Ranking
- uwzględniając wszystkie działy
-
Wprowadź datę
-
Cały czas
1 Październik 2007 - 12 Październik 2026
-
Rok
12 Październik 2025 - 12 Październik 2026
-
Miesiąc
12 Wrzesień 2026 - 12 Październik 2026
-
Tydzień
5 Październik 2026 - 12 Październik 2026
-
Dzisiaj
12 Październik 2026
-
Wprowadź datę
04.01.2014 - 04.01.2014
-
Cały czas
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 04.01.2014 uwzględniając wszystkie działy
-
Podsumowanie: Niestety byłam już w Schladming... : więc moja ocena każdego następnego ośrodka nie będzie obiektywna tylko siłą rzeczy subiektywna. - ośrodek fajny, duży, ale jak dla mnie raczej „do zaliczenia”, a nie żeby tam jeszcze wrócić; -miasteczko bardzo ładne ale lansiarskie (takie troszkę pretensjonalne); -niedobór swojskich knajp i niewiele knajp na stokach; -brak targu adwentowego (może to nieważne, ale gdzieś czytałam, że tak jak w Schladming tak i tutaj jest targ, na którym można kupić grzane wino, zjeść kasztany i kupić pamiątki); -mało rozrywek „około-narciarskich” choć to był początek sezonu, było mało śniegu więc wszystkie giganty, skiparki, kinderparki, rodelbahny były zamknięte). Brakuje nocnego stoku; -mało tras sztucznie naśnieżanych – i teraz ciekawostka – pierwszy raz się spotkałam z tym, że na tablicy z oznaczonymi otwartymi/zamkniętymi trasami są oznaczone trasy sztucznie naśnieżane (oznaczone śnieżynkami): -jest to ośrodek drogi; -brak skiline w st. Anton; -dość sporo tradycyjnej (żeby nie powiedzieć starej) infrastruktury narciarskiej; -ośrodek skitourowy i freerideowy – sporo dojazdówek łączących trasy lecących lekko pod górkę, co oznacza że trzeba „jodełkować”; -trasy w wielu miejscach wzajemnie się krzyżują – jeśli chcesz się dostać do jakiegoś konkretnego miejsca w ośrodku i mówisz „jedziemy trasą nr ileśtam żeby dojechać do wyciągu cośtambahn” to często nie jest tak, że jedziesz jednym numerkiem trasy na sam dół. W międzyczasie masz 5 rozjazdów i przy każdym trzeba się zatrzymać i doktoryzować, która trasa gdzie jedzie, bo odcinki jak dla mnie jednej trasy są oznaczone kilkoma numerkami. Tablice na rozjazdach są troszkę nieprzemyślane – numerek trasy jest z jednej strony, a strzałka z przeciwnej... i tak do każdej trasy. Ja zdecydowanie wolę tablice gdzie jednej strzałce podporządkowanych jest kilka numerków tras. Tu troszkę naćkane było: Niestety popełniłam błąd w stosunku do tego wyjazdu, ponieważ naczytałam się o tym ośrodku dużo dobrego, mapka wyglądała dość fajnie, a ja miałam co do tego ośrodka ogromne oczekiwania. Jak już napisałam powyżej - jak dla mnie - ośrodek fajny, duży, ale raczej „do zaliczenia” a nie żeby tam jeszcze wrócić. Gratulacje i oklaski dla osób, które przebrnęły przez moje wypociny :applause: Tutaj jest pełna galeria (klikać wstecz): http://www.skionline.pl/forum/gallery/showimage.php?i=8001&c=516 punktów
-
Soszów, 5 styczniaPo 2 tygodniach braku nart postanowilismy coś zrobić dla zdrowia.W Beskidzie Żywieckim i Śląskim obecnie są otwarte wg mojej wiedzy:Pilsko - szczyt, Złoty Groń w Istebnej - jakieś resztki śniegu, Szczyrk - wyciąg dla dzieci w Czyrnej, Biały Krzyż i Soszów - trasa niebieska. I to wszystko. Wszędzie warunki trudne lub bardzo trudne. Śnieg wszędzie przypomina to co jest na wiosnę tuż przed zamknięciem sezonu czyli lodowa kasza - rano zmrożona i twarda, a po godzinie, dwóch zwały kopnej kaszy lub cukru (jak kto woli). Dzisiaj padło na Soszów. Pierwszy wyjazd kanapą godz. 8.15. Trasa w miarę równa, beton od góry do samego dołu. W tym betonie jest wtopionych dużo drobnych kamyczków, raczej niegroźnych dla nart.Pierwsza "ścianka" to dla wielu a zwłaszcza naszych wschodnich sąsiadów było zbyt wiele na ich umiejętności.Opuszczalśmy ośrodek ok. godz. 10 i wtedy ilość ludzi na wąskiej trasie robiła się spora.Trasa w wielu miejscach to już była breja cukrowa.No cóż, narty obecnie w Beskidach to średnia przyjemność. Szkoda mi trochę gości zza wschodniej granicy, którzy wydali sporo kasy na przyjazd, a tu taka kicha. wyciąg w pobliżu Soszowa10 punktów
-
Dzień 6 Ostatni dzień na nartach – zachmurzenie z przejaśnieniami. Tego dnia w końcu otworzyli Rendl. Ruszyliśmy więc z domu na stoki St.Anton, zjechaliśmy ulubioną trasą 2, potem trasą 1 do miasta, stamtąd przez miasteczko jakieś 50m z buta do RendlBahn. Zaliczyliśmy wszystkie trasy po kolei, włącznie z trasą przy łorcyku). Trasy R4, R11 i R12 – fajne i przyjemnie twardo przygotowane. Wyciąg Riffel II był zamknięty. Wróciliśmy do St.Anton, wciągnęliśmy się Galzigbahn i zjechaliśmy trasą 8. Cała trasa była w chmurach, gęsta śmietana, widoczność zerowa plus padający śnieg. Postanowiliśmy zatem jakoś przeczekać tą pogodę, bo ta chmura nagle się pojawiła więc myśleliśmy, że nagle przejdzie. Weszliśmy do knajpy Hospitz przy trasie 8 w St.Christoph. Okazało się że połowa stolików jest porezerwowana...potem okazało się że ceny są nieco wysokie (gulaschsuppe 8,20 EUR), a na ścianach wiszą zdjęcia gości tej knajpy: królowie i książęta... ...więc