Ranking
- uwzględniając wszystkie działy
-
Wprowadź datę
-
Cały czas
1 Październik 2007 - 11 Październik 2026
-
Rok
11 Październik 2025 - 11 Październik 2026
-
Miesiąc
11 Wrzesień 2026 - 11 Październik 2026
-
Tydzień
4 Październik 2026 - 11 Październik 2026
-
Dzisiaj
11 Październik 2026
-
Wprowadź datę
10.04.2013 - 10.04.2013
-
Cały czas
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 10.04.2013 uwzględniając wszystkie działy
-
Skrzyczne widok na kotlinę Żywiecką Start czerwoną tylko ja Czerwona ,,ścianka" Z Jaworzyny pod kolejką 8 kwietnia Szczyrk13 punktów
-
Byłem w SON Szczyrk w słoneczny poniedziałek , w Czyrnej 3/4 wyciągi pełne obłożenie a na parkingu prawie połowa aut. Wiedząc że Skrzyczne stoi, nie mogłem sobie odmówić spaceru do Schroniska i zjazdu pustą Kaskadą(czerwona) do samego Szczyrku. Bieńkula Startujemy na Skrzyczne Łyżwą na zjazdówkach pod górę-raz wolniej niż Justyna Skrzyczne puste schronisko-to co lubię11 punktów
-
Wrzucę swoje 3 grosze w temacie warunków narciarskich i nie tylko. W tym roku zima jakoś dopisała. Na wielu stokach panują dobre warunki a .... ośrodki zamkniete! Żle to świadczy o "potencjale i sile" naszych narciarzy! Ośrodki zamyka sie bo brak klientów. Brak u nas jest aktywnych narciarzy lubiących spędzać czas na nartach, oczywiście poza "pojebusami" (wg. okresleń niektórych żon) jakoś zwiazanych ze Skionline:smile: Większość naszych rodaków zadowala się kilkoma dniami na nartach, jakimś pobytem w górach, i to wszystko! Nasuwa się tu pytanie, ile w Polsce np. sprzedano karnetów rocznych czy sezonowych? Boję się że niewiele!!! Taka sytuacja powoduje tłok na stokach w ferie i ewentualnie w okresie światecznym i nie sprzyja inwestycjom w infrastrukturę narciarską. Bo kto będzie inwestował grubą kasę aby pracowała 2 miesiące w roku? Niby jest nas narciarzy (i snowbordzistów) ponad 4 mln sztuk. Niby, ale widać nas tylko w ferie. Brak jest chyba nawyku aktywnego wypoczynku. Bez porównania lepiej ma się i rozwija "branża grillowa" czy kanapowo-telewizyjna. Odnoszę wrażenie, że u naszych sąsiadów Słowaków czy Czechów lepiej to wygląda. Oczywiście, trzeba też cały ten problem rozpatrywać w aspekcie potencjału ekonomicznego społeczeństwa. Nie sądzę jednak że u sąsiadów jest aż tak o wiele lepiej. Ciekawe jak na tle sąsiadów czy Europy wypadają nasze wskażniki np. sprzedaży sprzętu narciarskiego czy pobytów hotelowych w okresie zimy? Reasumując, nie napawa mnie optymizmem taka sytuacja jak obecnie. "Potencjał stokowy" mimo przeszkód ze strony obrońców żyjątek i krzoków, jest- brak "potencjału narciarskiego". Nie spodziewajmy się więc nowych inwestycji, nowych obiektów, bo i dla kogo? A gdyby nie dotacje unijne to.... sami sobie dopowiedzcie. Szczyrk i Pilsko chyba by przodowały nadal!7 punktów
-
A więc wczoraj dla odmiany zawiało nas do Sulden;http://www.seilbahnensulden.it/Deutsch/index.php Wcześnie rano pobudka,pierwsze sprawdzanie prognozy pogody i kamerki na stokach,gdzie będzie najwięcej słońca. Prognozy kiepskie,najlepiej prezentowało się właśnie Sulden.Już parę lat temu chodziła mi po głowie ta miejscówka,ale zawsze jakoś tak wygrywały inne miejsca.Teraz była okazja,by go poznać.Z Nauders jest to około 45 kilometrów,czyli jakieś 40 minut drogi,ale za to jakiej.Sama przejażdżka stanowi wielką przyjemność.Widoki cudne,góry,jeziora,i średniowieczne zamczyska. Następnie droga pnie się ostro w górę,i na wysokości 1900m pojawia się w końcu malutkie miasteczko Sulden (Solda) W cieniu majestatycznego Ortrela o wysokości 3905m. Widok z parkingu pod dolną stacją; Dolna stacja; Taka kolejka wywozi narciarzy na wysokość 2610m; Widok ze stacji pośredniej Parę minut jazdy i witają nas takie oto widoki;6 punktów
-
No to ja dodam od siebie dwa filmiki z Klimczoka :happy: Pierwszy - jazda free w lesie: [video=youtube;vDEDQY0T9jM] Drugi, to świetny filmik z wycieczki skiturowej na trasie Szczyrk Biła - Klimczok - Trzy Kopce - Karkoszczonka - Beskid Węgierski - Brenna - Karkoszczonka - Szczyrk Biła. Świetny klimat, jazda :happy: [video=youtube;PDqPnAku2YE]6 punktów
-
Witam,bedzie to troche spozniona relacja, z pobytu w Tatrach, w okresie 23-29 marcaDZIEN 1W sobote wieczorem, 23 zaczynalem kurs w Tatrach. Wstyd sie przyznac, ale w ciagu nieco ponad 20 lat na nartach, mial to byc moj pierwszy raz w Tatrach...Korzystajac z okazji postanowilem sobotni poranek przeznaczyc na jazde. W planie byl Kasprowy, jednak musielismy zmienic plany i wybralismy Rohace.przed 9 rano jestesmy na parkingu, ktory pomimo tego ze spory, to caly zapelniony. dolaczaja do nas znajomi, kupujemy karnety i grupa ruszamy na wyciag.Jesli przy karnetach jestesmy - cena to 17euro za 4 godziny + 3 euro kaucji. ja po zeszlorocznych cenach na Pilsku ciagle jeszcze zyje w innym swiecie i gdzie nie pojade, to wydaje mi sie ze jest drogo :)Na Rohacach, na dole jest wyciag talerzykowy, ktorym trzeba wjechac by dostac sie do krzesla. do tego wyciagu jest kolejka na 5-10 minut. Pozniej, mimo sporej frekwencji, kolejek do 4 osobowej kanapy nie ma.Trasa na pierwszy rzut oka, jest bardzo rekreacyjna - typowo rodzinna. Dosc plaska, jedyny stromy fragment, przy koncu -nadrabia jedynie dlugoscia. pierwszy zjazd na rozgrzewke po trasie - calkiem