Ranking
- uwzględniając wszystkie działy
-
Wprowadź datę
-
Cały czas
1 Październik 2007 - 14 Październik 2026
-
Rok
14 Październik 2025 - 14 Październik 2026
-
Miesiąc
14 Wrzesień 2026 - 14 Październik 2026
-
Tydzień
7 Październik 2026 - 14 Październik 2026
-
Dzisiaj
14 Październik 2026
-
Wprowadź datę
29.04.2018 - 29.04.2018
-
Cały czas
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 29.04.2018 uwzględniając wszystkie działy
-
Było kosmicznie, genialnie. Brak mi słów... centralnie zlokalizowana scena to najlepsze co może trafić się na koncercie. Wszedłem na arenę godzinę po otwarciu bramek i stałem w zasadzie przy barierkach. Wiadomo co znaczy dla fana mieć idola na wyciągniecie ręki w zasadzie. Zagrali wspaniały koncert... długo będę go pamiętał. Na koniec udało mi się złapać super pamiątkę7 punktów
-
Spoko, spoko w końcu dojrzałem do tego, że przez najbliższe lata mogę poruszać się tylko z górki. W Dolomitach chyba nie jest płasko. A wracając do tematu na H. S. na razie błogi spokój choć gondola chodzi. Może nie będzie tak źle. No nic ruszam szukać endorfin przed wyżerką przy grillu. Wysłane z mojego HAMMER_AXE_M_LTE przy użyciu Tapatalka7 punktów
-
Sprawdzić wam te tabliczki znamionowe? Wysłane z mojego HAMMER_AXE_M_LTE przy użyciu Tapatalka6 punktów
-
Choć na Zbójnickiej Kopie brak jeszcze oznak rozpoczęcia robót, to na rozjeździe tras zdjęto już oznaczenia tras 2 i 3 Wysłane z mojego HAMMER_AXE_M_LTE przy użyciu Tapatalka5 punktów
-
4 punkty
-
3 punkty
-
3 punkty
-
Ćwiczenia z piłką wyraźnie mi służą Nareszcie poczułem, że mam mięśnie w operowanej nodze - zakwasy! Robię sobie teraz 3 sesje treningowe, w ciągu dnia, po 25 minut. To zdecydowanie wystarcza. Bardzo powoli ale czuję, że zachodzą pozytywne zmiany. A dzisiaj? Dzisiaj pełen relaks Odpoczynek... Nie pamiętam już kiedy tyle miałem czasu by ten czas aż tak zwolnił... Oczywiście wolelibyśmy gdzieś aktywnie spędzać czas - no ale po naszych kontuzjach obydwoje potrzebujemy ładowania baterii No i systematycznie przeglądam i czytam klasykę komiksu, której ostatnio przybyło nieco w biblioteczce Ciepło, piękna pogoda...aż człowiekowi serce rośnie... Przed słońcem chowam się pod jabłonią... ...w której praca wre i naturalna muzyka wycisza. Jutro rehabilitacja. pozdrawiamy serdecznie marboru i Paula3 punkty
-
Stare czasy... ...na wczorajszym koncercie być nie mogłem A zaskoczyli publikę Dżemem i Wechikułem Czasu3 punkty
-
3 punkty
-
3 punkty
-
Na wstępie bardzo Wam wszystkim dziękuję za kibicowanie i mocne wsparcie. Chyba je czułem podczas jazdy, bo jakoś tak lekko mi się jechało. Na razie parę słów tylko, bo dopiero trochę odespałem co nieco i jakoś koślawo chodzę... Jak w każdych zawodach, zaczynałem powoli szanując siły. Tuż przed moim startem zerwał sie silny wiatr, aż im barierki poprzewracałao. Od razu pomyślałem: "acha, pierwszą atrakcję już poznałem"... Ruszaliśmy w grupach po 5 osób i do Dębowej Kłody musieliśmy się rozjechać, No niestety moja grupa odjechała mi dużo szybciej, ale czując wiatr prosto w pysk, trzymam stabilnie prędkość w granicach 20 - 25 km/h. Więcej mi nie trzeba, No niestety miałem wrażenie, że wyprzedzają mnie wszyscy, ale jakoś sie zbytnio nie przejmowałem - mam swoja taktyke i z góry określone cele. Niestety, im dłużej jedziemy, tym bardzie wzmaga się wiatr. Czasem nawet na prostej trudno utrzymać