Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Ranking

  1. kordiankw

    kordiankw

    Użytkownik forum


    • Punkty

      2

    • Liczba zawartości

      580


  2. Góral spod Skrzycznego

    Góral spod Skrzycznego

    Użytkownik forum


    • Punkty

      2

    • Liczba zawartości

      2 042


  3. tankowiec

    tankowiec

    Użytkownik forum


    • Punkty

      2

    • Liczba zawartości

      755


  4. MarioJ

    MarioJ

    Użytkownik forum


    • Punkty

      1

    • Liczba zawartości

      3 572


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 06.08.2018 uwzględniając wszystkie działy

  1. No i zaczęło się grillowanie tematu. Jak się sprawa potoczy?. To według mnie "na dwoje babka wróżyła". Przeczytałem regulamin ww. firmy i już po paru punktach wychodzi że firma tak naprawdę na niczym się nie zna i za nic nie odpowiada. Tak że mają wzorowy "dupochron". Pewnie "przewodnik" zostanie rzucony na pożarcie i skończy się grzywną ew. zawiasami. Sprawa w Polskich warunkach też pewnie krótko nie potrwa. Co do sprawy to może taki off top. Według mnie dzisiejsze społeczeństwo jest nastawione na już i teraz. "Drzewiej bywało". Najpierw Beskidy, Sudety, Bieszczady latem, zimną. Później Tatry latem, zimą. Poznać swoje mocne i słabe strony. A dopiero później coś wyżej. W dzisiejszych czasach to jest trochę na hura. Wczoraj Kasprowy, jutro Giewont a pojutrze Orla Perć. Dużo w tym "winy" portali społecznościowych gdzie każdy chce się pokazać. No i filmów np. na Yotubie gdzie wszystko wygląda pięknie i łatwo. pzdr.
    2 punkty
  2. Jak jest za gorąco to trzeba kręcić szybciej, tak by pęd powietrza cię chłodził
    2 punkty
  3. Kolejka już na Hali Skrzyczeńskiej Czekamy na fundamenty i śmigło.
    2 punkty
  4. Przeczytałem albo usłyszałem w rozmowie mniej więcej taki dialog (było to w Kazbegi, opowiada polska przewodniczka): - Chcemy wejść na Kazbek, co potrzebujemy zabrać - no raki, czekan, nauczyć się paru spraw... - ale mamy tylko dwa dni - ale to przecież trzeba nabyć aklimatyzację - a ile ta aklimatyzacja kosztuje? Jestem ciekaw czy to nie jest jednak mental, nasz narodowy, polski, własny. Wybaczcie ale mam nieprzeparte wrażenie, że w wielu sprawach jesteśmy głupsi od przeciętnego europejczyka. Ale jest na to rada unikać jak ognia popularnych tematów. Nikt nie każe robić Blanca - jest tyle fajnych czterotysięczników w Alpach. Ale swoją drogą to jaką trzeba mieć konstrukcję psychiczną (mówię o Homohibernatus) aby po takiej tragedii dalej kręcić swój przewodnicki interes i spojrzeć kolejnym klientom prosto w twarz. Trochę przypomina to komentarz lekarza o forum kulturystycznym - szarlatani doradzają desperatom... Pozdro Wiesiek
    1 punkt
  5. i eksperci piszą jeszcze na forach że to tylko turystyka to nie ma się co dziwić😀 Swoją drogą Homohibernatus bierze za wejście na MB 2800 PLN, http://homohibernatus.eu/korona_ziemi/15_Mont_Blanc ludzie targają ciężkie plecaki, śpią w namiotach i w Vallocie, sami gotują i prowadzi ich dziki przewodnik , podczas gdy francuski przewodnik bierze tylko 895 euro z łóżkiem i dobrym żarciem w schronisku http://www.guides-mont-blanc.com/en/excursions-voyages/mont-blanc-en-2-jours/
