Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 22.04.2016 w Odpowiedzi
-
Coś mi się dziś od rana kicha, Jak to mówią na kielicha. Myślę, dumam o co chodzi, Ktoś tu pewnie flaszkę chłodzi. Albo whisky, albo dżiny... Ktoś ma dzisiaj urodziny !!! Na rowerze se pośmigam, Trochę zimno, wracam z dworu, A gdy wchodzę dziś na fejsa, Patrzę... a to ma Marboru !!! Najlepszego Ci Mariuszu, w związku z świętem Twoim życzę :cheerful: Niech marzenia się spełniają, Narty dobrze niech śmigają. Na kajaku i rowerze pływaj, jeździj ile wlezie !!! No i na koniec, tak za Twe zdrowie, Dziś mi zaszumi porządnie w głowie :crazy:4 punkty
-
Maciek daj temu koledze plecak 15-20kg i puść go na stok 35st z mokrym ciężkim śniegiem . To jest fajne na skiturach, że tutaj nikt Ci później nie powiem "stary, ale dociążyłeś za bardzo górną nartę, w tym i w tym momencie miałeś dociążyć 95% dolną, a górną tylko 5%", albo "zrobiłeś A-frame". A jazda jak to już napisał nurek jest z bananem na buzi . Wiesz w pisaniu takich relacji jest stała grupa ludzi, którzy się tym fascynują... i 3 razy więcej osób, które patrzą prześmiewczo.... czytają, ale oglądając zdjęcia czy filmiki boki zrywają . W śród nich są też pewnie "onaniści techniczni", którzy wybrali inny rodzaj narciarstwa i poszli bardziej w sport. Ja rozumiem, że można wybrać inną drogę, ja wybrałem przeciwną stronę. Ale wszystko jest ok, jeżeli się rozumiemy, akceptujemy i nikt na siłę nie próbuje drugą stronę wyśmiać. Dla mnie osobiście rzeźbienie co drugi dzień tej samej trasy, tych samych bramek, czy zbijanie tyczek gardą jest trochę jak... yyy może to nie ładnie zabrzmi ale jak "niemieckie porno" kompletnie bez emocji, nie tego szukam w narciarstwie. Ale rozumiem, ze ktoś woli wybrać tą fizyczną i techniczną stronę narciarstwa, czy w ogóle w jakiejkolwiek innej dziedzinie sportu (zauważ, że podobnie może być z bieganiem - asfalt czy teren?, rower szosa czy mtb?, wspinaczka siedzenie tydzień w skałach nad 1 drogą, czy tatry/alpy? itp). Problemem wielu osób na początku uprawiania skiturów jest zapożyczenie myślenia z narciarstwa zjazdowego. Też miałem ten problem i o dziwo 90% osób, które przechodzi do skiturów z narciarstwa zjazdowego ma to samo. Myślisz, w takich kategoriach, że tylko zjazd się liczy , ale skoro coś Cię ciągnie w kierunku skiturów to pewnie masz duszę podróżnika, odkrywcy, lubisz przebywać w górach. I po czasie zauważasz, że samo podejście czy w ogóle przebywanie w górach sprawia Ci ogromną frajdę, zakładasz "base camp" i napawasz się widokami, wchodzisz na szczyt, przełęcz itp i po prostu nie możesz się przestać cieszyć, jesteś szczęśliwy, a zjazd... to już jest wisienka na torcie A co do tematu to ciekaw jestem czy dojdziemy do innych wniosków niż te o których się dyskutuje od kilku lat na forach skiturowych... że takim uniwersalnym sprzętem (gdyby ktoś chciał mieć jeden zestaw), jest narta ok -10cm do + 5cm wzrost, 80-85mm (w dobie lekkich nart z carbonem chyba to się trochę poszerzyło nawet w kierunku od 80mm do 90-95mm), wiązania TLT i buty w granicach 1200-1600g/szt. Wszystko w zależności od priorytetów, wagi i techniki narciarza. Oczywiście w kategorii sprzętu narciarskiego, bo reszta sprzętu cały czas się zmienia i sam plecak można sporo odchudzić Pozdrawiam Tomek4 punkty
-
4 punkty
-
A tak a propo's wagi sprzętu - to jedno , a tzw. masa własna - to drugie:wink: Skitury to na pewno nie jest aktywność dla osobników z dobrze rozbudowanym mięśniem piwnym :biggrin: .Dla mnie skitury to , poza całą resztą o której wspomnieli koledzy, bardzo fajny motywator żeby zacząć dbać o własną formę , bo na podejściu wszystko wychodzi :smile: .3 punkty
-
Kurcze, wszyscy jeżdżą, no ja też w sumie jeżdżę, a przynajmniej staram się jeździć tak co 2-3 dni praktycznie tylko na szosówce, którą kocham :crazy: Raz też wybrałem się na mtb na Telegraf i generalnie koło domu, bo deszcz miał padać. Niestety z braku czasu moje jazdy ograniczają się do max. 1-2 godzinnych wypadów, gdzie pokręcę 30-60km i nie w jakieś konkretne, atrakcyjne miejsca, a po prostu zrobić rundkę tak żebym złapał trochę endorfin i zmieścił się w czasie.Zacznę od fotek z mtb i kręcenia się w promieniu 5km od domu, czyli wjazd na Telegraf, trochę downhillu potem, przejazd dookoła Telegrafu przez las, a potem przez podmokłe łąki do rezerwatu geologicznego Wietrznia. W sumie ok 20km wykręcone. Było pięknie, dopóki nie złapałem gumy i ponad 1km musiałem z buta prowadzić rower do domu.zdjęcia robione kamerką xiaomi yi i liźnięte potem zrobionym presetem w Lightroomie3 punkty
-
