Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Ranking

  1. tanova

    tanova

    VIP


    • Punkty

      33

    • Liczba zawartości

      2 774


  2. izydar

    izydar

    Użytkownik forum


    • Punkty

      4

    • Liczba zawartości

      411


  3. Wujot

    Wujot

    Użytkownik forum


    • Punkty

      3

    • Liczba zawartości

      2 888


  4. wielofish

    wielofish

    Użytkownik forum


    • Punkty

      3

    • Liczba zawartości

      224


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 12.03.2021 w Komentarze w blogu

  1. Poniedziałek Rano pakujemy bagaże do auta. To już ostatni dzień w Szklarskiej – w nocy poprószyło znów świeżym śniegiem, teraz wychodzi słońce. Marzenie ! Zatem zanim wrócimy do domu, jeszcze raz wybierzemy się na wycieczkę na biegówkach. Dokąd? W najbardziej romantyczne miejsce w okolicy – na Polanę Izerską i do schroniska Chatka Górzystów. W końcu jest 8 marca, Dzień Kobiet. Dzień Kobiet na Nartach ! Kobiety na nartach dzisiaj w doborowym towarzystwie. Jest trochę jak na Alasce Świeżutki sztruksik na trasach ... Mijamy schronisko Orle - tutaj kończą się wyratrakowane trasy. Dalej idziemy ścieżką narciarską, już przetartą przez jakichś porannych narciarzy. Docieramy nad graniczną Izerę - cisza, spokój, śnieg, narty, las, rzeka, polana. Jest doskonale! Darek: Jagnięcy Potok: Bez komentarza ... Chatka Górzystów: Wciągamy fantastyczną gorącą czekoladę na wynos. Fotka z nartami: Obiad ponownie w Orlem - piękne jest to schronisko! Do Jakuszyc wracamy ponownie popularną "spacerówką". Przed nami pięć godzin jazdy samochodem. Czy to koniec sezonu? Mam nadzieję, że jeszcze nie, ale kto to wie? Tak trudno coś planować tej zimy. Pod powiekami wciąż te pejzaże i tęsknota za zimowymi górami.
    13 punktów
  2. Niedziela Od rana miałam zdalne wykłady online - cóż, taka praca, czasem w dziwnych godzinach. Dopiero około południa można było ruszyć na narty. Stoją te dwumetrowe ołówki w kącie, błyszczą nowością i bezczelnie prowokują . No to co? Raz kozie śmierć! E tam, jaka śmierć? Nartki okazały się zwinne i posuwiste. „Będzie pani zadowolona” – mówił gość w Jeleniej Górze. Jak w kabarecie. W sumie tak - jestem zadowolona . Zaczynamy w Białej Dolinie w Szklarskiej Porębie, przy punkcie nr 41, skąd idziemy cały czas lekko pod górę do kopalni kwarcu Stanisław - najwyższego punktu tras biegowych wokół Jakuszyc. Najwyższy punkt w kopalni , co za paradoks! Ale za to jak ładnie widać stąd Szrenicę! Niedziela to ostatni dzień Biegu Piastów, rozgrywanego w tym roku w fomule indywidualnej. O ile w sobotę podobno na trasach były tłumy zawodników, to w niedzielę zostały już nieliczne niedobitki. My kierujemy się do schroniska Orle przez Jelenią Łąkę. Narty dobrze niosą, a ja powoli wchodzę w rytm. Tutaj zamawiamy obiad. Jest późne popołudnie, dochodzi szesnasta, a przed nami jeszcze kawałek drogi powrotnej. Nie szkodzi, w takich okolicznościach można sobie sunąć i sunąć ... Dochodzimy do Jakuszyc - trwa budowa Dolnośląskiego Centrum Narciarstwa Biegowego i Biathlonu. Pustki na mecie Biegu Piastów ... A my przez Polanę Maliszewskiego i bardzo malowniczą trasę Czarny Kamień kierujemy się na nartach w stronę Szklarskiej Poręby. Trasa prowadzi wzdłuż potoku i linii kolejowej, ale jest bardzo ładnie. Ostatni odcinek to leśna droga stromo pod górę, niestety już ze sporymi ubytkami śniegu. Odpinamy narty - szkoda sprzętu. W Białej Dolinie jesteśmy około osiemnastej, już o szarówce. Ale zabrane do plecaka czołówki tym razem nie przydały się. [cdn.]
    7 punktów
