Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Wujot

Użytkownik forum
  • Liczba zawartości

    2 888
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    127

Zawartość dodana przez Wujot

  1. Tak mi się skojarzył stary dowcip. Przedział kolejowy, dwóch panów się przedstawia się; - Paliwko - Żwirko Ten ostatni uśmiecha się i wypala - Paliwko, Paliwko skocz se po piwko Paliwko myśli, myśli, jeszcze myśli. I - Żwirko, ty ch...u
  2. Ale przecież się dopasowujesz do tych krótkich porannych warunków! A ja dopasowywałbym się do jazdy całodziennej. Ale w Alpach a nie Polsce.
  3. Pomijając, że sstar ma rację, że zawsze znajdzie się ktoś z większym siusiakiem co stwierdzi, że wśród PI nikt nie potrafi skoczyć małego klifu albo zjechać żlebu długim skrętem na trzy, to kluczowe jest pytanie czy jest specjalny sens pchać się w teren >40 stopni. Po pierwsze jak dobrze wiesz bardzo często niesie on zagrożenie lawinowe, szczególnie, że jeździ się prawie zawsze formacjami wklęsłymi. Po drugie przy takich stromiznach często trudno mówić o przyjemności jazdy, płynności i radości. czasem to jest po prostu walka na najbardziej napiętej uwadze (jak te filmiki z Kotłów). Oczywiście są endorfiny jak człowiek znajdzie się cały na dole. Nie mniej jednak jazda robi się fajna po pokonaniu górnego najtrudniejszego odcinka. Byłoby oczywiście inaczej gdyby jechało się w pół metrze puchu ale przy tym nachyleniu to pewnie 4 wyjdzie. Pozostaje krótkie "okno" pogodowe na wiosennych śniegach i to jest rzeczywiście fajna jazda. Do momentu jak się zjedzie 300-400 m verticalu i trafi na totalną breję niżej. Reasumując stok powyżej 35 stopni to jest jednak realne zagrożenie. Pytanie, na które każdy sobie odpowie: - czy warto tam się jakoś specjalnie pchać? Szczególnie, że można zrobić kapitalne zjazdy na mniejszym nachyleniu.
  4. jeszcze dodam Oddzielną kwestią są sprawy geometrii i sztywności. Jest sporo nart o odmiennej budowie (na przykład szerokim prosto ciętym tyle, albo zaokrąglonym czy w ogóle twin tipy, przypomnę też "kultowe" BBR z szerokim przodem i wąskim tyłem. Każda z nich w określonych warunkach była ciekawa, a nawet bezkonkurencyjna, i warta poznania. A już relacja między sztywnością części pod butem a charakterystyką gięcia dziobu dla mnie jest najważniejszym parametrem wytrzymałościowym (a to w funkcji wagi). Bo w tych rozważaniach w ogóle pomijacie wagę narciarza. Masz wyczucie inżynierskie i jeśli belka jaką jest narta reaguje optymalnie przy ciężarze x to przy 2x tak nie będzie. A te polecane modele dostępne w normalnym obiegu nie są indywidualizowane. Dla mnie najciekawsze były adaptacje na różnych nartach, w różnych warunkach. Jeździłem na narcie 72 mm w puchu po kolana (a kumple na 110) albo na odwrót na boisku. Myślę, że to mnie nauczyło więcej niż katowanie jednego modelu. Ale oczywiście ktoś może woleć tę samą piosenkę. Ja akurat meloman jestem. Chcę przez to powiedzieć, że są różne drogi. Także te prowadzące przez różnorodność i eksperyment.
  5. Widzisz tylko ten przygotowany stok może mieć bardzo różne stany. W tym i wysokie po kolana odsypy kaszowatego charakteru. Albo stok cieknący przy wysokich temperaturach. Akurat w takich okolicznościach narta szersza i bardziej miękka da dużo większą frajdę. Podobnie ciekawie się robi po mocnym opadzie najlepiej jeszcze na zmuldzonym stoku gdy nie widać rzeźby terenu i jeszcze po godzinie od ruszenia wyciągów. Miękka narta, idąca płytko, jest wtedy największym przyjacielem narciarza.
  6. To zależy gdzie. Powiedzmy, że na takim Gran Zebru nie widziałem słabo ani słabiej jeżdżących. W ogóle w Alpach gdzieś trochę dalej i wyżej to większość prezentuje naprawdę dobry poziom i to zarówno podejścia jak i zjazdu. Choć jest troszkę ludzi co kochają góry a nie mieli okazji nauczyć się sprawnie jeździć. Ale pozostałe aspekty mają dobrze opanowane. Natomiast zupełnie innym zjawiskiem jest resort touring i tu faktycznie umiejętności zjazdowe są czasem malutkie a i obycie takoż. Tego ośrodkowego łażenia jest dużo, na szczęście ci ludzie nie wychodzą nigdzie dalej.
