Narty - skionline.pl
Jump to content
lski@interia.pl

Nolimit Kasprowy

Recommended Posts

8 godzin temu, andrzej1982 napisał:

Mitka :D

Cześć

Ciekawe, tylko z jedną osobą o tym rozmawiałem, nie licząc organizatora...

Pozdro

  • Haha 4

Share this post


Link to post
Share on other sites
14 godzin temu, Mitek napisał:

Cześć

Ciekawe, tylko z jedną osobą o tym rozmawiałem, nie licząc organizatora...

Pozdro

Cześć

Nie wiem co Cie tak bawi. To jest absolutna prawda. Rozmawiałem na ten temat z kolegą z Krakowa, który będzie na imprezie a organizatorzy a dokładnie żona Marcina-Blachy to moja kumpela jeszcze ze szkoły. Zresztą była zawodniczka WKN i świetna narciarka.

Pozdro

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
3 minuty temu, kordiankw napisał:


Jurek nie puścił pary :).



Wysłane z iPhone za pomocą Tapatalk

 

Cześć

To żadna tajemnica nie była ale i tak nie jadę. Niestety mam inne zajęcia a szkoda bo to z pewnością jedna z najlepszych narciarskich imprez w Polsce jeżeli nie najlepsza.

Pozdrowienia

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Cześć

Info masz na priv. A spotkamy się z pewnością wcześniej lub później. Takiemu narciarzowi z taką wiedzą nie przepuszczę.

Pozdro

  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Czyli nikt nie chce zjechać giganta na 3 km w idealnych warunkach,wylosować rocznego karnetu,zgarnąć  Mercedesa w nagrodę....

Marcin wzniósł się na wyżyny organizacji,a Wy nic-i dobrze,konkurencja mniejsza...

  • Thanks 2

Share this post


Link to post
Share on other sites
29 minut temu, lski@interia.pl napisał:

Czyli nikt nie chce zjechać giganta na 3 km w idealnych warunkach,wylosować rocznego karnetu,zgarnąć  Mercedesa w nagrodę....

Chętnie bym spróbował, ale praca i obowiązki wzywają... -_- Chciałby powtórki WZF, które miały miejsce, tylko ekipa sie wykruszyła... :( Może za rok? Szkoda, bo w tym są warunki...

Z resztą postanowiłem zainwestować nieco w sprzęt... ;) :ph34r:

  • Thanks 2

Share this post


Link to post
Share on other sites
2 godziny temu, johnny_narciarz napisał:

Chętnie bym spróbował, ale praca i obowiązki wzywają... -_- Chciałby powtórki WZF, które miały miejsce, tylko ekipa sie wykruszyła... :( Może za rok? Szkoda, bo w tym są warunki...

Z resztą postanowiłem zainwestować nieco w sprzęt... ;) :ph34r:

Cześć

 A dlaczego wyśmiałeś mój post?

Pozdro

Share this post


Link to post
Share on other sites
6 godzin temu, Mitek napisał:

Cześć

 A dlaczego wyśmiałeś mój post?

Pozdro

Co masz na myśli? Pytam, bo w zacytowanym  przez Ciebie poście nie ma nic o Tobie, jedynie wspominam WZF-y na Kasprowym. 9_9

Pozdrowionka.  

Share this post


Link to post
Share on other sites
10 godzin temu, lski@interia.pl napisał:

Czyli nikt nie chce zjechać giganta na 3 km w idealnych warunkach,wylosować rocznego karnetu,zgarnąć  Mercedesa w nagrodę....

Marcin wzniósł się na wyżyny organizacji,a Wy nic-i dobrze,konkurencja mniejsza...

Zbyszek gratuluję wyniku i zwycięstwa. Opisz wrażenia...

Share this post


Link to post
Share on other sites
2 godziny temu, johnny_narciarz napisał:

Co masz na myśli? Pytam, bo w zacytowanym  przez Ciebie poście nie ma nic o Tobie, jedynie wspominam WZF-y na Kasprowym. 9_9

Pozdrowionka.  

Cześć

Post 3,4.

