Ranking
- uwzględniając wszystkie działy
-
Wprowadź datę
-
Cały czas
1 Październik 2007 - 13 Październik 2026
-
Rok
13 Październik 2025 - 13 Październik 2026
-
Miesiąc
13 Wrzesień 2026 - 13 Październik 2026
-
Tydzień
6 Październik 2026 - 13 Październik 2026
-
Dzisiaj
13 Październik 2026
-
Wprowadź datę
08.01.2017 - 08.01.2017
-
Cały czas
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 08.01.2017 uwzględniając wszystkie działy
-
Dzisiejszy dzień postanowiłem spędzić tak jak najbardziej lubię, czyli na skitourach. Trochę mróz odstraszał, ale to mnie nie zniechęciło. Również łapiące mnie coś - drobne drapanie w gardle - też nie dało rady. Ostatecznie wybrałem się na Szyndzielnię i Klimczok, bo tu mam najbliżej i nie musiałem przebijać się przez korki... Pod Dębowcem zameldowałem się ok. 9.30. To najlepsze miejsce do startu i do tego przyzwoity, bezpłatny parking. Kiedy tu dotarłem, zająłem miejsce gdzieś na końcu, a dla skitourowców - na początku. Nie gaszę silnika, bo nawet minuta bez rękawiczek jest koszmarem dla rąk! Musi być baaardzo zimno, ale ja termometru nie mam. Ale po każdej czynności, przybliżającej mnie do startu, chowam się do auta na rozgrzewkę. Przez to gramoling trwa, ale przynajmniej na starcie nie nabawię się odmrożeń. Trochę czasu zeszło, ale w końcu ruszam na szlak. Zabrałem ze sobą Ignacego, bo samemu nudno... Miałem coś w rodzaju drobnego przeziębienia, dlatego nie miałem ostatecznie ustalonych planów. Obawiałem się, że przedwcześnie będę musiał brać odwrót. Chyba to jednak wirusy się wycofały. Na rozgrzewkę podejście pod Dębowiec. Mało wymagające, ale rozgrzewające. Szybko okazała się, że mróz nie taki straszny, a ja zacząłem szybko nabierać temperatury. Super! Przy okazji obserwuję Dębowiec, na którym jeździ może 5 osób, a stacja działa już chyba ponad godzinę! Już wiem, że wolałbym tu pośmigać, niż stać w korku np. do Wisły. Warunki dobre - trasa wyratrakowana, ale jak to wcześnie ktoś fajnie określił: tak po polsku... To jednak dla mnie tylko rozgrzewka i ruszam dalej do góry. Mijam schronisko, na którym jeszcze kręcę specjalne ujęcia do filmiku i cisnę do góry. Wahałem się tylko, czy iść tradycyjnym szlakiem czerwonym, czy może równoległy, nieco bardziej zróżnicowanym, chyba niebieskim. Ostatecznie wybieram ten czerwony, bo równomiernie nachylona trasa jest bardziej przyjazna, zwłaszcza kiedy człowiek nie w pełni sił. Niestety jest on też najbardziej uczęszczany i mimo mrozu trochu piechurów jest. Co mi tam! Ja realizuję swój własny plan, również jeśli chodzi o produkcję filmową... Czasem ludzie patrzą na mnie jak na idiotę - czemu? To wkrótce... Myślałem, że ciężko pójdzie, a tymczasem tempo całkiem dobre. Zwłaszcza jak na takie "betonowe buty". Szybko osiągam Saharę i dalej Szyndzielnię. Widoki po drodze fantastyczne! Dawno nie widziałem tak pięknej zimy w naszych górach! Śniegu po drodze mało, dopiero w okolicach Szyndzielni więcej. Ale jest przewiany - są miejsca, gdzie jest go metr, są miejsca całkowicie odkryte. Szlak dla piechurów przetarty jest do schroniska na Szyndzielni. Dalej kopny śnieg, który jednak tourowcom nie przeszkadza. Talerzyk na Szyndzielni nie działa. Niby śniegu dość, ale pewnie chodzi o brak działającej gondoli... Nie po to się tu wspinałem, więc cisnę dalej. Pokonuję trasę koło orczyka i dalej w stronę szczytu, a później Klimczoka. Dopiero od 1000 m.n.p.m. widać sporą pokrywę śnieżną. Niemal jak jakaś granica. Taka ciekawostka - w kominiarce, mimo mrozu, głowa mocno się pociła. Ale kiedy ją zdjąłem, żeby nieco wysuszyć włosy (przy temp. poniżej - 20), było idealnie przez dłuższy czas. Dopiero przy szczycie Klimczoka zacząłem odczuwać skutki mrozu... Również moja kamerka odczuła temperaturę. Do pewnego momentu, przy kręceniu różnych scen, standardowo się rozładowywała. Gdzieś od ok. 1000 m.n.p.m. nagle straciła połowę, a za chwilę całą pojemność akumulatora. Co jest grane? Mróz tak ją ściął? Mimo wskazywania wyładowanej baterii, kręcę kolejne ujęcie i wszystko wychodzi ok. Chowam ją do ciepłej kieszeni,w nadziej, że odzyska moc. Może to tylko "nieporozumienie". Na wszelki wypadek robię kilka ujęć aparatem, który zdecydowanie lepiej sobie radzi w tych warunkach. Poszło sprawnie i szybko osiągnąłem cel główny, czyli Klimczok i ku mojemu zdziwieniu, dziś działa tutejszy talerzyk! Po raz pierwszy w życiu trafiam tu na działający wyciąg! Takiej okazji nie mogłem przegapić! Sytuacją zainteresował się też inny skitourowiec, ale jakoś nie miał chęci na rozeznanie sytuacji. Może przez niemal całkowicie zamarznięte okulary? Fakt faktem, widziałem tylko jedno oko... Ja postanowiłem drążyć temat i zacząłem wypytywać. "Tak, mogę kupić karnet, ale na górze, u pana Krzysia". Na szczęście nie ma problemu i szybko się dogaduję. Niby jest tu jakiś cennik, ale raczej umowny. Dostaję godzinkę jazdy za... 10 zł! Bez zastanowienia biorę i zaczynam śmigać, po całkiem dobrze przygotowanym stoku. Ponieważ nie ma tu naśnieżania, jazda odbywa się wyłącznie po naturalnym śniegu. Nice! Razem ze mną jeździ może 6 osób. Jak to fajnie brzmi, kiedy wszędzie frekwencja mocno wykracza po za możliwości ośrodków. Ale mróz daję się we znaki! Ściągnięcie rękawiczki na dłużej niż minuta - niemożliwe! Natychmiast ręka sztywnieje i boli... Ale jakbym mógł nie zrobić parę zdjęć, czy ujęć filmowych? Ciekawostka - GoPro spędziło blisko pół godziny w ciepłej kieszeni, i ? Bateria 52%! Super! Będą ujęcia z jazdy trasą z Klimczoka! Od tej pory jednak oszczędzam kamerkę, bo widocznie -24 st. jej nie służą. Tyle ponoć pokazywały termometry na górze. Wierzę, bo dawno nie spotkałem się z takim mrozem. Ostatnim razem na Kasprowym, jakieś 5 lat temu, kiedy było -30 st... Rękawiczkę można ściągnąć na max 1 minutę. Później ból i sztywna rękawiczka... Ponowne rozgrzewanie trwa zbyt dużo czasu. Jest pięknie, ale przy takim mrozie trudno w pełni czerpać przyjemność z jazdy, czy po prostu z przebywania w górach. Wirusy, na szczęście, dawno wywiesiły białą flagę. Ponownie kilka specjalnych ujęć i kręcenie filmików z jazdy. Te ostatnie z przerwami na... rozgrzewkę kamery. Staram się oszczędzić jak najwięcej elektronów. Trzeba jeszcze coś zachować na zjazd. Ale w tym momencie żałowałem, że nie zabrałem ładowarki! Schroniska są pod ręką... Pośmigałem godzinkę i czas się zwijać. Mimo wysiłku, temperatura w butach narciarskich spada i zaczyna mnie szczypać w palce u nóg. Nie chce mi się drałować do schroniska na Klimczoku, więc cisnę na górę i w stronę Szyndzielni. Warun do jazdy fajny, ale brakuję nachylenia, żeby nie trzeba było się odpychać. Każdy zjazd w puch to jakby kotwicę rzucił... Nie ma gdzie nabrać prędkości. Nawet na Szyndzielni rozpęd jest minimalny. Najlepiej jechać po ubitym,wtedy idzie. Mimo wszystko, gdzie się da, tam w puchu. Cisnę nieco przez las, trochę szlakiem... Byle do dołu i byle się gdzieś ogrzać. Taka ciekawostka - nie zaciągnąłem czapki na całe uszy i... w pewnym momencie czuję jakby mi je mroziło. Kiedy dotknąłem palcem, było już sztywne... Trzeba reagować na bieżąco. Oczywiście nic się nie stało. Szlak pokonałem szybko i na deser pozostał Dębowiec. Rano jeździło może 5 osób, teraz frekwencja wyraźnie większa, ale bez kolejek do wyciągu. Mi to nie przeszkadza i ostatni mój odcinek pokonuję sprawnie i z ciasnymi skrętami. Warunki narciarskie tutaj, mimo pory, wciąż dobre! No, ale wszystko co dobre, szybko się kończy. Nie inaczej teraz. Dojechałem do końca i pozostało mi tylko porobić fotki i wracać... Piękny dzionek był! Będzie co wspominać! Na koniec gondolki z Szyndzielni - gdyby były w bardziej rozsądnej cenie, to sam bym sobie kupił! Pozostaje je zapamiętać i wspominać. Tak jak ten wypad. Pięknie było, choć ja nie lubię stycznia... Ale taki może być! Pozdrawiam, Johnny. PS.Filmik będzie, ale trochę inny...17 punktów
