-
Liczba zawartości
2 774 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
131
Zawartość dodana przez tanova
-
Czy sezon narciarski 21/22 będzie choć w małym stopniu normalny ?
tanova odpowiedział Arek1982 → na temat → Tematy narciarskie
Pewnie jakiś tam będzie, ale normalny to chyba jeszcze nie. -
Z taką perspektywą latanie samolotem po Europie w celach rekreacyjnych mija się z celem. Zobaczymy, jak faktycznie będzie funkcjonować podróżowanie własnym samochodem.
-
@Mitek - dziękuję za miłe słowa. Rzeczywiście rower daje trochę inną perspektywę i ogląd miejsc, które zna się z kajaka. Droga ze Starego Osieczna trochę mnie zaskoczyła stopniem uciążliwości, ale zaskoczenia - te pozytywne i negatywne są nieodzownym elementem wojaży, nieprawdaż? Również pozdrawiam
- 3 komentarze
-
- rower
- zachodniopomorskie
-
(i 2 więcej)
Oznaczone tagami:
-
W miniony weekend wybrałam się w "podróż za jeden uśmiech" doliną Drawy - kolejowo-rowerową: Zapraszam na bloga .
-
Niedziela: okolice Drawna - Krzyż Ciąg dalszy zaległej relacji z weekendowej "podróży za jeden uśmiech". Niedziela przywitała nas słoneczną pogodą - po śniadaniu wyruszyliśmy o 9.00 w dalszą trasę, mając w planach odcinek "parkowy", w granicach Drawieńskiego Parku Narodowego, i dalej do Krzyża Wlkp., gdzie Drawa uchodzi do Noteci. Najpierw cofnęliśmy się kilka km do Drawna, aby zacząć na moście między jeziorami Grażyna i Adamowo. Spokojnie o tej porze w miasteczku, choć już niektórzy kajakarze szykowali się do spływu - to pierwszy weekend, kiedy skończył się okres ochronny na Drawie. Asfaltem jedziemy w stronę pola biwakowego Drawnik - po przepłynięciu przez jeziora i kilku upalnych dniach rzeka ma kolor zupy szczawiowej. Od tego miejsca żegnamy się z gładkimi drogami - najbliższe kilkadziesiąt kilometrów przyjdzie nam spędzić na leśnych duktach, starych brukowanych drogach i pieszych szlakach. Od Drawna kierujemy się za znakami czerwonymi szlaku pieszego im. Stefana Czarnieckiego – zachodnim brzegiem Drawy. Szlak pieszy prawie w całości pokrywa się z przebiegiem czerwonej, a następnie zielonej pętli rowerowej wytyczonej przez DPN, ale w kilku miejscach prowadzi skarpą bliżej rzeki, w bardzo spektakularnych miejscach. W Barnimiu: Fragment dawnej Drogi Solnej, którą poprowadzono szlak im. Czarnieckiego. W średniowieczu wożono tędy sól z Kołobrzegu do Wielkopolski, a w XVII w. przemierzyły go wojska polskie w pogoni za Szwedami. Teraz z rzadka telepią się tędy tylko transporty z kajakami, a tak, to raczej jest pusto. Za cmentarzem w Barnimiu zaczyna się odcinek, który najbardziej lubię - ścieżka koroną wysokiej skarpy nad Drawą, przez bukowy las. W Zatomiu: Szlak w granicach parku jest bardzo dobrze oznakowany. Wydrzy Głaz: Na moście w Moczelach I brukowana droga przez wioskę - na odcinku kilkuset metrów te "kocie łby" są tak potwornie wyboiste, że mam wrażenie, iż zaraz posypie mi się kręgosłup. Na pobliskim biwaku Pstrąg zatrzymujemy się - zdecydowanie czuję, że po pięciu godzinach od śniadania muszę uzupełnić kalorie. Niestety obok jakaś grupa hałaśliwej i wulgarnej hołoty na kajakach dochodzi do siebie po nocnej libacji. Skracamy postój do minimum. Jesteśmy niedaleko Głuska, do którego jeszcze bodajże dwa lata temu przeprawialiśmy się ostrożnie czerwonym szlakiem pieszym przez stary, drewniany most. Był on już wtedy wyłączony z eksploatacji i mocno nadpróchniały. Po ostatniej