też sobie pstryknęliśmy fotkę, zjedliśmy ciacho i natknęliśmy się na fajną ciekawostkę – do piwnicy w której są toalety prowadziły schody, ale obok schodów była zjeżdżalnia: Genialny pomysł!!!! Jak wyszliśmy z knajpy to pogoda była taka sama, więc jazdy nie było tylko zsuwanie się po omacku. Zaliczyliśmy ulubioną trasę 2, na której niestety na naszych oczach jakaś nieźle jeżdżąca kobitka uszkodziła sobie kolano i zwozili ją. Ten widok troszkę działa na psychikę i w tak kiepskich warunkach widoczności zdecydowaliśmy, że ok 15:00 wstąpimy do knajpy przy stoku przy którym mieszkamy, zjemy obiadek i zsuniemy się do domku. Na koniec po jedzeniu zaliczyliśmy jeszcze raz trasę 25, tak na pożegnanie i do domku. Wieczorkiem poszliśmy na spacerek i resztkowy szoping. Ciekawostką w sklepie narciarskim była duża (chyba 1x1m) chustka do zawijania gardełka w chłodne dni z wydrukowaną na niej mapką narciarską Ski Arlberg Jak znajdę taką ze ski amade to sobie kupię Odwiedziliśmy też miejscowe muzeum – czytałam że jest to muzeum narciarstwa, ale w zasadzie to muzeum St.Anton. Głównie ten budynek to restauracja (górna półka cenowa), ale na piętrze jest muzeum. Wejście kosztuje 4 EUR i dostaje się gadającego automatycznego pana, który po angielsku opowiada historię St.Anton, a potem historię narciarstwa w St.Anton.9 punktów
-
Dzień 5 Pogoda pochmurna – postanowiliśmy zwiedzić Sonnenkopf. Pojechaliśmy autkiem – niewielki ośrodek na pół dnia, z niektórymi fajnymi trasami. Niestety brak sztucznego naśnieżania, ale ratowali się wybierając śnieg ratrakiem z polany: Ten ośrodek to 1 gondola + 3 krzesła (1 nieczynne) i jakieś dojazdowe orczyki. W sumie zastanawialiśmy się którym z 2 krzeseł jechać najpierw Jedna część ośrodka to łyse wygwizdowie obsługiwane przez stare... przepraszam tradycyjne niewyprzęgane niespieszne krzesło. Trasy przygotowane super na gładź (nie oceniam kamieni). Trasy 7 i 5 – genialne Trasa 2 + 3 = 5 Są tam 3 knajpy, z czego jedna przy trasie 1 była nieczynna. Aha, w głównej knajpie przy gondolce piłam ciekawy szwajcarski narodowy napój – Rivella w wersji Red – oranżada z 35% zawartością serwatki. Genialny smak ! Akurat jak byliśmy w Sonnenkopf to równocześnie na ten sam pomysł wpadło wojsko austriackie – uczyli się tam jeździć na nartkach: Mają też tam tradycyjny wyciąg do łapania za linkę: Ok godziny 13:00 po jedzonku zwinęliśmy się do Lech (parking 4) z zamierzeniem szybkiej teleportacji do Warth celem pobrania mapek Warth, których zapomniałam zabrać dla potomnych poprzednim razem. W Warth niestety nie użyliśmy sobie bo zerwał się bardzo silny wiatr (efekt ruchomych piasków na stoku, jak sypki pył śnieżny w postaci fal przemieszcza się po stoku a człowiek traci orientację czy to on się porusza czy podłoże). Potem do wiatru dołączył zacinający śnieg, zrobiło się pusto na stokach, więc na stoki wylazła obsługa i dokonywała „sztucznego naśnieżania” w postaci narzucania łopatami na stok śniegu i przyklepywania tych białych łat... W Warth niektóre stoki miały śnieg w kolorze cafe latte: Po powrocie na stronę Lech zobaczyłam w pobliżu wyruszający na żer ratrak więc pojechałam za nim i za pomocą dyktafonu w komórce spełniłam swoje marzenie – jako sygnał przychodzącego smsa mam ustawiony dźwięk wydawany przez pracujący ratrak. Bajka Wieczorem zakupy i spacerek. Poszliśmy do sklepu, w którym robią swoje własne nalewki. Oczywiście było ich tyle że nie wiedzieliśmy czego popróbować i na co się zdecydować9 punktów
-
Dzień 1 Pogoda – słoneczko za lekkimi chmurkami i temperatura lekko na minusie . Zwiedzanie ośrodka zaczęliśmy od St.Anton-Stuben. Ludzi było niestety sporo – aż byłam zdumiona że więcej geniuszy wpadło na ten pomysł żeby w tym przedświątecznym okresie (kiedy wszyscy szaleją na zakupach i w kuchni) jechać na narty. Na szczęście okazało się że to był tylko boom weekendowy. Stoki niestety juz o godzinie 10:00 były totalnie roz... rozkopane, muldy do kolan a pomiędzy nimi lód. Tak jakby w ogóle nie były przygotowywane. Śniegu było niewiele mimo sypania armatkami. Tak czy siak widoki gór z wyłażącymi spod śniegu skałami do mnie nie przemawiają. W St. Anton góry są dość łyse (skaliste, bez choinek – SB i MB dawniej Figo złapią sie za głowy z tak profesjonalnego określenia). Przy niedostatku śniegu widać było trawę i jakieś organizmy pionierskie (porosty i inne czepiające się skał cuda) Pierwsze co nam się rzuciło w oczy to w większości wyciągów w St.Anton brak jest bramek do odbijania karnetów (co oznacza brak skiline). Niestety w porównaniu z innymi ośrodkami, w których byliśmy tutaj jest mierne i dziwne oznaczenie tras - zaskakujące było to, że trasy czerwone były trudniejsze niż czarne. Ale o oznaczeniach tras napiszę jeszcze później, bo to ciekawy wątek. Do Stuben prowadzi piękna trasa 17 i S1 – długie i przyjemnie nachylone. Stuben jest malutkim ośrodkiem, w zasadzie nie ma tam miasteczka tylko „osada” z hotelami i kapliczką. Stuben to stare niewyprzęgane krzesła typu kolano-jebki i niestety brak sztucznego naśnieżania (kamulce i skały). Trasy nie są powalające, bo są dość wąskie. A to jest efekt "sztucznego naśnieżania" w Stuben czyli zabierania z okolicznych polan śniegu i wrzucania go na trasy Wieczorkiem poszliśmy do kościółka do St.Jakob – mszę odprawiał młody ksiądz z dziwnie brzmiącym akcentem i dobrze wyczuliśmy że to „swój chłop” – po mszy pogadaliśmy sobie z przesympatycznym polskim księdzem, który też jest narciarzem.9 punktów
