Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 26.03.2025 uwzględniając wszystkie działy
-
8 punktów
-
Dziś pierwszy raz spróbowałem alpejskiej jazdy wieczornej. Na Passo Tonale funkcjonuje ona od 20:30 do 23:00 na jednej trasie w wybrane dni tygodnia. Dla posiadaczy karnetów 3-dniowych lub dłuższych jest bezpłatna. Na stoku jeździło maksymalnie ok 30 osób. W porównaniu do frekwencji w ciągu dnia to całkiem sporo. Warunki fantastyczne, dość twardo. Świetna atrakcja, polecam.8 punktów
-
Sobota 22.03 - ostatni 10 dzień narciarski na wyjeździe. Na zakończenie Bormio. Pogoda miała być średnia i taka w zasadzie była, zmienna widoczność do południa, potem na 3 zjazdy wyszło słońce, później znowu zmiennie do końca dnia, ale pojeździło się dużo i do samego końca. Ostatni zjazd wyjazdu szczyt - miasteczko w bardzo miękkim i mokrym śniegu w dolnej części zjazdu. Ostatni zjazd wyjazdu8 punktów
-
7 punktów
-
7 punktów
-
Dziś nieci więcej chmur, ale za to bez momentów, w których widać było na 2-3 krzesełka do przodu. Ludzi mało, trasy trzymały do 12-13. Później im wyżej tym lepiej. My natomiast skierowaliśmy się niżej do Ponte di Legno. Tamtejsze trasy co prawda są położone niżej, ale prawie nikt tam nie jeździ, dlatego nawet o 15 warunki są niezłe. Typowa wiosna na nartach, jest tu pięknie Na kolejnych fragmentach zaczęły pojawiać się przetarcia. Ciekawe jak to bedzie postępować do piątku.6 punktów
-
Przez kilka lat kończyłem sezon narciarski w Polsce w Białce. Pamiętam ją tak. Zawsze była tam masa śniegu. Bywało tak. To co mnie jednak najbardziej zaskoczyło to ruchome kamienie, które to okazały się wędrującymi ropuchami 😉. Zapasy śniegu w depozytach nawet w kwietniu.5 punktów
-
W nocy symbolicznie przyprószyło śniegiem. Od rana piękna słoneczna pogoda zachęciła do rozpoczęcia jazdy na lodowcu Presena. Trasa jest podzielona na trzy odcinki. Pierwszy z samej góry opiera się na stromej czarnej ściance. Drugi odcinek to dwie trasy (takie bardziej nartostrady) na wypłaszczeniu polodowcowym. Natomiast trzecia część to stroma czarna trasa Paradiso, którą z poprzedniego roku zapamiętaliśmy jako niesamowicie trudną. Niewątpliwie wtedy przy oblodzeniu i widoczność od 10 do 100m warunki były trudne. Dziś przy słońcu warunki były idealne. Po stronie Ponte di Legno pojeździliśmy symbolicznie. Robiło się miękko, natomiast dzięki minimalnej frekwencji nie było muld. Na Passo Tonale wyżej warunki bardzo dobre, a na niżej położonych odcinkach trudniejszych tras sporo muld. Na plaskich odcinkach mokry śnieg znacznie hamował. Na godzinę nadciągnęła chmura ze śniegiem. Warunki potrafią się tu szybko zmienić.5 punktów
-
Dziś do południa znów na Presenie. Przyjemne warunki, na czarnej Paradiso wręcz idealnie. Nogi mocno pracowały. Na górze utrzymywał się również mróz. Później znów pojechaliśmy do Ponte di Legno i Temu. Nawet po 14 dało się tam znaleźć fragmenty tras niemal nieruszone od samego rana. Mimo wysokiej temperatury i mokrego śniegu można było porządnie pośmigać dzięki minimalnej frekwencji. Niestety na kolejnych odcinkach tras zaczęły się pojawiać przetarcia. No i znów wyszło ponad 8,5h jazdy.4 punkty
-
W tych porażkach jest niestety pewna powtarzalność. Moim zdaniem, jak zawodzą pewne założenia taktyczne, nie pojawiają się alternatywy. Nie pracuje głowa. Może zamiast zmieniać kolejnego trenera, powinna raczej poszukać nowego psychologa ? Jak myślicie na mączce się odbuduje czy jednak pogłębi swój kryzys niemocy ? p.s. Gratulacje dla Igi i Magdy za walkę w całym turnieju.4 punkty