  3. Sobota Prognozy na sobotę były znakomite – lampa, lekki mróz i słaby wiatr. Oj, chyba będzie najazd na Szrenicę! Zarządzam wczesną pobudkę i o 8.28 jesteśmy na parkingu. Miejsca o tej porze jeszcze są bez problemu, do kas stoi po parę osób – czynne trzy okienka. Jaki skipass bierzemy? Na cztery godziny, czy na cały dzień? A tam – jak szaleć to szaleć, kupujemy do szesnastej. Pierwszy wjazd przedpotopowymi krzesełkami na Szrenicę. Bzzz, bzzz, bzzz, bzzz … tuk, tuk …. bzzz, bzzz … Poranny Puchatek czeka na adeptów narciarstwa. Ups ... Śnieżynka coś marnie wygląda z góry Im bliżej szczytu, tym bardziej bajkowo ... Przy górnej stacji: Darek na Świątecznym Kamieniu: I autorka bloga: Zaglądamy na Halę Szrenicką - bardzo ładnie, warunki na stoku dobre, ale ten tłumek do orczyka - błeee ... Wracamy na Śnieżynkę, która z każdym przejazdem staje się raczej złą Królową Lodu z brzydkimi brodawkami z kamieni i niewydepilowanymi kępkami trawy Lolę zamknięto dwa tygodnie wcześniej, FIS w ogóle nie był czynny w tym sezonie. Może dzięki tym trudnym warunkom nie ma kolejek do szybkiej kanapy Karkonosz, ale jednak jazda jest taka sobie. Zwłaszcza, że mam już stępione krawędzie i narty żyją trochę swoim życiem na tych lodowych połaciach. Dużo osób sobie zupełnie nie radzi. Na ostatnie dwie godziny rozdzielamy się z Darkiem - on zostaje na Śnieżynce, ja zakotwiczam się na dłużej na Świątecznym Kamieniu, gdzie warunki są dużo, dużo lepsze. Jakie wrażenia? Tyle razy byłam przejazdem w Szklarskiej, a dopiero pierwszy raz wybrałam się tam z nartami. Wspaniała pogoda, fantastyczne widoki, świetna góra, urozmaicone trasy - niestety komuś jednak chyba brakuje - serca? chęci? możliwości? - aby je porządnie przygotować. Szkoda, to taka mała zadra w ogólnie pozytywnym odbiorze. Pomimo tego mankamentu, to i tak chyba mój najlepszy dzień na zjazdówkach w tym sezonie. [cdn.]
    6 punktów
  4. Mariusz - to od początku : Generalnie narty dobiera się raczej do wagi, nie do wzrostu, więc w zależności od geometrii modelu można mieć dłuższą lub krótszą nartę. Zaczynaliśmy w lutym na wypożyczonym sprzęcie Salomona - były to nartki podobne do tegorocznych Snowscape 7, tylko w innej szacie graficznej - stabilne, raczej szersze i krótsze, z łuską. Sprawdzały się i na wyratrakowanych trasach z przygotowanymi torami i poza nimi, na przetartych i nieprzetartych szlakach. Taki typowy model do nauki, dla początkujących, choć widziałam sporo osób na trasach z tymi nartami, więc jest chyba dość popularny. W zasadzie nawet wybrałam te narty przez internet dla siebie, ale finalnie kupiliśmy ostatni dostępny wówczas od ręki model Salomon Aero 7 eSkin - z moherową foką oraz Salomon Escape 5 Grip z łuską. Obydwa w długości 198 cm, bo mamy z Darkiem ten sam zakres wagowy. Koszt - ok. 360 - 500 zł za parę, do tego wiązania. Buty też Salomona - w moim odczuciu ta firma ma najwygodniejsze buty i jakoś tak najzgrabniej wykonane. Jedna ważna sprawa - kompletując sprzęt trzeba zwrócić uwagę, żeby but był kompatybilny z systemem wiązań, bo są różne. Salomon robi buty pod wiązania Prolink, pasują też do systemów NNN i Turnamic. Fischer ma np. inne systemy i buty nie będą pasować. Cena - ok. 600 zł za parę. Modele RC 9 Vitane Nocturne Prolink oraz RC 9 RC 9 Nocturne Prolink. Do tego wiązania, kije (dłuższe niż do zjazdówek) - za komplet wyszło nam ok. 1500 zł. Odczucia z jazdy - dłuższa narta daje poczucie stabilności, mimo iż była węższa, niż te Snowscape do nauki, ale mam wrażenie, że w dłuższych nartach jest lepsze odbicie. W każdym razie oprócz tytułowego szurania zaczęły mi już wychodzić posuwiste kroki, choć do gracji i efektywności zaawansowanych biegaczy jeszcze nam sporo brakuje. Zauważyłam różnicę między łuską a foką na trasie do Chatki Górzystów - świeży śnieg, zwłaszcza w nasłonecznionych miejscach, mocno klei się do łuski na ślizgach. W pewnym momencie miałam pod stopami dwie śnieżne buły, które praktycznie całkiem mnie zastopowały. Zamieniłam się z Darkiem na narty i było zdecydowanie lepiej - warto chyba na przyszłość jednak mieć w plecaku smar na takie ewentualności. Do skinów jest inny smar i trzeba je co jakiś czas wymieniać, ale chyba jednak do takiej bardziej sportowej jazdy to jest lepsze rozwiązanie. Na użytek rekreacyjny w zasadzie nie ma aż tak dużej różnicy, czy ma się łuskę, czy skiny. I jeszcze na koniec - choć jazda na biegówkach wydaje się bardzo prosta, to jednak dostrzegam duże korzyści z zajęć z instruktorem. Sporo nam dało szkolenie jeśli chodzi o pokazanie elementów technicznych, możliwość korekty błędów i ogólną orientację w tym sporcie. Mieliśmy ten luksus, że przez pięć dni instruktorzy (którzy byli też przewodnikami karkonoskimi) byli do naszej wyłącznej dyspozycji, więc mogliśmy mieć praktycznie indywidualny instruktaż, dopasowany do naszych dyspozycji i potrzeb. Ale warto na początek chociaż skorzystać ze szkolenia weekendowego czy jednodniowego (to chyba minimum).
