Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 03.01.2017 w Odpowiedzi
-
Beskid Sport Arena – Nowy Rok 2017 Wstaliśmy wyspani (przynajmniej ja z Paulą) i po śniadaniu kontynuujemy naszą szczyrkowską przygodę. Niestety nie będzie z nami w tym dniu Izy, która niestety źle się czuje i rezygnuje z nart Jedziemy na BSA. Po drodze dzwonimy do JC i wiemy, że za chwilę się spotkamy. Podjeżdżamy na parking przy ośrodku – jeden, drugi jest już pełny samochodów, jesteśmy skierowani na parking numer 3. Za przyjemność parkowania nie płacimy nic, przy każdym z wydzielonych miejsc są pracownicy, którzy sprawnie kierują auta do wolnych miejsc. Przebieramy się i podjeżdża Jacek. Witamy się serdecznie i podążamy w stronę kas. Kupujemy karnet 4 godzinny za 68 zł. Nie płacimy kaucji, sam bilet jest w formie kartonowej. Idziemy do bramek – ludzi umiarkowana ilość. Już na wstępie spotykamy ponownie Grzegorza, poznajemy również Andrzeja, który nas rozpoznaje i mamy przyjemność poznać kolejnego z Forumowiczy. Świetnie – „grupa wzajemnej adoracji się powiększa” Nowy Kolega okazuje się nie tylko świetnym narciarzem, ale również bardzo miłym, sympatycznym i komunikatywnym, równym facetem. No i jest oczywiście kolejnym tubylcem – tym razem z Bielska. Grono naszych Przyjaciół się powiększa a my z tego bardzo, bardzo się cieszymy! Super Andrzeju, że podszedłeś do nas, że się poznaliśmy i mam nadzieję, że jeszcze nie raz razem będzie dane nam pojeździć i na nartach, i na kanapie – pogadać, pośmiać się , wymienić doświadczenia. Teraz może o ośrodku trochę. Po bardzo dobrej recenzji Johnnego – bardzo podobne spojrzenie narciarza nizinnego. BSA – topowy Ośrodek Narciarski pod względem infrastruktury, jakości obsługi, zaplecza i podejścia do klienta. Posiada w tej chwili dwie trasy – łatwiejszą niebieską i nieco trudniejszą, czerwoną. Obie bardzo przypadły nam do gustu. W trakcie budowania, pod krzesłem, jest trasa czarna, której poniekąd parametry techniczne będą podobne jak górny fragment trasy czerwonej, ścianki przy orczyku. Jak ta trasa powstanie – ośrodek będzie kompletny i nie będzie z całą pewnością problemu „korkowania” na wąskim gardle części wspólnej trasy czerwonej i niebieskiej – ruch narciarzy się rozłoży. W tym momencie, w dniu wolnym od pracy i przy dużym natężeniu odwiedzających niestety jest fragment trasy gdzie należy jechać ostrożnie a oczy mieć dookoła głowy z powodu sporej ilości ludzi – problem pewnie nie jest istotny przy mniejszej liczbie gości w ośrodku. Swoją drogą – oprócz krzesła jest tutaj dwa orczyki w górnej części – na polanie szczytowej: łagodny stok dla uczących się, ścianka: orczyk, który idealnie wpasowałby się na potrzeby np. imprezy sportowej i ustawionego na trasie krótkiego slalomu. Wystarczy wydzielić i zamknąć połowę tej części ośrodka i można zorganizować świetne ściganie na nartach. Mam nadzieję, że może w przyszłości coś podobnego się tutaj urodzi… kto wie? W dolnej części ośrodka jest krótka łączka do nauki jazdy dla dzieci, z taśmą i tunelem chroniącym przed opadami śniegu. Bardzo fajne, kolorowe miejsce. Trasy w BSA może nie są imponujące pod względem długości, ale bardzo przyjemne pod względem przewyższenia – można tutaj zmęczyć nogi porządnie. Problemy z wyciągiem opisywane przez innych narciarzy, którzy jeździli po BSA są wg mojej opinii wyimaginowane – ludzie naprawdę nie mają się czego czepić, to czepiają się bez sensu. Myślę, że Ci krytykanci zwyczajnie nie mają doświadczenia i objeżdżenia na nartach skoro wymyślają jakieś niestworzone historie. Sorry może zabrzmiało to nieco ostro – ale taka jest brutalna rzeczywistość. Co do samego przygotowania tras – byliśmy prawie godzinę po otwarciu i kilka pierwszych zjazdów zaliczyliśmy w bardzo dobrych warunkach. Później – niestety zaczął przebijać się lód, zaczęły się robić odsypy. To nie wina włodarzy ośrodka, ale niestety pogody jaka była tuż przed naszym przyjazdem – odwilż, a potem mróz. Powstały beton i lód na trasach… ale przecież nie tylko w Szczyrku, ale również w ośrodkach świętokrzyskich, czy lubelskich - to niestety efekt pogodowy dotyczący całej Polski. W takich warunkach niestety na części trasy pojawiły się małe kamyczki – i tutaj olbrzymi plus dla właścicieli ośrodka, pojawili się ludzie, którzy zbierali te kamyczki i wynosili ze stoku. W naszym pięknym kraju tylko tutaj widziałem tą dobrą praktykę. Co do knajpki i atmosfery w BSA, to mega alpejsko. Świetnie! Mija ponad godzina i na stoku pojawia się ponownie Góral. Tym razem bez nart, ale za to ze śliczną i piękną narciarką, żoną Iwonką. Iwonkę mieliśmy przyjemność poznać na szlaku na Babią Górę, w trakcie zdobywania przez nas Korony Gór Polski. Strasznie się ucieszyliśmy z ponownego spotkania, bardzo miło było porozmawiać i popodziwiać nowy sprzęt: narty i świetny strój narciarski Góralki spod Skrzycznego. Od tego momentu jeździmy całą ekipą aż do przerwy kawowej, gdzie wszyscy zasiadamy do stołu i w bardzo miłej i przyjemnej atmosferze rozmawiamy. Słuchajcie – to cudowne, że nasza narciarska ekipa Skionlinowa stale się powiększa, a większość z nas poznaje się osobiście. Okazuje się bowiem, że wspólna pasja bardzo łączy i otwiera przed nami nowe możliwości towarzyskie. Bo przecież oprócz nart, w narciarstwie również ważne jest wspólne towarzystwo i miłe spędzanie czasu. Telefon JC robi zdjęcie grupowe, a po kilku chwilach Grzesio i Andrzej opuszczają nas. Chłopaki – jeszcze raz: bardzo z Paulą się cieszymy, że Was poznaliśmy. Pamiętajcie jednak, że od teraz będziecie postrzegani jako „wzajemne kółko adoracji” Dojeżdżamy karnet do końca. Darek z Żoną czekają na nas w restauracji, po to, by wspólnie posiedzieć i potowarzyszyć nam do końca naszej szczyrkowskiej „wyrypy” – jesteście cudowni i już nie możemy się doczekać kolejnego spotkania. Żegnamy się ciepło i jedziemy do Izy, do Maćka. Tutaj wypijamy wspólną kawę, pakujemy się i umawiamy na kolejne spotkanie – tym razem w naszych okolicach. Dziękujemy Wam - Maćku i Izo, dziękujemy za wspaniałe, ciepłe i rodzinne przyjęcie. Jesteście dla nas jak rodzina i gościć u Was, to zawsze dla nas olbrzymi zaszczyt. Jesteście mega, mega super! Na koniec również podziękowania dla JC – Jacka. Skionline nas łączy, Ty i dzięki Tobie, to wszystko się dzieje – to jest świetne, że Ty w tym życiu forum uczestniczysz za każdym razem, kiedy tylko możesz. Tak pozytywnego i uśmiechniętego, otwartego na ludzi „Wodza” dał nam Internet I chwała mu za to! Do zobaczenia na szlaku. Pozdrawiamy: marboru i Paula.25 punktów