przyjemnie. Zaczelismy szukac swojego szczescia w lesie - sniegu duzo, sporo swiezego puchu, grzech nie skorzystac. Na poczatku wyglada to slabo, przy wyciagu albo nic nie ma, a to co jest - jest rozjezdzone. W koncu znalezlismy fajne miejsce.Na szczycie krzesla gdzie mamy taki oto widok przy okazji dodam - jak widac na zdjeciu w sobote warunki pogodowe byly super, ale wracajac do sedna:na szczycie krzesla wysiadamy w lewo i uderzamy od razu w las, trawersujac w jego glab. Wypada sie na otwarta przestrzen - zbocze jednego z otaczajacych nas szczytow. W dalszym ciagu trawers, pozniej przejazd przez las i wypadamy na zboczu pokrytym mlodnikiem opcji zjazdu jest kilka, wszystkie przyjemne. Nie jest to dlugi zjazd, wypada sie ponizej lasu na rozlegla polane, dosc plaska, z ktorej dostajemy sie znow do lasu i tu zaczyna sie jazda, nie przesadze - ok 1km dobrego zjazdu. jest tam przecinka - ok 10-15 m szeroka do samego dolu - widac ja na tym zdjeciu: mozna tez jechac lasem, jednak jest on dosc gesty. zjazd przyjemny, fajne nachylenie, trafilismy dobry snieg. Jesli wybieramy przecinke to trzeba z 5 minut podmaszerowac - wypada sie na takiej sciezce, ktora prowadzi do wyciagu. Lecac lasem, mozna najechac pod samo krzesla bez marszu.Na koniec wizyta w knajpce pod krzeslem - tu ceny w przeciwienstwie do karnetow duzo bardziej przystepne :)podsumowujac, dla mnie Rohace to osrodek dobry na 1 dzien, badz rekreacyjna rodzinna jazde, ewentualnie jako baza wypadowa do ski turowych wypraw.kolo poludnia, zaczelo sie chmurzyc, a my po 13 wracamy do Zakopanego. drobne zakupy, obiad, zabieramy bagaze i ruszamy busikiem, obladowani jak tabor cyganski do Kuznic :)ok 17 jedziemy wagonikiem - i tu zaskoczenie - a mianowicie cena pojedynczego wjazdu na Kasprowy to 40zl - jak dla mnie to spora przesada, cenia sie gorale.obladowani wysiadamy na Kasprowym, skad mielismy sie kierowac do miejsca naszego noclegu, czyli Murowanca. chmury dolinach a my mozemy cieszyc oczy pieknymi widokami: ja mialem 2 wypakowane na max plecaki i torbe z laptopem. rzut oko na stan trasy - muldy na 50 cm i wiecej. Na szczescie udalo sie zwiesc bagaz krzeslem na Gasienicowa. Musze przyznac, ze trasa w tym stanie - tzn jej poczatkowy fragment potrafi dac w kosc, gdyz na dole scianki uda palily :)Odbieramy bagaze i kierujemy sie juz maszerujac na nartach do Murowanca. Dzien dosc wyczerpujacy, z wielka radoscia zrzucilem te toboly z siebie. Rozpoczal sie kurs - krotki wyklad i zapoznanie z uczestnikami, oraz planem kolejnego dnia :)c.d.n/4 punkty
-
No i po Gardenissimie 2013... Po czeki na 5000 euro najszybciej pokonali 6 km giganta Ilka Stuhec i Hannes Reichelt,uczestniczący forumowicze niestety im w tym nie przeszkodzili:smile: Warunki bardzo trudne,początkowa ściana we mgle,potem środek bez kontrastu a końcową część giganta już było widać dobrze,ale widok nie był pocieszający-były to rynny półmetrowej głębokości,bo na dole ciepło było i miękko.Ostatnie grupy z 700 startujących miały już dobrą widoczność,ale jeszcze głębsze rynny.Na tych ,którzy przetrwali te 4 do 14 minut jazdy,bo taki był rozrzut wyników od Reichelta do ostatniego Czecha,czekało dobre jedzenie na dole i pamiątkowe bluzy z napisem Gardenissima 2013-SURVIVED...4 punkty
-
I jeszcze parę fotek z samego miasteczka; Reasumując; Sulden am Ortler to bardzo urokliwe miejsce,ma swój wysokogórski klimat,widoki bezcenne.Napewno jeszcze tu wrócę,może nie na cały tydzień,ale dzień,dwa powinny wystarczyć. Pozdrawiam czytających te nocne wypociny i marzących o wielkich górach :biggrin::biggrin::biggrin: piter4 punkty
-
A mnie wczoraj ostro coś walnęło w łeb:stupid:Rano wstaję,a tu w nocy napadało ok.10 cm świeżego śniegu,a miejscowa stacja -Góra Chrobrego już nieczynna:mad::Miotałem się,nie mogłem się z tym pogodzić:sorrow: i padło na Mrągowo:stupid: ośrodek Góra Czterech Wiatrówhttp://www.gora4w.com.pl/ Byłem tam ładnych parę lat temu,chciałem sprawdzić czy coś się zmieniłśrodek oddalony jest od Elblaga ok.170 km ,czyli dalej niż sławna Wieżyca.Droga w padającym deszczu z śniegiem,za Olsztynem już śniegu-ale 2,5 godziny.Na parkingu kilka samochodów,na stoku jeden narciarz i deskarz .Warunki trudne,śniegu dużo,ale mokry i ciężki,trudno o jakąś ciekawą ewolucję narciarską:biggrin:Pogoda też masakra:mad::padający na zmianę deszcz z śniegiem.Jest tutaj nawet czarna trasa-to taka ścianka dł.ok.30-40 m ,ciekawa jest czerwona trasa,ale kompletnie nieprzygotowana.W pewnym momencie zostałem sam na stoku,panowie z obsługi patrzyli na mnie jak na "szaleńca":stupid:,ale po zakończonej jeździe miło sobie dyskutowaliśmy o stacji i warunkach.Z pamiętnych lat ośrodek zmienił się na dobre w stosunku nowej infrastruktury gastronomicznej,w pobliżu ośrodka na wykończeniu nowy,duży hotel.Ośrodek głównie dla narciarzy z Olsztyna,albo tych co chcą spędzić zimę na Mazurach.Wymęczyłem 3 godziny i powrot do domu,z rannego śniegu już nic nie zostało:sorrow:Jak na jeden raz w sezonie godny odwiedzenia,albo spędzić jakiś weekend:wink: A dziś w nocy przymroziło,piekna pogoda,na kamerkach z Wieżycy bajka,jak jutro nie będzie padać deszcz,albo temp. nie będzie oscylować jakięś +8 st.C,to może jakieś nocne na Wieżycy,ale to już napewno byłby koniec:tongue:4 punkty