    5 punktów
  5. @marboru zawsze z dużym zainteresowaniem czytam Twoje wpisy. Świetnie oddają warunki, miejsca, które odwiedzasz. W opisie twojej wyprawy też było tego bardzo dużo. Wnioski jednak tym razem - KATASTROFALNE. Myślę, że głównie za sprawą tego co już @Wujot opisał, czyli słabej jakości sprzęt i miejsce na skitury, szczególnie w tych warunkach, mało ciekawe. Wtrącę się, ponieważ temat dla mnie bardzo na czasie. Nie za sprawą popularności, a raczej tego co ją wywołało, czyli zamknięcia stoków też rozpocząłem przygodę ze skiturami. Podobnie jako @marboru uwielbiam jazdę na krawędziach, kilka lat temu też zakochałem się w biegówkach, od lat także uwielbiam się urwać się do snowpark'ów i off-piste. Do tego biegam około 50 km tygodniowo. Aż dziwne, że dopiero teraz stawiałem pierwsze skiturowe kroki. W przeciwieństwie do @marboru ja skitury polubiłem bardzo szybko. Z uwagi na pokrewne aktywności byłem raczej tego pewny, więc od razu zacząłem od wyścigu zbrojeń. Na dzień dobry kupiłem buty - lekkie, dające mi szybkość, ale jednocześnie przyjemność z jazdy - Scarpa F1 LT https://8a.pl/buty-skiturowe-scarpa-f1-lt-carbon-orange. Dla mnie strzał w 10! Narty i wiązania odkupiłem od kolegi i teraz jednocześnie mojego przewodnika/instruktora. +oczywiście kije. Pierwsze kroki stawiałem na Kiczerze w uwielbianym przeze mnie Podkarpaciu. Jak 28.12 zamknęli stoki, zmieniłem tylko sprzęt i wróciłem na górkę. W koło 0 śniegu, więc podchodzić mogłem tylko po trasie i zjeżdżać tą samą drogą. Można rzec - szału brak. Dla mnie jednak trening super i przede wszystkim nadal mogę jeździć na nartach, więc góra-dół, góra-dół... Nauczyłem się sprawnie poruszać, zakładać i zrzucać fokę + kick-turn. Potem niestety długo się zbierałem, żeby się gdzieś wybrać w porządne górki. Był jednak czas, aby się dalej zbroić tym razem w kierunku bezpieczeństwa (plecak, a do niego detektor, sonda, łopata, czekam raki, harszle już miałem). Ubrania szczęśliwie już miałem. Sprzętu szukałem lekkiego. Niestety nie jest to tani sport na dzień dobry. Całość bez ciuchów i kasku około 6,5 tysiąca, w tym narty i wiązania udało się tanio od kolegi odkupić za 1000 - nowy jak bym teraz szukał w promocjach to min. 5000). Biorąc pod uwagę ostatnio bardzo nieprzyjemne zdarzenia lawinowe i tak najbardziej zaoszczędziłem na plecaku lawinowym. Chyba będę musiał szybo to nadrobić - kolejne 3 tys. Wybór padł na Dolinę Chochołowską. 3 dni na nartach - nocleg w schronisku (oszczędzenie sobie codziennych 7km po niewielkim wzniesieniu z parkingu). Ogromna ilość szczytów do zdobycia. Pogoda dopisała. Przewodnik super przygotowany, więc i wnioski zgoła odmienne od @marboru. Nie mogę się doczekać kolejnej tury. Przede wszystkim sprzęt mi nie ciążył, bo wydaje mi się odpowiednio dobrałem. Wybieraliśmy podejścia i zjazdy, które dają niesamowitą frajdę. Dobieraliśmy do tego godziny, aby w obecnie panujących warunkach korzystać maksymalnie ze zjazdów - śnieg puścił po nocy, a jednocześnie nie zrobiła się z niego ciężka mazia. Dużo trzeba się nauczyć, na pewno dobrze kondycyjnie przygotować (to akurat u mnie nie problem), porządnie zabezpieczyć i znaleźć dobrych kompanów/przewodnika. Kilka fotek na zachętę @marboru - też uwielbiam szosę i jazdę na krawędziach (kiedyś spotkaliśmy się w Kazimierzu - pozdrawiam). Może to nie być Twoja do końca bajka, ale gdybyś inaczej zaczął to myślę, że też bardzo doceniłbyś tę aktywność.
    3 punkty
  6. Marboru was wkręca. Pewnie jest już w trakcie kompletowania sprzętu.
    2 punkty
