Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Ranking

  1. johnny_narciarz

    • Punkty

      21

    • Liczba zawartości

      8 428


  2. marboru

    marboru

    VIP


    • Punkty

      12

    • Liczba zawartości

      7 223


  3. surfing

    surfing

    Użytkownik forum


    • Punkty

      11

    • Liczba zawartości

      4 038


  4. bolec

    bolec

    Użytkownik forum


    • Punkty

      7

    • Liczba zawartości

      333


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 30.04.2018 w Odpowiedzi

  1. Na wstępie bardzo Wam wszystkim dziękuję za kibicowanie i mocne wsparcie. Chyba je czułem podczas jazdy, bo jakoś tak lekko mi się jechało. Na razie parę słów tylko, bo dopiero trochę odespałem co nieco i jakoś koślawo chodzę... Jak w każdych zawodach, zaczynałem powoli szanując siły. Tuż przed moim startem zerwał sie silny wiatr, aż im barierki poprzewracałao. Od razu pomyślałem: "acha, pierwszą atrakcję już poznałem"... Ruszaliśmy w grupach po 5 osób i do Dębowej Kłody musieliśmy się rozjechać, No niestety moja grupa odjechała mi dużo szybciej, ale czując wiatr prosto w pysk, trzymam stabilnie prędkość w granicach 20 - 25 km/h. Więcej mi nie trzeba, No niestety miałem wrażenie, że wyprzedzają mnie wszyscy, ale jakoś sie zbytnio nie przejmowałem - mam swoja taktyke i z góry określone cele. Niestety, im dłużej jedziemy, tym bardzie wzmaga się wiatr. Czasem nawet na prostej trudno utrzymać zakładaną prędkość. Oczywiście wieje z boku lub prosto w pysk! Ale bez większego zmęczenia docieram do pierwszego punktu kontrolnego i... wyżery. Choć to drugie to zbyt mocne słowo. Dostałem Żurek z kiełbasą, tylko gdzie ta kiełbasa? Chyba tu zawitali skryci parówkożercy... Na szczęście są Banany, batony energetyczne i słodkie bułki z nadzieniem. Spędzam tu tylko chwilę i cisnę dalej. To tez miejsce, gdzie założyłem letni ubiór (rano było zimno). Następne kilometry to spore górki i nadal jazda pod wiatr i niestety próbując utrzymać odpowiednią prędkość, łapie mnie mały kryzys. Po 220 km musiałem stanąć i skonsumować batona. Przy okazji zagadnął mnie jekiś miejscowy gość, zainteresowany imprezą. Krótka przerwa się przydała i juz po kilku następnych kilometrach łapie rytm. Gdzies 20 km od PK-3 zaczynam nabierać prędkości. Teraz chyba z górki, choć wygląda jakby po prostej...Prędkość przekracza 30 km/h i ciągle rośnie. Nooo, teraz to lecę! Choć nie zmienia to faktu, że wyjątkowo dłużyła mi sie droga do tego miejsca. a jak już dojeżdżałem, to omal nie przestrzeliłem. Prawie oślepiło mnie zachodzące słońce, kiedy na budziku prawe 40 km/h, ale w ostatniej chwili dostrzegłem sporo kolarek po lewej stronie. O ile na pierwszych dwóch punktach było całkiem spoko z żarciem (choć na PK-2 w Gulaszu znów chyba majstrowali skryci parówkożercy) to tu było bardzo skromnie - kanapki, w dodatku takie zmęczone gnioty (choć składników nie pożałowali), znowu te słodkie bułki, batony, Banany... Odpocząłem nieco dłużej, wypiłem 2 cherbaty, skonsumowałem ile zmieściłem i ruszyłem. Od