Powiem tak - pogadamy za parę lat. Też byłem (i jestem) zwolennikiem solidnych i długich nart i też miałem fobie. Ale parę lat skiturów zmieniło bardzo moją optykę - tam gdzie nie muszę targać mogę sobie pozwolić na bardzo ciężki sprzęt. Ale ten bardzo lekki sprzęt, który trochę z konieczności zacząłem używać, okazał się w pełni wartościowym sprzętem do jazdy. To jest to o czym pisaliśmy - ma się "skrzywienie" zjazdówkowe (czy freeridowe) i wydaje ci się, że na nogach masz jakieś zabawki. Nie, to jest normalny, w pełni wartościowy, sprzęt na którym pojedziesz wszystko. Małe narty to mała siła wyporu ale za to mały opór i bardzo łatwa rotacja, gdyby nie plecak to można byłoby z tym dosłownie fruwać. To poszerzanie się sprzętu na skiturach o którym wspominaliśmy wcale nie musi mieć podłoża "obiektywnego" może narciarze freeridowi masowo wchodzący w skitury przenieśli swoje przyzwyczajenia i "naciągają w górę" deski??? Ale jest jeszcze druga strona medalu. Swego czasu myślałem nawet, że zrezygnuję ze sprzętu zjazdowego na rzecz TLT. Z tego pomysłu jednak się wycofałem bo myślę, że trwałość topornych wiązań, butów i ciężkich nart przy ostrej eksploatacji jest nieporównywalna z tymi ultralekkimi. Jeśli udaje mi się zniszczyć normalne narty w dwa lata to te skiturowe mógłbym wykończyć w dwa miesiące. W skituringu na który poświęcam nie więcej jak 25 dni w sezonie jazdy jest relatywnie mało (co wcale nie oznacza, że jest nieistotna - to wisienka na torcie). Dlatego drugą nogą jest przywyciągowa jazda off piste - tu kompromisów wagowych nie stosuję choć wynika to po części z tego, że sprzęt lekki jest drogi (np BMT Volkie) a zakładam, że też mało trwały. Podobnie z butami - gdybym TLT 5 traktował tak jak pancernego Factora to musiałbym je szybko wymienić. Swoją zimową aktywność opieram więc na dwóch filarach - jeździe na karnecie z absolutną preferencję off piste i tutaj Barony i Duke są ok (głównie dlatego, że są relatywnie tanie), narta może ważyć 4 kg (para) a buty 4,4 kg jedno i drugie też są w miarę tanie. Na tym sprzęcie jeździmy do upadłego i 12-14 km w pionie na off piste to normalka. Skitury to zupełnie inna para kaloszy - idę w góry, realizuję plan i zdobywam cele. Nieraz są warunki ekstremalnie trudne gdzie przy trasie nie chciałoby mi się tak walczyć. Jestem też w pięknych okolicznościach i z ekipą gdzie relacje są dużo bliższe jak na off piste. Walczę ze swoimi słabościami fizycznymi, strachem i brakiem umiejętności. Jazda jest tutaj bardzo ważnym, przyjemnościowym dodatkiem. Ale mimo wszystko to tylko jeden ze składników i nie on powinien decydować o wyborach sprzętowych. W takim ujęciu freeride to szaleństwo jazdy a skitury coś zdecydowanie poważniejszego. Nie mam więc stresu, że na zjeździe będę miał sprzęt wymagający większej uwagi - to i tak najłatwiejsza część tej zabawy. To jest oczywiście model do jakiego doszedłem po paru latach zimowej zabawy. Ale tak czy tak skitury to nie jest "freeride dla ubogich", przenoszenie wzorców i przyzwyczajeń z nart zjazdowych nie jest wskazane. Pozdro Wiesiek3 punkty
-
3 punkty
-
Cześć Bardzo fajny pomysł. Swego czasu ponad 30 lat temu - miałem taki pomysł aby przejść Polską granice południową jak najbliżej grani jak jest to możliwe. Wyprawa miała trwać 2 miesiące, miałem (od tego zaczęło się jedno z moich hobby - kolekcjonowanie map różnych rejonów Polski) skompletowany prawie komplet map oraz większość potrzebnych rzeczy. Niestety nikt nie chciał ze mną na taka wyprawę iść a ja nie widzę i nigdy nie widziałem sensu w robieniu czegoś samemu. Życzę aby pomysł się powiódł. Pozdrowienia3 punkty
-
Nie wiem które filmy widział ?? Ale np naszą jazde na Dachstain można by tak było określić, i wcale nie myślę inaczej a dlaczego bo już na jazdę z finezją nie było sił, a to ma przełożenie na ciężar który dźwigaliśmy. Plecaki były za ciężkie co zmienia środek ciężkości i wież mi że to ma ogromne znaczenie podczas jazdy, przy zjazdach na fokach zdarzało się że po prostu przy zatrzymywaniu się, lądowałem na dziobach twarzą, przy normalnej jeździe górę ciężko ustabilizować, dodatkowo zmęczenie które, włożyłem w to żeby ten ciężar wytargać na szczyt, potem to wszytko widać na filmie i nie jest tak jakbyśmy chcieli, co nie zmienia faktu że i tak był banan na ustach. Ja już do paru wniosków dochodzę i tak narty będę szukał 80-85mm pod butem w długości 1800-1850mm całość z wiązaniami nie może przekroczyć z fokami 5500g buty max 2500g jak będzie lżej to lepiej tyle jestem w stanie z normalną prędkością wytargać wszędzie i da mi to potem komfort z jady równie dobry co teraz, taki jest cel a wszytko zrewiduje portfel i okazja pozdrawiam Rafał3 punkty
-
Dokładnie tak samo zrobię. Dla mnie to będzie jakiś kompromis pomiędzy wagą a późniejszą przyjemnością z jazdy.Parę dni temu pokazałem koledze,który bardzo dobrze jeździ na nartach, wasze filmiki z wypraw skitourowych.Tak obejrzał i stwierdził ,patrząc na jazdę: "wszystko fajnie,ale wyglądają jakby walczyli o przeżycie"... :wink: Kupowanie skrajnie krótkich i wąskich nart,jak dla mnie to nie ma sensu. Dla mnie na pewno nie.Zawodnicy walczą o każdą sekundę i nie jest nawet istotny styl jazdy czy czerpanie z tego przyjemności.Ja Idę na wycieczkę i czy będę na szczycie pół godziny szybciej czy później,nie ma żadnego znaczenia.To ma być przyjemność, kontakt z naturą,podziwianie widoków,a na końcu nagroda - zjazd na dół. :angel: A jak koledzy nie poczekają,to najwyżej będę chodzić sam,jak dotychczas.Bez żadnej spinki,bicia rekordów przewyższenia itp. Tak samo podchodzę do wypraw na rowerze czy pieszych wędrówek po górach.3 punkty
-
Ten piękny zwierz to puma Concolor, właściciel(były żołnierz Kamil, założył cyrk(zarejestrowany) i ta puma tam charce wywija. ) takie newsy mam z neta.:smile: więc wszystko jest legalnie.:smile:3 punkty
-