-
Witam i dziękuję za Waszą cierpliwość. Dla mnie, to koniec bardzo udanego sezonu zimowego 2024/2025 roku. Ok. 750 km. przejechanych na nartach. Tak mało, bo ciągle uczę się Techniki Telemarku. To Technika doskonała. Dla tej Techniki, spokorniałem. Dała mi w "kość". Bardzo wiele elementów Techniki rozłożyłem na detale. Poćwiczyłem i są efekty. Poskładałem i mam doskonałe wykonanie, tych ćwiczeń. Upadałem wielokrotnie, zawsze analizując przyczyny. Tak radzę robić w każdej Technice jazdy na nartach. Dziękuję Wam, "nartującym" za ogromną pomoc w odtworzeniu starej, ale mojej Technice Telemarku. Tak dużo pytań, aż za dużo, zbyt wiele zdjęć i filmów...Po co? I tak będę doskonalił Technikę Telemark-u do mojej śmierci. Mam zamiar opanować Technikę Telemarku dwanaście lat po mojej śmierci. Co kozaki, wszyscy umrzemy, bez wyjątków. Dlatego jadę "ponartować" Telemarkiem. Czterdzieści cztery dni nartach, dla mnie, to dobry wynik. Mam pięćdziesiąt sześć życia lat i czuję się dobrze. Teraz rower i nartorolki. Dziękuję Wam wszystkim za całe dobro które od Was otrzymałem. To bardzo mi pomagało. Bardzo serdecznie i z całym sercem dla "nartującyych" pozdrawiam: Marcin Kasza, Stary Wariat jazdy Techniką Telemark-u. Do tego Upierdliwy, Stary, służący radą i pomocą zawsze. Dziękuję Wam za pomoc w mojej nauce "nartowania" Teraz rower i nartorolki, telemark na rowerze...........Dziękuję.4 punkty
-
Wyjazd powrotny w niedzielę o 8 rano, trasa standardowa: Livigno, tunel do Szwajcarii, Scuol, Innsbruck, kawałek przez Bawarię, Salzburg, Wiedeń, Bratysława, Nitra, Donovaly, Poprad, Mniszek nad Popradem, Nowy Sącz. We dwóch kierowców po 16 godzinach drogi byliśmy równo o północy w Sączu. W nocy przedwyjazdowej posypało, do Livigno droga niby odśnieżona, ale im wyżej tym miejscami była biała i śliska. Na Passo del Focagno całkiem biało. W Livigno około 0 st. w Szwajcarii juz +7 a w okolicach Innsbrucka +21 stopni... Tankowałem na sprawdzonych stacjach podczas poprzednich wyjazdów. Benzyna: Livigno Q8 koło Lago di Livigno 1,299 euro Thalgau Jet koło Salzburga 1,454 euro Fischamend Avanti koło lotniska we Wiedniu 1,456 euro Rano odstawiłem brata do Tirano na pociąg do Mediolanu Livigno Tyrol Patscherkofel koło Innsbrucka Dolina Zillertal Chiemsee w Bawarii Wał chmur burzowych nad Wiedniem, błyskało się co chwilę Podsumowując... Bardzo udany wyjazd, pogoda tym razem wyszła pół na pół, ale pojeździło sie dużo i mocno - tak jak lubię. Finalnie zmieniony skład na wyjazd, jechałem z kolegą z Polski i doleciał do nas mój brat na końcowe 7 dni jazdy. Wyszło 7x Bormio i 3x Santa Caterina. W San Colombano tym razem nie byliśmy, był pomysł wybrać się tam w te początkowe gorsze pogodowo dni ale było dosyć ciepło więc w niższych partiach był deszcz - więc bez sensu, lepiej było pojeździć w śniegu wyżej w Bormio. Moje statystyki wyjazdu: Przejechane na nartach w dół: 642,5 km, w pionie w dół 129 km. Średnia na dzień (2 dni słabej pogody wyraźnie zaniżają średnią) 64,25 km na nartach w dół i 12,9 km w pionie w dół. W tym 6 dni ponad 70 km zjazdów na dzień, nie było obijania się. Zawsze chętnie tam wrócę na narty, nie nudzi mi się region w ogóle. Świetne miejsca do mocnej jazdy. Także mam nadzieję do zobaczenia z Bormio w przyszłym sezonie. Przyszły sezon będzie tam wyglądał troche "inaczej" przez Igrzyska Olimpijskie i Paralimpijskie. Aktualnego sezonu jeszcze nie kończę bo mam plany na przełom kwietnia i maja.4 punkty
