Ranking
- uwzględniając wszystkie działy
-
Wprowadź datę
-
Cały czas
1 Październik 2007 - 12 Październik 2026
-
Rok
12 Październik 2025 - 12 Październik 2026
-
Miesiąc
12 Wrzesień 2026 - 12 Październik 2026
-
Tydzień
5 Październik 2026 - 12 Październik 2026
-
Dzisiaj
12 Październik 2026
-
Wprowadź datę
28.07.2022 - 28.07.2022
-
Cały czas
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 28.07.2022 uwzględniając wszystkie działy
-
Nocleg mieliśmy w pensjonacie nieco oddalonym od szlaku, więc rano czekał nas marsz przez Szklarską Porębę, do Rozdroża pod Kamieńczykiem. Rzut oka na letnią odsłonę kolei linowych na Szrenicę: Pogoda - sztos. Słońce i ciepło, ale nie upalnie. O kilka stopni chłodniej niż czwartkowy skwar. Chwilę czekamy w kolejce u wejścia do wąwozu Kamieńczyka - przepustowość reguluje ilość kasków, które należy założyć wchodząc do tego pięknego miejsca. Nieco powyżej wąwozu wkraczamy na teren Karkonoskiego Parku Narodowego. Chciałam od razu kupić bilety na dwa dni - nie da się. Można kupić bilet na jeden dzień, albo na trzy dni. Kasjerka nie bardzo wie, co zrobić z turystami, którzy chcą wędrować dwa dni - w końcu sprzedaje nam bilet na jeden dzień radząc, abyśmy na ten drugi kupili bilet wychodząc następnego dnia z terenu parku, albo przez stronę internetową. Na Halę Szrenicką idzie się właśnie taką drogą, miejscami są fragmenty z trylinki (trochę wygodniejsze do chodzenia). Przy schronisku chwilę odpoczywamy i robimy sobie mały posiłek, podziwiając panoramę Gór Izerskich po drugiej stronie doliny. Dalszy odcinek to spacer główną granią Karkonoszy. Trzy Świnki Szrenica: Pod Łabskim Szczytem odbijamy na czeską stronę, do źródła Łaby - z którą wiążemy jeszcze pewne plany tego lata. Umowne źródło jest ocembrowanym zbiorniczkiem, koło którego umieszczono herby miast czeskich i niemieckich, leżących nad tą rzeką. Sporo ludzi tutaj - słyszy się głównie języki niemiecki i czeski. Łabski Szczyt: i samo źródło: W drodze na Śnieżne Kotły: Kotły za każdym razem robią na mnie wielkie wrażenie: Maszerujemy w stronę Czeskich i Śląskich Kamieni - po czesku te pierwsze to "Męskie Kamienie", a drugie - "Kamienie Dziewczęce", co wiąże się z legendą o śmierci młodej dziewczyny w tym miejscu. Szlak lekko opada w stronę Przełęczy Karkonoskiej, na której mamy nadzieję zatrzymać się na obiad. Po prawej stronie mamy widok na stoki w Szpindlerowym Młynie: Przed sobą przełęcz ze schroniskiem Odrodzeniu i Śnieżkę w oddali: A w trawach hasa sobie sarenka Wędrowanie po górach ma tę zaletę, że bezkarnie można wciągnąć taką bombę kaloryczną (w schronisku Odrodzenie): Za nami już 20 km marszu, do Domu Śląskiego zostało 8 km. Kondycja stóp niestety fatalna - plastry żelowe tylko trochę poprawiły sytuację, więc idę raczej powoli. Na otarcie łez mam piękne widoki. Słoneczniki: Wielki Staw: Strzecha Akademicka i Samotnia nad Małym Stawem: Cel wycieczki coraz bliżej: Krótko przed zachodem słońca docieramy na miejsce. Zimne piwo na tarasie w takiej scenerii smakuje znakomicie. Schronisko obite żółtą blachą raczej urodziwe nie jest, ale co za miejsce!4 punkty
-