tego momentu zaczynała się jazda nocna, choć ruszałem jeszcze o zachodzie słońca. Myślałem, że pewnie znowu zacznie się trudna walka, a tu nic z tych rzeczy! Teraz mnóstwo jazdy po płaskim i b.dobrej jakości asfaltach. Łapie niezłą prędkość i niemal non stop w okolicach 30 km/h. Sam jestem zaskoczony, jak dobrze sie czuję. Zdecydowanie jazda nocna mi się mocno spodobała! PK-4 osiągam nadspodziewanie szybko, ale to od tego momentu zaczęły się kłopoty... Wszyscy wnosili rowery do środka budynku, bo na zewnątrz nikt ich nie pilnował i... wyłączył mi sie GPS. Ale za to tu była wyżera! O tak, tu się najadłem! Pierś z kurczaka z grilla, ryż, brokuły, sałatki i na to wszystko przepyszny sos. Do tego podawane z dbałością o szczegóły. Żal było odjeżdżać, choć przy zmęczeniu nawet wyśmienite jedzonko trudno przecisnąć przez gardło... Mój GPS to taki podstawowy Garmin Edge Touring, służący jedynie do nawigacji. Do tego momentu sprawował sie wyśmienicie, ale na tym koniec. Po włączeniu przelicza mapy, ale juz sobie nie radzi. Po kilku nieudanych próbach decyduję się jechać patrząc na ślad - widzę trasę i czy na niej jestem. To wystarcza i bez problemów osiągam kolejny punkt. Choć przez kilkukrotne przeliczanie trasy sporo straciłem. Na PK-5 mnóstwo osób juz spało, drzemało, zdecydowanie nad ranem cierpieli. Tu również jedynie kanapki, choć całkiem dobre, owoce, ciepłe napoje i takie tam... No i największy mój błąd - ponownie dałem GPS-owi przeliczyc trasę. Tym razem ruszył i niby dobrze prowadził, ale wymyśli sobie, żeby wysłać mnie na ponowną pętlę... Najdziwniejesze, że od sobie wybranego punktu... Ale skąd mogłem wiedzieć, gdzie mnie prowadzi, skoro mniej więcej wszystko pasowało do tego, co wcześniej analizowałem na mapie. No ale kiedy dotarłem do miejsca, które raz już pokonałem, zaczynałem nabierać wątpliwości. Potwierdził to telefo od żony, tuz po pokonaniu karkołomnego podjazdu. Nie tylko mój GPS miał taki pomysł i było nas dwóch. Kiedy zorientowaliśmy się gdzie jesteśmy złapałem niemałego doła. Wedłóg zmierzonego dystansu, powinienem być ok 20 km od PK-6, a byłem conajmniej 70... Uznałem, że nie będziemy wracać do miejsca, gdzie coś nie poszło, tylko zadzwoniłem do szefostwa co mamy robić dalej. Proponowałem powrót do trasy drogą nr 17 (fajny skrót i mała strata), ale kazano nam wracać do wspólnej części trasą, którą jechaliśmy od początku. Tylko co na to nawigacja??? Na szczęście znowu widzę ślad, więc wiem gdzie jechać. Tylko znowu te górki... Narzuciłem ostre tempo i mój kompan gdzies został, choc początkowo trzymaliśmy sie blisko siebie. Myślałem, że jedzie za mną, ale oglądam sie za siebie i gościa nie ma... Wściekłość spowodowała, że mimo ponad 450 km na liczniku, utrzymywałem tempo często przekraczające grubo 30 km/h. Nie mogłem się nadziwić, że mam jeszcze tylw sił... Do PK-6 docieram całkiem szybko, biorąc pod uwagę dystans. Mój kmpan została za mną jakieś 10 minut... Kiedy ja ruszałem na ostatnie 42 km, on dopiero dojechał do PK-6. Ale on ma juz spore doświadczenie w ultramaratonach (i tak został za amatorem? ) i nie walczy o żadną kwalifikacje. Niestety GPS juz w ogóle oszalał, więc nawigowałem manualnie, co sobie wcześniej opisałem. Znowu troche błądzenia, ale w końcu wpadam na trasę i cisnę ostro do mety, Wyprzedziłem dwóch gości, a samemu na końcówce złapałem tempo na poziomie +/- 35 km/h. Znów kondycja zaskakuje, zwłaszca, że pokonałem już 540 km. Ostatecznie, gdzieś ok 11:40 docieram do mety. Czyli blisko 2 godziny przed limitem 30 godzin, choć nadrobiłem dodatkowo 50 km... Jest niedosyt, ale też radość - udało się! Plan wypełniony w 100%! Dzieki Ultramaratonowi odkryłem jak duże rezerwy ma ludzki organizm. Po pokonaniu ponad 300 km stwierdziłem, ze nie ma sie co oszczędzać i darłem ile tylko sił starczało. Chwilowy kryzys jest tylko chwilowym... i znowu moża jechac na full! Swój dotychczasowy rekord jazdy ciągłej pobiłem od razu o 240 km... Na jednym z punktów, jak sie goście dowiedzieli, że to moja pierwsza pieńćsetka, to byli mocno zdziwieni czemu jadę Solo? Odpowiedziałe, ze to większe wyzwani i bardziej hardkorowe... Jeden odpowiedział, że sam zacząłby od jazdy Open, czyli w grupie.Ja uznałem, że to za łatwe, a po za tym nieco sie naczytałem... ludzie muszą mieć podobne preferencje co do taktyki jazdy i kondycji - i jak tu sie pozbierać? Najciekawsze jest, że najmocniej jechałem ostatnie 100 km. Nigdy bym nie przypuszczał, że takie ma jeszcze pokłady energii. W miejscu, gdzie inni umierali... To tyle na początek. Później poopowiadam np o kolarzu widmo... Ostatecznie kończę zawody wynikiem 562 km, czyli 52 km nadprogramowe... Ale ja jeszcze nic - będzie później... Pozdrawiam.
    16 punktów
  2. Dzisiaj miałem mega, mega niespodziankę! Kontuzjowanego i w trakcie rehabilitacji odwiedził mnie, na powrocie z ultramaratonu sam Mistrz @johnny_narciarz z Małżonką Opowiedział wszystko dokładnie jak było w trakcie wyścigu, pokazał navi Garmina, które sobie ostatnio sprawił. Dał dotknąć medalu i w ogóle muszę Wam powiedzieć... ...nic te 562 kilometry nie ruszyły naszego Herosa! Forma doskonała, zmęczenia zero - Maciek myślę, że Północ - Południe pęknie jak banieczka mydlana Bardzo dziękuję za tą niespodziankę i za odwiedziny! Było mi niezmiernie miło - super, super, super! Dziękuję Przyjacielu. Trzymajcie się ciepło, trzymamy z Paulą kciuki... wiecie za co. Będzie wszystko dobrze
    10 punktów
  3. Moja niedzielna trasa Mało znany most na Wiśle Góra Pałac Myśliwski, Promnice Plaża Tychy Paprocany Zapora Goczałkowice
    7 punktów
  4. Trzeba ten wątek reanimować To tu jeszcze jedno zdjęcie z Wielkiej Raczy (rok coś 85-86). Końcówka "wyciągu" znaczy się górna stacja Ło kurde ile ja wtedy miałem włosów!!!!!! choby jakiś Szopenhałer Pozdrawiam
    5 punktów
  5. 1. Wchodzicie na link do "płatnego artykułu". 2. Kopiujecie adres strony z paska adresu. 3.Wchodzicie na google.pl i w wyszukiwarkę wklejacie link - klikacie szukaj. 4. Otwieracie pierwszy wynik wyszukiwania. 5. Czytacie w całości "płatny" artykuł. Nie ma za co
    4 punkty