zakładaną prędkość. Oczywiście wieje z boku lub prosto w pysk! Ale bez większego zmęczenia docieram do pierwszego punktu kontrolnego i... wyżery. Choć to drugie to zbyt mocne słowo. Dostałem Żurek z kiełbasą, tylko gdzie ta kiełbasa? Chyba tu zawitali skryci parówkożercy... Na szczęście są Banany, batony energetyczne i słodkie bułki z nadzieniem. Spędzam tu tylko chwilę i cisnę dalej. To tez miejsce, gdzie założyłem letni ubiór (rano było zimno). Następne kilometry to spore górki i nadal jazda pod wiatr i niestety próbując utrzymać odpowiednią prędkość, łapie mnie mały kryzys. Po 220 km musiałem stanąć i skonsumować batona. Przy okazji zagadnął mnie jekiś miejscowy gość, zainteresowany imprezą. Krótka przerwa się przydała i juz po kilku następnych kilometrach łapie rytm. Gdzies 20 km od PK-3 zaczynam nabierać prędkości. Teraz chyba z górki, choć wygląda jakby po prostej...Prędkość przekracza 30 km/h i ciągle rośnie. Nooo, teraz to lecę! Choć nie zmienia to faktu, że wyjątkowo dłużyła mi sie droga do tego miejsca. a jak już dojeżdżałem, to omal nie przestrzeliłem. Prawie oślepiło mnie zachodzące słońce, kiedy na budziku prawe 40 km/h, ale w ostatniej chwili dostrzegłem sporo kolarek po lewej stronie. O ile na pierwszych dwóch punktach było całkiem spoko z żarciem (choć na PK-2 w Gulaszu znów chyba majstrowali skryci parówkożercy) to tu było bardzo skromnie - kanapki, w dodatku takie zmęczone gnioty (choć składników nie pożałowali), znowu te słodkie bułki, batony, Banany... Odpocząłem nieco dłużej, wypiłem 2 cherbaty, skonsumowałem ile zmieściłem i ruszyłem. Od tego momentu zaczynała się jazda nocna, choć ruszałem jeszcze o zachodzie słońca. Myślałem, że pewnie znowu zacznie się trudna walka, a tu nic z tych rzeczy! Teraz mnóstwo jazdy po płaskim i b.dobrej jakości asfaltach. Łapie niezłą prędkość i niemal non stop w okolicach 30 km/h. Sam jestem zaskoczony, jak dobrze sie czuję. Zdecydowanie jazda nocna mi się mocno spodobała! PK-4 osiągam nadspodziewanie szybko, ale to od tego momentu zaczęły się kłopoty... Wszyscy wnosili rowery do środka budynku, bo na zewnątrz nikt ich nie pilnował i... wyłączył mi sie GPS. Ale za to tu była wyżera! O tak, tu się najadłem! Pierś z kurczaka z grilla, ryż, brokuły, sałatki i na to wszystko przepyszny sos. Do tego podawane z dbałością o szczegóły. Żal było odjeżdżać, choć przy zmęczeniu nawet wyśmienite jedzonko trudno przecisnąć przez gardło... Mój GPS to taki podstawowy Garmin Edge Touring, służący jedynie do nawigacji. Do tego momentu sprawował sie wyśmienicie, ale na tym koniec. Po włączeniu przelicza mapy, ale juz sobie nie radzi. Po kilku nieudanych próbach decyduję się jechać patrząc na ślad - widzę trasę i czy na niej jestem. To wystarcza i bez problemów osiągam kolejny punkt. Choć przez kilkukrotne przeliczanie trasy sporo straciłem. Na PK-5 mnóstwo osób juz spało, drzemało, zdecydowanie nad ranem cierpieli. Tu również jedynie kanapki, choć całkiem dobre, owoce, ciepłe napoje i takie tam... No i największy mój błąd - ponownie dałem GPS-owi przeliczyc trasę. Tym razem ruszył i niby dobrze prowadził, ale wymyśli sobie, żeby wysłać mnie na ponowną pętlę... Najdziwniejesze, że od sobie wybranego punktu... Ale skąd mogłem wiedzieć, gdzie mnie prowadzi, skoro mniej więcej wszystko pasowało do tego, co wcześniej analizowałem na mapie. No ale kiedy