-
Ski Arlberg 14-21.12.2013 Wyjazd: Droga była w sumie ok. Z Wwy wyjechaliśmy od razu na A2 i jechaliśmy przez Niemcy (na Lindau). K.Hołowczyc chyba chciał nas prowadzić przez Monachium, więc przez pewien czas słyszeliśmy znudzony głos Hołka: „Jesteś poza trasą... nowa będzie lepsza” – to chyba w zamierzeniu miało działać uspokajająco na psychikę kierowcy Nasz Gasthof (Haus Pfeifer) położony był ok 50m od trasy nr. 24a, tak że wychodząc przez furtkę, wpina się narty, podjeżdża się 50m po polanie do stoku i już zaraz jest dolna stacja gondolki Nassereinbahn. Typowy pokój ze śniadaniem. Generalnie ciężko w okolicy znaleźć nocleg poniżej 50 euro i sensownie położony – wydaje mi się, że znalazłam optymalne lokum (zarówno cenowo, jak i co do lokalizacji). Gospodarze generalnie raczej mówili „po swojemu”, ale dogadywaliśmy się bez problemu... chyba... Pokoik był na parterze z najpiękniejszym dla narciarza widokiem - na trasę i dolną stację gondolki. Pokoik wystarczający jak na 2 osoby, przytulny, z różową łazienką, ale bez netu i TV. TV mieliśmy co prawda w pokoju śniadaniowym tuż za drzwiami naszego pokoju, który był przeznaczony wyłącznie dla nas, ale to nie to samo – lubię tuż po przebudzeniu włączyć Alpenpanoramę i przy dźwiękach tej muzyczki zbierać się na śniadanie i do wyjścia. Pokój śniadaniowy był wykończony w moim ulubionym stylu czyli z padliną na ścianach Jak tylko się zameldowaliśmy i wnieśliśmy klamoty do pokoju, poszliśmy na spacer po miasteczku (zaczął padać śnieg). Miasteczko jest baaardzo duże jak na to co się spodziewałam – jest po prostu rozległe i piękne, w tym czasie pięknie ozdobione świątecznymi dekoracjami, każdy dom zadbany, jakby wczoraj odmalowany. Mnóstwo sklepów takich dość lansiarskich, niewiele restauracji w stylu Stubn/Huette ze swojskim miejscowym jedzeniem, natomiast większość to restauracje hotelowe np. z zupą tajską zamiast tradycyjnymi alpejskimi zupami. Jak się później okazało na stokach też jest niewiele knajp w porównaniu z takim skiamade, gdzie na każdej trasie jest minimum jedna knajpa. Z czystym sumieniem mogę polecić restaurację Fuhrmann Stube (w miasteczku) i knajpę RodelAlm przy rozwidleniu tras 25 i 24a – w miarę normalne ceny i pyszne jedzonko. Taki spacerek po mieście (do Galzigbahn i z powrotem) robiliśmy sobie codziennie wieczorkiem po nartach. W miasteczku jest Billa i Spaar – sklepy są czynne nawet w niedzielę (Spaar do 19:30). Obok Billi jest stacja „tankowania” TESLI:9 punktów
-
Warunki narciarskie w lubelskim Wstałem dzisiaj rano, patrzę przez okno, a na ulicy kałuże pokrył lód. Szybka decyzja, śniadanko, deski do auta i w drogę. Ponieważ w centralnej Polsce otwarta jest jedna króciutka górka - to właśnie na nią jadę, zresztą kolejny raz - po wypadzie wieczornym w Sylwestra. Temperatura po drodze +5 i obawiam się, czy będzie po czym jeździć. Na kamerce wyglądało ok, choć wieczorem kropił delikatny deszcz i w sumie nigdy nie wiadomo. Rąblów jest czynny od 10siątej i po minięciu Wisły, orientuję się, że mam dobry czas. Postanawiam więc po drodze odwiedzić ośrodek, który znajduje się tuż za Puławami: Parchatkę. Na stronie internetowej: http://www.parchatka.pl/ wielki napis, wkrótce otwieramy, a na stoku wiosna: Zielona łąka dominuje nie tylko powyższy, bardziej stromy stok, ale również całe to miejsce. Zimy ani widu, ani słychu... Widok bardzo smutny. Jest 9:45, więc jadę dalej, do miejsca przeznaczenia. Z daleka stok wygląda na tyciutki...bo w rzeczywistości taki jest. Nie wiem jak to, tutaj zrobili, że jest śnieg i się utrzymuje tak długo? Aura od tygodni wiadomo jaka. Przymrozki pojawiają się jedynie na godzinę, dwie nad ranem. Gdybym nie widział na własne oczy, nie jeździł, to bym w to nie uwierzył. Jestem drugim narciarzem na parkingu. Boję się, czy w ogóle ktoś otworzy wyciąg? Właściciel się krząta w obejściu i uspokaja - za sekundę włączy mi talerzyk. Przebieram się szybciutko i rozgrzewam. Kupuję karnet na 3 godziny i jestem gotowy do jazdy. Parę minut po 10siątej puściutko: O dziwo! Po założeniu nart stwierdzam, że jest twardo a powierzchnia jest zmrożona. Fajnie. Nim poznany starszy Pan z nartami się zebrał...to jeździłem sam na całej górce ponad 20 minut. Zero obsługi, jedynie narty i ja... ...poczułem się przez jak na swoim osobistym, prywatnym stoku. Wycinam pierwsze ślady na sztruksie: Zapowiada się intensywny trening - góra, dół, góra, dół. Noga i kolano trzymają się w miarę ok. Po kilku zjazdach, pozwalam sobie na bardziej dynamiczne skręty. Przybywa narciarzy, a