-
Stacja Narciarska Konary, czyli na deskach pod Zamkiem Krzyżtopór Koniec długiego weekendu, koniec eksploracji małych ON gdzieś na rubieżach narciarskiego świata. A ponieważ postanowiłem, że to małe skisafari na finiszu będzie spektakularne, wybrałem się dzisiaj, wraz z Paulą do Konarów...ale nie tylko tam jak zobaczycie w niniejszej relacji. Górka długości ok 600 metrów, miejsce, w którym w tym roku powstała nowa trasa w województwie świętokrzyskim. Wypadało odwiedzić i zobaczyć - a przy okazji? Zamek Krzyżtopór, który znajduje się jakieś 3 kilometry od stoku. Ale zacznę może od początku. W dniu dzisiejszym mieliśmy jeździć w czwórkę w Konarach - niestety wykruszył się Expat z Gosią (wyzwanie w zjeździe na krechę zostało odrzucone - ogłaszam walkower w tej sprawie), potem wieczorem Paula zdecydowała, że nie jedzie - trochę się przeziębiła, a z samego rana Bumer oświadczył, że temperatura -21 to przegięcie i odpadł...a szkoda Ostatecznie moja kochana druga połówka ożyła o świcie i stwierdziła bym szybko zrobił jej śniadanie i pojedzie ze mną. Chcąc nie chcąc musiałem je zrobić i na wycieczkę narciarską wybraliśmy się obydwoje Nie ma to, jak zapalony narciarz, który mieszka z Tobą w tym samym domu Skrobię szyby w aucie, odpalam i termometr wskazuje -20. Nieźle! Nie zrażamy się i gnamy drogą przez Iłżę, Ostrowiec, Opatów na miejsce. Do pokonania mieliśmy dokładnie 102 kilometry. Pod samym miejscem docelowym mamy piękną zimę i białą drogę. Ślisko jak cholera i trzeba uważać. Okoliczności przyrody i zimowa aura? Bezcenne! Chwilę zatrzymujemy się przy pięknym Zamku Krzyżtopór... i gnamy dalej na stok. Na miejscu jesteśmy o 10 i z daleka widzimy, że na górce nie ma prawie nikogo - jeździ chyba dwóch narciarzy Czyżby mróz wystraszył nie tylko Bumera? Nim się przebraliśmy sprawdziłem temperaturę, odczyt: -11, czyli nie jest źle! Widok na opustoszałą stację narciarską z parkingu: Główny stok znajduje się przy orczykach, nowo powstała trasa po lewej stronie między drzewami w lesie - już z daleka widać, że niestety nie jest czynna. Ratraki nie zdążyły rozgarnąć zwałów śniegu, który został na świeżo wyprodukowany pewnie w dzisiejszej nocy. Idziemy do kasy - cena karnetu dwugodzinnego 40 zł. Niestety drogo jak w pozostałych stacjach świętokrzyskiego. Trudno...za pusty stok i świetne przygotowanie można zapłacić. Tak oto wyglądała kolejka do bramek i frekwencja: Kasy mieszczą się tutaj w bliskim sąsiedztwie dwóch wyciągów talerzykowych. Całe Konary są bardzo zadbaną i schludną miejscówką - wszystko zapięte pod ostatni guzik, już z daleka widać, że trasa jest wypieszczona - to lubimy, i to dla nas jest bezcenne! Jedziemy w górę... ...z tyłu za mną tłum ...przede mną tłum robi Paula Górna stacja tutaj wygląda tak: Całość trasy z samej góry: Cudownie! Przez ponad godzinę jeździmy w cztery osoby: ja, Paula, jeden nieznajomy deskarz i narciarz. Na trasie jest twardo, śnieg jest zmrożony i szybki - przygotowanie? Perfekcyjne. Wygląda to, tak: ...aż żal niszczyć tak misternie przygotowane równoległe linie na śniegu. Dolna "ścianka" wygląda tak: Jeździmy, jeździmy a michy cieszą nam się niesamowicie! Decyzja o wyborze miejsca, godzinie wyjazdu - doskonała. Kilka zjazdów i jestem tak rozgrzany, że mróz kompletnie mi nie przeszkadza - wpływ na to zapewne miało też, coraz to wyżej położone słoneczko na błękitnym niebie. Moja druga połowa cudownym sposobem została ozdrowiona Widok na całość zabudować ośrodka: kasy, knajpę i wypożyczalnię: Przystaję na chwilę... ...dopada mnie zaduma narciarza, piękno otaczającej przyrody, zadowolenie i spełnienie narciarskie. Ja to po prostu Kocham! Paula rozśmiesza mnie z wyciągu, a ja robię wykopyrtkę Dołącza do mnie i bawimy się na śniegu jak dzieci! Powoli przybywają pojedyncze osoby, z których większość miała na ten dzień wykupione lekcje jazdy z instruktorami. Czas mija nam szybko, a mięśnie w nogach dają znać o sobie - jeździmy na maksa. Postanawiam spojrzeć obiektywem z bliska na nowo "wybudowaną" trasę. Z dołu wygląda tak (dwa warianty w lesie: krótszy i dłuższy płaski za armatą): Z góry? Z góry będzie fajnie, bo od razu dosyć stromo fragment ok 300 metrów, potem duży łuk i ostry zakręt w lewo i połączenie z trasą główną - wygląda to świetnie i z pewnością, po alpejskich przygodach, pod koniec stycznia zawitamy tu ponownie, by ją przetestować. Szkoda trochę, że nie przygotowano tej opcji zjazdu na dzisiaj - śniegu narobili odpowiednią ilość, to ratraki nie wyrobiły się z robotą. Dwie godziny mijają niezwykle szybko. Niesamowity trening i ciało rozgrzane do czerwoności - uwielbiam taką jazdę. Czuję się po niej jak po sparingu bokserskim, bo oprócz nóg, czuję, że mam też ręce. Cóż? Jedni mają siłownię, ja mam narty. Japa się cieszy Ostatni wyjazd w górę i pogoda nieco się pogarsza. Pojawiają się chmury...ale są za to bardzo malownicze. Kończymy niezwykle zadowoleni - Paula jest zachwycona miejscem i tym jak fajnie pojeździła. Na koniec kupujemy góralski serek u "przydrożnego handlarza" - klimacik zakopiańskich Krupówek - pakujemy się i jedziemy ponownie w stronę niesamowitego Zamku Krzyżtopór. Tutaj popełniamy sesję zdjęciową - jej efekt poniżej Fotka pod tytułem "Na szabelki" Groźna Paula: ...i posępny Rycerz Cudowny dzień, piękne miejsce! Jak tu nie Kochać naszych nizinnych "kępek" (górek) Zapraszamy na rubieże narciarskiego świata. marboru i Paula.15 punktów
-
11 punktów
-
11 punktów
-
W święto Trzech Króli razem z trójką skiturowych przyjaciół ( Rafał 1 -Nurek ,Rafał 2 i Łukasz ) zdecydowaliśmy się zrobić skiturę na Halę Lipowską w Beskidzie Żywieckim ( 1324 m n.p.m) . Plan na ten dzień był trochę inny ( Ploska w Wielkiej Fatrze ) , ale aktualna pogoda ( duży mróz , a przede wszystkim prognozowany dosyć mocny wiatr ) wymusiły na nas zmianę planów i nie żałujemy . Startujemy z parkingu w Złatnej ok.7,50 przy minus 14 stopniach i zaczynamy podejście w pięknych i baaardzo zimowych okolicznościach przyrody . Im wyżej , tym zimniej , niestety nie ma inwersji . Dochodzimy do dosyć sporej i eksponowanej polany poniżej Hali L. i krajobraz zaczyna kształtować śnieg i wiatr .Niektóre zaspy mają grubo ponad 2 metry . Szron na mojej twarzy to efekt -22 stopni Celcjusza i pizgającego wiatru Na szczęście po jakimś czasie wchodzimy w las , a tam dużo spokojniej , no i zaczyna przebijać się przez chmury słoneczko . W końcu dochodzimy do schroniska , a tam na termometrze przy wejściu tylko -18 . Grzane piwo w środku smakuje wybornie . Godzinny popas , suszenie ciuchów , pogawędki z turystami , skuterowcami i pora się zbierać . Celem naszym jest dojście do najwyższego punktu powyżej nieczynnego wyciągu na Hali L. Teraz już tylko przepinka i jazda w dół . Najpierw wzdłuż wyciągu , a potem wzdłuż linii energetycznej . Zjazd to czysta poezja - super śnieg , jego ilość , nachylenie trasy , no po prostu orgazm . Dojeżdżamy do parkingu i na tym kończymy naszą turę .10 punktów