  7. Jak wiesz jestem wielkim fanem Szrenicy, ale tylko wtedy kiedy warunki są bardzo dobre - otwarta Lola to mus, a otwarta Lola oznacza duuużo naturalnego śniegu. Koniecznie powtórz jak Lola będzie otwarta a komunikat na stronie będzie warunki co najmniej dobre - warunki dostateczne zazwyczaj oznaczają że będzie to wyglądać podobnie jak Śnieżynka albo gorzej. Tak czy owak wszystkich którzy nie mieli okazji namawiam, wbrew obiegowej opinii Szrenica to nie ośrodek tylko dla początkujących. Mam trochę łatwiej bo "tylko" 3h jazdy więc czasem 1-dniówka się zdarza. Podobnie Świeradów - głównie nocne jazdy wypadają fajnie bo ludzi zbyt wielu nie ma i można fajnie kilometry robić. Super relacja. Kusisz tymi biegówkami, trzeba się w końcu zdecydować.
    1 punkt
  8. Gdzieś tam kiełkuje myśl, żeby przejść Główny Szlak Sudecki latem - może nie cały, może nie na raz, ale pomysł jest
    1 punkt
  9. Latem Izery są równie piękne i ciekawe - pieszo, rowerem... dla aktywnych
    1 punkt
  10. Twoje buty będą też pasowały do wiązań Fischera, który już od dawna stosuje system NNN (link do zasady działania tego systemu https://www.skionline.pl/sprzet/fischer-przechodzi-na-nnn,przeczytaj,2146.html). Obecnie większość znanych firm produkuje wiązania w systemie NNN. Nowe wiązania mają też możliwość przestawiania w czasie spacerów/biegów w zależności czy chcemy żeby nam narta lepiej trzymała na podbiegach to przesuwamy je do przodu (+) albo lepiej nam jechała na zjazdach to przesuwamy je do tyłu (-).
    1 punkt
  11. Najkrócej biorąc wypożyczysz to co jest. Czyli pinowe rentalowe wiązania (pewnie radicale dynafita), na średniej narcie (mam na myśli szerokość). Z butami różnie bywa ale z tego co widzę to raczej tych lekkich nie ma. Czyli kategoria "dla przyjaciela" ale już nie "dla wroga". Kategorię "dla siebie" trzeba samemu zestawić sobie później. Pozdro Wiesiek
    1 punkt
  12. Super relacja @tanova👍🙂 Napisz coś więcej o sprzęcie. Jak odczucia z użytkowania, jaka cena, wszystko opisz 😉 Biegówki mnie ciągną i Paulę, jesteśmy mocno zainteresowani.
    1 punkt
  13. No to jednak wypad byl owocny i gondy pozazdroszczenia Tez marze wlasnie o takiej samotnosci. W Alpach moze byc ciezko. Ale wpadlem na pewien pomysl Mam w planach budowe kampera. Do Norwegii na Hardanger mam w miare blisko. To moze byc to
    1 punkt
  14. Wyszło chodzenie trasowe, bo taki był plan. Jestem narciarzem trasowym powiedzmy w 95%. W styczniu w Laax warunki spowodowały, że musiałem być w większości pozatrasowy (opady śniegu po pół metra na dobę). I to w sumie dużo mi dało. Teraz mieliśmy króciutki wypad do Veneto i szkoda byłoby nie wykorzystać okazji do spróbowania takich rekreacyjnych skiturów, zwłaszcza, że w promieniu wieluset metrów nie było człowieka. W Beskidach, czy Karkonoszach byłby jednym z tysiąca, tam byłem sam😀. To co wiedziałem to było kilka filmów na YT. Pożyczaliśmy sprzęt na pałę. Nie było co udawać, że to jakiś skialpinizm. Te dwa dni chodzenia on-piste mnie zachęciły, moją żonę powiedzmy względnie (mocno względnie). Teraz pewnie przyjdzie pora na rozwój, ale po kolei. Będą i lasy... Najbardziej spodobała mi się sfera filozofii takiej aktywności: jesteś sam, musisz dać sobie radę, bo jesteś niezależny, albo jesteś niezależny i dlatego musisz dać sobie radę. Wszystkie sporty, które uprawiam, czy uprawiałem to sporty indywidualne, czyli jesteś sam ze sobą. Sam się musisz zmotywować i sam pokonać słabości. Takie tam... Z filmu wyciąłbym tylko ten tekst o "naturalnym dźwięku skiturów". Dostałem już za to opie$#ol, ale to było krótko po rozpoczęciu wchodzenia, kiedy okazało się, że się da, że można (po pierwszym wpięciu butów padłem na kolana przez wolną piętę). Ogarnęło mnie uczucie radości, że udało się wyrwać na kilka dni w ukochane rejony i tak wyszło jakbym był rasowym turowcem. A poza tym cały czas radość mieszała się z uczuciem pustki dosłownej i w przenośni. Tak jak powiedział @marboru to było smutne, ale ogólnie rzecz biorąc wyjazd był kształcący. Potem jeszcze popodchodziliśmy w Civetcie od strony Alleghe, a na koniec w Malga Ciapela pod Marmoladą i tam było najfajniej. Nie wiem czy najlepiej, ale najfajniej.