-
Szczyrkowski Ośrodek Narciarski 31.12.2016 Od dosyć dawna planowałem, wraz z Pauliną wyjazd do Szczyrku – w miniony weekend, udało się. Udało dzięki temu, że nie mieliśmy żadnych planów sylwestrowych w tym roku, udało się dzięki forum i Johnnemu Narciarzowi, który zamieścił gdzieś wpis, że planuje spędzić „północną” imprezę gdzieś na stoku. Udało się po dwukroć, bo w trakcie telefonu do Maćka uzyskaliśmy zaproszenie do odwiedzin Bestwiny i spędzenia wspólnie z nim tego czasu - Iza dla Ciebie, naszej Gospodyni, szczególne podziękowania już tutaj, na wstępie tej relacji za tą wspaniałą gościnę. Wyjechaliśmy w piątek po pracy i na miejscu, pod Bielskiem jesteśmy wieczorem. Miłe przywitanie, symboliczna lampka winka i plany. Rano zdecydowaliśmy się na odwiedziny SON, krótka informacja dla Piotra_67 i Górala spod Skrzycznego gdzie i o której będziemy (od początku i po kilku moich wpisach na forum wyrażali chęć wspólnego spotkania a my mieliśmy nadzieję, że się spotkamy). O swoich planach poinformowaliśmy również JC, który to zawsze podkreśla, że koniecznie trzeba dawać mu znać o tego typu forumowych przedsięwzięciach. Pobudka z samego rana i niestety, mimo, że się śpieszymy, to na stoku, pod Golgotą jesteśmy z małym poślizgiem czasowym. Kupujemy karnet 4 godzinny (60 zł + 10 zł + 1 zł za toaletę na dole) i zdzwaniamy się z Piotrem. On, wraz z towarzystwem zięcia, są już i jeżdżą. Łapiemy ich i spotykamy się w miejscu dla nas, nizinnych narciarzy egzotycznym – na Julianach. Pogodę mamy wyśmienitą, jest niewielki mróz, na niebie praktycznie zero chmur, a słoneczko wstaje szybko i zaczyna intensywnie świecić. Zaczynamy jeździć. Na trasach, rano warunki są w miarę ok. Im dłużej szusujemy, to z spod cienkiej warstwy sypkiego śniegu zaczynają wystawać coraz większe pola litego lodu. Cóż? Niedawna odwilż sprawiła, że warunki są takie, a nie inne. To nie jest ważne. Ważne jest towarzystwo - bardzo się cieszymy, że ponownie wspólnie się spotykamy. Po kilkunastu minutach niespodzianka na trasie – poznaje nas jeden z forumowiczów, który będzie z nami jeździł już do końca – Gregor. Grzegorz, jak to podsumowała Paulina, to kolejny bardzo miły, uśmiechnięty i bardzo fajny człowiek zakręcony na punkcie nart, którego dzięki internetowi poznajemy osobiście Podzielam tą opinię – kolejny „Tubylec” kochający narciarstwo. Bardzo ciekawy, uprzejmy, otwarty i sympatyczny Kolega! Podobnie jak ja ze śnieżnymi włosami na głowie Pozdrawiamy Grzesiu serdecznie Dla nas jesteś kolejną osobą, poznaną dzięki Skionline, którą strasznie polubiliśmy. Super, że się do nas odezwałeś, postanowiłeś zmienić swoje plany i towarzyszyć nam na nartach dwa dni. Szacun! Jeździmy... Piotr przed zjazdem: Trasa: Po kliku zjazdach dostaję telefon… …mówi Darek, Góral spod Skrzycznego. Krótka informacja: jestem u Was za chwilę z nartami. Umawiamy się w tutejszej knajpce „Iglo”. Jesteśmy w szoku, bo jak wiecie Darek przebywał nie tak dawno, przebywa w dalszym ciągu dosyć poważną chorobę serca. Chęć spotkania z nami wyciągnęła go z domu Jeszcze nie zdążyliśmy zjeść pysznych zapiekanek, poleconych w tym miejscu przez Grzegorza i zjawia się na stoku nasz „Twardziel”. Jesteśmy w szoku, jednocześnie bardzo się cieszymy z towarzystwa Przyjaciela, z drugiej strony martwimy – bo Darek nie wygląda dobrze. Widać, że jest chory, słaby i niestety bardzo bladziutki na twarzy. Serce się kraje, jak człowiek patrzy na Przyjaciela, który kocha Góry zimą, jest niezwykle towarzyski, uśmiechnięty, sympatyczny i niestety tak bardzo się męczy i nie może normalnie pośmigać na nartach w naszym tempie. Po wspólnym małym piwie i po jedzonku, wciągamy się na samą górę, zjeżdżamy Golgotą na dół i przedzieramy w stronę Małego Skrzycznego. Darek postanawia zostać przy leżaczkach i poczekać jak nam się skończą karnety czasowe. My śmigamy nadal w grupie poznając trasa, po trasie cały ośrodek. Niestety część tras jest zamknięta. Z ust Pauliny padają niezwykłe komplementy… ktoś, kto ją zna wie, że to, w jej wydaniu bardzo ciepłe i bardzo pozytywne, aczkolwiek niecodzienne pozytywne sformułowania. A wyraziła się następująco: „nawet fajne te pagórki…”, „tu jest prawie jak w Alpach…”, „…stado orczyków mi nie przeszkadza”. Po tym jak dotarliśmy na górną stację orczyka wykonaliśmy krótkie podejście. Wychodzimy kilkanaście metrów z drugiej strony góry, po to, by zaobserwować piękny widok na Tatry. Chwilę pokontemplowaliśmy piękno gór, po czym ponowny zachwyt nad widokiem po drugiej stronie. Tego dnia była inwersja i przestrzeń, przejrzystość powietrza była niezwykła. Gdzieś na wprost, z odchyleniem w lewo, na linii horyzontu, naszym oczom pokazał się widok zaśnieżonej oddalonej o bardzo, bardzo dużo kilometrów góry. Co to za szczyt, co to za masyw? Zbliżenie zrobił Johnny swoim aparatem i długo potem rozmawialiśmy, co to może być? Podejrzenie padło na masyw Śnieżnika, bądź Góry Opawskie. Analizując mapy już po powrocie, biorąc pod uwagę, że widoczny na linii horyzontu szczyt był bezdrzewny i całkowicie ośnieżony podtrzymuję nasze przypuszczenie, że był to Śnieżnik. Pięknie! Ile to kilometrów? Kilka ostatnich fotografii, ciepłe pożegnanie najpierw z Piotrem, a potem z Grzegorzem i przystajemy na propozycję Darka i obiad u niego w domu. Paula: Marboru To niezwykłe zaproszenie i olbrzymim nietaktem byłoby odmówić. Jest cudownie, nasz Gospodarz nie tylko niezwykle gotuje – jego pizza z boczkiem jest wyśmienita, to jeszcze serwuje swoim gościom (poza kierowcą) wyśmienite trunki. Rozmowa jest ciepła i rodzinna. Czujemy się mega wyróżnieni, i jest nam niezwykle miło. To cudowne, w jaki sposób łączy wspólna pasja i Skionline. Dziękujemy Ci Darku za wspaniałe przyjęcie i Gościnę – oczywiście ponawiamy swoje własne zaproszenie, do nas – na nizinne stoki, w nizinne klimaty naszych stron, pod nasz dach. Zbliża się 16sta i wyruszamy w dalszą trasę, do Maćka. Po drodze zabieramy Izę, jego żonę z pracy i zaczynamy z kolei gościć się u Państwa J i I narciarzy. Atmosfera ponownie – świetna, ciepła i rodzinna. Już w drodze do domu stwierdziliśmy, że nie ma sensu jechać na narty na imprezę sylwestrową, że spędzimy ten czas razem. Byliśmy na tyle zmęczeni, że takiego maratonu z pewnością byśmy nie przetrwali. Tym bardziej, że… wstyd się przyznać, że ja razem z Paulą nie wytrwaliśmy do północy – usnęliśmy, zmęczeni, jak dzieci na kanapie do rana. Wstyd! Koniec dnia pierwszego - CDN21 punktów