  7. Dla mnie narty to środek do znalezienia się w pięknych okolicznościach. Im dalej od ludzi, im wyżej, im więcej nieskażonej przestrzeni tym lepiej. ON były niezbędne aby opanować jazdę terenową w wystarczającym zakresie. Przy odpowiednim zaparciu można tam sporo się nauczyć, szczególnie gdy warunki są trudniejsze. Bo to co można spotkać później w trochę wyższych górach, gdzie operują silniejsze wiatry, to jest zupełnie inna liga. W każdym razie cyzelowanie bioderek i rywalizacja na boiskowym podwórku, przypomina mi sytuację miejskiego skwerku z bieżnią i ławeczkami, z jego hałasem, tłokiem i sztucznością, w sytuacji gdzie obok są nieskażone piękne rozległe góry. Ale jeśli ganianie w kółko na tym skwerku, z poszukiwaniem niedoścignionego ideału narty sportowej jest tym co Ci sprawia radość to... żyję tą Twoją radością! Zrozumieć nie potrafię, ale akceptuję.
  8. Masz taką a nie inną wizję narciarstwa. Moja jest na przykład 100% odwrotna. I nie chodzi mi tu o skitury i skialp. Bo w każdym ON potrafię znaleźć prawie nieograniczone możliwości freeridowe (czasem z 15 min podejściem) i dlatego te wychwalane narty sportowe uważam za zbędne graty.
  9. Nie wiem jak wersja v-Werks ewoluowała w czasie ale jeździłem na pierwszym modelu sprzedawanym za jakieś kosmiczne pieniądze. I była to zdecydowanie najgorsza narta jaką miałem na nogach. Fatalnie tłumiąca drgania i w związku z tym niepewna w jeździe. W dłuższym użytkowaniu okazała się jeszcze gorsza, kolegom co je nieopatrznie kupili po prostu się rozsypała. Z rdzenia powypadały jakieś plastiki i pianki.
  10. Ale tu chodzi chyba o ruch w drugą stronę
  11. Zapamiętam tę przepowiednię, poczekam te trzy lata na jej weryfikację. Na razie FB jako narzędzie całkiem dobrze się sprawdza.
  12. Już tam się miga nie czepiaj!
  13. Czyli SO górą. Ciekawe czy historyczne wyniki też są??? Widać, że na tym forum ubyło autorów i ruchu związanego z "normalnymi" narciarzami. Nieźle trzyma się za to sekcja skiturowa. Dlatego zresztą tutaj zaglądam Na SF mocny jest wątek instruktorsko-szkoleniowy gdzie jest kilku pasjonatów. Sekcja światopoglądowa też dycha. Ale ogólnie wszystkie 3 fora to szorowanie coraz niżej. Po prostu nikt nie uzupełnia ubytków.
  14. Dwa razy były to grupy 8-9 osobowe. Reszta 4-5 (optymalne wypełnienie auta )
  15. Mamy zupełnie inne doświadczenia grupowe. Na przykład kolegę co zostanie z kimś odstającym bo widzi, że coś jest nie w porządku. Albo pomoże przy zaciętym wiązaniu (tu długa walka). Albo wspólna naprawa sprzętu. To także kubek herbaty z imbirem podany w odpowiednim momencie. Przepatrzona droga i założona asekuracja. Przecierany szlak w świeżym śniegu gdzie pierwszy walczy ciężko, drugi wyraźnie mniej a trzeci ma lajt. Wypracowywanie grupowych decyzji. To pomysły na przejście czegoś czy założona linia do zjazdu. Wreszcie wspólne spędzanie czasu wolnego. Kucharzenie. Wymiana doświadczeń. Na taką ekipę pracuje się latami, czasem "testując" ochotników na "przypadkowych" wyjazdach. Ucząc się też samemu co to znaczy grupa. Z całą odpowiedzialnością napiszę, że nie zrobiłbym żadnego z moich pięknych tematów skiturowych gdyby nie ekipy z którymi miałem zaszczyt jeździć. Razem zrobiliśmy parę trawersów w Alpach, razem gnieździliśmy się na maleńkim jachcie w Norwegii czy w absurdalnie małym namiocie w Czarnohorze (za to w wietrze co urywał głowę). Każdy za każdego skłonny był dać tę głowę, a przynajmniej każdy zwracał uwagę na innych bardziej jak na siebie.