    1 punkt
  6. Karuzeli #inlinealpine ciąg dalszy czyli wycieczka na Słowację. Cel - Spiska Wieś, Otwarte Mistrzostwa Słowacji zaliczane do World Ranking. Miejscówka nowa - w porównaniu z sekretnym spotem z lat ubiegłych jest cywilizacja i skromna ale jednak publiczność. Profil trasy wzbudza mieszane odczucia - w mojej ocenie nie jest to stok klasy "pucharowej". Przy niskiej rampie płaska góra wymuszała długie, "biegane" ustawienie i ciężko jest ustawiaczom wpasować się choćby w przepisowe minimum tyczek o finezji figur nie wspominając. Co do ustawień - obydwa przejazdy wykorzystały przestromienie w 1/3 trasy. Wetikal, mały offset i w konsekwencji gwałtowny, spawiający poblemy przyrost prędkości. Na starcie liczna ekipa z Polski - co ważne, jesteśmy w prawie każdej kategorii wiekowej! Nie ma co ukrywać, pod względem obsady Mistrzostwa Słowacji to nie Puchar Swiata. Brakuje Niemców, Hiszpanów, nielicznych ale doskonałych Łotyszy. Współczynnik zawodów będzie w okolicy 10pkt - dużo, ale i wśród Słowaków i Czechów są zawodnicy, którzy tanio skóry nie sprzedadzą - doskonała Gabi Kudelaskova, siostry Prohazkove, Simon Liptak, Alexander Adam. No to jedziemy. Zgodnie z przewidywaniami z płaskiego w strome przez wąskie ustawienie i trasa zbiera żniwo. Szczęśliwie, zamiast barierek po lewej mamy trawiasty stok na którym można miękko wyladować i wrócić do rywalizacji. Trasa bez historii - kto nie pogubi się na zmienie prędkości ten dojedzie na czysto. W kategoriach dziecięco-młodzieżowych jesteśmy wysoko. Wśród pań na placu boju zostaje Ania Nowak. Wśród panów mocny przejazd Bogusia, dobra jazda Antka i doskonała Michała Styrylskiego (Skimka), który pewnie obejmuje prowadzenie. Równie dobrze jedzie jego brat, Michał, który pomimo przerwy w treningu jest blisko czołówki. Przejazd drugi ustawiony podobnie - płasko, stromo, pojawia się prędkość i kłopoty ale zaczynamy zbierać medale : Susie w dziewczynkach złoto, Darek i Patryk - złoto i sredbro w chłopcach, Karolina i Asia - srebro i brąz w dziewczynkach starszych, Jakub sredbro w chłopcach starszych. Nasza mistrzyni z Włoch, Iga, do kolekcji dodaje złoto na Słowacji, na trzecim miejscu kończy Natasza. W junorach starszych srebro Maćka. W koronnej kategorii wiekowej u pań Ania Nowak na miejscu piątym. Strata 9,56pkt do doskonałej Gabi Kudelaskowej to dobry wynik. A u panów .. w pierwszej piątce trzech naszych zawodników! Gubi się Bogusław ale Mariusz Styrylski na miejscu piątym. Antonii Zalewski nie obroni tytułu sprzed roku - miejsce trzecie. W gorący dzień i z gorącymi głowami czekamy na kończący zawody przejazd Michała Styrylskiego. Jako jedyny w stawce nie popełnia żadnego błędu jadąc lekko, swobodnie i szybko! I tym razem dokłada Simonowi Liptakowi pół sekundy kończąc zawody z łączną przewagą 1,11sek na zasłużonym pierwszym miejscu! Za tydzień Mistrzostwa Słowenii - Polaków raczej zabraknie. Szykujemy formę na trzy dni ścigania podczas Mistrzostw Europy i Pucharu Świata w hiszpańskim Villablino. A już na początku września (7-9.09) emocje Mistrzostw Polski i finał Pucharu Świata na warszawskiej Agrykoli - jednej z najciekawszych tras kalendarza startów. M.