zimie zostało z niego ... tyle. Teraz objazd szlaku czerwonego prowadzi szlakiem rowerowym. Jest stąd ok. 4 km do Starego Osieczna, do którego dojechać można asfaltem lub szlakiem pieszym (odbija w prawo za mostem na Drawie). Wariant szlakiem prowadzi do ujścia Płocicznej do Drawy. Jest bardzo malowniczy, ale trudny (kawałek stromego trawersu przez las). Na moście na Płocicznej: Płociczna tuż przed ujściem do Drawy: I jeden z niewielu nie-leśnych widoków na trasie: Przecinamy DK nr 22 w Starym Osiecznie. Oprócz agroturystyki z domowymi obiadami w Zatomiu to chyba jedyne miejsce, gdzie jest punkt gastronomiczny. Nie zdążyliśmy jeszcze zgłodnieć po naszych kanapkach, ale zatrzymujemy się na zimne piwko i lody. Przy knajpce kręci się pieseł-rezydent. Pan z sąsiedniego stolika mięknie pod wpływem tego wzroku i szczodrze dzieli się apetycznym, grillowanym schabem. Od Starego Osieczna do Przeborowa wytyczono czarny szlak rowerowy, którego przebieg pokrywa się z długodystansowym czerwonym szlakiem im. Czarnieckiego. Oznakowanie na tym odcinku jest fatalne, znaków czerwonych prawie nie ma, znaki czarne (rowerowe) bywają rzadko. Dobrze, że udało mi się reanimować mapę GPS. W porównaniu do odcinka parkowego ten fragment jest zdecydowanie bardziej uciążliwy a mniej atrakcyjny (jazda w piachu po lasach gospodarczych), jednak i tu trafiają się ładne miejsca - kilka zjazdów nad rzekę czy ślady bytności dawnych mieszkańców tych terenów. Można też chyba przejechać leśną drogą drugim brzegiem rzeki - szlaku nie ma, ale gdzieś w internecie widać zdjęcia dość szerokiej drogi, z tym że z "tarką" po ciężkim sprzęcie. Sama nie wiem, która droga lepsza, ale chyba niekoniecznie chce mi się sprawdzać ponownie ten odcinek. Mniej więcej w połowie dystansu szlak oddala się od Drawy do mostu na Mierzęckiej Strudze w Łęczynie. Jest tu ładne pole biwakowe i tablica z opisem szlaku kajakowego, którego nie znamy. Dalsze kilometry to masakra - piach, brak oznakowania i stada insektów obsiadających człowieka, gdy zatrzyma się choćby na moment. Zdjęć tutaj raczej więc nie robiłam, tylko jedno. Pod Przeborowem natrafiliśmy na ruiny umocnień Wału Pomorskiego (bunkry). W jednym miejscu zjechaliśmy też na skarpę nad malowniczym zakrętem rzeki: Od Przeborowa jakość drogi poprawia się - do Drawin jest nawet asfalt. Ostatni most na Drawie przejeżdżamy za Drawinami – trwają prace budowlane, również na pobliskim moście kolejowym. Podobno mają zastąpić tę konstrukcję trójprzęsłową jednym przęsłem. Szkoda, bo to ładny most. Można byłoby zakończyć wycieczkę na stacji kolejowej w Drawinach, ale pojechaliśmy jeszcze kilka km do Krzyża – gdzie Drawa uchodzi do Noteci. Ostatnie kilometry prowadzą drogą przez miejscowość Łokacz Wielki, wzdłuż linii kolejowej. Stąd można odbić jeszcze do osiedla Nowe Bielice, do ujścia. My jednak chcieliśmy zdążyć na przedostatni pociąg o 18.08, więc pojechaliśmy prosto na dworzec. W sam raz, żeby jeszcze coś zjeść na ciepło przed trzygodzinną podróżą do Szczecina. Dystans dzienny to niewiele ponad 68 km, ale zmęczyłam się chyba bardziej niż poprzedniego dnia na prawie dwukrotnie większym kilometrażu. Drawę polecam na rower - na dwa lub trzy dni, choć jest dużo jazdy terenowej. Mając trzy dni można na spokojnie pokręcić się drugiego dnia przy rzece w okolicach Prostyni, na co tym razem nie starczyło czasu i zapewne dobić do 200 km. Pozdrawiam serdecznie.