-
Kilka fotek z Czantori, warunki dobre i bardzo dobre, ludzi niewiele a ja dziś skiturowo :-) Wysłane z mojego ALE-L21 przy użyciu Tapatalka15 punktów
-
Z małym poślizgiem - wieczorne jeżdżenie na Skolnitym w Wiśle. Warun - puchar świata - także pewnie dlatego na Skolnitym w piątkowy wieczór trenowało kilka osób, które mają w sumie: - 15 medali Mistrzostw Polski seniorów (w tym aż 12 złotych) - dwa tytuły Mistrza Polski Amatorów - kilka medali Akademickich Mistrzostw Polski Przypadek? Nie sądzę Trasa czerwona spełnia wszystkie warunki trasy na Puchar Świata kobiet, więc nie dziwię się, ze jest oblegana Wreszcie udało się ją uruchomić i jest dobrze. No i najwazniejsze - na Skolnitym jak zwykle niewiele ludzi.10 punktów
-
No i żal poślady ściska, że ostatni raz dzisiaj diechy przyszło założyć w Krynicy Zanim ruszyliśmy w drogę na Zachód zatrzymaliśmy się znowu na Słotwinach. Ja wybrałem Arenę, dziewczyny kompleks obok, bo uznały, że tam za stromo. Na stronie rano stało, że tylko dwie główne czerwone trasy są otwarte (1 i 3), ale i niebieska-spacerowo-widokowa 2a była przejezdna więc szkoda, że musieliśmy wybrać różne warianty . Zwłaszcza, że ta kanapa przypadłaby moim laskom do gustu Stok fajny, przygotowany dobrze, ludzi niewielu, można było i cisnąć na dół i ciąć od boku do boku Mroźno. Słońce czasami próbowało przebić się przez chmury, ale z mizernym skutkiem. Skutkowało to kompletnym brakiem kontrastów na stoku i było powodem kilku fajnych zaskoczeń - kolejne ciekawe doświadczenie . Nic, urlop jak najbardziej udany. Będę miał teraz dylemat, czy odwiedzając Polskę próbować kolejne nowe stoki, czy wracać na Jaworzynę i okolice W lutym Grandvalira Jadąc w kierunku Zgorzelca współczułem tym, co utknęli na Zakopiance, a potem sam sobie, bo jak zaczęli wjeżdżać na A4 a jeszcze nadeszła jakaś śnieżyca, to pod Krakowem utknęliśmy na dobre 2 godziny @FerraEnzo, Maciek, mi wydawało się, że 1 czy 6 na Jaworzynie bardziej strome są niż 2a. Może to tak z dołu wyglądało. Fajnie, że te odcinki obsługują kanapy. A cukier zaczęli dostarczać tak pod wieczór dnia poprzedniego10 punktów
-
No tak taki standard Szczyrkowski, w sumie nie powinienem być zdziwiony, a mianowicie zostałem orżnięty, o 1825 sprzedano mi karnet 2 godzinny(byłem przekonany że stacja działa od 21, jakież było moje zdziwienie jak o 20 podziękowano mi za współpracę. Z wrodzonej ciekawości chciałem się dowiedzieć co jest powodem że ktoś mnie kroi i sprzedaje karnet którego nie mogę w pełni wykorzystać, 2003 byłem pod okienkami kasowymi ale tam już ciemno. Dodam że nawet za pełne 2 godziny to nie jest tania zabawa, a za 1,5 godz, to się już robi drożej jak w Szwajcarii7 punktów
-
My dzisiaj Jaworzyna. Ze względu na zaplanowany trening zaczęliśmy dość późno (po 11:00). Karnet 4 godziny - 90 PLN (w jego cenę wliczona bezzwrotna kaucja 15 PLN). Warunki dobre. Gorsze niż w Tyliczu i na Słotwinach. Zapewne ze względu na słuszne nachylenie tras. Miejscami twardo, miejscami śnieg o konsystencji cukru (nie lubię). Ja tłukłem głównie 2 i 2a (2a nie tłukłem, ślizgałem się, nachylenie jak na czarnej w Jurgowie). Od południa mgła z dolin zaczęła obejmować całą Jaworzynę, zrobiło się nieprzyjemnie zimo. Narciarsko wyjazd jak najbardziej ok! Trening bardzo fajny, nowe doświadczenie w kolekcji. Pozostaje pytanie czy ta góra warta jest tak wysokich cen ? Może ze względu na widoki ?7 punktów
-
Pierwsze dwa dni środa czwartek, zimowo i wietrznie, chmura i wiatr powyżej 1400m Wiało tak że ledwo wróciłem w czwartek z południa (zjazd 10min, powrót 1:10) no ale chciałem zobaczyć nową gondolę. Od piątku bajka, bezchmurnie rano -17 C, na trasach kilka stopni mrozu. Piątek Szczyrbskie Pleso na Furkocie kolejka do 5min Tak wyglądała droga 537 z Szczyrbskiego Plesa Obawiałem się kolejek, ale nawet w Sylwestra można było jeździć pustymi trasami bez kolejek. A na single line w Zahradkach 2-3 min. Trasa Mistrzowska 7 i 7a oraz kanapa B5 lub B4 tylko dla nas w Sylwestra Gorący i taneczny bal w Tatralandii Nowy Rok Chopok Południe 33a Zapasy śniegu na Brhliska 10a pod gondolą A3 Warunków na trasach nie oceniam, bo złe to są jak nie ma śniegu, a jeździło nam się dobrze, poza zjazdem na południe we mgle. Pomyślności w Nowym Roku.6 punktów
-
6 punktów
-
Siglany w Wiśle nie zawodzą. Dzisiaj służbowo znowu przygnało mnie w okolice Wisły. Przezornie zabrałem na pakę narty i pozostałe przydatne szpeje. Będąc już po przymusowych zajęciach przyszedł czas na chwilę relaksu. Na prawdę nie wiedziałem gdzie by tu ... . Smartofon okazał się pomocny. Najmniej ludzi na kamerkach było na Poniwcu i Siglanach. Jakoś tak samemu nie chciało mi się przez 2 godz. jeździć kanapą więc padło na Siglany (drugi już raz w tym sezonie i w życiu). Nie wiem jak oni to robią, ale na stoku nie było ani grama lodu. Podczas ostatnich wizyt w SON i Skolnitach lodu nie brakowało i trzeba się było mocno się pilnować. A na Siglanach taka miła odmiana. Młody człowiek w kasie poinformował mnie, że to zasługa jego taty, który ratrakuje stok, a także zeskok na skoczni w Malince. Wiem, że niewielkie nachylenie Siglan i mała ilość narciarzy pomaga w utrzymaniu stoku, ale mimo wszystko moje gratulacje za warun. W dwie godz. zjechałem 29 razy i uwierzcie mi nie znudziłem ani trochę. Na tak szerokim i pustym stoku można było wyczyniać co dusza zapragnęła6 punktów
-
Wiedziałem, że twoja relacja będzie idealna Dzięki za nią. Szczególnie jednak dziękuję za spotkanie i to zarówno z wami jak i z Johnnym, Góralem i Gregorem. Mariusz mówisz Pilsko......... no to kiedy spotkanie? Pilska wam nie odpuszczę, jak powiedział Maciek "piwko na Pilsku". Pozdrawiam.5 punktów
-
