Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Ranking

  1. przemo_narciarz

    przemo_narciarz

    Użytkownik forum


    • Punkty

      26

    • Liczba zawartości

      2 065


  2. gregor_g4

    gregor_g4

    Użytkownik forum


    • Punkty

      12

    • Liczba zawartości

      1 472


  3. tanova

    tanova

    VIP


    • Punkty

      10

    • Liczba zawartości

      2 774


  4. pawelb91

    pawelb91

    Użytkownik forum


    • Punkty

      9

    • Liczba zawartości

      4 008


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 21.04.2017 uwzględniając wszystkie działy

  1. z tym puchem to ostrożnie nie było ostatecznie na Chopoku opadu jak w polskich Tatrach. Realnie myślę, spadło tam 60-100 cm - coś jak na Pilsku. Ale dużo zrobił wiatr - większość wywiana, przewiana i już sprasowana. Byliśmy 8:30 i ciężko bylo trafić coś nieprzejechanego - wszystko zaorane. Wyglądało tak jakby od wczoraj już nic nie dopadało. Jeździliśmy najwięcej w zonach na Południu - po prawej od gondoli z Kosodreviny - dojazd od kamiennej chaty to slalom miedzy skałami, ale dalej zjazd juz ok i nie rozjezdzone, ale puchu brak Oraz z niebieskiej 34c chyba, ta co idzie granią, w stronę Kosodreviny. Do żlebów się nie wbijaliśmy bo widoczność praktycznie zerowa, podobnie jak nasza znajomość terenu, a od dołu było widać spore nawisy na wejściach. Puch trafiliśmy w lesie po stronie Północnej, ale tam było takie zagęszczenie ludzi, że orali wszystko błyskawicznie. Był to mój pierwszy raz na Chopoku zimą - fajna górka i mocno zabawowa dużo przeszkód terenowych, ciekawe i zróżnicowane ukształtowanie, chętnie tam wróce jak będzie lepiej wyśnieżone. Na trasach bez zastrzeżeń - po tych opadach powinni jeszcze sporo pokręcić Na koniec foto - spotkane 20m od niebieskiej trasy... i niech któryś ekolog mi powie że narciarze i wyciągi płoszą zwierzęta... nawet nie przejęły się moim widokiem:
    8 punktów
  2. To jeszcze raz w temacie puchu na Kasprowym
    7 punktów
  3. Bylo pięknie, warun mega:) pozdrowienia dla Gregora i Aklima krótkie spotkanie ale miło bylo poznać:)
    5 punktów
  4. Wczoraj warunki - bajka, słońce i mróz. Jeździło się super, chyba aż ... za dobrze. Na koniec dnia niestety nie wyrobiłam na zakręcie i wylądowałam poza trasą z rozbitym nosem. Skończyło się niestety na pogotowiu , tak więc ostatni dzień nartowania mam z głowy.
    5 punktów
  5. Dzisiaj południe znowu zwycięskie Super warunki na czarnej jak i obok niej, poza skoszeniem głazu nartami... Świeży przewiany śnieg, dość równo długi czas, górna część we mgle ale później pięknie. Na północy ludu jak na promocji w lidlu Jeden zjazd był na Krupową, ale tam już była ziemia 3 dni temu, więc pod kilkunastoma cm śniegu czyhają miny!
    4 punkty
  6. Serpentyny Zuberec białe! Jedziemy na okolo, droga czarna od Korbielowa jedzie sie dobrze. Nie wiem jak przy samym chopoku bo jeszcze jedziemy. Przejscie w korbielowie
    4 punkty
  7. Port do którego zawijamy po kilku godzinach okazuje się przesympatyczny. Jest prysznic, jest kibelek, jest ładne otoczenie innych jachtów. Można robić plany na kolejne dni.
    4 punkty
  8. To idąc za ciosem opiszę kolejny dzień. Zwłaszcza że będzie to bardzo łatwe. Pogoda miała być fatalna. Śnieg, mgły, wiatr. Postanowiliśmy wykorzystać go na dłuższy rejs na południe fiordu Lyngen. Albo marznę na pokładzie albo jakoś zabijam czas pod.
    4 punkty
