Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 22.11.2024 w Odpowiedzi
-
7 punktów
-
6 punktów
-
Całe to narciarstwo męczące jakieś jest. Wsiadasz na rower i jedziesz, ew dołożysz jakieś kółka po bokach co by się nie wypierdolić. A tu trzeba dojechać często w zimowych warunkach autem. Jak to przeżyjesz, a nie jedziesz sam przecież, więc ci inni to czasem skutecznie utrudniają, to potem cały ten sprzęt wypożyczyć, a tu buty jakieś z grzybicą, przemoczone, butki zbite, tam boli, tu uwiera. W końcu w mrozie i wietrze jak uda ci się ogarnąć jakiś orczyk co cię wciągnie mimo woli i pozycji leżącej na górę, chyba, że wolisz spaść z kanapy, być przejechanym przez osobę obok. Więc jak już przez te kolejki do kasy, do wypożyczalni, kolejki do kolejki się przebijesz, czy innego wyciągu i staniesz na górze, choć mgła, wiatr i pizdzi, stok o tej porze zmuldzony, zlodzony, to zaczynasz walczyć o przeżycie. A instruktor proponuje ci drogę miecza, co cię nie zabije to cię wzmocni. Narty dostajesz jak Victor najlepsze do nauki jak chcesz być level master. Więc leżysz co i rusz. Ktoś cię zaraz potrąci. Ktoś przejedzie na włos. Taki survival. Do dupy z tym całym narciarstwem. A miała być przyjemna rekreacja.5 punktów
-
4 punkty
-
Bo kiedyś dzieci same wychodziły po szkole na podwórko (mam na myśli relatywnie małe dzieci np. jeszcze w wieku przedszkolnym lub w początkach podstawówki) i zjeżdżały na sankach czy nartkach - ja byłam osobiście fanką plastikowych nartek mocowanych na paskach do butów Teraz dzieci same nie wyjdą na dwór, a rodzice są w pracy - zanim wrócą to ciemno. Za to na zajęcia "ekstra" po godzinach zawożą - widzę ile osób np.wozi dzieci na basen na naukę pływania albo na judo / piłkę / etc. Mam wrażenie że nam kiedyś podwórko to wszystko zapewniało za friko i te obecne czasy to jednak smutne są.4 punkty
-
4 punkty
-
4 punkty
-
3 punkty
-
3 punkty
-
My ćwiczyliśmy parkour. Choć nie wiedzieliśmy że ćwiczymy. Ale po dachach, po drzewach. Na budowach pływaliśmy na paletach. W sumie aż dziw że nic się nie stało. Ale faktycznie znikałem na całe popołudnia.3 punkty
-
3 punkty
-
U mnie w domu był w swoim czasie Touareq I 3.0TDI 225PS tiptronic i stałe 4x4 z reduktorem. To zacne auto szło po białym jak dzika świnia w kartofle. Miało wodoszczelność do 1m wysokości słupa wody. W górach, na wyjazdy narciarskie dawało radę podjechać do góry w sytuacji, gdzie inne 4x4 już się poddawały. Pakowne, pojemne. Zwierzę miało tylko jedną wadę: spalanie. Paliło w trasie powyżej 9/100, żeby zejść do "8" z przodu, trzeba było spokojnie jechać max 90 km/godz. W mieście wartości dwucyfrowe spalania ON. W trasie, przy zapiętym tempomacie na 160km/godz zwierzę wypiło średnio 14/100 gnojówki. Ale to był żarłok. Ale coś za coś.2 punkty
-
Dzisiaj był Mr. Hyde Było mokro, ślisko i zimno. Oraz wietrznie. Nastroje też dołujące - ożyły demony... Ale później już musiałem walczyć o byt, błoto dwa razy zablokowało mi kompletnie rower, do tego śnieg padał... Na końcu przy domu nie mogłem odczepić klucza z zapięcia tak mi zgrabiały ręce. W wannie też nie czułem jaka była woda. Ale ogólnie super dzionek. 60 km w takich warunkach liczy się x2.2 punkty
-
Ja się dziwię, że kolegę to jeszcze dziwi... Słowacy sami napisali, że są niezadowoleni ze Szczyrku. Ja im odpisałem, że jestem niezadowolony z nich. Ja już trzeci sezon (po 4-5 nadziei w Szczyrku) mam zamieniony ich Gopass na Wispass i z kolei JA JESTEM ZADOWOLONY!2 punkty
-