Godzina dochodzi 2, to pora jeszcze poszaleć. Warunki super, trasa też, Ania powoli schodzi w dół (brakło dla niej sprzętu), a ja korzystam z jej nart. Nie wiem czy nie będę musiał Jej odkupić jakiś Joyi, bo Dynastary trochę ucierpiały na Wielkiej Sowie.Stok tylko mój, czołówka jeszcze świeci i ruszam po sztruksie. Delektuje się jazdą i nocnymi widokami. Jestem w "siódmym niebie". Ta "czarna" trasa ma nieco ponad 500 metrów i żal mi każdego zjechanego metra. Pięknie wygląda wijący się wzdłuż drogi Sokolec Niestety dojeżdżam do dolnej stacji, a było tak wspaniale... Nie, muszę to jeszcze powtórzyć. Biorę narty na plecy i z buta zasuwam ponownie pod Orła. W pewnej chwili robi się jaśniej, odwracam się zdziwiony, a widok taki... Okazuje się, włączyli pełne oświetlenie czynnej (od 9 do 20) trasy ON Górnik i ruszył ratrak około 2 w nocy. Jestem w szoku, że komuś się chciało ratrakować (chyba, że to jakieś sylwestrowe uniesienie) o tej godzinie. Ja jestem znowu pod Orłem, choć łydki pieką i mega gorąco mi, cieszę się bo znowu kilkaset metrów cudownego zjazdu przede mną. Ponownie jestem na dole. Zjazd mnie nie schłodził, ale Ania nie dzwoni to postanawiam podejść kolejny raz. Tym razem na górze pieką mnie stopy więcej podejść nie będzie. Trzeci raz delektuję się zjazdem. Teraz jeszcze podejście drogą z Sokolca do Rzeczki Widać, że twardziele jeszcze się bawią na salach, ale co mi tam; ja to mam prawdziwą zabawę!!! Koło 4 docieram do Ani na parking i piękny Sylwester niestety kończy się, jestem wypluty ale szczęśliwy Pozdrawiam serdecznie!5 punktów
-
Jak już wcześniej napisał JC, na Beskid Sport Arena dziś spotkaliśmy się w nieco większym gronie. Odwiedził mnie Mariusz, popularnie zwany Marboru i na dzień dzisiejszy zaplanowaliśmy odwiedziny w BSA. Nie byłbym sobą, jakbym nie przetestował takiego rodzynka w mojej okolicy! Dziś BSA miała ruszyć o godz. 10.00, więc tak zaplanowaliśmy wyjazd, żeby być na właśnie o tej porze pod wyciągiem. Niestety, jak to czasem bywa, była mała obsuwa i wyjechaliśmy nieco później niż trzeba. Na drogach pusto, ale nieco takiego szronu czy lodu było, więc sprawnie, ale ostrożnie. Na miejsce docieramy w okolicach 10.30 i niestety na parkingach samochodów już sporo. Zostaliśmy skierowani na jeden nieco dalszy,bo pod samym ośrodkiem miejsca już nie było. Mało optymistyczny prognostyk, ale tu od razu rzuciła mi się w oczy świetna organizacja parkingów. Panowie precyzyjnie "układają" samochody, a parkingi są bezpłatne, jak przystało na porządny ośrodek. Trzeba kawałeczek podejść i już jesteśmy przy kasach. Kolejek tu brak. Są też odpowiednio umiejscowione stojaki na sprzęt narciarski i snowboardowy. Kupuję karnet na 4 godzinki za 69 zł - czy drogo? Kilka złotych więcej niż np. w COS czy SON, ale tam zazwyczaj musiałem płacić za parking. Wlał - wylał w tym przypadku. Karnet zakupiony, czas ruszać na stok. Na zdjęciu widać schody... Mi one nie przeszkadzają, ale jeśli ktoś jest wygodny, to po prawej stronie ma windę. To ta wnęka po prawej stronie, gdzie widać tabliczkę nad drzwiami. Ja sobie później skorzystałem. Wychodzimy z budynku i wychodzimy na taras przed restauracją, z którego już na nartach wjeżdżamy/wchodzimy po wyciąg. Według mnie dobre rozwiązanie. Pozostaje włączyć się do kolejki z już jeżdżącymi, których dziś umiarkowana ilość i do bramek. Te oczywiście bezdotykowe, a kiedy po raz pierwszy przez nie przechodzimy, robią nam zdjęcie. Uśmiechnijcie się! To zapewne monitoring skipassów. Jak zrobicie głupią minę, to za każdym przejściem będzie to widać na monitorach... Wsiadamy na krzesełko, a w zasadzie na kanapę. Ponoć tu coś było nie tak... Może był, ale już nie jest. Wsiada się normalnie, jak na każdą normalną, wyprzęganą kanapę. Żeby nie było, że coś koloryzuję, macie filmik. Ja nie mam żadnych zastrzeżeń. Samo krzesło dobrze się prezentuje i działa jak należy. Jedyny drobny minus jest podobny do tego, który spotykam dość często i dotyczy rosłych osób z długimi nogami: noga ledwie mi się mieści między podnóżkiem a pałąkiem zabezpieczającym. Mam wrażenie, że kanapa nie jedzie z pełną możliwą prędkością, ale może chodzi o przepustowość tras - czarna jeszcze nie jest czynna, a to oznacza większe oblężenie pozostałych. Wysiadanie - tu też ponoć coś nie do końca było nie tak. Ja nie dostrzegłem niczego nienormalnego. Może brak obycia przeciętnego polskiego narciarza z kanapami... Gość u góry ciągle podpowiada, żeby wysiadać, kiedy dojedziemy do czerwonej linii, ale czasem bezskutecznie. Mimo tego ani razu nie zauważyłem, żeby ktoś tam miał problemy. Może coś tam było niedopracowane, ale problem już nie istnieje. Wsiada - wysiada się jak na każdej znanej mi dobrej, wyprzęganej kanapie. No to ruszam na stok, który w sumie już znam. Ale teraz jest szerzej i jest wyraźny podział na trasę czerwoną i niebieską. Tylko środkowa część jest wspólna. Zacząłem od czerwonej, tak po prostu, bo tu mniej ludzi. Początek to fajna, dość szeroka ścianka, obok której jest jeszcze orczyk, jakby ktoś chciał się tylko tutaj kręcić. Później wspólna część obu tras i to miejsce gdzie trzeba nieco zwolnić ze względu na "gęstość zaludnienia", po czym znowu można sobie popuścić do końca trasy. Podoba mi się, choć chciałoby się dłużej... Jeszcze filmik... Czerwona przetestowana, ruszam więc na niebieską. Również fajna trasa! Jak pojedziemy max po lewej, przy kraju, jest nawet dość długa! Do tego pierwszy odcinek jest fajnie szeroki i da się pojechać gigantowo. Szkoda tyko, że ten odcinek nie jest dłuższy... Ale po wspólnym odcinku wjeżdżamy do tunelu - dość nietypowe w naszych warunkach rozwiązanie - i dalej można naparzać! Wszystko to robi wrażenie. Jeszcze filmik na dokładkę... Warunki narciarskie - to pewnie interesuję wielu. Jak dla mnie, były super! Widać, że napracowali się mocno, bo normalnie po godzinie byłoby tylko lodowisko. Jak wcześniej w SON... Tymczasem my zaczęliśmy jazdę o 10.40, czyli 40 min. po rozpoczęciu działania i po dwóch godzinach ciągle trudno było się do czegoś przyczepić! Owszem, sztruksu już się nie zobaczy, ale ciągle lodu niewiele. Chyba mocno starali się skruszyć lodowy podkład i go ubić, żeby możliwie długo to wszystko wytrzymało. Przy takim oblężeniu uważam, że spisali się na medal. Nikt jeszcze nie wymyślił śniegu, który po każdym przejeździe układa się w sztruks... Gródek lodu nie zobaczyłem i to kolejny dowód na dobrą robotę BSA! Czas przetestować restaurację. Jedzonko pachnie znakomicie i czujemy to przed bramkami wejściowymi do wyciągu... Człowiek głodnieje tak przed każdym kolejnym wjazdem, więc kusi. Ciągnięci zapachami próbujemy. Wybieramy sobie sami - jedzonko na wagę, które nakładamy sobie sami. Przy okazji pomaga nam miła, uśmiechnięta pani.Ponoć niedługo będzie też włoska restauracja u góry dolnej stacji. Dla mnie to kolejny atut tej stacji. Dodam jeszcze, że toalety czyste, darmowe i na wysokim poziomie, jak w Alpach. Czasem gorzej z kulturą korzystających... Co jeszcze? Można zobaczyć Babią Górę: Po prawej stronie widać fajny park zabaw dla dzieci W restauracji sobie oglądamy... Mapka ośrodka Parę fotek na koniec - tu początek niebieskiej trasy Restauracja wyciąg... U góry też jest fajna knajpka i też ładne zapachy czuć... Orczyk przy górnej części trasy Było fajnie i wiem, że tu jeszcze wrócę! BSA zdała egzamin. Włożyli mnóstwo pracy i to widać. Zasługują na moje uznanie! Oby więcej takich inwestycji w okolicy! Pozdrawiam, Johnny5 punktów