  9. @gregor _g4 szkoda że się nie spotkaliśmy ale my dojechaliśmy dopiero na 9:20. Może nastepnym razem ☺. My rozwalcowalismy górkę z ekipą ze skiforum - dzięki panowie za towarzystwo i do niedzieli. Pozdr. Torres
    3 punkty
  10. aaaa bym zapomniał, poza kozicami spotkaliśmy Petrę Vlhovą Była w towarzystwie 2 reprezentantów Słowacji i sporo ludzi trzaskało sobie z nią fotki. My stwierdziliśmy, że damy jej w spokoju pojeździć i cieszyć się wolnym czasem. Karma wraca i spotkaliśmy kozice, które niewzruszone dały się sfotografować - im też nie chcieliśmy przeszkadzać, więc szybkie foto i w dół
    3 punkty
  11. Ja ☺. Bez problemu. Pozdr. Torres P.S warun świetny. Południe zdobyte.
    3 punkty
  12. A tak wyglada na luckach
    3 punkty
  13. Na Krowiarkach tyle śniegu to w środku zimy nie było. Na Babiej warunki trudne szlaki zasypane i zawiane. Pozdrawiam Paweł
    3 punkty
  14. Sprytny Kamil dorzucę jedną fotkę z dnia rejsowego, w tle skaliste zbocza po drugiej stronie fjordu, niż nasz port Lyngseidet, dodam w kontekście obecnego powder day, że w tym jednym dniu Norwegowie ogłosili 4 lawinową ... z powodu deszczu, padało tak do wysokości 200-300m, nasiąknięte strome zbocza były zagrożone, tak że dobrze nam się złożyło, że mogliśmy ten dzień wykorzystać na długie przemieszczenie się, na drugi dzień spadło do 3-ki a później 2-ka ta wioska to był prawdziwy wypas, informacja turystyczna, pensjonaty, poczta, market czynny do 23:00, kościół, wypożczyalnia skuterów, oświetlone trasy biegowe, i to wszystko za kołem podbiegunowym
    3 punkty
  15. Można tylko pozazdrościć tym co dziś pojechali... Pozdrawiam Paweł
    3 punkty
  16. @johnny_narciarz jeżeli naprawdę chcesz się sprawdzić, to spróbuj tutaj: http://www.sellarondahero.com/en/race/sellaronda-hero-marathon
    3 punkty
  17. Jak widać na didaskaliach nie da się długo ciągnąć. Korzystając z tego, że wszedłem w posiadanie zdjęć Mariusza napiszę relację z drugiego dnia. Na początek nasza droga w terenie. Łatwo można tu ocenić przebieg wysokościowy. Zaczęliśmy identycznie jak dzień wcześniej idąc wciętym korytem rzecznym. Dalej droga prowadziła w lewo na rozległą przełączkę. Dzień był smutny, słaba widoczność, chłodno (co widać po ciuchach i nieprzyjemny wiatr) Pierwszy zjazd (który zlokalizujecie na mapie) dostarczył nam trochę niespodziewanych emocji. Patrząc z góry w tych nieciekawych okolicznościach podejmujemy decyzję, że zjedziemy to na fokach (bo dalej jest konkretne podejście). Zjazd okazuje się jednak nad podziw długi a w dodatku całkiem stromy więc jazda z wolną pietą no cóż... serce boli. Piotr, który jako jedyny zdjął foki zalicza pierwszy niespodziewany nawis i też... boli. Na dole jest druga przygoda - stoimy sobie w trójkę i dyskutujemy jaką drogę wybrać. Kusi skrót w prawo. Klisiu robi krok i leci dobre 3 m w dół. Nagle z całą jasnością widzimy brzeg nawisu nad którym stoimy i który w czasie lotu Tomka nagle z ostrością żyletki się zmaterializował. Naprawdę było to zaskakujące. Ale ponieważ delikwent na dole nie tylko jest cały ale jeszcze uchachany to orzekamy wspólnie, że mamy już dwóch fachowców od nawisów i do końca wyjazdu gdziekolwiek sytuacja jest niejasna wzywamy ich na rozpoznanie. Im bliżej naszego celu, który oglądaliście na zdjęciach z łódki tym bardziej duje. Co łatwo zobaczycie na fotach Wiatr jeszcze nie przewraca (więc nie ma 100 km/h) ale jest całkiem zabawnie - z Robertem latamy jak wariaci skacząc i starając się zawisnąć w powietrzu. Reszta patrzy na