Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Ranking

  1. johnny_narciarz

    • Punkty

      28

    • Liczba zawartości

      8 428


  2. surfing

    surfing

    Użytkownik forum


    • Punkty

      19

    • Liczba zawartości

      4 038


  3. marcinn

    marcinn

    VIP


    • Punkty

      11

    • Liczba zawartości

      5 316


  4. keisyzrk

    keisyzrk

    Użytkownik forum


    • Punkty

      4

    • Liczba zawartości

      669


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 19.10.2017 uwzględniając wszystkie działy

  1. Z Hali Skrzyczeńskiej schodziłem trasą nr.3 niebieską Szczyrkowską, prace wykończeniowe trwają na samym dole, a sama trasa robi wrażenie niesamowicie szerokiej. Oprócz inwestycji TMR w Szczyrku buduje się mnóstwo pensjonatów, a co 5 auto to ciężarówka.
    12 punktów
  2. To ja dorzucę od dołu... Wyciąg na Jaworzynę Budowa Gondoli Ze składowali tu też krzesełka Na Solisku w stronę Hali Skrzeczeńskiej Na Golgotę Nowa trasa omijająca Golgotę Pośrednie, naśnieżanie Taki tam spacerek
    9 punktów
  3. Wracając do tematu byłem dziś na placu budowy Szczyrk, ludzi więcej niż w poprzednie lata w czasie wakacji. Kanapa na Skrzyczne frekwencja taka że chodzi non stop. Hala Skrzyczeńska wygląda na to że trwają wewnętrzne odbiory zbiornika. Na małe Skrzyczne raczej tej zimy nie pojeździmy.
    7 punktów
  4. Żeby sobie uzmysłowić jaki to wielki zbiornik polecam poniższe zdjęcie, również z FB narty.pl, gdzie dla skali są ludzie.
    4 punkty
  5. 4 punkty
  6. A ja mam z Katowic ciut więcej i chętnie wsiadłbym w butach narciarskich na stacji w Kacach, wyszedł w tychże butach na stacji "w okolicy Szczyrku" za godzinke i podjechal busem pod wyciąg. Tylko nie dwie godziny a godzinę + bus. Wstaję o 6stej, 6:50 zostawiam samochod na parkingu, o siódmej odjeżdżam z Katowic i przed 9tą jestem na stoku. A gdyby był WARS doczepiany i można by zjeść jeszcze jajecznice (+piwko hehehe). Marzenie. Naprawdę lubicie siedzieć w korkach w puszce?
    3 punkty
  7. To wiązania mamy odhaczone, a co z nartami. Bardzo ciekawa rzecz się stała. Narty spuchły, nabrały wagi. Chodzi konkretnie o kolekcję Dynafita, która uległa rewolucji. Nie ma już fajnych nazw odszczytowych typu Manaslu, Cho You, Nanga Parbat, teraz mamy Speed, Tour i Beast i wszystko jednokolorowe. Mi jakoś badziej podchodziła stara linia, szczególnie ładne grafiki. Moja narta Nanga Parbat waży niecałe 1100g w długości 170cm. Szukam w nowej kolekcji czegoś zbliżonego i ni huhu. Jeśli wezmę Tour 82 to mamy 1300g, więc 200 więcej. Model Speedfit 84 ma 1250g i 3 cm krótszy. Nastąpił odwrót od odchudzania i narty nabrały 200-300g więcej. Interesujące. Być może to 1300g to jest dobry kompromis na standardową nartę skiturową o dobrych właściwościach jezdnych (może lepszych niż lekka Nanga). Jeśli chcecie coś lekkiego i markowego, to czatujcie na wyprzedaże starych modeli Dynafita. Co ciekawego w innych stajniach? Majesty do linii karbonowej (Fox, Warewolf) dodał trzeci model Supernova, szerokość 103 i waga 1750g dla długośc 177cm. Dość ciężkie, ale wg zapewnień producenta mają jeździć jak rasowe narty freeride z metalem. Jeśli ma być skitur to do wyboru dwa węższe modele. Wspomnijmy jeszcze o Bargielu, który obecnie ujeżdża zestaw: Salomon MTN Explorer 88 (narta dość lekka i dość droga) mamy 1200g + wiązania Salomon MTN 300g. Z innych marek warto zwrócić uwagę na Elan, który rozwija ciągle narty skiturowe. Ostatnio dostał nagrodę ISPO za model IBEX 84 CARBON XLT. Jak ktoś ma dojście do dystrybutora, to ceny są rozsądne. Na wildsnow recenzja pozytywna. No i to jest odpowiednia waga: 1120g.
    3 punkty
