Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 25.08.2021 w Odpowiedzi
-
Wyjechałem dziś na swoją stałą pętelkę w okolicy,przypadkowo zachodzącą na trasę MRDP.Nie miałem wielkiej nadziei zobaczenia z bliska tych herosów,by byli rozsiani,a tu niespodzianka.Było trzech,2 posilało się w sklepie w Małastowie przed forsowaniem Magury,trzeci już forsował.Po wczorajszym dniu,gdy pogoda u nas była taka,że nosa nie wyściubiłem,wyglądali zadziwiająco rześko i byli pełni optymizmu,widać było napędzająca adrenalinę.Z tego ,co opowiadali o miejscach do spania-pod jakimiś wiatami,o wczorajszym wietrze-hardcore...Nr 25 ,38, trzeci zapomniałem...5 punktów
-
Ostatni wpis Michała Wolffa po północy - "Rzeźnia. Tak wypruty już dawno nie byłem." Michał obecnie na 5 miejscu. Miało nie padać. A w Ustrzykach Dolnych gdzie utknął Maciek dalej leje. Wpis jednego z uczestników. Z suchych rzeczy został tylko żart.5 punktów
-
4 punkty
-
Sporo krótkich opisów nart na najbliższy sezon: https://www.youtube.com/channel/UCgijSqjxEFzRJuQwNBRrTDg/videos Jest trochę "egzotyki".3 punkty
-
Gdzie sie tego doszukales? Przeciez moj post wlasnie wskazuje ze kapitalizmu nie ma. I w wielu przypadkach to dobrze.2 punkty
-
Na pewno udziela się na www.podrozerowerowe.info - nick Johnny_n. Natomiast jakichś szczegółowych relacji nie kojarzę, chyba był jakiś filmik z MRDP Zachód z 2018, oo znalazłem https://www.podrozerowerowe.info/index.php?topic=20582.msg440517#msg4405172 punkty
-
Chyba zatrzymałeś się w XIX w. Obecnie państwo redystrybuuje ponad 50% PKB, ma liczne organy kontrolne, sprzedaje koncesje, wyznacza płace minimalne, progresywne skale podatkowe. Gdzieś Ty widzisz kapitalizm? Gdzie - w pizzerii? A po drugiej stronie masz faktyczne monopole o sile przekraczającej znacznie byty państwowe. Idee liberalne, kapitalistyczne z jednej strony a platońska i kartezjańska wizja funkcjonowania świata z drugiej na naszych oczach odeszły do lamusa. Świat jest o wiele bardziej złożony i nieprzewidywalny jak nam to kiedyś wmawiano...2 punkty
-
2 punkty
-
Chłopaki bardzo Was proszę, załóżcie wątek o kapitaliźmie. Jahorina wolna od kapitalizmu, to jest temat o ośrodku narciarskim na Bałkanach. Tam była pierwsza (i jedyna) zimowa Olimpiada w państwie niekapitalistycznym. Przypominam 1984 rok. Jugosławia, Sarajevo. Z góry dziękuję za zrozumienie...1 punkt
-
W drugim secie (22:19 dla Bułgarek) komentator stwierdził: "zaczynamy cisnąć"... 🤣1 punkt
-
Nie ma serwisu, przyjęcia, ataku, bloku, obrony. I trener też nie pomaga. Medal to chyba w kolejnych mistrzostwach... Jedynie podobała mi się Marysia Stenzel na libero . Największy dramat to komentatorzy...1 punkt
-
1 punkt
-
Pamiętałem, że w nazwie było 29. Z tego Teamu znam paru chłopaków. Świetnie się z nimi "gawędzi", no i na rowerach potrafią jeździć.1 punkt
-
1 punkt
-
Coś źle zrozumiałeś....''.fizol'' to dla mnie zawsze ktoś kto jest bardzo silny w danej dyscyplinie sportu niekoniecznie rower( szachistów którzy grają bardzo dobrze też tak określam) , nie ma to nic wspólnego z pogardą bardziej podziw ,szacunek.......jakieś porównywalne okreśłenia ''Monster'', czy jak tu wcześniej było Kosmita ...to w tym sensie. A regulamin - Cytat z tego https://mrdp.pl/regulamin-mrdp-2021 ( wyposażenie zalecane ale jak rozumiem nie obowiązkowe...czyli można sobie jechać bez kasku,co akurat mi się podoba) Wyposażenie zalecane: kask sztywny, zestaw naprawczy: zapasowa dętka, łatki (min. 4 łatek), klej, pompka, zestaw kluczy, skuwacz do łańcucha, klucz do szprych, śrubokręt krzyżakowy i płaski, (ponadto zalecamy łyżki do ściągania opon i zapasowe klocki hamulcowe), zapasowe baterie lub akumulatory, zapasowa bateria do telefonu komórkowego.1 punkt