- 3 komentarze
-
- 4
-
-
- rower
- zachodniopomorskie
-
(i 2 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Podróż moruńka do 8 krajów w czasach pandemii.
tanova odpowiedział moruniek → na temat → Wypoczynek nad wodą
To podobnie jak w Szwajcarii ... (choć chyba na tym podobieństwa się kończą ) -
Niezaszczepieni zapewne będą "odpowiadali" za wzrost zachorowań, ciężkich przypadków i przeciążenie służby zdrowia. Za działania administracyjne odpowiadają rządzący i niestety nie mogę oprzeć się wrażeniu, że pandemię wykorzystano poniekąd aby przy okazji ograniczyć prawa i swobody obywatelskie. Nie jest to tylko polska specjalność - dostęp do opieki zdrowotnej i usług publicznych w Wielkiej Brytanii czy Hiszpanii też bardzo się pogorszył. W Niemczech też nie było i nie jest różowo - nauka zdalna była fikcją, o wiele gorzej to zorganizowano niż w Polsce.
-
Nie chcę, by jesienią znów poprzekształcali wszystkie szpitale w covidowe, bo jest masa ludzi, który powinni być leczeni na inne choroby i przez miesiące nie mieli dostępu do leczenia. Niech sobie zatem niezaszczepieni chorują jesienią w domu, na teleporadę, skoro uważają, że to tylko grypa. Nie chcę kolejnych semestrów nauki zdalnej. Wkurza mnie też, że pomimo ekstremalnie niskich wskaźników zachorowań wciąż pozamykane są urzędy, banki i inne instytucje i wszędzie trzeba się umawiać. Dla mnie to niedogodność, dla wielu starszych ludzi - bariera nie do pokonania. Wkurza mnie to gadanie, że szczepionki to eksperyment medyczny. To co, mieli czekać kilka lat na standardowe procedury badań klinicznych, czy jednak mając gotową technologię - wypracowaną przez lata do nieco innych zastosowań - dostosować ją do koronawirusa i dać ludziom? Pewnie, że można by lepiej zarządzać administracyjnie polityką szczepionkową - np. badać ozdrowieńcom poziom przeciwciał przed kwalifikacją do szczepienia, lepiej monitorować działania uboczne itp. Ale generalnie cała akcja szczepień jest jedną z niewielu, której rządzący nie spieprzyli. Spieprzono komunikację tych działań, robiąc z ludzi idiotów - dlatego mamy to, co mamy, a wkrótce widoki na replay ograniczeń i czwartą falę.
-
Sobota: Czaplinek - okolice Drawna Rok temu jechaliśmy doliną Drawy, piękną trasą Drauradweg u podnóża Alp we Włoszech i w Austrii. To właśnie wtedy gdzieś w mojej głowie narodziła się myśl, że warto byłoby pokusić się o wyprawę rowerową wzdłuż "naszej", bliskiej Drawy - jakby młodszej siostry tej alpejsko-bałkańskiej potężnej rzeki. Obydwu rzekom w prehistorycznych czasach praindoeuropejczycy nadali to samo imię - rzeka biegnąca - bo taki dynamiczny charakter obie mają. Skoro się powiedziało A, to trzeba powiedzieć B... I choć nie wytyczono nad polską Drawą szlaku długodystansowego, to przecież też są tu piękne tereny, są lokalne szlaki, park narodowy i krajobrazowy. Są mapy i aplikacje, więc krok po kroku można było ogarnąć logistykę i zaplanować "autorską" trasę, w miarę możliwości jak najbliżej koryta rzeki. Tutaj gpx trasy wraz ze szczegółowym opisem. Drawa ma swoje źródła nieopodal Połczyna-Zdroju, w rezerwacie Dolina Pięciu Jezior. W Połczynie niestety nie ma linii PKP, więc