-
Przez cały czwartek sprawdzając jednocześnie prognozy pogody zastanawiałem się, czy lepiej pojechać w góry w piątek, gdzie temperatura będzie wyższa (ok. -17 stopni) ale wiatr wiejący 5-6 m/s (oraz zachmurzenie), czy też wybrać sobotę-przy niższej temperaturze ok. -24 stopni, ale za to bez wiatru. Postawiałem jednak na z niższą temperaturą, ale bezwietrzną sobotę – wizja jazdy przy takim minusie i dodatkowo podmuchach jakoś do mnie nie przemawiała. Asiek pisała, że w święto 3 Króli korek do Szczyrku był dość duży – stąd pobudka w sobotę o 5 rano i jazda po auto na garaż. Na termometrze u mnie -27 stopni i idąc po samochód, po raz pierwszy było mi naprawdę zimno, gdy miałem na sobie ubraną moją najcieplejszą odzież narciarską. Zastanawiałem się, jak to dzisiaj na stoku damy radę wytrzymać, była myśl, czy aby nie zawrócić – ale nie –dawaj – jedziemy! Wyjazd po 6 z domu, na trasie pusto, postój na poranną kawę i śniadanie i po godz. 8 witam na parkingu w Czyrnej. Aut jeszcze mało, dobra miejscówka na postój, przebranie i do kas. Na początek chodził tylko ten orczyk przy Bieńkuli – prawa jego nitka. Krótszy orczyk z Czyrnej – niby coś tam już nim kręcili, ale bramki wejściowe do niego były jeszcze zamknięte. Jest ok. 08:30, temperatura: -25 stopnie, – dzień wstaje, widoki przepiękne – słońce przyświeca. Udaje się czynnym orczykiem na H. Skrzyczeńską (ślady pod orczykiem ubite), a dalej na Małe Skrzyczne – tu też ładnie ślady przygotowane. Trasa z Małego Skrzycznego na Halę Skrzyczeńską – super (tylko trochę zimno tu na górze :). Z Hali jadę na Czyrną – wpierw na rozgrzewkę 2 i 3 – wszędzie śniegu pod dostatkiem, ale śnieg głównie sztuczny – lodowe grudki chrupią pod nartami. Wciągam się z powrotem orczykiem przy Bieńkuli i teraz czerwona 1 – a ona super! Śniegu trochę mniej (ale bez żadnych wielkich przetarć – i cała trasa pokryta - na pierwszej górce parę trawek wystaje a na głównej – tej najbardziej stromej - też widać może kilka trawek i może parę pojedynczych, niegroźnych, małych kamyczków), ale tu śnieg o wiele lepszy niż na 2 i 3. Jak na tę 1 gwiazdkę na stronie – warunki są naprawdę super . Tu postanawiam jeździć przez dłuższy czas. Po czasie startuje prawa nitka krótszego orczyka z Czyrnej – i na niego się przenoszę, bo do niego jakoś mniej ludzi. Z początku ślady pod nim jakby nie ubite, ale po czasie narciarze sami poubijali właściwy trakt J Jeżdżę po Czyrnej, i w którymś momencie wjeżdżając na krótszym orczyku, będąc już tak w 2/3 wysokości, orczyk staje – wisimy tak przez jakiś czas, czekamy - temperatura – ok. -20 stopni, w dodatku Czyrna-cały czas cień – czekamy, co będzie dalej. Po ok. 10 minutach włączyli lewą nitkę a my dalej wisimy na prawej. Czekając tam tak zmarzłem, że wypiąłem się w końcu i przez drzewka w kierunku 1-ki (później chodziła już tylko lewa nitka). Zjechałem prosto do baru w Czyrnej (był czynny od rana, kibelki czyste, wyposażone – i co ważne – bezpłatne!!!) – i musiałem się rozgrzać, bo zmarzłem dość na tym wyciągu.! Było około południa – postanawiam przeskoczyć na Solisko. Tym razem wjeżdżam orczykiem przy Bieńkuli – chodzą już obydwie jego nitki. No i klops. Cały dzień wjeżdżałem sam i nie było problemu, ale teraz – trafiło mi się na ten stary, krótki, prosty kij pod tyłkiem – w 2 osoby jadąc jest jeszcze w miarę ok – ale teraz nawet nie wiedziałem, kiedy wysunął mi się spod tyłka – gleby żadnej nie zaliczyłem, tylko stanąłem bez orczyka pod dupą na nartach i niestety – dawaj z powrotem w dół. Jeżeli puszczają jeszcze przez ten rok orczyk przy Bieńkuli, to lepiej niech wymienią wszystkie kije na te czarne, długie wygięte – na nich wjazd w pojedynkę nawet na tym bardziej stromym nie sprawia żadnego problemu, a rozmawiałem później z 2 innymi osobami i też mówiły, że na tych starych, komunistycznych krótkich badylach poleciały jadąc w pojedynkę. Ale wciągnąłem się w końcu na Skrzyczeńską – i dalej – Małe Skrzyczne. Dobrze, że nie posłuchałem prognoz synoptyków – sobota: „zachmurzenie całkowite” – poza temperaturą, w tym przypadku na szczęście im się w ogóle nie sprawdziło – przez cały dzień super pogoda – słońce, słońce i jeszcze raz słońce! Decyzja o przeniesieniu się na stronę Soliska – przy tej temperaturze – jak najbardziej trafiona – tu non stop w słoneczku i w ogóle nie czuć żadnego mrozu. Z Małego Skrzycznego jadę do Suchego (niżej nie chce, bo z czasem odcinek Suche-Solisko zazwyczaj jest już porządnie zmęczony). Szczyt Małego Skrzycznego – na początku z lewej stronu jest już dużo wydartego lodu – ale po prawej spokojnie można aż do końca dnia bezpiecznie po śniegu zjechać. A dalej do Hali Skrzyczeńskiej – po prostu tak jak rano – super! Dalej trasą nr 4 – bajka! – dawno nie pamiętam 4 w takim stanie. Na paru odcinkach może trochę grudek sztucznego śniegu, na kilku może trochę lodu, ale na całej długości pokryta śniegiem i jedzie mi się bardzo dobrze, odnoga 4 i 4a również super. Kolejny wjazd – i zjazd tym razem 7-ką – ta też bardzo dobrze się trzyma – jedynie ostatnia górka przed Suchym standardowo obdarta do lodu, ale bywało na niej gorzej. Potem trasa nr 6 – też pięknie! Widać, że napadało śniegu i ośrodek w końcu może pokazać swoje możliwości i warianty tras! Z 6 postanawiam wrócić na 4 – przez las, na przełaj – w pewnym momencie naprawdę było „gęsto” J. 4 jeździ mi się tak super, że teraz tylko szczyt M.S. – Suche – i w tym słoneczku – po prostu miodzio! J Ale w okolicach 13-14 czuję, ze już powoli mam dosyć – siadam na Suchym, kiełbaska, oscypek, i odpoczynek – człowiek trochę wraca do sił. Do końca mojego jeżdżenia – warunki utrzymują się wspaniałe, słońce przyświeca do samego końca, praktycznie bezchmurnie – ani chwili nie żałuję, że pomimo tęgiego mrozu i zapowiadanego „zachmurzenia całkowitego” twardo obstawałem przy tym, że jednak pojadę. Kolejek również żadnych nie odnotowałem – jedynie trochę więcej ludzi atakowało do orczyka przy 7 na Suche-Skrzyczeńska, ale ten od strony 4-ki nie miał żadnych ogonków. Po godz. 15 czuję, że to już chyba ostatnie zjazdy z M.S niebieską 4-ką do Suchego. Po którymś zjeździe, za Halą Skrzyczeńską jednak odpuszczam i kieruję się na łącznik z Czyrną, zgodnie z ujrzanym nagle kierunkowskazem: „trasa nr 2 i 3” – człowiek chciałby jeszcze, ale uda już mnie przestały słuchać – twarde jak pierun – powoli zaczyna robić się to niebezpieczne. Zjeżdżam 2-3 do Czyrnej – tu tak jak rano – dużo sztucznego, grudkowego śniegu plus w dodatku –trasa została już po całym dniu dość poobdzierana, czyli – dużo lodu posypanego sztucznym śniegiem. Ok. 15:45 oddaje karnet i przyglądam się naniesionym na mapkę planom inwestycyjnym TMRu na lata 2017-2018. Na mapce gondolka, kanapa Solisko – Skrzyczeńska oraz kanapa Solisko – Golgota - z zakończeniem tego wyciągu przy dolnej stacji obecnego - nr VI na Julianach. Po całym dniu – udaje się do auta, otwieram samochód (alarm miga, centralny otwiera-myślę sobie – jest ok.), przebieram się, wsiadam do auta, przekręcam kluczyk, kontrolki zapalają się po czym …… - nic więcej – ani nawet odgłosu na milimetr ruszonego rozrusznika – pięknie! Zawsze przy kole zapasowym miałem kable – dźwigam bagażnik – nie ma – zapomniałem, że je wcześniej wyciągałem – sic! – obok mnie stoi dwóch gości z Mysłowic, kurzą cigarety, fajnie po Śląsku godają – swojskie chopy - mówię – zagadam – może oni kable mają – kabli nie mieli, ale zaoferowali się, że spróbujemy na tym parkingu z górki na pych. Trochę lodu na podjeździe – ale dobra – dawaj (oby tylko pasek nie przeskoczył:P) – za drugim razem udało się i dzięki Wam chopy za pomoc, bo tak po całym dniu głodny i zmęczony nie chciałbym tam ślęczeć na tym parkingu. Ale nie tylko ja problem miałem, bo wkrótce pojawił się żółty, mobilny warsztat samochodowy Startera – ludzie wzywali, bo im też aku padły (i po podpięciu się do niego także nie odpalili). Ja poczekałem, aż alternator podładuje mi trochę aku, bo przecież taki głodny do domu nie pojadę – kierunek: karczma w centrum Szczyrku – tu minus dla władz miasta, które wydzierżawiły teren za karczmą, na którym jeszcze nie tak dawno można było za darmo sobie wjechać i zaparkować. Teraz teren ten jest zamknięty, wydzierżawiony komuś, a znalezienie wolnego miejsca wzdłuż ulicy, gdzie głównie leżą pryzmy odgarniętego śniegu graniczy z cudem! W dodatku policja kręci się przy karczmie i poluje, czy ktoś nie łamie zakazu…. Ogólnie to był przepiękny, mroźny słoneczny dzień! Po ostatnich opadach Czyrna-Solisko dopiero pokazała, co tak naprawdę może zaoferować – warunki określiłbym od 4 – 4,5 – 5 – świetnie mi się jeździło! Tylko jedna mała prośba – wprowadźcie w końcu w SONie karnet 6 godzinny! 4 h to trochę za mało, a 8 h – przy takich warunkach do jeżdżenia – ciężko naprawdę wytrzymać J9 punktów
-
9 punktów
-
Kolejny dzień w ulubionej przeze mnie dolinie, wydaje się pogodowo być podobny do wczorajszego, wbrew prognozom pogodowym Bergfexa Po Kaltenbachu postanawiamy odwiedzić kolejny ośrodek w dolinie Zillertal... Na parkingu okazuje się, że słońca dzisiaj jednak nie uraczymy, ale za to będziemy nartować w ośrodku należącym do słonia, czyli? Spotykamy tu Jurka kolegę z alpejskich wojaży, niestety nie pamiętam imienia, ale sporo osób go zna z forum (Jurka nie mogę spytać o imię bo śpi, jak wszyscy poza mną, to nie jest normalne - rano będę się słaniał na nogach, zamiast wstać wypoczęty) Jeżdżą w strojach z logo Arfi Ski. Dzisiaj zdecydowanie cieplej, na górze tylko -22 stopnie i już nie marznę jak wczoraj, wzmógł się za to wiatr nieco. Wczoraj komórka padła mi po godzinie, gopro nagrywało 7 minut, a aparat fotograficzny którego nie ładowałem nigdy na wyjeździe, padł o 12. Jednak inny ośrodek inne warunki, w Arenie dużo mniej śniegu jak w Hochzillertal, co mnie trochę zaskoczyło. Możliwości offpistowych nie było i cały dzień katowaliśmy wyłącznie liczne tutaj trasy. Infrastruktura techniczna dużo starsza niż w Ischgl czy Saalbach, mnie to nie przeszkadza jednak. Ważne, że ludzi dzisiaj zdecydowanie mniej jak wczoraj, zwłaszcza biorąc pod uwagę jazdę tylko po trasach. Trasy oczywiście świetnie przygotowane, dość twardo i bez kamieni, poza trasami śnieg często wywiany. Nasz "bus" w akcji... News dnia i największe zaskoczenie dla mnie! Naczelny offpiściak nie wspominał ani razu o freeride i nie marudził z tego powodu, po prostu szok. Delektował się jazdą po boisku... tu w towarzystwie Jacka Mimo, że śniegu tutaj mniej, zimę jednak widać Zgodnie z tym co zapowiadał Bergfex około 12 zaczyna padać śnieg i jest szansa, że przez kolejne 2 dni będzie można jednak zjechać z tras... Zaliczamy prawie całą Arenę od Zell im Zillertal po Konigsleiten, nie docieramy tylko do Hochkrimmi (tak mi się przynajmniej wydaje, bo tempo jakie narzucił Jurek było delikatnie mówiąc żwawe, nie było czasu na podziwianie natury czy przeglądanie map). Nie obyło się bez nieoczekiwanej (oczekiwanej) przygody. Mieliśmy jeździć do 16. Zaczynaliśmy w Zell im Zillertal więc koło 15 trzeba było się przebić z Isskogel do Ubergangsjoch staruszką, 4 osobową kanapą. Docierając do niej mamy taki widok... Na dachu dwóch gostków coś grzebie przy "maszynowni" i oznajmia nam, że kanapa dzisiaj nie ruszy i mamy stąd spadać. Droga powrotna odcięta, pozostaje nam powrót do Gerlos i do pokonania ponad 20 km ski busem. Mogli, choć wcześniej postawić tablicę informacyjną, bo marnujemy tylko czas na beznadziejnej dojazdówce, zamiast katować jakieś świetne tutejsze trasy. Oczywiście nie wymienię które, ponieważ tradycyjnie wszystkie mi pasują i nie potrafię jakiejś szczególnie wyróżnić. Udaje się nam dotrzeć do Gerlos i szybko złapać ski busa. O 16.20 jesteśmy na parkingu i wygłodniali pędzimy na kwaterę zaglądnąć do garów. Kolejny narciarski (udany) dzień za nami. Wieczorem jeszcze tylko narada, gdzie uderzymy jutro? Pozdrawiam serdecznie. PS JEST 3.10 (niestety nie do Yumy tylko w nocy) czy opłaca się jeszcze kłaść? Wstać muszę o 5.459 punktów
-
Mariusz pojechał z ciekawymi ludźmi na narty,a mi pozostało czekać i tęsknić?. W czwartek wieczorem po wpakowaniu Mariusza do czerwonego busa,wróciłam do domu i pomyślałam,że też wyskoczę w góry....górkiz moim pomysłem przyszedł niespodziewany sms od przyjaciół i propozycja wypadu na górską wyrypę-nie odmówiłam. Spakowałam dużo rzeczy do plecaka,gdyż mamy nocleg w klimatycznym schronisku w G.Bystrzyckich.W sobotę mroźną rano,pakuję się w samochód Mariusza i Moniki, poddając się Ich planom,Po drodze do Dusznik Zdroju, im bliżej gór podziwiamy rosnącą w okolicy pokrywę śnieżną i temperaturę porzucamy auto na Placu Warszawskim w Dusznikach Zdr. .Biegniemy na przystanek Skibus.Minibus dowozi nas do Zieleńca.(5zł. 30min.jazdy) na przystanku Zieleniec Winterpol wysiadamy ,uderza mnie zgiełk narciarskiego szaleństwa. Jest pięknie,słonecznie ,warunki na stokach idealne. Tę fotografię zrobiłam o godz. 11.50.- idealny sztrux. Niestety,nie mamy czasu na nartowanie.Ruszamy ostro spod schroniska Orlica,zaznaczając kolanami własną linię...taki kolanowy Off Piste cdn.8 punktów
-
Dzisiaj padło na Skolnity, 3 godziny od rana w mega mrozie. Ludzi bardzo mało (tradycyjnie), na czerwonej kompletnie pusto. Śniegu dużo, warunki bardzo dobre, jedynie przedostatni zakręt na niebieskiej z lodowymi grudkami. Cały czas zastanawiam się nad fenomenem małej ilości ludzi korzystających z usług tej stacji.8 punktów
-
8 punktów
-