-
3 punkty
-
Na działające Sedlo na Łomnicy pewnie się w tym sezonie nie doczekamy... jakiś czas temu pisali że brakuje około metra śniegu... Szkoda, liczyłem na jednodniowy wypad w kwietniu tak jak robiłem to w latach 2022 i 2024. Pierwszy raz w historii ośrodka Sedlo nie ruszy nawet na dzień? Chyba tak... podobnie jak Goryczkowa na Kasprowym. Widok live z kamery3 punkty
-
3 punkty
-
A po nartach przechadzka po Bormio, ja za przewodnika bo brat ani kolega wcześniej tu nie byli. Fajny klimat historycznej części Bormio. Zawsze z chęcią tam pochodzę. Widać też już akcenty przyszłorocznych igrzysk. Galeria zwycięzców z minionych lat na Stelvio, w głębi budowa nowej okolicy mety z okazji igrzysk.3 punkty
-
Po wielu problemach udało się dotrzeć do Włoch na tydzień alpejskiej jazdy na nartach. W końcu to ponoć w marcu są najlepsze warunki. Dziś na Passo Tonale z rana przywitała nas niespodzianka w postaci słońca i kilkunastu cm świeżego mokrego śniegu. Słońce szybko zniknęło, ale śnieg pozostał. Na trasach Passo Tonale świeży śnieg przejechały z rana ratraki, z kolei po stronie Ponte di Legno śnieg pozostał nietknięty. Pozostało się w nim zanurzyć.2 punkty
-
Tylko jest jeden problem bo nie da się tak zjechać... po drodze jest pod górę, trzeba wjechać krótkim krzesłem na Colle Sup. Cime Bianche 2896m i dopiero jest zjazd do Valtournenche.2 punkty
-
Pierwsze 3 z rankingu wypadają (1 to kombinacja Szwajcaria + Włochy). Kolejne dwa miejsca bez tras przygotowywanych. Marmolada start trasy jest trochę niżej niż podają około 3210m a meta 1446m - daje to 1764m różnicy więc mniej, na Tonale nie zjedziesz z Preseny do najniższego punktu w Ponte di Legno tylko do krzesełka na 1309m. Bormio od lat reklamują że największa różnica, ale nie weryfikowałem tego co do metra.2 punkty
-
2 punkty
-
Cze W temacie - ale inny PŚ - niezgorszy. Mamy wyniki, ale nikt o nich nie wie - albo garstka. Gołaś i Walas z brązowym medalem Pucharu Świata ! Michał Gołaś i jego przewodnik Kacper Walas zakończyli slalom gigant na 3. miejscu podczas finału Pucharu Świata w paranarciarstwie alpejskim! Michał Gołaś i Kacper Walas ze srebrnym medalem Pucharu Świata! Michał Gołaś i jego przewodnik Kacper Walas ponownie pokazali swoją klasę i stanęli na podium finału Pucharu Świata w Veysonnaz! Tym razem polski duet sięgnął po srebrny medal w slalomie! Wspominam o tym, ponieważ 09.03.2025 będąc na Litwince, miałem okazję obserwować jak i nieskrywana przyjemność poznać i wspólnie pojeździć z osobami z "niepełnosprawnościami". W cudzysłowie - bo obserwując stoki życzyłbym sobie takich "niepełnosprawnych" narciarzy więcej. Miałem okazję poznać i zaprzyjaźnić się z chłopakami jeżdżącymi w parze. Andrzej i Tadek. Jest o nich wzmianka w bieżącym informatorze SiTN na str. 104. https://www.sitn.pl/dokumenty/736,informator-sitn-na-sezon-2024-2025.html Zaintrygowało mnie - (a miałem sporo czasu jeżdżąc sam - syn miał egzamin na PI od 9:00 - 16.00 - czyli do zamknięcia stacji) - dwóch narciarzy zapitalających jak wściekli po stoku - w odległości na "styk". Andrzej - przewodnik - wyglądający