  8. Zgadnij dlaczego..... :-) Bo żyjemy w społeczeństwie, w którym z samochodów wycina się katalizatory, filtry DPF, śmieci wyrzuca do lasu albo pobliskiej rzeki, do której przy okazji można opróżnić szambo i pewnie długo by jeszcze wymieniać. Pozdrawiam z Krakowa, gdzie aktualnie mamy super powietrze - norma pyłu zawieszonego przekroczona jest mniej niż dwukrotnie, co w tym mieście uważane jest za niebywały sukces...
    2 punkty
  9. Nie wiem, musiało by mi chyba nieźle odwalić żeby na narty jechać pociągiem mając do szczyrku 40 km
    2 punkty
  10. Rafał, bo rowerami zacząłem się zajmować hmm... zawodowo, a narty dalej pozostają przede wszystkim pasją. W sumie to zawsze było jedno i drugie, choć z przewaga na narty. Teraz muszę jakoś godzić jedno i drugie... Również pozdrawiam.
    2 punkty
  11. Czyli już nie johnny_narciarz, tylko johnny_kolarz?!.... Pozdrawiam, bardzo ambitne plany, uważaj tylko na zdrowie.
    2 punkty
  12. Dzięki Mariusz! Pasja narciarska nie zniknie, trochę jedynie zmieniły się priorytety na najbliższe lata, ale z nart nie rezygnuję! Już 4 listopada spotykamy się na BSA! Również pozdrawiam.
    2 punkty
  13. Miałem już nie otwierać nowych tematów rowerowych, ale ta letnia aura... Miała być najpierw relacja z Bike Adventure, ale tą napiszę, jak będę miał więcej czasu. Bałtyk-Bieszczady Tour, czyli przejechać rowerem 1008 km non stop! Wszystko to w limicie czasu 72 godzin... To moje następne wyzwanie, jakiego chcę się podjąć. Pamiętam, jak przejechałem ponad 320 km w zeszłym roku i wtedy ktoś mi puścił link do bloga, gdzie gość opisywał Maraton Rowerowy Dookoła Polski, czyli 3130 km wzdłuż granic i wybrzeża Polski w limicie 10 dni (dób). Wtedy zaśmiałem się pod nosem i pomyślałem: "wiem, że są mocarze na świecie, ale ja tylko chciałem raz przejechać ponad 300 km...". Ale coś zakiełkowało i postanowiłem spróbować swoich sił. Droga do celu będzie długa, bo najbliższa edycja odbędzie się za 4 lata. Ale nie tak łatwo! Najpierw trzeba się zakwalifikować. A to długa i kręta droga. W przyszłym roku docelowo chcę zaliczyć Bałtyk-Bieszczady Tour, ale żeby mnie tam dopuścili, muszę się zakwalifikować... Tak więc na przełomie kwietnia i maja wystartuję w moim pierwszym ultramaratonie "Piękny Wschód", czyli do przejechania 511 km w limicie 24 godzin. Jak to się uda, będę miał otwartą drogę do BBT. To z kolei da mi kwalifikację do GRMDP (Górski Maraton Rowerowy Dookoła Polski), czyli ponad 1100 km ze wschodu na zachód po naszych górach w limicie 5 dni. Daje też kwalifikację do najtrudniejszego ultramaraton w PL: Rowerowy Maraton Dookoła Polski". |Ale warto najpierw zaliczyć część górską, żeby poznać najtrudniejszą część głównego celu. Mam nadzieję, że nie zagmatfałem tego za bardzo... Będę pod tym wątkiem opisywał co ciekawsze wyprawy w ramach treningu. Pierwsze dwie juz odbyłem - jedna miesiąc temu, 200 km w możliwie dobrym tempie (średnia ponad 23 km/h, gdzie połowa trasy to szutry) , druga w ostatnią niedzielę i również ponad 200 km, ale tym razem w nieco innym charakterze. Bardziej rekreacyjna wyprawa, choć długa, na ciężkim rowerze i sporo po górach. Trzeba przetrenować ekwipunek, sposób odżywiania, poznać swoje możliwości i słabości. Na tłusto przez 3 kraje - to ostatnia moja wyprawa. Trasa następująca: Bestwina, Goczałkowice Zdrój, J.Goczałkowickie, J.Łąka, Strumień, Zebrzydowice, Cieszyn, Trinec, Jabłonków, Mosty u Jabłonkowa, Świerszczynowiec, Trójstyk od strony słowackiej, Zwardoń, Węgierska Górka, Żywiec, Bielsko-Biała i domek. Start po ćmoku, powrót również po ćmoku. Zrobione łącznie 206 km. Poranek nad J.Goczałkowickim Można zaplanować trasę... Gdzieś na trasie... Samolot przy "Wiślance" - ten ma opony! Zebrzydowice i taka przystań rowerowa Jeden z Pit Stopów Pierwsza granica w Cieszynie Czeski Cieszyn Zostałem rozpoznany przez kolarza w tle - pozdrawiam. Bike Tower - parking rowerowy Granica nr 2 Trójstyk po stronie słowackiej. Granica nr 3 - Zwardoń. Jechałem dobre 13 godzin. Zrobione 206 km i ponad 1600 m przewyższenia. Wyprawa cudowna i dała mi sporo informacji. Żadnego kryzysu, czy choćby osłabienia. Do końca z przyjemnością. PS. Może ktoś tu już jechał taki ultramaraton, to może coś doradzi?