ja robię kilka fotek dłuższego zjazdu znajdującego się po lewej stronie Rąblowa. Armaty wystawione, śladowe ilości śniegu również widoczne - właściciele walczyli dzielnie o uruchomienie całości tras ale niestety się nie udało. Góra wygląda tak: Część najbardziej zewnętrzna, przy zbiorniku z wodą do naśnieżania zupełnie bez śniegu: Obok działającego talerzyka, piękna zielona trawa: Jeżdżąc sobie sam, sporo myślałem dlaczego mimo totalnej wiosny w centralnej Polsce tutaj jest ten kawałek górki z przyzwoitymi warunkami śnieżnymi? Dlaczego to się utrzymuje? Na dodatek jak na moje oko jeszcze długo się utrzyma. Rozwiązaniem zagadki jest chyba położenie względem stron Świata. Słońce zagląda tu rzadko, bo znajduje się idealnie za lasem: I nawet jak przebije się przez chmury, to całe miejsce jest zacienione. Przed moim wyjazdem pojawiło się kilkunastu narciarzy i deskarzy, zrobiło się miękko...choć jedynie na samej powierzchni. Ok 20cm śniegu jest mocno zbita i twarda pod spodem. Pakuję się i ruszam w drogę powrotną. Wyjeżdżam z Rąblowa i postanawiam odwiedzić trzeci, mój ulubiony z lubelskich stoków: Stację Kazimierz znajdującą się w Kazimierzu Dolnym nad Wisłą: http://stacjakazimierz.pl/ Wygląda to tak: Podjęta została próba naśnieżania, a śnieg został jedynie na samym dole. Obydwie trasy - z zieloną trawką, podobnie jak w Parchatce. Podsumowując: fajny poranny trening w Rąblowie. Ośrodek powinien dotrwać do mrozów i z pewnością będzie czynny - czyli będzie gdzie zaspokoić narciarski głód. Inne miejsca narciarskie w województwie lubelskim - nie zapowiada się by zostały otwarte w ciągu najbliższych dwóch tygodni. Niestety. pozdrawiam marboru8 punktów
-
Dzień 4 Pogoda była nieco gorsza – chmurzyło się. Pojechaliśmy autkiem do Lech na parking nr 4 z planem zwiedzenia Warth-Schröken i sprawdzenia nowiutkiego połączenia Lech-Warth. Nowe gondolo-krzesło Auenfeldjet to wyciąg z dupo-grzejkami w gondolkach – wspaniała sprawa! Z Lecha do międzystacji jeździ mieszaniec 2 krzesła + 1 gondola, a od międzystacji do Warth jeżdżą gondolki. Do godziny 12:00 były chmury, potem wyszła lampa. W Warth na górze jest łyso i skalisto, a na dole jest nieco drzew. Bardzo przyjemne szerokie trasy, pięknie położona trasa W4, W2. Trasy do Schröken W7, W9 i W5 też super. Knajpka Hochalp przy trasie 19–swojska i stylowa Pyszne papu: Samo Schröken przypomina mi troszke Alpe di Siusi – dużo pagórków przykrytych puchem, choineczki, słoneczko W Warth- Schröken są dwa photopointy (z czego jeden nie działał) i 2 giganty bmw x-drive (niedziałające). Wieczorem - spacerek.8 punktów
-
Dzień 3 Pogoda znów piękna – lampka i lekko na minusie. Wystartowaliśmy z domku i postanowiliśmy zwiedzić St.Anton i sprawdzić czy już udało im się ułożyć trasy i zatrzeć fatalne wrażenie z dnia 1. Niestety Rendl (druga strona St.Anton) nadal była zamknięta. Trasy były świetnie przygotowane jak na tą ilość śniegu – gładziutki sztruksik. Niestety gdzieniegdzie zdarzały się kamienie, ale przy tej ilości śniegu można to wybaczyć. Trasa nr 2 zrobiła na mnie super wrażenie –piękna, szeroka, gładka idealnie nachylona (miała oznaczenie że jest czarna, ale nie należy się tym sugerować). Zatrzymaliśmy się na jedzonko w knajpie GampenBar przy trasie 22 – na tarasie było tak cieplutko, że myślałam że bielizna narciarska się na mnie stopi: Tego dnia korzystaliśmy też z gondolki Galzigbahn – warto coś o tej gondolce napisać, jako że jest rzeczywiście jedyną w swoim rodzaju gondolką (jak większość pasażerów tej gondolki nagrałam filmik pokazujący mechanizm jej działania, ale filmik jest bez zwrotów akcji i bez zaskakującego zakończenia więc nie wstawiam). Generalnie jest wielkie granatowe koło, które unosi 24 osobowe (część siedzi i część stoi) gondolki z poziomu „ładowania ludźmi” do poziomu lin, na które są zrzucane gondolki. Ciekawostką jest to, że gondolki całą trasę jadą na 2 linach, a nie na jednej. Wieczorkiem jak zwykle spacerek i dodatkowo pamiątkowy szoping – uwaga na kasę, bo tu wszystko jest piękne ale i nieco przydrogie Kupiłam sobie breloczek z butem narciarskim8 punktów
-
Dzień 2 Pogoda – lampa i lekki mróz. Postanowiliśmy pojechać do Lech-Zürs, ale nasza gospodyni powiedziała, że ze skibusami jest problem, tzn. z St.Anton nie chodzi skibus do Lech-Zürs tylko dopiero ze Stuben, więc musielibyśmy albo najpierw post-busem jechać do Stuben i tam przesiadać sie w skibusa, albo na nartach jechać do Stuben i tam przesiąść sie do skibusa. Wybór był oczywisty – zapakowaliśmy klamoty do autka i ruszyliśmy do Lech. Zaparkowaliśmy na bezpłatnym dla posiadaczy skipasu Parkingu nr. 4 przy Schlosskopfbahn – wolne niewyprzęgane krzesło. I tak trzeba wziąć bilecik parkingowy, ale potem przy kasach bilecik i skipass są sczytywane i ten karnecik służy do wyjazdu za free. Widoki w Lech są inne niż w St.Anton – jest trochę choinek, niektóre trasy lecą w lesie i są piękne, świetnie przygotowane na sztruksik i szerokie. Trasy 62a, 34, 34a, 35, 46 i 50 – super