I jeszcze na koniec parę wniosków z tej trzydniowej wędrówki: Na GSS z pewnością wrócimy, gdy czas i obowiązki pozwolą. 30 km dziennie po górach to jednak jest dużo i taki odcinek zajmuje mi prawie cały dzień. 20-25 km pewnie byłoby optimum i nie znokautowało mi nóg. Buty - totalna porażka, choć niby były rozchodzone. Mam jeszcze w domu drugą parę górskich butów - wysokich, o pół numeru większych. Zobaczymy, czy sprawdzą się, czy trzeba będzie pomyśleć o wymianie. . Dobrze natomiast sprawdził mi się plecak. Spakowałam się w bardzo wygodny i lekki plecak Gregory Sula o objętości 28 litrów. Bez prowiantu i wody waga wynosiła 5.5 kg, więc ostatecznie pewnie było to nieco ponad 7 kg. Zostało jeszcze sporo wolnego miejsca, więc pewnie dałoby radę zmieścić trochę więcej rzeczy np. na dłuższą wędrówkę.3 punkty
-
Przed świtem w schronisku i pod nim zaczął się ruch - to miłośnicy podziwiania wschodu słońca ze Śnieżki. Ja potrzebuję jeszcze trochę więcej snu i regeneracji, ale po szóstej wstaję i budzę Darka. Jemy po kanapce i "na lekko", bez plecaków wspinamy się na królową Sudetów. Sama Śnieżka nie leży na Głównym Szlaku Sudeckim, ale jak tu jej nie odwiedzić, skoro jest się tak blisko? Pora dnia robi swoje i na zazwyczaj zatłoczonym szlaku jest pusto - jak miło. Widok na nasze schronisko: I na dolinę Łomniczki, którą będziemy schodzić do Karpacza: Na szczycie jesteśmy tylko my i parka, która zrobiła nam zdjęcie, a po drodze minęło nas jeszcze troje biegaczy: Na niebie widać zmianę pogody - nadciągają frontowe chmury, a prognozy zapowiadają od południa przelotne opady i burze. Schodzimy Drogą Jubileuszową: W schronisku jemy jajecznicę na śniadanie i tak wzmocnieni zabieramy plecaki i ruszamy w dół, naszym szlakiem. Chwilę zatrzymujemy się przy symbolicznym cmentarzu Ludzi Gór w dolinie Łomniczki. Nad wodospadem Łomniczki: Faktycznie około południa zaczyna siąpić lekki deszcz. Trochę popada i przestaje. Dochodzimy do Karpacza - na stacji benzynowej kupujemy hotdogi i zastanawiamy się, co dalej. - Słuchaj, potrzebuję nowych butów, bo w tych już nie wyrabiam. Jeśli mamy gdzieś jeszcze iść, to muszę zmienić buty! - mówię do Darka. Na deptaku w Karpaczu kupujemy więc parę malinowych tenisówek o jeden rozmiar większą, niż noszę zazwyczaj, bo w inne się nie mieszczę. Co za ulga! I kolejne pudełko plastrów żelowych. Pogoda w międzyczasie poprawia się, a gdy wchodzimy na Karpatkę nawet świeci słońce. Szlak prowadzi teraz przez lasy i polany przedgórza, gruntowymi drogami i ścieżkami. Dochodzimy do ruin prewentorium dla dzieci chorych na gruźlicę. Wcześniej, przed wojną, było tu niemieckie schronisko Bergfriedenbaude: Na dwa i pół kilometra przed zejściem ze szlaku złapała nas zapowiadana nawałnica - z gradobiciem, burzą i oberwaniem chmury. Takie atrakcje na koniec! Na szczęście zdzwoniliśmy się ze znajomym, który o tej porze akurat wracał autem z Karpacza, więc zamiast przemoczeni czekać na PKS w Miłkowie, mieliśmy wygodną podwózkę do Jeleniej Góry. Mapka wycieczki:3 punkty
-