-
Trasy są w większości łatwe,lub o niewielkim stopniu trudności,ale najfajniejsze jest to co poza trasą,teren daje nieograniczone możliwości frirajdu :biggrin: Mnie najbardziej podobała się trasa nr1,którą można było zjechać do samego Sulden;3 punkty
-
Następnie szybką 4-osobową kolejką pniemy się jeszcze wyżej na wysokość 2850m.Po drodze podziwiamy jeszcze mniejsze Sulden. Daleko majaczą chmury nad Austrią Z górnej stacji można zjechać dwoma niebieskimi trasami na dół,albo pnąć się jeszcze wyżej.podrodze mija się takie schronisko; I jeszcze jedna kolejka ,też szybkie wyprzęgane 4-osobowe krzesło; Wyżej się nieda,chyba że na piechotę,co niektórzy czynią; W oddali majestatyczny Ortler; A w dole wspaniałe trasy3 punkty
-
SON w niedzielę Powyżej pojawiły się wpisy na temat SONu w poniedziałek, a ja jeszcze wrócę do niedzieli. Pojechaliśmy z siostrą i szwagrem. Oni byli tam pierwszy raz, ja 8 raz w tym sezonie. Kazałem im być o 6:30 u mnie. Byli 6:20. Jako, że auto mają szybkie, to na pośrednim byliśmy 7:15. Sporo za wcześnie. Ale za to moje ulubione miejsce do parkowania przy krawężniku, parę metrów obok stoku było wolne. Zdecydowanie wolę jechać tych parę km więcej niż zapłacić dychę za parking w Solisku, czy piątaka w Czyrnej(a nawet jak jest za darmo to trzeba dylać do góry). Po pożywieniu się i wypiciu herbatki udaliśmy się do kasy, gdzie byliśmy 7:50. Pierwsze odbicie na bramkach mam zarejestrowane 7:56. Plan zakładał pokazanie rodzince całości ośrodka. Tak więc najpierw trasa zielona „8” i niebieskie „9”, „12” i „13”. Później czerwona „10”. Następnie „Golgotą” do Soliska. O tej porze dnia wszystko wyglądało bajecznie. Kolejki tak maksymalnie na 6 par za bramkami. Następnie z Soliska na Suche i na Halę po czym do Czyrnej „2”. Na tej ogromnej polanie gdzie biegną razem „2” i „3” cała szerokość do dyspozycji. Wszystko bez zarzutu. Niestety później przestało być fajnie. Na początku dnia pod II było tak z grubsza mówiąc nierówno. Ok. 11 zrobił się tam horror. Do tego stanął wyciąg na dobre 5 minut, bo na górze orczyk zakręcił się jakoś dziwnie wkoło liny. Ja byłem na górze i czekałem na rodzinkę. Do tego koleś z obsługi zamiast włączyć szybko wyciąg zaczął głupio dyskutować z narciarzami. Oni coś wspominali o PRLu. Ja czekając długotrwale też coś głupiego rzuciłem chłopu. Mało brakło byśmy się spięli. Horror na wyciągach był też pod IV i we fragmentach na XI(część była zrobiona ratrakiem). Tak jak ktoś tu napisał-gdzie jest maszyna do równania pod orczykami?!? Osobiście ją widziałem, więc istnieje. Model jest jakiś Mongolsko-Albański, ale swoje robi. Niestety trza jej wlać ze 2 litry benzynki, a każdy liter to „strata” kasy. Mentalności właścicieli tego ośrodka nie sposób skumać. Ratrakowi(proszę forumowiczów o info dlaczego się ich zwie Ernestami) jakieś chyba miesięczne szkolenie na tej maszynerii przeszli(może jakieś wyjazdowe w Alpach mieli). Nie byłem co prawda na nartach za granicą, ale trasy były przygotowane bez zarzutu(poza „1”, ale o tym za chwilę). Na pozostałych wyciągach(nie jechałem tylko X i I, ale tam klasycznie nierówno jak na równoległych orczykach) mega równo. To powinien być standard. Niestety mimo, ze wszyscy o tym mówią, to nadal z tym równaniem pod wyciągami jest słabo. Na koniec(bo to chyba było moje zamknięcie sezonu) stwierdziłem, że zjadę „1”. Wg stronki SONu ta trasa jest otwarta. Na hali nadal napis „Trasa zamknięta”. Poniżej „Uwaga kamienie na trasie”. Ale chciałem za wszelką cenę tam zjechać. Trasa ma fajny przebieg, ale niestety nie była prawie wcale przygotowana. Nierówno, grudy lodu, kamienie na tej „ściance”. Nie warto się tam pchać. Ale trasa „zaliczona”. Nie byłem na „Bienkuli”, ale wg towarzyszy jazdy na wyciągach bardzo dobrze. Brakowało tylko więcej słoneczka. Ok. 11 trasy się zaczęły rozmiękać. Choć na Małym Skrzycznem nadal twardo i fajnie. Na koniec sie troszkę zgubiliśmy z rodzinką, oni do tego wywalili się na wyciągu obok „Golgoty”. Ale mimo tych „atrakcji” bardzo im się podobało. Oni jeżdżą pierwszy sezon. Zaczynali od Białki w ferie. W pewnym momencie siostra w SON stwierdziła, że za dużo trzeba jeździć, a za mało się w kolejkach stoi:laughing:. Niedziela, bajeczne warunki, a właściwie nie było tłoku. Czasem się korkowało w Suchem, ale kolejka była od strony „7”, a z drugiej strony było tylko parę osób za bramkami. Podobnie było na Hali na Małe Skrzyczne. Jak ktoś nie wpadł, żeby objechać budynek dookoła to stał chwilę w kolejce. Tak więc troszkę kombinacji i praktycznie szło na bieżąco. Najciekawiej wyglądało Małe Skrzyczne-oszronione i ośnieżone drzewa, raczej dawały wrażenie, że jesteśmy w styczniu, a nie w kwietniu. Do tego spoko widoczki, choć momentami była mgła. Wyjazd bardzo udany. Z tego co czytam to prawdopodobnie były ostatnie jazdy V i IX na Julianach. Kolega Mostostal zapewne niepocieszony, ale nie ma innego wyjścia dla tego ośrodka jak stawiać kanapy. Lepiej by było oczywiście gdyby ktoś dostawiał kanapy do istniejących orczyków i budował nowe trasy(a możliwości są ogromne), ale na to na razie nie można liczyć. W sumie zjechałem 24 razy co jest dalekie od moich rekordów, ale wypad miał charakter turystyczno-wypoczynkowy i nie