    1 punkt
  15. Wyobraź sobie, ze idziesz do wypożyczalni sprzętu zjazdowego dostajesz piankę i za duży/mały but z zagrzybiałym i wyrobionym botkiem, masz otarcia, but nie trzyma, pianki klepią, do tego zlodzony i zmuldzony nie ratrakowany stok, na dodatek tego wyrwiraczka. Co wtedy? Narty zjazdowe do kitu? Co do wagi, różnica między moim sprzętem zjazdowym i skiturowych, narty i nuty jest dwukrotna, oczywiście jak weźmiesz marny zjazdowy i marny skiturowy to różnica może zacząć się zacierać. Piszesz, ze lubisz góry i narty, wniosek jednoznaczny, musisz lubić skitury, chyba, ze któreś z poprzednich stwierdzeń jest naciągane. Co do logistyki, to nikt wam nie zabraniał wybrać trasy na jeden zjazd, z jednokrotnym przyklejaniem fok, np w domowych pieleszach, w ciepłe. Natomiast nie wiem co zrobiłeś z fokami, ze drugi raz przykleić ich nie mogłeś, pewno szkolny błąd, jaki? Dziwi mnie tez, czemu mimo, ze lubisz góry nie lubisz jazdy pozatrasowej, u mnie po trzech intensywnych trasowych sezonach, freeride i skitury pojawiły się dość naturalnie, znudzony sztruksem z rana.
    1 punkt
  16. Ładny rowerek Ale gravele mnie totalnie nie kręcą. Jak będę coś kupował, to będzie to MTB. Dokładnie. To było, porównując do zjazdówek... taka ośla łączka. Niestety zajawki nie złapałem, co nie oznacza, że nie będę dalej turował. Pauli się strasznie spodobało, więc będę chodził razem z nią. I z pewnością będę o tym pisał @MarioJ Druga Połowa również pozdrawia. Z pewnością będzie druga szansa. Lepszy sprzęt i Tatry...ale czy uda się w tym sezonie? Będzie raczej trudno się wyrwać gdzieś dalej - teraz moc obowiązków różnych. Kondycja nie jest zła Nie jednego Słowaka w tym roku wyprzedziłem, tu i tam No właśnie - myślę, że na tej płaskiej trasie gdybym wziął biegówki, moje odczucia z wycieczki byłyby dużo lepsze. Pierwszy plus - biegówki na płaskich trasach - szybsze! Zjazdy na spokojnie opanuję - swego czasu bawiłem się w zjazdy na łyżwach, na takich górkach 200 metrowych o dość płaskim nachyleniu Nie do końca się zgodzę, że biegówki, to zero adrenaliny i tylko dla spokojnych - to zależy jak się człowiek rozbiega Biegania nie tyle nie lubię, co jest destrukcyjne dla mojego operowanego kolana Lubić, lubię @wielofish wnioski nie są katastrofalne, ale to moje subiektywne odczucia - powtórzę: laika, na słabym sprzęcie, w miejscu gdzie spotkać można wielu Ludzi. Czy miałbym kłamać i piać nad pięknem turów, skoro dla mnie było nudno? Sorry, ale mam prawo do tego by pisać, o tym co czułem, o tym co myślę poprzez pryzmat tego pierwszego razu. Powtórzę - spróbuję jeszcze raz. W innym miejscu, na innym sprzęcie... zobaczymy. Z pewnością napiszę o tym na forum i będzie kolejny raz pole do dyskusji. Dzięki za kilka zdjęć i Twój wpis - cieszę się, że temat jaki napisałem okazał się dla Ciebie na tyle "atrakcyjny", że skłonił Cię do napisania swoich przygód i wstawienia świetnych zdjęć - dzięki Zawsze, to jakiś plus mojej "przygody" nie wkręcam. Piszę co myślę i czuję - dyskutujemy Oooo dużo większe góry i zaraz by mi się bardziej podobało - z pewnością dzięki widokom i atmosferze, klimatowi @surfing jeździć poza trasą potrafię i umiem - nie sprawia mi to przyjemności. Nie daje również adrenaliny, którą z takiego narciarstwa inni mają całe pokłady. Może to wynika z leku, który odczuwam poza trasą jaki czuję do swojego słabego kolana po operacji? Myślę, że tak. Być może kiedyś, tak jak piszesz dostrzegę, to, czego teraz nie widzę. Być może czas to zmieni? Zobaczymy. Narty zostały stworzone, by gnać z góry ostro na krawędziach i tu się mylisz...że do klapania hahaha Żart! Dlatego jeśli mam wybór - w zimę cisnę na trasach i jeżdżę tak jak lubię...a turystykę w górach uprawiam gdy znika śnieg. Z wypraw w góry czerpię pokłady energii i to, coś co kocham. Dokładnie o biegówkach myślę tak jak Ty @surfing. Czuję podskórnie, że mi się spodoba Dzięki za ten wpis i te dwa zdania! Autor wpisu ma na głowie robotę, budowę i masę różnych rzeczy, więc nie zawsze ma czas by wpaść na forum i podyskutować z Przyjaciółmi