  6. Jeszcze raz dziękuję Wam wszystkim! Jest mi bardzo miło i nie sądziłem, że będzie takie zainteresowanie. Jeszcze do mnie nie dociera co zrobiłem... Najbardziej się cieszę, że zdobyłem kwalifikacje do Bałtyk-Bieszczady Tour. Czyli przygoda trwa dalej! Kolejne wyzwanie w sierpniu i tym razem do zrobienia 1008 km w 70 godzin, ze Świnoujścia do Ustrzyk Górnych. Teraz wierzę, że mogę to zrobić! Tak sobie pomyślałem,że jakbym dołożył te 50, albo tylko 40 km, to tak, jakbym pojechał nad Bałtyk na rowerze... Nie trzeba dokładać od razu 240 km, można stopniowo... Satysfakcja gwarantowana! Powoli do przodu! Mariusz, przejeżdżając niemal obok twojego domu (najkrótsza trasa, jaka pokazał GPS) , grzechem niewybaczalnym byłoby Cię (Was) nie odwiedzić! Szkoda, że Paula musiała pracować... Cieszę się, że powoli wracasz do życia przyjacielu i forma rośnie! Jak czas pozwoli, to przed BBT odwiedzę Was na... rowerze. Trening idealny! Kurujcie się i szybko wracajcie do formy! Pozdrawiam.
    3 punkty
  7. Proszę bardzo Myśleli, że powstanie kurort jak w Alpach. Teraz mają żal i chcą sprzedaży ośrodka narciarskiego Ośrodek narciarski Pilsko Jontek jest na sprzedaż. - Czekamy z nadzieją na nowego inwestora - mówią mieszkańcy Korbielowa. Latami turystów ściągał do Korbielowa przede wszystkim ośrodek narciarski, słynący z pięknych tras i z tego, że śnieg utrzymuje się tutaj wyjątkowo długo, bo nawet do maja. Przez długi czas zarządzała nim Gliwicka Agencja Turystyczna. Kilka lat temu po nieudanych próbach ośrodek zmienił właściciela – od GAT kupiła go firma CTE, prowadząca też popularny ośrodek Zagroń w Istebnej. Wszyscy się cieszyliśmy, wierzyliśmy w lepszą przyszłość. Właściciele gruntów na Pilsku poszli inwestorowi na rękę, podpisali umowy dzierżawy na 20 lat – mówi Tadeusz Sołek, prezes Stowarzyszenia Rozwoju Turystyki, Sportu i Rekreacji Korbielów-Pilsko. Marzenia o świetności Inwestor zapowiedział, że zrobi na Pilsku nowoczesny ośrodek na miarę alpejskich stacji, obiecywał inwestycje, postawił wyciąg z czteroosobową kanapą. Szybko jednak okazało się, że to wcale nie jest takie proste. Pilsko to chroniony obszar Natura 2000. Ekolodzy z Pracowni na rzecz Wszystkich Istot zaczęli alarmować, że w czasie rozbudowy ośrodka doszło do rażącego naruszenia przepisów dotyczących ochrony przyrody, a inwestor rozpoczął niektóre prace bez wymaganych dokumentów. Część mieszkańców stanęła wtedy w obronie inwestora, urządzili nawet pikietę protestacyjną pod siedzibą pracowni. Teraz przyznają, że się zawiedli. Myśleli, że złapali pana Boga za nogi, a spotkało ich bolesne rozczarowanie. Minęła kolejna zima, a Pilsko, zamiast stawać się ośrodkiem na miarę alpejskich stacji, zaczyna przypominać narciarski skansen. – Narciarze zaczynają nas omijać. Wybierają Szczyrk, Wisłę, a nawet małe miejscowości, bo niemal wszędzie w Beskidach zmieniło się na lepsze – mówi Sołek. Potrzebne są zmiany Kilka dni temu w Korbielowie z inicjatywy mieszkańców odbyło się spotkanie z udziałem m.in. władz gminy oraz przedstawicieli właściciela ośrodka. Leszek Kłeczek