Na weekend miałem zaplanowane szkolenie zimowe w Tatrach. W środę ostateczne pakowanie do plecaka i ciach przychodzi mail ze Szkoły Górskiej: “Bardzo nam przykro ale właśnie zdecydowaliśmy się odwołać najbliższy kurs, decyzja podyktowana jest troską o Wasze bezpieczeństwo. Dzisiaj po południu został ogłoszony 3 (znaczny) stopień zagrożenia lawinowego a prognozowane są dalsze opady śniegu, co w połączeniu z wiatrem i silnym mrozem może uczynić dojście do schroniska naprawdę niebezpiecznym.” I jestem w czarnej dziurze. Koledzy pojechali na wcześniej zaplanowane wyjazdy, a ja skiturowo zostałem sam Musiałem sobie ten brak Tatr jakoś zrekompensować, nie wytrzymałbym całego długiego weekendu bez gór Córce coś, chwilowo mam nadzieję, opadły chęci narciarskie, no i bardzo zimno. Więc wyłączyłem lobbing narciarski w domu. Rozpoznanie terenu i decyzja kierunek Śnieżnik. Ruszam z Wrocławia rano w sobotę, temperatura -13C, dobry znak Po 2h spokojnej jazdy temperatura spadła do magicznego -20C. Droga od Stronia cała w śniegu, jest zima, bardo sroga. Po drodze wystawiam rękę przez okno, żeby zobaczyć jak czuć -20C. Było baaaardzo zimno. Cieszyłem się że w czwartek doszła do mnie kurtka puchowa za 100zł. Chyba jeszcze nie jeździłem nigdy na nartach w tak niskiej temperaturze, pora się sprawdzić. Dojeżdżam do Kletna, czyli celu mojego auta. Patrzę na parking, a tu mamy zakaz wjazdu. Pytam się Pana parkingowego czy skitury łapią się pod biegówki, a Pan po chwili zastanowienia odpowiada: “Możemy podciągnąć”. Na zdjęciu po prawej widać parking płatny za jedyne 15zł za dobę, nieco dalej jest magiczny parking tylko dla sportowców. Wow, co za promocja. Stronie Śląskie-Aktywni Z Natury - takie tutaj mają hasło. Już się lubimy! Na stronie Stronia mamy nawet odpowiednią zakładkę. Dojechałem na parking, wyłączam silnik, ale odwlekam wyjście na zewnątrz. Ubieram buty skiturowe w środku, konfiguruję ubranie na start i smaruję twarz grubą warstwą kremu. Nie ryzykuję, na początek pełna puchówka. Wychodzę na dwór, dajemy rady, da się wytrzymać. Jest mroźno, ale sucho i bezwietrznie. Może pójdę się ogrzać do jaskini, tam jest plus 4. Parking sportowy jest przy takiej charakterystycznej tablicy (zdjęcie jest z powrotu, stąd inna temperatura). Z tego miejsca rusza właśnie trasa biegówkowa. Przy okazji info, wszystkie trasy biegowe (70km) zostały przygotowane w noc sobotnią przez ratraki. Można wbiec na nartach nawet do schroniska pod Śnieżnikiem ! Przypominam sobie, dzisiaj foki, wracam do tematu Ruszam żółtym szlakiem. Najpierw jest to szeroka droga przykryta ubitym śniegiem lekko pod górę. I ta droga prowadzi mnie aż do Jaskini Niedźwiedziej. Gdzieś koło jaskini już widzę ile napadało tego śniegu. Koło jaskini zaczyna się normalny szlak górski, przetarta jest tylko wąska ścieżka w śniegu. Dwie narty akurat w tym śladzie się mieszczą, więc wchodzi się bardzo przyjemnie. Zza drzew wygląda słońce, czuję że temperatura też powoli rośnie. Dochodzę do schroniska, widzę akurat jak ktoś zjeżdża ze szczytu. Jest kilku skiturowców, wcześniej nikogo nie spotkałem. Chyba większość przychodzi z Międzygórza, jest też jedna grupa czeska. Tutaj już mamy otwartą przestrzeń, zimą jest cudownie. Podejście na Śnieżnik w pełnym słońcu. Szlak prowadzi poza lasem. Chyba wchodziłem dość długo, co chwilę się rozglądam i podziwiam widoki, robię zdjęcia. Widoczność niesamowita, rzadkość na Śnieżniku. Tutaj widok na stronę czeską: Turyści tuż przed szczytem. I ja docieram na szczyt Śnieżnika w wysokości 1426m, widać wszystko dookoła. Na zdjęciach Pradziad, Czarna Góra i wiele więcej. Co tam słychać na kopule szczytowej? Skiturowcy szykują się do zjazdu Ja też się przygotowałem, kask pod kapturem, gogle na oczy, jazda. Na samej kopule twardo, puch wywiany. Ale już kilkadziesiąt metrów niżej wspaniały puch. Nie decydowałem się na ostre linie, gdyż ogłoszona była trójka, i byłem sam. Tak że wybierałem raczej bezpieczne miejsca. Zjechałem generalnie w stronę schroniska na wprost. W schronisku odpoczynek, dwie sale do dyspozycji zgłodniałych turystów, ale wszystko zajęte. Turyści piesi, narciarze wąscy i szersi, jak również rakieciarze. Chwila na zjedzenie czegoś i jadę walczyć dalej. W planach zjazdy lasem. Drogę powrotną trochę zmodyfikowałem. Szlak schodzi łagodnie trawersem zbocza w dół, ja w pewnym miejscu pojechałem linią spadku zbocza. Z trasy biegowej która szła po grzbiecie (od schroniska do Żmijowca) "spadłem" prosto w dół na żółty szlak. To by było na tyle. Skończyłem już o 15, ale mróz jednak dał trochę wycisk i większe plany skończyły się na jednym podejściu i jednym zjeździe. W imieniu Stronia Śląskiego zapraszam tutaj również na biegówki. A piesi i skiturowcy nie niszczcie proszę śladów do biegania!7 punktów
-
Nieco przerażony ilością ludzi w Wiśle na długi week, zdecydowałem sprawdzic co nowego w Mostach koło Jablunkowa. Okazało się.... ze nic nowego ;-). No i fajnie, bo obecne wyposażenie bardzo dobrze pasuje do stoku. Dojazd juz lepszy lecz obwodnica Trzynca jeszcze nie gotowa. Po przyjeździe parking nadal darmowy, 4 godz za 320 koron wiec tez nieźle... W ośrodku są 2 trasy -jedna solidnie niebieska, druga czerwona o przyzwoitym nachyleniu. Obsługiwane są przez 2 wyciągi talerzykowe -wyczepiane szybkie Tatrapomy. Ten na niebieskiej to chyba jedyny, który ma 2 załomy/zakrety na swojej trasie.... Widok na dolna cześć niebieskiej Niebieska z góry - widok na Jablonkow. Czerwona z góry -widok na Mosty Jak widać tłumów nie było. .... ;-) Ilość ludzi w sam raz by kolejka ograniczała się do 2-3 osob, a trasy przygotowane równo i twardo. Myślę że to doskonała alternatywa dla Wisły i Istebnej w weekendy. Powrót bez korków. Polecam!7 punktów
-
My byliśmy w Konarach, a Expat po wyspaniu trafił do Bodzentyna Z nart wrócił bardzo zadowolony. Kilka fotek od niego. Dzisiaj działały dwa wyciągi - ten przeniesiony z Telegrafu: Oraz talerzyk, o którym kmarcin napisał, że wyrywa z między nóg... ...tak - to prawda. W każdym bądź razie - szybki jest. Widok na całość trasy i na świętokrzyskie krajobrazy: Do wyciągów umiarkowana liczba narciarzy: Sławna ścigła narta Jak widać w świętokrzyskim działają już wszystkie stoki7 punktów
-
Dzisiaj młody miał lekcję z instruktorem na kieleckim Stadionie, tak że zabrałem też swoje slalomki Salomonki i przez godzinę pozjeżdżałem trochę, żeby nie zamarznąć, choć dziś było eleganckie -8'c. Górka ma 450 metrów długości, jest płaska, nudna, ale bardzo dobra do nauki, a większość narciarzy dzisiaj to uczący się i instruktorzy. Przed stokiem był trochę problem z zaparkowaniem, bo to także miejsce spacerowo-rekreacyjne i bardzo dużo osób było tu w tym celu. A warunki na stoku doskonałe, choć śnieg za szybki nie był. O 13 nawet trochę sztruksu znalazło się. Kolejki do wyciagów małe albo wszystko szło na bieżąco. Na początku chodził jeden talerzyk, ale jak do bramek zaczęło ustawiać się ok. 10 osób, to uruchomiono drugi, po drugiej stronie stoku, który rozładował chwilowe zatory. Pogoda piękna, widok na Kielce też, tylko ten smog był lekko przygnębiający . Godzina szybko zleciała, a dłużej tu jeździć to trochę masochizm. Następne lekcje młodego już na Telegrafie, więc tu pojawię się pewnie dopiero za rok, jak małemu założy się narty na nogi I w takim zdjęciowym skrócie tak to wyglądało:7 punktów
-
Obiecany filmik ze Skitourów,ale... No właśnie, obejrzyjcie... "Ignacy na Skiturach"6 punktów
-
6 punktów
-