Ja wam powiem jedną rzecz, a raczej dwie rzeczy.Pierwsza to to, że rozpiętość tonalna rejestrowana prze oko ludzie a przez matryce aparatów i to nie ważne czy w tanim telefonie, najlepszej lustrzance czy średnim formacie to zwyczajnie przepaść i w porównaniu do oka można powiedzieć, że cała optyka jest może nie ślepa, a niedowidząca.zdjęcia kłamią.A drugą rzeczą jest to, że zdjęcia kłamią i to nie ważne czy są prosto z aparatu czy wypieszczone w obróbce.A co do obróbki, to taki mój przykład, takiego mojego zdjęcia przed i po :smile: I oryginał i to po obróbce jest nieprawdziwe, ale jednocześnie są zupełnie inne w odbiorze i po to zdjęcia obrabia się tak w skrócie.2 punkty
-
2 punkty
-
2 punkty
-
To prawda i ja na pewno jeszcze to mam. Przyznaje się bez bicia. :wink: To właśnie kwintesencja skitourow! Tu trafiłeś w samo sedno,no ale przecież jesteś już bardziej zaawansowany niż ja. Wystarczyło mi zobaczyć zdjęcia z Salatina,żeby zatęsknić za skitourami.Ta przestrzeń,natura,brak tłumów i w końcu szerokie połacie śniegu, gdzie człowiek może pojechać jak chce... Zdecydowanie to jest mój kierunek.Natomiast nie wiem czy będę chciał iść dalej,tj. we wspinaczkę wysokogórską itp. Tak jak pisałem poniżej,w tym kierunku będę zmierzać. Nie potrzeba 120 mm pod butem,żeby fajnie się jechało.Te 80 - 90,przy moich parametrach powinno wystarczyć. Pozdrawiam, Maciej2 punkty
-
marboru, a na rowerze też się liczy? , jeżeli tak to może jakiś trip z Maćkiem Czupel i Skrzyczne można spokojnie wjechać i zjechać Pozdrawiam Tomek2 punkty
-
Na koniec fotka z drogi i telefonu strzelona... jako ciekawostka... ...a może raczej jako obraz zdziczenia i mega kiczu?!!! Chyba jednak idiotyzm i głupota. Być może łamanie prawa?... W drodze powrotnej, pod Kielcami taki oto obrazek. Michael Jackson z Mnichowa...2 punkty
-
Słuszna uwaga , nie ma co popadać w jakieś skrajności , zwłaszcza jak traktujemy skitury jako hobby a nie startujemy regularnie w zawodach . Jak chyba wszyscy , również uważam , że każdy gram , który targamy do góry się liczy , ale też sprzęt i wyposażenie które niesiemy w plecaku trzeba dopasowywać do własnych gabarytów , preferencji itd , itp . Przykładem chociażby może być waga butów . Możemy mieć ten sam model , ale np kumpel ma rozmiar 40 ja 43 i już mamy różnicę w wadze pewnie jakieś 100-200 g na bucie . Tak samo z nartami , wiadomo że dłuższe (ten sam model) to cięższe . Ja mam 186cm wzrostu , waga ciała 93 kg i siłą rzeczy sprzęt dla mnie (narty ,wiązania , odzież itd) musi być cięższy niż to samo dla kogoś kto mierzy np. 170cm i waży 70 kg .Istotny jest tu raczej stosunek wagi sprzętu do wagi ciała o którym wspomniał Majorski .Teraz do skiturów używam Atomic Access dł 191cm ,100mm pod butem + wiązanie G3 Onyx . Waga pary z wiązaniami to 5,90 kg . Niby dużo , ale już mnie nie zabija :smile: . Skiturowe narty o takich gabarytach mają swoje zalety , ale też i wady . Niemniej , jak już będę składał drugi komplet ,tzw. lekki , to będą to narty o długości ok. 175-180cm i talii ok. 75-80mm + jakieś lekkie wiązania kłowe . Dla mnie to będzie optimum - mniejszych nart (krótszych , węższych ) po prostu nie chcę , nawet za cenę tych kilkudziesięciu gramów więcej .2 punkty
-
Powrócę do wiązań.W moim zestawie wiązanie waży ponad połowę tego co narta. Można bybyło zejść z wiązaniem 50% w dół, tak do 200-300g. Wiesiu piszesz o Dynafit Expedition. Zastanawiam się dlaczego nie bierzesz pod uwagę jeszcze innych lekkich modeli. Expedition mają tylko 1 tryb uphill, nie mają trybu płaskiego chodzenia (but poziomo w stosunku do narty). Wydaje się że to spore ograniczenie.Fajnie jest sobie pomarzyć i rozważać na co bym mógł zmienić swoje Vipec :smile:Wiązanie Dynafit Superlite obecnie wersja 2.0 ma 3 uphill modes, czyli taki standard, a ważą nawet mniej niż Expedition, bo 175g wg producenta. Superlite ma trochę osób, które można znaleźć na forum skiturowym. Expedition zostały zrobione pod kątem niezawodności w ekstremalnych zjazdach, brak przekręcania stopy, brak bezpieczników na tyle, jedna pozycja w podchodzeniu. Superlite mają regulowany bezpiecznik z tyłu, są to wiązania dla “normalnych” zaawansowanych amatorów. Fajne określenie Dynafita: “for all those who are psyched to speed up”.No i mamy jeszcze dwa ciekawe lekkie wiązania ATK (dystrybutor jest w cz i sk, jest w tamtejszych sklepach, w pl mało, sprzedają tylko chili sport i majesty). - ATK Race Tour - 175g, 4 uphill modes (!) - ATK Raider - 320g, 3 uphill modes, ciekawe rozwiązanie skistopera montowanego z przoduTo ostatnie wiązanie dedykowane do FreeTour, aczkolwiek skistopery są od szerokoścu 75mm. Widzieliśmy w Tatrach to wiązanie na nartach tak gdzieś na oko 100mm pod butem. Zauważyłem że jeździł na nich ratownik słowacki. Byłem w szoku, jak zobaczyłem tak niepozorne wiązanie na dużych dechach.Ja bym chętnie założył do swoich nart ATK Raider, bo mi pięknie pasują kolorystycznie :smile:I miałbym pół kilo mniej na nogach. Ale nie wiem czy to zrealizuje, cena wysoka …Superlitami też bym nie pogardził.Przypominam sobie że jeszcze rok temu rozważałem kupno wiązań Kingpin do swoich podstawowych nart skiturowych. Dobrze że się od tego odwiodłem. Dzisiaj wiem że nawet Vipec nada się na szerokie dechy typu 90-110mm.Kto pierwszy sprawdzi wiązanie 200g ? :-)Kilka zdjęć.Dynafit Superlite 2.0 Dynafit Expedition ATK Race Tour Film pokazujący 4 stopnie ATK Race ATK Rider2 punkty
-
Dziś wieczorne lekkie kręcenie, wcześniej nie miałem czasu a taką aurę trzeba było wykorzystać! Pozdrawiam Maciek Wysłane z mojego ALE-L21 przy użyciu Tapatalka2 punkty