miał mieć jakiegoś sportowego charakteru. Rano wszędzie super równo. Później też bez specjalnych zarzutów, choć oczywiście mocno scharatane i częściowo rozmiękłe. Jak ktoś przyjechał na 12 to nadal mógł dobrze pojeździć. Jedyne przetarcia na „1” i „3”. Co najśmieszniejsze, czym później w SON tym lepsze warunki. Był to mój drugi sezon tam, ale jeszcze tyle śniegu tam nie widziałem. Siostra ze szwagrem, mimo tego że zauważyli, że wokół nich jest narciarski skansen, to nadal chcą tam jechać. Stwierdzili, że to był ich najlepszy narciarski wypad. Naprawdę tak powiedzieli ludzie, którzy byli kilka dni na Podhalu. Oczywiście jak ktoś się wybierze w Alpy, to taki Szczyrk może być bardzo męczący. Ale nie ma w Polskich Beskidach bardziej zróżnicowanego miejsca niż SON(fakt, że nie byłem na Pilsku, ale jakoś nie kumam układu wyciągów, zresztą na tym forum ktoś pisał, że te wyciągi są dziwne). Teraz w Szczyrku już na plusie, ale jeszcze rano wyglądało jak w zimowe ferie. Jak ktoś ma okazje niech się jeszcze wybierze. Za 40 zł można jeszcze fajnie pośmigać.3 punkty
-
Z tymi karnetami sezonowymi w Polsce to taka celowa moja prowokacja:smile: To pokazuje ile jest jeszcze do zrobienia, choćby organizacyjnie, w celu uatrakcyjnienia oferty dla miłośników nart. Aha, to okreslenie "pojebus" wziąłem od któregoś z forumowiczów Skionline, który pisał ,że wybierając się któryś raz z rzędu na narty, usłyszał od żony, że jest poje.... Mam nadzieję że nikt się nie obraził, nawet jeśli w tym sezonie zaliczył ponad 50 dni na nartach. Ja to rozumiem, nawet zazdroszczę, bo z wynikiem 35 dni jestem aspirującym do grona poje... albo małym poje...2 punkty
-
Bardzo ciekawy artykuł dla wszystkich lubiących jazdę poza trasą. Większość przedstawionych miejsc poniżej jest Wam znanych...znanych, ale może do końca nieodkrytych. Śpieszcie się poznawać Beskid Śląski! Za 5 lat freeride'owy potencjał tych gór zmniejszy się o połowę. Co się stanie? Czy tak szybko skruszeją do rozmiarów łagodnych fal w krajobrazie, przez grzeczność nazywanymi Górami Świętokrzyskimi? Takiego dramatu nie będzie, ale ich dzisiejszy potencjał polegający na tym, że z grubsza rzecz biorąc, połowa stoków Beskidu Śląskiego jest odkryta, mówiąc dosadniej – łysa, zostanie skutecznie zniwelowany przez pnące się do góry leśne młodniki, które uniemożliwią swobodną jazdę. Co jeszcze takiego jest w tym najbardziej na zachód wysuniętym naszym Beskidzie, że jest freeride'owym eldorado? Infrastruktura. Rzecz jasna, nawet nie stała przy tej alpejskiej ale swoje potrafi odpracować. Góry są nieduże, a mamy tu kilka naprawdę świetnych pod kątem freeride'u „resortów”. 1. Krzesełko na Skrzyczne. Pokonuje różnicę wysokości 720 metrów. W Polsce więcej może zaproponować tylko kolej na Kasprowy Wierch, ale to na Skrzycznem większą część z tej wysokości da się spożytkować podczas zjazdu poza trasą. Jeśli chcemy szusować tuż przy kolejce to podczas typowego powder day. Kila dni po opadzie trzeba szukać szczęścia w zjazdach do Czyrnej (10 min jazdy na nartach chodnikiem do dolnej stacji kolejki, można wziąć też taksówkę, autobus albo zafundować sobie pół godzinny spacer). Inny, świetny wariant do zjazd na drugą stronę (wschodnią) góry, skąd trzeba wrócić zamówionym wcześniej busem, taksówką, albo wrócić na szczyt na fokach... 2. Małe Skrzyczne – okolice przy szczycie są żenująco płaskie ale mnogość ciekawych form terenowych jakie rozciągają się niżej na licznych bocznych grzbietach i stokach, na dodatek dość gęsto pokrytych wyciągami, jest zaiste imponująca. Klasyczny zjazd pozatrasowy, wymagający oprócz wyjechania wyciągami na sam szczyt Małego Skrzycznego, także krótkiej wycieczki, prowadzi z Kopy Skrzyczeńskiej do Malinowa. Inne dobre linie są z Golgoty i Julian do Malinowa – hektary bukowych lasów do jazdy. 3. Szyndzielnia – mało wykorzystywana kolejka. Droższa niż wyżej wymienione i udostępniająca teren nie tak atrakcyjny i z mniejszą pokrywą śniegu. Pokonuje jednak w 6 minut około 460 metrów różnicy poziomów. W nawigacji nie ma tu większej filozofii, będąc tam zorientujemy się na co można sobie pozwolić. Do dyspozycji mamy bukowe lasy i zarastającą polanę dawnego „stoku” narciarskiego. 4. Czantoria – miejsce kapitalne... ale rzadko raczące nas dobrymi warunkami śniegowymi. Dolna stacja – o zgrozo – znajduje się poniżej 400 m n.p.m. To prawie na wysokości bałtyckich plaż, przez co białe nie lubi tam przelegiwać za długo. Jeśli jednak zima zapuszcza się także w niższe położenia górskie nie jedźcie nigdzie indziej. Tutejsze stoki są strome i porośnięte rzadką, starą buczyną. Jeśli zabraknie puchu przy kolejce, można zjeżdżać do doliny Suchego Potoku, gdzie terenu jest w bród, a wydostać się nie jest trudno. Na dodatek krzesło pędzi na tyle szybko, że nie zdążycie nawet rozpakować kanapki, którą zrobiła Wam na wyjazd mama. 5. Stożek – skromny ośrodek wśród skromnych, zaledwie 250 metrów przewyższenia. Zima jednak lubi ten zakątek ukryty w najwyższych położeniach Wisły. Kiedy w Ustroniu, pod Czantorią, oddalonym stąd o przysłowiowy rzut kijkiem narciarskim, kuracjusze przechadzają się po suchym deptaku, my często otwieramy sezon właśnie na Stożku. Tutejsze zjazdy nie są porażająco długie ale, co dość