Jak się ma już trochę latek i trochę dioptrii do korekcji to trzeba pomyśleć o tym jak jeździć na nartach i dobrze widzieć. Również ma to znaczenie z punktu widzenia bezpieczeństwa. Jest kilka metod. Szkła kontaktowe - nie zaprzyjaźniłem się. Kask z szybą, można jeździć w okularach. No tak, ale ja już mam całkiem fajny kask i gogle też niczego sobie. Trzeba wydać niezłych parę stówek ekstra a do tego do szafy idzie dobry kask i gogle. Zakupiłem ramki wkładane w gogle. Wydatek 50 pln z przesyłką. Idę do optyka, któren wstawia mi szkła z taką samą korekcją jak mam okulary. I co? I teraz to ja mogę za... przepraszam normalnie jeździć. Trzeba oczywiście dokładnie oczyścić zarówno gogle jak i wkładki dobrej jakości ścierką i nie dotykać paluchami. Obawiałem się o parowanie. Występuje tylko na wyciągu jak nie jeżdżę. Po ruszeniu i przewietrzeniu widoczność normalna, Sprawdzone przy -22 gradus. Parowanie można wyeliminować całkowicie przez zakładanie gogli na kask przy podjeździe do wyciągu i ponowne ich zakładanie na ślipka dopiero w momencie startu. Wtedy nic nie paruje i nie ma ryzyka, że para przymarźnie. Cały szpas kosztował 150 pln. Bardzo dobrze wydane pieniądze.5 punktów
-
Koniec Skisafari po rubieżach narciarskiego świata, to ośrodek Konary pod Zamkiem Krzyżtopór w świętokrzyskim. Cudowny dzień, mega piękne okoliczności przyrody! Na pełną relację, opis i wszystkie foty zapraszam do wątku: Na zachętę kilka fotek, również w tym temacie. "Na szabelki" Warunki narciarskie w dniu dzisiejszym? Fantastyczne! Coś takiego można kontemplować tylko w ciszy Pusty stok... 4 użytkowników i piękna świętokrzyska przyroda. Całość trasy narciarskiej w ON Konary: My tu jeszcze kiedyś wrócimy - wypróbować zamkniętą dzisiaj nowo powstałą trasę narciarską... ...i oby było tak jak dzisiaj: Zachęcam do obejrzenia i przeczytania całości z powyższego linka. Pozdrawiam marboru5 punktów
-
Właśnie wróciłem z Skolnity. Karnet 8-10 za 30zł jest miłym akcentem :-) Warunki OK - śniegu dużo... miejsca na parkingu BARDZO dużo... - ludzi o 8 naprawdę garstka... Samochód na parkingu zanotował -24st.C... odczuwalna -26... - po 1,5h dupa na kanapie odmrożona... ps. czy tylko dla mnie mają zbyt małe kanapy? odległość między "podpórka na narty" a rurką nad kolanem - dla mnie zbyt mała nawet na środku, na bokach gdzie mają ograniczniki dla dzieci nie jestem w stanie nawet nart oprzeć...5 punktów
-
Opuszczamy rozhulany narciarsko Zieleniec,udając się w kierunku..."Torfowisk pod Zieleńcem".Udajemy się też z myślą,że przed nami 12km.marszu do Schroniska "Pod Muflonem",bez rakiet śnieżnych no cóż....nie mamy rakiet,ale mamy siebie,kanapki, Herbatkę z prądem,dobry humor,mapy i latarki.Idziemy i....jest po prostu Pięknie. O zmierzchu docieramy do schroniska "Pod Muflonem" Z ulgą siadamy przy stoliku,grzejmy przymarznięte kanapki na grzejniku.iii... piekiełko. Najbardziej wystające części ciała zmarzły...a później pieką...Ałłł. Ale to co było później? Schroniska są pełne niespodzianek. cdn.4 punkty
-
4 punkty
-
Tak naprawdę dopiero dzisiaj w Alpach rozpoczęła się zima, wszystko co było wcześniej w tym sezonie to tylko namiastka zimy. Relacja dzisiejsza opóźni się (nie przez Marboru) ale z przyczyn od nas zależnych (mnie i Wujota) dotarliśmy na kwaterę "już" przed 20. Jak się trochę ogarnę to coś skrobnę, tylko muszę chwilkę odsapnąć.3 punkty
-
Bumerowi o 7 rano było tak dobrze pod kolderka, że ledwo się zwlokl z łóżeczka aby spojrzec na termoment pokazujący -21 , po czym czmychnal tam na powrót.3 punkty
-
Sentyment to mało powiedziane. To mój ulubiony stok. Pamiętam tam czasy wyrwirączki. Był to ośrodek ŚFUP ( Świdnicka Fabryka Urządzeń Przemysłowych). Kawałek dalej obok kościółka był wyciąg Wagony i pierwszy orczyk w Rzeczce, sam orczyk nie był na zwijanej linie, tylko drewnianym sztywnym "drągu" i był pojedynczy. Jak to się fachowo nazywa trzeba dopytać Leitnera. Stok wagonowski był najbardziej stromy, jednak pod koniec lat 70, został rozebrany, a na samej trasie porasta teraz młody las. Kiedy wszędzie królowały jeszcze wyrwirączki, na ŚFUPie założyli orczyk już podwójny, ze zwijanym na sznurku orczykiem. Z tego co pamiętam to chyba był wyprodukowany we własnym zakresie przez ŚFUP. Zamontowano tam jeszcze później jedne z pierwszych w Polsce armatki śnieżne. I teraz nie pamiętam, czy te naśnieżanie wyprodukowane było przez ŚFUP, czy orczyk był własnej produkcji? Może ktoś z forumowiczów pamięta? A w Na Stoku w Sylwestra był mega tłok, tak więc ludzie dopisują i o rzadkim odwiedzaniu przez narciarzy nie ma co mówić. Połowa Wrocławia (ze mną włącznie) nauczyła się jeździć na nartach w Rzeczce, o Czarnej Górze w latach 70-tych nikt jeszcze nie słyszał. A był okres, że więcej narciarzy jeździło w Rzeczce niż w Karpaczu, czy Szklarskiej (choć to tylko przez zakłady pracy, które na jednodniowe wyjazdy autokarowe wybierały właśnie Rzeczkę).3 punkty
-
Klip ze wspominkami z ostatniego dnia pobytu w Krynicy (2 stycznia). Słotwiny Arena z mojego punku widzenia3 punkty
-
Sabat Krajno - 07.01.2017 Plany planami i w dniu dzisiejszym kilka rzeczy uległo zmianie - po pierwsze: ekipa się wykruszyła, po drugie: chęć odwiedzenia stoku w Bodzentynie nie powiodła się - stok uruchomili długo po tym jak tam zajechaliśmy - pojechaliśmy do leżącego nieopodal Krajna. Paulina poszła niestety do pracy na pierwszą zmianę, expat i Gosia postanowili pospać dłużej... A ja? Postanowiłem jechać, tak czy inaczej. Z samego rana kilka esemesów i jest towarzystwo - niektórym na forum, osobiście znany Marek (Bumer - szkoda, że tym razem nie wypaliło). Wyruszamy z Radomia dosyć wcześnie bo o 8:30, termometr w aucie wskazuje -15. Pędzimy krajową 7demką, skręcamy w stronę Suchedniowa i Bodzentyna. Wjeżdżamy do Świętokrzyskiego Parku Krajobrazowego i naszym oczom ukazuje się panorama Gór Świętokrzyskich. Pogoda jest piękna mimo mrozu. Świeci słoneczko a dookoła przepiękne błękitne niebo. Docieramy do Baby Jagi w Bodzentynie i niestety klops - ośrodek dopiero jest ratrakowany, nie ma obsługi, wszystko w powijakach Jesteśmy źli, bo w internecie godzina otwarcia od 9. Trudno - czekać nie zamierzaliśmy i decyzja była szybka - jedziemy do Krajna i Sabatu oddalonego ok 5 kilometrów. Docieramy dosyć szybko mimo tego, że drogi śliskie, białe i pełne litego lodu po nawiewach z pól. Jesteśmy na miejscu - szybko się przebieramy i o punkt 10 na otwarciu jesteśmy przy kasie. W ośrodku witają nas miotły wiedźm świętokrzyskich... Cennik na ten sezon wygląda następująco: Karczma, park linowy i park miniatur wyglądają dzisiaj bombowo. Gdyby nie aż tak niska temperatura można by rzec, że dzisiejszy dzień był idealnym do uprawiania narciarstwa. We wnętrzu tej knajpy czai się egzotyka... Stok wygląda na bardzo dobrze przygotowany - pod butami śnieg w bardzo miły dla ucha sposób skrzypi Jedziemy w górę działającym na początku dnia jednym talerzykiem. Fota dla kochającego tego typu wyciągi Marcina, Leitnera. Rzut oka na dolną stację wraz z zabudowaniami ośrodka: Na górze? Pięknie! Stok idealnie przygotowany - nic, tylko jeździć. Nie jest zbyt twardo - widocznie w nocy było jeszcze śnieżone a ratrak przejechał i wyrównał trasę rano. Na tym płaskim stoku jest to istotne ponieważ trudno tu nabrać prędkości początkowej ze względu na bardzo łagodny początek zjazdu. Odbijamy się kijami, kilka kroków łyżwowych, pozycja zjazdowa - krecha przez 100 metrów i pozostałe 700 metrów tej górki można zjechać kręcąc na krawędziach dosyć przyzwoite slalomy. Pierwsze półtorej godziny jeździmy bez kolejek, a