Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Ranking

  1. mysiauek

    mysiauek

    VIP


    • Punkty

      9

    • Liczba zawartości

      6 099


  2. johnny_narciarz

    • Punkty

      7

    • Liczba zawartości

      8 428


  3. Mitek

    Mitek

    Użytkownik forum


    • Punkty

      4

    • Liczba zawartości

      7 273


  4. kamil3ds

    kamil3ds

    Użytkownik forum


    • Punkty

      3

    • Liczba zawartości

      13


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 04.02.2012 uwzględniając wszystkie działy

  1. Pilsko.Pobudka o 5:00, na termometrze niespodzianka...tylko -18 :)Szybka akcja i 5:45 wyjazd. Drogi puste. Samochód zimny, ogrzewanie na full.Sporo autek stoi na poboczach dróg. Wyglądają na ciut przymarznięte.No to dojeżdżamy: Za ciepło nie jest. Przebieram się w aucie. Pan obok rzuca parę haseł pod tytułem głupoty ludzkiej jak ma łóżko w domu. Johny dojeżdża -> nie wygląda na zadowolonego.Szybko do kibelka przed otwarciem kasy. W kasku na kibelku i grzeję się:)Dobrze, że miałem złotówkę w kieszeni... na ten kibelek. No ale nawet papier dają! :eek:Wychodzę, a tu Johny umarznięty więc zapraszam go do środka a sam kieruję się w stronę kas.A tam... Dojeżdża jeszcze kolega "Nurek1974" z towarzyszem i powoli pniemy się w górę. Ludzi totalnie brak. Na trasach sztruks. Na Szczawinach pustki. Na miziowej pustki. Wyciąg na Pilsko puścili koło 9tej. Trzy zjazdy i idziemy na grzańca i 50tke cytrynówki. Od razu lepiej się jeździ.ZERO LUDZI. ZERO. Nawet w marcu bywa więcej.NA trasach sztruks i idealnie płasko.Niestety na trasie wyciągu na Miziową kamienie i na samej Miziowej też to i owo się znalazło. Ale ... ZERO LUDZI :DMaciek ucieka koło 11.30 -> wygląda na zamarzniętego.Ja walczę do końca.Natomiast na trasach pojawia się"cukier puder" i powoli można gdzieniegdzie w nim stracić kontrolę. W tym momencie udaję się spokojnie przez Buczynkę na dół. Buczynka ciut rozjeżdżona ale poniżej IDEALNY STÓŁ. Podsumowując:minusy: zimno, minerały na upartego są (pod wyciągiem bez upartości:rolleyes::)plusy: pustki, stół na trasach do 11-11.30 potem stół i cukier miejscami.Widoki:super widzialność ale sam kontrast miejscami bardzo marny.
    8 punktów
  2. Mysiałek fajnie to opisał,ja tylko trochu dorzucę... :wink: Wstałem 5.40,ale jak zwykle gramolenie zajęło.Jakoś tak nie spieszyło mi się wyjść z domu,a zwłaszcza do drapania szyb.Mój dizelek zapalił bez problemu,temperatura dokładnie -20st. Bagażnik zamarznięty,więc narty wrzucam przez boczne drzwi.Buty ustawiam pod nawiew,ale zapomniałem o rękawiczkach... Temperatury zrobiły swoje!Jeszcze nigdy nie miałem tak pustej drogi od B-B do samego Korbielowa!Żadnych korków,żadnego Tira,żadnej marudy - puściuteńko!!!Droga B-B - Korbielów zajęła mi nieco ponad pół godziny!To się nie zdarza często. Im bliżej Korbielowa,tym zimniej.Termometr zatrzymał się na -25st!Mysiek ma rację,nie byłem zbyt szczęśliwy... :tongue: Na pocieszenie,kiedy zaparkowałem temperatura urosła,do całych -22st.Szybkie przebieranie i jazda do kasy.Po drodzę spotykam Nurka,tzn. Nurek1974,nikt nie nurkował w strumieniu,chyba za dużo lodu. : W sumie to chciałem