Niedawno natknęłam się na opis szlaku rowerowego Magistrala Bobru na stronie kolegi @Wujot "Dolny Śląsk Rowerem". Planowaliśmy i tak krótki wypad do Jeleniej Góry, były dwa dni do zagospodarowania - może to jest jakiś pomysł? Wrzuciliśmy więc rowery do auta, a że w niedzielę rano nie bardzo mogłam chodzić, lecz mogłam jeździć - to wybraliśmy się z moją drugą połówką tą trasą w górę rzeki. Miało być rekreacyjnie, widokowo i na luzie. Magistrala Bobru jest zaklasyfikowana jako Euroregionalny Szlak Rowerowy - stąd skrót ER-6 na pomarańczowych tabliczkach (lub starszych biało-zielonych), który towarzyszył nam przez cały czas. Bardzo dobrze oznakowana w terenie - poza jednym miejscem, gdzie jakiś dowcipniś poprzekręcał drogowskazy i ze dwoma miejscami w terenie, gdy trzeba było skonfrontować mapy.cz, można było jechać na znaki. Cała trasa ma ok. 120 km długości od granicy polsko-czeskiej w okolicach Lubawki do Bolesławca i dość urozmaicony charakter. Tuż za rogatkami miasta można było podziwiać piękną panoramę Karkonoszy, po których wędrowaliśmy w poprzednie dni, w tym oczywiście Śnieżkę: Kilka kilometrów pedałowania i zbliżamy się do Rudawskiego Parku Krajobrazowego. Rudawy Janowickie "odkryłam" rok temu, w czasie rodzinnego wyjazdu, gdy chodziliśmy głównie pieszo po szlakach, teraz przyszła kolej na poznanie ich z siodełka. Na początek - dwa wspaniałe pałace w Łomnicy i w Wojanowie. Ten pierwszy udostępniony jest do zwiedzania, w tym drugim mieści się luksusowy hotel. Obydwa otoczone są pięknymi ogrodami, malowniczo położonymi nad rzeką. Łomnica: i Wojanów: Po przejechaniu mostu docieramy do trzeciego pałacu - w Bobrowie - który niestety jest w kompletnej ruinie, szkoda: Trasa trzyma się bardzo blisko rzeki, wykorzystując lokalne, boczne drogi o znikomym natężeniu ruchu. Jedzie się bardzo dobrze, a widoki? Sami zobaczcie! W Janowicach Wielkich zatrzymujemy się na piknik na półwyspie przy ładnie zagospodarowanym stawie w centrum wioski: Potem wracamy na szlak, który na chwilę odchodzi od rzeki, płynącej ponoć głębokim i wąskim przełomem. Szkoda, że nie ma tam szlaku rowerowego, tylko pieszy - teraz czeka nas za to najostrzejszy podjazd do Miedzianki. Ponad 1.5 km, na których trzeba pokonać 125 m wysokości. Można dostać zadyszki. Na górze można się posilić lub uzupełnić izotoniki w lokalnym browarze, tym razem jednak nie zatrzymujemy się tutaj. Zjeżdżamy w stronę Ciechanowic szutrową i asfaltową drogą, ale zdecydowanie gorszej jakości niż podjazd. I kolejny most na Bobrze: Znajdujemy w Ciechanowicach również pałac, ale że wstęp na ogrody kosztuje aż 30 zł od osoby, to nie decydujemy się na zwiedzanie, tylko zaglądamy po drodze przez murek: Tak malowniczo się jedzie: Dojeżdżamy do Kamiennej Góry - pora na drobne zakupy spożywcze na stacji benzynowej (niedziela). Samo miasteczko nie robi na nas jakiegoś wybitnego wrażenia. Szlak prowadzi trochę bokiem, możliwie blisko koryta rzeki, gdzie od czasu do czasu można zobaczyć jakieś stare urządzenia hydrotechniczne: Na odcinku do Lubawki trzy razy przeprawiamy się przez plac budowy drogi ekspresowej S3 - na szczęście jest weekend i nikt tam nie pracuje: Ostatnie kilometry przed Lubawką prowadzą śliczną drogą przez Janiszów i Błażkową - Bóbr jest tutaj ledwie szerszym strumykiem: I w końcu dojeżdżamy do Lubawki. Mamy jeszcze trochę czasu do odjazdu pociągu, więc kręcimy się trochę po rynku i okolicach - ładna, historyczna zabudowa, choć mocno zaniedbana, a samo miasteczko sprawia wrażenie sennego i wyludnionego. Fasadę ratusza zdobi figura św. Krzysztofa - patrona podróżników, więc pewnie i rowerzystów? Ale prawdziwą osobliwością Lubawki jest dworzec. Budynek wywalony w kosmos - monumentalnych gabarytów dworca sporego miasta wojewódzkiego. Obecnie