na górce jest bardzo mała liczba narciarzy. Później przybywa ich na tyle, że minutkę trzeba odstać, a na stoku obecnych - mijać jak tyczki w zawodach PŚ. Przeważają uczący się rzemiosła narciarskiego adepci tego sportu. Najstromszy fragment zjazdu wygląda tak: Po godzinie Marek proponuje zawody w zjeździe na krechę - z samej góry, na sam dół. Pojedynek nie tylko zawodników ale również marek narciarskich Podejmuję wyzwanie, czekamy kilka chwil na totalnie wolną przestrzeń i startujemy... Zawody wygrywa? Salomon hahaha, czy posiadacze nart marki Head z charakterystycznym czerwonym kolorem podejmą podobne wyzwanie w przyszłości na którymś ze stoków? Artix, Marcin, może ktoś inny? hahaha zapraszam do rywalizacji! Mija czas a my nadal jeździmy sobie w cieniu Góry, Gór Świętokrzyskich - Łysicy. Jest piękna i nie tak dawno, w porze letniej, robiąc Koronę Gór Polskich miałem olbrzymią przyjemność na nią wejść z Johnnym Narciarzem Zimą, Łysica, z wyciągu narciarskiego w Krajnie wygląda tak: Oprócz klimatu najniższego pasma górskiego w Polsce, można w ośrodku narciarskim Sabat zaobserwować nieistniejące bliźniacze wieże WTC i inne znane na świecie budowle... ...park miniatur znajduje się przy oślej łączce dla uczących się, przy wyciągu taśmowym. Szusujemy dalej. Górna stacja talerzyków z widokiem na Łysicę i jej pasmo: Najostrzejszy fragment trasy zjazdowej widziany z wyciągu: Sprzęt do naśnieżania stoi grupami w kilku miejscach, przy stoku. Dzień mija beztrosko - kolejny ośrodek z długiego weekendu 3 Króli zaliczony! Banan na twarzy jest! Kończymy jazdę, a palce u stóp wołają bardzo wyraźnie: "Do Domu!!!". Pozdrawiamy serdecznie w dniu dzisiejszym, tym razem... Mariusz "marboru" i bezforumowy Marek CDN jutro.3 punkty
-
Coś ostatnio mi odwala, a na psychikę najlepsze narty, wydaje się mi przynajmniej. Obserwowałem ostatnio pogodę i wyszło, że są doliny, w których ostatnio wreszcie solidnie dopadało. Piątek wolny to i czasu trochę więcej na przyjemności. Rano docieramy w wiadomym składzie do jednej z najciekawszych narciarskich dolin - Zillertal. Tak jak myśleliśmy, narciarzy nie brakuje głównie na trasach, przy gondolach i kanapach nie jest źle, a na trasy za często nie zamierzamy zaglądać. Niespodzianką jest spory mróz. Rano na szczytach - 24 stopnie. Nie pamiętam kiedy jeździłem przy takich temperaturach. Muszę przyznać, że ręce, stopy, nogi mi marzły, ale dało się wytrzymać. Jutro ubiorę się odpowiedniej. W pierwszy dzień podjeżdżamy do Hochzillertal- Kaltenbach. Z Kaltenbach jedziemy jeszcze do Hochfugen. Tam zjeżdżamy głównie w okolicach tras 1,2 i 3, bo najwięcej terenów offpiste. A o to nam przecież chodziło. Wreszcie w Alpach zagościła prawdziwa zima. Zjeżdżam w towarzystwie offpiściaków Wujota i JurkaByd Śniegu mnóstwo, ale mi jeździło się ciężko, śnieg jakiś tępy, mało nośny, spodziewałem się, że będę pływał, było jednak zupełnie inaczej i trzeba było mocno zapieprzać. Dostałem dobrą lekcję freeridu. Nie obyło się bez glebowania, kilka razy w kamieniach. Tras praktycznie poza wymienionymi nie pamiętam. Przepraszam, pamiętam ostatnią w Kaltenbachu to 4 i 1 dała mi w kość. Mnóstwo ludzi na nich, do tego odsypy, muldy i lód. Spóźniłem się na zbiórkę 20 min. Na szczęście Jurek był wyrozumiały i zaczekał na mnie i Wujota. Mi zachciało się szukać swojej linii i wpadłem w druty kolczaste, na szczęście tym razem ucierpiały tylko narty... Później trzymałem się offpiściaków i do końca było bez niespodzianek, było pięknie... Zdążyliśmy jeszcze zobaczyć historyczny sukces naszych skoczków- Brawo!!! Pozdrawiam serdecznie.3 punkty
-
Dziś drugi dzień w sezonie, tym razem w Tumlinie, w Świętokrzyskiem, kilkanaście kilometrów od Kielc. Ponieważ rano żona pracowała, pojechaliśmy po południu. Na miejscu byliśmy przed 16. Mróz tylko minus dziesięć , ludzi nie tak dużo - myślałem, że będzie więcej. Prawdopodobnie większa frekwencja była w południe, kiedy świeciło piękne słońce. Karnety weekendowe w rozsądnej cenie, jak na tego typu ośrodek: 2h - 40 zł, 3h - 45 zł, czyli taniej niż w Bałtowie czy na Telegrafie. Zjazd około 500 metrów długości, z czego początek dość fajny, ale końcowe 100 - 150 metrów po płaskim. Warunki - mimo dość późnej pory - niezłe, twardo, w miarę równo, bez większych odsypów, ale śnieg dość tępy, zwłaszcza na wypłaszczeniu. Jeździliśmy dwie godziny, praktycznie od początku cały czas na bieżąco. Po 17 ludzi ubyło, można było - bez obaw - śmigać dużymi zakosami. Wyjazd udany, choć górka doskonale znana i - jak to na nizinach - niespecjalnie wymagająca. Ale na drugi wyjazd w sezonie - może być, zwłaszcza, że moich stronach wyboru nie ma zbyt dużego (Telegraf, Bałtów, urokliwy Kazimierz i długo, długo nic - pozostałe ośrodki jeszcze bardziej płaskie). Minus za to, że w całym ośrodku czynna jest tylko jedna toaleta dla pań i jedna dla panów. Rozpoczęła się rozbudowa gospody (jest już nawet podmurówka), więc pewnie za jakiś czas problem zniknie, ale razie jest jak jest, czyli niespecjalnie... Pozdrawiam.2 punkty
-
Szarpie za du..., to prawda! Kiedyś na V Racy w Dedovke był talerzyk co dawał kopa na starcie niesamowitego. Mój syn nazwał go "rodeo". Kiedyś widzialem jak pewien chłopiec nie chcąc tracić czasu na jedzenie postanowił konsumowac wjeżdżając na górę. Jak go szarplo na starcie to parowa z hot doga mu wypadła. Tak się najadł.2 punkty
-
280 za 2 godz, 300 za 3. Dalej nie patrzyłem. Na stronie są ceny z 2013. Niewiele mniejsze.2 punkty
-
Tak, i wyjedź tu człowieku w pilnych sprawach służbowych? Ja ciężko pracuję, a tu takie wczasy.2 punkty
-
2 punkty
-
2 punkty
-
MarioJ - świetna relacja! Śnieżnik zimą wygląda zdecydowanie lepiej niż latem. Skiturowe forumowe "Lobby" atakuje Oby jak najczęściej - czyta i ogląda się wybornie. Dzięki2 punkty
-
Expat z Gosią się nie wysypał, tylko Expat z Gosią nie są masochistami żeby jak Gestapo zrywać się o 6 rano w niedzielę Biedna Paula. Co do walkowera, to możesz sobie ogłaszać ile chcesz, realnie tylko mgiełkę z końcówek Rosołów byś widział. Salomony są świetne ale do driftu, w dragu Rosoły ze względu na długość robią robotę.2 punkty
-
Salomonki Pośród forumowych Headów to rzakość Fajny filmik - dzięki. Happy! Choć jedna deska, to filmik się świetnie oglądało Impreza na koniec? Chciałoby się dołączyć Dzięki i pozdro.2 punkty
-
z całym szacunkiem leitner, nie pisz bzdur, wyciąg jak najbardziej nówka, firmy Leitner2 punkty
-
Dzisiaj piękne zawody w SL zarówno u Pań, jak i u Panów. Jeśli chodzi o płeć piękną... jeden wniosek: Czy można jechać ze złamaną tyczką między nogami przez półtorej skrętu, jeszcze po niej przejechać, stracić na tym przewagę na ostatnim punkcie pomiaru czasu, a wjeżdżając na metę mieć 0,19 sek na zielono i obronić 1 pozycję po pierwszym przejeździe? Oczywiście, że można - trzeba tylko nazywać się Shiffrin A co do Panów: Fajna jazda Yule, Myhrera, Neureuthera, Hirschera czy Moelgga. Naprawdę. Aż przyjemnie było popatrzeć. Koroshilov też niezły kozak z tym skokiem w drugim przejeździe - czapki z głów, że tak ładnie z tego wyszedł. Ale to wszystko pozostaje bez znaczenia w obliczu jazdy Kristoffersena - 1st run 1 i 2nd run 1... Przy takich warunkach atmosferycznych gość dokłada wszystkim w drugim przejeździe tak okrutnie, że to aż ciężko sobie zobrazować. Cała pierwsza piątka w miarę ciasno, a potem Henio -1,08 ... CYBORG! Pod tym względem dla mnie bardzo udany weekend. Dwoje moich ulubieńców na pierwszych pozycjach - i to po takich przejazdach!2 punkty