przywitać się przy kasach,bo już mi palce zesztywniały,ale cóż... Mróz postępował i na szczęście Mysiałek wyłonił się z toalet,to uratowało moje palce!Z resztą każde ściągnięcie rękawic trzeba było dobrze przemyśleć,nie pamiętam kiedy ostatnio miałem takie problemy. Ruszamy na górę.Zanim dotarliśmy do Szczawin,znów odzywają się palce!Szybki pit stop w schronisku i jest dobrze.Trochu więcej pośmigaliśmy i znów te palce... Drugi pit stop jednak nie przynosi oczekiwanego efektu,więc po dwóch zjazdach ruszam z samej góry na sam dół - jeszcze nigdy w życiu nie pokonałem tych dobrych 5 km bez choćby krótkiego odpoczynku!Tym razem się udało i to kręciłem jak opętany,żeby tylko się rozgrzać.Nawet jak to by było 10km,też odpoczynku bym nie zrobił!Efekt osiągnąłem - na samym dole palce odpuściły,mogłem nawet spokojnie oddać karnet,przebrać buty itp. i wszystko git! :smile: Morał z tego taki,że już mam nowe rękawiczki! :biggrin: Dzisiejszy dzień inny niż wszystkie.Ludzi garstka,mróz skutecznie odstraszył.Waruneczki super,nawet dla moich nowych zabaweczek.Dość sporo (miejscowo) minerałów,których wcześniej np. na Miziowej nie widziałem.Mimo niedogodności z powodu mrozu,dało się fajnie pośmigać no i towarzystwo dopisało! :cheerful: Mysiek,Nurek1974 oraz "młody z nizin",wielki dzięks! :smile:
    6 punktów
  3. Chciałbym opisać historię jaka mnie spotkała w styczniu. Wykupiłem polisę PZU po raz kolejny ( chyba 6 raz ) jak co roku. W tym roku doznałem kontuzji ( potrącony przez narciarza ) w Aplach ( Włochy ) i półprzytomnego przywieziono mnie na sygnale do kliniki ... wcześniej na "tratwie" zostałem zwieziony ze stoku. Po odzyskaniu świadomości i po przejściu specjalistycznych badań dowiedziałem się od mojego pełnomocnika w Polsce - który zgłosił wypadek do PZU że mogą być problemy bo ... PZU nie ma z tą kliniką umowy. Leżąc jeszcze w klinice na obserwacji i monitoringu otrzymałem taką informacje ... ale osoba, która mnie ubezpieczała ( mój agent ) powiedział, że nie mam się co martwić bo w umowie ( tzn. warunkach ) jest zapis, że w miarę możliwości powinienem powiadomić ubezpieczyciela o zamiarze odwiedzenia lekarza - ja szczęscie w nieszczęściu nie miałem takiej możliwości bo zostałem zwieziony ze stoku na półprzytomny i nie miałem absolutnie żadnego wpływu gdzie mnie wiozą. Tego samego dnia wyszedłem z kliniki po kilkugodzinnej obserwacji i wykonaniu badań oraz zastrzyków ( czego nie cierpię ) otrzymałem gorset od pasa po szyje - skończyło się na poważnym poobijaniu żeber i kręgosłupa ( zaznacze, że kask uratował mi życie bo poważnie uderzyłem głową w stok ) i kazano mi wrócić na badanie kontrolne następnego dnia. W tym czasie mój ubezpieczyciel otrzymał dokumenty i miał niezwłocznie przesłać gwarancje wypłaty - klinika na wszelki wypadek pobrała dane mojej karty kredytowej gdybym miał np. jakąś lewą polisę. Cała ta akcja ratunkowa z badaniami i pobytem kosztowała około 1500 euro. Następnego dnia pojawiłem się na badaniach kontrolnych i po około 30 minutach byłem już po wszystkim i udałem się ( na wózku ) do recepcji bo dokumentacje i wypis. TU ZACZĄŁ SIĘ HORROR którego nie życzę nikomu. PZU nie dostarczył żadnych