-
Cześć Pogoda jest rzeczywiści wyjątkowo niesprzyjająca. Problemem jest nie tyle deszcz ale, że jest jednocześnie zimno. W takiej sytuacji już samo wyjście z kwatery (bo jak rozumiem Maciek coś tam sobie ogarnął do spania) już jest wyczynem. Pozdrowienia1 punkt
-
A co to znaczy kapitalizm? Co to znaczy demokracja liberalna. To nic innego jak prywatne firmy. Działające w określonym otoczeniu prawnym. Bawię się w lotnictwo i też nieraz słyszę że są pokusy aby przerobić sto kilkadziesiąt hektarów w deweloperkę. Tak, z całą pewnością miasto dostało by wiele milionów kasy. Ale te dwa i pół kilometra pasa to tak naprawdę okno na świat. Dzięki temu że jest ten kawałek betonu to przyleciał duńczyk swoim samolotem i założył małą fabryczkę i zatrudnił 15 osób. Po latach pracuje tam już 1500 osób. A od każdej z nich ZUS podatek dochodowy, VAT i tak dalej. Park jest dobrem wspólnym, miejskim, utrzymywanym z naszych pieniędzy. Z pieniędzy płaconych przez pracowników kapitalisty i przez kapitalistę. To są naczynia połączone. Oczywiście na parku nikt nic nie zarobi a jego utrzymanie kosztuje. To wiemy. Ale go utrzymujemy, bo jest nam tam przyjemnie. Bo tego chce nasza mała ojczyzna. Ale nasza mała ojczyzna ma też firmy które muszą działać na jej dobro. One podlegają ocenie. Zawsze radny może zapytać dlaczego do wyciągu dopłacamy. Czy jest to konieczne i czy nie lepiej tą kasy przeznaczyć na przedszkole. W końcu co jakiś czas są wybory i radni będą poddani ocenie. Niekoniecznie wyborcy lubią jeździć na nartach. Spółki miejskie czy spółki z kapitałem naszym czyli państwowe to nie jest nic dobrego, żeby nie powiedzieć że samo zło. Takie były w PRL, pamiętam je i pamiętam czym to się skończyło. Prywatne firmy działają w otoczeniu rynkowym i jak komuś się TMR nie podoba to może go skrytykować i pojechać na inną narciarską łąkę. Ilu ludzi tyle pomysłów na biznes, również narciarski. Wiem, napisałem mocno chaotycznie:') Podsumowując, nikt nie wymyślił nic lepszego na kapitalizm. Ale kapitaliści zarabiając płacą również podatki i to bardzo wysokie. Z tych pieniędzy mamy naszą ogólnodostępną infrastrukturę, również park. Pewnie kapitalista by chętnie kupiłby park i na nim zarobił, ale on jest tylko częścią naszej demokracji.1 punkt
-
Kaczor jak zdobywał szczyt to miał jakaś palatke chyba? Kumpel miał podobna na Orła Perć w deszcz jak znalazł, tylko czasem ja przydeptywal ku przerażeniu mniej doświadczonego kolegi. PS ta ciemnozielona z tv szeleści jak piniondz, no i chyba nie czepia się płota.1 punkt
-
1 punkt
-
Pełny MRDP to tak naprawdę ultra maraton 4 letni. Składa się z 4 wyścigów rok po roku. W kolejności od 2018 do 2021r. ZMRDP, następnie GMRDP, kolejny WMRDP i zamykający i spinający pełną klamrą MRDP. Maciek jest jednym z 10 zawodników którzy ukończyli w limicie czasowym 3 ostatnie maratony Zachód, Góry i Wschód. Zachód w 2018r prowadził z Rozewia do Złotego Stoku. Góry w 2019 ze Świeradowa do Przemyśla i w 2020r Wschód z Przemyśla do Rozewia. Maciek wśród tej ekskluzywnej 10 ma 5 łączny czas 230.11 h. a poszczególne wyniki to w kolejności Z-82.20 , G-85.44 i W-62.07 Z tej czołówki znam 2 . Daniel to pomysłodawca i organizator MRDP, mega mocny zawodnik. W obecnym maratonie przejechał 200 pierwszych kilometrów i zrezygnował z dalszej jazdy bo obowiązki organizacyjne przy maratonie były zbyt duże, około 80 startujących kolarzy w różnej formule i musi to ogarnąć. Kazimierz z Krakowa codziennie pokonuje na rowerze około 100-200 km. Jego roczne przebiegi są rzędu 50000-60000 km. Z tego co mówił to rekord przebiegu rocznego na rowerze ma 100 000 km. I tego typu ludzie startują w MRDP. w obecnej chwili Kazik ma trzydzieści kilka kilometrów przewagi nad Maćkiem. @johnny_narciarz startuje w kategorii solo (najtrudniejszej) PS. Całkowite przewyższenie to jednak 31 723m. wcześniej mylnie podałem 25 000m1 punkt