Tekst rewelacja, trafiłeś w punkt, ale... mnie dalej się to narciarstwo jednak podoba! Problemem współczesnego świata jest to, że coraz mniej jest ludzi z pasją. Zaczną to - nuda, zaczną tamto - nuda. Pęd do bycia najlepszym odszedł na rybki. Nie dotyczy to tylko narciarstwa: mnie zdziwiła awantura o boisko w Puławach (relacje TV). Otóż wyobraźcie sobie, że jest jakieś osiedle i jest boisko. No i ja sobie wyobrażam, że wszystkie dzieci z tych bloków grają na tym boisku. Tymczasem jest zupełnie inaczej: dzieci z bloków grają w fifę na plejstejszyn, a parę osób, co gra na boisku, przeszkadza rodzicom i dzieciom w blokach. Bo jest gra = jest... hałas. Więc jest sprawa sądowa o... zamknięcie boiska. Dodam do tego, że jakbym ja miał widok na boisko i grające dzieci, wówczas... byłbym wniebowzięty. Mam okno na park i kiedyś kląłem, bo między oknem i parkiem były drzewa i nie widziałem nieformalnego boiska, gdzie grałem w kolegami, ale grali też inni. Dziś mam już wycięte te drzewa, w tym to głównie zasłaniające widok na park i nieformalne boisko, tyle że... od mniej więcej 10-15 lat... nikt już tam nie gra. Nawet jak spadnie śnieg (jak dzisiaj) to dziwię się, bo w parku jest mała górka (kilka metrów spadu), ale dziś liczba ojców, co wyszli z dziećmi na sanki (przecież rarytas, w takiej Rudzie Śląskiej śnieg jest niecodziennie) jest liczona w kilku na... tydzień.2 punkty
-
2 punkty
-
2 punkty
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Wisła też pomału rusza Stok Stok-Wisła 5f8f1436-7ff2-4105-9546-66378e90b15a.mov1 punkt
-
Ja tam nie wiem czy ci wszyscy pasjonaci to całkiem zdrowi są. Idę na spacer. Śnieg spadł i w Łodzi. Tylko nart tu nie mam.1 punkt
-
Może wyciągnęli wnioski z zeszłego sezonu. Gdy było zimno w grudniu i styczbiu to liczyli na naturalny śnieg i oszczędzali, jak przyszedł luty to okazało się, że nawet w nocy jest na plusie i zamykali stacje w ferie.1 punkt
-
1 punkt
-
Jeździłem, to był mój pierwszy pełny sezon na nartach. Wtedy sądziłem, że tak wygląda zima w górach normalnie. Czekam od 2019r. na powtórkę takiej zimy1 punkt
-
Spadnie kolejne 1,5m i otworzą FIS w Szklarskiej, po raz pierwszy od 02.2019.1 punkt
-
Widzisz jedni czytają, a drugim to niepotrzebne. I co im Waść zrobisz??? Ja podziękuję grzecznie (czyli na tak).1 punkt
-
1 punkt
-
A dzisiaj w nocy podobno napadało 50cm na górze Karkonoszy. W KARKONOSZACH PÓŁ METRA ŚNIEGU ---- Zgodnie z naszą prognozą w Karkonoszach maksymalna pokrywa śnieżna osiągnęła i przekroczyła 50 cm, na południe od Łabskiego Szczytu oraz na Równi pod Śnieżką - tam 55 cm. W Górach Izerskich leży do 30-35 cm1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Cze W każdym sporcie tak jest. Ale uwaga w punkt. Problemem jest podejście adeptów, po części to wina nowoczesnego sprzętu, który daje „łatwość” rozpoczęcia przygody z nartami, ponieważ w początkowym okresie wykonują 75% roboty, same skręcają i niestety ośrodki stworzone na oślich łączkach, ale takie mamy góry, nic na to nie poradzimy. Zwykle początkujący po 2-3h godzinach z instruktorem kończą naukę, bo uważają, że już potrafią jeździć. pozdro1 punkt
-
Proponuję coś dodać w tekście (gwiazdkę), bo ta pani uwierzy!1 punkt
-
Ja mam wrażenie, że "narciarstwo nie nadąża za oczekiwaniami współczesności". Współczesny człowiek ma mało czasu i jeszcze mniej cierpliwości: chce po tygodniu, ba po 3 próbach, umieć jak zawodnik. Problem w tym, że na nartach tak się nie da. Stąd biorą się boomy na Orle Percie pierwszy raz w górach, na nurkowanie po godzinnym kursie, na inne tego typu aktywności. Natomiast nie ma takiego bata (poza jakimiś wyjątkami, bo te wyjątki są, słyszałem od kumpla o komandosie: robisz tak i tak i... pojechał, dziwnie, ale pojechał), który by na 3. dzień zjeżdżał sam z Kasprowego. Nauka na nartach to proces, dla "współczesności" - zbyt długi proces. Stąd też tracimy zainteresowanie na rzecz Orlej, bike parków i takie tam... PS. Ale z drugiej strony: jaka fajna i trudna sztuka! Może lepiej potrafić to, czego nie potrafią "wszyscy"?1 punkt
-
Ale to SG - to nie to samo co GS😉. Nawet chyba lepsze na początek. Dla tych najbardziej opornych tylko DH. pozdro1 punkt