    1 punkt
  14. Tak, będzie usunięty za rok - podobnie jak reszta wyciągu, który cały czas tam stoi. Na Golgocie stoi tylko jedna podpora KL Wierch Domyślam się, że @surfing pisząc "Na małe Skrzyczne raczej tej zimy nie pojeździmy." miał na myśli dość niebezpiecznie małą odległość wyciągu od zbiornika. Spokojnie - wszystko będzie gotowe na zimę.
    1 punkt
  15. Ja, naturlich - kamerka obowiązkowo!
    1 punkt
  16. Znów pozbieraj wszystko do kamerki
    1 punkt
  17. http://head.pl/konkurs/ znów jest okazja coś wygrać dla znawców lub szczęściarzy
    1 punkt
  18. Trzeba też pamiętać, że korków w Szczyrku w większości nie powodują narciarze kilkudniowi (czyli w większości Warszawiacy), ale narciarze jednodniowi (tudzież kilkugodzinni), czyli w większości są to mieszkańcy Śląska i Podbeskidzia. Dobrze skomunikowana kolej z busami (albo sama kolej?) powinna być realną alternatywą dla podróży samochodem. Rozwiązanie z budową kolei linowej z doliny Zimnika na Skrzyczne byłoby przeznaczone właśnie dla narciarzy jednodniowych oraz tych, którzy mieszkali by w tych okolicach. Narciarze kilkudniowi i tak wybiorą nocleg w Szczyrku. Przykładów miast turystyczno-narciarskich z popularną komunikacją publiczną nie trzeba daleko szukać. Zakopane właśnie otrzymało dofinansowanie na remont dworca PKP i budowę trzypoziomowego parkingu Park & Ride z kilkoma stanowiskami do ładowania samochodów elektrycznych oraz stojakami na rowery. http://www.transport-publiczny.pl/wiadomosci/zakopane-dostanie-blisko-10-mln-zl-na-dworzec-w-listopadzie-przetarg-56584.html Jasiek, też chciałbym, żeby w Szczyrku był luz, ale niestety nie jest to możliwe. Pusto już było.
    1 punkt
  19. Japier..... świat się kończy, Maciek ogranicza narty na rzecz roweru tego by nawet Nostradamus nie przewidział.
    1 punkt
  20. zdecydowanie przesadzacie trochę bardziej to wyjaśnię - dla mnie to wielka róznica czy mam jechac samochodem z dziećmi ( za małymi by uczyć ) z Warszawy 12-14 godzin w Alpy czy 4-5 godzin do Wisły czy Zakopanego jest to przepaść i bardzo ważny argument (grzanie mleka , zmęczenie dzieci itd...) - dlaczego wolę Zakopane lub Wisłę pomijając czas dojazdu (są też inne fajne lokalizacje w pl) ? : a) koszty karnetów - nie ma praktycznie karnetów godzinowych (lub ich zakup jest dyskusyjny) w alpach wiec trzeba by było taniej kupić 2 karnety długo terminowe które kosztują powiedzmy na 6 dni 250 euro *2 daje to sumę 2100 zł dla porównania w polsce godzinowy 2-4 godziny karnet to koszt średnio powiedzmy 60 zł *2 osoby * 6 dni 720 zł ..... różnica kolosalna ponad 1300 zł !!!! Pomijam pomysł jezdzenia na jednym karnecie tego samego dnia - szybko zostanie zablokowany b) stacje narciarskie - porównywanie Alp z Polskimi górkami nie ma sensu ale da się pojezdzić w Polsce W zakopanym: Szymoszkowa , Małe Ciche , Małe Suche, Harenda , Kotelnica , Jurgów , Witów , Rusin, Bachledowa , Kasprowy itd... W Wisle : Czantoria , Szosów , Nowa Osada , Cieńków , Złoty Groń , Szczyrk itd... c) godziny otwarcia stoków w Alpach 8-16 w polsce 8-21 wiec jest czas na to by w ciągu dnia pobyć trochę razem z całą rodziną. d) na nocleg w Polsce wydaję podobe kwoty tylko w polsce w tej samej cenie można mieć zdecydowanie wyższy standart. Za nocleg w Apartamentowcu z sala zabaw i basenem czy pieknym pensjonacie z pełnym wyżywieniem / basenem / sauną wydam max 400 zł a np w Wiśle