gwarancji a ja nie miałem takich środków na opłacenie prawie 1600 euro ( bo doszła jeszcze kontrola 50 euro i zastrzyki 40 euro ) ... po kilku godzinach wydzwaniania do centrum alarmowego PZU - pzu wysłało gwarancje wypłaty 800 euro i odmówiło wypłaty reszty kwoty twierdząc że klinika zawyża koszty a obserwacja kilkugodzinna nie była konieczna. Oczywiście mogę zapłacic z własnej kieszeni i potem wystąpić ( czytaj sądzić się przez kilka miesięcy lat ) do PZU o zwrot. Horror horror w klinice patrzono na mnie jak na POLAKA OSZUSTA ! Po za tym lekarz z centrum alarmowego ( KASZPIROWSKI ) na podstawie faktury stwierdził że obserwacja i monitoring nie był potrzebny ! Porażka jak po utracie świadomości nie należy osoby skierować na obserwacje ( zawsze istnieje ryzyko wstrząsu mózgu ) ??? Po kolejnych kilku godzinach walki i mojego niewyobrażalnego cierpienia na poczekalni Pani z PZU stwierdziła że jednak prześle potwierdzenia wypłaty całości - na infoilinie wydałem kilkaset złotych na telefon ( nie odpuściłem ) powiedziała że skoro byłem nie przytomny to pewnie nie miałem wyboru na wybór szpitala. Po kolejnych godzinach spędzonych w gorsecie na drewnianych krzesłach poczekalni przyszedł kolejny faks z PZU ale odmówiono mi wypłaty za wizytę kontrolną bo na to miałem wpływ i powinienem to ustalić z PZU .... kolejne godziny walki. Rozmowa z kordynatorem Centrum Alarmowego, który po kolejnych godzinach przyjął argument, że każda inna klinika musiałaby wykonać wyniki jeszcze raz i narazić na dodatkowe koszty zdecydowanie większe niż 90 euro poskutkowała i po 8 godzinach cierpień otrzymałem potwierdzenie wypłaty całości ... ale pełen bólu psychicznego i fizycznego. Wiem, że nie jestem jedynym przypadkiem, który został tak potraktowany przez firmę PZU
    3 punkty
  4. GPSy montowane w komórkach oraz nawigacje samochodowe tracą wiarygodność w terenie, a to dlatego że nawigacja uśrednia wyniki pomiaru współrzędnych z kilku cykli, i jeśli jest połączona z mapą to przybliża uzyskany punkt do któregoś z punktów drogi (zauważcie że po zjeździe z jakiejś drogi nawigacja czasami "gubi się" i odnajduje po kilku sekundach - to dlatego że uzyskane średnie współrzędne są zbyt odległe od drogi którą jechaliśmy i nawigacja musi "przemyśleć" czy to błąd pomiaru czy zjechaliśmy); dokładność odbiorników GPS wraz z mapą to ok 5-15 m wsp. B,L oraz 15-50 albo i więcej wp. H a ilość możliwych błędów pomiaru to można by pracę dyplomową napisać, w terenie taka nawigacja po pierwsze: nie zawsze ma dostęp do satelitów (minimum 4); nie zawsze jest zorientowana cały czas w tę samą stronę ("gubi" kierunek północy); nie ma do czego się uśrednić (gdyż nie ma w terenie dróg), przy dużych prędkościach zaburza to pomiar, i nawigacja może "zbudować" wektor, który ma np. 100 metrów a czas jego przejścia to np. 2 sekundy - i już mamy 50 m/s żeby uzyskać wiarygodny pomiar trzeba by użyć odbiornika dwuczęstotliwościowego z RTK albo zmierzyć prędkość średnią np. na odcinku 1000 metrów
    3 punkty