    1 punkt
  17. Jest dokładnie odwrotnie , zjazd na biegówkach łatwą trasą narciarską może dostarczyć więcej emocji niż czarną na zjazdówkach, a zbliżenie się do 40km/h podczas zjazdu na biegówkach dostarcza moc adrenaliny i mnóstwo radości że tym razem udało się zjechać bez upadku Ja stawiam że Mariuszowi mogą spodobać się biegówki ale koniecznie na przygotowanej trasie biegowej z torami.
    1 punkt
  18. Cały Twój problem polega na nie zrozumiemiu istoty nart. Narty zostały stworzone aby umożliwić człowiekowi poruszanie się w śnieżnym terenie i szybszym zdobywaniu pożywienia dzięki temu (polowania). Wycieczka z buta w metrowym śniegu to katorga. Nawet w Beskiadach. Właśnie po to są narty. Inna kwestia.... wydaje mi się, że dobry narciarz to taki który potrafi jeździć też poza boiskiem. Dopiero wtedy kiedy wyjechałem wiele lat temu poza stok zobaczyłem jak różne potrafią być śniegi i jak mało wiem o nich. Zanim skituring stał się modny wynosiłem narty na plecach w różne miejsca. Nie namawiam Cię to rozwijania się w tej kwestii, chcesz to zostań na boisku. Myślę że każdy powinien podjąć świadomą decyzję. Ja nie podejmuje się działań skialpinistycznych, bardziej skupiam się na turystyce narciarskiej (kwalifikowanej). I często w Beskidach można wycisnąć naprawdę mocne "spacery". Ale.....Dla nas lepiej im mniej ludzi w górach 😉
    1 punkt
  19. Jak zwykle super relacja, wcześniej wspominałeś że planujesz wycieczkę na skiturach , pomyślałem że pewnie Ci się nie spodoba i widzę że się nie pomyliłem. Więcej napiszę później. ,,Kuligi, ogniska, grille, alkohol i głośne "majteczki w kropeczki"..." Niestety nie tylko u nas, Schladming 10.04.2009 Wielki Piątek, Schronisko Schaf-Alm i niemieckie disco polo słyszalne z kilometra wzmocnione darciem się sporej części biesiadników i takie coś w kraju gdzie ludzie witają się pozdrowieniem Gruss Gott.
    1 punkt
  20. @marboru - nie jestem pewna, czy w takim razie spodobają Ci się biegówki. Pod górę będziesz co prawda szybciej i tu kondycja się przyda, ale są to lekkie nartki bez krawędzi i zjazdy z góry przy bardzo początkujących umiejętnościach to z pewnością nie są emocje porównywalne z twardym sztruksem na zjazdówkach - raczej jest to kontrola prędkości pługiem. W moim odczuciu biegówki to bardziej sport dla osób szukających homeostazy, wewnętrznego wyciszenia, a nie adrenaliny - pewnie podobnie jak takie lekkie skitury, których miałeś okazję popróbować. Oczywiście można się zmęczyć na intensywnym treningu i klasykiem i łyżwą - godzina, dwie. Podobny wysiłek jak przy bieganiu, ale Ty biegać chyba też nie za bardzo lubisz?
    1 punkt
  21. Panowie, zwykła relacja, a napinka taka, jakby cały śnieg się już stopił. Racja jak zawsze jest gdzieś po środku. Skitur na trasie to jak jazda rowerem enduro po asfalcie. Niby można, niektórym się nawet spodoba, ale sens średni. Spacer po Beskidach to w większości jednak spacer. Jeśli nie ma super warunków to frajda ze zjazdu jest średnia (lub żadna) a cegłówki (narty) przy nogach nie ułatwiają spaceru. Co innego gdy jest głęboki śnieg i większe góry, wtedy tury nabierają sensu. Stary lub niedopasowany sprzęt utrudnia zabawę ale jej nie uniemożliwia. Niektórzy będę podchodzić w wiązaniach szynowych, inni ścigać się na zdezelowanej Ukrainie. Mam koleżankę, która jeździła po Tatrach (Np. w 5 Stawach) na sprzęcie zjazdowym, bo na tury brakło kasy. Wcale nie przeszkodziło to jej w zrobieniu fajnych zjazdów. @marboru Rozumiem Twoje podejście. Sam jestem w dużym stopniu "trasowcem". Polecam Ci jednak skorzystać z drugiej szasny. Poczekaj na pogodę i dobre warunki lawinowe. Wypożycz dobry sprzęt, weź przewodnika lub doświadczonego kolegę. Wjedźcie kolejką na Kasprowy a potem zrób Np. trasę Kasprowy - Swinicka przełęcz - Zielony Staw - Karb - Czarny Staw - Kuźnice. Zrobisz wysokogórską turę bez wielkich podejść. Zjedziesz dwa emocjonujące, ale dość bezpieczne źleby. Możesz zupełnie inaczej spojrzeć na tury. Jeśli mimo wszystko Ci się nie spodoba, będziesz miał pewność, że to nie dla Ciebie.