dotarłem do miejsca, które raz już pokonałem, zaczynałem nabierać wątpliwości. Potwierdził to telefo od żony, tuz po pokonaniu karkołomnego podjazdu. Nie tylko mój GPS miał taki pomysł i było nas dwóch. Kiedy zorientowaliśmy się gdzie jesteśmy złapałem niemałego doła. Wedłóg zmierzonego dystansu, powinienem być ok 20 km od PK-6, a byłem conajmniej 70... Uznałem, że nie będziemy wracać do miejsca, gdzie coś nie poszło, tylko zadzwoniłem do szefostwa co mamy robić dalej. Proponowałem powrót do trasy drogą nr 17 (fajny skrót i mała strata), ale kazano nam wracać do wspólnej części trasą, którą jechaliśmy od początku. Tylko co na to nawigacja??? Na szczęście znowu widzę ślad, więc wiem gdzie jechać. Tylko znowu te górki... Narzuciłem ostre tempo i mój kompan gdzies został, choc początkowo trzymaliśmy sie blisko siebie. Myślałem, że jedzie za mną, ale oglądam sie za siebie i gościa nie ma... Wściekłość spowodowała, że mimo ponad 450 km na liczniku, utrzymywałem tempo często przekraczające grubo 30 km/h. Nie mogłem się nadziwić, że mam jeszcze tylw sił... Do PK-6 docieram całkiem szybko, biorąc pod uwagę dystans. Mój kmpan została za mną jakieś 10 minut... Kiedy ja ruszałem na ostatnie 42 km, on dopiero dojechał do PK-6. Ale on ma juz spore doświadczenie w ultramaratonach (i tak został za amatorem? ) i nie walczy o żadną kwalifikacje. Niestety GPS juz w ogóle oszalał, więc nawigowałem manualnie, co sobie wcześniej opisałem. Znowu troche błądzenia, ale w końcu wpadam na trasę i cisnę ostro do mety, Wyprzedziłem dwóch gości, a samemu na końcówce złapałem tempo na poziomie +/- 35 km/h. Znów kondycja zaskakuje, zwłaszca, że pokonałem już 540 km. Ostatecznie, gdzieś ok 11:40 docieram do mety. Czyli blisko 2 godziny przed limitem 30 godzin, choć nadrobiłem dodatkowo 50 km... Jest niedosyt, ale też radość - udało się! Plan wypełniony w 100%! Dzieki Ultramaratonowi odkryłem jak duże rezerwy ma ludzki organizm. Po pokonaniu ponad 300 km stwierdziłem, ze nie ma sie co oszczędzać i darłem ile tylko sił starczało. Chwilowy kryzys jest tylko chwilowym... i znowu moża jechac na full! Swój dotychczasowy rekord jazdy ciągłej pobiłem od razu o 240 km... Na jednym z punktów, jak sie goście dowiedzieli, że to moja pierwsza pieńćsetka, to byli mocno zdziwieni czemu jadę Solo? Odpowiedziałe, ze to większe wyzwani i bardziej hardkorowe... Jeden odpowiedział, że sam zacząłby od jazdy Open, czyli w grupie.Ja uznałem, że to za łatwe, a po za tym nieco sie naczytałem... ludzie muszą mieć podobne preferencje co do taktyki jazdy i kondycji - i jak tu sie pozbierać? Najciekawsze jest, że najmocniej jechałem ostatnie 100 km. Nigdy bym nie przypuszczał, że takie ma jeszcze pokłady energii. W miejscu, gdzie inni umierali... To tyle na początek. Później poopowiadam np o kolarzu widmo... Ostatecznie kończę zawody wynikiem 562 km, czyli 52 km nadprogramowe... Ale ja jeszcze nic - będzie później... Pozdrawiam.2 punkty
-
2 punkty
-
@johnny_narciarz brawo!!!! Jesteś Wielki Gratulacje. Mistrzu czekamy teraz na opis i sprawozdanie z imprezy.2 punkty
-
No i jest na mecie, czas 28.20.20 poprawił się o kilka pozycji 125 w generalce i 43 solo. Cel osiągnięty. BRAWO!!!2 punkty
-