na normalnego, bardzo dobrze jeżdżącego narciarza oraz podążający za nim jak cień Tadek. Nie wiedziałem o co kaman, bo zmyliła mnie nieco, amputowana jedna z rąk u Tadzia. Po kiego grzyba tak blisko za nim ciśnie. Poznaliśmy się na krześle i Andrzej zaproponował, abym prowadził, bo moja linia jazdy jest gładka a skręty akuratne, no i dość szybko jeżdżę. Wykonaliśmy parę zjazdów razem. Na kanapie wyszło, że Tadziu oprócz braku ręki jest osoba niedowidzącą. Nic mu to nie przeszkadzało w jeździe. Kijek z gardą i ogień na tłoki. Chyba miał niesamowite czucie śniegu i terenu. Bo Andrzej nie szukał prostych rozwiązań, przejazd przez garb w skręcie, bez świadomości, że on istnieje wymaga nie lada umiejętności. Pierwsza moja jazda jako przewodnika, była nieco stresująca, bo musiałem cały czas pamiętać, że ciągnę za sobą rozpędzony ekspres. Dowiedziałem się wiele ciekawych rzeczy, jak się jeździ, ile czasu Tadek się uczył bezpiecznie upadać, bo to nieuniknione początkowo było, o ich nowatorskim sposobie komunikacji między sobą i byłem pełen podziwu - jak Tadek jedną ręką potrafi tyczki zbijać. Bo przewodnik niestety tego robić nie może. Generalnie fantastyczni ludzie i świetni narciarze - wszyscy którzy tam byli, chociaż był niewielki odsetek osób, zaczynających swoja narciarska przygodę. Wszyscy z nich przygotowywali się do MP. Z artykułu dowiedziałem się, że Andrzej też nie miał lekko. Na finał - Tadek zaproponował, abym ja został jego przewodnikiem, prawdę mówiąc - byłem mocno zestresowany. Kazał jechać ile fabryka dała. Tak było - niemniej jednak - okrzyki Tadzia "Go, Go, Go" oznaczały jedno - trza mocniej cisnąc a nie obcyndalać się na stoku. Taka przygoda. Z tego miejsca - pozdrawiam Ich serdecznie. Jestem pełen podziwu ich samozaparcia i umiejętności. Swego czasu święcili sukcesy na arenie międzynarodowej, Andrzej stwierdził, że się zestarzeli - jakoś tego nie zauważyłem. pozdrawiam2 punkty
-
2 punkty
-
Wczoraj przedostatni dzień jeżdżenia na wyjeździe, kierunek Santa Caterina. Cały dzień bardzo delikatne słońce zza chmur, czasem mocniejsze czasem słabsze, kontrast na stokach się zmieniał ale jazda bardzo fajna a warunki bardzo dobre, idealnie przygotowane trasy. Czarna pucharowa Deborah Compagnoni idealnie zrobiona i pusta, także gigantki miały gdzie gnać.2 punkty
-
byłem raz na zimowisku ale jeździliśmy PKS-em na narty do Bukowiny i Zakopanego bo wtedy w Białce jeszcze gór nie było1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
raczej jedna z największych https://www.skiresort.de/skigebiete/italien/sortiert-nach/hoehendifferenz/1 punkt
-
Raczej tak. Ale tras jest na tyle że nie trzeba jeździć ciągle po 2-3 tych samych. Układ ośrodka bardzo mi odpowiada, a rozpiętość wysokościowa (największa w Italii) daje super wrażenia z jazdy, a jak na wiosnę na dole już gorzej to na górze ciągle super.1 punkt
-
1 punkt
-