    1 punkt
  22. Nazwijmy rzeczy po imieniu: to czego spróbowaliście to przedszkole skiturowe na zdezelowanym sprzęcie. Taka jazda rozwalającym się ułazem z rurą wydechową skierowaną do kabiny. Osobiście współczuję 😁 Podziwiam że mimo tego, niektórzy złapali zajawkę, to najważniejsze 🙂 Pozdrowienia dla @Paula 🙂
    1 punkt
  23. Szur, szur się robi a najlepiej szurszurszurszurszur a nie klap, klap brak techniki a potem "mi się nie podoba" no i ten dystans ps. fajna relacja Pozdrawiam mirekn
    1 punkt
  24. Jak idziemy w porównania rowerowe, to trochę porównałbym skitury do single tracków. ale tych gdzie trzeba wyjechać na górę a nie wjeżdża się wyciągiem. Gdzie trzeba wyjechać czasami kilkaset metrów w górę, kilka kilometrów ciągłego podjazdu, ciągłych nawrotów itp - nuda, pot, ból mięśni, czasem pchanie roweru. A potem kilka minut rewelacyjnego zjazdu, adrenaliny - po prostu zabawa. Nie na każdej trasie - są także nudne. Wyższy poziom to pewnie Enduro - z różnych powodów nigdy na Enduro nie wsiądę - bo się boję, bo nie mam techniki, bo .... Myślę, że ze skiturami może być podobnie. Nie wszystko jest dla wszystkich, ale żeby się przekonać trzeba spróbować, do czego namawiam, ale tylko tych co ich coś do tego ciągnie. Z całą pewnością "weekendowy" narciarz, miłośnik niebieskich tras i piwka na stoku lepiej niech nie próbuje. Wyciągiem na Śnieżkę, parę fotek na Insta i do domu. Kondycyjnie zapewne nie da rady, na zjazdach może sobie zrobić krzywdę. Będą w Chinach spróbowałem TOFU - ohyda. Żadnemu Chińczykowi nie przyszło do głowy przekonywać mnie że to ich ulubiona potrawa i musi być dobra. Marboru ma swoje zdanie i nie ma sensu udowadniać, że nie ma racji. Zaznaczył że to jego zdanie, dotyczące tego co on lubi, a nie krytyka aktywności jako takiej. Pozdrawiam w oczekiwaniu na mróz i poprawę warunków na stokach.
    1 punkt
  25. Skitury mogą mieć wiele postaci. Można podchodzić dla samego podchodzenia, dla widoków, dla towarzystwa, w poszukiwaniu ciszy. Można też podchodzić aby zaliczyć lajna z pionowej ściany w dziewiczym puchu. Że jest wolno, to trochę subiektywne odczucie. @marboru sam wybrałeś trasę 😉 Choć sam jestem leniem i nie uprawiam to znam temat dość dobrze gdyż kocham jazdę poza trasami w puchu. Ja osobiście też uznał bym to za kiepska zabawę gdybym musiał podejść na Kasprowy i zjechać po gipsie. Gdy dowali z metr białego, mógłby z przyjemnością podejść na Matterhorna😉 W Alpach jest wiele ośrodków które pozwalają mi na dobrą zabawę bez podchodzenia i możliwości zasmakowania tak zwanego Big Mountain. Dlatego też zostaje przy wyciągach ale marzę że kiedyś to się zmieni. Wydaje mi się że porównanie MTB z szosa jest bardzo trafne. Osobiście też nie wsiądę na szosę bo kocham MTB i offpist. Gdy raz poczujemy ta wolność w puchu, stajemy się uzależnieni jak od narkotyku. To wspaniałe uczucie i tylko ten kto to przeżył potrafi to zrozumieć. Z dedykacją od Axel dla marboru 😁 Gość który całe życie spędził na stoku.
    1 punkt
  26. ... no cóż 😀, z opinią jest jak z du... , kazdy ma swoją 😀 Ja powiem tak, ski toury są fantastyczne :) ... i mógłbym o tym pisać długo. Narciarstwo zjazdowe, jest fajne ... ale ski tour-y, to jest kwintesencja narciarstwa. Wolność, poczucie pełnej swobody, przygoda, odkrywanie dziewiczych miejsc ... test kondycji i wytrzymałości na podejściach, a na koniec adrenalina i test umiejętności przy zjeździe. Przyznam, ze wiecej "dziaduniów" spotykam na wyciagach niż na ski tourach ... moze Ci na ski tourach tak szybko sie nie starzeja 😉 w marcu planuje pierwsze wyjscie w Tatrach 😉
    1 punkt
