Ranking
- uwzględniając wszystkie działy
-
Wprowadź datę
-
Cały czas
1 Październik 2007 - 13 Październik 2026
-
Rok
13 Październik 2025 - 13 Październik 2026
-
Miesiąc
13 Wrzesień 2026 - 13 Październik 2026
-
Tydzień
6 Październik 2026 - 13 Październik 2026
-
Dzisiaj
13 Październik 2026
-
Wprowadź datę
30.03.2016 - 30.03.2016
-
Cały czas
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 30.03.2016 uwzględniając wszystkie działy
-
13 punktów
-
12 punktów
-
11 punktów
-
11 punktów
-
10 punktów
-
10 punktów
-
9 punktów
-
Dzień 4 - Wołowa Kotlinka (Wołowy Grzbiet i Wołowcowa Przełęcz) No cóż i tym o to sposobem docieramy do ostatniego dnia naszej fantastycznej 4dniówki :-). Trzeba przyznać, że mieliśmy na prawdę niezłego farta, że trzy poprzednie dni były z tak kapitalną pogodą i prawie cały czas była lampa. Ostatniego dnia znowu wychodzimy ok 9 ze schroniska, ale tego ranka jakieś takie pustki. Standardowo robimy check detektorów, oczywiście wcześniej przy pakowaniu sprawdzaliśmy jeszcze funkcję Check Group i problemy z ustawieniem jej na detektorach Kamila i Wieśka. Tym sposobem wychodząc z schroniska wszyscy już mieli ustawione detektory na nadawanie, ja ustawiłem się parę metrów z przodu, przełączyłem detektor na check group, wystawiłem rękę do przodu i pokazałem chłopakom, że mogą kolejno przechodzić. Najpierw Kamil, beep... beep detektor zaczął pokazywać coraz mniejsza wartość, aż Kamil zbliżył się na 1,1m. Drugi Wiesiek, beep... beep detektor coraz bliżej, wartości lecą w dół i znowu na ok 1,2m. Ostatni Mariusz pro forma, ale nie ma beep... beep, chociaż stoi obok mnie, zerkam na mój detektor i myślę sobie, że może mi się już funkcja check group wyłączyła , Mariusz potwierdza, że przełączał detektor na nadawanie. Ale u mnie funkcja check group dalej włączona, więc Mariusz jeszcze raz wyłącza detektor i włącza, dioda u niego mignęła, a u mnie pojawia się beep... beep i wartość 1,2m - jest! Tym o to sposobem jeden nieaktywny detektor został wyłapany. Celowo się rozpisuje niby o tak błahej sprawie, aby uczulić i zwrócić uwagę. To tylko sprzęt elektroniczny i nie można pomijać żadnego etapu, nawet jeżeli wydaje nam się to nudne i że przecież każdy o sobie pamięta :-) Ruszamy szlakiem jak na Rysy, aż do Żabego Plesa, śnieg ze ścieżki w lesie został w nocy wywiany do gołego lodu lub trawy, co włącza pierwsza lampkę ostrzegawczą :-) Wiatr w lesie nie jest bardzo mocny, jedynie przeszkadzają porywy. Dodatkowo delikatnie sypie, ale to co leci z nieba to delikatne twarde zlodowaciałe kulki. Widać, że padający śnieg jest przewiany, więc pojawia się potwierdzenie tego co wcześniej zauważyliśmy. Dochodzimy do najstromszego fragmentu z podejścia doliną. Tutaj również widać, że śnieg jest mocno wywiany, zakładamy harszle i powoli zakosami pniemy się do góry. Podmuchy wiatru wzmagają się, w pewnym momencie wieje tak mocno, że zatrzymuje się i zapieram na kijkach. Mariusz, który był przede mną z 15-20m niknie mi z oczu, po kilkunastu sekundach pojawia się jego postać. Łapię szybko za aparat i pstrykam fotkę.. Po około 1,5h docieramy do stawów. Szlak na Rysy... pusto, ale grupa ok 5os, Słowaków idzie na próg Wołowej kotlinki. Zastanawiamy się czy podejść od tej strony co oni, czy uderzyć bardziej z prawej, więc kawałek podchodzimy w stronę stawów, ale ostatecznie odbijamy tak jak oni. Wiatr co jakiś czas mocniej wieje, a zmrożony śnieg kłuje po twarzy niczym akupunktura. Podchodzimy jeszcze kawałek, Słowacy robią postój na ok 1950m, wygląda tak jakby się szykowali do zjazdu i rezygnowali z wycieczki. Podchodzimy bliżej i jest dylemat czy iść z lewej czy z prawej... tutaj i tutaj stromo (ok 35-38st). Mariusz decyduje się wrócić do schroniska i poczekać na nas. Ja idę w prawo robiąc dłuższy trawers dochodzę prawie na przełączkę/grzędę, zatrzymując się na wypłaszczeniu przy kamieniu. Mówię chłopakom, żeby uważali przy trawersie bo jest trochę nawianego śniegu, niby nie dużo, ale lepiej