-
1 punkt
-
Wczorajsza WKRA. Spływ ze znajomymi, w niespiesznym tempie, z dziećmi na pokładzie. Rzekę pamiętam z końca lat 90-tych, i tak obserwuję jak powoli zmienia się w lunapark. W wypożyczalni, dowiedziałem się, że w zeszłym roku dokupili kolejne 100 kajaków, bo taki duży był popyt na ich usługi, a tych wypożyczalni jest tam kilkanaście. Miejsce jest urokliwe, doskonałe do rozpoczęcia swojej przygody z kajakami na rzekach, przy obecnym stanie wody (dość wysokim), brak trudnych miejsc (np. bystrze w Kosewku, płynie się zadziwiająco łatwo). Jeżeli chcemy mieć choć trochę intymności w obcowaniu z rzeką, polecam wybrać się w tygodniu, lub przy odrobinę gorszej pogodzie. Wkra. Wkra cd. Rzeka oznaczona bardzo dobrze. Rodziny z dziećmi i z pupilami. Płynie się spokojnie. Miejscami wkracza "betonoza". Są też i takie miejsca. Pyszne jedzenie. Wpływamy w rezerwat. Bystrze w Kosewku, dość spokojne. Miejscami dmuchańce i lunapark. I to byłoby na tyle, to wciąż piękna rzeka.1 punkt
-
Na moje bolka oko wg. zdjęć wygląda to tak: Lewa strona przy samym betoniaku , wygląda to stosunkowo bezpiecznie . Prawdopodobnie po zjeździe z progu nurt będzie odrzucający w kierunku lewego brzegu a tam podejrzewam już spokojną wodę. I tam bym wiał od razu po zjeździe. Tu główną sprawą jest głębokość przy betoniaku. Jak jest solidna to tam bym próbował. Opcja druga: Środek progu :trochę bardziej ryzykowna , ale wykonalna . Próbował bym tak : napłyniecie na próg z niewielką prędkością , kilka metrów przed ostra kita wiosłem , odchylenie na maxa do tyłu pilnując dokładnego ustawienia kajaka prostopadle do progu i zjazd. Tu trzeba uważać żeby nie dać się ustawić bokiem , bo dupa zbita. I to jest podstawowe niebezpieczeństwo. Jak nie wywali po daniu dziobem w dół w momencie kiedy woda walnie w klate to reszta jest łatwa jak (tu wpisać co kto uważa) to co ja chciałem wpisać zostało zakwestionowane a zakwestionowanie poparte palnięciem po łbie Opcja trzecia : potencjalnie wydaje się najłatwiejsza , ale ze zdjęć nie jestem tego pewien. Jedziemy prawą stroną , też przy betoniaku. Po zjeździe wiejemy do prawej . Z tego co widzę to jest tam śliczna cofka ze spokojną wodą gdzie można spokojnie się zatrzymać i uspokoić skołatane nerwy Jeśli w tym miejscu pod progiem jest głęboko to chyba jedyne miejsce gdzie można by próbować skoku dwójką i ogólnie bez fartucha. Jak nawet wykabinuje do cofka tuż tuż i nie grozi wciągnięcie w odwój Chyba.......nie grozi......... Opcja czwarta czyli maximum perversum extremal hardckore :D Walimy na chama w najgorszy kocioł , czyli ten po lewej stronie . Tu wnikał w detale nie będę . Krótki polietylen i dobrze trzymający fartuch i tam bym się władował. W innym wypadku szans nie widzę na powodzenie , przynajmniej oceniając wg. moich umiejętności. Lepiej pływający i o większym doświadczeniu mogą mieć inne zdanie . Wada pomysłu którą widzę : asekuracja wg. zdjęć możliwa praktycznie tylko z tego betoniaka , czyli praktycznie w grę wchodzą tylko rzutki . I asekuracja z wody z innych kajaków która jest problematyczna. Spanikowany po wywrotce gość może łatwo wywrócić próbującego mu pomóc kolegę i wtedy mamy dwa kłopoty........ Zresztą ta wada dotyczy wszystkich rozważanych opcji. I to by było na tyle na niedziele dzisiejszą Więcej ze zdjęć nie wymyśle , a i to co napisałem nie należy traktować jako prawdy objawione a jedynie lekkie sugestie za które sugerujący nie ponosi odpowiedzialności i wyprze się ich w dowolnej chwili . Powodzenia w walce . Daj cynk czy wam wyjazd dochodzi do skutku , może się wybiorę z jedynką. Aha , mogę się dowiedzieć jak by wyglądała sprawa podrzucenia wam sprzętu z wawy na tą Radomke , może się okazać że to najrozsądniejsze wyjście będzie.1 punkt