istotne w naszym sporcie, jest tu śnieg. Poza tym życie można tu sobie umilić na kilku ciekawych skalnych dropach, które w Beskidach nie są przecież tak często widywane. Jak na nieduży obszar Beskidu Śląskiego i realia nadwiślańskiego kraju, infrastruktura jest tam wręcz wspaniała. Na tym jednak góry się nie kończą... O ile większość terenów dostępnych z wymienionych wyciągów jest w mniejszym lub większym stopniu zalesiona, to pozostaje nam do samodzielnej eksploracji całe mnóstwo łysin, czyli bezdrzewnych stoków czekających na nasze esy floresy malowane nartami po śniegu. Najbardziej rozległe odkryte powierzchnie stoków znajdują się w okolicach Skrzycznego, Małego Skrzycznego, Malinowskiej Skały, Baraniej Góry i Magurki Radziechowskiej. Skiturowe eldorado Beskid Śląski to chyba najciekawsze spośród naszych beskidzkich pasm dla narciarzy nastawionych na turowe wycieczki grzbietami. Wszystko za sprawą wspominanych wcześniej wylesień, które miały największą intensywność w okolicach Magurki Radziechowskiej, Baraniej Góry i Małego Skrzycznego. W pogodny dzień widoki potrafią być nie mniej zachwycające niż w wyższych górach. W panoramie z tutejszych odsłoniętych grzbietów bez trudu dostrzeżemy Tatry oraz szereg mniej lub bardziej wybitnych gór sąsiedniego Beskidu Żywieckiego w tym Babią Górę oraz Pilsko. Jednym z pomysłów na wycieczkę na fokach po Beskidzie Śląskim może być pętla wokół Szczyrku biegnącą przez Skrzyczne, Malinowską Skałę, Biały Krzyż i Kotarz. Leniwi albo o słabszej kondycji ski-turowcy mogą wspomóc się wyciągiem na Skrzyczne. Wtedy ruszamy na szlak z zapasem sił. To tylko przykład na skiturową wycieczkę po Beskidzie Śląskim, ale wędrować można po całych tych górach bez większych ograniczeń – nie ma na tym terenie parku narodowego. Opracowanie i zdjęcia: Tomasz Dębiec powder.pl2 punkty
-
Z tą i innymi podobnymi wypowiedziami zgadzam się w 100%. Nawet jak w SONie stanie gondola i 5 podgrzewanych 6-osobowych kanap, to i tak się tam nic nie zmieni bez zmiany mentalności właściceli i personelu. Jak wiadomo ryba zawsze psuje się od głowy.2 punkty
-
Hej jakoś nie mogę spać:biggrin: Tak jeżdżę na RTM-ach; takich ale zazwyczaj targam z sobą taki zestaw; teraz też miałem,chciałem dać kolejną szansę moim starym ukochanym slalomką,ale nie udało się.RTM 84 w każdych warunkach były lepsze i dawały mi więcej radości z jazdy.Slalomki dobre są na tyczki a nie na cały dzień jazdy po dłuugich trasach. Przytocze tekst z poprzedniego roku po jeździe w Solden; :Miałem z sobą; Dynastar omeglasss dł 165cm,r11,3 Head isupershape dł 165 r 11,7 Dynastar omeglass dł 157cm r 11,3 oraz Voelkl RTM84 dł 176cm r 18,1 Warunki do testów były idealne,wszystkie rodzaje pogody;od zmrożonego lodowego sztucznego sztruksu,poprzez sztruksik naturalny,popołudniowe rozciapane muldy i świeży puch,zwłaszcza dużo puchu i rozjeżdzonego świeżego śniegu.I ze smutkiem muszę stwierdzić że test wyszedł bardzo źle.Źle dla moich ukochanych slalomek na których jeździłem od jakichś 17 lat.Na Voelklach RTM84 z rockerem jeździło mi się zawsze lepiej,no ale to pewnie dlatego że nie jestem expertem i ta narta robiła sama za mnie wszystko. W każym razie moja opinia;skrętne jak moje stare slalomki,jak już się wejdzie na krawędź to super trzymają,są bardzo stabilne,dają poczucie bezpieczeństwa przy dużych prędkościach,czego nie można powiedzieć o slalomkach.Bardzo dobrze trzymają na twardych zmrożonych stokach,a jazda na nich po świeżym śniegu i puchu to bajka. Te nartki dają dużo radości i fanu z jazdy,nie wiem czy jest to spowodowane posiadaniem rockera,czy nie ale wiem jedno-czas moich slalomek przeminął.RTM 84 z rockerem-dla mnie narta ideał. http://www.skionline.pl/worldskitest/11-12,testy,narty-allmountain-mezczyzni,7.html A za oknem biało,w nocy spadło trochę śniegu,czas ruszać na stoki :biggrin::biggrin::biggrin: Pozdrawiam serdecznie2 punkty
-
A mi się od razu nasuwa pytanie: ile ośrodków oferuję karnet całosezonowy? Sam bardzo chętnie bym kupił takowy,ale... W mojej okolicy (w miarę bliskiej) jak na razie "całosezonówkę" oferują: - Wisła Stożek - Pilsko - Czarny Groń Wisła Stożek - 1000zł Żeby faktycznie mi się to opłacało,musiałbym tam być w sezonie minimum ze 30 razy.Skazałbyś cały swój sezon tylko na Stożek?W dodatku nie ma tu jazdy wieczornej,a to oznacza,że trudno byłoby wyjeździć te 30 razy i na tym zyskać.Mógłbym tam bywać wyłącznie weekendowo. Pilsko - 1800zł Cenę pozostawiam bez komentarza,porównywalna z Alpami! :stupid: Może się to opłacać tylko zapalonemu narciarzowi z Korbielowa,który będzie mógł być tam codziennie. Czarny Groń - 1100zł Tutaj wygląda to lepiej,ale skazałbyś się na cały sezon na ośrodek jedno trasowy? Gdyby pojawiła się całosezonówka na Beskidzką "5",wtedy będzie to miało sens,ale na pojedynczy ośrodek,w dodatku za takie pieniądze dla dużej większości to kompletny bezsens. Może bym się zdecydował,gdyby: 1. cena była niższa (powiedzmy max 700-800zł) 2. byłby to ośrodek z szybkim dojazdem 3. bezpłatnym parkingiem 4. koniecznie jazdą wieczorną. Wtedy tam śmigam głównie w tygodniu,wieczorkami,a w weekendy czasem zaliczam inne miejsca. Takie mam tam przemyślenia. :wink:1 punkt
-
1 punkt
-