Zaliczyliśmy cały Lech – Zug, zatrzymaliśmy się w Lech w knajpie RudAlpe przy trasie34a na ciacho (tam jest dość drogo) i potem „kopsnęliśmy” się do Zürs – do gondoli trzeba niestety przejść przez miasteczko „z buta”, ale na szczęście w zasadzie tylko na drugą stronę głównej ulicy. Kolejka Rüfikopf (40 osobowa stojąca). W Zürs super są trasy 11, 38 i 38a, 3, 3a i 1. W Zürs taką paniusię spotkaliśmy: Z Zürs wróciliśmy trasą 17 do Zürsersee – niestety powrót z Zürs do Lech jest dość ograniczony – trzeba wracać przez cały Zürs, bo Lech i Zürs łączą się ze sobą tylko kolejką Rüfikopf – żeby była jasność, mówię o normalnych, przygotowanych trasach dla narciarzy, bo trasami do skitouru czy freeridem można się jeszcze dostać do Zug, ale wyciąg Maldoch i tak nie chodził. Niedziałający wyciąg Maldoch sprawił również, że musieliśmy dymać ze 200m po umiarkowanie płaskim terenie „jodełką” żeby dostać się do trasy 17. Ponieważ już była dosłownie 16:00 od razu w Zürs złapaliśmy skibus do Lech, ale tutaj też niestety niedociągnięcie – skibus jedzie tylko do Parkingów nr. 1, 2 i 3, więc z Parkingu 3 musieliśmy z buta dymać 200m do Parkingu 4. Przy górnej stacji wyciągu Kriegerhorn w Lech jest photopoint. Wieczorkiem - spacerek na rozruszanie mięśni7 punktów
-
I z pewnością to w dużym stopniu odbiło się na "negatywnym" odbiorze ośrodka przez Wróżkę, chociaż nie tylko. W zeszłym roku w Schladming byliśmy z Wróżką w tym samym okresie i pomimo, że śniegu było faktycznie trochę więcej, to też nie wszystko działało w 100% - a to jakaś trasa zamknięta bo ktoś ma trening, a to tradycyjna schladmingowska "mgła"... Mimo to wrażenie robiła sama infrastruktura, w większości nowiusieńkie krzesełka, brak konieczności zasuwania pod górę, doskonałe połączenia pomiędzy poszczególnymi częściami ośrodka itp. Jak raz na jakiś czas pojawiło się stare, niewyprzęgane krzesełko z niespodzianką po drodze (chyba na Hochwurzen), to nie budziło ono niesmaku, tylko śmiech No i najważniejsze - znakomicie przygotowane trasy wycięte w lesie, co oczywiście można zwalić na "pustostoki" i "pustociągi" :biggrin: Tutaj, a konkretnie w St. Anton, pierwszy dzień mógł znakomitą Autorkę tej relacji wprawić w nienajlepszy nastrój, powtarzała bowiem wciąż sarkastycznie: "znakomicie przygotowane trasy to mocna strona stoków w Ski Arlberg" Krawędzie nart po pierwszym dniu ostre jak nóż w barze mlecznym nie poprawiały humoru :redface: Ale potem było już tylko lepiej :smile: Ogólnie bardzo udany wyjazd, świetny i rozległy ośrodek, ale jego największym mankamentem, poza brakiem skiline jest brak sensownego połączenia pomiędzy Lech a St. Anton. Pzdr!5 punktów
-
Kasprowy 4 styczeń 2014 W drodze powrotnej z Rąblowa telefon do forumowego expata, a mojego kumpla Piotrka. Jest aktualnie w Zakopanym. Wczoraj na Szymoszkowej wieczorem dramat: muldy po kolana i ogólnie warunki takie jak i pogoda ostatnio - "średnie". Dzisiaj był na Kasprowym. Kocioł Gąsienicowy jest czynny dla narciarzy. Sporo śniegu, delikatny mróz, piękna widoczność. Dostałem kilka chwil temu od niego dwie fotki. Narciarzy jak na lekarstwo a warunki podobno rewelacyjne!!! Kolejek brak pod kasami... ...czyżby to ten karnet? 135zł :eek: Teraz właśnie wraca z Witowa. Stok płynie... temperatura +4. Ludzi tłum. W Zakopanym wskazuje mu auto +7. Pozdrowienia od expata dla wszystkich forumowiczów.5 punktów
-
Witamniestety na Rohacach warunki są już bardzo złe,na całej trasie lód, kamienie i przetarciai tłumy - szkoda nart.Zdziwił mnie natomiast widok podczas wysiadania z kanapy.Powyżej górnej stacji wyrównali teren. Tam gdzie niedawno była kosówka i głazy jest równo jak stół. Z rozmowy z pracownikami wynika, iż szykują się spore zmiany.Obecną kanapę zastąpi nowy sześcioosobowy wyprzęgany wyciąg. Będzie dłuższy od obecnego o około200 - 300 metrów. Obecna kanapa zostanie przeniesiona w dół i będzie się zaczynała przy parkingu.Niestety nie wiem gdzie będzie się kończyła. Prace mają ruszyć zaraz po sezonie.Szkoda, że trasa nie zostanie pociągnięta aż do podnóża Saladyna ale i tak zapowiada się bardzo ciekawie.4 punkty
-
No właśnie nie chiałam, żeby ośrodek był odebrany jako totalnie ch..wy i mam nadzieję, że nikt z Was tej relacji tak nie odebrał Ośrodek jest fajny, jest duży, ma kilka rewelacyjnych tras, wypad na narty był rzeczywiście udany... ale nie ciągnie mnie żeby tam wrócić jeszcze kiedyś... Dla odmiany - w Schladming chciałabym być już teraz natychmiast4 punkty
-