Pozdrowienia

  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
9 godzin temu, Mitek napisał:

Cześć

Post 3,4.

Pozdrowienia

Nie wyśmiałem, a uśmiechnąłem po przeczytaniu. Nie ma tu na pewno nic złośliwego. Spodziewałem się na 99,99%, że się nie wybierasz, tym bardzie Andrzej tego wiedzieć nie może... Choć sam chętnie bym popatrzył, jak łoisz i nie ma w tym nic szyderczego. Dużo piszesz o technice i sprzęcie, więc z zainteresowanim bym popatrzył. 9_9

Twoja odpowiedź tym bardziej mnie rozbawiła, gdzie napisałes, że tylko jedna osoba o tym wie - tak się wieści szybko rozchodzą na forum? I tyle... :) 

  • Thanks 1
  • Haha 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
13 godzin temu, marionen napisał:

Zbyszek gratuluję wyniku i zwycięstwa. Opisz wrażenia...

Pierwszy raz jechałem NoLimit,bo w dwóch poprzednich edycjach przeszkodziła kolizja czasowa z imprezami zagranicznymi.Ta trzecia była podobno dużo bardziej wypasiona

od poprzednich i robi wrażenie nawet na stałych bywalcach podobnych imprez w Alpach,jak ja.Główny organizator Marcin B. /z małżonką/zaprzęgli do obsługi personel własnej firmy logistycznej,ubrany w okolicznościowe ubiory i bardzo kompetentny.Wszystko funkcjonowało jak w zegarku,sponsorzy zapewnili Mercedesy,super jedzenie i inne atrakcje.Pogoda również się nie wyłamała i zapewniła twardą trasę w słońcu.Udało się nawet zapewnić zryczałtowane rozliczenie z pisuardessą na Kasprowym Wierchu,więc nie musieliśmy indywidualnie negocjować fakturowania kwoty 2,50 zł,jak jest zawsze i to było jedno z największych zaskoczeń.Również przyjazna i elastyczna instytucja,jaką jest PKL uległa organizatorom.Wszystko to było dla mnie takim szokiem,że po raz drugi w życiu ukradłem komuś ze startujących narty i pojechałem się na nich rozgrzać,zamiast na swoich.W dodatku porwane Dynastary to był całkiem inny model niż mój...Wstyd,wstyd...Ale być może taka dekoncentracja to przepis na sukces?

Najciekawsze,że Marcin B. powiedział mi,że sam nigdy nie był na Gardenissimie,będącej pierwowzorem,bo nie miał czasu, a bazował na opowieściach kolegów...

Jechało szybko,poza 11 pierwszymi bramkami równoległego,reszta to przeważnie był supergigant i wymagał długiej narty.Dla mnie 2 minuty to trochę krótko,wtedy zaczynam się rozjeżdżać a tu już meta.Było trochę asów dawnych i obecnych,wyniki niektórych nieco mogły zaskoczyć -po jednych spodziewano się więcej,po innych mniej.

Podziękowanie i szacunek dla organizatorów i przyrody i do zobaczenia za rok....

Edited by lski@interia.pl
  • Like 3
  • Thanks 5

Share this post


Link to post
Share on other sites

Cześć

Gratulacje serdeczne za jazdę i wynik. Ciszę się, że jako bywalec tego typu imprez mający spore porównanie tak wysoko oceniasz poziom organizacyjny zawodów. Marcin od wielu lat przewodzi WKN i ma niezłe zaplecze w postaci własnej firmy i klubu. Fajnie, że u nas pomimo tak nikłej w porównaniu z alpejską bazy dzięki pomysłowości i pracy można zorganizować tak zajebistą imprezę.

Pozdrowienia serdeczne

  • Like 2
  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Cześć

3 miesiące. Co by nie mówić nagroda jest znakomita ale to nie PŚ jednak ale nająć organizatorów i PŚ by pociągnęli!