przejść ten fragment pojedynczo. W tym momencie grupa Słowaków, przytracza narty i ruszają jeden za drugim gęsiego stokiem do góry, bez odstępów! Niby stoję przy kamieniu, ale teren nade mną jest jeszcze stromy tz. wypłaszacza się (strefa naprężeń), a to wcale nie oznacza super bezpiecznego miejsca. Więc podchodzę jeszcze jednym krótkim zakosem do góry na grzędę i stamtąd obserwuję Kamila i Wieśka. Wiatr w porywach staje się coraz mocniejszy, dociera do mnie Kamil i rozmawiamy o swoich spostrzeżeniach. Wiatr z kierunku N i NE powoduje, że w tych warunkach powinniśmy odpuścić sobie Wołowy Grzbiet, więc proponuje podejść wyżej, aby przejść próg kotlinki i zobaczyć jak wyglądają warunki w stronę Wołowcowej Przełęczy. Zostaje nam jeszcze mozolne robienie zakosów na grzędzie, co nie jest łatwym zadaniem, bo sporo skał, śnieg jest albo wywiany, albo nawiany niezwiązany więc warstwa 10-20cm się obsypuje. W końcu powoli docieramy do Wołowej Kotlinki, gdzie rzucają się nam w oczy nasze dwa cele, Wołowcowa Przełęcz, która jeszcze jest całkiem dobrze widoczna i Wołowy Grzbiet, gdzie wystają tylko dolne skały (nie widać przełączek) Jeszcze raz rozmawiamy z Kamilem o warunkach i ustalamy, że definitywnie odpuszczamy Wołowy Grzbiet, ale spróbujemy podejść na Wołowcową Przełęcz bo jak coś to tam raczej będzie wywiane. Jednak czekając na Wieśka, który ma problem z fokami, wiatr coraz bardziej zmaga się na sile, momentami trzeba kucnąć więc w porywach będzie max 70-80km/h (przy okazji mam małą przygodę z uciekającym kaskiem, muszę za nim biec na nartach z fokami i harszlami bez kijków :-P, ale na szczęście zlatuje do Wołowej Kotlinki kilkadziesiąt metrów niżej, a nie przez próg do Żabiego Plesa). Po chwili dociera Wieśiek, przedstawiamy mu plan, ale w tym momencie Wołowcowa Przełęcz niknie nam w chmurach i spada widoczność. Chmury z każdą minutą obniżają wysokość wpływając do doliny, a wiatr jeszcze mocniej wieje. Przy każdym szkwale przytrzymujemy swoje rzeczy. Spoglądamy na nasz cel, którego nie widać, potem na siebie i pada decyzja, że odpuszczamy. Znowu trzeba schować swoje męskie ego i dumę :-), 3dni lampy, ale góry musiały się przypomnieć... kto tutaj jest tylko gościem, a kto gospodarzem. Szybki przepak i zjeżdżamy... byleby tylko przestało wiać. Podjeżdżamy na skraj progu i ustalamy że zjeżdżamy pojedynczo, bardziej z prawej strony, aby nie jechać przy skałach Wiesiek na koniec spogląda na linię zjazdu, cóż spodziewaliśmy się więcej szreni, lub sprasowanego śniego... a tutaj zjazd był całkiem przyjemny, chociaż bardzo czujny bo w kilku miejscach jednak nawiane. Dalej szukamy zjazdów między kosówkami, aby nie wracać bo betonowych śladach podejścia. I o dziwo udaje się znaleźć wśród kosówek i mikrożlebików trochę nawianego śniegu, który jest bardzo przyjemny Docieramy do schroniska, przepak do plecaków szybki obiad i powoli żegnamy się z wspaniałą Doliną Mięguszowiecką. Tym razem chcemy sprawdzić zjazd asfaltem więc wracamy niebieskim szlakiem Udało się zjechać ok 4,5km :-) I jak "prawdziwi freerajderzy" kolejne 1,5km wracamy tak jak to "u nas" się śmiga... czyli z buta :-) Mapa trasy: https://www.endomondo.com/routes/695849463 To koniec tej wspaniałej dla nas przygody. Mam nadzieję, że tak jak ja kiedyś znajdywałem inspirację czytając cudze relacje, które spowodowały u mnie obranie właśnie takiej "drogi narciarskiej". To, być może ta relacja spowoduje, że ktoś... kiedyś... powie, że chcę coś podobnego przeżyć. I jeżeli Ty jesteś tą osobą, ale z jakiegoś powodu się wahasz... to jedyne co mogę Ci napisać to Just do it! :-) Dziękuję również chłopakom, Kamilowi, Wieśkowi i Mariuszowi za świetne towarzystwo i wspólnie spędzony czas :-) Pozdrawiam :-) Tomek9 punktów
-
8 punktów
-