-
21.04.2016r. Chopok warunki doskonałe jak na koniec kwietnia. Trasa 1abc praktycznie bez kamieni i przetarć, za wyjątkiem 1 miejsca na ostatniej ściance przed Funitelem (widać to na kamerze). To miejsce można objechać 2/3 śmigami więc udało się bez strat w sprzęcie. DO Funitela narty trzeba wrzucić na plecy i przenieść ok 50m. Majowa w pierwszej fazie ma wąskie gardło na 1 ratrak tak przez 20m później cała szerokość, kolejna zwężka na Koleisku. Czarnulka na północy z jedynki wygląda słabo ale po wjechaniu na nią, otrzymała tytuł mis 3 ratraki obok siebie wystarczająco żeby polecieć po całości że tak powiem:biggrin: W dolnej części trzeba pokombinować z krótkim śmigiem ale da się spokojnie zjechać. Od rana do 15 jeździliśmy w świetnych warunkach trasa 1 do Lukovej później skręt na czarnulkę i na Koleisko. W tej konfiguracji stół do 15 nawet nie było mokrych przesypów. Bajka- polecam:applause: Wjazd biedronką i dalej funitelem. Dzisiaj z okazji zakończenia sezonu browar na Rotundzie duży 2,70E, mały z gopassem 1,20E. Zjazd do parkingu kolejką na biela put:stupid: --------------------------------------------- UWAGA POLICJAAAAAAA ! Chyba trzeba założyć nowy wątek o policmanach słowackich. Dzisiaj zanim przejechałem 10km od granicy w KORBIELOWIE miałem już 2 pomiary !!!! Są roboty drogowe i 30ka, więc policja nawet nie rozstawia stojaka. Strzelają z deski rozdzielczej. Kolejny pomiar w drodze powrotnej w Zuberecu. Jak ja nienawidzę tego kraju... z każdym wyjazdem bardziej:stupid: Oczywiście jechałem wzorowo i zaoszczędziłem trochę eurusów.2 punkty
-
Wczoraj po pracy wybrałem się nad J.Paprocany w Tychach.Bardzo lubię tam jeździć, a zwłaszcza Lasy Kobiórskie. Ostatnio jak tam jechałem, trasa była mocno zniszczona przez ciężarówki wywozące drewno,ale już wszystko wraca do normy. Opcji jazdy też jest tam sporo i do tego można nie spotkać ani jednego człowieka przez ponad 10 km! Na początek jednak objazd J.Goczalkowickie to ( to mój stały punkt programu ),J.Łąka, trochę woku Pszczyny i w Las!J.Łąka Ten dworek znajduje się na jakimś wyższym wzniesieniu koło Pszczyny Trasa przez Lasy Kobiórskie Ta trasa jest też szlakiem rowerowym Taki przejazd po drodze... Aleja Książęca - częściowo grunt,częściowo asfalt Al.Książęca - tu skręcamy nad J.Paprocany Cel osiągnięty! Plaża tuż za słynną Piramidą Powrót drugą trasą. Tutaj spotkać żywa duszę,to trzeba mieć szczęście... Szlaków rowerowych woku Pszczyny i Tychów jest mnóstwo. Wkrótce trzeba będzie je poznać. Najciekawsze to Green Way,wiodocy z Krakowa do... Wiednia! W sumie wyszło 82 km ( + przed pracą 20 ).Bardzo fajna trasa,ale że względu na spore odcinki gruntowe,na pewno nie na szosę. Zwłaszcza Lasy Kobiórskie - tu opcji jazdy sporo! PS.Sorry Torres,ale to wyszło spontanicznie,temu nie dałem znać.Dzień wcześniej,a nawet rano miałem obawy co do pogody oraz wyglądu trasy...2 punkty
-
Cześć Tu nie chodzi o flex=sztywnośc buta ale o jego krój. Wiesz przecież doskonale, że but dla narciarzy mniej zaawansowanych trzyma nieco inaczej niż but experta czy sportowy. Tutaj trzeba znaleźć pewien kompromis bo buty o wysokich flexach trzymają w sposób zakładający naturalność dobrej narciarskiej pozycji. Osoba słabo jeżdżąca będzie z takim butem walczyć próbując prostować nogi naginać but itd. To jest główny powód. Drugi to sztywność kapcia. Pozdrowienia2 punkty
-
Chwilę wolnego od pracy trzeba było dobrze wykorzystać, więc zamiast siedzieć na czterech literach postanowiłem przekręcić trochę nogę. Odwiedziłem więc dobrze znane mi okolice Koziej i pobawiłem sie trochę filtrami w aparacie... Pozdrawiam Maciek2 punkty
-
Byłem teraz 3 dni w Livigno,niestety zamiast jak zawsze na prognozę super last minute,tym razem na towarzystwo,które odłowiłem z forum,inaczej musiałbym jechać sam.Oni mieli rezerwację,więc pojechaliśmy o dzień za wcześnie. W nocy spadło około 30-40 cm śniegu świeżego i bardzo mokrego,nie zdążyli ubić,więc warunki ciężkie.Moje towarzystwo,para młodych deskarzy freeridowców zaczęło mnie ciągnąć poza trasę,myślę,że oczekiwali wartości ludycznych.Dotychczas poza trasą jeździłem tylko w lesie na firnie i po puchu na twardym podłożu i na slalomkach nie było problemu.Teraz miałem tylko komórkowe gigantki na 193 cm,ale postanowiłem stawić czoła nowości,nie było to proste,ale przetrwałem.Moi deskarze radzili sobie wyśmienicie,obserwowani przeze mnie narciarze na sprzęcie freeridowym różnie,ale raczej znacznie gorzej niż deskarze.Najbardziej dawała mi w kość długość narty,zapadającej się głęboko. Zastanawiam się,na ile lepiej by mi się jeździło,gdybym miał coś szerokiego i krótkiego-czy nic by na te warunki nie pomogło... Bo może jednak dołączyć do kolekcji coś nowego...1 punkt
-
Hej i w tej kwesti bez zmian Maćku :wink: Haa i nawet będę miał propozycje na sierpień dla oszołomów narciarstwa,ale wyprawa tylko z małżonkami :tongue:1 punkt
-
To samo sobie pomyślałem,czytając ten wątek... :wink: Jaki sens jest walczyć o każdy gram wagi sprzętu,kiedy sami nie dbamy o siebie? Taniej jest schudnąć,niż kupić lżejszy sprzęt,choć to chyba trudniejsze... :biggrin: Tak więc naparzam na rowerze,w ostatnie 4 dni ponad 300 km. Może to coś pomoże... :wink:1 punkt
-
