Ranking
- uwzględniając wszystkie działy
-
Wprowadź datę
-
Cały czas
1 Październik 2007 - 11 Październik 2026
-
Rok
11 Październik 2025 - 11 Październik 2026
-
Miesiąc
11 Wrzesień 2026 - 11 Październik 2026
-
Tydzień
4 Październik 2026 - 11 Październik 2026
-
Dzisiaj
11 Październik 2026
-
Wprowadź datę
19.05.2023 - 19.05.2023
-
Cały czas
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 19.05.2023 uwzględniając wszystkie działy
-
Zgubiłem nartę na 7000m, ale druga została przy nodze i dlatego żyję. Było nawet gorzej niż na filmie, bo zaliczyłem kilka(naście?) metrów wolnego lotu z lodospadu a potem zjazd głową w dół.. Ściana miała 2km i ponad 40 stopni, a na dole szczelina brzeżna. Uratował mnie fart (głeboki śnieg) i nawyki (przewrót przez bark, hamowanie drugą nartą). Nawet udało się wrócić do góry i odzyskać nartę, choć zajęło to z 1-2h. Gdyby brakło szczęścia to byłby koniec, ale doświadczenie i kompetencje są jednak ważne. Przede wszystkim upadek był moim błędem. Nie do końca wiem jak do niego doszło, ale chyba wjechałem na lód wiedząc, że on tam jest. Myślałem, że przejadę. Może też najpierw spadłem z niewielkiego progu. Zbyt małe doświadczenie, niedotleniony mózg, stres i mamy błędną decyzję a potem upadek. Z drugiej strony pewne umięjtności, które pomogły się uratować. Finalnie nic mi się nie stało, ale od tamtej pory spojrzenie na góry jest już inne. Dość wcześnie włączył mi się tryb emerycki bo w wieku 20 lat, ale dotarło do mnie, że kolejnej szansy może już nie być.3 punkty
-
Będę od niedzieli na okno pogodowe ,to zdam relacje 🙂2 punkty
-
Na takim poziomie turystycznym jaki uprawiam grupa jest dosłownie solą i diamentem. To najlepsze co jest. Parokrotnie robiłem tematy samodzielnie, raz nawet wysoki trzytysięcznik, też naprawdę sporo freeridów i nie czułem się z tym komfortowo. I to na paru płaszczyznach - raz, że nie można było przedyskutować aspektów, nie ma zmiennika jak trzeba ślad założyć, trzeba też podchodzić bardziej asekuracyjnie bo nikt podczas zjazdu cię nie obserwuje. Nikt nie podrzuci pomysłu - a może coś byśmy tam zrobili, nikt nie walnie foty, nie poratuje kubkiem gorącej herbaty. O asekuracji zapomnij. I w drugą stronę to też działa ty nikomu nie pomożesz, nie pokażesz linii zjazdu, nie podzielisz się lepszym pomysłem. Poza tym taki drobiazg - autoratownictwo. Czy ktoś może myśleć o poruszaniu się samodzielnie? Na poziomie turystycznym nie ma rywalizacji o wynik, jest właśnie grupa. Jak wspomnę wszystkie swoje ekipy począwszy od pierwszej z Kamilem, Darkiem, Adamem no i oczywiście Robertem, albo nasz skład na Norwegię to dosłownie przez kilkanaście lat tylko trzy razy miałem sytuację gdy czułem lekki dyskomfort. Raz byliśmy po prostu z innej bajki, raz jeden z uczestników był zbyt słaby i bojaźliwy, a raz uczestniczka nie potrafiła szanować innych. Ale nawet wtedy plusy z "grupowości" przeważały nad minusami. Najważniejsze jest, że tylko grupowo można dać sobie radę z ambitniejszymi zadaniami. Podczas "żeglarskiej" Norwegii ktoś negocjował z armatorem (mając silną pozycję bo reprezentował zespół), ktoś przypilnował lotów za grosze, ktoś zdobywał literaturę, ktoś zrobił listę prowiantu. Dla jednego kupę roboty, zespołowo poszło bez bólu.2 punkty
-
2 punkty
-