-
Mnie obie te "górki" smakują zawsze. Byle było biało....choć latem też piękne. Pozdrawiam. PS: Sławek, sam sobie jesteś winny. Chciałeś na dwie godziny i ci sprzedali. Nasz klient nasz Pan...4 punkty
-
Bardzo się cieszymy, że mogliśmy uświetnić wasz pobyt na naszych skromnych "pagórkach". Wszystko po to abyście wspominali te kilka dni w Beskidach jak najbardziej udany alpejski wyjazd. Od wczoraj mam takie informacje: infekcje ustąpiły, teraz leki zaczną działać. Za dwa tygodnie mam usiąść na stacjonarnym rowerku. Kolejne spotkanie zatem już blisko.4 punkty
-
Nie wiem czy nie zmienić swojego narciarstwa. Jestem teraz nastawiony na skitoury, ale zdecydowanie nocne. Cisza, spokój, natura i ja. Kręci mnie to bardziej jak jazda w dzień. Muszę to głęboko przemyśleć. Tak mi się zjeżdżało z pod Orła pierwszy raz... Przy podchodzeniu wszedłem w jakiś lasek i było kilka przeszkód do pokonania, w dzień pewno nie chciałoby mi się podchodzić, w nocy postrzeganie jest inne, wszędzie blisko. Kolejny zjazd z widokiem na stok Górnik. Przez chwilę myślałem, aby tam pojeździć, ale przy takim oświetleniu czół bym się jak nagi, do tego nie wiem czy Ania by to zdzierżyła!4 punkty
-
4 punkty
-
4 punkty
-
Rok temu Sylwestra spędzaliśmy w Karpaczu na stoku. Teraz plan był taki, jedziemy do - Rzeczka lub Sokolec. W Rzeczce w ośrodku Na Stoku organizują nocną zabawę i jazdę do godziny 2.00. Ognisko, zjazdy o północy z pochodniami itp. Dojeżdżamy na miejsce około 22, ale na parkingach i na poboczach drogi masa samochodów, jak dla mnie to były tłumy. Na trasie narciarskiej pusto, mimo to mam obawy, że będzie ciasno. Plany są po to by je modyfikować. Postanawiamy jechać dalej na pogranicze Rzeczki i Sokolca. Tam mamy po prawej ON Górnik, kawałek dalej po lewej Przełęcz Sokola wyciągi narciarskie (czy jakoś tak to się nazywa). Górnik zamyka wyciągi o 20, a pod Orłem o 21, czyli już zamknięte. Kolejny plan, to idziemy na Wielką Sowę, mamy szampana, kiełbasę na grilla, na pewno na szczycie będzie trochę osób witać Nowy Rok. Postanawiam jednak zabrać ze sobą narty i buty. Schowam je gdzieś w lesie za schroniskiem Orzeł, a jak będziemy wracać to zjadę po trasie do Sokolca. Wyprawę zaczynamy z Rzeczki koło ON Górnik. Po drodze mijamy Chatę pod Sową Mamy już fajny widok na Rzeczkę i trasy Górnika oraz śnieżące armatki przy temperaturze około - 5 st. Podchodzimy w stronę schroniska Orzeł (dla mnie kultowego, ale o tym później) i idziemy wzdłuż czarnej trasy (delikatnie trochę przesadzili z oznakowaniem jej jako czarna, aż mnie śmiech ogarnia Trasa naprawdę świetnie wyratrakowana, twarda i lekko oblodzona gdzieniegdzie, a Orzeł piękny jak zawsze Kocham to schronisko!!! Mała zmiana planów, skoro udało się wejść najstromszy odcinek z nartami i butami, to czemu nie iść dalej, narty z plecakiem nawet lekkie. Trochę uwiera pasek plecaka od butów, wytrzymać jednak można. Widać sporo turystów wędrujących w stronę Wielkiej Sowy, jednak więcej opcji nie mamy i idziemy dalej. Szlak bardzo zlodzony i poruszamy się wolno, śniegu mało. Staramy się poruszać ścieżkami koło szlaku, nie ma wielu takich miejsc, bo po bokach las gęsto porośnięty i pełno kujoków. Z nartami przytroczonymi do plecaka to mało wygodne. Do szczytu blisko, ale północ jeszcze bliżej. Piękne rozgwieżdżone niebo Godzina zero łapie nas 10 min przed szczytem W końcu docieramy i my Nie spodziewałem się takiej ilości turystów, z 1000 osób mogło być. Z nartami jednak nikogo nie zobaczyłem i poczułem się jak na Śnieżce w ubiegłym już roku! Szampan, kiełbaska, życzenia, chwila zadumy, wspomnienia! Pora wracać, tylko jak to zrobić z nartami. Przy zejściu w dół widzimy jak co chwilę, kilkadziesiąt osób się przewraca, ale wszyscy wstają, to lecznicze właściwości szampana chyba... Schodzimy chyba ostatni (ja próbuję zjeżdżać). Nie idzie mi łatwo... Pozdrawiam serdecznie! .3 punkty
-
A i owszem sprawdzę to, nie jutro, ale sprawdzę, jednak jak się okaże że nie, to.... no....3 punkty
-
3 punkty
-
Dziś ponownie wybrałem się na skitury! Sprzętu jeszcze nie zdążyłem oddać po ostatniej wyprawie, jakoś nie mogliśmy się z Andy-w zgadać, więc korciło mnie bardzo by przejść się jeszcze raz Miałem trochę czasu do południa plus świeży opad bardzo kusiły, ale gdzie by tu pojechać? Byłem jednak ograniczony czasowo i postanowiłem odwiedzić miejsce, gdzie jeszcze mnie nie było, a stosunkowo dość blisko z B-B. Wybór padł na Czantorię w Ustroniu. Na parkingu zjawiłem się o 7:30, zakładam foki, pakuję plecak i w drogę. Od razu na stoku spostrzegam narciarzy jadących w dół, ale zaraz, zaraz, kolejka ma ruszyć chyba koło 8:30! Kto to mógł być? Oczywiście skiturowcy, nasi sąsiedzi, Czesi! Liczyłem, że na stoku będzie puch a pod nim twardy sztruks, ale myliłem się, wszystko było już pięknie przygotowane przez maszyny. Koledzy Czesi zaczęli ponownie piąć się w górę główną trasą, więc ja za nimi. Oczywiście moje tempo było raczej spokojne i dość szybko mi uciekli. Pogoda super, lekki mrozik, nawet słonko gdzieś nieśmiało pokazało się zza chmur. Czuję się super. Gdy jestem już w połowie czerwonej trasy z góry zaczynają zjeżdżać kolejni narciarze, więc kolejkę chyba musieli puścić nieco wcześniej niż o 8:30... Warunki na stoku tak jak już wcześniej pisałem, dobre i bardzo dobre, minerałów jakichkolwiek brak! Przed ostatnią polanką skręciłem w lewo pod kolejką i po puszku dotarłem do wyciągu Faturka i dalej na szczyt górnej stacji kanapy. Pogoda diametralnie się jednak zmieniła, zaczął padać śnieg, nawet intensywnie i co gorsza wzmógł się wiatr. Pokręciłem się więc trochę wokół górnej stacji i postanowiłem podejść jeszcze kawałek w kierunku Wielkiej Czantorii, gdzie znajduje się wieża widokowa, jedna z tutejszych atrakcji. Szlak pnie się bardzo łagodnie w lesie i to mi bardzo odpowiadało. Zanim jednak się zdecydowałem podchodzić musiałem sprawdzić, czy warunki są na tyle dobre by bezpiecznie wejść i zjechać. Puchu było około 10 cm a pod nim czysty lód. Zdecydowałem się podchodzić! Podejście trwało może