  27. 1. przede wszystkim dalej nic nie rozumiesz - spróbowałeś turów na absolutnie bezsensownym secie - potężne buty bez ruchomości i równie złe wiązania. "Klap, klap" dotyczy tylko tego zestawu. U nas na DŚ nikt tego już nawet nie wypożycza, to złom! To jakbyś swoją kolarkę wymienił na zdezelowaną ukrainę ze scentrowanym kołem i flakiem. I napisał elaborat jaki to wypoczynek rowerowy jest. 2. Niepotrzebnie wyjeżdżasz z dziaduniami bo jest dokładnie odwrotnie. W żlebach spotykasz bardzo sprawnych, młodych ludzi (często wspinaczy) i jadą takie rzeczy przy których całe narciarstwo ośrodkowe jest żenadą. A ponieważ nie byłeś w jakimkolwiek poważniejszym terenie narciarskim, nie nocowałeś w schroniskach i schronach narciarskich, nie byłeś na kultowych celach i nic nie widziałeś to nie powinieneś silić się na wnioski. Nic nie wiesz, ale mentalnie to Tobie bliżej do dziadunia jak tym starszym od Ciebie o 20 lat. Postukałeś sobie po łące i wyciągnąłeś wnioski. I to takie aby nie ucierpiało Twoje ego. Śmieszne. 3. W tym, że wiesz, że to nie dla Ciebie, jest oczywiście samo spełniająca się przepowiednia. Bo jestem przekonany, że to nie dla Ciebie. Patrząc na Twoje upodobania rowerowe byłem zdziwiony, że wybrałeś się na skitury. Bo owszem wśród skiturowców bardzo wielu uwielbia rower. Może nawet większość. Tyle tylko, że enduro lub mtb. Szosa jakoś nie jest w parze ze skiturami. Za to w parze ze sztruksikiem. 4. Wcale mi nie zależy aby kogokolwiek zachęcać do skiturów. Intencją mojej wypowiedzi było wyłącznie to aby wyprostować recenzję użytkownika co właśnie wsiadł na zdezelowaną ukrainę, uczył się łapać równowagę i napisał jaka ta aktywność rowerowa jest słaba. Pozdro Wiesiek
    1 punkt
  28. Kilka tygodni temu miałem swoją premierę na skiturach jako alternatywę do zamkniętych stoków. Byłem ciekawy twoich wniosków i w pewnej części podzielam, ale z innych powodów. Podejście dużo bardziej wymagające niż myślałem, zjazd zupełnie inny niż znałem ale na pewno nie nudno. Dopasowanie sprzętu, zły ubiór, kondycja - powody dla których nie wróciłem z bananem na twarzy, ale też nie zniechęciłem się. Z "dziadkami" trochę przesadziłeś, mało znam "dziadków" którzy na skiturach kondycyjnie by wytrzymali (rozumiem , że tempo...) Zalety jakie widzę to właśnie powolny spacer z nastawieniem na podziwianie miejsc, w które bez nart pewnie bym się nie wybrał. Z moich wniosków, żeby w pełni czerpać z tego radość to po pierwsze kondycja (u mnie okazała się gorsza niż myślałem ), po drugie umiejętności jazdy off (to też nie najlepiej funkcjonuje, rzadko miałem okazję jeździć bezpośrednio po opadach i jestem "trasowcem") i odpowiednio nachylone zjazdy. I tu będę szukał motywacji, żeby wyjść jeszcze raz ale w miejsca do tego stworzone (pierwszy raz był po zamkniętych stokach na Szrenicy), przy optymalnych warunkach i odpowiednio przygotowany. I chciałbym spróbować prawdziwej jazdy w terenie, aczkolwiek niekoniecznie jakoś bardzo trudym. Biegówki też mnie kuszą ale jak już jadę w góry i są warunki, to jakoś zawsze skręcam pod wyciąg.
    1 punkt
  29. Hmmm, uśmiałem się (ale przyjmij to z pokorą) - pierwsze to resort touring - dla mnie zaprzeczenie idei skiturów. Za karę. - dwa archaiczny zestaw sprzętu, trudno w tym coś zrobić - wnioski (np co do tempa poruszania - hmm co najmniej kontrowersyjne) Jesteś na razie na etapie, który w "normalnym" narciarstwie akurat odpowiadałby nauce na pierwszej taśmie dla dzieci. I póki nie nauczysz się więcej to... w zasadzie nie powinieneś specjalnie próbować robić jakiś posumowań, bo po prostu nie masz cienia pojęcia o czym się wypowiadasz. Dopracuj zestaw sprzętu, naucz się sprawnych przepinek, do tego oczywiście kurs lawinowy. Poszukaj mocnej ekipy (np przez FB). I jak któregoś dnia zrobisz 30 km pętli, z 2500 m verticala w tym ze 2-3 strome żleby, takie że Ci adrenalina skoczy, a na plecach poczujesz zimny pot, a do tego ze dwa epickie zjazdy w doliny, to zobaczysz, że całe dotychczasowe narciarstwo było piaskownicą z czeredą hałaśliwych przedszkolaków. Po prostu trzeba się solidnie wziąć do roboty (zamiast koncentrowania się na relacji i fotografiach). Porównując do Twoich wycieczek rowerowych to jakby ktoś zrobił Ci relację z 20 km ścieżki rowerowej i wysnuł z tego wnioski co możliwości jazdy na rowerze (np mtb). To jest dokładnie taka różnica. Pozdrawiam cieplutko Wiesiek
    1 punkt
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...