-
CDN Liwa Płyniemy dalej(47,48,49) by po dwóch godzinach osiągnąć młyn w Szadowie.(50) Zalew młyński jest brudny i nieprzyjemny a następną niespodzianką jest brak możliwości przeniesienia kajaków. Jak się okazuje w zabudowaniach dawnego młyna ma siedzibę Uniwersytet Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Niestety cały teren grodzi dostęp do rzeki na przestrzeni przynajmniej kilkuset metrów. Posesja jest zamknięta a na terenie nie ma nikogo. Po kilkudziesięciu minutach obmyślamy dość karkołomny sposób przerzucenia kajaków poniżej młyna: transport droga na wózku około 200 metrów i spuszczenie ich po odciążeniu z wysokiej skarpy bezpośrednio do rzeki. Ustalamy że starczy nam lin jak powiążemy wszystko co mamy. Robi się popołudnie, zaczyna kropić. Obliczamy, że na przerzucenie kajaków ze sprzętem potrzeba około dwóch godzin. Nikomu się za bardzo nie chce. Zmęczenie i wizja iż i tak nie przepłyniemy rzeki w całości bierze górę. O tego dokłada się boląca ręka Piotrka. Krótka narada zerknięcie na mapę czy następnego dnia byłaby możliwość zdjęcia kajaków z wody w miarę szybko w miejscu w które mógłby podjechać transport. Decyzja – kończymy. Teraz dopiero czujemy zmęczenie – musze się przespać godzinkę. Tomek skacze do odległego o 2 km sklepu. Uschnięty świerczek umożliwia przygotowanie fajnego ognicha. Cóż kiedy wieczorem leje tak że nawet pod wiata jesteśmy mokrzy.(51)Zjadamy kiełbasy i idziemy spać. Wrócimy to niedługo. Było super choć porażka. Porażka dlatego bo lubimy pływać całe rzeki. Liwa przy tej wodzie (powiedziałbym że średniej) okazała się rzeką raczej technicznie nietrudną za to nadzwyczaj uciążliwą. Pokonywanie przeszkód zajmowało 4-5 razy więcej czasu niż efektywne o płynięcie. Popełniliśmy niestety pewne błędy w przygotowaniach, które później się zemściły. Podstawowy to wybór dwójek dla pojedynczych osób co zaowocowało zmiejszeniem manewrowości. Większa waga (dwójka jest dwa razy cięższa) spowodowała dodatkowe trudności przy przenoszeniu i przeciąganiu - konieczność dwóch osób. Zabrane zostało zbyt dużo zbędnych rzeczy – bo dużo miejsca w kajakach itd. Wracamy już niebawem a mniejszym zespole i na lekko. Uważajcie na rzekach bo oto co kajaki robią z ludzi.(52) Pozdro1 punkt
-
Cześć W tym roku padło na Liwę. Zamierzaliśmy w dniach 8-11 pokonać ja praktycznie od źródeł do ujścia. Plan był bardzo ambitny. Pierwsze 10 kilometrów jednoznacznie było określane tak w opisach jak i przez znających rzekę kolegów z Prabut jako praktycznie niedostępne. Cóż, po sukcesie na Welu w zeszłym roku byliśmy pełni nadziei. Przygotowania pokazują że jest parę niewiadomych. Zdjęcia satelitarne w skali 1:1000 nie pozwalają miejscami na identyfikacje koryta. Pozostaje mapa i nos. Początek jak zwykle – przed 7.00 w Nowym Mieście Lubawskim. Przepakowanie do Transita przyczepa ze sprzętem i w drogę.(1) Zamierzaliśmy zacząć na jeziorze Piotrkowskim. Niestety brzeg okazał się zarośnięty, jedyną możliwość – pakowanie na drodze, transport kajaków ze sprzętem 100 metrów po bagnistej łące i później jeszcze jakieś 50 po wędkarskim pomoście uznaliśmy za zbyt czasochłonną i niebezpieczną ze względu na Gostysiowe kłopoty z błędnikiem. Po zbadaniu terenu start wypadł w końcu mniej więcej w połowie odległości między jeziorami Piotrkowskim a Januszewskim na rzece właściwej.