Paolo - jak zwykle świetna relacja. Szkoda, że pogoda nie była przez cały czas wymarzona. Ja na pewno tam w przyszłym sezonie pojadę ponownie. Dzięki za polecenie takiej zajebistej miejscówki. pozdro1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Dziś pierwszy dzień z kilku na Chopoku. Od rana miękko na stokach i częściowo mgliście. Większość tras czynna, niestety zamknęli czarną 7 na kilka dni przez zawody. Ludzi bardzo mało, szczególnie po południowej stronie, gondolki jeździły zupełnie puste. W jakiś dzień planujemy pojechać do Tatrzańskiej Łomnicy lub Szczyrbskie Pleso. Gdzie bardziej warto przy tej pogodzie?1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Rok temu przegrany (praktyczny brak warunków w lutym), w tym sezonie wygrany. Rozpoczął sezon na początku grudnia, nadal jeździ i to jeździ w maksymalnym wymiarze, jaki ma sens. Warunki narciarskie: cały sezon bardzo dobre, a pod koniec sezonu znakomite. Zieleniec stał się obok Białki stacją pierwszego wyboru na ferie. Ale w przeciwieństwie do Białki nie jest aż tak przeciążony, aby tam nie dało się normalnie jeździć. Niemniej system tras, szerokość tras i ilość tras przyciągnęły w tym sezonie klientów, a w okolicach Dusznik-Zdroju było w tym sezonie trudno o nocleg. Białka – wiadomo: pewny śnieg, pewne warunki, pewne... kolejki. A naprzeciwko Białki – Litwinka. Zapomniana mała stacja? Na pewno! W tym sezonie Litwinka ruszyła szybciej od Białki i zamknęła się przy znakomitych warunkach w marcu. Była stacją pierwszego wyboru dla wielu narciarzy, a ci co byli (potwierdzam z rozmów), byli z jazdy tam bardzo zadowoleni. Do tego dochodzi organizacja zawodów, znakomita szerokość trasy, szybki wyciąg i... te widoki... Ach te widoki... Informacja dodatkowa: na przyszły sezon ma być wyremontowana droga na parking dla narciarzy jeżdżących na Grapie Litwince. (...) Więcej: Wygrani i przegrani sezonu 2024/2025 | Twój instruktor Biznesowo to wygrała, jak co roku, Kotelnica. Karnety dość drogie a ludzi ogrom.1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Kolejny dzień w bormijskim raju. Prze genialne warunki dzisiaj, idealny zmrożony śnieg, niedużo ludzi. Fantastyczne trasy trzymały się cały dzień w dobrej kondycji. Pośmigane na gigantach ostro do samego końca. Szusy szczyt-miasteczko różnymi wariantami piękna sprawa. Bormio przy takiej pogodzie i warunkach to mistrzostwo świata. Czy już pisałem że uwielbiam to miejsce? Oj na pewno nie raz... Ale jak tu nie uwielbiać? Bormio per sempre!1 punkt
-
Wczoraj był kapitalny dzień w Bormio. Po świeżych opadach przyszło słońce, trasy ładnie przygotowane, na kilku było kilka centymetrów świeżego śniegu, na innych sztruks. Super przyjemna jazda, nawet trasa do miasteczka przymrożona po opadach deszczu w dolnej części, ładnie wszystko się trzymało. Ekstra dzień wykorzystany do końca. Kilka lawin zjechało po tych świeżych opadach. Nawet latał śmigłowiec i opuszczał ratownika na linie na jedno lawinisko. Ale chyba nikogo nie przysypało bo nie widziałem żeby szukali.1 punkt
-
Niedziela - Bormio. Rano w trójkę ruszyliśmy do Bormio. Warunki podobne jak w ostatnich dniach, znowu w okolicach 20 cm (im wyżej tym więcej) świeżego śniegu po nocy i sypało mocno cały dzień. W dolych partiach poniżej 1600m niestety deszcz... W górnych partiach powyżej 2700m wypogodziło się do słońca, niżej ograniczona widoczność. Pojeździliśmy do końca. Zjazd do miasteczka w mżawce. Jutro ma być już dosyć ładnie według prognoz. Team Head Kore Brat w puszku w górnej części Stelvio1 punkt
-