w Gołębiewskim 600 zł w Austrii apartament / pokój w pensjonacie w sezonie to minimum 100 euro a czesto wiele więcej. e) ceny na stoku / ceny atrakcji - jakiekolwiek wyjście w Austrii na kolację z 3-4 osobową rodziną to minimum 100 euro , wiec głównie po nartach siedzi sie w apartamencie /pensjonacie / knajpy w Wisle czy Krupówki w Zakopcu .... każdy zna ceny może porównac. Prozaiczne ciepłe napoje przy stoku te też wielka przepaść cenowa. f) służba zdrowia vs małe dzieci -dzieci czesto choruja - Austria - jest zawsze wiecej biegania / dzwonienie do ubezpieczyciela, koszty własne przy marnym ubezpieczeniu , czasami długi dojazd itd praktycznie zawsze problemy jezykowe / szukanie aptek itd .... w polsce jest łatwiej , szybciej i taniej. Oczywiście każdy z moich argumentów można w jakiś mniejszy czy większy sposób próbować podważyć .... jednak jestem czestym gościem w Alpach nie jedno widziałem i jezdzenie z dziecmi nie jeżdzącymi jest oczywiście mozliwe ale dla mnie zdecydowanie bez sensu. Podsumowując moich dwóch synów (2,5 i 0,5) jeszcze trochę czasu obejdzie się bez wyjazdów w Alpy Austryjackie czy gdzieś dalej , to nie ma sensu pod względem kosztów jak i całej logistyki wyjazdu. Nauczą się jeżdzić w Polsce a wtedy będą jeżdzić ze mną w Alpy
    1 punkt
  21. Ależ narty będą! Może trochę mniej, ale z tego nie rezygnuję! Browar na Kosodrevinie obowiązkowo!
    1 punkt
  22. 1 punkt
  23. Dzięki! Jakieś wyprawy będą, ale raczej nie w wysokie góry, bo teraz nie poczynię nowych inwestycji narciarskich. Priorytetem będą ultramaratony i trzeba będzie kupić szosę... Odwala mi po czterdziestce...
    1 punkt
  24. Dzięki Mariusz! Czytałem, bo już od jakiegoś czasu realizuję swoją wersję takiego przedsięwzięcia. Niestety czasu mam mało i pewnie to potrwa... Jednak robię to tylko dla siebie i nie wpisałem się do klubu. Pewnymi rzeczami lepiej się nie chwalić, bo można dostać spory mandat... Jak na razie zdobyte skromne 3 szczyty: Skrzyczne, Czupel i Śnieżka. Wejście zimowe na Szczelińca się nie powiodło z powodu oblodzenia. Ale idzie kolejna zima i kolejne zawody w Górach Stołowych...
    1 punkt
  25. Trochę spóźniony filmik ze Śnieżki Wielkie podziękowania dla @marionen za nakręcenie wjazdu na szczyt (i oczywiście niesamowity doping), bo ja miałem źle ustawioną kamerę (wąski kąt widzenia) i nic mi nie wyszło. Uratowałeś filmik!
    1 punkt
  26. Coś cicho w temacie a sezon się zbliża,więc takie cuda dziś do mnie doszły,oczywiście powyprzedażowe W samą porę bo za parę dni będą próbowane wybierz pliki... Kliknij, aby wybrać pliki -Raki race camp 290 -Czekan petzl glacier literlide -Kask mammut rock rider -Czołówka nitecore Hc30 -Harszle dynafit -Julbo colorado spectron4
    1 punkt
  27. Wspomnę o smutniejszym wydarzeniu. Otóż jeden z rowerzystów uderzył w pieszego. Rowerzysta został przewieziony na badania, natomiast pieszego przetransportowano śmigłowcem do szpitala ze złamanym obojczykiem. Teoretycznie tego typu zawody nie są niebezpieczne, ale na Równi pod Śnieżką rozwijamy w okolicach 60 km/h, więc może powinni pomyśleć o jakimś dodatkowym zabezpieczeniu. Resztę trasy jest niemal tylko pod górę, więc zagrożenia nie ma.
    1 punkt