  5. Dziś (sobota) byłem w Jurgowie. Wszystkie trasy otwarte i bardzo fajny śnieg: twardy, zmorożony ale bez lodu (np, może w dwóch miejsca trochę lodu wyszło). Ludzi mało, praktycznie bez kolejek -- tylko raz w południowym szczycie musiałem zaczekać chwilke do krzesełka. Tak około 13 zaczął padać śnieg i no niestety bardzo zimno: zmarzłem jak nigdy...
    3 punkty
  6. Mój rekord na nartach to 323 km/h ale w trakcie jazdy musiałem wyłączyć nadajnik bo jedna narta mi się wypięła a na pewno jechałem szybciej :)
    3 punkty
  7. Wczoraj wróciłem z tygodniowego pobytu w Szklarskiej, niestety dzień wcześniej niż zamierzałem z powodu mrozu i początków choroby dziecka, ale cóż, tak bywa, na pogodę nie ma rady, dzieci też chorują nagle i niespodziewanie. Co do samej Ski Areny to moje odczucia były jak najbardziej pozytywne. Trasy OK, podobała mi się Lola i Śnieżynka, a i Puchatek też jest moim zdaniem super, szczególnie dla kogoś kto nie szuka zbyt dużo adrenaliny i preferuje spokojną jazdę, FISu nie oceniam, nie byłem, to jeszcze nie mój poziom :-) Oczywiście w drugiej części dnia wszystko robiło się rozjeżdżone i zmuldzone, ale i tak dawało się całkiem fajnie pojeździć. Tylko w weekendy (zaliczyłem jeden) naprawdę jest koszmar, kolejki do kas i wyciągów, trasy rozjeżdżone już przed południem, ale cóż, jak się tyle osób przewinie to nie dziwota, tym bardziej, że wszystko jest raczej wąskie. O parkingach nie piszę, to pewnie pięta ahillesowa większości, jeśli nie wszystkich ośrodków narciarskich. Ale tak naprawdę nie o SkiArenie chciałem dzisiaj napisać i mam nadzieję, że to właściwe miejsce, a jeśli nie, to trudno, lepszego nie znalazłem. Chciałem wszystkich wybierających się do Szklarskiej przestrzec przed kwaterowaniem w obiekcie o nazwie Willa CROSS. Kwatera ładnie wygląda z zewnątrz na zdjęciach i w rzeczywistości, jest pięknie położona na sporej wysokości, ładne widoki, las i na tym zalety się kończą. Jak tylko się zameldowaliśmy i zostaliśmy wprowadzeni przez właścicielkę do pokoju, podobało nam się, nie powiem, szczególnie mojej 9-letniej córce. Pokój "dwupoziomowy", na pietrze, wchodzi się na górną część, w dolnej, cztery schodki niżej, tapczanik i łazienka. Ale już wieczorem wylazło szydło z worka. W tej dolnej części było po prostu koszmarnie zimno. W całym pomieszczeniu dwa kaloryfery, nawet mocno ciepłe, jeden na dole, drugi na górze, a w łazience żadnego. Podłoga w łazience zwyczajnie lodowata, co prawdę mówiąc dosyć dziwne było bo pokój był na piętrze, bez kapci nie dawało się tam wejść, a skorzystanie z toalety w pozycji siedzącej wiązało się z doznaniem szoku termicznego zaraz po posadzeniu na niej odpowiedniej części ciała. Córka uparła się, że "dół" jest jej i rzeczywiście miało to sens, bo mogła tam swobodnie zorganizować swój zabawkowy bałagan i bawić się z koleżanką całe wieczory spędzane w pensjonacie, niestety strojem obowiązującym przy tej zabawie musiał być polar, ciepłe portki i grube skarpety. Pierwszą noc nawet tam przespała, ale od następnej musieliśmy już spać razem w górnej części tego "apartamentu". Oczywiście następnego dnia poszedłem do właścicielki z tym problemem i pytaniem czy zamierza coś z tym zrobić, ale pani przyszła do naszego pokoju i łazienki ubrana jak do wyjścia na mróz i stwierdziła, że 20 stopni na pewno jest, a ciąg dalszy