chcąc dojechać pociągiem, trzeba wybrać którąś ze stacji, oddalonych o ok. 20-30 km: Czaplinek (trasa Szczecin-Szczecinek), Rąbino lub Świdwin (trasa Szczecin-Koszalin). My zdecydowaliśmy się na ten pierwszy wariant, bo Czaplinek był najbliżej (20 km) i prowadził przez ciekawsze tereny - w sąsiedztwie jeziora Drawsko. Wsiadamy w sobotę rano do pierwszego pociągu do Czaplinka. Odjazd z dworca Szczecin Główny o 8.05, na miejscu jesteśmy o 10.36. Połączenia są trzy dziennie, więc specjalnego wyboru nie ma. Ale dzień jest długi, więc choć w sobotę szmat drogi przed nami, to powinniśmy spokojnie dojechać przed nocą. Po przyjeździe na miejsce zaglądamy na rynek w Czaplinku, gdzie atrakcją (również fotograficzną) jest metaloplastyka roweru. To właśnie stąd biegnie niebieski szlak rowerowy w stronę źródła Drawy. Początkowy odcinek z Czaplinka pokonaliśmy trochę nietypowo, bo w górę rzeki – wschodnim brzegiem jeziora Drawsko przez Stare Drawsko, Drahim do Kluczewa – na północ od jeziora. Najpierw trasa prowadzi brzegiem jeziora Drawsko. Jest ładna, słoneczna pogoda, choć nie ma upału - na plaży miejskiej pojawiają się pierwsi amatorzy opalania. Od opłotek Czaplinka do rezerwatu Dolina Pięciu Jezior prowadzi ruchliwa droga wojewódzka nr 163. Jedziemy nią do Starego Drawska, bo nie ma innej alternatywy. Ruiny warownego zamku joannitów i templariuszy Drahim robią od zewnątrz wrażenie i pobudzają wyobraźnię. Hmm, zamek zaprasza na tortury? To nie brzmi dobrze, trąci jakąś tandetą. Poniekąd tak jest w środku. Trochę starego rzemiosła, trochę taniej rekonstrukcji z paździerza, jakieś sztuczne kościotrupy w alkowie i stragan z pamiątkami z plastiku. Za Starym Drawskiem skręcamy w boczną drogę na Kuźnicę Drawską i Prosinko. Od razu robi się przyjemniej. Drawa w Kuźnicy Drawskiej jest jeszcze małym strumyczkiem, a sama wioska to kilka starych domów z cegły, rozrzuconych nieopodal mostu: Dmuchawce, latawce, wiatr ... daleko z betonu świat ... Drawa i Darek w Prosinku: Dojeżdżamy do Kluczewa – na północ od jeziora Drawsko i opuszczamy niebieski szlak "Dolina Pięciu Jezior", który znów wpada na DW 163. Od kolejnej wioski – Bolegorzyn – kierujemy się za znakami czerwonymi rowerowym szlakiem „Drawa” przez wsie Warniłęg i Rzepowo. Trochę asfaltu, trochę poniemieckiego bruku i polnych dróg. Cudowny krajobraz Pojezierza Drawskiego. W Rzepowie odnajdujemy Drawę i szlak kajakowy, tuż za wypływem z jeziora Drawsko. Następna miejscowość to Głęboczek i punkt widokowy przy ruinach młyna na Drawie. Na miejscu biwakowym z drewnianym stołem i pomostem zatrzymujemy się na mały posiłek. Są i kajakarze: Za Głęboczkiem Drawa wpływa w kolejne jezioro - Krosino. My natomiast kierujemy się na wioskę Cieszyno, skąd wygodna droga dla rowerów (Stary Kolejowy Szlak) prowadzi 7 km wprost do Złocieńca. Drawa w Złocieńcu: Niestety już na początku wycieczki "wysypała" mi się aplikacja mapy.cz w telefonie, więc została papierowa rozpiska, zwykła mapa google i orientacja w terenie. Mieliśmy w Czaplinku kupić papierową mapę, ale jakoś zeszło i nie kupiliśmy. Za Złocieńcem - zamiast pojechać na Zarańsko Trasą Pojezierzy Zachodnich skręciliśmy