Powrót: Wyjechaliśmy ok 10:00. W Niemczech na autostradzie najpierw kamyczek uderzył w przednią szybkę i niestety szyba pękła. Potem jeszcze w Niemczech mięliśmy przygodę – skorzystam z cytatu mojego Brudera (Bumtralala) z fejsbunia: „Wczoraj, wracając z Austrii przez Niemcy zdarzyło się, że na autobahnie pękła mi opona. Zjechałem na pas awaryjny, założyłem kamizelkę odblaskową i w odpowiednio dużej odległości rozłożyłem trójkąt ostrzegawczy. Wypakowałem bagaże, wyciągnąłem zapas i zabrałem się za jego wymianę modląc się w międzyczasie, żeby kolega, który wymieniał opony w tym samochodzie miał do dyspozycji sprawny klucz dynamo...metryczny ; ) Nie minęło 5 minut, a za mną pojawił się niebiesko-biały passat z błyskającymi na dachu bombami i napisami POLIZEI. Idę więc do nich myśląc, że zrobiłem coś źle, że tak nie można. Pan Policjant macha do mnie, żebym nie zawracał sobie nimi głowy i robił co do mnie należy, potem podszedł i zapytał, czy w czymś nie pomóc. Widząc, że jakoś sobie radzę, popatrzył, przypilnował i na koniec pomógł pakować bagażnik. Nawet poleciał po trójkąt i mi go zapakował! Po wszystkim pomyślałem sobie: no to teraz się zacznie: papierologia, tłumaczenia itp. Pytam więc, czy chce zobaczyć moje dokumenty. Nein, to już alles, szerokiej drogi! - odpowiedział Pan Policjant. Szok mi jeszcze nie minął...” Potem był korek 5 km na zjeździe na 12, potem musieliśmy zatankować bo jechaliśmy już na oparach a kolejka na idiotycznie rozwiązanej stacji BP z McDonaldem wychodziła na autostradę A2, a na deser się okazało że na każdej bramce do płacenia za A2 stoi kilku-kilometrowy korek więc szacowany czas przejazdu przez A2 wydłuża się o kilka h, zatem zjechaliśmy na „starą 2” i tak wlekliśmy się aż do Łowicza gdzie wjechaliśmy na A2. Ostatecznie byliśmy w domu o 00:30. Grunt że wszystkie kończyny są na miejscu4 punkty
-
Wróciliśmy 31.12, jest/było nieźle. Słoneczko, temp -5C/+2C. Połowa tras otwarta z czego jeszcze dodatkowo 10km przejezdnych z kamieniami do omijania. W lasach i poza stokami szaro/brak śnigu. 30.12 zaczęli dośnierzać gdyż temp powyżej drzew spadała do -5C. Ogólnie do południa śmiagaj na południu, potem looknij północ ale może być oblodzona i wtedy wracaj na południe. Jest się gdzie zmęczyć i zaliczyć wyjazd do udanych :-)3 punkty
-
Dlatego ja lubię Italię za ich słońce a Austrię za ich porządek i knajpy :cheerful: Ostatnio w marcu byłem w VdS i polecam gorąco , męski wyjazd i zjechaliśmy od Pinzollo do tego ośrodka za Tonale Cervinie zaliczyłem i się zachwyciłem będąc w Zermat Ja się nie martwię czy snieg będzie a czy go nie zacznie sypać i sypać np, tak całe 6 dni - ja w puchu to lubię leżeć2 punkty
-
Chyba dostaniecie bana weekendowego, to będzie precedens, chyba pierwszy taki nie dożywotni:tongue:2 punkty
-
2 punkty
-
Zdjęcia z wczorajszego pobytu w stacji SUCHE w Poroninie Zdecydowanie najlepsze warunki ze wszytskich stacji jakie odwiedziłem. Twardo i równo. Brak przetarć, przetopów i minerałów. Jeżeli ktoś się wybierze, to polecam naostrzyć wcześniej narty, wtedy jazdę obędzie się bez zbędnych driftów2 punkty
-
To samo pomyślałem.Wtedy w styczniu był wysyp grzybów! :eek: Sam je znajdywałem! Chyba właśnie wtedy odkryłem Pilsko,bo tylko tam dało się jako tako pojeździć.W Szczyrku był jeden dramat. Rosyjscy meteorolodzy przewidywali dla nas w lutym ostry mróz,nawet poniżej -40st!Tak miałoby być nawet 3 tygodnie!Tak przynajmniej przeczytałem jesienią.Natomiast według nich grudzień miał być bardzo ciepły (i był),styczeń również ciepły. Ciekawe czy się sprawdzi? :wink: Czy nie uważacie,że skoro warunki są takie beznadziejne,to stacje powinny obniżyć ceny za karnety?Jeden Złoty Groń tak zrobił. Soszów,mający jedną wąską niebieską trasę,raczej mało ciekawą,trochę sporo sobie żąda.Jeszcze płatny parking. : Nie wiem jak na Pilsku,ale chyba tam też nie ma żadnych zniżek,a za obecne warunki to nawet pół ceny za karnet to raczej dużo. Jak już jest mizeria z warunkami,to choćby z ceny mogliby popuścić. :2 punkty
-
:biggrin: Dobry jest! :wink: [video=youtube;2gsJ52Tqygs]http://www.youtube.com/watch?v=2gsJ52Tqygs2 punkty
-
Sonik pokazuje kask po wypadku od 2:55 http://www.interia.tv/wideo-rafal-sonik-o-przygotowaniach-do-dakaru,vId,12694412 punkty
-
Irene Curtoni przed startem :happy: [video=youtube;te2NK5k8p2g]https://www.youtube.com/watch?v=te2NK5k8p2g2 punkty
-
Ja wiem, że to cytat z jakiegoś artykułu, a nie zdanie któregoś z nas, ale bardzo mnie to zdziwiło. Żeby zatrzymać głowę z 48km/h do 0 na odcinku 18cm, trzeba ją poddać przeciążeniu ok. 50g. Czy to na pewno jest do przeżycia? Dla porównania, obecnie uznane za bezpieczne auta mają strefę zgniotu około 60-70cm + pewnie z 10-20cm na poduszce powietrznej. Dzwon z prędkością 50km/h w ścianę daje przeciążenie na głowie około 10-15g i powiedzmy, że jest bezpieczny dla głowy (dla żeber i innych części ciała niekoniecznie). A tu nagle dowiaduję się, że żeby uchronić głowę wystarczy nie przekraczeć 50g podczas zderzenia? Czy trochę nie przesadzili, ma ktoś jakieś wiarygodne informację jakie przeciążenia mózg wytrzymuje? Jakby ktoś policzyć chciał to przeciążenie można wyliczyć ze wzoru a=v^2/(2s), gdzie v - prędkość w [m/s] s - droga w [m] a po podzieleniu wyniku przez 9,81 otrzymujemy przeciążenie w krotności g. Dla porównania - jeśli uznać, że to wiarygodne informacje i zakładając, że współczesne kaski narciarskie mają strefę zgniotu ok 2cm to "bezpieczna prędkość" frontalnego uderzenia w skałę nie przekracza 16 km/h. Kaski mają z 2-3 cm grubości, ale