-
1 punkt
-
Przygotowanie dziecków (dorosłych także) do przygody z narciarstwem ( i aktywnością ruchową w ogólności) to temat rzeka. Jeżeli młody człowiek (lat 😎 ma problem aby schylić się i zapiąć buta, przysiad jest abstrakcją a uniesienie jednej nogi kończy się upadkiem to czy kątowo czy inaczej na nartach postawić będzie ciężko ;). Między innymi dlatego umawiając się na zajęcia pierwszy raz mamy wszelakie deklaracje o jeździe, ilości dni w Alpach, przebytych czerwonych i czarnych tudzież pytania o flex, długośc nart i tak dalej mocno poza nawiasem. Jeszcze raz napiszę - proponowane przez SITN zmiany (pochodzące w pewnej mierze ze środowiska sportowego) aby koncentrować się na umiejętnościach a nie technikach (czyli budujemy równowagę, świadomość co się dzieje z nartami a co z naszym ciałem i jak z tego korzystać - tak w dużym uproszczeniu) zaczyna mi się podobać. M.1 punkt
-
Tak, to prawda! Mamy różne zdania, ale poziom tego forum jest merytoryczny!1 punkt
-
Egzaminuje SITN, PZN nic od dawna do tego .. a to też się zaczyna zmieniać i w ostatnim informatorze (jest w sieci) podkład pod wytyczne szkoleniowe zaczyna brzmieć ciekawie. Bode jak większośc zawodników miałby problem na technice - widać to na kursach PI gdy młodzi zawodnicy nagle muszą dostosować się w nie zawsze sensowny kanon techniki. A co do kątowych - są warte uwagi w budowaniu świadomości obciążenia, równowagi, ustawiania sylwetki .. można od zera do bohatera i korzystając z parametrów sprzętu okiełznać łąkę - tyle, że to na krótką metę. Kojarzenie kątowych z "chamską" jazdą pługiem na wprost sensu nie ma. Odnośnie narciarzy zaczynających zabawę w narciarstwo, tych młodziutkich i tych starszych, także z pewnymi wskazaniami na para- myślę, że wiem co piszę. Wypracowanie świadomości ruchu wyłącznie w oparciu o korzystanie z technik kątowych jest złudne. Pozdrawiam, M.1 punkt
-
Wspomniane Fischery RC4 Curv DTI w długości 164cm: Wydaje mi się że dobra propozycja i rozwojowa na dłuższy czas. Nikt nie pisze o promieniu 20m dla początkującej osoby. Jeśli długość > 160cm dziewczynę przeraża, to niech weźmie coś pod 160cm (158-159cm). Ja mając 165cm wzrostu uczyłam się na jakichś allroundach 157cm, potem dostałam coś > 160cm na próbę - okazało się że świetnie się jeździ (były to narty z wyższej półki), nikt mi nie powiedział (na szczęście?) że powinnam mieć narty -15-20cm od wzrostu więc nie zastanawiałam się nad tym.1 punkt
-
A mnie się wydaje że każde narty poniżej 160cm to będzie pułapka prowadząca do ślepego zaułka na długie lata. 155 cm to SL-ki ale takich Pani nie proponujemy póki co, bo przy 14 dniach na śniegu to -bez urazy- ledwo się ślizga (chyba że jest ukrytym talentem narciarskim), ja się ledwo ślizgałam przez parę ładnych sezonów żeby nie było że jestem złośliwa.1 punkt
-
Mazury - trochę mam mieszane uczucia. Z jednej strony mamy super MOR-y gdzie są toalety, kosze na śmieci a nawet gniazdka z prądem. Z drugiej stony asfaltujemy brzegi jezior i stawiamy dziwne bariery, ani to estetyczne, ani potrzebne, ani też bezpieczne. Wspomniany MOR. Uwaga są trochę poukrywane, trzeba zjechać z głównej trasy, brak oznaczeń w terenie tylko mapa elektroniczna do pobrania QR kodem. Mapka. Sporo asfaltowych odcinków, przedzielonych piachem. Bywa malowniczo. Tu trochę zjechane z tej trasy. Moje dzieciaki (młodzież) zadowolone. Czasem rower służył nam za stojak na ubrania podczas kąpieli. Są oczywiście wieże widokowe. Tu widok z góry. Pyszne jedzenie po drodze, pizza Nowe Guty - rewelacja. c.d.n.1 punkt
-
Takie coś w sprawie Karpacz Kopy znalazłem na FB, cytuję: "Popruszyło. Leży 5-10 cm ale na niezbyt (lub w ogóle) zmarzniętym gruncie. Naśnieżanie nie działa (KPN kopał koparką na potoku Łomnica i brudna woda uszkodziła pompy systemów naśnieżania). 😡☠️"0 punktów