na Darskowo, gdzie droga się skończyła. Darek postulował zjazd na pobliską DK 20 do Drawska. Ja stanowczo odmówiłam, więc leśnymi duktami w piachu po kostki na azymut szukaliśmy dalszej trasy. Ale się udało. Znaleźliśmy Koknę (dopływ Drawy), a tuż za nią żółty szlak rowerowy, który doprowadził nas prościutko do Dalewa. Kokna: Pałac w Dalewie - na zdjęciu wygląda lepiej niż w rzeczywistości. Ogólnie Dalewo to straszna popegeerowska dziura, jakich sporo w Zach-Pom. Ale za wioską, nad Drawą, jest zadbane pole biwakowe Drogę krajową nr 20 tylko przecięliśmy w Suliszewie i pojechaliśmy dalej do Gudowa, nad kolejnym dużym jeziorem - Lubie, przez które przepływa Drawa. Chyba jednak jesteśmy zadowoleni, że mamy tu rowery, a nie kajaki, bo jest to kawał jeziora. Dalej trasa prowadzi do Mielenka Drawskiego. Tutaj w rozpisce przewidziałam trzy warianty - najdłuższy-terenowy, średni i najszybszy. Jest 18.50, a my jesteśmy 50 km od naszej mety noclegowej . No cóż - tym razem pojedziemy wariantem najszybszym - szosą, wojewódzką 175-tką przez poligon drawski i Kalisz Pomorski. Nie do końca najbliżej rzeki, ale jednak też gdzieś w łączności z tematem wycieczki. Góra-dół-góra-dół - szosowe interwały jak na huśtawce. Piękny asfalt i mały ruch. Kiedyś trzeba będzie przyjechać tu z naszymi rowerami szosowymi. A tymczasem na poczciwym trekkingu można jednak zjechać kawałek nad Drawę i jezioro Wiry po drodze. Poźrzadło Wielkie: Jedna z dróg na poligon: W Kaliszu Pomorskim zatrzymujemy się na drobne zakupy spożywcze i w promieniach zachodzącego słońca zmierzamy ku naszej mecie noclegowej. Na miejscu jesteśmy o 21.45 - jeszcze po widoku. W sam raz, aby upiec kiełbaskę na ognisku, wypić piwko i do spania. Za nami 116 km trasy, a przed nami drugi dzień wyprawy. [cdn.]
- 3 komentarze
-
- 9
-
-
-
- rower
- zachodniopomorskie
-
(i 2 więcej)
Oznaczone tagami:
-
@marboru - dawno Was nie było na blogu ! Dzięki za piękną fotorelację architektoniczno-krajobrazową z Książa. Relacja na bogato - godna tego wspaniałego baroku, który jest jej tematem . Życzę udanego urlopu, dobrej pogody i mam nadzieję na kolejne, ciekawe wpisy - już z karkonoskich szlaków.
- 5 komentarzy
-
- 1
-
-
- zamekksiąż
- wałbrzych
-
(i 1 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Myślę, że lepiej startować z Prostyni niż z tego ośrodka nad Mąkowarskim. Spokojna i ładna wioska, są chyba dwa pola prywatne namiotowe (osobiście nie byłam). Bardzo spokojna - nie kojarzę tam nawet sklepu, więc lepiej zrobić zakupy w pobliskim Kaliszu Pomorskim (jest market z owadem w nazwie). My jutro i pojutrze też mamy w planach Drawę - prawie od źródeł do ujścia w Krzyżu, ale rowerem. Pewnie napiszę coś o tym. Pozdrawiam
-
Zasadniczo tej "reszty" nie ma zbyt wiele - dzieci powyżej 12 r. ż. jeszcze mają rok szkolny, więc problem mają głównie niezaszczepieni (lub nie w pełni zaszczepieni) dorośli. I w sumie lepiej, że rząd ogłosił to przed wakacjami, a nie w trakcie, choć pewnie niektórym poprzepadają zaliczki. Ale z ryzykiem zmieniających się przepisów trzeba się tego lata niestety liczyć. Nie tylko z polskiej strony.
-
@MWłodek a co to za rzeka? Wełna?