Pozdrowienia

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Similar Content

    • By pasazer85
      W dniach 23 lub 24 marca planuje wyjazd na Kasprowy Wierch. Wyjazd z Bielska Białej o godz 6 rano. Mam 3 wolne miejsca w samochodzie. Chętnych zapraszam. 
    • By aceshigh
      Witam
      W tym roku (mam 16 lat) byłem na nartach pierwszy raz od kilku lat. Zacząłem od Małego Cichego i jeździłem tam bodajże 4 dni. No niestety po tych czterech dniach czułem zdecydowany niedosyt, ponieważ nudziła mnie ta trasa, była po prostu zbyt łatwa. Największa prędkość jaką tam uzyskałem to 65km/h. Po Małym Cichym zdecydowałem, że pójdę na Harendę. Bez większego problemu poradziłem sobie z czerwonym szlakiem. Potem poszedłem na czarny FIS i też bez większego problemu poradziłem sobie, nie wywracałem się ani nic i jeździło mi się wspaniale ale rzecz której mi brakowało to taki górski klimat, alpejski można powiedzieć i trasa była też za krótka, nie jeździłem tam oczywiście pługiem czy na krechę, po prostu normalnie i bez większych trudności. Zakończyłem już moją podróż około miesiąca temu, ale czuję straszny neidosyt i w przyszły weekend planuję się wybrać na kasprowy, prawdopodobnie na tą czerwoną trasę. Czy to jest dobry pomysł z moimi umiejętnościami? Czuję się dosyć pewnie po obejrzeniu filmików na których dzieci w wieku 12 lat radziły sobie tam pługiem. Okropnie mi się podoba klimat tego szczytu i bardzo chciałbym go zaliczyć w tym roku.
      Powinienem się tam wybierać, czy raczej dać sobie spokój?
    • By Cosworth240
      Od dawna pomysł spróbowania skitour'ów chodził mi po głowie ALE... no właśnie z jednej strony zachęcały mnie relacje kolegów z forum (m.in. relacja z Norwegii i połączenie jachtu i skitour'ów to dla mnie najlepszy wątek jaki kiedykolwiek zaistniał na tym forum), opowiadania kto co kupił i dlaczego też jakoś rozpalały wyobraźnie - bo ja akurat lubię kupować różne sprzęty; no ale z drugiej strony jak do jasnej ciasnej się do tego w ogóle zabrać i jak zacząć. Tu z pomocą znów przyszło forum - ktoś podpowiedział w jakimś tam wątku, że istnieje coś takiego, jak Skitourowe Zakopane i działająca w ramach tej inicjatywy Skitour School.
      No więc gdzieś to wszystko sobie w mojej głowie kiełkowało, choć pojawiło się pytanie, jak podołać kondycyjnie, bo do tej pory jakoś nigdy wielkim miłośnikiem chodzenia po górach nie byłem. Na szczęście jakieś 3 miesiące przed swoimi 40-tymi urodzinami, postanowiłem sobie, że w wieku 40 lat doprowadzę się do formy w jakiej nie byłem mając lat 30. Zacząłem więc trochę treningów na siłowni, trochę biegania, sporo roweru - zwłaszcza ostatnio odkąd pod choinką znalazł się trenażer Tacxa i odkryłem świat Zwift. Do tego trochę zmieniłem zasady odżywiania i tak mniej więcej w ciągu ok.10 mies. doprowadziłem swoją kondycję do przyzwoitego poziomu, przy okazji tracąc jakieś 11-12 kg.
      Nakłoniwszy jeszcze moje kuzynostwo - udaliśmy się do Kuźnic na spotkanie z przygodą. Najpierw wydano nam sprzęt. Na nogi dali mi takie coś:

      Tu pierwsza zaskoczenie. Jasne czytałem na forum, że buty są dość lekkie, ale okazały się nie tylko lekkie, ale i super komfortowe. Prawie jak w kapciach. 
      Potem do kompletu dostałem jeszcze takie narty firmy Atomic:

      Oczywiście całości dopełniały kije, no i foki.
      Okazało, że ktoś jednak musi nam wytłumaczyć jak się w ogóle w to ustrojstwo wpiąć. Potem pokazano nam jak założyć foki. Na szczęście w warunkach bez wiatru, z nartami opartymi o płot, to ten "pierwszy raz" poszedł dość sprawnie i foki pięknie skleiły się ze ślizgiem.
      Teraz przyszła pora na to, aby instruktor Kuba - TOPRowiec i super fajny człowiek - pokazał jak prawidłowo wyglądać powinien nasz "krok":