niszczejący pustostan, a do jedynej linii kolejowej, łączącej czeski Trutnov ze stacją Sędzisław trzeba przedzierać się bokiem przez jakieś krzaki: Sam pociąg też jest ciekawy - czeski spalinowy wagonik, warczący jak traktor i sapiący jak stary autobus: W Sędzisławiu przesiedliśmy się do pociągu Kolei Dolnośląskich - niemiłosiernie zatłoczonego sprintera "Chojnik". Oczywiście miejsca dla rowerów były pozajmowane przez innych podróżnych, więc staliśmy wciśnięci w przejście koło WC. Dawno nie podróżowałam w tak nabitym ludźmi pociągu - dobrze, że to tylko pół godziny do Jeleniej Góry. I mapka:2 punkty
-
Zapraszam do lektury relacji z trzydniowej wędrówki po Górach Izerskich i Karkonoszach na blogu:2 punkty
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Dziękuję za wszystkie rady. Po przejrzeniu także kilku innych tematów i obejrzeniu filmów Jacka na yt zmieniliśmy destynację na Kronplatz, który wydaje się ośrodkiem odpowiadającym naszym potrzebom (zarówno dla zaawansowanych jak i początkujących). Znaleźliśmy fajne zakwaterowanie w St. Vigil (nowy obiekt 200m od gondoli), skąd jest także 25 minut jazdy do Alta Badia, więc Sellarondę też pewnie zrobimy Trudno o coś ciągle pytać mając 10 postów na forum 🙃1 punkt
-
Skarpet poszukaj np. UYN (są do kupienia za 40-60 zł), jakość porównywalna do X-Bionic-a (a łatwiej je kupić w dobrych pieniądzach). Obtarcia od spodu palców, to tak jakbyś miała zbyt ciasno związany but albo za ciasny (to wychodzi mniej więcej tak po 30 kilometrach marszu). Ewentualnie to kwestia wkładki. p.s. Dobrać dobrze buty do wędrówek, to taka sama sztuka i kwestia doświadczenia, jak dobór butów narciarskich😉.1 punkt
-
Również pojeździłam trochę w podgórskich okolicach w niedzielę i poniedziałek. Więcej na blogu, zapraszam:1 punkt
-
Gratulacje. Buty, butami (te nie mogą być na styk, bo przy schodzeniu zdejmiesz sobie paznokcie), ja bym jeszcze zwrócił uwagę na skarpety (to bardzo niedoceniany a istotny element "garderoby").1 punkt
-
W załączniku nr 7 jest mapka w pdf. Wygląda z niej że prawie cały Ondraszek będzie poszerzony, na moje oko do conajmniej 15 m szerokości.1 punkt
-
@marvillek ciągle o coś pytasz, dostajesz rady a potem zero feedbacku. Destynacja SR jest fajna widokowo ale na pierwszy raz Włochy może coś mniejszego, tańszego: 3 Zinnen, Kronplatz albo polskie Val di Sole ? No chyba że planujecie na 2 tygodnie to będzie co robić. Jeśli jednak koniecznie SR to szukajcie noclegów bez dojazdu autem albo skibibusem czyli Wolkenstein, Arabba, Colfosco. Booking sporo wydaje na reklame i prowizje dla naganiaczy tak więc starajcie się o bezpośredni kontakt z właścicielami kwater i hoteli.1 punkt
-
Brawo! 30km na nogach - jutro będzie bolało, tym bardziej że trasa super na rower.1 punkt
-
O, to dobra wiadomość. Ostatni raz jeździłem tam na początku 2020 roku. W tym sezonie przejeżdżając pod wyciągiem widziałem żółte krzesła, takie jak dawniej, myślałem, że zostało po staremu. Catinaccio, napisałem wyżej, to nie jest ośrodek tak dobry, jak widoki, których można tam doświadczyć. Po chwili refleksji jednak, musze oddać prawdę, że jest tam trasa Thöni biegnąca na sam dół gondoli w Vigo. Tylko pod koniec dnia zwykle jest zdegradowana i miejscami wąska. Jest również trasa Alberto Tomby, czarna, ale króciutka. Natomiast podtrzymuję opinię na temat słabej trasy pod wyciągiem do Pera. Widoki ze starego krzesła: Baita Pra Martin, szczerze polecam:1 punkt