około 20 minut w pięknej, zimowej scenerii, cisza, spokój i nawet wiaterek się uspokoił. Znalazłem się wreszcie na szczycie:) Poniżej kilka fotek z tego przejścia i ze szczytu (995 m). Przyszłą pora na zjazd, czyli to na co każdy chyba czeka najbardziej! Zacząłem spokojnie jadąc po śladzie założonym podczas podejścia, dokładnie bez skręcania, po prostu na kreskę. Nie chciałem w jakikolwiek sposób uszkodzić sprzętu. Pięknie się płynęło na tych szerokich sztachetach! Szybko dotarłem do głównej trasy i teraz została już tylko jazda po przygotowanym stoku. Tak mi się spodobało że na dole kupiłem sobie jeden wjazd na górę! Niestety czas się szybko skończył, pora było wracać już, niestety do roboty. Ogólnie tury bardzo mi się spodobały, już w głowie tlą się kolejne wejścia, nowe cele, miejsca. Muszę sobie jakiś swój sprzęt załatwić! Oczywiście nie jest łatwo, bo kręgosłup boli, kolano boli, ale ruszać się muszę, bez tego się nie da! Jeszcze raz, dzięki Andy-w za sprzęt, jesteś super facet! Serdecznie pozdrawiam Maciek3 punkty
-
3 punkty
-
Cóż kiedy nie ma elity alpejskiej w Polsce to my forumowicze (jak to ostatnio stwierdziliśmy podczas WZF) musimy godnie ich zastąpić. Do boju elito, na stok! Pierwszy krok zrobiony, Marboru twoje Salomony dziś górą.3 punkty
-
Na Jaworzynie najbardziej stroma trasa to 5. Kilka lat temu trochę ja wyrownano w górnym odcinku bo była jeszcze trudniejsza. To samo zrobili z trasą nr 1. Końcowy odcinek niwelowano chyba ze dwa razy, albo i więcej, aby był bardziej przyjazny narciarzom.3 punkty
-
UWAGA.Od 05 do 08.01.2017. duży mróz . Trzymajmy się ciepło.http://www.wetteronline.de/wetter/szczyrk http://www.wetteronline.de/wetter/kasprowy-wierch3 punkty
-
Czy można skitourować bez skitourów. Do końca nie jestem przekonany. Ze sprzętu skitourowego posiadałem praktycznie tylko plecak i jeszcze lampkę czołówkę (choć kupiona chyba w Lidlu, bądź Biedronce za jakieś 15 zł- są chyba dostępne lepsze). Buty zjazdowe, wiązania zjazdowe, narty by mogły być (ale bez fok - cóż warte). Do kompletu kije trekingowe, bez talerzyków. Jazda nie była przyjemna, jednak lubię takie wyzwania. Było wąsko, czasami brak możliwości skrętu lub zatrzymania, do tego lód i wystające kamienie, często jazda w koleinie... Wyzwania jednak kształcą, nauczyłem się nowej techniki skrętu i zatrzymywania, między choinkami łapałem za gałęzie i albo puszczałem szybciej skręcając, albo trzymałem mocniej i dłużej zatrzymując się. Szybko doszedłem do całkiem fajnej wprawy. Fragmenty szlaku prowadziły pod górę, próbowałem naśladować Justynę K. Bez fok i wiązań było to wyczerpujące zajęcie, posiłkowałem się też jodełką (teraz to krok łyżwowy).. W kilku miejscach, gdzie był tylko lód i kamienie brałem narty na plecy. Kilka razy wjeżdżałem głębiej w las, ale powracałem po chwili na szlak do Anii. I tak dotarliśmy ponownie, choć już w 2017r do schroniska Orzeł. Dalej to bułka z masłem, zjazd na dół po ratrakowanej trasie. Czemu ten Orzeł dla mnie taki ważny? To pierwsze schronisko, jakie pamiętam, ten wspaniały czarujący ciepły klimat, gorąca herbata, jakieś posiłki, zapach naturalnego drewna. I to tu przy tym schronisku pierwszy raz ponad 50 lat temu zasmakowałem jazdy na nartach. Nie wiedziałem tylko, że zaczynałem na czarnej trasie Wtedy była piękna pogoda, słoneczna, wszędzie z dachu schroniska zwisały potężne sople lodu, na leżakach przed Orłem opalały się panie, a ja jak nikt nie widział obrywałem kawałki sopli i smakowałem jak najlepsze lody z lodziarni. Wpinali mi rodzice narty Bobo i rura w dół, gleba i powtórka od początku. Znowu mogę po latach po tej trasie zjeżdżać, tym razem przy gwiazdach i czołówce, świetny Sylwester.... Pozdrawiam serdecznie!3 punkty
-
To są bardzo dobre wieści Góralu Jak wszystko dobrze pójdzie pod koniec sezonu będziesz śmigał na deskach Cała przyjemność po naszej stronie Wszystko zależy od mojej roboty i pogody - nie wcześniej jednak niż luty. Dam znać No i na Pilsku koniecznie jeszcze z Marionenem i Anią2 punkty
-
Puściutko było, może z 30 osób jeździło. W tym wypadku to jak na wieczorne nartowanie to godzina by w tym miejscu starczyła. Żeby nie było że czepialski jestem, peron jest przebudowany, czyli zaraz po posadzeniu tyłka na krzesło grunt z pod nóg umyka, no i in plus to pracuje naśnieżanie, stok pomimo wieczornej pory w dobrym stanie, wiadomo nierówności były, ale do przejechania każdą prędkością, lodu brak.2 punkty
-
Mariusz uwielbiam nocne jazdy - jak tylko jest okazja a nawet jej brak. Najbardziej ekstremalny to był parogodzinny zjazd i dojście po lodowcu w Alpach Otztalskich. Kupiłem sobie bardzo dobrą czołówkę ale myślę o jeszcze potężniejszej - specjalnie pod nocne jazdy. Czuję, że razem sobie nocnie jeszcze pojeździmy - najpóźniej na tej Słowacji. Tak a'propos nasza ekipa będzie tam w marcu - może ktoś z tego forum do nas dołączy? pozdro Wiesiek2 punkty
-
SB - pewnie włodarze ośrodka mieli nadzieję, że te 35 minut nie wykorzystanych przyjedziesz wykorzystać z samego rana dnia następnego2 punkty
-
Oglądałem wczoraj o 23.30 Mam go nagrany , spróbuję go wrzucić na forum. Oglądając, kilka razy sam ryczałem. Ich historię znałem wcześniej od osób, które z nimi trenowały czasami w różnych miejscach Europy. Nawet się ścigali razem w wieku dziecięco - juniorskim. Cała rodzina niezwykle miła, uczynna, pomocna, nawet wtedy gdy mieli już sukcesy. Zawsze porozmawiali, udzielali rad i znaleźli czas na dyskusje techniczne. Zero zarozumialstwa, bez gwiazdorzenia. A to co przeszli każdy narciarz, nawet amator powinien oglądnąć przynajmniej raz w roku, ku pamięci!!! Ante zawsze pozwalał naszym jeździć po ustawianych przez Siebie trasach, co może poświadczyć Marek Krzyżyński.2 punkty
-
Piękna wyprawa, fajni ludzie i pogoda jak drut - podczas swojego pobytu w Szczyrku nie zaznałem tylko tego trzeciego punktu. Świetnie, że udało Wam się odwiedzić Szczyrk jeszcze przed tymi "wielkimi zmianami", które zbliżają się do SON-u wielkimi krokami. Cieszę się, że mimo corocznych wyjazdów w Alpy, odnaleźliście urok orczyków. Marboru, nie wiem czy zauważyłeś, ale prawie zawsze Pan z obsługi zanim poda Ci orczyk, najpierw przeciera go ręką - tak, aby spodnie narciarza nie służyły do jego czyszczenia Mam nadzieję, że odwiedzicie jeszcze kiedyś Szczyrk - tak jak napisał Johnny - wielu tras jeszcze nie odkryliście (9,12 na Julianach i Czyrna, nie mówiąc już o Skrzycznem). Pozdrowienia dla wszystkich uczestników WZF.2 punkty