      No i tak powoli towarzystwo zaczęło się wprawiać. Na początku Kuba trochę popoprawiał pewne niedociągnięcia i grupa ruszyła w górę.
      Na pierwszy dzień zaplanowano dojście szlakiem z Kuźnic do Myślenickich Turni i trawersikiem do dolnej stacji krzesła na Goryczkowej. Potem zjazd. Po drodze była przerwa na herbatkę, kanapkę oraz ćwiczenia jak posługiwać się sprzętem lawinowym. Okazało się, że to szukanie detektorem, to niekoniecznie jest taka prosta sprawa i mogę sobie wyobrazić, że w sytuacji ekstremalnej, gdy pod śniegiem leży człowiek, zwłaszcza osoba bliska, to sprawa staje się jeszcze trudniejsza i warto mieć temat przećwiczony na 10-tą stronę. Oczywiście dla nas były to póki co tylko ćwiczenia, bo nie poruszaliśmy się w terenie gdzie groziły nam lawiny. 
      Kilka rzeczy powodowało, że szybko czuję się nieco dziwnie - chyba pierwszy raz w życiu będąc w Kuźnicach kompletnie nie obchodzi mnie jak długa jest kolejka do wagonika; ba... po stosunkowo krótkim czasie i odkryciu jak przyjemne jest to szwędanie się po szlakach i obcowanie z naturą, wkrada się do głowy taka myśl - jak Ci ludzie w ogóle mogą mieć jakąś przyjemność w wyjeżdżaniu do góry jakimś wagonikiem. Wreszcie - kwestia pogody. Ja generalnie na narty staram się nie wybierać w dzień, w którym jest mały kontrast; jakaś tam wisząca mgiełka, a jak już się wybiorę, to zwykle nie bardzo czerpię z tego przyjemność i mówię sobie, po cholerę jechałeś na te narty. Tymczasem tutaj kompletnie mi to nie przeszkadza. 
      Tutaj parę widoczków z soboty:


      Przychodzi czas na niedzielę. Ma być mniej ćwiczenia, a więcej tourowania. W zasadzie jedynym nowym elementem są zakosy. Mają się nam dzisiaj przydać. Towarzystwo w dobrych humorach. Już wiemy, że ski tourowanie sprawia wielką frajdę. Wiele rzeczy - jak choćby zakładanie fok - idzie sporo sprawniej niż dzień wcześniej. Plan na dziś, to dotrzeć z Kuźnić, przez Kalatówki;  do "S"a; podejście pod "Polaka" (tu wcielamy w życie zakosy, choć momentami bardziej po to aby potrenować, a nie z konieczności); Patelnia i w górę na Kasprowy.
      Od rana sporo pada. Już widać, że będzie na pewno bardziej "przygodowo" niż dzień wcześniej:

      Widoki przednie, a śniegu coraz więcej:



      Idziemy, coraz wyżej, ale nie dane nam niestety będzie dojść tego dnia na szczyt Kasprowego. Wieje coraz mocniej; śnieg nie odpuszcza i Kuba podejmuje jedyną słuszną decyzję - kończymy na wysokości Patelni. Oczywiście pojawia się jakieś rozczarowanie, bo bardzo chcieliśmy dojść na samą górę, ale musimy zaufać człowiekowi, który niejedną grupę prowadził, w TOPR służy i zna te góry lepiej od nas. Trochę na otarcie łez Kuba bierze łopatę i robi przekrój przez śnieg aby pokazać nam jak wyglądają różne warstwy śniegu; jak się mogą utworzyć lawiny. Na patelni wyglądało to tak:


       
      Po pewnym rozczarowaniu związanym z niezdobyciem Kasprowego, przyszedł czas na zjazd. I tu stało się coś, co spowodowało, że szybko zapomnieliśmy o tym, że czegoś nie zrobiliśmy a planowaliśmy. Zjazd w dziewiczym puchu po kolana. Od czasów nastoletnich tego nie robiłem i już zapomniałem jaką frajdę to sprawia. Jest genialnie. Lekki sprzęt skitourowy pozwala na robienie tego z mniejszym wysiłkiem niż na normalnych nartach. Niestety na tym etapie mój Iphone odmówił współpracy, a battery pack jest na dnie plecaka, więc zdjęć nie ma. Ale co tam zdjęcia - w głowie są piękne wspomnienia. 
      Zjeżdżamy do Kuźnic. Pojawia się w głowie myśl - szkoda, że to już koniec. A zaraz po niej - kiedy mam kolejny wolny weekend, bo muszę to powtórzyć ;-) Już wiem, że na pewno złapałem bakcyla. Wiele rzeczy się na to złożyło. Na pewno także podejście ekipy organizatorów i instruktorów. Atmosfera tych szkoleń jest naprawdę bardzo fajna i pewnie jeszcze, z któregoś skorzystam. Do tego mam otwarty rachunek ze Szczytem Kasprowego.  
      Oczywiście teraz zaczyna się rozmyślanie, czy kupować sprzęt, a jak tak, to jaki...  na pewno muszę kupić plecak, bo całą tą tourę zaliczyłem z plecakiem, który nadaje się bardziej do szkoły niż w góry. To mi najbardziej przeszkadzało - dyndający plecak. Na razie po jednym wieczorze ustaliłem, że moimi faworytami są Deuter Freerider Pro albo Mammut Nirvana Pro. Wiem, że koledzy, którzy walczą o każdy gram, pewnie stwierdzą, że za duże i za ciężkie, ale z perspektywy weekendowego szwędania sie, to myślę że pojemność w okolicach 30-35 litrów dla mnie będzie w sam raz.
      Po szkoleniu czas na drogę do Krakowa. Śnieg zrobił swoje. Google Maps krzyczy, że łatwo nie będzie. Po 3h 15 min i niezliczonej ilości zjedzonych batonów energetycznych firmy Aptonia, które mi zostały w nadmiarze, zameldowałem się pod domem. Wiem, że muszę to powtórzyć. Tu jeszcze zdjęcie z drogi - zima piękna w Tatrach i okolicach:

       

    • By aklim
      Dzisiaj rozpocząłem skiturowo sezon 2017/2018 .
      Wybór padł na Kasprowy Wierch , bo na rozruch ta góra jest w sam raz , tym bardziej , że prognozy zapowiadały dosyć intensywne opady śniegu od wczesnych godzin rannych . Na dodatek się sprawdziły   . Start i powrót do samochodu zaparkowanego w Kuźnicach na nartach . Warun śniegowy , jak na datę w kalendarzu , baaardzo dobry . Jedyną upierdliwością dzisiejszego dnia była dosyć mocna mgła w partiach szczytowych . Może jeszcze spora wilgotność powietrza  była mało sympatyczna , ale w knajpie na górze mieliśmy możliwość  trochę się wysuszyć i ogrzać .
      Ogólnie super , kolano po operacji dało radę , więc pełen optymizm  .
      Kilka zdjęć :

       
    • By Tuptuś
      Plan na sobotę był prosty, dotrzeć pod Tatry i wejść na nartach na Kasprowy Wierch – mekkę polskiego narciarstwa.

      Piątek, koniec pracy wsiadam w pociąg do Krakowa, aby po 3 godzinach przesiąść się do autobusu jadącego do Zakopanego i po kolejnych 2,5 godzinach zameldować się w zimowej stolicy Polski.

      Sobota pobudka ok. 6, gramoling, lekkie śniadanie i nieśpiesznie udaję się do upatrzonej wypożyczalni sprzętu skiturowego. Mają czynne od 8 więc nie spieszę się, jestem wcześniej i tam pierwsza tego dnia niespodzianka – już czynne. Za chwilę druga niespodzianka – sprzętu praktycznie brak, lekka konsternacja, tak to jest jak człowiek nie ma swojego. Gdzieś w kącie wypatruję jakieś nartki, trochę krótkie, ale cóż na bezrybiu i rak ryba. Wypożyczam komplet: buty + narty + foki + kije, koszt 70 zł/doba.