Na poziomie hobby to możesz sobie zjechać zarówno solo jak i w grupie. Ja większość swoich ważniejszych wejść/zjazdów zrobiłem solo, Ty pewnie w grupie. Ze swojego doświadczenia znam jeden przypadek kiedy "grupa" pomogła mi przekroczyć własne granice bez strat dla tych szybszych. W czasie przejścia kotliny podłączyłem się pod ekipę ultrasów. Dzięki narzuceniu tempa, pewnej rywalizacji i dyscyplinie udało się maszerować/biec przez 20h i przejść dystans, który był poza moim zasięgiem. Ale ten układ grupowy był specyficzny. Wiadomo było, że nikt na nikogo nie będzie czekał. Trzymasz tempo albo odpadasz. Jak chcsz się zatrzymać przy drzewie, albo wyjąć kanapkę, musisz potem nadgonić biegiem, bo "peleton" się nie zatrzymuje.1 punkt
-
Upadków na nartach to nawet nie jestem w stanie policzyć. W tym karambol na stoku, spdanięcie z dachu ziemianki, wpadnięcie do "studni śnieżniej", wjechanei na skały pod puchem, wiele przypadków wielokrotnego koziołkowania czy zatrzymania się kilkaset metrów niżej. Na rowerze niebezpieczeństwo jest trochę inne. Prędkości są małe (przynajmniej moje) ale teren zwykle twardszy. Powiedziałbym, że jest większe ryzyko urazu, ale mniejsze zgonu. Mam na myśli jazdę rekreacyjną a nie zawody dh czy dirt jump po skałach.1 punkt
-
1 punkt
-
Grupa to rozległy temat nie tylko górski. Stworzenie grupy osób o podobnych umiejętnościach, wydolności, aspiracjach, mających zgodne charaktery i chcących się wzajemnie wspierać jest niemal niemożliwe. Większość grup, nie tylko w górach to dość przypadkowy zlepek ludzi, którzy lepiej lub gorzej się dogadują. W górach dochodzą różnice w umiejętnościach i doświadczeniu. Zwykle to Ci lepsi ciągną słabszych, ambitniejsi cisną bojaźliwych, a na wolniejszych trzeba ciągle czekać. Moim zdaniem niewiele jest grup, które funkcjonują względnie dobrze i mają więcej podobieństw niż różnic, a tylko takie mogą sprawnie działać w górach. W grupie zawsze jest rywalizacja, walka o władze, chęć popisania się, pasożytnictwo czy egoizm. Czasem jednak pozytywne cechy przeważają i grupa działa lepiej. To jest zupełna nieprawda. Można solo realizować ambitne cele. Bardzo prosty przykład. Bargiel zjechał z K2 solo. Nikt jeszcze nie zjechał w grupie. Oczywiśćie w wyzwaniach logistycznych przydaje się zespól ludzi z którego i Bargiel korzystał. Gdybyś jednak był zdeterminowany żeby pojechać samemu to udałoby Ci się to zrealizować. W grupie nie realizuje się skuteczniej górskich celów. Nawet niekoniecznie musi być bezpieczniej. W grupie jest przede wszystkim łatwiej. Fizycznie też ale głównie psychicznie. Obcowanie z górami solo, w zimie, w ekstremalnych warunkach to bardzo ciężkie przeżycie. Można tego nie wytrzymać, załamać się, wpaść w panikę i przestać działać racjonalnie. W dobrej grupie można wtedy liczyć na wsparcie, a ludzie przeżywają kryzysy w różnych momentach, więc niejako się "wymieniają". Niektórym pomaga też sama obecność innych osób, wtedy wydaj się że jest łatwiej.1 punkt
-
1 punkt
-
1. Jak dużo czytasz i masz również kontakt ze specjalistami to szybko wyłapiesz kto pierdzieli od rzeczy, a kto pisze z sensem. Polecam też zagraniczny net. Mam wrażenie, że w anglojęzycznych dyskusjach jest mniejsza napinka by pokazać, kto jest kozakiem a więcej dzielenia się wiedzą. 2. Mario jest na etapie, że jak kupi dobre abc i porobi kursy to już będzie bezpieczny. Nie, nie będzie. Nikt w górach nie jest w 100% bezpieczny. Można tylko minmalizować rysyko. Niemal każdy kto chodził intensywnie po górach, wspinał się, jeździł na turach miał jakiś wypadek (lub kilka). Dotyczy to również wybitnych specjalistów i to nawet w łatwym terenie. - Instruktor na kursie zimowym, opowiadał, że 2 razy zjechał z lawiną. - Przewodniczka w czasie wspinu w Tatrach, mówiła że klient spadł jej w rakach na głowę. - Instruktor wspinania zabił się w czasie zjazdu ze skały, na której stawiałem pierwsze