Serdecznie i z mordą moją, szpetną, uśmiechniętą witam, jak zawsze. Łikend w ON Nowa Osada w Wiśle. Wiem, jesteście zaskoczeni.` Sobota była dla mnie "innym" dniem, do końca nie rozumiem dlaczego. Stara konstrukcja Telemarkowa zwykle ruszała po rozgrzewce i dwóch zjazdach "wąchających" stok w celu sprawdzenia jego stanu i bezpieczeństwa. Tym razem tak nie było. Nie znalazłem przyczyny tego "sztywnego" zachowania mojego cielska. Zrobiłem tak. Spróbowałem ostrzej i z pełńą mocą wyciąć kawał stoku. Nic. Potem łagodnie, z pełnym czuciem krawędzi i lekkim ślizgiem, jak to "drzewiej" bywało. Jest dobrze. Więc gdzie jest problem?. Zastosowałem tzw. "pozdrowienie Elvisa Presleya". Jedziesz prawie w skos stoku ale ręce na wysokości twarzy kierujesz do dołu stoku. Kąt nart w stosunku do linii stoku jest nawet większy od dziewięćdziesięciu stopni. Kręgosłup oszalał i "puścił" przykurcz. Raz w prawo, raz lewo i tak ze trzy razy. Konstrukcja ruszyła do boju. Niby pierdoła ale wyjaśniona. W tym ćwiczeniu możecie rozwinąć bagatelizowany ześlizg nart, odpuszczanie krawędzi nart, które dla "carvingowców" jest upadkiem moralnym i zabiegiem wręcz zabronionym. Poczekajcie na lód i stromą ścianę... (Sam jeżdżę, ale z dużą już nudą "carvingiem"). Pan "ratrakowiec" zostawił w wielu miejscach pułapki dla jeżdżących ekstremalną krawędzią. Dziwne padanie Słońca zza chmur wykluczało dojrzenie jakichkolwiek muld. Zdziwionych było wielu... Niedziela odmieniła moje spojrzenie na dzień poprzedni. Rozgrzewka lekka i łatwa, bez trzasków kręgosłupa i jęku ścięgien. Pełny luz, wczoraj coś musiało zadziałać... "Wąchanie" stoku raz, dwa i pełny ogień w szopie. Bardzo ładnie mnie narty słuchały do pierwszego, drugiego i trzeciego upadku. Idę do przodu, próbuję nowych rzeczy to i upadam. Nowe uczy, nawet boleśnie ale nie wolno ugrzęznąć w tym co mamy opanowane. Praca, rozwój i wprowadzanie niuansów w techniki narciarskie to pole nie do obrobienia. Każdy ma swoje Kung-Fu, czyli prace i czas. Tradycyjna technika Telemarku to obciążenie nart 50/50 procent ciężaru na nartach. Jak chcesz "krawędzi" to niestety 70/30 i uważaj na nartę odstokową, tą z tyłu. Lubi "myszkować. Problem rozwiązałem skręcając kolano do kierunku jazdy. Czasami za dużo aż do styku kolana ze stokiem. To działa i daje piękną , rysowaną na śniegu krawędź narty odstokowej. Ciągle sprawdzam jazdę na jednej narcie dostokowej. Kapitalne ćwiczenie dla wszystkich. W prawo na prawej narcie, w lewo na lewej narcie. Spróbujcie... To da Wam informację o Waszym punkcie ciężkości, który dla wszystkich jest w innym miejscu. Dość nudnych dla Was spraw technicznych. Na krzesełku po raz, ileś tam setny opowiadam o genezie techniki Telemark-u. Dzieci, dorośli, starcy jak ja pytają. Cieszy mnie to, że są ciekawi i czekają na odpowiedź. Czasami nie wierzą, że technika Telemark-u ma dwieście lat i to z niej powstała obecna, miłościwie nam panująca Alpejska. Jestem dinozaurem, z zamiłowania i pasji do techniki Telemark-u i nic na to nie poradzę. Postaram się doprowadzić moja technikę Telemark-u do perfekcji. Wiem, zanudzam, ale bardzo serdecznie pozdrawiam pasjonatów "nartowania". Wariat jazdy techniką Telemark-u. Stary Upierdliwiec: Marcin Kasza Katowice.1 punkt
-