    1 punkt
  7. Może boją się, że nawet sztucznego nie zdołają tyle naprodukować przy takich bryndzowatych zimach.
    1 punkt
  8. Ta, chyba dla rowerzystów. W Szczyrku są ostatnio tak wielkie opady, że ten freeride to będzie po trawie i kamieniach. Lepszy sztuczny śnieg niż żaden a na nic więcej bym nie liczył.
    1 punkt
  9. Freeride zone na Julianach, już widzę taki napis na mapie , hahaha 🙂
    1 punkt
  10. Nie każdy kocha sztruks i sztuczny śnieg, są też inni narciarze...
    1 punkt
  11. Czyli wycięli całą Halę, żeby było szeroko a tutaj sztucznie zwężają fantastyczną polanę? Nie rozumiem tego. Poniżej zdjęcia z początku lipca (dodałbym je wcześniej, gdyby działał Tapatalk)
    1 punkt
  12. "No to Poloneza czas zacząć" - jak to powiedziała rdza do rdzy... Decyzja o starcie w tym maratonie zapadła dość spontanicznie, choć na liście startowej byłem od dawna. Wpisałem się tak na wszelki wypadek. Ale start opłaciłem w ostatniej chwili. Miałem obawy o możliwość uzyskania wolnego - udało się! Żona zaakceptowała, ale z bólem głowy. Szef dał zielone światło, bo wiedział, że zawsze mogę to szybko odrobić. Nawet dostałem niezłe wsparcie w postaci premii! Pozostało zdecydować czym jechać? Szosa odpadała, bo zbyt wiele jazdy w terenie i szkoda takiego roweru. Mój Full byłby idealny, ale potrzebuje serwisu. Po za tym,tylny zawias ogranicza możliwości dodania pakunków. Padło na Fata, ale tak na prawdę od początku chciałem nim jechać. Nie musiałem tutaj specjalnie walczyć z czasem, więc najwyżej jechałbym dłużej. Start z Baraniej Góry, spod Schroniska na Przysłopie o 8:00. Wiele osób tam spało, więc mieli łatwo. Ja musiałem dojechać i tu zaczynały się schody. Samochodem nie da się tego zrobić legalnie, więc ja napisałem prośbę do Nadleśnictwa. Jeśli wierzyć pracownikom schroniska, nikomu to się nie udało. Jakie było moje zdziwienie, kiedy już na drugi dzień ktoś oddzwonił, dopytał na ile chcę tam wjechać i... od razu dostałem zgodę! Tutaj o tym piszę, ale w oficjalnym artykule pominąłem ten wątek. Melduję się tu o 7:00. Odbieram pakiet i robię ostatnie przepaki. Przy okazji wzbudzam niemałe zainteresowanie. Ludzie dopytują, niektórzy trochę tak z niedowierzanie, że ja na poważnie tym do Gdańska... Chwilę przed ósmą zjeżdżam na linię startu, gdzie robi się tłoczno. Na starcie stanęło ok 200 zawodników, mimo, że to pierwsza edycja i nie wiadomo co to będzie. Odliczanie i ruszamy za pojazdem prowadzącym. Kawałek dale skręcamy w lewo i zaczynamy podjazd pod Stecówke. Niby rzeka płynie w dół... Pewnie po to taka atrakcja, żeby możliwie rozciągnąć stawkę zanim wjedziemy na otwarte drogi publiczne. Obciążonym Fatem to nie to samo co na lekko, ale idzie sprawnie. Następnie skręt i już suniemy w dół koło Pałacyku Prezydenckiego. Widać, że wielu się boi... Tłuścioch ochoczo nabiera prędkości i łykam kolejnych zawodników. Mam swoją chwilę. Dźwięk opon też pewnie nieco onieśmiela. Dlaej koło J.Czernieńskiego i ciśniemy przez Wisłę i Ustroń. Prędkości niemal non stop