są wypełnione twardym styropianem, który nie koniecznie będzie się tak ładnie gniótł i pochłaniał energię, więc nie wiem czy te 2 cm strefy zgniotu nie jest przyjęte na wyrost, bo może się okazać, że kask np. o 0,5 cm się wgniecie i przy 8km/h mózg w papkę się zamieni - to do myślenia dla tych co uważają, że kask nie powinien peknąć. Wszystko to co wytrzyma kask powinien też wytrzymać mózg. Jak kask jest za mocny to móżg może się okazać za słaby. A jeśli to 50g jest z palca wyssane, to wogóle nie ma o czym mówić. W każdym razie głosy mówiące o tym, że kask chroni przed guzami i rozcięciami podczas "ocierek" wydają się być sensowne. A jak już dopuścisz do frontalnego uderzenia, to być może znaczy, że mózg nie działa tak jak powinien i na ochrone przez kask nie zasługuje - taka selekcja naturalna. To nie w kontekście Schumachera, gdzie okoliczności wypadku nie do końca są znane, ale ogólnie w kontekście bezpieczeństwa na nartach i używania kasków, żółwi i innych ochraniaczy i że nie zastapią myślenia. Źeby nie było, że jestem przeciwnikiem kasku, bo sam go używam, ale na cuda nie liczę.2 punkty
-
1 punkt
-
Że co to? Kazała?:eek: Dla mnie byłby to wystarczający argument żeby się oderwać na czas podróży od ziemi:smile:1 punkt
-
1 punkt
-
No to będzie horror przepustowość do góry przewyższa przepustowość w dół, a Ondraszek to już będzie zabójca niewiniątek (już dawniej swoim dzieciom zabroniłem na niej jeździć fis był bezpieczniejszy, jest za wąska).1 punkt
-
Nad stokiem w w Krynicy Słotwiny przebiega linia WN nieszczęśliwie obsługa postawiła pod nią armatkę. Z linii zwisały metrowe sople (lekka odwilż) jeden się oderwał i dzięki kaskowi mam się do kogo w nocy przytulić :biggrin: kask trzeba było wymienić.1 punkt
-
Dodam jeszcze, że z w miejscu, z którego robiłem tę fotkę stała wygodna ławeczka, w związku z czym po zjechaniu na dół mogłeś usadzić dupsko, odpocząć, zdjąć kask, gogle, kurtkę, rękawiczki i iść jak cywilizowany człowiek czynić powinność :tongue:1 punkt
-
Wigilię mają w poniedziałek czyli pewnie do następnej niedzieli będą1 punkt
-
Mapka może nie krzyczy, ale kije używa się tylko zgodnie z przeznaczeniem, czyli do "zabijania" skrętu. Z tego co pamiętam to tam na całe 200 km są dwie czy chyba trzy wąskie dojazdówki, z których w ogóle nie trzeba korzystać. Tam jest na prawdę bajecznie. Polecam. Pozdrawiam.1 punkt
-
Cofam wszystkie kiepskie przykłady i etc. Cofam wszystkie moje rady poza dwoma, "każdy ma swoją głowę" i "dobrze że jest wybór". Mam nadzieję że nikogo nie uraziłem, jeśli tak, przepraszam. Cóż, szczerze chciałem doradzić, a nie kłócić się. Ja, narciarz amator, w życiu "zaliczyłem" może z 40 par nart i z 10 par butów, to wszystko. Myślałem, że przekazując swoje zdanie w sprawie , przyczynię się do lepszego i bardziej rozsądnego wyboru przez kolegę. The End.1 punkt
-
Zlejecie się jak Wam napiszę co mi się najbardziej podobało w,jak zwykle perfekcyjnej,relacji Wróżki. Nieeeeee.Nie zlejecie się.:cheerful: Bo szybko na zjeżdżalni do kibla zdążycie.:crazy: Takie zjeżdżalnie powinny tam być obowiązkowe. Po pierwsze,że schodzenie w butach zjazdowych po większości schodów jest obarczone dużym ryzykiem. Po drugie,można by ze dwa zjazdy na stoku więcej wykonać,do pierwszej wizyty w kiblu.:stupid: Jakby się już bardzo chciało,to wtedy szybki ślizg zjeżdżalnią do kibelka.:laughing: Bajkowe rozwiązanie. Jeszcze nigdzie takiego nie widziałem.:biggrin:1 punkt
-
Cytując klasyka: Jak to dobrze moje dziecko, że to na Ciebie trafiło teraz już Pawlaki się uratują.:tongue: Relacja jak zwykle profesjonalna. Jednak po wnikliwej analizie nie ciągnie mnie tam wcale. Biorąc pod uwagę prestiż ośrodka i ceny jeżeli porównując do Schladming piszesz, że jest gorzej to ja się nie piszę na St Anton. A dlaczego? Bo byłem w Schladming i uważam go za nr dwa z ośrodków w jakich jeździłem. Porównując to do innych miejsc, w których jeździłem co do większości z nich nie powiedziałbym, że dzieli je jakaś wielka różnica. Nawet maluśka Paganella ma do zaoferowania super infrastrukturę i komunikację pomiędzy trasami ośrodka a jest to ośrodek raczej z drugiej ligi. I do wielu miejsc gdzie byłem wróciłbym z wielką chęcią. A z Twojej relacji ten super top ośrodek ma jeszcze trochę do zainwestowania, więc nie ma co się tak przechwalać jak to robią. Reasumując pieniądze jakie sobie życzą za pobyt tam w porównaniu do oferty i mankamentów przez Ciebie opisanych nie są adekwatne. Dziękuję za relację. Pozdrawiam. PS SFL górą. Kasia tam się wybierz. W grudniu a najlepiej pod koniec marca. Gwarantuję, że relacja nie zamknie się w trzech postach.1 punkt
-
Szymon K fajnie teoretyzujesz na temat prędkości , przeciążeń itd . Ale tak na chłopski rozum :wink: , jak zdrowo przywalisz organizmem o cokolwiek to albo masz szczęście i zostaje siniak jako wspomnienie , albo masz pecha i lądujesz w szpitalu . Każdy ochraniacz , kask , etc. , może pomóc szczęściu ( czyt. złagodzeniu skutków wypadku ) ale też nie daje żadnej pewności , że cię uchroni w 100% przed urazem .1 punkt