(2) Szybkie pakowanie, piwo dla wody(3) i dla pokrzepienia ducha, cumka w rękę i holujemy.(4) Już po 200 metrach pierwszy dzik przebiega drogę jakieś 20 metrów ode mnie, właśnie dlatego warto!!! Po kolejnych 100 metrach mostek na drodze leśnej i przeniosła (5) i dalej holowanie. Teren dziki i niedostępny. Niestety dno staje się grząskie i nie pozwala normalnie iść. Siadamy więc do kajaków i przeciągamy przez bagno chwytając się resztek słupków regulacyjnych. Po 100 metrach trochę puszcza ale po chwili rzeka kończy się betonowym przepustem pod skarpą. Zaskoczenie bo na mapie rzeka jest odkryta. Kolejne przeciąganie prze las jakieś 50 metrów do mostka. Stąd mamy do jeziora około 200 metrów. Niestety po 100 metrach rzeka niknie w przyjeziernych bagnach. (6,7) Próby sondowania kończą się zawiśnięciem na wiośle i kąpielą po pachy w borowinach.(8) Sondujemy dwa kierunki i na obu jedyna możliwość to karczowanie z kajaka. Szybka narada i decydujemy że będzie to zbyt czasochłonne. Postanawiamy cofnąć się do ostatniego mostka i znaleźć obejście prze las. Po 30 minutach droga zostaje odnaleziona i wstępnie oczyszczona. Najpierw jakies 150-200 metrów na wózeczku (9)a później jeszcze około 100 przez las. Zabawa jest przednia a wyłaniające się słońce jeszcze polepsza humory. Po godzinie komplet kajaków nad wodą.(10) Jeszcze tylko pokonanie pasa trzcin(11) okupione jak zwykle pociętymi rękami i drzazgami oraz pływającej roślinności i jesteśmy na jeziorze. (12) Pierwszy ruch wiosłem po ponad dwóch godzinach od zrzucenia kajaków na wodę to jak do tej pory rekord. Słoneczko, piwko i w drogę. Jezioro całkowicie dzikie, praktycznie bez śladów jakiejkolwiek działalności ludzkiej, jedna czy dwie zrujnowane wędkarskie kładki. Takich miejsc nie ma już niestety wiele.(13) Wypływ rzeki oczywiście zarośnięty. Szybko lokalizujemy go po drzewach i z maczetą w ręce jako najbardziej mobilny wbijam się w trzciny. Po parunastu minutach nareszcie jest rzeka. Szerokie na 6-7 metrów koryto przecinające piękny bukowy las. Wita nas zrujnowana kładka i konieczność przerzucenia kajaków brzegiem przez padłe z obu brzegów jak na złość w jednej linii drzewa.(14) Dalej już luksus rzeka jakby puściła.(15) Betonowy mostek z drzewami wymagającymi cięcia,(16)dopływ z boku i już rozlewisko(17) przed jazem w Gostyczynie.(18)Przed wojną od jazu prowadził kanał łączący pobliskie (200 metrów) Fabianki z jeziorem Gaudy. Kanał został zniszczony w czasie wojny ale mamy nadzieję znaleźć połączenie kanału z rzeka odległe o jakieś 700 metrów od jazu i nim dotrzeć do nie zawalonej (jak wynika ze zdjęć satelitarnych) części kanału. Wyciągamy kajaki na brzeg i idziemy zbadać teren. Przedzieramy się przez las wzdłuż koryta jakieś 300 metrów – mniej więcej połowę odległości do miejsca w którym powinna odchodzić odnoga do kanału. Niestety – jak to określił trafnie Piotrek – koryto jest pełne drewna. Wody praktycznie nie ma a kajaki trzeba by ciągnąc brzegiem. Płoszymy rodzinę dzików – pierwszy raz widziałem małe dziki w naturze – super. Wracamy do chłopaków. Kolejna narada. Postanawiamy nie zapuszczać się w bagna. Terenu dobrze nie znamy a trudno ocenić czas potrzebny na przytarganie dwójek z bagażem prze las. Mści się wygodnictwo. Wiemy już, że nie skończymy rzeki ze względu na brak czasu podejmujemy więc decyzje o zorganizowaniu transportu do Kamieńca skąd rzeka jest spławna. Chcemy trochę powiosłować. Dwójka ma udać się zorganizować transport a reszta rozbija obóz.