Z długości proponuję nie rezygnować,zwłaszcza jak narty mają sporego rockera.Rocker,że tak powiem,skraca nartę i to mocno! Dlatego ja od razu szukałem maksymalnej długości.Na takich nartach w głębokim miękkim śniegu jeździ się znakomicie! Dziecinnie łatwo się kręci,a same narty nie toną,nawet mocno dociskane w skręcie. Ja po prostu czuję się na nich bezpiecznie. Na takie warunki najczęściej zabieram Armady JJ,bo to sztywna narta,mimo rockera. Nie jest to "kłapak",jakby powiedział marboru. W takich K2 Hellbent rocker skacze na każdej nierówności,Armady mają z góry "ustalony" kształt rockera i twardość całej narty.Sprawdza się to znakomicie i w puchy i w ciapie.Polecam przetestować. :wink:1 punkt
-
Mariusz,wszystkiego najlepszego. Przede wszystkim dużo zdrowia,bo to najważniejsze. Realizacji wszystkim marzeń,wielu ciekawych wypraw i żeby Cię w robocie nie wk... :wink: Aby wiodło się! Maciej i Izabela.1 punkt
-
Cześć Nie napisałem, że to jest konkurencja "najbardziej techniczna" tylko "najbardziej carvingowa". Tego nie można identyfikować, choć rzeczywiście z mojego sformułowania mogłoby to wynikać. Mój błąd. Chodziło mi o to, że to właśnie w zjeździe mamy do czynienia z jazdą czysto na krawędzi w największym wymiarze i każdy uślizg kosztuje najwięcej. Oczywiście pełny skręt gigantowy jest podstawą techniki w ogóle i co do tego nie ma dyskusji. Pozdrowienia Pozdrowienia1 punkt
-
Panowie dzis juz lipa jezdzilem tylko do 13 rozmieklo znacznie szybciej niz wczoraj a co najgorsze powylazily kamienie dobrze sie jezdzi tylko z chopoka do konia dalej jak juz kolega napisal rzeznia, wystaja kamienie i do gondoli juz z buta kolo 100 metrow takze nie chce nikogo zniechecac ale na weekend moze byc lipa przexiez chyba nie dosnieza. Po za tym dzis bylo sporo ludzi to tez szybciej sie rozjezdzilo .1 punkt
-
1 punkt
-
dzień 7 - powrót Potężny wiatr, nawiane zaspy i mgła wita nas przy wyjściu ze schroniska. Przewidująco założyłem solidniejsze spodnie z membraną. W takich warunkach nie powinno się wyżej po górach chodzić ale ponieważ jutro jest Wielkanoc więc nikomu nie uśmiecha się czekanie w górach. Droga powinna być bezpieczna a najbardziej obawiamy się kiepskiej widoczności. Bo tak to (nie) wygląda. Początkowo traki prowadzą dość płasko - śniegu spadło tyle, że bez kijów trudno jechać. Idzie to bardzo powoli bo bez przerwy kontrolujemy położenie. Po jakimś czasie dojeżdżamy do najstromszego odcinka. I tutaj zaczynają się schody nie wiadomo co dalej - bo robi się mocno stromo a dalej nic nie widać. Robert bardzo ostrożnie penetruje zbocze ale ponieważ śnieg ma ochotę zjeżdżać to wraca. Być może to krótka ścianka zakończona wypłaszczeniem ale równie dobrze może być podcięta. Tak zajmuje to nam pewnie z 30 min. wreszcie znajdujemy obejście, lekko się przejaśnia i jedziemy dnem szerokiej doliny. Spad jest w sam raz i na tym puchu robi się naprawdę miło. Zjazd trwa, coraz wiecęj widać Gdzieś na rzędnej 2500 m spotykamy pierwsze grupy idące w górę. Temperatura rośnie, zaczyna padać deszcz i puch zamienia się w paskudną masę trudna do jazdy. Mijamy z żalem schronisko Zufallhutte (chcieliśmy pożegnać się z "naszą" ekipą i napić kawy ale mamy co najmniej godzinę opóźnienia. Teren jest bardzo zróżnicowany, warunki też bo co jakiś czas kłaki mgły odbierają oczy. Zabawa jest przednia bo musimy jechać wąziutkim szlakiem podejściowym (bo obok się nie da). Na zakończenie wypadamy na polance obok parkingu. samochód wygląda tak: Przebieramy się w opadzie A gdy za godzinę (w Austrii) jest tak pytamy się - o co tu chodzi? Podsumowanie Pierwsze 5 dni było naprawdę rewelacyjne (mimo wygwizdowa). Zrobiliśmy 100% planu maksimum. Trochę szkoda Koenig Sp. ale w tych warunkach nie miało to sensu a nawet było zgoła nierealne. Brak prognozy pogodowej uniemożliwił nam podjęcie optymalnej decyzji jaką był zjazd w dół w 6 dniu (warunki były jednak lepsze jak po nocy) i awaryjny nocleg w Zufallhutte. Jak zawsze sporo innych wniosków (szczególnie w zakresie prognoz pogody). Pozostał mi pewien "narciarski niedosyt" - chyba dobrze może tu jeszcze wrócę... pozdroWiesiek1 punkt
-
Piotr, jesteś wielki :biggrin: Zadzwonię do Marcela i zapytam czy już podjął decyzję :wink:1 punkt
-
Oj Artur, nie mów za innych: [video=youtube;YXPHvAG-l48] :biggrin::biggrin::biggrin::biggrin::biggrin: Pozdrawiam1 punkt
-
A wiesz ze nawet o tym myślałem i miałem pisać. Myślałem o wspólnym wyjeździe z Marboru. Było by super. Przyznam się jednak że jak tylko będę na Tuxie w październiku lub listopadzie to biorę na cały dzień to[ATTACH=CONFIG]31699[/ATTACH]Testowałem w Szwecji i Chce to powtórzyć w Alpach.Ale max 180 :tongue:1 punkt
-
Johnny, piszesz, że wszystko w Lasach Kobiórskich wraca do normy, ale zaraz dalej, że można jeżdzić i nikogo nie spotkać!!! Kiedyś normą w tamtych rejonach była panienka co 500 m!!! Jak to więc jest, normalnie, czy nie? Czytając słowo "Kobiór" lica mi rozpaliło w nadziei, że relacja będzie pikantna!:smile:1 punkt
-
Kolega juz troche napisal wie po krotce dzis piekne slonce to fakt trasa nr 1 dobrze przygotowana to fakt muldzilo sie dopiero kolo 14 nafomiast kon owka na prehybie t nartg pod pa che i jakies 60 m z buta podejrzewam ze jutro a tez bede bexzie ze 100m , natomiast na gorze miedzy chopokiem a lukowa niezle sie smigalo choc trzeba uwazac na kamyki pokrywa siniezna jest juz niesgeth niewielka. Co do poludnia to wg mnie lipa trasa jeszcze w miare ale trawers do gondoli nieprzejezny, mozna bokiem po choinkach tak jak zrobilem ale wg mnie szkoda nart. Co do majstrowskiej to spoko nie jest moze za szeroka ale spoko sie da jezdzic natomiast koncowka to naprawde waske gardlo mozna sie niezle wydupcuc :laughing:1 punkt