ze spółki CTE przyznał na nim, że trwają poszukiwania nowego inwestora. Cały kompleks został wyceniony na mniej więcej 30 mln zł. W grę wchodzi sprzedaż całości albo spółka. Ośrodek potrzebuje gruntownych zmian i jego obecny właściciel ma tego świadomość. – Wielu narciarzy przyjeżdża na Pilsko tylko z sentymentu – przyznał Kłeczek. Wyliczał też przeszkody stojące na drodze do rozwoju ośrodka. Jego zdaniem to m.in. zbyt wysokie stawki za dzierżawę gruntów. Mieszkańcy chcą się zaangażować w poszukiwania nowego właściciela stacji. Mówią, że gmina buduje ścieżki rowerowe, na turystów czekają piękne szlaki, ale to nie wystarczy. Minionej zimy pełne kiedyś obiekty noclegowe świeciły pustkami. To sytuacja dramatyczna, bo niektóre rodziny żyją głównie z turystyki. – Potrzebujemy koła zamachowego. Takim może być tylko prężnie działający, nowoczesny ośrodek narciarski – przekonuje Sołek.
    3 punkty
  8. PS Ja byłem w 1987 Master of Puppets - Katowice oraz w 1991Black Album - Chorzów To mi wystarczy
    3 punkty
  9. Pozdrowienia z rowerowego Maso Corto - dałem radę zjechać do jeziorka , je objechać i wrócić do Kurzras.
    3 punkty
  10. Kurcze przypomnieliście mi... Idę kupić jak co roku przed północą Choć nie wiem czy warto, zaraz się zacznie kanaliowanie.
    2 punkty
  11. No i sezon na Chopoku zakończony ... Północ nie istnieje, na Południu jedynie ślimak ale udało się zjechać dwa razy - trochę ze względów czasowych, trochę organizacyjnych, a trochę z przypadków losowych ... I tak był to udany sezon ... nowe doświadczenia narciarskie ... Za rok ostro ruszamy ... Sprzęt dokupiony ... Nie wiem dlaczego, ale więcej zdjęć nie udało się załączyć ... Wysłane z mojego Redmi 4 przy użyciu Tapatalka
    2 punkty
  12. Źródłem jest link podany przez @fredek321
    2 punkty
  13. 2 punkty
  14. Dla @Góral spod Skrzycznego są i foty z tel. Z kamerki z filmikami wieczorem teraz plażing i smażing nad Sołą 😁😎🏖️☀️🌡️⛱️
    2 punkty
  15. Asfalt bez przerw na zielonych odcinkach , czerwone większość mają być gotowe na wakacje Interaktywna mapa szlaku ścieżki zrealizowane, ścieżki w trakcie realizacji, ścieżki planowane do realizacji. https://www.malopolska.pl/narowery/trasyrowerowe/mapy http://www.znajkraj.pl/wislana-trasa-rowerowa-malopolska-na-rowery
    2 punkty
  16. Miałem już nie otwierać nowych tematów rowerowych, ale ta letnia aura... Miała być najpierw relacja z Bike Adventure, ale tą napiszę, jak będę miał więcej czasu. Bałtyk-Bieszczady Tour, czyli przejechać rowerem 1008 km non stop! Wszystko to w limicie czasu 72 godzin... To moje następne wyzwanie, jakiego chcę się podjąć. Pamiętam, jak przejechałem ponad 320 km w zeszłym roku i wtedy ktoś mi puścił link do bloga, gdzie gość opisywał Maraton Rowerowy Dookoła Polski, czyli 3130 km wzdłuż granic i wybrzeża Polski w limicie 10 dni (dób). Wtedy zaśmiałem się pod nosem i pomyślałem: "wiem, że są mocarze na świecie, ale ja tylko chciałem raz przejechać ponad 300 km...". Ale coś zakiełkowało i postanowiłem spróbować swoich sił. Droga do celu