  28. Tytuł tej relacji chyba powinien brzmieć "jak odwala po czterdziestce"... Jeszcze niedawno wypalałem paczkę papierosów dziennie, a podstawową rozrywką w weekend było wędkarstwo. Oczywiście w wersji gruntowej - zarzuć i zapomnij. No chyba, że jakimś cudem coś wzięło, to trzeba było wspiąć się na wyżyny wysiłkowe. Ale zostawmy ten temat. Zmieniłem tryb życia i teraz w czasie poza narciarskim jeżdżę dużo na rowerze. Do tego zainteresowałem się nietypowymi maszynami jak Fat Bike. Nie umknęło to uwadze pewnemu teamowi, zwłaszcza kiedy napisałem im test roweru. No i się zaczęło... Po Fat Bike Race Góry Stołowe, zostałem namówiony na start w Bike Maratonie. Żebym tak choć w jednej edycji z całego cyklu wystartował. Miałem debiutować w Zdzieszowicach, ale ze względu na pogodę ( sypał śnieg ) wolałem udać się na Chopok. Druga szansa przyszła szybko, bo w ten weekend we Wiśle. Pogoda według prognoz miała być piękna, ale im bliżej weekendu, tym była gorsza. Co zrobić, kiedy start już opłacony, a koledzy z teamu nawet numerek startowy mi przysłali. Do tego piękne ubranko firmowe. Na kolejne edycje musiałbym przejechać kawał drogi, więc to była tak naprawdę ostatnia szansa. Umyłem maszynę, przesmarowałem i wydawało się, że jest gotowa. Niestety podczas mysia zauważyłem, że mam urwaną szprychę, która goniła sobie swobodnie i mogłaby narobić szkód. Usunąłem ją i teoretycznie nie ma się czym przejmować. Jednak takie miejsce zawsze jest lekko osłabione i w ekstremalnych warunkach może zawieść. Za to Boss teamu nie zawiódł i załatwił mi serwis, ale niestety panowie szprychy nie mieli. Stwierdzili, że pozostałe 31 powinno mi wystarczyć. Ale cofnijmy się nieco. Niestety nie ma bagażnika rowerowego w aucie i musiałem porozbierać brykę. Rower oczywiście! Pościągałem koła i wszedł. Spakowałem wszystkie niezbędne rzeczy, jak kask czy numerek startowy i heja do Wisły. Pozostało pytanie gdzie zaparkować, bo w centrum wszystko płatne, a samochód dobrze mieć blisko. Wiem! Skolnity! Pod skocznią. Na ten sam pomysł wpadł jeszcze jeden osobnik i nikt więcej. Za to poniżej wszyscy się tłoczyli i szukali miejsca choćby przy drodze. Oto jak przydaje się wiedza narciarska. Powoli powyciągałem rower, poskładałem go uważnie i ruszyłem w miejsce startu. Pogoda w tym czasie średnia - chmury, ale bez deszczu. W sumie to dobrze, bo upał nie jest taki fajny. Spotkałem Bossa teamu, który starował z innego sektora. Krótka pogawędka i czas się rozgrzać. Niestety zimno mi się robi i nawet kilka kilometrów rozgrzewki tego nie zmienia. Do tego wcześniej udaję się na start, żeby być na czele - doświadczenie z Gór Stołowych. Niestety nie dostrzegam Matiego, pewnie ustawił się gdzieś pod koniec. Nie dostrzegam też innego kolegi z teamu, który nie przyznał się, że będzie. Pozostaje włączyć zapis GPS i czekać na swoją kolej. Kiedy ruszyło 6 sektorów, czas na nas, czyli siódmy. Podjeżdżamy na start, odliczanie i go! Początek to rundka przez centrum Wisły, gdzie dopingowały nas tłumy kibiców. Ostatnim razem tak liczne spotkałem na Śnieżce. Peleton zaczyna się rozciągać, a koło mnie przelatuje Mati1981. Nawet mnie nie dostrzegł, ale pewnie też nie widział wcześniej mojego ubranka firmowego. Trasa powoli zaczyna się zwężać i rośnie nachylenie. Staram się oszczędzać siły, bo z góry założyłem, że jadę średni dystans czyli Mega: 46 km i 2000m przewyższenia. Gdyby mi dobrze szło, to rozważałem full opcję tj. Giga: 61 km i 2700m przewyższenia. Niestety nie czuję mocy. Wyraźnie ostatnio za mało treningów. Ale staram się utrzymywać przyzwoite tempo. Gdzieś w środku pierwszego podjazdu wyprzedza mnie kolega z teamu, który właśnie się nie przyznał do udziału. Krótka dyskusja i poszedł mocniej do przodu. "Kurcze, chyba coś za słabo jadę" - pomyślałem. Ale nie zwracam uwagi na innych i realizuje swój plan. Przede wszystkim oszczędzać siły na później. Podjazd się kończy i dojeżdżamy do miejsca gdzie trzeba zdecydować jaki dystans jedziemy. Chwila zawahania i cisnę na Mega/Giga - kolejna decyzja dopiero na 40-tym kilometrze. Trochę jazdy po szczytach, praktycznie bez chwili wytchnienia. Trochę zjazdu i znowu do góry, aż w końcu dojeżdżamy do pierwszego dłuższego zjazdu. Niestety w drugiej jego części bardzo stromo i tu raczej niczego nie nadrobię. Pod jego koniec zsiadam z roweru, tak