to z politowaniem ale co mi tam! Zjazd byłby bardzo fajny gdyby lepiej było widać. Pierwotnie dalej nasza droga miała prowadzić wzdłuż wybrzeża fiordu ale nie mam ochoty dymać ładnych paru kilometrów po asfalcie podobne zdanie ma większość grupy i postanawiamy wrócić górami. Zakładamy foki i w drogę. Kamil, Paweł i Robert zjeżdżają do drogi trzymając się pierwotnego planu. Za nasz trud zostajemy nagrodzeni bo na przełączce o której wspominałem jest już tak. Ale przede wszystkim tak Delektujemy się mrocznym pięknem tego krajobrazu - muszę z przykrością stwierdzić, że fota nawet w ułamku nie oddaje tego co tam było. Teraz pora pomyśleć o powrocie. Ponieważ rano, z powodu silnego wiatru, kapitan zaraz po naszym wyjściu (a właściwie należy powiedzieć - po brutalnym wypędzeniu nas na nabrzeże) przeparkował łódkę do portu po drugiej stronie fiordu więc musimy obejść zatokę. Dymanie asfaltem dalej nas nie interesuje więc wspinamy się na zbocze naszej pierwszej norweskiej górki aby dotrzeć na deskach do mostu. Ten zjazd już sobie przepatrzeliśmy dzień wcześniej i wyglądał na bezproblemowy. Byłby pewnie nawet maksymalnie przyjemniacki ale na puch musiał spaść deszczyk (albo po prostu tak się ociepliło) i hamowało okrutnie. Na dole po dniu turów najbardziej czułem palce u stóp. Na moście narty wrzuciliśmy na garba, było pewnie 3 km z buta jeszcze ostatnia fota z tego dnia Ponieważ nie lubię zbyt dobrej pogody (a właściwie to lubię też tę niezbyt oczywistą), tura była całkiem konkretna, widoki nietuzinkowe to uznałem, że jest to drugi najlepszy dzień w Norwegi. Liczę, że Mariusz albo Kamil uzupełnią jeszcze statystyki, może wrzucą nazwę i wysokość "naszej" górki. Pozdro Wiesiek
    3 punkty
  18. Odnotuję w kajeciku i może nawet żonę namówię. Jacek, gdybyś miał info o innych tego typu imprezach, zwłaszcza jakiś wyjątkowych jak nasza Śnieżka czy Bike Adventure, bardzo proszę pisz o tym. Zwłaszcza interesują mnie imprezy typu Uphill z jak największym przewyższeniem. Myślę też o starcie w Ice Strom Bajkał (czy jakoś tak) - 3 dni po zamarzniętym jeziorze i 210 km do pokonania w temperaturach dochodzących do - 30 st... Jeden kolega z teamu był zainteresowany, ale jakoś zapał mu przeszedł... Niestety nie mogę znaleźć najfajniejszego filmiku.
    3 punkty
  19. 18 czerwca, po raz pierwszy, odbędzie się - Dolomites Bike Day. Tydzień później, 25 czerwca, kolejna interesująca impreza rowerowa - Sellaronda Bike Day Kto zamierza się sprawdzić? @johnny_narciarz jedziesz? Więcej informacji znajdziecie na stronie Galeria zdjęć z Sellaronda Bike Day
    2 punkty
  20. No to co? Wychodzimy na Gąsienicową! To jest jakiś kosmos! Majówka będzie wypasiona! Artur, ja jestem w skowronkach! Mój budżet domowy nie koniecznie, ale szarpnąłem się na Sprytną Sezonówkę (na Chopok itp), bo teraz warto!
    2 punkty
  21. WOW! I o takie imprezy mi chodziło! Znowu czerwiec... Gdybym nie miał już zaplanowanego wypadu w Sudety, zmieniłbym kierunek. Dzięki Jacek! Odnotowałem i może spróbuję za rok.
    2 punkty
  22. Jednak puścili od samego rana krzesła B4 na Lukową i niech tak zostanie.
    2 punkty
  23. Na to wygląda Jak by to było fajnie Pozdrawiam
    2 punkty
  24. Widoczność się poprawia.
    2 punkty
  25. Dolomites Bike Day Sellaronda Bike Day
    2 punkty