powyżej 30 km/h. Często łapie się komuś na koło i odpoczywam. Sielanka trwa praktycznie do Drogomyśla, gdzie po paru skrętach wjeżdżamy na wały J.Goczałkowickiego. Wszystko byłoby świetnie, gdyby nie te chaszcze! Trawa po szyję i dobrze, kiedy to tylko trawa, a nie Maliny, czy Ostrężyny z kolcami. Tempo zdecydowanie spada i do tego niezła duchota! Ani grama wiatru, a jazda wymaga zaangażowanie większych sił. Kilkanaście kilometrów zdaje się nie kończyć, ale kiedyś musi i wpadamy wprost na tory kolejowe! Po szynach widać, że pociągi kursują tu regularnie. Trochę nie najlepszy pomysł na trasę rowerowego maratonu. Do tego z budki wychyla się pani i opierdziela nas. Ponoć zadzwoniła na Policję... Nic tu po mnie i szybko ruszam dalej. Nie czekam na rozwój zdarzeń. Dalej trochę betonowych płyt i ciekawy singiel. Widać tu, że większość to kolarze szosowi i sobie kompletnie nie radzą. Dobra moja! Ale kawałek dalej już asfalt i tak do końca zapory. A tam lody! Niemal wszyscy tu zawinęli. Do tego można było do tankować płynów. Warto, bo prędko kolejnej okazji nie będzie. Ruszam szutrami i objeżdżam kolejne osoby. Widać, że w terenie tłuścioch nie jest gorszy. Dopiero kiedy zbliżam się do Oświęcimia, zaczynają się długie odcinki asfaltowe i tu już taki dobry nie jestem. Musze też zrobić sobie przerwę na popas. Tylko jedzonko jakby mi nie wchodzi... Czyżby już pierwszy kryzys? Chyba tak. Ale zbieram się i cisnę dalej. Gdzieś w połowie drogi między Oświęcimiem a Krakowem spotykam "Ojca Dyrektora", który częstuje nas wodą. Ku mojemu zdziwieniu słyszę: "nieźle ciśniesz, jesteś około trzydziestego miejsca!". Niezłe zdziwko! To dodaje skrzydeł, zwłaszcza przed trudną wspinaczką - taka tam przeszkoda. Gdzieś przed Krakowem, podczas zakupów, dopada nas burza. Może jakbym od razu pojechał to bym jeszcze kawałek ujechał, ale spotkałem super chłopaków. Prognozy pokazują, że potrwa to max 2 godziny, więc lepiej przeczekać niż zmoknąć i tracić energię na rozgrzewkę. Tutaj miała miejsce pierwsza mega historia. Otóż Pani sprzedawczyni właśnie zamykała sklep, ale pozwoliła nam odpocząć pod wiatą na zapleczu. Zaczęliśmy zagadywać:"ma Pani coś ciepłego do jedzenia? Może ugotuje nam Pani Pierogi z mięsem?" Jeden z kolegów poszedł dalej: "Co ma Pani w lodówce? Zapłacimy" Po kilku minutach Pani wyciągnęła z zamrażarki dwie paczki Pierogów i udała się do kuchni, takiej bardziej dodatkowej. Ugotowała je i okrasiła cebulką. Mniam mniam, ale to było dobre! Przy okazji zaoferowała nam noclegi! Ale to zbyt wczesna pora i trzeba harować dalej. Tutaj wspomnę, że ten maraton chciałem wykorzystać do kolejnych kwalifikacji, o czym już wcześniej pisałem. Czyli do zrobienia 600 km w dwie doby. Czyli z góry wiedziałem, że będę musiał jechać całą pierwszą nockę i następny dzień. Gdzieś w okolicach Autostrady A4 zaczyna się szybki odcinek. Teraz same równe asfalty i prędkości rosną, ale zbliża się zmierzch. Już pod Wawelem jadę w półmroku. Trochę mam obsuwę w stosunku do planów. Myślałem, że o tej porze, będę dojeżdżał do Dunaju... No cóż, powoli do przodu. Dojeżdżamy już po ćmoku w okolice Wieliczki i ponownie