Wyruszamy we trójkę z Wrocławia 4 marca o godzinie 6:30: Kamil, jego syn i ja. Chcemy się stawić najpóźniej o 9 w Jakuszycach. Droga przebiega bez większych problemów, tylko z powodu naszego zagadania Kamil omija zjazd na autostradzie na 5-ke i zjeżdżamy następnym ślimakiem. Przed Strzegomiem znajdujemy drogę nr 5 i tniemy na Bolków, następnie na Jelenią. Za Szklarską widać już wzmorzony ruch kołowy, biegacze dojeżdżają do Jakuszyc, ale jakiegoś strasznego korka nie ma. Łapiemy pierwszy wolny parking i się zatrzymujemy. W dniu zawodów wszyscy chcą extra zarobić i płacimy 30zł za postój (zwykle pobierają 10zł). Do tego dochodzi opłata startowa w wysokości 80zł, która systematycznie rośnie w miarę zbliżania się zawodów aż do 200zł.Przebieranko i lecimy już na nartach do namiotu z wydawaniem numerów. Mamy kilkaset metrów, więc w sam raz aby się troszkę rozgrzać i rozjechać świeżo nasmarowane w domu narty. Pogoda zapowiada się bajecznie, jest pełne słońce i lekko na minusie. Docieramy do namiotu z numerami, mała kolejka, stoimy jakieś 10-15 minut. Odbieramy numery startowe oraz prezenty, oglądamy mapki i czapeczkę Biegu Piastów. Ruszamy dalej, do szatni. Wzieliśmy ze sobą plecaki z ubraniami na przebranie, aby zostawić je blisko startu i jednocześnie mety. Do kieszeni wkładam dwa batony musli, zapinam sobie dwie buteleczki z wodą. Po szatni robi się godzina 9:45, więc najwyższy czas ładować się do swoich sektorów. Formalnie o godzinie 9:50 sektory zostają zamykane. Kamil i Kuba mają wyznaczony sektor drugi, dzięki wynikowi z poprzedniego sezonu na tym samym dystansie. Ja mam sektor chyba szósty. W Biegu Piastów wszyscy zawodnicy są podzieleni na sektory. Jeden sektor zawiera 200 zawodników. Sektory startują w odstępach 3 minut. Kieruję się do swojego sektora, ale nie jest to takie proste. Wszędzie są płoty, muszę znaleźć dokładnie swój sektor oraz bramkę do niego. Na bramce stoi funkcjonariusz Straży Granicznej, który sprawdza zawodników i odznacza na liście tych do weszli. Przed 10 jestem na torach, ale jeszcze nic się nie dzieje, rozciągam się trochę czekając na start. Rozmawiam też z najbliżyszmi Panami, którzy są z Radomia i z Łodzi. Pytają się mnie że skoro ja z Wrocławia, to czemu tak daleko stoję :-) Kiedy pierwsze sektory ruszają, my jeszcze na nogach przesuwamy się powoli do przodu. Dopiero kiedy jesteśmy tuż przed startem, zazynamy zakładać swoje narty. Na starcie jest 8 torów równolegle, bardzo szeroko, i tak za metą jeszcze przez kilkaset metrów. Pierwsze sektory ruszały tak: W końcu jest, rusza mój sektor, bieg zaczyna się i dla mnie. Ruszamy spokojnie, prędkość grupy raczej niska, jedziemy wszyscy razem, jest pięknie. Niektórzy próbują już wyprzedzać, też się rozglądam, ale odpuszczam, trochę ciasno. Zakręcamy 180 stopni, jakieś pierwsze upadki, ja biegnę. Widzę już przed sobą zwężenie, 8 torów schodzi się do trzech. Cały czas biegnę w grupie, obieram tor skrajny z lewej. Rozglądam się co się dzieje, jak inni wyprzedzają i zaczynam to samo za nimi. Wyprzedzanie generalnie pomiędzy dwoma torami albo skrajnie z prawej. Szczególnie po 2-3 km od mety to już moja stała praktyka, jest tam cały czas z 1m szerokiej trasy wyratrakowanej. To jest miłe, cały czas prawie równa trasa , jeszcze że śladem ratraka. W torach jadę zwykle w dół i po płaskim, tory są twarde i szybkie. Pod górkę jednak zwykle tory opuszczam i wchodzę po lepiej trzymającym wyrównanym śniegu z prawej strony. Wracając do wyprzedzania. Jakoś dobrze mi się biegnie i co jakiś czas próbuję wyprzedzać. Ludzie zwykle układają się w większe grupy, po ich ominięciu jest trochę spokojnej jazdy , po czym dochdodzę kolejną grupę. I taka taktyka się fajnie układa. Przed schroniskiem Orle wybiegamy na polanę. Słońce świeci, zaraz będzie popas. Trasa biegnie kilkoma zakosami lekko w dół, widać całą plejadę biegaczy, baaardzo ładnie to wygląda. Mi się fajnie zjeżdża, zakręty, bardzo przyjemnie. Przy większej prędkości jak jest miejsce, to biorę zakręt na przekładance. Zbliżamy się do punktu popasowego, rozglądam się co dają i łapie kawałek kajmaka produkcji domowej, wyśmienity. Do tego dopijam kilka kupków ciepłego napoju. Biegniemy