-
Kilka impresji fotograficznych z Drawy i Korytnicy w miniony weekend. Spływy jednodniowe, towarzysko-rekreacyjne w gronie przyjaciół. Pomimo strasznego upału (35 stopni) na wodzie był lekki przewiew od wiatru, więc płynęło się całkiem przyjemnie. Sobota. Zwodowaliśmy się w Prostyni, przy drugim moście - niecałe 2 km powyżej mostu drogowego przy DK 10, gdzie zazwyczaj rozpoczynają się spływy. Odcinek do Rościna prowadzi głównie wśród trzcin. Wpłynęliśmy też kawałek w kanał Mąkowarki, ale że był dość zarośnięty szuwarami i całkiem osłonięty od wiatru, to nie chciało nam się tym razem przedzierać głębiej. Przy moście w Rościnie: Spływ kończyliśmy w Drawnie, na polu przy jeziorze Grażyna. Gdy potwierdzałam w tygodniu ilość kajaków, właściciel zagadnął mnie, czy nie planujemy przyjechać dzień wcześniej, bo w piątek wieczorem organizują koncert na wodzie. Od słowa do słowa, dotarliśmy na ten koncert - śpiewał ... burmistrz Czaplinka, pan Marcin Naruszewicz, który zanim został burmistrzem, był tenorem w operze w Bydgoszczy . Niedziela. Spływ zaczynamy w Nowej Korytnicy. Do Bogdanki jest stąd ponad 15 km, my mamy w planach zakończyć nieco wyżej, bo w Jaźwinach. Poza początkowym fragmentem odcinek prowadzi głównie przez las, więc jest sporo przyjemnego cienia. Woda w rzece jest bardzo przejrzysta, pływa mnóstwo ryb, ptactwa wodnego, nartników, fruwają kolorowe ważki. Pięknie tu jest.
-
Pojezierze Meklemburskie - pętla z Neustrelitz z historią kryminalną w tle
tanova dodał komentarz → tanova wpis na blogu → Na białym i na zielonym
Aktualnie w Szczecinie +34 stopnie, a ja dzisiaj cieszę się z dobrodziejstwa pracy zdalnej - we własnym ogrodzie, w przewiewnym cieniu pod jabłonią .- 4 komentarze
-
- 1
-
-
Pojezierze Meklemburskie - pętla z Neustrelitz z historią kryminalną w tle
tanova dodał komentarz → tanova wpis na blogu → Na białym i na zielonym
Dziękuję za miłe słowa. Nawet mieszkańcy Szczecina czy okolic raczej rzadko zapuszczają się w te okolice. Popularna jest Rugia, niemiecka część wyspy Uznam, wybrzeże Bałtyku i tereny przygraniczne. Natomiast na trasach rowerowych w głębi lądu rzadko można usłyszeć język polski.- 4 komentarze
-
Gdyby ktoś miał ochotę poczytać o eskapadzie rowerowej w wydaniu zdecydowanie mniej ekstremalnym, to zapraszam na wpis z relacją z wycieczki po Pojezierzu Meklemburskim
-
Pojezierze Meklemburskie - pętla z Neustrelitz z historią kryminalną w tle
tanova dodał wpis na blogu → w Na białym i na zielonym
Bardzo lubimy z Darkiem Pojezierze Meklemburskie i tamtejsze urokliwe trasy rowerowe, których jest mnóstwo. Korzystając z wolnej soboty i otwartej granicy, wybraliśmy się więc na kolejną wycieczkę w tamte okolice. Do Neustrelitz, skąd startowaliśmy, jedzie się blisko dwie godziny autem od nas z domu (niecałe 130 km), a że dzień jest długi to czasu na rower zostaje całkiem sporo. Darek zrobił tę pętlę dwa lata temu w pojedynkę. Dla mnie to nowa trasa, tylko miasteczko Mirow znałam z naszego tripu dookoła wielkich jezior meklemburskich. O samym Neustrelitz napiszę na końcu, bo rano tylko przejechaliśmy nad jeziorem Zierker See, w kierunku kanału Kammerkanal. A tytułowa historia kryminalna? Nad kanałem natknęliśmy się na trupa . No nie tak dosłownie . Trup był bardzo przystojnym i bajecznie bogatym księciem - ostatnim wielkim księciem Meklemburgii-Strelitz. Mianowicie 23 lutego 1918 r. trzydziestosześcioletni Adolf Fryderyk VI wybrał się na spacer z psem, z którego niestety nie powrócił. Dzień później ciało księcia znaleziono w tym właśnie kanale z raną postrzałową klatki piersiowej, jednak bezpośrednią przyczyną zgonu było utoniecie. Samobójstwo? Czy jednak zbrodnia? Tej zagadki niestety nie udało się wyjaśnić . Przypomina o niej jednak tablica