jej wypowiedzi można zamknąć cytując klasyka "Jak jest zima, to musi być zimno". Cóż, niestety już pierwszego dnia byłem na tyle głupi, żeby zapłacić za cały pobyt, nie miałem kasy na drugą kwaterę, nie bardzo miałem ochotę robić jakąś straszną awanturę, więc po prostu zdecydowaliśmy, że zostaniemy, aż tak źle nie będzie, w końcu i tak większość czasu będziemy spędzać poza. Podobne problemy do moich miał też kolega, który z żoną i córką i mieszkał w pokoju pod naszym. Co prawda miał trochę więcej szczęścia. Po pierwsze w pokoju i łazience było co prawda raczej niezbyt ciepło, i od niektórych ścian "ciągnęło" chłodem, to jednak podłogi nie były lodowate, szczególnie w łazience. Poza tym po uwagach zgłoszonych właścicielce stał się szczęśliwym użytkownikiem olejaka elektrycznego, który mógł sobie włączyć i kwaterę dogrzać. Dla mnie pani na włościach nie zaproponowała takiego rozwiązania, pewnie dlatego, że do kolegi akurat miała interes, polegający na tym, żeby pilnował, aby z kranu w łazience bez przerwy "ciurkała" woda żeby nie zamarzła instalacja, co pewnie nie było bez wpływu na łatwość zasypiania w nocy. Żeby nie było, że jestem nieobiektywny, zaznaczam, że to wszystko co napisałem dotyczy tylko tych dwóch pokoi. Trzecia rodzina z naszej paczki, która również miała pokój dwupoziomowy, jak ja, nie narzekała na zimno, ale ich pokój był jakby po drugiej stronie domu. Zimno w pokoju to może sprawa względna, ale Willa CROSS miała też kilka innych "zalet". Zaraz po ulokowaniu się w pokoju zauważyłem, że drzwi do łazienki nie zamykają się, światła "na dole" nie ma, a gniazdko w ścianie nad samym łóżkiem wisi na kablach. Drzwi nie zamykały się z powodu śniegu na dachu, który tego wieczoru ktoś z mozołem zrzucił i po dwóch dniach zaczęły już działać normalnie, na brak światła (w kinkiecie włącznik nie działał) nie było innej rady jak tylko mała stołowa lampka, którą nie za bardzo było gdzie postawić poza podłogą, a gniazdko naprawiłem sam, bo właścicielka stwierdziła, że nie ma kto tego zrobić. Moim zdaniem jeśli ktoś bierze pieniądze za wynajem pokoi i nie jest w stanie sam ich przygotować dla gości to powinien kogoś do tych prac wynająć, a nie wynajmować pokój nie przygotowany z instalacją grożącą porażeniem. Nie wierzę też, że nikt z właścicieli tego wszystkiego nie widział, pokój był generalnie przygotowany i sprzątnięty, więc na pewno zajrzeli w każdy kąt i tylko ślepy nie zauważyłby, że gniazdko jest wyrwane ze ściany, a światło się nie świeci, przecież nikt nie sprzątał po ciemku. Kolejna sprawa to Internet WIFI. Oczywiście dzisiaj nie jest to wielki problem, większość osób ma mobilny, ale miał działać, a działał tak: 5 minut działania, 10-15 minut przerwy, połączenie WIFI obecne cały czas, transmisja albo dobra, albo zerowa. I nie zależało to od lokalizacji komputera, każda z 3 rodzin z naszej grupy, mieszkała przecież w innym pokoju, jedni na parterze, inni na piętrze, a efekt wszędzie ten sam. Dla gości dostępna jest kuchnia, naczynia itd. tyle, że ta kuchnia jest jakby w piwnicy, czy suterenie, zależy z której strony domu patrzeć bo stoi na zboczu, i z pierwszego pietra trzeba się z byle herbatą, kawą