samo robi 90% zawodników. Jeden ciśnie i nawet daje rady. Ale to był pierwszy pogrom. Kawałek dalej łatają flaki, a jeden osobnik miał nawet ósemkę z obręczy! Widać umiejętności techniczne to nie wszystko. Trzeba też uważać na sprzęt. Jeden flak może zniweczyć wysiłki, jeśli ktoś walczy o każdą sekundę. Ponownie zaczynamy dłuższy podjazd, a następnie jazda góra dół. Czasami wplecione są trudniejsze odcinki w postaci singli, nie koniecznie zjazdowych. Mimo kilku suchych dni, są miejsca, gdzie mnóstwo błota, bo drogą płynie strumyk. No i co z tego, że jest w dół, kiedy rozpędzić za bardzo się nie da? Niemal każdy zjazd obfituję w różne trudności techniczne i za każdym razem kilku kolarzy łatających dętki. Do tego na trasie leży mnóstwo bidonów. Jakby ktoś się przeszedł trasą po zawodach, prawdopodobnie nazbierał by ich co najmniej 50! Dopiero zjazd do Brennej pozwolił na więcej. Ale i tak trzeba było uważać, żeby nie złapać tzw. snejka. Tutaj chwila oddechu, kiedy wjeżdżam na asfaltową drogę. Ale fajnie! Tak równo, prosto, sucho... Sielanka szybko się kończy i od razu zaczyna ostry harpagan. Miejscami trzeba zsiąść z roweru. Ale umiejętność prowadzenia bikea pod górę też w cenie. Tą techniką doganiam wielu zawodników. Oczywiście oni też prowadzą rowery. Po za tym, poniżej pewnej prędkości nie ma sensu jechać! Człowiek szybszy jest pieszo i traci mniej sił. Chyba większość to dostrzegła. Ale ja zaczynam mieć inny problem - tylna przerzutka. Wspomniałem wcześniej, że nie była dobrze wyregulowana, no i w ekstremalnym obciążeniu zaczynała zawodzić. A to nie mogłem zmienić biegu na wyższy bez kombinowania (dwa do góry i jeden wstecz), a to przy redukcji na największą tarczę spadał łańcuch. Tracę przez to sporo czasu, ale jakoś udaje mi się nad tym panować. Po jakimś czasie nie wytrzymuję i robię ekspresową poprawkę, wykręcając linkę. Udało się! Teraz pracuję niemal bez zarzutu! Ale chyba czasem jest blokowana przez błoto. Tego niestety coraz więcej, bo najpierw zaczyna siąpić, a następnie lać! Powstaje kolejny problem - zaparowane okulary. Zastanawiam się nawet, czy ich nie ściągnąć, ale wtedy deszcz wali po oczach. Więc jadę w połowie po omacku, co czasami kończy się najechaniem na jakiś głaz czy inny korzeń. Znowu muszę uważać i nieco zwalniam. Gdzieś chyba w połowie, może nieco po za połową dystansu ponownie sielanka. Długi asfaltowy zjazd. Wreszcie mogę "poszaleć". Ten jednak koczy się zakrętem 90 stopni (zjazd na szuter), schowanym za zakrętem. Ostre hamowanie, oba koła w poślizg, ale udaje się wpasować, choć z lekką stratą. Oczywiście za tym miejscem ponowna wspinaczka, ale dłuższy czas po równiutkim asfalcie. Patrze na czas, na zrobiony dystans i już wiem, że na Giga nie mam szans zdążyć. Do tego czuję się już tak zmęczony, że nie porwałbym się na niego. Wspomnę tu jeszcze o bardzo fajnym technicznym odcinku. Coś w rodzaju singla, ale takiego między skałami - super! Za nim kolejny zjazd i zabawna sytuacja. Otóż cały czas wyprzedzaliśmy się z innym gościem, ale tu dotarliśmy razem. Kolega się zatrzyma, wskazał zjazd i powiedział: "proszę". Wyraźnie na zjazdach bardziej się bał ode mnie i chyba temu te ciągłe przetasowania między nami. Ale w końcu zaczął się ostatni podjazd. Tym razem dość lekki, coś jak na Szyndzielnię czerwony szlak. Łatwo było złapać rytm i powoli do przodu. Tutaj nawet co nieco nadrobiłem. Wyjechaliśmy na szczyt i ponownie jazda góra dół. Przy każdym zjeździe już myślałem, że to będzie ten ostatni, ale ciągle za mgłą ukazywała się kolejna mała górka. Dopiero po 42 km jazdy, wreszcie tylko na dół. Ale tu wpleciono niezbyt długi singiel - trudność średnia, ale w błocie i po korzeniach. Dalej miejscami dość stromy szuter, później asfalt i już byłem pewny, że