dalej, teraz jest pod górkę, zrobiło się wyraźnie luźniej, wyprzedzanie jest spokojne, biegnę swoim tempem. Na około 20km drugi popas, tutaj tylko w biegu łapie garść rodzynków, popijam dwoma kubkami i bez zatrzymania jadę dalej do mety. dojechałem do ludzi którzy biegną taką prędkością jak ja. Do tego pojawiły się 4 tory, biegniemy jak na autostradzie po Dolnym Dukcie. Szeroko, warunki super, lekko w dół. To już ostatnie kilka kilometrów. Najlepiej byłoby bezkrokiem odbijając się rękami, ale niestety lędźwie już nie dają rady. Biegnę na zmianę jednokrokiem i krokiem klasycznym. W ten sposób wpadam na metę, gdzie otrzymuję medal na szyję. Wspaniale mi się biegło, warunki śniegowe były bardzo dobre. Przez kilka dni przed zawodami, po troszkę dopadywał świeży śnieg. Było równo i gładko. Trasa była niezbyt trudna, były tylko dwa miejsca gdzie musiało się użyć wyraźnie podejścia nożycami. Poza tym większość trasy pod górkę szło się krokiem klasycznym z odbica.Idę teraz do szatni po plecak i robię przebranko bielizny górnej. Wchodzę do namiotu, rozglądam się w prawo w lewo czy nie ma kogoś znajomego, podchodzę do lady po plecak, a tu widzę że Pani mi już z daleka podaje worek z moim numerem. To było bardzo miłe. Przebieram się szybko i udaje się do stołówki zawodników na posiłek i picie. Tam spotykam kolegów i z emocjami omawiamy wyniki. Mój czas to 2.5h, miłe zaskoczenie dla mnie. Kamil miał zbliżony czas do mnie, jego syn natomiast wymiata mocno 2h 5min. W przyszłym roku startuję więc z sektora 2-3. To mnie cieszy, od początku będę mógł biec swoim tempem. Impreza była wspaniale zorganizowana. Polecam biegaczom wziąć przynajmniej raz udział. Tym bardziej że są do wyboru trzy główne dystanse: 12, 25 i 50km. Moim ulubionym jest 25km. Szef zawodów oraz zwycięzca:6 punktów
-
Test OpenspaceChcę mi się spać,więc postaram się krótko. Co testowałem? Miałem narty typowe All Mountain,Freeride,a nawet slalomki i jedną powiedzmy gigantkę.Najbardziej siadły mi Blizzard Quattro - super uniwersalna narta,świetnie trzyma krawędź i pojedzie każdym skrętem.Niemal równie fajnie siadła mi taka: Niestety nie sprawdziłem co to jest,może jutro podpatrzę... :wink:Wysoko oceniłem też obie slalomki - Rossignol i Bogner - ale zdecydowanie nr 1 to ta pierwsza.Niezły był też Fischer RC4,ale jedynie w długim skręcie.Fajna z szerokich dech okazała się Salomon (te po prawej): Natomiast dość mocne rozczarowanie nartą Scott: To tyle na szybkości...Weźcie pod uwagę,że pierwsze przejazdy były po betonie,a następne po miękkim,mokrym śniegu.Na pewno to wpłynęło na wynik.6 punktów
-
WST - Dzień drugi Było, jedzenie, były modelki i modele - pora napisać kilka słów co się dzisiaj działo podczas naszej "pracy". Spotkanie na stoku po godzinie 7 rano. Na początku u góry mgła i bardzo słaba widoczność - w trakcie dnia zaczęło się rozpogadzać i być coraz cieplej. Późnym popołudniem bardzo ciepło. Po przymrozku w nocy "arena" testów wyglądała tak: Z bliska... ...lity lód. Ciekawie. Johnny testował narty z grupy Open Space. Te deski nie były zaklejone, a zakres i różnorodność sprzętu bardzo duży. Ponieważ akurat tutaj można wypowiadać się i opisywać swoje wrażenia z "widzianej" narty - pewnie Maciek skrobnie co nieco na ten temat już dzisiaj. Od super szerokiej, po SL... Dosyć ciekawe doznania. Foto przedmiotów jego testów: JC tak jak pisałem jeździł na HP (jutro ja będę jeździł na tej grupie nart)... ...a ja na AM. Obydwaj mieliśmy zaklejoną boazerię. Maciek zaczął od takiego wynalazka a ja od 505. Dziesięć par nart i cztery z pośród tych całkiem przypadły mi do gustu - w tym jedna super! I tu zaskoczenie, ponieważ AM, to nie są narty, za którymi przepadam. Początek trasy, na której odbywały się testy był łagodny, później pochylenie wzrastało. Były również garby, małe obszary stromego a na koniec wypłaszczenie. Bardzo fajnie, bo można było z nartą poeksperymentować w różnych warunkach. Po testach - tak jak pisał Jacek - pyszne "regionalne" papu i zwiedzanie ośrodka. Były palmy... ...i świetna trasa A1 - ale o ośrodku napiszę coś więcej po powrocie i dogłębnym go poznaniu. Jutro, podobnie jak dzisiaj pobudka o świcie i dużo ciekawszy, mam nadzieję dzień. Dla mnie deski o charakterystyce takiej jak lubię, a dla Chłopaków nie lada wyzwanie GS. Prawda, że piękne? Pozdrawiam serdecznie marboru6 punktów
