą Leśną takie łąki Moją intencją nie jest Cię pognębić tylko zachęcić do dokładniejszych (bardziej terenowych) eksploracji. Ale mam kolegów, którzy układają się w tych swoich kierownicach i hajda - kilometry się liczą więc wiem, że i takie modele są. I z trudem ale to rozumiem. Ale jak wiedziesz sobie na górę takiego kamieniołomu i jesteś tam sam, wiatr owiewa Ci spocone czoło, to poziom endorfin pięknościowych jest naprawdę wysoki (szczególnie, że czeka jeszcze zjazd). Pozdro Wiesiek
    1 punkt
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...