(19)Pada oczywiście na mnie i Gostysia – zawsze łazimy jak trzeba. Niestety w pobliskiej Zieleni nic nie ma więc musimy uderzyć dalej. Na szczęście udaje nam się złapać okazje więc stosunkowo szybko organizujemy traktor z przyczepą na 8.00 następnego dnia. Niestety powrót odbywa się z buta. 7 kilosków boli. Gostyś odczuwa jeszcze resztki niedawnego przeziębienia. Po 3 godzinach jesteśmy z powrotem. Ognisko, pigwówka Siekiera i spać. Pobudka o 6.00 pakujemy obóz i transportujemy sprzęt do asfaltu. Pan jest punktualny choć niedziela rano. Pakujemy kajaki na przyczepę,(20) sami na górę(21) a Gostyś jako kierownik do kabinki. Zimno i padający deszczy zmusza nas do rozgrzania się żołądkową – oprócz Tomka i Gostysia jesteśmy już ubrani jak na wodę. W Kamieńcu jesteśmy za 30 minut. Przepakowanie . Rzeka jest tu uregulowanym kanałem o szerokości 3-5 metrów porośniętym trzcinami. (22)Trafiamy niestety na wysyp jakichś czarnych muszek. (23)Autan i palenie nic nie daje. Much są miliardy, w niektórych miejscach wszystko na wysokości wody jest czarne.(24) Na szczęście po paru kilometrach wpływamy w las.(25) I tu nagroda. Koledzy z klubu z Prabut już przetarli rzekę. Widać że w ruchu była łódź i spalinówki. Wszystko przycięte równo z brzegiem. Jest czas na odpoczynek, piwo na wodzie a wychodzące słoneczko koi smutek porażki. Highway nie jest jednak długi po jakichś 4 km kończy się wielkim dębem przez, który karczownicy nie przeszli. Przenosimy kajaki i płyniemy dalej. Rzeka na tym odcinku bardzo przyjemna. Momentami dość szybki nurt, dwa trzy bystrza, przeszkody łatwe do pokonania. Pogoda niezła. (26) W okolicy Prabut napotykamy ślady ostrej działalności kładowców. Podziwiamy gości i sprzęt jakim muszą dysponować bo tor wielokrotnie przekracza rzekę i to w dość głębokich miejscach. Kończy się las, trochę słońca i cieplej. W okolicach wysokich przyczółków dawnego mostu kolejowego nasze drogi krzyżują się. Chłopaki szybko przejeżdżają brzegiem pozdrawiając – fajny moment. Praktycznie do jeziora Dzierzgoń rzeka ostro meandruje spowalniając płynięcie. Jeszcze tylko trzeba spuścić kajaki po pochylni (27) Paweł i Tomek śpiesząc się zapominają o rufowej cumce i nabierają pełne kajaki wody – oczywiście obśmiewamy ich ku uciesze kibiców. Wkrótce docieramy do jeziora Dzierzgoń. Popołudniowe słońce w kapitalny sposób oświetla szuwary brzeżne i burzowy wał na północy.(28) Przecinamy jezioro,(29) przenosimy kajaki i pod dwoma mostkami(30) kierujemy się na jezioro Liwieniec – ostatnie na naszej drodze. Przecinamy szybko jezioro podziwiając panoramę Prabut tym razem od zachodu. Przy wypływie rzeki z jeziora dość dobre miejsce na biwak ale że jeszcze jasno postanawiamy płynąc do pierwszego lub drugiego młyniska. Zmierz powoduje, że zaczyna nam się spieszyć a pospiech jak wiadomo…. Jeden nieuważny ruch Piotrka przy pokonywaniu rur z przewodami wysokiego napięcia i kabinka. 15 minut trwa wylewanie wody i porządkowanie rzeczy. Szybko choć już o zmroku dopływamy do młyniska.(31,32,33) Biwak luksusowy choć deszczyk siąpi cały czas. Kładziemy się o 22.00 z zamiarem wstania o 5,45. Dzisiejszy urobek – 25 km pozwala myśleć o skończeniu rzeki jeżeli nie będzie zbyt uciążliwa i popłyniemy po 10 godzin. Zasypiamy w bojowym nastroju. Rano z bojowego ducha został tylko …ój. (34,35)Wstajemy przed 7.00 pada deszcz i jest zimno. Ciężko się zebrać i założyć mokre pianki. Na skończenie rzeki nie ma raczej szans tym bardziej że Piotrek narzeka na rękę. Cs mu tam w przedramieniu skrzypi – pewnie nadwerężone ścięgna. Płyniemy spokojnie. Pierwsze