-
6 punktów
-
Oficjalna cześć powitania za nami. Chłopaki mieli już okazje przywitać się z Klamerem, Mayerem i Walhoferem . A teraz mich6 punktów
-
WST - dzień pierwszy. Tak jak Maciek zameldował - jesteśmy już na miejscu. Po drodze raz deszcz, raz słońce. Oznaczone auto gdzieś na trasie... W Karyntii jestem pierwszy raz w życiu. Doszliśmy z Maćkiem do porozumienia, że tutejsze góry są takie jak Beskidy - jedynie odrobinę większe :wink: Pierwszy śnieg: Na dole wiosna pełną parą ciśnie... ...są kwiatki ale są również alpejskie zapachy wiosenne. Malowniczo Jeden z ośrodków, które mijamy po drodze. Mimo tego, że temperatura oscyluje wokół +11 i jest nisko - gondole, krzesła chodzą - narciarzy jak na lekarstwo. Zameczek Kolejny ośrodek - może ktoś rozpozna? I już na miejscu w Katschbergu. Widoczek z balkonu na czarną trasę - szkoda, że test nie będzie tutaj. Na uczestników czekają prezenty... ...a uczestnicy czekają na ekipę Skionline i JC. Jutro zaczynamy. Wieczorem dowiemy się z kim jesteśmy w grupie, i o której godzinie pobudka. Podobno pierwsza grupa testerów zaczyna o 7:30. Pewnie coś skrobniemy wieczorem. Pozdrowienia z Karyntii marboru6 punktów
-
4 punkty
-
4 punkty
-
4 punkty
-
Na moich oczach nastąpiła prawdziwa eksplozja popularności skiturów. Idąc żartowaliśmy, że należałoby raczej pisać, że to dla wybranych, że trudne, kosztowne i niebezpieczne. Bo raczej trudno być już samemu w górach. Z drugiej strony prawda jest, że to "prawdziwe narciarstwo" - są elementy drogi, podejścia i zjazdu (bez maszyn) daje to olbrzymią radochę. Korzysta się z co prawda z dobrodziejstwa cywilizacji śpiąc w górskich schroniskach więc całkiem fundamentalne nie jest. Dzięki Tomku za piękną, wyczerpującą relację. Ze swojej strony, widząc, że temat cieszy się zainteresowaniem, obiecuję, że wrzucę relacje z moich dotychczasowych alpejskich turów. Pozdro Wiesiek4 punkty
-
4 punkty
-
3 punkty
-
3 punkty
-
3 punkty
-
3 punkty
-
Cierpliwości, opiszę po kolacji,a żeby Cię pocieszyć to dodam,że ta trwa zazwyczaj 2 godziny... i jeszcze pokazy... :biggrin:3 punkty
-
3 punkty
-
3 punkty
-
3 punkty
-
Kocham Pilsko!!![video=youtube;7cguUMohuEE] Dziś w Poniedziałek Wielkanocny ostatni dzień kiedy można pośmigać na najlepszej polskiej górze obok Kasprowego w tym sezonie. A tak było jeszcze wczoraj: Zresztą pierwsze zdjęcie Andi-w mówi samo za siebie. Sztruksik jak i warunki wogóle jakich jeszcze nie było na Pilsku w tym sezonie. Szkoda, że to już koniec. Pozdrowienia Andrzej i Marek: No to spadamy, jak na taką zimę to i tak sporo tego było 40 dni na nartach a ciągle jeszcze przed nami finał - Kasprowy:3 punkty
-
Witam wszystkich, chciałem podzielić się relacją ze swojego wyjazdu do Włoch. Wyjazd odbył się w dniach 12-19.3.2016. Miejsce noclegu: mały hotel w miejscowości Dimaro. Łącznie 6 osób, 2 samochody. Miejsce jazdy: region dookoła, czyli okolice Madonna di Campiglio, Folgarida, Marileva, Pinzolo Wyjazd z Polski w sobotę po północy, przyjazd na miejsce koło południa. Generalnie droga do Włoch jest dobra, gorzej droga powrotna. W dzień z powodu kontroli na granicy Austriacko-Niemieckiej tworzą się gigantyczne korki, dlatego celowaliśmy tak, żeby być tam w godzinach nocnych. Wariant ten jest bardzo dobry, wieczorem ruch jest dużo mniejszy, jest zwężenie do 1 pasa, ale idzie to płynnie. Warto dodać że ta kontrola jest tam ustawiona raczej na dłużej - zwężenie na 1 pas zbudowane jest z betonowych bloków, jest rozłożony namiot i (zapewne) miły pan policjant patrzący kto przejeżdża zaprasza niektóre samochody na boczek w celu kontroli. Jadąc