czy talerzem zupy nieźle po wąskich schodach nabiegać i nauważać żeby nie rozlać po drodze, albo nie oblać kogoś. No ale jest jak jest, następnym razem przed wynajęciem zapytam ile jest pięter między kuchnią, a pokojem. Jest też salon dla gości z bilardem, w salonie kilka stołów, z których jeden ma blat pod kątem jak ścianka na FISie, bo noga od stołu jest połamana i pewnie jak z tym gniazdkiem nie ma komu naprawić, a do bilarda jest jeden połamany, przykrótki kij i stół, który połyka co którąś bilę i nie oddaje jak czarna dziura, to takie drobiazgi niby, ale jak się reklamuje takie zalety w Internecie, to wypadałoby, żeby odpowiadało to mniej więcej prawdzie. No i to byłoby na tyle. Mam nadzieję, że miejsce publikacji powyższego tekstu jest właściwe, a jeśli nie, to proszę admina o przeniesienie postu tam gdzie trzeba. Mam też nadzieję, że pomoże on komuś ustrzec się przed zakwaterowaniem w tym miejscu, na pewno za 40zł/osobę/za dobę można znaleźć w Szklarskiej coś lepszego. Pewnie w górach jest niejeden pensjonat, którego właściciele są zainteresowani tylko skasowaniem za pobyt, nie przejmując się warunkami w jakich lokują gości, szczególnie zimą, ale jakoś tak czułem się w obowiązku napisać o swoich doświadczeniach. Zimą w górach byłem drugi raz w życiu. Rok temu w Jaworkach mieszkałem we wspaniałym miejscu, u życzliwych i starających się w każdej sytuacji pomóc gospodarzy, za mniejsze pieniądze. A warunki jakie były w "Pokojach u Bandyka" do tych w Willi CROSS mają się jak Mercedes do Syrenki i to mocno przechodzonej. Pozdrawiam i życzę lepszych kwater. MS
    2 punkty
  8. Również dziękuję za towarzystwo ja śmigałem równo do 16 tej, co dwie godziny przerwa w schronisku na rozgrzanie jakby nie to wytrzymałbym max 3 godziny dodam że na koniec zaczął prószyć lekki śnieg. pozdrawiam
    2 punkty
  9. Cześć "Ktoś...." - Jacek Nikliński. Jak na tamte czasy był to bezprcedensowy wyczyn. Stok udeptywany był ręcznie (noznie ) Podczas prób w 1978 roku pogoda była po prostu zła a i tak udalo się osiągnąć ponad 140 km/h. W 1979 w dobrych warunkach i wyposazony w profesjonalny sprzęt Pan Jacek przekroczył 180 km/h i to był bardzo dobry - światowej klasy - wynik wtedy. Do momentu gdy Jędrzej Dobrowolski nie zaczął jeździć był to rekord Polski. Jak widać pobicie go to obecnie pestka dla gości, którzy "znają swoje mozliwości" a nawet nie potrafią przyjąć porządnej pozycji zjazdowej, dobrać stou do próby, zadbac o nieobecnośc innych, ..... nie chce się pisać nawet. Dla mnie żenada. Chyba, że to po prostu taki żarcik - ale też ludzie pojawiający się z boku az lewej na dole nie wyglądają na dorobionych w photoshopie. Pozdro serdeczne
    2 punkty
  10. Cześć Ani nie znasz możliwości, ani nie umiesz przewidywać a nawet zbyt dobrze jeździć. Na dodatek nie masz pojęcia z jaką prędkością jechaleś bo pomiary tego typu są bardzo zafałszowane. Oceniam, że mogłeś najwyżej zblizyć się do 100km/h. Idź po rozum do glowy. Pozdro
    2 punkty
  11. Allianz sprzedaje Mondial Assistance, wiem bo byłem z nimi nieco w kontakcie - generalnie dobrze to działa i jest ok
    2 punkty