Maćku, proszę Cię bardzo :happy: Oto... Rysianka i super pioseneczka: [video=youtube;zETe7SwgvBA] Znane doskonale na Forum - Pilsko: [video=youtube;rOalHxtqpR4] Bieniatka: [video=youtube;SNN_murJ8pY] Lachoń Groń: [video=youtube;qSGegx0GINQ] Kotarz [video=youtube;XUhPjc0rQjY] Wydaje się, że niezmierzone te Beskidy :happy: Zazdroszczę, że jesteś tego wszystkiego tak blisko...zresztą nie tylko Ty, Wszyscy z południa Polski.1 punkt
-
1 punkt
-
Czesc, miejsce super, będziesz zadowolony. Tu moja relacja z zeszłego roku. www.skionline.pl/forum/showthread.php/15477-Soelden-20121 punkt
-
Widzę Darek, że Cię "nosi". Myślę, że Wieżyca jutro spokojnie da radę, więc będziesz miał szansę na mały trening. Miłego szusowania.1 punkt
-
żarty żartami...nie tak dawno żartowałem, że dla żartu pośmigam na telegrafie 1-go kwietnia. niestety :stupid: rzeczywistość zaskakuje znowu. wczoraj był jeden z piękniejszych dni. w nocy -5 i rano sru na stok. nie tylko ja byłem niecierpliwy. kolejka stała już przed otwarciem bramki trzepiąc ślizgami zmrożony śnieg = szybka jazda w oddali góry świętokrzyskie bronią resztek zimy słońce kwietniowe mocno daje znać o sobie nawet miasto wygląda jakoś lepiej :sorrow:to chyba był ostatni taki dzień na tym stoku1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
W związku z dzisiejszą pogodą :smile: decyzja mogła być tylko jedna - narty w słońcu na pustych stokach. I tak się stało - 8:00 na Julianach, potem po kolei - Golgota, Małe Skrzyczne, Bieńkula, Czyrna, Solisko. I tu zaplanowane spotkanie z Jankiem i znowu Czyrna i M.Skrzyczne, potem Pośredni i spotkanie z Andy'm (nieplanowane), ostatnie wejście o 12:56. To był jeden z najpiękniejszych "wiosennych zimowych" dni (narciarsko, pogodowo, towarzysko :angel:) - narta pięknie trzymała od rana do końca jazdy, no i te pustki na stoku. Dwa razy "kazałem" sobie z M.Skrzycznego do Soliska bez zatrzymywania i nikogo nie spotkałem. Na Julianach też były takie sytuacje, że jechaliśmy sami z Jankiem i Andy'm.1 punkt
-
Hej Dzisiaj mimo złych prognoz też był piękny dzień.Sprawdziły się tylko częściowo,dopiero po południu zaczęło trochę sypać,ale słonko przebijało się przez chmury i było zaj..biście. Plan był taki że zwiedzamy włoską część wspólnego ośrodka Reschenpass http://www.reschenpass.net/xxl/de/home/_season/at2/index.html i prawie się udał. Jeździliśmy tu: Ośrodek obsługuje gondola,tu dolna stacja; i cztery kanapy;dwie 6-osobowe,1-czwórka i jedna wolniejsza,ale z taśmą 3-osobowa,która zresztą obsługiwała najfajniejszą czarną trasę. Wczoraj pisałem że w Nauders było bardzo mało ludzi, dzisiaj na stoku czułem się jakbym wykupił ten ośrodek tylko na własność,ludzi można było policzyć na palcach.Po sztruksie jeździliśmy cały dzień do 16:30 zresztą sami zobaczcie; A tu bardzo ciekawa i długa czerwona trasa nr1 biegnąca lasem pod gondolą Ośrodek bardzo przyjazny dzieciom,fajne taśmy w tunelu dla początkujących; i podium;1 punkt
-
Od dawna szukałem na necie ciekawej wyprawy free bądź turowej do Chin. Udało się :smile: Znalazłem świetną, polską, narciarską relację z Wyprawy na Mustang Atę. Oto ta przygoda: Mustang Ata, czyli narciarski raj w środku lata W maju 2012, dojeżdżając do Chamonix, odbieram telefon - dzwoni do mnie znajoma z propozycją wyjazdu narciarskiego na Mustang Atę w Chinach z piątką znajomych. Kończę rozmowę skupiony na najbliższych celach, po głowie zaczynają jednak chodzić te Chiny, które zawsze chciałem zobaczyć. No i jeszcze ta nazwa… Mustang Ata. Temat niczym bumerang wraca po powrocie z Alp. Ekipa jest zmotywowana; widać, że dla wszystkich jest to przygoda, na którą mają chrapkę. Zobaczyłem zdjęcie góry i wiedziałem już, że chcę tam pojechać. Wyprawa nabiera rumieńców pod koniec czerwca i pomimo niedyspozycji jednego z uczestników decydujemy się pojechać w piątkę (Paulina, Magda, Marek, Andrzej i ja). Ale zaraz… nie pojadę przecież na Mustang Atę (7546 m.n.p.m) z moim podstarzałym sprzętem turowym. Wystarcza jedna rozmowa z Jackiem Grzędzielskim z Salewy i dostaję na wyprawę sprzęt do testowania. Jeśli chodzi o sprawdzenie zestawu to nie mam innego wyjścia, jak zrobić to w Tatrach w lecie, ponieważ cały lipiec pracuję jako instruktor. Niosę więc na Halę Gąsienicową zielone Dynafity TLT 5 TF, w których spaceruję z tyłu Betlejemki, żeby sprawdzić czy mnie przypadkiem te cuda nie obcierają. Narty to oczywiście Dynafity z linii Mustang Ata, wiązania Dynafit Vertical ST Stoper , kije węglowe Dynafit, dwa zestawy fok, harszle… uff, mogę jechać. 