Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Ranking

  1. tanova

    tanova

    VIP


    • Punkty

      7

    • Liczba zawartości

      2 774


  2. Chrumcia

    Chrumcia

    VIP


    • Punkty

      6

    • Liczba zawartości

      800


  3. Jeeb

    Jeeb

    Użytkownik forum


    • Punkty

      4

    • Liczba zawartości

      4 983


  4. Cosworth240

    Cosworth240

    Użytkownik forum


    • Punkty

      3

    • Liczba zawartości

      1 795


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 22.10.2019 uwzględniając wszystkie działy

  1. @Jeeb , @marboru - dzięki. Teraz w Bottrop jak i Wittenburgu właścicielami zdaje się są Holendrzy? Tłumaczką bywam, w wolnych chwilach - a tych niestety w nadmiarze brak ... Może jak będę na emeryturze, to poświęcę się przekładowi kryminałów narciarskich 😁. Czemu nie? Byłby to jakiś pomysł na życie 👍
    3 punkty
  2. Przyszedł czas na kolejne wyjście w góry i kolejną relację. Pogoda jak zwykle nam się udała 😁 Tym razem wypad z Palenicy Białczańskiej na Rusinową Polane, Gesia szyje, Rówień Waksmundzka i powrót na Palenice Białczańska. Na parkingu byliśmy dopiero koło 8.30. 8. 45 wyszliśmy na szlak. Na początku było łatwo i przyjemnie, do Rusinowej pokazywalo godzinę, a nam wolnym tempem zajęło to 50 minut 😛schody w przenośni i dosłownie zaczęły się po odpoczynku na Polanie jak zaczęliśmy iść na Gesia Szyję.... To nam dało w nogi.... Było warto bo widok stamtąd ładny, nawet Kasprowy Wierch widac😉 ludzi na szlaku mało, spotkaliśmy jednego samotnie idącego "wędrowca" i kontynuowalismy spacer razem 😉szliśmy przez Rówień Waksmundzka i w stronę drogi prowadzącej z Palenicy do Morskiego Oka i stamtąd na parking. Całość nam zajęła ok 5 godzin spokojnym tempem. Bardzo przyjemny dzień. Rano było chłodno i szłam w kurtce, ale po 30 minutach już zdjelam kurtkę, polar i zmieniłam koszulkę z długiego na krótki rekaw😂 Nie wiem czy to nie ostatnie wyjście w tym roku, mam nadzieję że nie😉 Filmik w trakcie montażu 😉
    3 punkty
  3. Już w najbliższy weekend w Warszawie odbędzie się kolejna edycja Snow EXPO. Ja się wybieram w sobotę. Ktoś z forumowiczów wpada? Z ciekawostek programowych - nasz szef Jacek będzie miał dwie prelekcje http://www.snowexpo.pl/program
    2 punkty
  4. Nazwiska Marc Girardelli nikomu nie trzeba przedstawiać. Po zakończeniu kariery zawodniczej wielki mistrz sportu z działa w różnych obszarach biznesu i turystyki, a ostatnio próbuje swoich sił również w … literaturze. Niedawno wpadła mi w ręce książka – pierwsza część narciarskiej trylogii kryminalnej (choć może cykl rozrośnie się jeszcze o dalsze tomy), napisanej przez Marca wraz z mieszkającą w Szwajcarii niemiecką ko-autorką Michaelą Grünig. „Abfahrt in den Tod“, co w wolnym przekładzie można przetłumaczyć jako „Zjazd prosto w śmierć“, ukazał się nakładem niemieckiego wydawnictwa Emons Verlag w 2017 roku. Opowieść dzieje się w kręgach czołówki Alpejskiego Pucharu Świata, a głównym bohaterem jest szwajcarski zjazdowiec Marc Gassmann – poniekąd alter ego samego Girardellego – aktualny numer dwa w klasyfikacji Pucharu Świata, walczący o palmę pierwszeństwa z austriackim rywalem – Peterem Winklerem. A zaczyna się naprawdę spektakularnie – od legendarnego, najdłuższego w cyklu PŚ zjazdu alpejskiego Lauberhorn w Wengen: „Po ponad dwóch minutach na trasie zjazdu nie miał już prawie żadnych rezerw sił. Kolano i całe ciało bolały od wielokrotnego, brutalnego lądowania i uderzeń na oblodzonej, nierównej trasie. Chwilami wibracje były tak silne, że wydawało mu się, jakby lada moment wiązania miały odpaść od nart. Ale oczywiście nie odpadły. Wszystko, czego