-
A to prawda , że teraz to u nas na południu chyba więcej śniegu niż w niejednej stacji alpejskiej . Generalnie śniegu w wyższych partiach Beskidów ( tak od 800-900 m n.p.m. ) jest , myślę , od metra w górę + stary podkład , więc warunki do foczenia i fajnych zjazdów bardzo dobre , a to przecież ,tak naprawdę, początek zimy , więc powinno być coraz lepiej . Przy takim warunie , to na razie jest co robić na miejscu ( Beskidy , Tatry , Mała i Wielka Fatra ) więc Alpy na razie zostawiamy innym . Ps fajnie , że ktoś na forum czyta te nasze skiturowe relacje , bo jest przynajmniej motywacja , żeby pisać2 punkty
-
A ja rozpocząłem sezon narciarski w czwartek i piątek wieczorną jazdą na Śnieżnicy(oficjalna nazwa Kasinaski ale dla mnie zawsze pozostanie Śnieżnicą).Warunki śniegowe bardzo dobre a narciarzy, jak na czas solidnych mrozów ,całkiem sporo.Myślę,że przy starym wyciągu trzeba by było stać w delikatnej kolejce.Jeśli ktoś się zastanawiał czy tak wypasiony wyciąg ma sens na tej górze to wydaje się,że ta frekwencja - niespotykana w tych godzinach w latach ubiegłych-jest odpowiedzią. Osłony na kanapie mają wpływ na frekwencję albowiem nawet przy kilkunastostopniowym mrozie szybka podróż pod górę była komfortowa.Jedyny minus to zamknięta trasa pod wyciągiem .2 punkty
-
Nie ma na nich żadnej struktury więc żaden problem. Poleruj jak lakier samochodowy w zależności od głębokości uszkodzeń. No a na koniec powieś je gdzieś naścienne , usiądź wygodnie w fotelu i wspominaj..... lub oddaj do muzeum2 punkty
-
Andrzej wszystko ok, ale jak z paliwa zacznie wytracać się parafina i zatka ci wszystko w tym filtr paliwa, to nic po super stanie samochodu. Mi 3 lata temu przy -17'c jak wracałem z Radomia do Kielc w okolicach Skarżyska zaczęło zamarzać paliwo. 3 razy po drodze przerywało mi jazdę, ale jakoś dotoczyłem się do garażu. Ze 4 lata temu zatankowałem cały bak niby super hiper najlepszego V-Powera na Sh.., wyjeździłem go trochę... i co? Przy -24'c przejechałem 100 metrów i koniec jazdy. Po spuszczeniu paliwa odlałem trochę do plastikowej butelki i na noc postawiłem na balkonie gdzie było już tylko -18'c. Tak wyglądał filtr i ten cały super V-Power Teraz zatankowałem do obu na S... to co w nazwie ma arktyczne i jest niby do -36'c. Dolałem antyżela i póki co obydwa i zapalają za pierwszym razem bez problemu i co najważniejsze jeżdżą bez problemu2 punkty
-
2 punkty
-
Fantastyczna relacja i cudne zdjęcia. Po co ja wyjechałem z Polski No i dawaj ten filmik bo zaraz jajo zniosę. Teraz to już na pewno nie pójdę już spać.2 punkty
-
W ostatnich dniach w Warszawie spadło kilka centymetrów śniegu. Do tego doszedł przyjemny kilkunastostopniowy mróz. Po sprawdzeniu, że w Lesie Młocińskim są warunki do biegania na nartach, szybko spiknęliśmy się w trzy osoby na wspólne rozpoczęcie biegówkowego sezonu 2017. Na biegówki wybierałem się już w grudniu, ale stłuczone kolano skutecznie pokrzyżowało te plany. Na nartach biegałem ostatnio jakieś cztery lata temu – między innymi dlatego, że w Warszawie nie było warunków do biegania (rok temu przez tydzień leżało 10cm, ale akurat wtedy nie mogłem „poszurać”). Przez te lata zdążyłem niemal wszystko zapomnieć. Oczywiście wcześniej jeździłem tylko klasykiem – łyżwa wydaje się trudniejsza a warunki do jazdy tym stylem też nie są najlepsze. Po ponad godzinnym dojeździe na drugi koniec Warszawy (autobus + metro + autobus) wypożyczam komplet narty + buty + kijki (po wcześniejszej rezerwacji) na dwie godzinki. Koszt takiej zabawy wynosi 45zł. Tanio? Drogo? Na jeden raz w sezonie nie opłaca się kupować nowego kompletu, ale jeśli ktoś planuje przynajmniej 2-3 (to i tak jest mało) biegówkowe wypady, to sensownie jest kupić (nowy albo używany) sprzęt. Komplet biegowy jest dużo tańszy od zjazdowego. Nowe biegówki kosztują 600-700 zł (przynajmniej takie znalazłem w ofertach), za to używany komplet w dobrym stanie kosztuje ok.100-200 zł (można znaleźć nawet poniżej 100 zł). Jeśli powrócą do Warszawy śnieżne zimy (chociaż trzy tygodnie ze śniegiem) będę się zastanawiał nad zakupem biegówek. Dobra, starczy tego opisu. Przejdźmy do właściwej relacji. W lesie nie ma dużo śniegu – jedynie 4-5 cm. Na te kilka centymetrów składa się twardy podkład i świeży puch – mniej więcej po połowie, także warun nie jest najlepszy W wielu miejscach jeździmy po igłach i drobnych gałązkach. Całe szczęście narty do „szurania” nie rysują się tak mocno jak zjazdówki. Zakładamy je i robimy pierwsze kroki. Nasz skład trzyosobowy to Piotrek, Gabriel i ja. Piotrek jest z nas najbardziej doświadczony w bieganiu, więc nieco nam przypomina, co to są biegówki i „z czym to się je”. Na początku szło mi dość topornie – nie mogłem złapać rytmu i, zamiast pięknego klasyku, wychodził jakiś dramat – nieregularne ruchy. Gdy z wąskiej iglastej ścieżki wyjechaliśmy na leśną śnieżną drogę, zacząłem powoli łapać i rytm i z każdym metrem było coraz lepiej. Biegniemy w stronę Łomianek. Po dotarciu do nich robimy małą pętlę i wracamy w części tą samą drogą tak, aby wyrobić się w dwie godziny. Upadki, upadeczki... Zjazd z górki napotkanej na trasie. https://www.youtube.com/watch?v=ILmRaMMc3Ho Przez niewielkie tempo przebiegliśmy tylko 5,5km, jednak z każdym kilometrem biegliśmy coraz szybciej co pokazuje, jakie postępy zrobiliśmy w tym czasie. Jestem z siebie zadowolony, bo nie wywróciłem się ani razu, chociaż czasami niewiele brakowało. Jeśli spadnie trochę śniegu, to zorganizujemy lokalne zawody w biegówkach. Trzeba popularyzować narciarstwo – jeśli, tak jak w Warszawie, nie da się zjazdowego, to chociaż biegowe „szuranie”. Na koniec coś o pogodzie (biegaliśmy od 11:30 do 12:10) – temperatura nie wzrastała powyżej -14 stopni. Mimo tego nie czułem zimna a nawet czasami biegłem z rozpiętą kurtką (miałem bluzę termiczną, zwykłą bluzę i kurtkę). Dzięki temu, że nie wiało, podczas biegu temperatura odczuwalna wynosiła -1. Piotrek: Gabriel: Pierwsze szuranie po latach zaliczone. Mam nadzieję, że nie ostatnie w tym sezonie. Pozdrawiam Marcin2 punkty
-
Darku jak rozumiem wprowadzamy nowe nazewnictwo górskie? Kępki - do 700 m npm Pagórki - do 1300 m npm Górki - do 2500 m npm Góry - do 5000 m npm Górzyska - do 8848 m npm Taki talerzyk jest też w Bodzentynie - rok produkcji chyba 1874? Także w Górach Świętokrzyskim kupa historii Musisz koniecznie odwiedzić! Zapraszamy.2 punkty
-
2 punkty
-
Ano Krzesełko było wyprzęgane i wsiadało się bokiem z odpiętymi nartami które wsadzało się do koszyczka. http://www.lanovky.sk/img.php?id=70282 punkty
-
Drugi dzisiaj odwiedzony ON na Roztoczu - NartRaj w Chrzanowie. Świetne miejsce z mega klimatem! Zapraszam do relacji, obejrzenia wszystkich zdjęć i opisu w moim kąciku pod linkiem: Trasa przy karczmie: Roztoczńsko, narciarski widok z Chrzanowa: Najdłuższy wariant zjazdu jest zarazem najwęższym: Zapraszam raz jeszcze do pełnej relacji.2 punkty