pamiątkowa nad brzegiem kanału. W Userin zatrzymaliśmy się na chwilę nad jeziorem. Pustki - kolejna knajpa zamknięta na głucho i na sprzedaż, a pogoda wystraszyła chyba wszystkich plażowiczów . Szaro, buro i ponuro - tylko moja bluza rowerowa odcina się od tej postcovidowej, zupełnie nie-czerwcowej, depresji. Z ołowianych chmur rzeczywiście wkrótce zaczyna padać deszcz - akurat gdy dojeżdżamy do miasteczka Wesenberg. Pierwszą ulewę przeczekujemy pod wiatą na terenie domu opieki dla seniorów, drugą pod daszkiem na dziedzińcu ładnego zamku: Kręcimy się chwilę po uliczkach starówki, zaglądamy na rynek, w którego centrum rośnie krąg starych lip: A jeszcze jedna ulewa łapie nas na wyjeździe z miejscowości, gdzie nie ma za bardzo się schować, więc przeczekujemy pod drzewem. Kolejna wioska to Seewalde. Jest tam ciekawy pałac - obecnie w remoncie - z galerią ceramiki i starymi rzeźbami. Oto patron naszej dzisiejszej pogody: Kawałek dalej zaczyna się szutrowy odcinek przez las do Canow. Na skraju zagajnika znajdujemy wymarzone miejsce na piknik. Ach, jak cudnie! Pogoda poprawia się, wychodzi słońce, ale żeby nie było tak różowo, to zaczyna coraz mocniej wiać i to w kierunku przeciwnym do jazdy. A jedzie się po wzgórzach morenowych, w urozmaiconym terenie. Jeziora połączone są ze sobą siecią kanałów i śluz - ponieważ znajdują się na różnej wysokości, przez które pływają rozmaite łódki i kajaki. Często można na mostach zobaczyć takie jednostki i miejsca. Tutaj zainteresowały nas ciekawe wózki szynowe do przewozu kajaków - można skorzystać, aby nie czekać na śluzowanie z innymi większymi łodziami. Dojeżdżamy do Mirow, gdzie zatrzymujemy się na kawę nad kolejnym kanałem i na małą sesję zdjęciową koło pałacu. Odnajdujemy tutaj również obelisk ku czci naszego znajomego nieboszczyka: W pobliskim kościele znajduje się krypta książąt Meklemburgii-Strelitz, gdzie spoczywa również tragicznie zmarły ostatni potomek rodu. Z Mirow nasza trasa prowadzi prostą drogą przez las, wzdłuż naszyjnika mniejszych jezior i kanałów, łączących je z Müritz. Droga jest z kostki betonowej, ale bardzo równiutko ułożonej, więc jedzie się komfortowo. Nie jestem pewna, czy to jest dla mnie wymarzony standard drogi przez las - chyba wolę mimo wszystko bardziej naturalne nawierzchnie, ale droga pełni funkcje dojazdowe do kilku gospodarstw położonych nad jeziorami, więc ok, kto bogatemu zabroni? Na pierwszych kilku kilometrach jest jeszcze trochę ludzi z pobliskich kempingów, a potem - pusto. Wszystko fajnie, jednak znów zaczęło niestety padać. Wyciągamy kurtki przeciwdeszczowe i jedziemy dalej. No to takie tęczowe widoki w nagrodę: Dzwony w Babke obwieszczają, że mija właśnie osiemnasta. A obok kościoła, pod rozłozystym dębem znajdujemy obelisk upamiętniający poległych w I wojnie światowej. Sporo takich na Pomorzu - po jednej i drugiej stronie granicy. Domykamy dużą pętlę w Useriner Mühle i jeszcze robimy małe "oczko" po drodze do Neustrelitz przez Lindenberg. A na koniec - trochę zmarznięci - robimy jeszcze rundkę honorową po Neustrelitz. Miasto zostało założone jako książęca rezydencja w XVIII wieku. Zachowało się w nim wiele barokowych i klasycystycznych zabytków oraz piękny park. Zadziwiła mnie nieco rzeźba dwóch pięknych młodzieńców w pozie dość jednoznacznej: I widok na rynek: W sumie wyszło nieco ponad 90 km ze sporym przewyższeniem - jak na tereny nizinne. Ale taki urok pojezierzy. Drogi w ok. 90% utwardzone, trochę szutrów i parę skoków w bok w jakieś piaszczyste dojścia nad jeziora. Wciąż mamy wrażenie, że ten region Niemiec jest taki trochę nieodkryty i mało znany w Polsce. Chyba niesłusznie. Pozdrawiam serdecznie.- 4 komentarze
-
- 15
-
-
-
Gratulacje @Mitek dla Ciebie i współtowarzyszy!