-
Również dziękujemy za odwiedziny i super zabawę. Bardzo się cieszę, że wreszcie mogliście coś więcej tego Szczyrku poznać, choć ciągle to nie wszystko. Teraz tu mocno sypie, tak już ponad dobę i jeszcze sobie posypie. Możliwe, że otworzą wszystkie trasy - szkoda, że tak nie było na Wasz przyjazd. Pozdrawiamy. Marcin, musiałem coś zostawić Mariuszowi, nie mogę być samolubem...2 punkty
-
No nie powiem, ekstra wypad sobie zrobiliście zarówno pod kątem towarzyskim jak i narciarskim2 punkty
-
Może sukcesy naszych południowych sąsiadek są między innymi związane z inwestycjami narciarskimi TMR w obu krajach ? Przypuszczam, że 90 % treningów obecne słowackie i czeskie alpejki odbywają w Alpach, ale w tych 10 % w czasie pobytu w ojczyźnie korzystają pewnie z lokalnych stoków. A dzieci i młodzicy w 90% jeżdżą u siebie na Chopoku czy też Spindlerovym Młynie na dobrze przygotowanych dla nich stokach. Może i u nas jak infrastruktura polepszy się znacznie za sprawą TMR to dzieciaki będą miały warunki do treningów na wydzielonych stokach. Szkoda, że właściciele stacji w PL tak niechętnie udostępniaja stoki "po godzinach" naszej młodzieży. Bardzo miłym wyjątkiem są ostatnio Skolnity, gdzie trenowali 1 i 2 stycznia nasi alpejczycy, a trasa czerwona była przez kilka godzin zamknięta dla amatorskiej braci narciarskiej.2 punkty
-
Selektywna trasa w Zagrzebiu okazała się za trudna dla Mikaeli. Wspaniały sukces naszych sąsiadek. Całe podium Słowako-Słowako-Czeskie. Trochę głupio się czuję, tak blisko Polski, a wyniki jak dla nas z kosmosu. Czy tak będzie zawsze?2 punkty
-
Cześć Zapraszam do Czarnego Gronia Marcin - jak będę jechał dam znać. samo jeżdżenie góra dół jest po prostu nudne, natomiast formowanie stoku to bardzo ciekawe doświadczenie podczas którego moża się sporo dowiedzieć o snieżeniu ukladaniu sniegu itd. Pozdro serdeczne2 punkty
-
Przez noc w Korbielowie +5/10 cm. A to dopiero przedsmak prognozowanych opadów. Zaczynam dostrzegać podobieństwa do pamiętnego sezonu '12. Wtedy na Nowy Rok też był śnieg, ale bez szału - trasy były czynne podobnie jak teraz. Zaczęło sypać w okolicach 3 Kroli i sypało nieźle przez ok 2 tygodnie. Później długa fala silnych mrozów i od lutego nawrót opadów.2 punkty
-
Jasne , że trzeba ćwiczyć , ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć ,no i oczywiście dużo jeździć , bo inaczej to uprawiamy takie trochę narciarstwo kanapowe . Każdy musi znaleźć swoją drogę , a jak jeszcze na tej drodze spotka fajnych ludzi to już pełnia szczęścia2 punkty
-
My w Nowy Rok postanowiliśmy zawitać na Złotym Groniu. Liczyliśmy, że Sylwestrowa zabawa skutecznie zatrzymała przedpołudniowy atak na stok i nie pomyliliśmy się. Mimo, że dotarliśmy dopiero po 10 to ludzi niewiele. Pani w kasie poinformowała, że dziś raczej już tak będzie, bo większość szusujących przez weekend wyjeżdża. Miała racje. Jazda praktycznie na bieżąco, bez większych kolejek. Tylko dwa razy trafiliśmy na kolejkę sięgającą przed bramki. Warunki dobre, tylko na dwóch bardziej stromych fragmentach wyszedł lód, więc ostrożność bardzo wskazana. Popołudniu więcej odkrytego lodu również w innych miejscach, ale nadal bez większych muld, no i wymarzona pogoda. Niestety fotek niewiele, ponieważ szkoda było czasu na ich robienie, bo miało być krótko i intensywnie ;-) mała "przepustka" od dzieciaków [emoji16] Wysłane z iPhone za pomocą Tapatalk2 punkty
-
W tym roku przerwę Świąteczno-Noworoczną spędziliśmy całkowicie odmiennie od poprzednich lat. Co roku było zastanawianie się i kombinowanie w który dzień gdzie wyskoczyć na narty, gdzie pojechać, gdzie są dobre warunki żeby pojeździć - mając już spore rozeznanie których miejsc unikać zazwyczaj się nam to udawało. Tym razem zapadła jednak decyzja że skoro jest trochę śniegu naturalnego w Gorcach i Beskidzie Wyspowym, zaliczymy kilka górek z buta. I tak oto dotarliśmy na - Łysinę i schronisko na Kudłaczach, Luboń, Stare Wierch, Gorc i Turbacz. Nie będę się tu o tym zbytnio rozpisywał bo jest to relacja która trzeba będzie podzielić na poszczególne dni i szczyty. Mam nadzieje ze jak znajdę trochę wolnego czasu to uda mi się to zrobić[emoji12]. Jeszcze tylko zdjęcie naszej wesołej ekipy. To wątek narciarski wiec o nartach też coś musi być, w piątek cześć ekipy postanowiła zrobić sobie wolne, wiec nie zastanawiając się długo po obiedzie wrzuciłem narty do bagażnika i z młodą i szwagrem pojechaliśmy w miejsce gdzie raczej na bank pojeździmy bez stania w kolejce czyli do Koninek (pewnie ktoś spyta czy ten zabytek jeszcze działa?) działa i ma się całkiem dobrze. Nie pomyliłem się w okolicy i na parkingu ludzi sporo ale na samym wyciągu i trasie narciarskiej ludzi tak w sam raz. Śniegu dużo, częściowo sztuczny, częściowo naturalny przez wtorek i środę dosypało jeszcze ok 30 cm. Twardo, miejscami nawet bardzo z niewielkimi odcinkami skorupy lodowej, za to bez muld odsypów, przetarć dla mnie idealnie, narty świeżo po ostrzeniu wiec te 4godz jak na to miejsce były w sam raz, młodzież też radzi sobie w takich warunkach znakomicie wiec banan nie schodził im z ust - tylko ten stary pojedynczy hebel mógłby już znaleźć swoje miejsce w muzeum. Chciałem zrobić kilka zdjęć, niestety nie do końca się przygotowałem i -8C mróz zrobił swoje bateria padła momentalnie. I tak oto miło spędzone popołudnie, jeszcze tylko ok 45min w samochodzie i jesteśmy w domu. Dziś natomiast wiedząc że wreszcie udało się zakończyć wszystkie odbiory techniczne w Kasinie i w końcu ruszyła nowa kolej na Śnieżnicy zapadła szybka decyzja śniadanie, sprzęt do auta i jedziemy sprawdzić jak to w rzeczywistości wyglada. Dziś stacja ruszała od 10 wiec rano czasu było sporo, nie spiesząc się i nie mogąc nadziwić się totalnie pustymi drogami po 25min docieramy na miejsce. I co cóż to za zdziwienie - wyjeżdżając z domu termometr w aucie wskazywał -7C natomiast na miejscu -2C czyżby inwercja? w dolinach mróz a na gorze cieplej? Parking puściutki parkujemy jako drugi samochód, szybkie przebieranie, łyk gorącej herbaty i do kasy po karnety. Punkt 10 meldujemy się na bramkach. Jeśli chodzi o dolna stacje znajduje się ona dokładnie w tym samym miejscu co stare krzesło, natomiast sama instalacja przesuwnych bramek dostępu ma trochę lepszą lokalizacje miejsca jest jakby trochę więcej. Jeśli chodzi o 6os kanapy posiadają charakterystyczne pomarańczowe bubliny natomiast nie są one