-
Dobrze, że wymienili w SONie gdzieniegdzie krążki linowe. Jeszcze długo posłużą :smile:1 punkt
-
Nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę, że to zdjęcie traci swój sens właśnie przez te refleksy w płatkach śniegu. Nadaje się do wywalenia... Ogólnie ludzie tłuką fotki z lampą bez opamiętania...1 punkt
-
1 punkt
-
Dzis juz slonce,zgodnie z prognoza...i na szczycie nadal minus...nizej w sloncu napewno plusowo sie robi,te trasy co wypisal Johny napewno jeszcze beda do przejechania :)No wlasnie widze ze ponizej Kosodrzewiny zaczeli robote,a we wtorek jeszcze tego sprzetu tam nie bylo...pewnie 33 mozna zjechac,ale pozniej lepiej zdjac narty bo trawers wyglada tak...1 punkt
-
Zanim przejdę do opisu 6 i 7 dnia Pozwolę sobie na refleksje, które mi się nasuneły podczas kolejnych dni - w schroniskach były całe rzesze narciarzy i sprzętu więc populacja badawcza była spora. Demografia Parytet damsko-męski ustaliłem na 1:8. Ogólnie towarzystwo... zgredziarskie - łapaliśmy się na średnią wieku. Zdałem sobie sprawę, że bardzo możliwe, że ci wszyscy narciarze to pionierzy skiturów (czyli miksu nordycko-alpejskiego), którzy zakładali pierwsze Silvretty a później TLT. Nikt nie miał kamerek na kasku, długich kurtek i obwisłych spodni za to wszyscy o 7.00 rano byli już na szlaku i w dobrym tempie pokonywali te 1500 m w pionie. A później zjazd, często w pięknym stylu, na przecież jednak kompromisowym sprzęcie. Pomyślałem sobie, że freeride to chyba jednak zjawisko bardziej kulturowe jak narciarskie - bo jak "sprzedać" całą tę niefektowną zbieraninę. Czyli freeride to fun i młodość a skitur - zgredziarstwo (w domyśle). Oczywiście żartuję. Trochę. Pomysł na freeride Po raz pierwszy zobaczyłem, że można w tym narciarstwie wysokogórskim tak zdecydowanie postawić na dobrą jazdę. W Austrii, w której dotąd głównie chodziłem, jest jednak sporo niżej, tutaj były miejsca gdzie po 5 km podejściu miało się 1500 m przewyższenia. Przy mocno zaciekłej ekipie można byłoby zaliczyć dwa zjazdy dziennie (darowując sobie ostatni dolny kawałek pierwszego zjazdu). To zdecydowanie dobra alternatywa dla heliskingu (koszt zero i dwa zjazdy) czy jazdy z wyciągu (tu dla odmiany jakość zjazdu była jednak nieporównywalna z tym co przeważnie da się zrobić). Nocleg w stałym miejscu (np Brance) pozwala zabrać wiecej rzeczy w roli luksusowego zapasu. Według tego wzorca działała para sympatycznych Czechów, którą przydzielono nam do towarzystwa przy stole. Można też zdecydować się na troszkę solidniejsze narty. Sprzęt Po raz kolejny przekonałem się o absolutnej dominacji wiązań Dynafita - stanowiły 2/3 całości, pól na pół radicale i verticale. Z reszty - głównie diamiry, praktycznie nieobecny marker a w szczególności Barony, Diuki. Zaobserwowałem wyraźne "poszerzenie się" nart - moje 72 mm były chyba jednymi z najwęższych (ale wcale nie zamierzam tego zmieniać, nawet przeciwnie jestem coraz bardziej do nich przekonany). Teraz około 82 mm jest chyba nowym standardem, są czasem obecne narty jeszcze szersze - zauważyłem nawet parę UBAC-ów (z TLT). Po raz pierwszy był snowboard (split) - daje to obecność na poziomie 0.1 %. W butach najwięcej było Scarp Maestrale (ale znów nie tak dużo), reszta to wielka różnorodność, w sprzęcie wspinaczkowym było podobnie, mogłem pomacać wszystko co jest oferowane (choć nie znalazłem czekana campa Nanotech). Schroniska Porównując je do austriackich (oczywiście tych które znam) to są sporo brzydsze, także standard pokoi jest gorszy. I zdecydowanie większa dekapitalizacja. Na korzyść Włochów można zapisać kuchnię, mimo, że raczej niewyszukana (czyli makaroni zawsze) to jednak bardzo smaczna. Co prawda śniadania to była lekka porażka (głównie na słodko). Pobyt w schroniskach był tutaj wyraźnie droższy jak w Austrii (co najmniej 5 E). Bardzo niemiłą niespodzianką był praktycznie brak wywieszanych prognoz pogodowych, a ponieważ nie mieliśmy dostępu do netu - utrudniło to podejmowanie optymalnych decyzji. Dzień 6 Zauważyłem, że w moich opisach skiturowych przejść zawsze jest jakiś smrodek dydaktyczny. Coś o szkole pokory jaką łatwo w górach można dostać. I cóż - czy to przyzwyczajenie, czy to tak jakoś jest ale ta dodatkowa 6 i 7 godzina lekcyjna właśnie miała się zacząć. Naszym celem był drugi szczyt grupy Koenig Sp (3851 m). Po ewentualnym wejściu i jeszcze bardziej ewentualnym zjeździe (do rzędnej około 2850 m) mamy przemieścić się do schroniska Rif Guasti, które drobiazg, leży na wysokości 3269 m. Poranek za oknem wyglądał tak Takie psychodeliczne róże i niebieskości znajdziecie zawsze po przeciwnej stronie wschodzącego (i zachodzącego) słońca, które podnosząc się odsłaniało kolejne chmury. Wybiegłem więc przed schronisko z nadzieją, że zdążę złapać Koenig Sp. jeszcze w słońcu. Co rzeczywiście się udało. Po śniadaniu wyglądało już tak Dojście pod żleb podejściowy jest nieoczywiste, mamy różne traki omijające potężną skałę z lewej lub prawej strony. Przy braku