skręcamy w chaszcze. Ponownie trawa po szyję i do tego mokra od wcześniejszego opadu. Mało fajny odcinek, ale krótki. Ponownie wpadamy na asfalty, czasem jeszcze ścieżkę w budowie. Ale jest dobrze i szybko! Koło północy znajdujemy fajną miejscówkę na popas - równe pobocze pod jasną lampą. Niestety ta podczas konsumpcji tak po prostu gaśnie. Nie mogła wytrzymać jeszcze kilka minut? To chyba piątek trzynastego. Zbieramy manele i przy okazji ekipa się dzieli co raz bardziej na mniejsze grupki, aż w końcu pozostajemy we dwoje. Wszyscy kimają na ścieżce, w krzakach, na poboczach, Normalnie tłumy! My we dwoje postanowiliśmy jechać całą noc i objechać przeprawę promową. Dla mnie najistotniejsze, żeby kilometry leciały. Na objeździe mamy przynajmniej stację benzynową, a to oznaczało cywilizowaną toaletę i możliwość ciepłego posiłku, z czego w pełni korzystamy. Przez chwile nieco brał mnie sen, ale szybko wstaje i ruszamy dalej... Ciągle asfalty! Trochę nudno, ale za to tempo dobre. Małopolska to jasny punkt na mapie szlaków rowerowych. Ciśniemy tak do Szczucina, gdzie postanawiam coś zjeść, choć bez większej nadziei. Ale jest tu Targ! I to spory! Jedzenia pod dostatkiem i do tego za niewielkie pieniądze. Przy okazji zagadał na Bułgar, handlujący tutaj chyba damską odzieżą. Świetnie mówił po polsku. Pytał o rowery, nasze zawody, choć z niedowierzaniem. Jedna My musimy ruszać dalej. Opuszczamy Targ i wracamy na trasę. Ale się niemiło zdziwiłem, kiedy zorientowałem się, że nie zabrałem "nerki", w której miałem pieniądze, dokumenty, telefon, karty... Szybkie zawiniątko i z całej siły z powrotem, choć trochę bez nadziei. Ależ się zdziwiłem, kiedy dojeżdżam na miejsce, a tam uśmiechnięty obywatel z Bułgarii wręcza mi moją zgubę. "Co, zapomniałeś? Sprawdź czy wszystko jest." Na co ja uradowany: "Nic nie będę sprawdzał, Pan jest uczciwy człowiek". Wręczyłe 5 dych z wdzięczności i ruszyłem dalej. Wyobraźcie sobie, że on obdzwonił z mojego telefonu wiele osób, które uważał za najbliższe po wpisach, żeby mnie odszukać i nawet chciał za mną jechać!!! Klasa człowiek! Uratował wyjazd... Kidy kończy się woj. Małopolskie, kończą się w większości asfalty. Ponownie zaczyna się jazda po wyrośniętej trawie, czasami po polach, piachu, błocie i innych szuwarach. Bywają też długie asfaltowe odcinki, ale to normalne lokalne drogi. Niestety wcześniej zlekceważyłem odpowiednie zaopatrzenie i zaczęło mi brakować wody. Na szczęście w okolicach Sandomierza jest sporo sadów. Parę niedojrzałych jeszcze jabłek wciąłem... Aż w końcu sklep! Nareszcie! Tankuję do pełna i co nieco podjadam. Pytam też o restaurację, gdzie można by dobrze zjeść. Ponoć jest taka na trasie i to niedaleko. Faktycznie i z daleka macha mi mój wcześniejszy kompan, który dawno temu mnie opuścił, bo jednak go ograniczałem. Był szybszy. No, teraz sobie pojem! Zamówiłem Schabowego z ziemniaczkami i mizerią. Mimo, że porcja spora, dalej nie czuje się najedzony. Zamówiłem drugiego schaba... Dopiero teraz było dobrze. Jedzenie ważna sprawa, zwłaszcza przed wyzwaniem dnia...
    1 punkt
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...