kroki. - Instruktorka, z kursu skałkowego, zgineła kilka lat później w Tatrach na łatwej drodze. - Znajomy doświadczony wspinacz w czasie lajtowego wspinu dostał kamieniem w wątrobę - śmierć na miejscu. - Inny kolega spadł w czasie solowej wspinaczki w Tatrach, na szczeście "tylko" miesiąc w szpitalu - koleżanka wpadła do szczeliny i się połamała - znajomy z wyjazdu na Blanca wraz z dwoma innymi ziomkami zginęli na Matternhornie. To są tylko przypadki, które znałem osobiście i to raczej ich wycinek Jest jeszcze masa wypadków, gdzie ktoś podobnie jak je miał fart i nic sobie nie zrobił. Każdy ma coś do opowiedzenia. Zresztą ja tego farta miałem kilkakrotnie. Oprócz upadku na Leninie, spadałem również w okolicach Rettenbacha, a także fiknąłem kozła w dół stoku schodząc z Aiugille de Gouter. Kilka razy zdarzylo mi się również minać z dużym rozpędzonym kamieniem, czy też wpaść jedną nogą do szczeliny. 3. Można chodzić po Beskidach, ale to dość nudne. Osobiście wolę chodzić na wycieczki z buta. Takie lajtowe skitury nie dają frajdy z jazdy a i tak trzeba się męczyć ze sprzętem na podejściu. W PL ścieżki są zwykle ubite więc przedzieranie się przez zaspy to rzadkość.1 punkt
-
Nie zjeżdżałem. Byłem zarówno na Blancu jaki i Elbrusie, ale tylko z buta. Na Blanca zresztą wszedłem dopiero za 3 podejściem. 2 wyjazdy skończyły się w Vallocie.1 punkt
-
Przecież pisałem, że nie ma jak zgrany zespół, więc mam i dobre doświadczenia. Działałem tak i owak. Wiesz podstawowa niby zasada wychodzimy razem, wracamy razem, nie rozdzielamy się, nawet ta zasada nie jest stosowana, czasem niby za pozornym porozumieniem wszystkich stron... z rożnym poziomem akceptacji i to z ego jest kłopot jak słusznie zauważyłeś ew nadmierną ambicją.1 punkt
-
1 punkt
-
Cze Ja raczej stadny jestem, i nie wyobrażam sobie takich marszrut solo, a z moim zerowym doświadczeniem tym bardziej. Ale kto co lubi. W grupie 1). raźniej, jest tez pewnego rodzaju motywacja 2). zawsze można pogadać, 3). bezpieczniej, 4). co 2 głowy to nie 1. Fakt - trzeba się dogadywać i iść na pewne kompromisy. pozdrawiam1 punkt
-
Współczuję Ci, jeśli nie masz żadnych dobrych doświadczeń z grupą w górach. Zwykle to jest tak że osoba, która krytykuje działania w grupie, sama jest jej największym problemem. Oczywiście grupa to jest kompromis, i ego musi zejść na dalszy plan.1 punkt
-
Cze Taki zegarek, to super sprawa na piesze wycieczki, na rowerze też chyba można zastosować. No niestety już wzrok nie ten. Okularów używam tylko do czytania i to od niedawna. Notorycznie ich zapominam. Póki co to nie wyobrażam sobie funkcjonowania codziennego w okularach, ale wszystko przede mną pozdrawiam1 punkt
-
1 punkt
-
Ad.1. Podtrzymuję. To nie jest dyskredytowanie forum. W świecie wirtualnym ludzie wyolbrzymiają swoje dokonania i umiejętności, wiem to dość dobrze na przykładzie kilku ludzi. Na forum pewnych pytań publicznie się nie zadaje. Rozmowa bezpośrednia z kimś doświadczonym, niepubliczna, to jest zupełnie coś innego, niż forum czy FB. Generalnie odradzam wyciąganie wniosków na podstawie świata wirtualnego. Ad.2. Podtrzymuję swoje zdanie. Im człowiek więcej umie i ma większe doświadczenie, tym lepiej. Ogromnie dużo daje zespół, który potrafi dyskutować w górach. Suma doświadczeń zespołu i suma analiz jest większa niż jednej osoby. Ad.3. Jedna zgoda 🙂1 punkt
-
Ewentualnie wersja "peronowa" na szyję, też już niestety tak mam pozdro1 punkt
-
Bardzo fajnie wygląda - obyś był zadowolony bo to nietani gadżet. Sam bym pewnie nie kupił bo ślepy jestem i niewiele na zagarku widzę - nosze iwacha jakiegoś w góry ale to bardziej żeby synowi przykro nie było bo dostałem od niego pod choinkę. Reszta na telefonie który nosze w "pancernej" obudowie.1 punkt