-
Korytnica - spokojny odcinek jest również poniżej: od Sówki (nie Osówki ) do Jaźwin. W samej Sówce jest jedna przenoska przez jaz na moście. Od Nowej Korytnicy do Jaźwin jest 15 km. Następny odcinek do Bogdanki ma 2 km ale jest hardcore i pokonuje się go do dwóch godzin, bo raczej o płynięciu nie ma mowy. Bardzo ciekawa rzeka - parę zdjęć jest też u mnie na blogu. Drawa - w ostatnich latach odcinek na terenie DPN udostępniano już w ostatni weekend czerwca. Trzeba pytać w informacji Parku Narodowego. Odcinek parkowy poniżej Bogdanki (Bogdanka-Głusko) jest przepiękny - urozmaicony i nieco łatwiejszy niż z Drawna do Bogdanki. Szczerze polecam. Rurzyca - bardzo przyjemna rzeka na jeden dzień (Trzebieszki - Krępsko ok. 20 km) Dobrzyca - można na dwa dni: Golce-Ostrowiec (nie Ostrów 🙈) - niecałe 20 km, można przenocować na polu biwakowym, ale są spartańskie warunki. Można drugiego dnia popłynąć do Tarnowa. Piława - poniżej Zalewów Nadarzyckich nie ma już jezior. Do Szwecji z Nadarzyc jest 21 km. Następny odcinek ze Szwecji do Zabrodzia -17 km. Nie polecam Piławy w wakacyjne weekendy - tłumy.
-
Coś w tym jest - albo mąż trekking na codzień i jakiś śmigły kochanek, żeby trochę poszaleć @Annaa - poziomka wyprawowa, naprawdę ciekawe i niekonwencjonalne .
-
Reasumując - rower uniwersalny powinien być:- - ładny - lekki - w teren, ale żeby nie przeszkadzały błotniki - na szutry, na szosę - do miasta, parku i na rekreacyjną jazdę do lasu - na trudniejsze szlaki i długą jazdę - na randkę – umożliwiać przewiezienie wybranka/wybranki na ramie - mieć możliwość mocowania sakw i toreb - mieć dobrą amortyzację/tłumienie drgań - niezachęcający do kradzieży - umożliwiający jazdę w eleganckiej odzieży - wygodny do jazdy (dobra geometria, komfortowe siedzenie, płynne wchodzenie w skręt) - niedrogi i prosty w serwisie. Ja bym jeszcze dodała - zwinny - choć pośrednio pisał o tym @Wujot - niezawodny - żeby miał dobre hamulce - i żeby nie bolał od niego kręgosłup i nie drętwiały ręce (wiem, wiem - ustawienia, rozmiar ramy sra tata)
-
Wyjazdy w Alpy obostrzenia, przepisy dotyczące COVID-19 ?
tanova odpowiedział Arek1982 → na temat → Relacje z wyjazdów forumowiczów na narty
Chyba kogoś pogięło, żeby tak pisać do ludzi. Tak zawiłe zdanie trzykrotnie podrzędnie złożone, że poległaby większość studentów germanistyki, a co dopiero podróżni z zagranicy- 2 577 odpowiedzi
-
Czy tylko mnie pedelce nieodparcie kojarzą się z padalcami? 🤔