będzie sielanka. Nie tak szybko! Wpleciono jeszcze kawałeczek singla, który wydawał się mega łatwy, ale właśnie tam trafiłem na korzeń i było ciepło... Dalej już asfaltową drogą do mety. Ale byłem szczęśliwy, kiedy ją mijałem! Wyrypa zakończona! Aż sam w to nie wierzę. Mój czas i miejsce nie powalają - 4.34.51, 340 w generalce,94 w M4. Ale głównym celem było ukończyć zawody i zdobyć doświadczenie. Jestem cały przemoczony i z błota. Rower tak samo. Na szczęście organizatorzy zadbali o myjki i po chwili bryka była jak nowa. Nawet smar z łańcucha i zębatek zszedł! Gorzej z właścicielem. Mogłem co najwyżej wskoczyć do Wisły, ale tam zimno. Udałem się po posiłek, porobiłem jeszcze kilka ujęć, rozejrzałem się za kolegami, ale chyba dawno temu już pojechali. Zarówno z teamu jak i mój imiennik. Jest mi zimno, leje deszcz, więc szybko do samochodu choć trochę się ogrzać. Niestety nie przewidziałem opadu, bo w prognozach go nie było i nie zabrałem niczego ciepłego do ubrania. Zrzuciłem mokre, ubłocone ciuchy i jedyne co mogłem zrobić, żeby jakość znieść temperaturę, to założyć 2 T-shirty. Poszedłem jeszcze na dekorację, którą obserwowało może kilka osób - nic dziwnego patrząc na pogodę - i postanowiłem wracać do domciu. Po zawodach od razu kilka wniosków. Po pierwsze SPD obowiązkowo! Kupiłem przed samymi zawodami, ale koledzy odradzali jak nigdy nie próbowałem. W pół łyse opony to też nie najlepszy pomysł na zawody. Po za tym chyba poszukam innych, lepszych na zjazdy. Przerzutki obowiązkowo muszą być wyregulowane perfekt! Jakakolwiek odchyłka od normy, w ekstremalnej sytuacji zawodzi całkiem. Do tego koniecznie napęd 1x coś tam - 1x12, 1x11, 1x10. Przednia przerzutka, kiedy nie ma czasu, jest bardzo upierdliwa, nawet dobrze wyregulowana. Sztyca pneumatyczna regulowana z kierownicy super sprawa! Bardzo pomaga na zjazdach. Szkoda, że dostałem ją tylko do testu, bo sprawdziła się rewelacyjnie! Mimo małego skoku wynoszącego 65 mm. Może jeszcze o samych zawodach. Organizacja na najwyższym poziomie! Podobnie jak Śnieżka Uphill Race - ten sam organizator. Wszelkie formalności można załatwić przez internet i przyjechać prosto na start. Trasa znakomicie oznakowana i nie tylko chodzi o wskazania kierunku jazdy. Każde trudne miejsce jest oznaczone i w zależności o stopnia - jednym, dwoma lub trzema wykrzyknikami. Tras bardzo urozmaicona. Spotkamy wszystko co można w górach - ostre kamieniste zjazdy, single, odcinki z błotem, jazda między skałami, trudne i łatwe podjazdy, szybkie odcinki asfaltowe, czy nawet odcinki trawiaste. Na mecie czekają już dziewczyny z napojem, a kawałek dalej ciepły posiłek. Jest kilka stanowisk z myjkami ciśnieniowymi, z których skorzystać może każdy. Jest też serwis rowerowy. Nie wiem czy jeszcze będę chciał występować w tego typu zawodach, ale co przejechałem to moje i bardzo się cieszę! Wrażenia niezapomniane, więc pewnie będzie kusić. Ha ha, ale jak się jednak wkręcę, to może kiedyś będzie mi dane potrzymać puchar, a nie tylko oglądać... Pozdrawiam, Johnny
    1 punkt
  29. Andrzej, przede wszystkim bardzo dziękuję za zaproszenie. Raczej to niemożliwe ze względu na inne plany. Niedziela 25.06.2017 startuję w Śnieżka Uphill Race, a kilka dni później - 1-4 lipca - w 4-dniówce w Szklarskiej Porębie i to raczej będzie mój ostatni start w tym roku. Za to w kolejny weekend planuję być u Mariusza (8-9 lipiec), to może gdzieś się spotkamy na małe pifko? Istnieje jeszcze możliwość, jak kasy i czasu starczy, żebym wystartował w Bike Maratonie w Kielcach podczas Bike Expo. Ale to tylko na razie myśl...
    1 punkt
  30. Kilka foci od organizatora - zadbali, żeby było co wspominać! Czyż nie fajna pamiątka? Szkoda, że reszta imprez organizowana jest daleko ode mnie, bo może bym jeszcze pojechał...