będzie długa, bo najbliższa edycja odbędzie się za 4 lata. Ale nie tak łatwo! Najpierw trzeba się zakwalifikować. A to długa i kręta droga. W przyszłym roku docelowo chcę zaliczyć Bałtyk-Bieszczady Tour, ale żeby mnie tam dopuścili, muszę się zakwalifikować... Tak więc na przełomie kwietnia i maja wystartuję w moim pierwszym ultramaratonie "Piękny Wschód", czyli do przejechania 511 km w limicie 24 godzin. Jak to się uda, będę miał otwartą drogę do BBT. To z kolei da mi kwalifikację do GRMDP (Górski Maraton Rowerowy Dookoła Polski), czyli ponad 1100 km ze wschodu na zachód po naszych górach w limicie 5 dni. Daje też kwalifikację do najtrudniejszego ultramaraton w PL: Rowerowy Maraton Dookoła Polski". |Ale warto najpierw zaliczyć część górską, żeby poznać najtrudniejszą część głównego celu. Mam nadzieję, że nie zagmatfałem tego za bardzo... Będę pod tym wątkiem opisywał co ciekawsze wyprawy w ramach treningu. Pierwsze dwie juz odbyłem - jedna miesiąc temu, 200 km w możliwie dobrym tempie (średnia ponad 23 km/h, gdzie połowa trasy to szutry) , druga w ostatnią niedzielę i również ponad 200 km, ale tym razem w nieco innym charakterze. Bardziej rekreacyjna wyprawa, choć długa, na ciężkim rowerze i sporo po górach. Trzeba przetrenować ekwipunek, sposób odżywiania, poznać swoje możliwości i słabości. Na tłusto przez 3 kraje - to ostatnia moja wyprawa. Trasa następująca: Bestwina, Goczałkowice Zdrój, J.Goczałkowickie, J.Łąka, Strumień, Zebrzydowice, Cieszyn, Trinec, Jabłonków, Mosty u Jabłonkowa, Świerszczynowiec, Trójstyk od strony słowackiej, Zwardoń, Węgierska Górka, Żywiec, Bielsko-Biała i domek. Start po ćmoku, powrót również po ćmoku. Zrobione łącznie 206 km. Poranek nad J.Goczałkowickim Można zaplanować trasę... Gdzieś na trasie... Samolot przy "Wiślance" - ten ma opony! Zebrzydowice i taka przystań rowerowa Jeden z Pit Stopów Pierwsza granica w Cieszynie Czeski Cieszyn Zostałem rozpoznany przez kolarza w tle - pozdrawiam. Bike Tower - parking rowerowy Granica nr 2 Trójstyk po stronie słowackiej. Granica nr 3 - Zwardoń. Jechałem dobre 13 godzin. Zrobione 206 km i ponad 1600 m przewyższenia. Wyprawa cudowna i dała mi sporo informacji. Żadnego kryzysu, czy choćby osłabienia. Do końca z przyjemnością. PS. Może ktoś tu już jechał taki ultramaraton, to może coś doradzi?
    1 punkt
  17. Wysłać screena? Kupione i 22 30 co roku tak kupuje, przecież nie dam im szybciej kasy. Oni już na niej śpią więc sorry... A to że grupka to akurat fajnie, zawsze miło pojeździć w stadzie.
    1 punkt
  18. Ja mogę przyjechać w czwartek ( zgodnie z moją wcześniejszą deklaracją ) ale tylko pod warunkiem ,że pojawi się ktoś jeszcze z forum !!! Jak pisałem wcześniej traktuję to jako spotkanie towarzysko-integracyjne ...ktoś jeszcze ?
    1 punkt
  19. Podziwiam wyczyn i przygodę. Gratulacje ! :-)
    1 punkt
  20. Kto się jutro wybiera na BSA?
    1 punkt
  21. Maciej... No brawo!!!! Gratulacje!!! Wielka sprawa!!! Wysłane z iPhone za pomocą Tapatalk Pro
    1 punkt