kilometry to kolejne młynisko,(36) później przeniosła(37) i rzeka zdecydowanie przyspiesza, fajny szybki ale nietrudny fragment. Przeszkody jak poukładane,(38) trochę niemiło się robi gdy trzeba walczyć z pokonaniem bala gdy kajak opiera się o padłego dzika (to już czwarty) ale Paweł rozwala wszystkich propozycją wycięcia szynki na wieczór. Na moment rzeka wypływa na śródleśne łąki, zatrzymujemy się przy bobrowej zaporze. Po 10 minutach w drogę. Pierwsze dwa kilometry płynie się idealnie. Koryto proste przeszkody mijamy w biegu. Przy rozpoczęciu kolejnego odcinka leśnego czekamy na chłopaków. Niestety następne parę kilometrów pozbawia nas absolutnie złudzeń. Ilość przeszkód wymagających wysiadania z kajaka jest powalająca. Na niektórych odcinkach po prostu wyciągam kajak i idę brzegiem scieżką wydeptana przez zwierzęta.(39) Z jedynaczką to optymalne rozwiązanie ale chłopaki z dwójkami nie dają rady.(40) Na 350 metrach które przeszedłem brzegiem naliczyłem 8 przeszkód wymagających przepychania kajaka lub wyciągania go na brzeg.(41) Na tym odcinku to na pewno najbardziej uciążliwa rzeka jaka płynęliśmy.(42,43,44) Mijamy piękny kratownicowy most kolejowy i robimy przystanek przy zawalonym mostku na drodze leśnej.(45) Balantines w takich warunkach rozgrzewa tylko na moment.(46) CDN.1 punkt
-
Cześć Już jakiś czas temu to było: W tym roku był Wel wiosenny 09-12 05. Podróż z Warszawy trwała moment, urazmaicana przystankami nad Wkrą, którą chłopaki płynęli pare lat temu. O 6.45 meldujemy sie Nowym Mieście Lubawskim by po przepakowaniu, dobraniu wioseł i przkonaniu Pana że mimo wiosennej pory jednak zaczniemy od początku, próbujemy zasnąc przywaleni gratami na pace Transita. Za niecałą godzinę jesteśmy w okolicach miejscowości Kalbornia nad jeziorem Dabrowa Wielka. Szybkie przepakowanie, losowanie i sprawdzenie sprzętu, piwo dla wody i startujemy (1). Kajaki spełniają nasze oczekiwania, nie za lekkie ale za to pancerne. Wada jest brak fartuchów do dwójek i brak grodzi pomiędzy przedziąłem bagażowym a osobowym w jedynkach, nie sa to jednak wielkie problemy. Na jeziorze wiatr solidny konieczne kurtki, kamizelki, jednyki szybkie ale bardzo podatne na falę i prądy, dwójki jak czołgi. Słońce i piekna pogoda choc chłodno. Przepływamy przez Dabrówno na jezioro Dabrowa Mała i docieramy do młyna zaraz zaa wypływem z jeziora. Trudna bo długa przenioska z pełnym obciążeniem po piachu, nieoceniony jest nasz wózeczek. Za młynem rzeka jakby znikła. Ciągniemy kajaki wytrwale, wody jak na lekarstwo za to sieci sporo. (2,3) Cóż ludzie blisko - tak jest zawsze. Po 400-500 metrach rzeka sie poszerza by przejść niepostrzeżenie w jezioro Jakubowo.(4). Za jeziorem robi sie ciekawie. Prąd przystpiesza, duzo przeszkód, momentami spadek jest naprawdę solidny(5). duzo przeszkód, bystrza. Z racji wyższego stanu wody przenioski w rejonie żwirowni Grzybiny pozostały nam w pamieci jako spływalne progi. Dalej juz spokojniej (6) by po w sumie 15kilometrach niełtwego płynięcia dotrzec do jeziora Rumian. Przecinamy szybko jezioro (7) i wpływamy na łatwy i urokliwy odcinke łączący jezioro Rumian z jeziorem Zarybinek. Na Zarybinku decydujemy sie na nocleg. Przepłynięcie 21 km zajęło nam koło 8 godzin. Tempo słabe ale tez rzeka zaskoczyła nas swoją uciążliwością. We znaki daje sie tez nieprzespana noc. Ognisko, winiaczek;) i regeneracyjny sen. Drugiego dnia zbieramy się starsznie długo. Na wodzie jesteśmy dopiero po 10,00.