Witam wszystkich. Łikend w ON Nowa Osada w Wiśle ciekawy pod różnymi względami. Pogoda wspaniała, stok przygotowany, chęci były. Sobota spędzona leniwie, bez emocji i chęci destruktywnego zniszczenia "sztruksu" na trasach. Tajemnice techniki Telemark-u odkrywam pracowicie. Znowu jestem dużo bliżej lub dużo dalej... Tylko ciężka praca i zrozumienie zmian może mi, osobiście przynosić efekty. Potrafię to opisać ale jeszcze o tym nie wiem, więc i tak nudząc, nie próbuje wyjaśniać. Telemark daje możliwość doskonałego znalezienia balansu i "czucia" równowagi swojego ciała i ich zmian...Jestem starym upierdliwcem, nie zapominajcie. Każda technika narciarska wymaga zrozumienia, możliwości zmiany elementów jej użycia w każdej chwili. Brak czasu na analizę sytuacji niespodziewanej na stoku, wykona za nas mózg i to czego się nauczyliśmy oraz psychomotoryka sama zadziała. Gorzej będzie, jak nie znamy podwalin techniki narciarskiej... Nie można "carvingować" jak się nie zna "krystiani płużnej", "pizza", ... Tak, to na tym elemencie nauki i etapie nauczania sprawia, że niezbędny jest Instruktor narciarstwa. Pisałem, że nie napiszę? Tylko praca i czas przynosi efekty. Niedziela, kolejny luz na stokach i możliwość bawienia się w "narciarstwo". Towarzysz, wariat automatyk na szczęście nigdy nie łączy roboty z pracą nad doskonaleniem umiejętności "nartowania". W robocie w której nie można radośnie walnąć twarzą o stok pokryty śniegiem należy przeciwdziałać z każdą mocą i robić wszystko aby tego doświadczyć. I to czyni to z wielką radością. Postępy jego "nartowania" są ogromne, chciał, ćwiczył, to ma efekty. "Ukochany" "carving" je mu z ręki, choć czasami gryzie, ale to do dopracowania. (Jak by tak sam napisał, to z młodą żoną już nie mieszka...) No cóż, aliquid aliquid... No i cóż, koniec wyciągów, czas jeszcze na foki i po resztkach śniegu śmigać... "Łikend" spędzę w ON Nowa Osada w Wiśle. Potem "foki" i po trasach niestety. Zanudziłem, ale jestem Wariatem jazdy Techniką Telemark-u, wybaczcie. Serdecznie pozdrawiam.1 punkt
-
Witam wszystkie "nartujące" i wszystkich "nartujących". Bez zmian w "repertuarze" kolejne dwa dni spędzone w ON Nowa Osada w Wiśle. Sobota to pracowicie i miło spędzony dzień na doskonaleniu techniki Telemark-u ale i zabawa w "nartowanie". Stok przygotowany dobrze, przetarcia zabezpieczone właściwie. Brak kolejek do wyciągu, jazda na bieżąco. Niedziele była dniem, zgoła odmiennym od soboty... Dośnieżany stok, ratrak i wszystko wydawało się piękne, niestety nie było tak "pięknie". Pierwszy zjazd i "sztruks" okazał się być zrobionym z cukru. Podłoże całkowicie niezwiązane, sypkie, ciężkie i toporne w jeździe. Dla "Carvingu" koszmar i walka o przetrwanie. Narty podczas dociążania zapadały się, z godziny na godzinę w coraz to większe usypy. Sporo upadków, których również nie uniknąłem ale to akurat się czasami przydaje. Jedna z moich nart, widocznie zmęczona postanowiła po jednym z upadków odpocząć w lesie...zbieg został schwytany w plątaninie korzeni i przytwierdzony tam, gdzie jego miejsce. Usypy przy wyciągu wyciągały siłę z mięśni nawet bardzo doświadczonych "nartujących". Elementy techniki aby były poprawnie zastosowane pochłaniały ogromne pokłady energii i tak naprawdę nie było uciechy z jazdy. Usłyszałem komplement który mnie bardzo ucieszył i tak naprawdę czekałem żeby kiedyś takiego określenia "doświadczyć". Pewna "nartująca", z irytacją, niedowierzaniem, strachem, podziwem, zachwytem, oburzeniem, pogardą (niepotrzebne skreślić) powiedziała do mnie : "Pan jest szalony". Oczywiście z ogromna radością i dumą potwierdziłem, że mówi prawdę. Nie truję dłużej (dzisiaj) i łączę szczere pozdrowienia: Wariat techniki Telemark-u, patrzący z nadzieją na poprawę warunków Stary Upierdliwiec.1 punkt