  22. Ode mnie też gratulacje ! Naprawdę mega wyczyn , podziwiam Oprócz Twojej ogromnej satysfakcji, której nikt Ci już nie odbierze takie relacje jak ta ( bo przecież to nie pierwsza i wiemy , że będą kolejne ) dają zapewne motywację dla paru z nas , że warto nas sobą pracować i przesuwać cały czas "granice" - 500 km pewnie nie przejadę ale dokładanie kolejnych dziesięciu km do moich skromnych wypadów będzie moim przekraczaniem granic
    1 punkt
  23. Gratulacje, ale biorąc pod uwagę limit czasu i Twoje tempo, to spokojnie mogłeś jeszcze na luziku dodatkową 50-tkę machnąć, wtedy byłoby przejechane więcej niż 600 km, no ale może następnym razem...
    1 punkt
  24. 1 punkt
  25. 1 punkt
  26. Maciek, Gratulacje Pozdrawiam Paweł
    1 punkt
  27. I z wielkimi jajami - 562km zamiast 510 km, do tego ostatnie 100 km na pełnym gazie - pełny szacun kolego. Dzięki za pierwsza relacje - wiem teraz czemu śledząc Twoje nocne poczynania nie mogłem Ciebie znaleźć na trasie, tylko przez informacje o uczestniku można było określić Twoje położenie. Odpczywaj i pisz o kolarzu - widmie....
    1 punkt
  28. Cześć Szacun bracie, wieli Szacun! Pozdrowienia
    1 punkt
  29. Maciek - brawo!!!!! Odpoczywaj i opowiadaj dalej. Pozdrawiam
    1 punkt
  30. @johnny_narciarz super! W końcówce zdecydowanie też pomógł wiatr. Całe szczęście, że też żadna burza się nie przytrafiła, bo to byłoby utrudnienie. W Radomiu i pobliżu ok 8 rano przechodził front, a to w linii prostej do Ciebie było stosunkowo niedaleko. Miło było popatrzeć na numer 125 Jeszcze raz gratulacje! Super wynik i piękna przygoda.
    1 punkt
  31. Nie taki wielki - tylko 184 cm wzrostu...
    1 punkt
  32. Wypożyczalnia działa. Warunki majowkowe. Wytrzyma spokojnie 😊😎🎿
    1 punkt
  33. Na Chopoku wiosna ... Na północy już nie da się nic zrobić ... Chłopaki wzięli się do roboty, w powietrzu czuć świeżo ścięte drzewa - super zapach. Zobaczymy jutro jak wygląda południe - narty jeszcze nie schowane ... Jakoś tu pusto ... . Wysłane z mojego Redmi 4 przy użyciu Tapatalka
    1 punkt
  34. Ćwiczenia z piłką wyraźnie mi służą Nareszcie poczułem, że mam mięśnie w operowanej nodze - zakwasy! Robię sobie teraz 3 sesje treningowe, w ciągu dnia, po 25 minut. To zdecydowanie wystarcza. Bardzo powoli ale czuję, że zachodzą pozytywne zmiany. A dzisiaj? Dzisiaj pełen relaks Odpoczynek... Nie pamiętam już kiedy tyle miałem czasu by ten czas aż tak zwolnił... Oczywiście wolelibyśmy gdzieś aktywnie spędzać czas - no ale po naszych kontuzjach obydwoje potrzebujemy ładowania baterii No i systematycznie przeglądam i czytam klasykę komiksu, której ostatnio przybyło nieco w biblioteczce Ciepło, piękna pogoda...aż człowiekowi serce rośnie... Przed słońcem chowam się pod jabłonią... ...w której praca wre i naturalna muzyka wycisza. Jutro rehabilitacja. pozdrawiamy serdecznie marboru i Paula
    1 punkt