  26. Z przyjemnością. Napisałam Ci wiadomość priv. Przyjeżdżaj, warunki z dnia na dzień coraz lepsze i bardziej zimowe. Temperatury dziś jeszcze niższe, chyba najzimniejszy dzień - maksymalnie -4 w dolinie.Na trasach trochę świeżego śniegu, jeździ się wyśmienicie, można sobie poszaleć do samej 17.00. Jutro i w piątek zapowiadane 11 i 12 godzin słońca przy ujemnych temperaturach. Aż się nie chce wierzyć, że to druga połowa kwietnia!
    2 punkty
  27. Mała szansa aby ktoś z nas podjął się regularnej relacji z naszej tegorocznej wyprawy do Norwegii. Po prostu zbyt wiele się działo - wrażeń wystarczyłoby spokojnie na 3 "standardowe", bardzo udane, tury. Rozpocznę wątek omawiając jakieś wybrane aspekty a być może koledzy pociągną go w sobie znane obszary. Decyzję o skiturach w Norwegi zapadła mniej więcej w w czerwcu zeszłego roku. Od początku przyjęliśmy, że wynajmiemy jacht z kapitanem a cała strona narciarska będzie w naszej gestii. Przy takiej formule wychodziło to bardzo obiecująco finansowo i znalezienie quorum ograniczyło się do paru telefonów. W sierpniu zarezerwowaliśmy wstępnie termin rejsu (aby nikt nas nie ubiegł). Ze względu na dużą odległość i związane z tym koszty miało to być 11 dni (1-11.04) co dawało 9 dni na akcje górskie. W październiku podpisaliśmy.umowę z armatorem, zebraliśmy kasę od uczestników i poszły pierwsze zaliczki. Loty, nadspodziewanie tanio, wykupiliśmy też chyba w październiku. W zasadzie oznaczało to organizacyjne zamknięcie tematu - istotne co zostało to rozpoznanie topograficzno-narciarskie regionu i aprowizacja. I było na to pól roku. Na zdjęciu w pierwszym planie - "nasz" jacht. cdn Pozdro Wiesiek
    1 punkt
  28. Trasy są dobrze przygotowane, dzisiaj nawet w mgle sie niezle jezdzilo... choc mgła to najgorsza rzecz na nartach.
    1 punkt
  29. Spora grupa - około 50 osób albo i więcej - kupiła tą sezonówkę , więc myślę , że nie będzie problemu z dołączenie do którejś z ekip.
    1 punkt
  30. Maciek, cos negatywnie patrzysz na tego Kasprusia
    1 punkt
  31. Ten zjazd na fokach był mocno zaskakujący. Nie wypatrzyłem go wcześniej na mapie. Z tego co pamiętam Major też zdjął foki. Ja tego dnia wziąłem splita. To mój pierwszy sezon więc nie jestem jeszcze biegły. Widząc że inni nie zdejmują fok wpadłem na szalony pomysł żeby zrobić tak samo. Zjazd na desce z fokami jednak nie zaskoczył i foki wylądowały pod kurtką. Wiesia i reszty wariant powrotny dużo lepszy. Ten zjazd do drogi to nie był żaden zjazd tylko dymanie po stoku lekko nachylonym w dół. Musiałem deskę jeszcze raz przestawiać na chodzenie :(. Zjazd ze szczytu też mnie jakoś nie zachwycił. Dla mnie kolejne dni były dużo lepsze
    1 punkt
  32. Zdjęcie na okładkę Żagli - rejs roku. Panowie Szacunek.
    1 punkt
  33. Normalnie klęska urodzaju i to w dosłownym słowa znaczeniu. Do poniedziałku na KW ma jeszcze dosypać 70 cm śniegu. Pewnie ogłoszą "6" stopień zagrożenia lawinowego. Czyli lawiny zap..rdalają do góry:)
    1 punkt
  34. O ile dobrze pamiętam to chyba w 2009 albo jakoś wcześniej było tak że śniegu było dużo i w weekend majowy śmigały wyciągi, później był przegląd a po przeglądzie pod koniec maja chodziła jeszcze Gąsienicowa Kto za powtórką?
    1 punkt