do Włoch z powodu tego zwężenia korek miał kilkanaście ładnych km. Na stok dojeżdżaliśmy własnymi samochodami. Generalnie pierwotnie chciałem znaleźć hotel przy wyciągu, ale jako iż mi się nie udało, dojeżdżaliśmy codziennie samochodem. Okazało się to o tyle dobrym rozwiązaniem, że mogliśmy się zdecydować codziennie na start w innym miejscu - każdym z wymienionych powyżej. Zawsze to większa różnorodność tras już od samego początku jazdy. Warunki pogodowe - tydzień przed naszym przyjazdem napadało trochę nowego śniegu. Dzięki temu śniegu nie brakowało, a do tego był dość nowy. Drugiej nocy spadł nawet nowy śnieg, przez co jazda trzeciego dnia odbywała się początkowo po świeżym, nie wyratrakowanym śniegu. Trasy przygotowane są bardzo dobrze, jedyny problem ze śniegiem występuje popołudniami na niższych wysokościach (przy dolnych stacjach). A tak nie ma co narzekać. Z uwagi na lekki przymrozek nie było ciapy, nie było wielkich muld. Nic tylko jeździć. Tłoku można było doświadczyć jedynie w niedzielę. Poza tym spokojnie i luźno, no z wyjątkiem łącznika pomiędzy Madonną i Folgaridą w godzinach popołudniowych - mogliby tam wybudować wydajniejszy wyciąg, skoro codziennie tworzą się "korki". Miłym zaskoczeniem była wizyta w Pinzolo - niby trochę na uboczu, ale świetna trasa no i piękny widok ze szczytu. Na pewno warto tam skoczyć na 1 dzień. Jeżeli ktoś się zastanawia czy warto - to tak, warto. Trochę tras przedstawiłem na filmiku poniżej. Poza tym otoczenie szczytu passo groste we mgle - cudowne. Również warto tam pozjeżdżać Pierwszy raz na nartach byłem 5 lat temu w Folgaridzie. Tym razem pojechałem tam i byłem w stanie przejechać praktycznie cały kompleks - i mogę polecić tą okolicę każdemu. Być może osoby lubiące bardzo strome trasy nie znajdą ich tam bardzo bardzo wielu - ale warto przynajmniej dla widoków i dla dużego zróżnicowania tras. Uważam też że termin marcowy nie jest zły - karnety są już trochę tańsze, ludzi znacznie mniej niż w sezonie, a warunki wyśmienite. W drodze powrotnej żeby zgubić trochę czasu zahaczamy o Bolzano, gdzie decydujemy sie poszukać jakiejś lokalnej knajpki (a więc nie nastawionej na turystów) i zjeść lokalną pizzę. I d e a l n a. Mógłbym tam siedzieć i jeść ją codziennie przez tydzień. I zachwytu nad pizzą i całym wyjazdem nie popsuł nawet fakt, że jeden z samochodów postanowił nie odpalić. 5 prób pchań bez rezultatu (nie polecam pchać samochodu wyładowanego rzeczami dla 3 osób + bagażnik dachowy z nartami... - siłownia gratis). Znalezienie sklepu z kablami do akumulatora zajęło nam ledwie... ponad godzinę, bo stacje to tam nie pracują w sobotnie popołudnia. Na ostatnią chwilę udało nam się wpaść do OBI, tuż przed zamknięciem. Zadowoleni wracamy z kablami do drugiego samochodu żeby go odpalić, a on... tym razem normalnie odpalił. Mały złośliwiec... Nocny przejazd przez granicę - bez problemu. Jeżeli ktoś ma taki zasięg, tankować polecam w Austrii. Straszne są te różnice w cenach. W Niemczech przy autostradzie 1.4E, w Austrii 1.3E, a we Włoszech 1.7E. Opłaca się też zjechać z autostrady - pierwsza lepsza miejscowość i już paliwko po 1.01E. Także warto. Jeżeli ktoś by miał jakieś pytania odnośnie wyjazdu w te okolice - chętnie podpowiem, jeżeli będę coś wiedział Jeżeli ktoś miałby ochotę - załączam filmik z naszego wyjazdu. Montażysta ze mnie amator (to moje pierwsze filmiki z nart, sam widzę trochę niedociągnięć):Filmiki oczywiście polecam w wersji HD i na całym ekranie. Filmik ogólny, bardziej chaotyczny, z całego wyjazdu - 4 minuty:https://youtu.be/zUB5YnQq0rU Filmik z Pinzolo, pokazujący tamtejsze trasy - bardziej nastawiony na trasy - 12 minut:https://youtu.be/M8FBves2ucE Dorzucam też kilka zdjęć, jeżeli ktoś jest ciekawy widoków.2 punkty
-
Dokładnie. Świetna narta JC dzisiaj śmigałem na niej po WST. Johnny testował dzisiaj OS, ja AM, JC High Performance. Skrobniemy coś więcej po kolacji, która się właśnie zaczyna i po pokazie mody2 punkty
-