podgrzewane. Co do trasy 2 nic się w tej kwestii nie zmieniło, nie została poszerzona, natomiast doczekała się nowego oświetlenia, środkiem trasy poprowadzono główny ciąg wodno-kanalizacyjny do górnego budynku. Górna stacja nie jest jeszcze wykończona, funkcjonuje tam tylko garaż na krzesełka i pomieszczenie obsługi, restauracja, wc, taras najprawdopodobniej nie zostaną oddane do użytku tej zimy. Co do warunków na trasie, rano twardo, śnieg zmrożony, bez dodatkowych minerałów, niestety jest to tylko i wyłącznie śnieg z armatek. Po około godzinie w większości stoku zaczęły waląc się kuleczki lodu, miejscami tworzyły się lekkie odsypy i sypki cukier. Na stoku przybyło 5 armatek TF 10 jest wiec szansa na uruchomienie naśnieżania trasy 2 Napewno wiele się zmienia na plus w tym momencie w Kasinie, skrócenie jazdy o polowe, większa przepustowość, nie porównywalnie lepszy komfort robi z tej stacji jedną z najlepszych w pobliżu Krakowa. A pomyśleć ze jeszcze 16 lat temu funkcjonował tu jeden z najdłuższych dwu osobowych orczyków w Polsce. Miejmy nadzieje ze doczekamy się też w najbliższym czasie poszerzenia głównej trasy. Pozdrawiam Paweł2 punkty
-
Chwała niech będzie spirytusowi... i tym co się wczoraj bawili na tyle dobrze by nie dotrzeć dziś na Jaworzynę Byliśmy tam po 10. Parking zapełniony może w połowie. Z marszu karnety z kasy i z marszu w gondolę I tak było już do wieczora. Na żadnej trasie nie czekałem do wyciągu dłużej niż pół, może minutę Na dole bardzo pochmurno i mglisto, że czasami na 20-30metrów nie było widać. Tam było bardzo zimno. Zwłaszcza na krzesłach przy 6 i 4. A na górze piękne słoneczko. Można było się opalać. Mega wrażenie to nartowanie nad chmurami. Katowałem te 2600 do oporu Raz po raz Czasami wracając sam gondolą. Trasy przygotowane świetnie, aż się chciało cisnąć w dół bez taryfy ulgowej. Wieczorem gdzieniegdzie wyłaził lód i śnieg miał konsystencję cukru, ale i tak fajnie było zobaczyć jak to jest jeździć w takich warunkach. Odcięło mnie o 17. Mega banan na twarzy Krynica to chyba najlepsze miejsce na narty w Polsce. Aż szkoda wyjeżdżać. Jutro rano jeszcze Słotwiny-Azoty. Na dziś wyciągnąłem swoje Progressory800 - oj, chyba ich jednak sprzedawać nie będę2 punkty
-
Miał być Tylicz i był Tylicz Dotarliśmy po 10. Auto pokazywało -13, a na kasach -8. W nosy szczypało. Ale słoneczko piękne. Pojechaliśmy od razu w strefę z orczykiem (talerzyk). Na mały rozruch, i bo dziewczyny tak wolały. Ludzi było niewielu. Kupiliśmy karnety 6-godzinne (chociaż zapowiedzieli, że tą część zamykają o 16, ale jak wyjeżdżaliśmy po 16 to ciągle działała a ludzie jeszcze dojeżdżali). Ja szybko ewakuowałem się w strefę obsługiwaną przez leciwą chyba już, trzyosobową kanapę. Jest fajny łącznik między strefami. Generalnie trasy urozmaicone, można kombinować z wariantami, ale na większą dawkę adrenaliny nie ma co liczyć. Owszem, przez te 6 godzin wyjeździłem się dostatecznie, ale niedosyt został. Tą część mieli zamknąć o 20. Kanapa o dziwo dawała radę, i mimo większej ilości ludzi w tej strefie kolejka przesuwała się sprawnie i czekało się może z 5 minut. Nie wiem co się działo z tymi wszystkimi ludźmi w kolejce czy na krzesełkach, bo na stokach to jakiś procent tego zjeżdżał. Może malin w lesie szukali? Jutro pewnie powrót na Jaworzynę No to co... Zdrowia Wam wszystkim i przede wszystkim życzę I co najmniej stopy śniegu pod nartami No i by bezpieczniej na stokach było.2 punkty
-
To może jeszcze ja, rzutem na taśmę, tak na koniec roku... Dziś początek sezonu w Bałtowie. Ośrodek znany, wielokrotnie opisywany przez Marboru i Bumera, więc ograniczę się do rzeczy najważniejszych. Trasy bardzo dobrze przygotowane:dość twardo, równo, szybko, bez kamieni, grudki lodu tylko gdzieś po bokach trasy przy kanapie. Pierwsze trzy-cztery zjazdy po sztruksie. Potem było trochę gorzej, ale tylko trochę. Do końca pobytu (13.30) bez muld ani nawet znaczących odsypów. Ludzi na początku (po godz. 10) nie za dużo, jazda na bieżąco. Warto trochę wcześniej wstać. Potem narciarzy więcej, ale bez tragedii. Tak samo przy orczyku. Po godz. 12 ludzi sporo, ale kolejka do talerzyka nie była jakaś koszmarnie długa, kilka minut i można było się "podłączyć". Sama jazda przy orczyku też dość przyjemna, bez nadmiernego tłoku. Bywały dni w Bałtowie, kiedy ludzi było znacznie więcej. W sumie, fajny wyjazd, zwłaszcza, że pogoda, jak chyba w całej Polsce, była boska. Pozdrawiam wszystkich i w nowym roku życzę wielu niezapomnianych narciarskich przeżyć.2 punkty
-
Ja dzisiaj Słotwiny (dolne). Warun zacny, śnieg taki jak lubię, twardo ale nie za twardo, piękne słoneczko. Awaria prądu od 9:20 do 9:40, ale obsługa zachowała się profesjonalnie. Mieliśmy już wyjeżdżoną godzinę z 3 godzinnego karnetu, ale pani w kasie przedłużyła karnet na kolejne trzy pełne godziny. Zakładaliśmy, że przedłużą tylko o te 20 minut. Brawo za podejście do klienta. Parking za free. Niestety wyjazd zakończył się niemiłym akcentem. Jakiś narciarz wjechał w gościa, który jechał do góry na orczyku. Widok nieprzyjemny, poszkodowany nieprzytomny a najbardziej martwiła wydobywająca się spod kasku krew. Pojechał do szpitala. Gdyby miał ktoś jakieś informacje o stanie zdrowia poszkodowanego to bardzo proszę. W tym miejscu jasno trzeba powiedzieć, że idiotyzmem jest nie oddzielenie orczyka od trasy.2 punkty
-
2 punkty
-
Międzybrodzie Żywieckie-Góra Żar Żeby dobrze zakończyć ten roczek postanowiliśmy dzisiaj jeszcze zaliczyć wyżej wymienioną stację Warunki b.dobre przez pierwsze 2 godzinki,póżniej dobre ze względu na narastającą brać narciarską Pogoda kapitalna,lekki mrozik,praktycznie bezwietrznie Pozdrowienia i udanego sylwka,coby jutro nikt nie musiał szukać siekierki do łba2 punkty
-
Dzisiaj u mnie otwarcie sezonu, trochę się zdrzemnąłem w tym roku, ale podobno lepiej późno niż wcale. Jak zwykle do końca zastanawialiśmy się gdzie jechać i dopiero w drodze padło na Szczyrk. Spodziewaliśmy się dobrej pogody, a tylko w Szczyrku i Korbielowie można pojeździć i przy okazji podziwiać takie widoki. Na trasach w większości sztuczny śnieg i twardo, bez przygotowanych nart ciężko się jeździ, ale nie jest tragicznie. Do 10:45 jazda praktycznie bez kolejki. Potem parę minut trzeba odstać. Tylko na Golgocie nie trzeba czekać, warunki odstraszają większość narciarzy. Ogólnie jest gdzie jeździć, objechałem wszystkie trasy i wszędzie warunki są podobne.2 punkty