  12. Jest oczywiście, ale na COS'ie tzn. na duże Skrzyczne www.szczyrk.cos.pl Ja pisałem o warunkach na Czyrnej-Solisko (obecnie SON) www.szczyrkowski.pl
    1 punkt
  13. Dziś baaardzo zimno, a do tego w niektórych miejscach działające armatki. Do 12 bez kolejek, ludzi mało, jak wracaliśmy to sporo aut jechało w przeciwną stronę . Przygotowanie bdb (- juliany bo obok "snow parku" ratrak zostawił sporo lodowych jajec, no a po drugiej stronie rozkładał się tvn na jutro). Dodam tylko, że przygotowanie pod wyciągami również bdb i to nie tylko dziś miało miejsce, ale również na ostatnich moich pobytach w tym ośrodku, od czyrnej trochę gorzej (szczególnie na tym długim), bo tam ratrak się nie mieści, mają tam niby jakąś maszynke ale to niewiele daje, ale zasypują chopy te dziury.
    1 punkt
  14. Zmienił się przede wszystkim właściciel Czyrna-Solisko. :tongue: Zrobili też naśnieżanie niemal na wszystkich trasach.Wyciągi bez zmian,te same orczyki.Natomiast warunki fajne,śniegu sporo i można pojeździć.Więcej dorzucą zapewne stali bywalcy. :wink: Natomiast drugi większy ośrodek w Szczyrku - COS - niestety bez zmian,no może opcje karnetów się zmieniły i są bardziej przystępne. :
    1 punkt
  15. http://www.skionline.pl/forum/showthread.php/14201-Polska-warunki-narciarskie-2011-2012?p=149033#post149033
    1 punkt
  16. I tu się mylisz w krajach zachodniej Europy większość klinik, przychodni to prywatne biznesy. Np we Francji jest około 30% placówek państwowej służby zdrowia (conventionné) honoruje nasze państwowe ubezpieczenie. Polega to na tym, że najpierw płacimy za całość leczenia, a potem z fakturą udajemy się do ichniejszego funduszu zdrowia (Caisse Primaire D'Assurance Maladie) i tam otrzymujemy zwrot od 80-100% leczenia. Teraz zapłać za leczenie, potem się ubiegaj....myślisz, że to takie proste (bariera językowa, odległość, kontuzja)?? Ja osobiście uważam, że wyrobienie tej karty to zwykła strata czasu. Dobre ubezpieczenie to podstawa wyjazdu. Ja osobiście wykupuje zawsze ubezpieczenie w kasie wyciągu tam gdzie skipasy. Jeśli w czasie udzielania pomocy masz takie ubezpieczenie to miejscowe służby wiedzą na czym stoją. Ubezpieczenie dodatkowe wykupuje tylko na przejazd.
    1 punkt
  17. Tak jak Ty TheOSTRfan mysli kazdy 18 latek który ma od 2 tygodni pramo jazdy i zabił dziecko na przejściu dla pieszych jadąc 198,2 w mieście. Myślę, że admin powinien usunąć ten wątek. Wojtek 41 lat doswiadczenia na nartach
    1 punkt
  18. Byłem wczoraj na Chopoczku. Warunki wyśmienite, twardo max, ludzi średnio, raczej niewiele. Niektóre wyciągi nie chodziły ze względu na temperaturę, ale wszędzie możną się było dostać. Po raz kolejny stwierdzam że uwielbiam to miejsce i lepsze są jedynie alpy. Na dodatek obczaiłem wczoraj chyba najszybszą trasę, udało się dojechać na P1 z Bielska w dokładnie 2h20min! http://maps.google.pl/maps?saddr=Bielsko-Bia%C5%82a&daddr=Glinka,+Ujso%C5%82y+to:Doln%C3%BD+Kub%C3%ADn,+S%C5%82owacja+to:Ru%C5%BComberk,+S%C5%82owacja+to:Dem%C3%A4novsk%C3%A1+Dolina,+Slovensk%C3%A1+republika&hl=pl&ie=UTF8&ll=49.05947,19.476013&spn=0.470635,0.883026&sll=43.659924,25.202637&sspn=8.311904,14.128418&geocode=Fak6-AId0M4iASl7UIDdY58WRzGn40_6h_URaA%3BFUi88gIdQGIkASlN09VSHzQURzHR0V097swFYw%3BFcDe7gIdiGwmASlvwakwpLEVRzHACJfG0fcABA%3BFRTu7AId15wmASlvu6rhGggVRzEQEJfG0fcABA%3BFVM_6wIdPscqASmd9sOmB3YVRzEADZfG0fcABA&oq=demano&mra=ls&t=h&z=10 PS. Miejscowość Novot, godzina 0715, termometr w samochodzie pokazywał -38stopni!