-
Ja znowuż bardzo polubiłem obszar Val Gardeny, a zwłaszcza Secede. Dwie główne trasy (La Longia i Gardenissima) przepiękne, długie, pokręcone z fantastycznymi widokami. Można jeździć i jeździć.1 punkt
-
Szczerze, to po odwiedzeniu tegorocznym okolic Sellarondy uznaliśmy, że im dalej od głównego przebiegu tej karuzeli, tym lepiej. W powyższym poście waldek71 opisał wszystko ze szczegółami. Ja zgłaszam tylko ogólną uwagę, że ta niewątpliwa atrakcja turystyczna generuje bardzo wzmożony ruch narciarski. Nam najbardziej przypadły do gustu trasy od Arabby w stronę Alta Badii, bo właśnie były z boku głównego strumienia narciarzy.1 punkt
-
Zapraszam do zapoznania się z serią tekstów po moim wyjeździe na Sellarondę: https://www.skionline.pl/stacje/sellaronda-odkrywamy-tajemnice-wielkiej-petli,newsy,6333.html https://www.skionline.pl/stacje/sella-ronda-czyli-spiesz-sie-powoli-cz-i-z-val-gardeny-do-alta-badia,newsy,6342.html https://www.skionline.pl/stacje/sellaronda-czyli-spiesz-sie-powoli-cz-ii-arabba-val-di-fassa-val-gardena,przeczytaj,6358.html https://www.skionline.pl/stacje/sellaronda-w-strone-cortiny,przeczytaj,6377.html https://www.skionline.pl/stacje/sellaronda-w-krainie-dlugich-zjazdow-seceda,przeczytaj,6396.html https://www.skionline.pl/stacje/sellaronda-uroki-krolowej-dolomitow,przeczytaj,7359.html1 punkt
-
Z Campitello bez dojazdów jest tylko wjazd gondolą na Col Rodella , gdzie ląduje się już na Sellarondzie. Jest tam głównie czerwono. Można podjechać na Belvedere, gdzie jest dużo różnego jeżdżenia, albo jeszcze dalej do Arabby, ale tam raczej dominuje AC Milan, czyli czerwono i czarno. Można podjechać do Val Gardeny w okolice Comici i okolicznych krzeseł i tam dobrze pojeździć. Natomiast samochodem można podjechać do Canazei i stamtąd wciągnąć się na Belvedere. Można podjechać do Pozza di Fassa i objeździc Ciampac, ale to raczej dla dobrze i bardzo dobrze jeżdżących. Obok Pozza jest Pera, skąd można wjechać strasznie wolnym krzesłem do Catinaccio- widoki wspaniałe, narciarsko raczej nie. Trochę dalej jest Carezza, Alpe Lusia, SanPellegrino, Latemar i AlpeCermis. Wszystkie te ośrodki godne polecenia. Jeżeli grupa nie jest nastawiona na wyczyn i ważną sprawą jest Sellaronda, to z tego punktu widzenia optymalne jest mieszkanie w Alta Badia i jeżdżenie w AltaBadia Plus wycieczki na SellaRondę. Jeżeli zależy Wam do dostępie do infrastruktury wyciągowej bez auta czy skibusu to w grę wchodzą: Colfosco, Corvara, LaVilla, SanCassiano, przełęcz Campolongo. Wchodzi też w rachubę Badia (trochę więcej wyciągów do Sellarondy). Jeżeli dopuszczacie samochód i skibusy, to: n.p.: LaVal, Antermoia. Dalej za to taniej, podobny standard mieszkania w LaVal i Corvarze w tym ostatnim znacząco droższy. Przykładowy dojazd z Badia (na nartach) do dolnej stacji gondoli Boe (50-60 minut). Można oczywiście dojeżdżać do AltaBadia z każdego zakąta SellaRondy n.p.: z parkingu Canazei do AltaBadia (restauracja Bec de Roces nad Passo Campolongo) to ok. 40 minut nieleniwej jazdy. Ale prawdę mówiąc jak na pierwszy raz, to wszędzie jest dobrze. Chociaż Arabbę zostawiłbym na koniec z uwagi na skalę trudności zjazdów.1 punkt