-
Ojj wierzyć się nie chce,oj lawirujesz troszeczkę😉 że taki tylko szybki autostradowy MAREK jesteś 😜 polecam gokarty na dobrej hali-np szumiego koło Kolonii lub co więcej quatrro lekką wyścigówką lub jak ,piter” pozwola wielkim quatrrokoniem po leśno-polnej drodze oj jest zajawka 🤣 Ja ,osobiście Was panowie podziwiam,zresztą za cel swojej przygody narciarskiej obrałem,że do 50 lub na 50tkę wejdę na MB i jak Ten u Góry da,to zjadę i spokojnie pod nosem sobie powiem-jedzieć to chyba potrafię 🤦♂️, 6 wiosen lub bardziej zim mi zostało 🤞🙏 Dobrego weekendu 👌1 punkt
-
Chodzisz po górach? Ja zadam pytanie, po co chodzić w góry bez nart Ekstremalne zjazdy nie są dla każdego, trzeba przełamać barierę w głowie, Zachód Grońskiego nie jest przesadnie stromy, ale paraliżuje świadomość ekspozycji, bo po upadku lecisz na skały. ,,Ekstremalnie jest wtedy, gdy wskutek upadku możesz poważnie ucierpieć lub zginąć. To oczywiście zależy od warunków. Jeśli śnieg jest mocno zmrożony, nawet na mniej stromych stokach bywa ryzykownie. Zależy też od ekspozycji. Zjazd nie musi być przesadnie stromy – może mieć 45° nachylenia, ale gdy pod tobą jest 200-metrową ścianę, upadek oznacza śmierć." Miroslav Peťo1 punkt
-
Dlatego jeśli tak uważasz, to lepiej zostań na trasie. Dla reszty będzie więcej miejsca. 😁1 punkt
-
Strasznie to smutne ... Kondolencje dla Pani Justyny ... Podczas wspinaczki na Jungfrau zginął Kacper Tekieli. Kacper realizował ambitny projekt zdobycia wszystkich 82 czterotysięczników. Niestety wczoraj, 17 maja, spadł podczas zejścia wraz z lawiną (deską śnieżną) na północną stronę góry… Uśmiechnięty, uważny, emanujący spokojem i pozytywną energią, tytan treningu. Akceptował ryzyko – nie lubił gdy mówiło mu się „uważaj na siebie”… Fascynowały go wielkie postaci alpinizmu – Messner, Steck (może pomysł 82×4000 zakiełkował podczas wywiadu jaki przeprowadziliśmy z Uelim wspólnie z Kacprem w 2015 roku w Zakopanem), Loretan, Kurtyka, Profit… W spełnianiu pasji pomagała mu aktywnie Justyna Kowalczyk-Tekieli wraz z synkiem Hugiem. Sportem, wspinaniem, bieganiem, rowerami, biegówkami, nartami, planami nowych przygód żyli wspólnie codziennie… https://wspinanie.pl/2023/05/kacper-tekieli-zginal/0 punktów
-
0 punktów
-
To jest bardzo zły przykład, ponieważ jest zupełnie z innej kategorii: profesjonalnej. Tam jest kasa, sponsorzy, rekordy. My dyskutujemy tutaj o działalności na poziomie hobby.0 punktów
-
Jedno zdanie, a trzy różne wywody. Nie ogarniam takiej logiki. Polski trudny język ?0 punktów
-
Straszna informacja https://eurosport.tvn24.pl/hill-climbing/nie-zyje-kacper-tekieli-maz-justyny-kowalczyk_sto9611354/story.shtml "Nie żyje Kacper Tekieli Jak dowiedział się eurosport.pl, do tragedii doszło w szwajcarskich Alpach. Potwierdził to Jerzy Natkański, dyrektor Fundacji Wspierania Alpinizmu Polskiego im. Jerzego Kukuczki. - Zginął w lawinie, w czwartek odnaleziono jego ciało - mówi nam Natkański."0 punktów
-
Cześć No właśnie mamy inny pogląd na zjeżdżanie . Dla mnie to obskakiwanie i zsuwanie się aby jakoś pokonać przeszkody, pewnie trudne i raczej nie ma innego sposobu. Radość pewnie jest, że się dotarło w całości do mety bez szwanku, pokonania trasy - styl mało istotny. Męczennikiem oczywiście nie jest, ale też nie zjeżdża. Może końcówka. Co do Białki, to się zgadzam, chociaż też czasami tam bywam, ale rzekomo lepszy wróbel w garści niż kanarek na dachu. pozdrawiam0 punktów