2 punkty
-
Bo on ma takie naleciałości "scyzorskie" z kieleckiego!:smile: Podobno w Kielcach długo pracował.2 punkty
-
2 punkty
-
2 punkty
-
Jedno jest pewne - w Soelden fajne są skibusy : polskie Solarisy :biggrin: W pewien poniedziałek listopadowy zdarzyła nam sie z kolegą TNT taka sytuacja - w skibusie powrotnym z lodowca, około 16, jedynym austryiackim akcentem był kierowca :stupid: (choć z uwagi na karnację skóry nie jestem pewien czy na pewno austyiackim :wink: ). Reszta czyli skibus i narciarze - from Poland : To tak dla rozluźnienia dyskusji :wink:2 punkty
-
2 punkty
-
2 punkty
-
2 punkty
-
Jakbym mógł, to bym przyjechał - nie jadę samochodem, a plan mam dosyć napięty. Cały czas jestem zły na siebie, że się z krzesełkiem na południu nie pożegnałem :angry: Jak dwa lata temu po raz pierwszy jeździłem na Chopku, to na południu było ok. +10. Trasy 32 i 31 to była jakaś masakra. W dodatku z moimi "umiejętnościami bez kijków" to była masakra ×2. Dlatego miałem uraz do Juhu. W tym roku w dobrych warunkach (trochę twardo, zero lodu, brak kamieni) jeździłem 1 dzień z 26. W dodatku tylko 2h na jednej trasie. Pozdrawiam Cię serdecznie1 punkt
-
Uprasza się o nie publikowanie więcej zdjęć tego typu, gdyż "normalni" ludzie w tym czasie pracują i takie foty ich dobijają :eek: ?? Wysłane z mojego SM-G900F przy użyciu Tapatalka1 punkt
-
Ok, powinienem dopisać. Foty pochodzą od fotografów serwisu fotomaraton.pl, foty te zakupiłem. Kilka fotek jest moich własnych.1 punkt
-
Podobnie jak część dyskutujących uważam, że Soelden jest "przereklamowane". Jednak nie sposób nie zauważyć sporego potencjału przytrasowego (zlokalizowanego prawie wyłącznie przy Geislachkoglu). Mimo wielu chętnych potrafi starczyć go na długo. Nie zmienia to postaci rzeczy, że Gurgle chyba pod każdym względem biją Soelden (jak są otwarte). Kuhtai to jeden z najsympatyczniejszych ośrodków narciarskich, do niedawna nie było tam nawet armatek bo dół jest na 2000 m npm i można było jeździć na zawsze naturalnym śniegu. Pewnym minusem jest tam niewielka deniwelacja (max 500 m). Za to trasy są rewelacyjne. Układ stoków północ i południe pozwala dopasować sie do przebiegu słońca. Pozdro Wiesiek1 punkt
-
Mnie również Soelden nie powala na kolana - to dobry ośrodek na listopad i kwiecień, natomiast nie rozumiem pchających się tam w szczycie sezonu.W Gurglach zawsze jest dużo mniej ludzi niż po sąsiedzku-na obrzeża sezonu również niczego sobie. My eksplorując Kuhtai zawsze zaczynamy z Oetz - po 1 wjeździe gondolką i 1 zjeździe do Ochsenalm - co zajmuje niewiele czasu - wsiadamy w skibusa do Kuhtai i potem powrót - szkoda auta na ten podjazd na ponad 2000 mnpm.1 punkt
-
1 punkt
-
Dzięki wielkie za wszystkie informację o warunkach + miłe słowa. Odnośnie mojej aktywności na forum, to zawsze miałem wrażenie, że średnio mi wychodzi przelewanie na papier swoich opinii/relacji - postaram się to zmienić :happy: Po MP Amatorów dostałem możliwość wyboru dowolnej narty z tegorocznej kolekcji Rossignol Hero - wybór padł na starą FIS-ową gigantkę... 189 cm i 27 promień ( mi w zupełności wystarczy :smile: ) Kolejna kwestia - szkolenia. Mówiąc szczerze, wcześniej nawet o tym nie myślałem, jednak ostatnio ROCH mi o tym wspominał i będę intensywnie myślał przed sezonem 2016/2017. Jest kilka stoków w okolicy Wisły/Istebnej z którymi bez problemu mógłbym się dogadać w kwestii ustawienia GS i treningu. Także jak cokolwiek będzie wiadomo, to na pewno się pochwale na forum.1 punkt
-
Raczej nie zniszczysz nart ale jakieś tam pojedyncze minerały na powierzchni śniegu były. Było miękko nawet z samego rana. Ratrak jeździł rano a my zakładaliśmy pierwsze ślady na sztruksie na każdej trasie. Na deser wyszliśmy powyżej wyciągów na mały free ride. Było pięknie. Jutro ponoć ostatni dzień jeżdżą wyciągi.1 punkt
-