7500 metrów n.p.m. to nie przelewki. Paulina, Magda, Marek i Andrzej aklimatyzują się wstępnie w Alpach, ja przyjeżdżam do Kirgizji cztery dni wcześniej i aklimatyzuję się do 4600 m w pięknej dolinie Ala-Arcia . Czuję się świetnie, miejscowi Rosjanie są wyjątkowo gościnni, a ściany tak piękne, że aż nie chce mi się jechać nigdzie indziej… ale cóż, trzeba schodzić, bo z Polski wyleciała już ekipa. Od razu po przylocie wszyscy ruszamy wynajętym busem z Biszkeku do Chin. Podróż przez dzikie kirgiskie i chińskie doliny i płaskowyże trwa pełne dwa dni i tak docieramy do Kaszgaru, milionowego miasta w Chinach, gdzie po szybkim przepaku jedziemy dalej Karakorum Highway w kierunku naszej góry. Po kilku godzinach jazdy docieramy do Subax (3600 m n.p.m.) i oczom naszym ukazuje się po raz pierwszy Lodowy Ojciec, jak zwą Mustang Atę miejscowi Urgowie i Kirgizi. Miny nam rzedną , a smaczku dodaje rozmowa z dwójką bardzo solidne wyglądających Włochów (tylko jeden wszedł na szczyt), którzy skwitowali pogawędkę słowami, że torowanie po pas w świeżym śniegu przez kilkanaście kilometrów do najlepszych zabaw na pewno nie należy. Po tej rozmowie decydujemy się jeszcze na szybkie aklimatyzacyjne wyjście w deszczu na 4000 m i już spokojnie śpimy w betonowych jurtach Subax. Kolejny dzień wita nas słoneczną pogodą. Bagaże odjeżdżają w Jeepie, a my pomału idziemy w kierunku bazy głównej pod Mustang Atą, znajdującą się na 4400 m n.p.m. W bazie spory ruch albo raczej przestój po tygodniu złej pogody - wszyscy zeszli i jest tu około setki fanów tego niecodziennego zajęcia, jakim są narty w środku lata. Pełen przekrój narodowości, ale przeważają Europejczycy. Nowo przybyłymi nikt się nie interesuje, nie ma tu już tej kirgiskiej gościnności, jest za to jest komercja w chińskim wydaniu. W bazie panuje spory bałagan, wszędzie walają się śmieci, z toalet nie sposób skorzystać tak są zanieczyszczone, a na środku bazy po prostu mamy sporych rozmiarów regularne wysypisko śmieci. Niejadalne na dłuższą metę, tłuste i słone jedzenie, wszechobecny brud i śmieci, woda prosto z lodowca, która w żaden sposób nie jest filtrowana. My też nie mamy szczęścia - nasza messa to stary wojskowy namiot bez podłogi, za to z kałużą na środku i krzesłami dla krasnali. Długo tu nie chcemy bawić, na następny dzień planujemy więc pierwsze wyjście na 5100 m. Zostawiamy depozyt i wracamy do bazy. Kolejnego dnia dochodzimy ponownie na 5100 m i zostajemy już na nocleg. Jest cudownie. Przed nami góry po horyzont, nad nami piękne słońce i orły, a do tego sprawdzona podczas wcześniejszych wspólnych wyjazdów ekipa… więc póki co nie ma żadnych kwasów. Marek zaczyna bardziej narzekać na ból głowy, więc zostawiamy depozyt na 5550 m i wracamy na jeszcze jeden nocleg z powrotem na 5100 m. Nowy dzień przynosi lepsze samopoczucie i spokojnie osiągając 5550 m, w dobrych humorach spędzamy tu noc. Pierwsze objawy wysokości zaczynają dawać mi się we znaki i rano nie jestem tak rześki jak każdego poprzedniego dnia. Swoje zrobił też 20-kilogramowy plecak. Jednak po dłuższej chwili dobre samopoczucie wraca i foczymy na nartach w kierunku nieodległej bariery seraków, które jakoś będziemy musieli pokonać. Towarzyszą nam tragarze niosący część bagaży. Kiedy jednak docieramy na pole usiane szczelinami, wszyscy błogosławią linę, jaką uparłem się zabrać pomimo komentarzy w stylu „taka łatwa góra”, na której „nikt nigdy nie widział lawiny” . Szczeliny są całkiem konkretne, a lawina sporych rozmiarów zatrzymała się metr przed naszą ścieżką. Okazuje się więc, że tak zupełnie lajtowa to ta góra jednak nie jest. Na wysokości 5900 m wszystkim wyraźnie spada tempo. Dochodzimy do 6200 m i po nocy, która dla jednych była łatwiejsza, a dla innych mniej ciekawa, schodzimy na zasłużony odpoczynek do bazy. Wygląd bazy oraz atmosfera w niej panująca po raz kolejny nie zachęcają do dłuższego pobytu. Wszystkie wyprawy zjechały już na dół i zostaliśmy tylko my. Temperatura w bazie spada o około 10 stopni i zaczyna wiać. Według prognozy, od 20 sierpnia na naszej górze robi się zimno. Świeci jednak piękne słońce i wydaje się, że nic nas nie odwiedzie od stanięcia na szczycie. Jednak Marek po noclegu na 6200 m ma już dość i nie chce tam wracać; wie, że przy takim samopoczuciu na sześciu tysiącach nie rokuje to na wejście na szczyt. Dobrze radząca sobie Magda decyduje się zostać z Markiem dla towarzystwa w bazie, bo w końcu mieli wejść razem i, jak twierdzi, bez Marka jej wejście na szczyt się nie liczy. Wytrzymujemy tylko jeden dzień tzw. restu. Jedzenie sięgnęło dna - zgniłe warzywa smażone na starym oleju, brak podstawowych produktów i obojętność Chińczyków na prośby ugotowania czegoś po ludzku. Nasz kucharz jest tu od ponad dwóch miesięcy, wszyscy już wyjechali tylko Polacy każą mu tu siedzieć po sezonie, a przecież w połowie września jedzie na dwa miesiące pod K2. Szybko uciekamy więc na górę i w jeden dzień dochodzimy do 6200 m, gdzie spędzamy nocleg i rano kierujemy się do ostatniego już przed atakiem szczytowym obozu nr 3. Namiot rozbijamy na 6600 m zamiast na 6800 m i kładziemy się wcześnie spać, bo o 2 w nocy czeka nas pobudka. Szczyt wydaje się być na wyciągnięcie ręki. Jesteśmy na tym kolosie sami, a w bazie zostały tylko trzy osoby. Prognozy pogody zapowiadają słońce, ale i zimno okraszone nieprzyjemnym porywistym wiatrem, więc pewności co do wejścia nie mamy. Przez całą noc naszym małym namiotem targają niezapowiedziane burze śnieżne i przekonani o dużym opadzie śpimy do rana. Jakie jest jednak nasze zdziwienie, gdy na zewnątrz naszym oczom ukazuje się tylko 5-centymetrowa warstwa świeżego śniegu. Najwyraźniej, resztę zalegającą na lodowej skorupie zabrał ze sobą silny wiatr. Jest za późno na atak i w kapitalnych warunkach śniegowych zjeżdżamy na 6200 z zamiarem powrotu kolejnego dnia. Może uda się wejść nawet trochę wyżej, przenocować i w końcu przystąpić do ataku? Niestety, wygląda na to, że noc na 6600 m, spędzona w przedsionku namiotu, totalnie