  35. Ponieważ nie mogłam zapisać edycji poprzedniego posta, to jeszcze raz: Mottolino trzyma się dzielnie, jest więcej śniegu i warunki o niebo lepsze niż na Carosello - nawet na trasie do Teoli i do dolnej stacji gondoli. Zdjęcie nr jeden jest wczoraj, z widokiem ze Spondy. Wczoraj jedynie stoki przy wyciągu do Trepalle już ok. 10.00 były miękkie i zmuldzone, a do tego licznie uczęszczane przez szkółki. Dziś rano postanowiliśmy wrócić na Carosello i objechać jeszcze kilka nie zwiedzonych tras. Niestety ledwie wjechaliśmy na stację pośrednią gondoli, zamknięto górny odcinek z powodu porywistego wiatru. Gondole co chwila stawały, ruszały w ślimaczym tempie i znów stawały. Tak więc, Zbyszku, niestety nie dotarłam na Federię. Chcieliśmy krzesełkami przetransferować się na Tagliede i Costaccię - udało się wjechać tylko na Blessacię I w przeszywającym, lodowatym wietrze i zamknięto całą górę - wszystkie krzesełka oraz wkrótce Carosello 3000 na całej długości. Zjechaliśmy jeszcze na dół i skibusem pojechaliśmy na Tagliede-Costaccię, przejechać się trasami wzdłuż gondoli do doliny. Trasy oblodzone, ale jeszcze w miarę, na dole już jednak liczne przetarcia, dziury i kamole. Trochę nam się znudziło jeździć w kółko, więc przenieśliśmy się znów na Mottolino. Przy okazji odkryliśmy bardzo fajną knajpkę przy dolnej stacji gondolki - bardzo polecam. Nazywa się Golloseria Galli, jedzonko pyszne i jak domowe u włoskiej mammy, a ceny przystępne. Na pewno tam jeszcze zajrzymy . Ludzi mało w porównaniu z dniem wczorajszym. Bardzo wiele osób porezygnowało z powodu wiatru i wróciło do domu. Ich strata, bo warunki były rewelacyjne! Drugie zdjęcie to traska do Trepalle, która wczoraj była zatłoczona i zmuldzona, a dziś - sami popatrzcie jak wyglądała ok. 14.00! Cud-miód! W snowparku uwija się kopara i usypuje jakąś gigantyczną skocznię. Śnieg na stokach jak w styczniu, do 17.00 - twardo, a wierzchem świeży puszek, jedynie czarna trasa do Teoli bardzo oblodzona. Niestety z powodu wiatru po południu zamknięto krzesełka na Monte della Neve, ale i tak pozostałe puściutkie i fantastyczne trasy wynagradzały nam poranny falstart. No i krajobrazy na Mottolino bardziej urozmaicone - trochę stoków w lesie, trochę odsłoniętych na grani, trasy o zróżnicowanym nachyleniu, niektóre długie i pozakręcane, jakiś tunelik pod drogą. Fajnie. Do końca dnia nad Carosello kłębiły się czarne chmury i zadymki, a my sobie jeździliśmy w mroźnym słoneczku. Czegóż więcej potrzeba do szczęścia?! Pozdrawiam w zimowym outficie !
    1 punkt
  36. Dziękuję za troskę . Relacja się trochę odwlokła, bo wczoraj dopadła mnie trochę chyba choroba wysokościowa i popołudnie spędziłam w łóźku z niezbyt dobrym samopoczuciem. Ale już jest ok, więc nadrabiam zaległości: Do Livigno wróciła zima i to taka porządna - z mrozem, wiatrem z północy, a nawet świeżym śniegiem. Mottolino trzyma się dzielnie, jest więcej śniegu i warunki o niebo lepsze - nawet na trasie do Teoli i do dolnej stacji gondol
    1 punkt
  37. Proszę A droga, którą trzeba przejść, Przez najtrudniejsze ścieżki wiedzie. Chciej morzu podarować wiersz, Chciej morzu podarować wiersz, Ostatni wiersz, ostatni..
    1 punkt
  38. Na przyszły sezon 2017/2018 planujemy kupno 2 karnetów sezonowych. 1) Jak już wcześniej wspomniałem na forum po raz drugi z rzędu pojawiła się mega oferta na karnet sezonowy w szwajcarskim SAAS FEE koło Zermatt - od tego sezonu skipass obejmuje również 2 pozostałe ośrodki w dolinie Saastal - na ten karnet trzeba się zapisać na stronie : http://www.saas-fee.ch/de/wintercard/ Kosztuje on TYLKO 222 CHF czyli ok.205 euro , czyli taniej niż normalny 4-dniowy skipass na ten ośrodek kupiony w kasie , tak więc opłaca się go zamówić nawet przy 1 wyjeździe w sezonie - wszyscy chętni , którzy chcieliby w przyszłym roku ze mną choć raz zabrać się w to piękne , wysokogórskie szwajcarskie miejsce - proszeni są o zgłoszenie chęci zamówienia tej sezonówki tutaj lub na priva. Dodam tylko , iż w ośrodku tym jest gwarantowany śnieg - górna stacja jest na 3600 mnpm , dolna na 1550 mnpm.Karnet ważny jest od 1.11 do 16.04.Warunkiem powodzenia tej super oferty jest zgłoszenie się minimum 77.777 osób do 23.04 - na razie jest już prawie 20.000 zgłoszeń i mam nadzieję , że ten deal dojdzie do skutku. 