      Cel: Kasprowy Wierch przez Myślenickie Turnie i Halę Goryczkową. W przewodniku W.Szatkowskiego trasa jest określona jako łatwa, przyjemna dla początkującego. Zakładam sprzęt i w drogę. Warunki marzenie: słoneczko, lekki mróz. Trasa od Kuźnic wiedzie przez las pieszym szlakiem zielonym, początkowo wzdłuż nartostrady z Hali Goryczkowej. Idzie się bardzo dobrze, tempo spokojne, po godzinie jestem na Myślenickich Turniach. Widoki super, w dole Zakopane pod chmurką smogu. Tutaj odbijam od szlaku pieszego i dalej szlakiem narciarskim w kierunku Wyżniej Równi Goryczkowej, gdzie jest dolna stacja kolejki krzesełkowej na Kasprowy zajmuje mi to ok. 30 minut. Tam przerwa przy szałasie, herbatka, śniadanie, czekolada i w drogę. Ruszam bokiem nartostrady do góry, kurcze stromo, nie robię zakosów, tylko wykorzystując „piętkę” cisnę prosto do góry. Pokazują się pierwsze oblodzenia trasy. Docieram do dna Kotła Goryczkowego i odbicia szlaku narciarskiego na Halę Kondratową, który jest zamknięty. Dalej bokiem tras zjazdowych po wyznaczonym tyczkami przejściu i tutaj rozpoczyna się cała zabawa. Nie dość, że stromo to lodowo, próbuję trawersować zbocze, ale tam miejscami śnieg wywiany i sam lód, próbuję zakosów i wzorem innych iść wydeptanym już śladem. Narty jednak mnie nie słuchają, robię krok do przodu i zjeżdżam dwa kroki w tył lub co gorsza obsuwam się po stoku w dół, potem znowu trzeba podejść do śladu i taka walka trwa w nieskończoność. Jestem wściekły, co jest ?, ktoś mi radzi abym mocniej uderzał o stok nartą i krawędziami, nie pomaga, zaliczam dwie wywrotki i kolejne obsuwy. Jestem zmęczony, głodny, odwodniony, wściekły na całą sytuację, a miała być przyjemna wycieczka. Ściągam narty i idę z buta, nagle jedna noga zapada się prawie po pas, kilka kroków i znowu noga w śnieg. Znowu zakładam narty i do góry, krok, po kroku. Myśli kołaczą się po głowie, k…..wa co ja tutaj robię. Po tej nierównej walce docieram do stacji wysiadkowej krzesełka z Goryczkowej, ściągam narty, wyciągam wszystko co mam do picia i jedzenia, odpoczywam. Do wejścia na szczyt mobilizuje mnie pracownik PKL, który oznajmia mi, że nic go nie obchodzi, że nie mam sił, ale skrótem koło niego to nie przejdę. Tylko ze szczytu mogę zjechać w dół. Wchodzę już z buta dotykam dzwonu, nie czuję żadnej radości, zapinka i w dół. Nie cieszę się ze zjazdu, bardziej myślę o tym aby ze zmęczenia nie zrobić jakiegoś głupiego błędu, tylko zjechać na dół. Boli chyba każda część ciała nie czas na stylowe zjeżdżanie, byle w dół napić się piwa, bo usycham z pragnienia.

      Do dzisiaj zastanawiam się co się stało, ta góra mnie pokonała. W sezonie przemierzam szlaki w Tatrach wzdłuż i wszerz i chyba jeszcze nigdy tak fatalnie się nie czułem, może to sprzęt     ( narty były krótsze o 20 cm od mojego wzrostu, foki były też krótsze o jakieś 10 cm od nart do tego nie pokrywały całej szerokości narty ), może nie ten dzień, a może po prostu musiałem zapłacić tzw. frycowe za brak doświadczenia skiturowego.

      To była moja sobotnia historia.

      Pozdrawiam Darek








www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2019
×
×
  • Create New...