Kolejny dzień nartowania spędzamy w stacji położonej najbliżej naszej kwatery czyli Grosseck - Speireck. Ośrodek to dwie gondole wychodzące z dolin oraz szybkie 4-osobowe krzesło z bublinami na szczyt Speirecka, reszta to starsze wyciągi typowo transportowe. Genialna trasa schodząca do Mautendorf, długa, szeroka, kręta w lesie, spędziliśmy tam dobrych kilka godzin. Poza tym super trasa ze szczytu Speirecka poprowadzona początkowo grzbietem w wariancie do dolnej stacji w St Michael daje dobre 6 km bardzo zróżnicowanego i ciekawego zjazdu.Nie jest to może ośrodek dla połykaczy kilometrów, ale trasy są ciekawe i fajnie poprowadzone i można tam spędzić, szczególnie przy pięknej pogodzie super dzień. Niestety ostatni zjazd tego dnia trasą nr 2 do St Michael już bardzo zdegradowany z licznymi przetarciami. Wogóle odniosłem wrażenie iż trasy na Katschbergu były lepeij przygotowane i trzymały się do samego końca w dobrej kondycji tu natomiast bardzo miękko i duże odsypy, mimo bardzo podobnej wysokości npm. Dzień jak najbardziej na plus.1 punkt
-
Pierwszy i trzeci dzień jeździmy w największym ośrodku regionu czyli na Katschbergu. Tu zdecydowanie bardziej podoba nam się na górze Aineck. Godne polecenia są czerwona 11 i czarna, stroma szczególnie w górnym odcinku Direttissima, obsługiwane przez 3-osobowe krzesło, o dziwo szybkie i wyprzęgane. Trasy z drugiej strony góry opadające w stronę St Margareth ze słynną A1 na czele również super, szerokie, bardzo długie i w zdecydowanej większości puste z dobrymi warunkami do końca dnia. Bardzo do gustu przypadła nam skrajna czerwona trasa Snowbowl w różnych wariantach. Rewelacja. Jedyny minus tej strony to dolne bardzo długie 2-osobowe krzesło, które wlecze się niemiłosiernie, na szczęście już w najbliższej przyszłości ma być wymienione na nowiutką gondolę (bodajże od grudnia tego roku). Druga część ośrodka zlokalizowana jest na górze Tschaneck. Moim zdaniem trasy tu są zdecydowanie mniej ciekawe, trochę podobne do siebie i szybciej się degradujące. Na plus wybija się czarna 3, szeroka, ok. 2 km długości, fajnie nachylona. Zaznaczam, że nie jeździliśmy na skrajnych trasach przy orczykach, także nie wypowiem się co do trasy do testowej na Worldskitescie.Ośrodek jako całość na duży plus i naprawdę godny polecenia.1 punkt
-
Dzień 1 - Koprowy Wierch cz. 2 Dłuższą chwilę podziwiamy widoki, m.in na Polską stronę. Ładnie widać całą Orlą Perć, oraz cały masyw Koziego Wierchu - jeżeli ktoś chce to może obczaić sobie linie zjazdu, bo można jechać szerokim żlebem, albo na prawo od niego przez Kozie Perci (jest to dosyć łatwy zjazd do 40st) Oglądamy również nasz jutrzejszy cel, czyli Rysy. Z tej strony ładnie widać żleb "rysę", którą podchodzi się i zjeżdża od Polskiej strony (połowa w słońcu, połowa w cieniu). Zerkamy również na Hińczową kotlinkę, oraz Dolinę Mięguszowiecką. Przy okazji ładnie widać nawisy z Koprowego na stronę Hińczowej :-) Ciężko nam się zdecydować ruszyć w dół bo jest tak pięknie!, ale powoli robimy przepinkę i ruszamy. Śnieg trochę miękki, trochę twardy, przewiany. Docieramy do pola śnieżnego, które opada z Koprowego w stronę Wyżniej Koprowej Przełęczy i tam jest jazda! śnieg delikatnie odpuszczony można puścić się w dół i nabrać prędkości :-). Z Wyżniej Koprowej Przełęczy zjeżdżamy stokiem podejściowym, jest twardo, sporo sypie się kalafiorów spod nart. Każdy szuka swojego miejsca :-) Dojeżdżam do Wieśka i patrzymy jak zjeżdża Mariusz. Twardy śnieg leci w naszą stronę, gdy rozpędzony Mariusz mija nas z boku. Poniżej nas wpada na twardą płytę, która się załamuje, jego przody nurkują i zalicza glebę :-) Po chwili dociera do nas Kamil i ruszamy niżej Docieramy do progu Szataniej dolinki i decydujemy się nią zjechać, aby nie tracić czasu na podejście z nartami A później dosyć ostrożnie szlakiem między kosówką wzdłuż doliny do schroniska. Gdzie docieramy ok. godziny 15, po 5,5h tury, 10,5km i ok 900mH. Niby nie dużo, ale to pierwszy dzień rozruchowy . Więc ponownie trzeba się nawodnić i coś zjeść :-) Mapa trasy: https://www.endomondo.com/routes/692322456 Pozdrawiam Tomek1 punkt