Maciek ponownie walczy o pozycję z nr 154 i wygląda, że da radę. Najważniejsze zmieścić się w limicie. To pierwszy start na tak długim dystansie. Jak dla mnie rewelacja. I zdobywane doświadczenie przyda się na następnych turach. Przydałby się topowy GPS i dokładne w nim mapy, by kolejnym razem decydowała tylko forma, a nie to czy gdzieś się nie zgubi i będzie dodatkowo ładował nadmiarowe kilometry. Maciek mimo tych niesprzyjających okoliczności pokazuje, że walczy się zawsze do końca. I za to wielkie dzięki Johnny. Do mety już blisko. Ajde Maciek, jeszcze parę depnięć....2 punkty
-
Ostatni odczyt czasu i kilometrażu: Czas 26:02:07 Kilometry 467. Klasyfikacja - wszyscy: 124, SOLO 43. BRAWO!!!!2 punkty
-
2 punkty
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Na ostatnim koncercie, legendarnego już za życia, zespołu Metallica byłem kilka lat temu na stadionie w Chorzowie. Los tak chciał, że zostałem wciągnięty do grona super ludzi i miałem przyjemność zobaczyć kolejny raz super widowisko i posłuchać ostrej muzyki ponownie – w dniu wczorajszym. Z Radomia wyruszamy busem w gronie 13 osób po godzinie 14. Na Sonisphere Festival jesteśmy spóźnieni. Gdy docieramy pod Stadion Narowowy (to mój na nim debiut)… …jesteśmy już po występie trzech kapel: Chemii, Kvelertak i Antraxu. Przy wejściu mrowie ludzi – fanów metalowej muzyki, ochroniarzy, stewardów. Na biletach każdy ma wydrukowane, którą wchodzi bramą i gdzie ma się kierować – organizacyjnie wygląda to świetnie. Na terenie stadionu trwa mega grillowanie i spożywanie bezalkoholowego piwa (alkoholowego na imprezach masowych w Polsce nie ma). Ponieważ nasze miejsca są na płycie głównej, na zwiniętej trawie – kierujemy się do głównego wejścia. Ponieważ pogoda od kilku dni nie rozpieszcza , a prawdopodobieństwo ponownego stworzenia na Narodowym basenu – jest duże, organizatorzy w porę uruchamiają i zasuwają dach. Jesteśmy w środku a dookoła masa ludzi. Pozytywne zaskoczenie, że mimo takiej dużej ilości fanów ostrej muzyki, nie jest duszno, a wręcz przeciwnie – bardzo przyjemnie i przewiewnie. Na scenę wchodzi Alice In Chains. Rozbrzmiewa muza ze Seattle. Połączenie grunge i melodyjnego hard rocka. „Alicja w łańcuchach” po narkotykowych przejściach, śmierci członka zespołu w reaktywacji i nowym składzie jest naprawdę świetna… …szkoda tylko, że nagłośnienie nie rozpieszcza uszów. Półtorej godziny mija szybko. Wszyscy czekają już tylko na jedno, na to by na scenę weszła… Metallica! Wstęp tradycyjny – muzyka Ennrico Morricone oraz kultowy Western „Dobry, Zły i Brzydki”… …ciary na plecach! [video=youtube;2-6rr2r2AJQ]https://www.youtube.com/watch?v=2-6rr2r2AJQ „Battery” „Master of Puppets” Moc, szybkość, energia!!! Chłopaki już nie pierwszej młodości a w doskonałej formie. James: Kirk: Każdy grany numer koncertu „By Request”, to wybór internautów. Całość jest więc składanką najlepszych utworów – zespół gra również nowy utwór: „The Lords Of Summer”. W Chorzowie, przed laty najbardziej piorunujące wrażenie na mnie robi „One” i towarzyszące mu wybuchy oraz efekty pirotechniczne… Wczoraj „One” również mnie masakruje: [video=youtube;ZVJIQACSrmI]https://www.youtube.com/watch?v=ZVJIQACSrmI Poniżej filmik z innego, bliższego ujęcia (nie mój): [video=youtube;KVGmz7yTPic] I jeszcze raz LASERY, LASERY, LASERY: [video=youtube;9RJY3VhrGpA]https://www.youtube.com/watch?v=9RJY3VhrGpA Coś niesamowitego!!!!!!! Potem The Unforgiven – czyżby źle nastrojona gitara? [video=youtube;9-NRO3WlRLo]https://www.youtube.com/watch?v=9-NRO3WlRLo …a może psikus dosyć słabej akustyki Stadionu Narodowego? Czas mija nieubłaganie a grane utwory przytłaczają, wbijają człowieka w betonową płytę. „The Call of Kutulu” Spadające z dachu małe czarne balony z napisem Metallica… …spadające olbrzymie „plażowe” piłki – bawi się cała publiczność, skacząc i podbijając dmuchańce do góry – tak mija ostatni numer zagrany na bis. Wychodzimy z niedosytem… …choć nogi bolą, w gardle pojawia się chrypa, koncert dla nas był jakby za krótki… Świetny! Niezapomniane przeżycie! pozdrawiam marboru1 punkt
-
PS Ja byłem w 1987 Master of Puppets - Katowice oraz w 1991Black Album - Chorzów To mi wystarczy1 punkt
-
1. Wchodzicie na link do "płatnego artykułu". 2. Kopiujecie adres strony z paska adresu. 3.Wchodzicie na google.pl i w wyszukiwarkę wklejacie link - klikacie szukaj. 4. Otwieracie pierwszy wynik wyszukiwania. 5. Czytacie w całości "płatny" artykuł. Nie ma za co1 punkt
-
Dajesz Mruczek, dajesz. Wysłane z mojego HAMMER_AXE_M_LTE przy użyciu Tapatalka1 punkt
-
1 punkt
-
Więc na tak zadane pytanie zawsze Ci odpowie "wiem"1 punkt
-
Super! Pozazdrościć, bo właściwie wychowałem się na Metallice, a z kapelą w czasach liceum sporo ich kawałków graliśmy. Niemniej nigdy na żywo ich nie widziałem - gdy już mogłem to trochę "siedli", trochę było mi żal, że Newsted odszedł... A w tamtym roku akurat grali w Glasgow, gdy pojechaliśmy tam pojeździć na nartach w hali. Żona chciała byśmy poszli, ale bilety już tylko u koników były za sporą kasę. Może następnym razem, Hetfield chyba w dobrej formie1 punkt
-
Cześć Koniecznie! A najlepiej jakbyś się podpytał kto tak złośliwie steruje wyciągami, że nie chodzą na maxa. Pozdrowienia i miłej jazdy1 punkt
-
@Góral spod Skrzycznego nie przeginaj Masz przeżyć do naszego wyjazdu w Dolomity!1 punkt
-
Chyba znowu Maciek trochę pobłądził albo zajechał do sklepu w Ludwinowie... Końcówka wyraźnie daje się naszemu @johnny_narciarz we znaki Ostatnia klasyfikacja: Wszyscy miejsce 124. SOLO 44. Trzymamy kciuki by dojechał!!!! Go Go Go Maciek!!!!!!!!!! PS. Oby mu się burza nie przytrafiła... Radom, to w linii prostej ponad 100 km od Ultramaratonu, a mnie obudził deszcz i pioruny1 punkt
-
154 został z tylu, ale 125 dołączył do innej grupy - jestem pełen podziwu za determinację. za chwile osiągnie punkt , gdzie chyba będzie sie mozna napić i posilić.1 punkt
-
Dobrze ze we dwóch! Teraz już sam, szkoda. 154 zatrzymał się. 125 napiera, brawo! Znowu razem.1 punkt
-
hej, jak w temacie - planowane są Warsztaty rolkowe dla Instruktorów narciarstwa. Data - 8 05 2018. Miejsce - Warszawa - Stadion Narodowy i okolice. Zaproszeni na warsztaty jedni z lepszych Riderów o różnych specjalizacjach: skoki, slidy, jazda na kubkach itd.. Wszyscy o ogromnym bagażu doświadczeń i umiejętności jazdy freeskatowej. Będzie z kim pogadać, podszkolić swoje umiejętności, skorygować błędy na każdym poziomie umiejętności własnych. Całość Imprezy za FRIKO. W planach ma to być cykl zajęć - do wakacji - czyli ok 6-7 spotkań. Co z tego wyjdzie - zobaczymy . Jeżeli interesuje Was temat - piszcie do mnie na PW lub fajansa ( https://www.facebook.com/naDechy ) - dorzucę do Wydarzenia (prywatnego). pozdro jahu1 punkt
-
Jadą dalej razem z 154 minęli Zamek w Krupem, wygląda na to że w Żółkiewce przegapili zakręt i wracali przez Krasnystaw.1 punkt
-