2) Jako uzupełnienie i urozmaicenie do powyższej oferty planujemy również nabycie drugiej równie ciekawej sezonówki SUNNY CARD http://www.skisport.com/de/service/sunny-card-bestellung Karnet ten obejmuje 8 austriackich ośrodków położonych w większości blisko Polski - do najbliższego z nich - Hochfichtu , leżącego na granicy czesko-austriackiej , jest tylko 320 km z Kudowy.Odwiedzimy również nasz legendarny Hochkar , gdzie wszystko się zaczęło ;-) a także Otscher, polecany przez Jacka Hinterstoder i Wurzeralm,Kasberg , a także leżący u stóp Grossglocknera freeride'owy Heiligenblut oraz lodowiec Maso Corto we Włoszech.Dzięki temu ostatniemu ośrodkowi , mamy możliwość szusowania ponad 8 miesięcy od początku września do połowy maja.Cena tej sezonówki wynosi w przedsprzedaży do końca października tylko 395 e ( cena tegoroczna ).
    1 punkt
  39. Ponieważ obowiązki biznesowe zaprowadziły mnie do Zurychu, postanowiłem zrezygnować z samolotu na rzecz autka i przedłużyć mój pobyt służbowy o weekend oraz poniedziałek i zostać gdzieś w okolicy na nartach. Rozważałem kilka miejscówek - Laax w Szwajcarii, Silvretta Montafon w Austrii, w końcu padło na Sankt Anton am Arlberg. Parę lat temu byłem w Lech (w 2010 roku), ale wtedy nie przejeżdżaliśmy do Sankt Anton, tylko zostaliśmy po tamtej stronie ośrodka, więc nie znałem tego miejsca.W sumie byłem ciekaw tego miejsca, bo z jednej strony jest to raczej miejsce mało popularne wśród Polaków (pewnie decydują o tym: odległość oraz trochę wyższe ceny), a z drugiej strony mam wielu znajomych z Austrii, którzy uważają, że w Voralbergu jest najlepszy śnieg w Austrii (Sankt Anton leży na granicy Tyrolu i Voralbergu), a sam Sankt Anton ma jedne z najlepszych tras. Od początku było jasne, że: pogoda powinna być bombowa oraz że w okolicy jest sporo osób, bo o kwaterę było niełatwo. Dlatego też w sobotę rano stawiliśmy się już ok. 8:30 pod gondolą Galzigbahn. Nagrodą był sztruksik i puste trasy - tutaj zdjęcia z Galzig oraz Rendla (z poniedziałku): Ośrodek jest fantastyczny. Dodatkowo mieliśmy szczęście i do pogody i do śniegu. Trasy były twarde i nie puszczały. Śniegu było w bród. Podawali, że na Gampen leży go ok. 270 cm. Tutaj kilka ujęć z różnych miejsc ośrodka: Jedyną niedogodnością były momentami kolejki do wyciągów, ale z tego powodu uciekliśmy na trasy ponad Stuben, gdzie pewną uciążliwością są co prawda stare dwuosobowe krzesła, ale plusem absolutny brak kolejek oraz bardzo fajne trasy: W poniedziałek mieliśmy czas na jazdę jedynie do 14-tej, ponieważ postanowiliśmy że chcemy do północy dojechać do Krakowa, a to w końcu ok. 1050 km z Sankt Anton. Dlatego też na poniedziałek zostawiliśmy sobie część ośrodka o nazwie Rendl. Na Rendlu może nie ma zbyt wielu tras, ale po pierwsze nie ma ludzi, po drugie te które są, są absolutnie rewelacyjne. Zwłaszcza czarna trasa wzdłuż 6-cio osobowego krzesła, to była absolutna bomba: Z innych atrakcji polecam wyjazd kolejka na szczyt o nazwie Valluga (bodaj 2811 mnpm). Atrakcja przypomina trochę wyjazd na Łomnicki Szczyt. Najpierw