mnie załatwiła i padam ofiarą przeziębieniowej fali gorączki. Musimy zjechać do bazy i choć jeszcze mamy czas na powrót na górę to zdaje się, że wzmagający się wiatr w górnych partiach i odczuwalna temperatura w okolicy -40 Celsjusza skutecznie nam to uniemożliwią. Gdyby baza była komfortowa i dawała tak potrzebny odpoczynek to mielibyśmy jeszcze szansę. W tym układzie nie mamy jednak złudzeń, dla nas to koniec. Z dołu przychodzi Turdubek, jedyny solidny tragarz, jakiego udało nam się poznać i pomaga nam znosić ciężkie plecaki. Razem z Pauliną rozkoszujemy się jazdą, mknąc w dół po stoku przygotowanym jak marzenie - kilka centymetrów puchu na betonie, bosko! W bazie czekają Marek i Magda, a wraz z nimi napięta atmosfera napędzana przez niezadowolenie kucharza. Całość stosunków między nami a agencją zaczyna przypominać sen o Polsce sprzed 30 lat, a że do mieszanki dyktatury z komunizmem kategorycznie nie chcemy wracać, kończymy naszą wyprawę. Jeszcze tylko jedno solidne zatrucie w restauracji w Kaszgarze, które wszystkich nas mocno przetyrało i już grzecznie wracamy do Polski - nie takiego złego miejsca na ziemi . Tym razem się nie udało, ale jesteśmy z powrotem, cali i zdrowi. Na Mustang Atę część z nas na pewno będzie chciała wrócić, bo jazda na nartach po bezkresnych przestrzeniach jej stoków to kapitalne, głęboko zapadające w pamięć przeżycie. Znamy już patenty, wiemy jak się przygotować, a wyjazd po sezonie dał nam niezapomniane chwile bycia z Lodowym Ojcem sam na sam – uczucie, za którym wszyscy już bardzo tęsknimy… Warto zapamiętać: W tej części Chin, nie ma możliwości zorganizowania akcji ratunkowej z użyciem helikoptera. Wszystkie helikoptery należą bowiem do wojska, które nie użycza ich cywilom. Na miejscu nie ma też żadnych służb ratunkowych, więc trzeba liczyć na własny zespół, czy też słono opłacanych tragarzy, którzy jednak nie mają kompetencji w leczeniu chorób wysokościowych. Konkrety? 1 kilogram ekwipunku, wyniesiony lub zniesiony z 4400 m na 6600 m kosztuje 45 $ !! Kalendarium 12.08.12 - Przylot do Biszkeku 16.08.12 - Baza pod Mustang Atą 21.08.12 - 6200 m 24.08.12 - 6600 m 26.08.12 - Kaszgar 09.09.12 - Powrót do Polski Piotr Sztaba Instruktor Taternictwa Polskiego Związku Alpinizmu Źródło: salewa.pl1 punkt
-
W uzupełnieniu do relacji Andy-w.z dzisiejszego nartowania w SON-ie Od około 10.20 do południa jeździłem razem z Huponem,któremu serdecznie dziękuję za dzisiejszy dzień i pewne poświecenie z jego strony. Dzieli nas spora różnica umiejętności i musiał na mnie często czekać na trasach. Porozmawialiśmy przede wszystkim na tematy narciarskie ,ale nie tylko. Dzień super udany i nie tego nawet opóźnienie pociągu 35 minut. W domu po 3,5 godzinach jazdy ,ale w bardzo dobrym humorze.1 punkt
-
Wspaniała wiosenna zima w SzczyrkuPo krótkiej porannej wewnętrznej walce "pracy" z nartami, wygrały te drugie.Szybka decyzja i na Julianach byłem o 9.20Dzisiejszą pogodę i warunki na stokach określiłbym jako doskonałe.Z początku lekki mróz, a tak od 11.30 lekki plus.Ludzi na stokach ilość znikoma, oczekiwania do wyciągu tyle, żeby nos obetrzeć i jazda w górę.Podczas jazdy orczykami jest czas, aby pogadać z ludźmi.Większość dzisiejszych narciarzy bacznie obserwowała pogodę i widząc jak jest urywała się z pracy, tzn. zamieniała godzinami z kolegami, brała jednodniowe urlopy itp. Jedna pani zostawiła z nianią kilkumiesięczną córeczkę, aby ponartować. Wszyscy byli zachwyceni dzisiejszym dniem.Ok. południa spotkałem Janka57 i Hupona. Miło było poznać forumowiczów osobiście.PS. Teraz czuję jak mnie czerwony dziób pali od słońca1 punkt
-
Gdzie znajdziesz lepsze trasy narciarskie w Beskidach? W przyszłym sezonie znowu tam zawitasz.Bo według mnie atrakcyjniejszych tras nie ma żadna S.N. w całych Beskidach . Nie tylko w Beskidzie śląskim i żywieckim. Szwagier był w tm sezonie w wychwalanej na Forum Jaworzynie krynickiej stwierdził ,że trasy w SON są atrakcyjniejsze. Gdyby nie te przestarzałe wyciągi ,niestety:mad:: Dziękuję za dzisiejsze wspólne nartowanie w SON-ie Huponowi i Andy-w czyli Andrzejowi i Andrzejowi:smile::smile: Warunki co najmniej dobre a jak na datę w kalendarzu to super:smile:Wieczorem coś więcej napiszę ,ale bardziej liczę na Andiego-w i Hupona ,doskonałych narciarzy z kilkudziesięcioletnim stażem. Pozdrawiam. Janek1 punkt
-
No to zaczynamy zabawę:biggrin: w Nauders http://www.nauders.com/pl Cześc,poranek przywitał nas chmurami i mgłą,a nawet zaczęło troszkę pruszyć. Ociągając sie ruszyliśmy na stok,od hotelu w którym mieszkamy jest to jakieś 800m,ale busy kursują co dzieięć minut. Widok z dołu był bardzo ponury;gondolki wywożące narciarzy ginęły we mgle,ale co robić,przecież przyjechałem tu jeździć.Wsiadamy pełni złych przeczuć,bowiem wszystkie prognozy nie dawały złudzeń na udany dzień.Wyjeżdzamy do góry i niespodzianka,nad mgłą jest całkiem nieźle; Rzut oka na tablicę; wszystko chodzi. Z gondolki przesiadamy się na krzesło i podziwiamy trasy Jest nieźle,jest po czym pojeździć. Przeważają trasy czerwone;długie i ciekawe Na czarnych też można poszaleć;trasa nr 25 - 70%nachylenia I wszędzie pusto,ludzi mało albo bardzo mało.Na czarnych jeździmy praktycznie sami.Przygotowanie tras-ideał.1 punkt