  35. Super! Pozazdrościć, bo właściwie wychowałem się na Metallice, a z kapelą w czasach liceum sporo ich kawałków graliśmy. Niemniej nigdy na żywo ich nie widziałem - gdy już mogłem to trochę "siedli", trochę było mi żal, że Newsted odszedł... A w tamtym roku akurat grali w Glasgow, gdy pojechaliśmy tam pojeździć na nartach w hali. Żona chciała byśmy poszli, ale bilety już tylko u koników były za sporą kasę. Może następnym razem, Hetfield chyba w dobrej formie
    1 punkt
  36. Było kosmicznie, genialnie. Brak mi słów... centralnie zlokalizowana scena to najlepsze co może trafić się na koncercie. Wszedłem na arenę godzinę po otwarciu bramek i stałem w zasadzie przy barierkach. Wiadomo co znaczy dla fana mieć idola na wyciągniecie ręki w zasadzie. Zagrali wspaniały koncert... długo będę go pamiętał. Na koniec udało mi się złapać super pamiątkę
    1 punkt
  37. Tak to my 😜😉😎😁🎿 15 zjazdów 🎿
    1 punkt
  38. Na razie według prognoz wieje mocno z południa do 30km/h i mają cały czas pod wiatr, może być ciężko. @johnny_narciarz zbliża się do Krasnystaw i trzyma średnią powyżej 20km/h . Powodzenia! http://www.monitoringpw.1008.pl
    1 punkt
  39. Cześć Mariusz bądź cierpliwy. Postęp uwidacznia się często skokowo. Pamiętaj, że najtrudniejsze jest zapoczątkowanie ruchu. Często jest tak, że przez ból czy nieużywanie mięśnie "zapomniały" jak i wkładasz znacznie więcej siły bez efektu. Sam niedługo zobaczysz. Popędzaj ich w każdym razie jak możesz, żeby - jeżeli nie wpłynie to negatywnie na wyniki operacji - robić więcej i mocniej niż przewiduje program. U mnie wszystko idzie jak burza. Od dzisiaj chodzę o jednej kuli a nawet nie ma 6 pełnych dób po operacji. Taka specyfika. Szwy ciągną ale daje radę. Trzymaj się serdecznie
    1 punkt
  40. A nawet promilem jeżdżących. W ciągu kilkunastu wyjazdów w tym sezonie do Szczyrku żadna z osób wyjeżdżająca ze mną do góry nie słyszała o Skionline, A 80-90 % osób było pierwszy raz w Szczyrku i byli wystraszeni perspektywą wyjazdu orczykiem na Małe Skrzyczne, bo nigdy z orczyka nie korzystały. Nie oceniam tych ludzi, bo ich nie interesuje, jak było kiedyś, tylko stan obecny (przyjeżdża, kupuje karnet, jeździ i wraca do domu). Kiedy mówię, że w przyszłym sezonie ośrodek będzie miał następne nowe wyciągi i połączenie ze Skrzycznem, przyjmują te informacje, jak coś normalnego i oczywistego, albo pytają, dlaczego nie zrobiono tego do tej pory. A kiedy mówię o problemach w Korbielowie, to odpowiadają, że i tak tam się nie wybierają, bo kiepski dojazd. I chodzi o drogę z Żywca, a nie o czas dojazdu, bo ten był na pewno krótszy, niż dojazd do Szczyrku.
    1 punkt
  41. Cześć Wybitni przedsiębiorcy na forach z pewnością wiedzą lepiej. Pozdrowienia
    1 punkt
  42. W związku z zakończeniem sezonu narciarskiego(przynajmniej jeśli chodzi o narciarstwo zjazdowe bo może jakaś tatrzańska tura się trafi) odpaliłem rower i wybrałem się na pierwszą rowerową przebieżkę na Magurkę Wilkowicką :). Mimo dość aktywnej zimy ( 45 dni na śniegu) to jednak wysiłek na rowerze to inna para kaloszy. Pod górę rura pali a serce wali a na zjeździe "drewno" a ręce się trzęsą jak u deliryka:). Pogoda fajna a ludu dość sporo:).
    1 punkt
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...