(8) Przenosimy kajaki w Tuczkach i rozpoczynamy pierwszy odcinek rzeki kwalifikowany jako rzeka górska. Tak naprawdę to rzeka do jezioraTarczyńskiego nie jest trudna ale bardzo uciążliwa. Dociramy do jeziora Tarczyńskiego, które szybko przecinamy i poprzez jezioro Grądy znowu powracamy na rzekę. Pierwotnie gdzie tu zakładalismyb pierwszy biwak ale widac że bez nocnego płynięcia byłoby to po prostu niewykonalne. Dopływamy do małego i urokliwego jeziorka Zakrocz gdzie robimy małą imprezkę w komfortowych, niemalże domowych warunkach (9). Starmy sie płynąć szybko, jednak rzeka nadal zaskakuje ilościa przeszód. Często trzeba wysiadac z kajaka a dno do piaszczystych nie nalezy (10). Bystrza urozmaicaja troche walkę z powalonymi drzewami (11). Ale nie na długo (12,13). Miejscami jest naprawde pieknie (14). Zabliżamy się do Przedciborza gdzie rozpoczyna sie pierwszy górski odcinek rzeki. Uciążliwośc a do tego szybszy nurt (15,16). Nie dajemy rady dotrzeć do Lidzbarka Welskiego a taki był pierwotny plan choc nadrobilismy w stosunku do dnia wczorajszego jakieś 5 km. Biwakujemy w miejscu zmiany kierunku płyniecia Weli. To tutaj na poczatku XV wieku krzyżacy zablokowali pierwotne ujście Weli do Wkry i skierowali ją do Drwęcy. Rano wstajemy rześcy i pełni werwy. Na wodzie przed 9.00. Przed nami najtrudniejszy odcinek rzeki. Do Lidzbarka nadal duzo przeszkód przy dośc szybkim prądzie. w mieście szybkie zakupy, sniadanie i dalej. Za jeziorem Lidzbarskim rzeka troche spokojniejsza. Mijamy Kurojady (przenioska) a zaraz potem Chełsty (spuszczamy kajaki na linach) Jaz zgodnie z opisem nie wygląda na bezpieczny do spłynięcia zwłaszcza na cięzko. Za jazem około 400-500 metrowe bystrze - jak na Dunajcu niemalże, szybko ale bez drzew więc bezpiecznie i sama przyjemność. A dalej juz gorzej. Wpływamy do uroczyska Piekło. Odcinek trudny ww1 do ww1+ nie jest długi ale jest rzeczywiście syty, głownie prze charakter przeszkód – kłody i gałęzie przy szybkim nurcie. Nie obyło się bez moczenia. Pomimo fartuchów wnetrza kajaków poznały co to smak wody. Prąd szybki miejscami głęboko (17). Zmarznięci i zmęczeni biwakujemy gdzies w koklicach miejscowowści Tama. Ten odcinek dał nam najbardziej w kość. Do tego dołozyło się zimno i lekki deszczyk. Nawet nie rozpalamy ogniska. Jutro mamy jeszcze do przeopłynięcia jakieś 25-26 km w teoretycznie łatwym już terenie. Ruszamy przed 8,00, tradydyjne piwo na wodzie i dla wody i dośc szybko dopływamy do młyna w Lorakch (18) gdzie Wel dzili się starorzecze i tzw. Bałwankę. Mijamy najpierw jedno poźniej drugie jezioro powstałe w wyrobiskach po kredzie jeziornej i dopływamy do jeziora Fabrycznego. Jezioro płytkie o niestabilnym dnie, brak możliwości wyjścia na brzeg. Tu wywrotka to naprawde katastrofa. Za jeziorem Fabrycznym kolejny przełomik. Prąd wolny ale głęboko i nagromadzenie przeszkód straszne (19). Łączymy się ze starym korytem Weli. Mijamy ostanie na drodze bystrze (20). Rzeka już spokojna ale nadal bardzo uciążliwa. Przenioski już w oklicach ujścia również nie nalezały do komfortowych (21). W końcu ujście Welu do Drwęcy (22). Płyniemy jeszcze praktyczeni bez wiasłowania do Nowego Miasta Lubawskego gdzie kończymy spływ (23). Sprzęt okazał się naprawdę dobry, wytrzymały, wygodny, zwrotny(24). Kolejna rzeka za nami. Spływ świetny choć rzeczywiście trudny i uciążliwy. Rzeka ani na moment nie odpuszczała, stawiając nam twarde warunki nawet pare km od ujścia. Odcinki przełomowe nie przereklamowane. We znaki dała się pora roku bo choc pogodę mielismy generalnie dobrą to optymalnym strojem była koszulka, kurtka i kamizelka. Po takich przeżyciach naprawdę nostalgia za sniegiem mija jak reką odjął. Polecam PS Numerki odnoszą się do zdjęć, które spróbuję zamieścić w Galerii.1 punkt