-
Popieram to co napisał Marboru. Relacja PROFESJONALNA :applause:Całkiem sporo pojeździłaś ,szczególnie w odniesieniu do krajowego nartowania ,które w tym sezonie praktycznie zanikło. Ja to mam o wiele mniejsze wymagania ,ale nie jestem tak ,, rozpasany narciarsko'' i do szczęścia wystarczyło mi 20 km tras w Santa Caterina. No ,ale ja to dziadek jestem :biggrin:1 punkt
-
Kasiu, Wróżko - świetna relacja!!! Super fotka na zjeżdżalni i jak zwykle zdjęcia ciasteczek i innych żarełek są w Dumplingowym stylu :happy: (jak Ci aparat nie paruje we wnętrzach?) Może St. Anton to nie Schladming...ale chyba nie żałujesz, że poznałaś zupełnie nowe miejsce? Ja nie byłem ani w jednym, ani drugim - dzięki Twoim relacją, Schladming jest na mojej "krótkiej" liście koniecznych do odwiedzenia miejsc :happy: Dziękuję bardzo za fantastyczną relację!1 punkt
-
Standartowo Mariusz relacja :applause: Jak patrze co to się wyrabia z tą zimą :stupid: to doszłem do wniosku że 10 stycznia obieramy jedynie słuszny kierunek Ps.Sławek reflektujesz1 punkt
-
http://skrzyczne.cos.pl/ Wiem że to żadne pocieszenie bo nie ma śniegu ale jest nowa strona skrzycznego z nową mapką1 punkt
-
Na to tylko pozostaje mi liczyć - w Soelden warunki jak na razie przyzwoite i niech tak zostanie. Bardziej mi zależało, żeby syn się trochę "rozjeździł", bo to jego pierwszy wyjazd z nami do Austrii.1 punkt
-
No niestety. Wczoraj dwa rozdania z 06:00 i 12:00 GFS pokazywały rozbudowę wyżu z centrum nad Skandynawią w dniach 12-15.01 ,który swym zasięgiem miał objąć również Polskę . Gwarantowało to napływ mroźnego PPk z kierunku NE lub E.. Taka sytuacja miała mieć miejsce kilka dni (do 8 nawet). Gwarantowało by to przygotowanie stoków za pomocą naśnieżania. Prognozy są aktualizowane co 6 godzin i te z godziny 18:00 wczoraj i 00:00 pojawienia się mroźnego wyżu nad północno-wschodnią, wschodnią i środkową Europa nie widzą. Dominować mają atlantyckie niże ,które zdecydowanie najwięcej opadów przyniosą w zachodniej Europie. Na nas będzie oddziaływał również wyż na poł.-wschód od Polski. Będzie cyrkulacja S ,SW,W i SE.Będzie do 19.01.14 bardzo ciepło a opadów deszczu nie za dużo. Dalej ,,wiosna''. Oby się zmieniły te prognozy bo jak na razie ta zima przypomina tą z lat 2006/2007 kiedy to w grudniu było w Katowicach zaledwie 5 , w styczniu 6 a w lutym również 5 dni ze średnimi temperaturami poniżej zera. Wtedy średnia temperatura grudnia i stycznia była rekordowo wysoka bo ponad 3,5 stopnia a lutego plus 2. To była najcieplejsza zima w historii pomiarów meteo. Obecna może być podobna . Grudzień 2013 miał w Katowicach średnią plus 2,4 stopnia . Normalnie średnia powinna być około minus 0,5. Co taka sytuacja pogodowa może znaczyć dla nas? Prawie zupełny brak sezonu narciarskiego:mad:: W tej chwili najlepiej jest w Tatrach i na Podhalu ,ale tez nie wszędzie bo Kasprowy ma kiepskie warunki (INFO ze skionline). Poprzednie 5 zim ,mimo marudzenia narciarzy było poniżej średniej. Oczywiście pogoda była zmienna ,ale taki luty jak ten z 2012 roku z dużym mrozem to teraz nasze marzenie. Nie jest to wykluczone ,ale prawdopodobieństwo mroźnego lutego 2014 to jakieś 3 procent.Osobiście to liczę na 10-15 dni mroźnych do końca lutego bo na marzec po zeszłorocznym bardzo zimnym nie ma co liczyć:smile:Pozdrawiam.1 punkt
-
Nadzieja umiera ostatnia. Według prognoz z różnych źródeł od 11 stycznia temperatura zacznie spadać! Opadów śniegu raczej nie należy się spodziewać, ale temperatura pozwoli na uruchomienie sztucznego naśnieżania.1 punkt
-
Kolego można niezle pośmigać, warunki optymalne nie są, jest lód pod spodem i czasami kamienie, ale mimo wszystko powinieneś być zadowolony - my jesteśmy. Dziś była świetna pogoda, minusem są tylko Rosjanie i Ukraińcy -jeżdżą jak debile i trzeba uważać bo wpadają na ludzi a teraz niestety sie najechalo sąsiadów.1 punkt
-
Witów-Ski - warunki dobre, stok przygotowany, równy. Brak przetopów, przetarć czy kamieni. Pokrywa śniegu 30-50 cm. Ruch mały. Sent from my iPhone using Tapatalk1 punkt
-
Zakopane Szymoszkowa - narty z widokiem na Tatry. Warunki wiosenne, na trasie 30-50 cm śniegu. Na stromszej, nasłonecznionej części trasy miękko i pojawiają się pierwsze przetopy. Brak przetarć lub kamieni. Ruch umiarkowany. Sent from my iPhone using Tapatalk1 punkt
-
Co do negatywnej oceny Słotwin-właściciel zawsze dba tam mocno o przygotowanie tras ,ale pogoda jest i była ,jaka jest i nic się na to nie poradzi.Oczywiście stok nieporównywalny z Jaworzyną,ale są tam rozgrywane nawet zawody FIS-mają homologacje.Temperatury Podhala są jednak zawsze nieco niższe,w tej chwili akurat o te 2-3 stopnie,które decydują,że Białka śnieży,a Krynica nie. Jak już jestescie w Krynicy,w zasięgu macie Słowację,wystarczy zapytać na forum,gdzie aktualnie najlepsze warunki i dziś na przykład poleciłbym Litmanową i Makovicę-pokrywa znacznie grubsza niż wszystko w Beskidach aż do Kluszkowców i Podhala...1 punkt