  16. Dopowiadasz sobie coś co nie miało miejsca. Za to miało miejsce optymalne wykorzystanie miejsc w autach. Ekologia zamiast samotnictwa.
  17. No tak ale jeśli na forum docierasz do 100 ludzi i z nich 10% jest wartościowych a na SM docierasz do 10 K i z nich jest 1% cennych to łatwo policzyć co się bardziej "opłaci". Koniec końców jak już robisz jakiś kontent to chciałbyś aby to ktoś przeczytał. Ale nie mam zamiaru sekować forów. Super, że istnieją. Sam jestem przykładem kogoś kto dość długo opierał się FB. Do momentu jak zrozumiałem jak tego używać.
  18. Tempa były różne i tłumu nie było. Ale jak KTOŚ lubi być sam to nie musi robić anonsu na FB.
  19. Do którego zdania jest pytanie?
  20. Z atmosferą masz rację. Ale w kwestii wylecenia z grupy to nic się nie zmieniło. Jeden ruch i użytkownika nie ma. My bezwzględnie usuwamy toksycznych lub komercyjnych użytkowników. Albo wstawiamy im zatwierdzanie postów. Także ukrywanie głupich komentarzy - jedno kliknięcie i go nie ma. Z punktu widzenia administratora, który nie chce się zbyt długo zajmować moderacją to bardzo wygodne. Genialnym narzędziem są grupy zamknięte, tam są normalne dyskusje, przesyłanie materiałów. Wielkim plusem są załączniki, które mogą być w różnym formacie. Na forum nie prześlesz gpx czy pdf.
  21. Jak najbardziej. Fora pozwalają też chyba dokładniej poznać innych. Ale grupy na FB także pozwalają na nawiązywanie kontaktów, a większa skala bardzo to ułatwia. Na przykład hasło typu "startujemy jutro z Kletna na Śnieżnik" owocuje wyjazdem trzech pełnych samochodów. Tutaj byłoby to nierealne. Czyli ten aspekt "przejścia do realu" także jest tam mocniejszy... Z jakiegoś powodu FB & co pozamiatały ten rynek.
  22. Główną wartością mapy.cz jest dobre rozwinięcie/uzupełnienie mapy OSM na której działają WSZYSTKIE istotne aplikacje nawigacyjne. Podkład topo jest zauważalnie lepszy od innych. Teraz w kwestii funkcji to mam wrażenie, że to jest kolejne kopiowanie Locusa. Cieniowanie stoków w tym ostatnim jest od wielu lat. Plus milion innych funkcji, których mapy.cz nie mają. Nie mniej jednak projekt mapy.cz jest bardzo ładnie rozwijany a łatwe używanie na komputerze i smartfonie to wielki plus.
  23. Dodałbym jeszcze, że SM jednak zasadniczo zmieniły reguły gry. Pod wieloma względami są znacznie wygodniejsze i i lepiej trafiają w przeciętnego użytkownika. A ponieważ ilość czasu jaką można spędzić przed ekranem jest ograniczona to siłą rzeczy fora straciły ruch. Także dla userów generujących ciekawy kontent SM będą o niebo atrakcyjniejsze. Tutaj naszą relację obejrzy 50 osób a na FB -10 000. Oczywiście jakości interakcji nie sposób porównać ale per saldo te nowe kanały mają więcej plusów.
  24. Zresztą konstrukcyjnie też zrobili (ATK) niesamowitą robotę np rozwiązania spacerów, lekkie skistopy, bezsprężynowe przody, jakieś mechanizmy absorpcji skoków.
  25. Wydaje mi się, ze pierwsze wiązania pinowe Dynafita to były Low Tech . Zresztą długo używało się tego określenia (na podobnej zasadzie jak "adidasy"). Określenie TLT Vertical było z 2006. To były moje drugie wiązania. Pierwsze to były Dynafit TLT Speed. Tu nie jestem pewien czy miały określenie TLT. Dynafit ostro przespał moment gdy tracili ochronę patentową. Konkurencja (ATK, Marker, Fritschi, G3) pokazała stado ciekawych konstrukcji często lepszych od pierwowzoru. A Dynafit jakieś kompletne porażki typu beast albo nowe radicale. Dlatego teraz niezbyt cenię wiązania Dynafita bo nawet te ich lżejsze wydają się gorsze od konkurencji. Wymiata tu ATK bo dobrze opanowali odkuwanie stopów lekkich co bardzo widać na wadze.
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...