rysunku nie możemy za bardzo ocenić optymalnej drogi i nagle stajemy przed perspektywą trawersowania stromego kociołka bądź zjazdu trochę w dół i dodatkowego podejścia. A ponieważ prawdzi faceci się nie wycofują to wybieramy kociołek, poza Kamilem, który ma swoje zdanie w tej kwestii. Idę ostrożnie ale robię zły ruch i jadę komfortowo w dół. Bez żadnej szansy na zatrzymanie, zanim udaje mi się odwrócić kijek i złapać go przy talerzyku i wbić w śnieg to trochę mija. Kamil już dawno odrobił straconą wysokość i ze stoickim spokojem czeka na nas. Pytam się siebie - ile to już razy obiecywałem sobie, że zamiast próbować używać swojej łepetyny prościej popatrzeć co robi Kamil - w 3 przypadkach na 4 znajduje lepsze rozwiązanie.No nic to, żleb wejściowy na Koenig Sp.i strome pole pod nim już widać. Gdzieś w jego środkowej części jest skidepo (pozostawiony sprzęt narciarski - jego właściciele zdecydowali się, na piesze wejście i zejście). Adaś, Darek i Kamil robią to samo a Robert i ja przytraczamy narty do plecaków, wcześniej opróżniając je z części ekwipunku. Raki i czekan, i dalej w górę. W żlebiku, który szybko osiągamy jest koszmarnie twardo i stromo. Nie dość tego lodowe rynny są bardzo nierówne. Przyglądam się bardzo uważnie terenowi, zjazd normalnie byłby w miarę spoko ale teraz wygląda to lekko hardcorowo. Chmury schodzą w dół zaczyna padać śnieg. Dochodzimy do wlotu żlebu - jest na szerokość nart i to nie za długich (to właśnie miejsce zaznaczyłem na zdjęciu w dniu 5) Wychodzimy, już we mgle, na szerokie pole. Obok jest skidepo - wyraźnie mocniejsze zestawy sprzętu, których posiadacze poszli dalej.Tutaj odbywa się dyskusja Robert i Kamil chcą koniecznie wleźć na szczyt, Adaś i ja jesteśmy przeciwni - pogoda się wyraźnie psuje, widoczność spada, czas też nie wygląda dobrze bo do góry jest jeszcze ponad 400 m. Czyli z powrotem, chłopaki schodzą a Robert i ja na narty. W między czasie z góry schodzi ekipa od skidepo - 5 młodych facetów. Dwóch zakłada narty a reszta przytracza je do plecaków i schodzi. Czyli chętnych do zjazdu nie za dużo... Zjazd to dużo powiedziane, praktycznie pojedyncze skręty i zsuwanie. Pocieszam się, że jest duża szansa wyjścia w miarę cało z upadku choć niestety skała na dole od wewnętrznej części żlebu może się znaleźć na torze zsuwu - staram się więc trzymać drugiego brzegu. Na nierównościach Robertowi wypina narta (ląduje ze 300 m dalej) więc ściąga drugą i dalej schodzi. Na dole chłopaki biją mi brawo, dopiero teraz uzmysławiam sobie, że nawet jednej foty nie zrobiłem (zbyt byłem podminowany) więc uwieczniam sam siebie aby mieć pamiątkę. Stok z tyłu, który trochę widać to już zdecydowanie łagodniejsza, "płaska" część zbocza. Dalej jest jeszcze trochę zjazdu a później po założeniu fok długi trawers do rozległego kotła. W kotle zastajemy radykalną zmianę warunków - wierzchnia sypka warstwa śniegu co chwila ustępuje pod nartami grożąc upadkiem. K... lecą co chwila ale nie to jest najbardziej niepokojące - kocioł jest olbrzymi o lekko rosnącym spadzie bez jakichkolwiek garbów. Czuję się jak mucha zaglądająca do wnętrza armaty - kiedy odpali? Reszta też straciła humor, rozciągamy się i najkrótszą droga idziemy na śnieżno-skalną grzędę stanowiącą bok kotła. Wejście na skały jest lekko kłopotliwe (szczególnie dla mnie bo szedłem ostatni i została mi najstromsza część zbocza). Ale dalej, już z nartami na plecach i w rakach jest komfortowo bo bezpiecznie. Idziemy szybko podpierając się kijami o zredukowanej długości - jedyna znana mi (poza transportem) sytuacja gdy przydają się regulowane kije. Kolejne skalne grzędy wyprowadzają nas na grań. Jesteśmy daleko od szlaku ale na szczęście mamy traki letniego szlaku turystycznego więc nimi się kierujemy. Od pewnego czasu słyszymy wycie syreny alarmowej - podejrzewamy, że to ze schroniska, nie jesteśmy jednak pewni kierunku, gdyż dźwięk może się odbijać gdzieś po drodze. Nagle we mgle dostrzegamy bryłę schroniska. Z bliska jest olbrzymia. Wchodzimy w rozdzierającym hałasie. Schronisko jest gigantyczne (a obok jest jeszcze drugie) - oceniam je na minimum 250 miejsc. Narciarzy jest 12 (razem z nami) gospodarzy tutaj Słowak. Noc mam wyjątkowo kiepską - podczas snu brakuje mi ciągle powietrza (i to mnie wybudza) - jest to o tyle dziwne, że spałem w sporo wyżej położonych schroniskach i schronach, chodziłem też wyżej i nigdy nie miałem kłopotów oddechowych. Cały czas sypie śnieg i ostro wieje. Nie jest to dobry prognostyk na jutro. CDNPozdroWiesiek1 punkt
-
Jednak przyjechalismy i nie zalujemy :-) zostajemy jeszcze na jutro.choc nie bedzie tak pieknie jak ma byc w czwartek ani dzis.za to w wekend nowa dostawa bialego :-) zmrozilo pieknie w nocy.beton na lukovej do jakiejs 10-11.na kosodrz.zjechalismy raz ok 14 trawers masakra:-) jazda w wagonikach pojedynczo a na kamerkach chyba tez tloku nie bylo :-)1 punkt
-