    1 punkt
  19. Elvia to taki duży "dystrybutor" ubezpieczeń od którego wiele firm wykupuje pakiety. Wg mnie nie ma złych ubezpieczeń są tylko ludzie, którzy nie umieją czytać umów, które podpisują i tyle
    1 punkt
  20. Tumlin nocą: - 24. Podobnie jak tydzień temu, po pracy wieczorny wypad na deski. Ponownie Tumlin. Na stoku kilku narciarzy. Pogoda ekstremalna -24. Pierwszy rzut oka na stok: U góry obsługa wyciągu grzeje się przy ogniu...a ogień grzeje się światłem latarni :wink: Jest bardzo twardo, po popołudniowym ratrakowaniu. Szybko :smile: Pusto... Kilka zdjęć i palce prawie odmrożone...delikatny wiatr potęguje uczucie zimna. Po kilku zjazdach przerwa i grzaniec w karczmie. Ustaje wietrzyk i wracam na Górkę. Kolejne kilkanaście zjazdów i pora do domu... ...po drodze, termometr przy drodze krajowej nr 7 - pokazuje temperaturę -26,1 stopni. Niby nizina...a jednak ekstremalna jazda... ...sorry za jakość zdjęć - telefon przy takiej temperaturze niestety nie działa zbyt dobrze. Pozdrawiam odmarzając marboru
    1 punkt
  21. Jak mnie pamięć nie myli to Warta była. Mogę poszukać polisy , powinienem mieć ją jeszcze w dokumentach z przed kilku lat.
    1 punkt
  22. Jak zwał,tak zwał.Ale power musi być łokropny :eek: :biggrin: :cheerful:
    1 punkt
  23. Z mojego punktu widzenia fabryczne ostrzenie może wystarczyć ale trzeba by rzucić na to okiem z bliska - fabryczne krawędzie bywają ...różne. Na pewno warto zrobić pierwsze smarowanie. Z drugiej strony w teorii te narty są gotowe do jazdy - ale tu więcej zależy od twoich osobistych wymagań co do nart. Skoro jednak to twoje pierwsze to pewnie i wymagania nie są zbyt wyszukane.... możesz więc coś zrobić, może nie musisz Ja ostatnio uznałem, że nowe Fische mają dostatecznie dobrą krawędź, ale wstępnie je nasmaruję - co wynegocjowałem od razu przy zakupie A może po prostu pojedź lub zadzwoń do serwisu Marcina Szafrańskiego i zapytaj, czy warto coś robić? Przy okazji ustawisz może prawidłowo wiązania i ich nastawy?
    1 punkt
  24. Widoczki z wieżyczki widokowej powinno być widać Malą Fatre,Lysą Hore ale była za duża mgiełka
    1 punkt
  25. CzantoriaTak więc ponownie jestem na Czantori :smile:Pogoda git,troszkę zimno -19 ale nie ma wiaterkua słoneczko ładnie operuje od rana.Kupuje karnecik 100 punktowy za 70 zł i do dzieła.Trasa przygotowana ekstra,ludzi co pies napłakał,mrozik zrobił swoje.Po 5 zjazdach czuję a właściwie nie czuję nosa,na 2 śniadanie trochę za wcześniejwięc wjeżdżam do góry nart w dłoń i zapylam na punkt obserwacyjny na Czantorię Wielką.Po około 30 min jestem na szczycie,trochę zmachany,ale rozgrzany.Na górze płacę komunikatywnej czeszce 5,50 zł za wejściena stalową wieżyczkę,cykam parę fotek i jazda.Po drodze tłumaczę jeszcze zdziwionym turystom żenie wjechałem tu wyciągiem tylko wszedłem w butach narciarskich :tongue:
    1 punkt
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...