jedzie z Galzig dużym wagonikiem (trochę jak na Kasprowy) o nazwie Valluga I na miejsce z którego jest trasa narciarska na dół. Natomiast wyżej na szczyt można dostać się starym 6-cio osobowym wagonikiem Valluga II, gdzie jest jedynie taras widokowy, natomiast nie ma już tras narciarskich. Widoki zapierają dech w piersiach i mimo, że nie ma tam tras to warto choć raz skorzystać z atrakcji wyciągnięcia się na samą górę Valluga: Suma sumarum. Wyjazd i sam ośrodek oceniam możliwie najwyżej. Jedynymi minusami były momentami kolejki do wyciągów (ale daliśmy z tym sobie radę uciekając na Rendl i do Stuben) i fakt, że ośrodek jest z tych droższych. Odczuwa się to płacąc te parę EUR więcej za kwaterę oraz skipass. Można narzekać, że infrastruktura wyciągowa nie jest na takim top poziomie jak np. w Kitzbuhel, czy Obertauern. Faktem jest, że w ośrodku zostało jeszcze trochę krzeseł starych typu 2-osobowe krzesła na Stuben, czy kilka na Rendlu albo 3-osobowe na Schindlerspitze, ale z drugiej stronie są funkel nówki kolejki na wypasie, typu Galzigbahn (moim zdaniem majstersztyk), czy gondola na Rendl z kompleksem restauracyjnym. Jest więc spory mix krzeseł, które już się rzadko widzi z rzeczami nowymi, które z kolei zrobiono na mega wypasie. Można także przyczepić się do tego, że Sankt Anton nie jest połączone z Lech/Zurs. Faktem jest, że skipass obejmuje bodaj 340 km tras z czego w Sankt Anton jest "zaledwie" ok . 120 km (jeżeli dobrze pamiętam). My byliśmy raptem 3 dni i w sumie nie przejeździliśmy wszystkiego w Sankt Anton. Dla tych którzy chcieliby w pełni wykorzystać możliwości ski-passu pozostaje przejazd autem albo ski busem, choć ten jeżeli dobrze to zrozumiałem jest płatny pomiędzy Sankt Anton a Lech/Zurs. Te minusy nie powinny jednak przesłaniać tego, że w Sankt Anton są absolutnie bombowe trasy i być może najlepszy śnieg w Austrii. Jak porównuje to z widokami z Zillertal, gdzie na dole już wiosna, to tutaj na pewno jest go więcej. Do Krakowa dojechaliśmy w 9h z dwoma krótkimi postojami na siku i Leberkasesemmel na stacji OMV za Wiedniem, więc też się da przeżyć.Ahha - może na końcu warto wspomnieć, że Sankt Anton jest bardzo popularny pośród freeride'owców. Rzeczywiście widzi się wiele osób w Piepsami i innymi Ortovoxami. To nie moja bajka, więc trudno mi coś więcej na ten temat powiedzieć oprócz tego, że sporo osób oddających się jeździe poza wyznaczonymi trasami się w tym ośrodku widzi.
    1 punkt
  40. Ośrodek czynny do bodaj 26 kwietnia. Śniegu na pewno jest tyle, że z początkiem kwietnie nie obawiałbym się o warunki.
    1 punkt
  41. Dzięki,fajna relacja,zachęcająca do odwiedzenia tych stron Widać że zima tam nie odpuszcza PS.Nie wiesz czasem czy początkiem kwietnia tam wszystko jeszcze hula
    1 punkt
  42. Eee,szczerze mówiąc może zbałamucę moje dziewczyny na jakąś jedniodniówkę w Alpy : no co trza by podtrzymać kiełkującą tradycję :tongue:
    1 punkt
  43. Ooo tego to nie wiedziałam :biggrin:
    1 punkt
  44. Ale może ktoś czyta i może być zazdrosny ::stupid:
    1 punkt
  45. Dobrze że się poprawiłeś z tym slalomem :stupid:
    1 punkt
  46. Fajnie było :smile: Byle więcej takich spotkań w większym gronie wariatów-furjatów białego :tongue: Ps,fotek z żarciem nie musisz wrzucać już są :biggrin:
    1 punkt
  47. W weekendy jest jeszcze sporo ludzi. Jak ktoś ma możliwość to najlepiej Kotelnicę odwiedzić w tygodniu.
    1 punkt
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...