    1 punkt
  31. No i jeszcze mój filmik. Bez jakiś efektów specjalnych.
    1 punkt
  32. Andrzej, masz rację. Nie ukrywam, że mnie nieco wciągnęło i kto wie co będzie dalej. Na razie 10 czerwca Magurka Uphill MTB, później Śnieżka Uphill Race i 4-dniówka Bike Adventure... Ale starty kosztują - opłaty, dojazdy, inwestycje w rower. itd.... Jednak satysfakcja jest ogromna, a do tego będą fajne fotki. Już opłaciłem i czekam.
    1 punkt
  33. Znalazłem filmik z trasy Mini i przy okazji przyłapałem gościa na ominięciu singla... Dokładnie między 11.02 a 11.04 min. - widać jak mija znak skrętu w lewo, ale pojechał prosto. Na szczęście singiel był krótki i wracał do tej drogi (to była wspólna część wszystkich dystansów). Wkrótce zmontuję swój.
    1 punkt
  34. Tak to zakończyliśmy nasz powrót z Dolomiti di Brenta Dziś szybkie pakowanko i z samego ranka już decyzja była podjęta że powrót do Polski będzie przez Stubai Na parkingi jesteśmy po 9,po karneciki i hulaj duszo Trzeba uczciwie przyznać że naturalnego śniegu w nadmiarze nigdy dość,nawet poza trasami Prawdziwa zima z dużą ilością śniegu to je to Dojeżdziliśmy się na maksa Na koniec 2 zjazdy łącznikem trasy 7 z góry plus 14 na sam dół,pięknie 10 km jazdy
    1 punkt
  35. 1 punkt
  36. Ostatnie parę dni spędziłem w Schladming w właściwie w SalzburguKtoś mi tu parę dni temu życzył przeskoku z naszych górek do austriackich pagórków :tongue:I tak się stało,z musu :biggrin:Wprawdzie służbowo ale czy to ważne jeśli udało się dziennie nieżle pojeżdzić Tak więc dwa dni jazdy rannej,dwa dni popołudniowej a właściwie południowej Warunki bardzo dobre ,dobre pół meta śnieguLudzi tak sobie ,rano pustkiPogoda też przyzwoita,jeden dzień z opadami śniegu,ale z dobą widocznością, kontrastem
    1 punkt
  37. Przeprowadzić i już zbierać kasę na sprzęt, wyjazdy i inne kaprysy nastolatek (czas szybko leci) :wink:
    1 punkt
  38. Zmuś się,bierz bliżniaczki i na stok Liczy się podwójnie :wink:
    1 punkt
  39. Andrzeju zgadzam się z Tobą w stu procentach Pamiętam Twoją relację z lutego 2014 roku Ps.mifilim mam nadzieję że wyrobisz sobie zdanie za tydzień,oczywiście dobre :biggrin:
    1 punkt
  40. Dobrze widzisz Andrzeju,pamiętam Twoją relacje z lutego z 2014 roku Co do tras z tego regionu zgadzam się w stu procentach
    1 punkt
  41. ...już 14 dni...no proszę Cię :stupid:
    1 punkt
  42. Widzę dolną stację Hofi Express w Haus obok SchladmingDla mnie trasy przy tej kolejce i wyższej Hofi Express II były jedne z najlepszych w rejonie Schladming.Może dlatego, że było na nich najmniej narciarzy, do końca dnia trzymały warunki, może nie najbardziej nachylone, ale szybkie i bezpieczne.Oj budzą się wspomnienia z zeszłej zimy :angel: [ATTACH=CONFIG]25736[/ATTACH]
    1 punkt
  43. Maciek,jestem pewien że wiosna będzie Twoja :smile: PS.Lis leci jeszcze :tongue:
    1 punkt
  44. Spoko nie boję się stromiznm szukam jednolitych stoków żeby pojeździć na krawędziach czysto. Jakie inne trasy są godne uwagi?
    1 punkt
  45. Artix dobrze pisze bo był tam pewnie wiele razy :tongue: Zapomnij o tym ośrodku kiedy masz do okoła otwarte kilkaset innych zdecydowanie lepszych w tym czasie ... pchanie się w marcu na lodowcowe ponad 3 tysiące metrów ... mija sie z celem. Oglądanie filmów marketingowych wypaczających charakter trasy najcześciej kończy się w szpitalu ... ze zrozumieniem polecam ten film od 3:00
    1 punkt
  46. Dzięki znalazłem z tego filmiku nie widać żeby była skiturowa chociaż na mapce jest inaczej...
    1 punkt
  47. W sumie nie wiedzieć czemu 9 czerwona a 7 niebieska skoro biegną obok siebie... A co powiesz o 7? Od góry i od wyjścia z kanapy? 9 mega fakt ->
    1 punkt
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...