na te chwile ma 24 km do punktu kontrolnego w Zolkiewce - za Nim przejechanych 380 km i jest 1011 punkt
-
www.monitoringpw.1008.pl Po prawej stronie są dane. Trzeba go szukać na mapce. Numer 125 Grubo już ponad 330 km za nim... cały czas się pnie do góry Już jest za Janowem Lubelskim.1 punkt
-
Jskmsie śledzi pozycję na tej stronie wyscigu? Czy Maciek jest już za Biłgorajem? Będzie miał tam zaraz już dużo lżej niż wcześniej...1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Jest już za Hrubieszowem Ostatnie dane stanowią, że zajmuje 86 pozycję na 150 startujących - to jest niezły wynik jak na debiut W Klasyfikacji SOLO na 50 startujących pozycja 36. Super Maciek!!!! Trzymamy kciuki i obserwujemy z Paulą.1 punkt
-
1 punkt
-
Znam każdy kawałek tej trasy między Modliborzycami a Krasnystawem. Piękne tereny i spore górki Roztocza od Panasówki... No jest gdzie się zmęczyć Maciek, powodzenia!1 punkt
-
https://40ton.net/trasa-brna-wiednia-bedzie-zamknieta-dla-ciezarowek-most-ktory-grozi-katastrofa/ Czesi na razie nie podają kiedy konkretnie pojawi się ograniczenie. Ma to jednak nastąpić w najbliższych dniach. Ponadto, w 2019 roku, droga nr 52 zostanie tutaj zamknięta całkowicie. Przez sześć miesięcy nie będą mogły jeździć nawet samochody osobowe, gdyż Czesi będą wówczas stawiali nową przeprawę.1 punkt
-
1 punkt
-
Maciek powodzenia, wierzę w Twoje moce, poparte licznymi kilometrami przejechanymi na treningowych trasach i z Anią trzymamy kciuki jutro na karkonowskich szlakach.1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Jesteśmy na miejscu. Numerek startowy odebrany, a rower wstępnie zapakowany. Jest stres, ale to juz norma przed każdymi zawodami. Dla zaintersowanych podaje link, gdzie można śledzić nas online: www.monitoringpw.1008.pl Mój numer: 125 A tak mieszkamy: Kolejna relacja pewnie gdzieś wieczorem w... niedzielę. Będę jechac minimum ok 24 godzin... Pozdrawiamy.1 punkt
-
I cały czas piękna pogoda jak na złość... ...człowiek siedzi w domu, zerka za okno i go nosi ...a tu niestety kibel. 43 lata skończone... 44 rok rozpoczęty w starym image z brodą. Broda nie przetrwała - przeszkadzała, to obciąłem. Została fotka na pamiątkę @wojgoc prosił o zdjęcie trawnika. Proszę: Trawnik średnio zadbany i obcięty przez Tatę. Ja przy okazji też nieźle się zmęczyłem kuśtykając o kulach przy roślinach. Parę rzeczy udało mi się zrobić - niestety kosztowało to bardzo wiele energii. Po półtorej godzinie w ruchu, o kulach - byłem wypompowany Rehabilitacja została wzbogacona o nowe narzędzie Piłka Pauli przywieziona do domu - prawda, że piękny kolor? Ćwiczę nadal i mam wrażenie, że bardzo malutki postęp jeśli chodzi o odbudowę mięśni Większy ruch mam nadal w wirtualnym świecie... ...a w czerwcu marzy mi się pierwsza aktywność i kajaki. Pozdrawiam z "więzienia" Wszystkich i korzystajcie z tej pięknej wiosny za mnie. marboru1 punkt
-
Drogi "Jeeb"ie Ktoś niedawno napisał Ci na forum żebyś "się chłopie ogarnął" i jak widać nie wziąłeś sobie tego do serca czego bardzo żałuję czytając Twoje wpisy od wczoraj w różnych wątkach , które @JC już jak zauważyłem częściowo usunął i chwała mu za to bo zaśmiecasz forum. Dzisiaj kontynuujesz swoje niepoprawne wpisy które nie wiem czemu służą ?! Masz jakiś konstruktywny narciarski lub inny ciekawy przekaz to go nam przedstaw bo jak na razie nie rozumiem po co tu jesteś1 punkt