Lubomir - Beskid Makowski 904 m npm Cz. 2...i tutaj popełniamy sesję zdjęciową.Widok w stronę Krakowa jest imponujący. GoPro w akcji... Mały statyw i takie udogodnienie - cała ekipa razem a fotki się same cpykają - kolor nieba dzisiaj był oszałamiający. Magia... Wracamy na szlak......a na szklaku taka oto niespodzianka: Po kilku chwilach zdobywamy Lubomir! Wysokość nie jest oszałamiająca ale za to kolejna przygoda w górach...może nie za wysokich - wspaniała! Z czego znany jest Lubomir? Z jednego z najlepszych Obserwatoriów Astronomicznych w Polsce. Już przed wojną (w starym zniszczonym przez Niemców budynku) dwóch Polaków odkryło na niebie dwie komety.Obserwatorium na Lubomirze jest jedynym obserwatorium w Polsce, które jest stale udostępnione zwiedzającym. Wieczorami (w okresie wiosennym i jesiennym) odbywają się pokazy nieba.W okresie letnim pierwsze wejście na zwiedzanie jest o godzinie 14stej (koszt 2 zł) - niestety my jesteśmy na górze godzinę wcześniej, więc nie czekamy i spadamy na dół.Wokół budynku znajdują się tablice przybliżające odwiedzającym tajniki i podstawy astronomii. Dzisiejsza wycieczka - dzięki słonecznej pogodzie i temperaturze +25 była niezwykle udana.Szlak polecam każdemu, a zwłaszcza piechurom z dziećmi.Schronisko na Kudłaczach, Obserwatorium Astronomiczne, to bardzo ciekawe i klimatyczne miejsca. pozdrawiam marboru1 punkt
-
Widzę że wątek o rowerach ostro ruszył do przodu. I fajnie! Ja dziś ponownie pokręciłem, po wczorajszej samotnej jeździe, tym razem w grupie 11 osobowej! Zbiórka 6:00 w Straconce, więc musiałam się szybko gramolić, czułem sie prawie jakbym wstawał na jakiś wyjazd narciarski... Docieram na miejsce jako ostatni, ale punktualnie! Ruszamy więc w kierunku pierwszego podjazdu czyli Przegibka. Gadu, gadu i jesteśmy na szczycie. Ruch na drodze zerowy co bardzo cieszy. I tak jedziemy dalej, trochę tego dziś wyszło, bo zaliczyliśmy jeszcze Kocierz, Żar i ponownie Przegibek. W sumie wyszło około 90 km i 2000 w pionie. Udało mi sie rozłożyć siły równomiernie na cały dystans, także nie zaliczyłem zgonu, a najcięższe podjazdy jechałem poprostu swoim tempem. Serdecznie pozdrawiam Maciek Wysłane z mojego ALE-L21 przy użyciu Tapatalka1 punkt
-
Wycieczka do OświęcimiaJa też odbyłem wycieczkę,ale wczoraj po pracy.Miał być wypad nad Sołę na Bielany - to moje ulubione miejsce - a dojechałem do Oświęcimia... Wyszło 75 km. Tak czasem bywa. :wink: Trochę szutrów,trochę bocznych asfaltów i ścieżek rowerowych,bo w Oświęcimiu jest ich sporo! Dobra!Czas spać,bo jutro narciarska robota czeka! :wink: :biggrin:1 punkt
-
Pierwsze 4 dychy na rozruch - okolice Wilcznej.Jakoś w tym roku ciężko mi było się zmobilizować, by wreszcie ruszyć się na rower.Poza "serwisowymi" 10km nie jeździłem nic - do dzisiaj.Mimo tego, że pogoda zmienna - raz słońce, raz deszcz udało się wyrwać za miasto.Pola, lasy Mazowsza są piękne.Niecałe 3km od domu i mam już swój klimat... Tradycyjne foto przy pierwszej, większej "przestrzeni". Początek sezonu rowerowego, to również obowiązkowa wizyta w drewnianym kościółku w Bardzicach. Nie tylko sama świątynia jest drewniana - drewniane są wszystkie bramy prowadzące do niej, kilka znajdujących się rzeźb oraz dzwonnica. Kilka kilometrów po asfalcie i dojeżdżamy do naszej ulubionej, przeciwpożarowej, leśnej drogi w stronę Wilcznej. Zero ludzi, spokój i tylko odgłos naszych opon na żwirze oraz ptaków gdzieś pośród drzew... Leśny klimacik: Droga w stronę Wilcznej - na początku dosyć stromy podjazd, jak na mazowieckie warunki a potem kilku kilometrowy, kręty zjazd.To był bardzo dobry pomysł z tymi dzisiejszymi rowerami :happy: Mazowiecka wieś w pełnej krasie... Wiosna Pierwsze 4 dychy zaliczone :angel:1 punkt
-
No to dziś trochę z rana pokręciłem, pogoda nawet łaskawa to i widoczki fajne. Ostatki białego na Skrzycznem... Wysłane z mojego ALE-L21 przy użyciu Tapatalka1 punkt
-
Dzień 3 Położenie Brancy jest genialne, w okolicy roi się od szczytów 3500-3700. Za pierwszy cel obieramy Matteo (3678), dzień wita nas sporym zachmurzeniem, zjeżdżamy kawałek i ubieramy foki. Miła niespodzianka - szybko przejaśnia się - "nasz szczyt" tkwi gdzieś w chmurach na końcu doliny. Początkowo idziemy za niewielką grupką ale później decydujemy się na "własną" drogę podejścia - wykorzystując długi, wysoki i wygodny grzbiet moreny bocznej, która komfortowo przeprowadza nas przez pofałdowany teren lodowca. Za nami podążają inne grupy. Szybko zdobywamy wysokość i robi się coraz piękniej. Podziwiamy olbrzymie seraki. Na grani jest już bardzo twardo a miejscami dla odmiany drobniutki sypki i nietrzymający śnieg. Trzeba uważać. Na szczycie jest nas kilkunastu, wiatr przywiał chmury i zjazd nie jest już taki oczywisty. Na szczęście obok szykuje sie grupa z przewodnikem wiec postanawiamy zasępić się. Miejscowy dobrze zna teren prowadząc przez interesujace, często przyjazne narciarzom ścianki. I już wiem bedzie to jeden z najsympatyczniejszych zjazdów w życiu. Słońce też sympatycznie wylazło zza chmur. Delektujemy sie widokami, zjazdami - teren cudownie pokręcony. Znów jesteśmy na morenie bocznej i zaglądamy w oczy lodowca. Obok szczelin prowadzi zjazd z Tresero - widać, że 20 m odchyłki od szlaku może skończyć się w lodowym grobie. A to chyba maksymalna dokładność z jaką da się w praktyce nawigować w terenie przy pomocy GPS-ów... Podziwiamy jak w amfiteatrze szczyty dookoła dyskutując gdzie by tu jeszcze jutro wleźć a przede wszystkim zjechać. W schronisku, do którego trzeba trochę podejść, jesteśmy dużo przed czasem obiadu więc myjemy się i piwkujemy. Obiad jest nagrodą za nasz znój i trzeba powiedzieć, że kuchnia włoska w schroniskach bije na głowę austriacką (jakkolwiek i tam kalorii nie brakowało). CDN1 punkt