teraz potrzebował, to chwila odpoczynku. Odrobina ulgowego ześlizgu. Ale na tej trasie to absolutnie nie wchodziło w grę, więc tylko przekonanie, że tu i teraz dzisiaj wygra, utrzymywało go na nogach. Jeszcze niżej, gdy skrajne napięcie i wyczerpanie nieomal pozbawiły go przytomności, ledwie wyrobił na wirażach Ziel-S. Obraz zbliżającej się pomarańczowej siatki ochronnej rozmywał mu się przed oczami. Najchętniej po prostu poddałby się grawitacji i oparł całym ciężarem na siatce. Kolana miał jak z gumy i ledwie kontrolował narty. Teraz czekał go morderczy zakręt w lewo, a potem jeszcze dwie przeszkody, wymagające absolutnej mobilizacji, aby pokonać Ziel-S. To właśnie tutaj wielu narciarzy pogrzebało szanse na zwycięstwo w ostatnich sekundach wyścigu. Ale jemu to się nie zdarzy! Zacisnął zęby. Zwycięstwo już nosiło jego imię. Jeszcze kilka sekund i to jemu będą wiwatować kibice na mecie. Nikt i nic nie odbierze mu tego sukcesu“ […] To zdarzyło się na ostatnim wirażu przed metą. Tępe uderzenie i odgłos jakby eksplozji – tuż nad nim!“ Marc Gassmann został ugodzony dronem i tylko o ułamek sekundy uniknął śmierci. Wszystko wskazuje na zamach, więc sprawą zajmuje się szwajcarska policja kantonalna – głownie w osobie atrakcyjnej pani komisarz Andrei Brunner. Młodzieńczej miłości Marca Gassmanna z czasów, gdy obydwoje dorastali w Wengen. Cóż my tu mamy jeszcze w tym kryminale narciarskim? Zawody Hahnenkammrennen w austriackim Kitzbühel i w szwajcarskiej Crans Montanie. Mamy sportowców i ich teamy, sponsorów, dziennikarzy – cały ten zgiełk towarzyszący narciarskim wydarzeniom najwyższej rangi. Złamane serca, wielkie ambicje, silne emocje, wielkie pieniądze, naginanie prawa i nie zawsze czyste interesy. Spektakularny wypadek samochodowy na przełęczy Arlberg , strzały i krew na stoku. Niestety kolejne zawody oglądamy oczami nieco mdławej pani komisarz, a nie zawodników. Trochę szkoda. Akcja trochę się przymula, kosztem rozmaitych obserwacji obyczajowych, skądinąd też interesujących, ale … Mamy nieco wynurzeń psychologicznych ze świata wielkiego sportu, a może i z autopsji, które autorzy wkładają w usta Marca Gassmanna: „Wiesz, traktuję zawody jako wyzwanie dla samego siebie. Właściwie nie ścigam się z moimi konkurentami, ale ze sobą. Trenuję od lat, aby rozwijać swoje ciało i ducha. Aby jeszcze szybciej i bardziej instynktownie reagować na nieznane problemy. Aby poznać, kim jestem naprawdę. Okiełznać własne słabości i mieć nad nimi kontrolę. Nie zawsze mi się to udaje, miewam gorsze momenty, w których sobie odpuszczam. Ale w tak ekstremalnej sytuacji jak zawody Pucharu Świata można wiele dowiedzieć się o sobie. Gdzie są moje słabe punkty i gdzie są moje granice. I wiesz, co jest najbardziej fascynujące? Z właściwym nastawieniem i właściwym treningiem – możesz te granice przekraczać. Wtedy jest tak, jakby się miało skrzydła i unosiło w powietrzu. To genialne uczucie!“. Zakończenie, cóż … nie będę zdradzać, może kiedyś przeczytacie, choć póki co cała trylogia jest tylko w oryginalnej wersji językowej. Ale może będzie to dla Was kolejny powód, aby podszlifować sobie trochę niemiecki? Na mnie czekają kolejne dwa tomy cyklu autorskiego tendemu Girardelli-Grünig: „Mordsschnee“ (Morderczy śnieg) i „Eiskalte Spiele” (Igrzyska zimne jak lód). Taki mam w tym roku sposób na skrócenie oczekiwania na zimę. A Wam życzę udanego nadchodzącego sezonu narciarskiego – bez spadających dronów i psychopatycznych morderców na stoku, no i oczywiście – wielu emocji sportowych, czy to jako zawodnicy, czy jako kibice. Wszak pierwsze zawody Alpejskiego Pucharu Świata już w sobotę! Pozdrawiam serdecznie.
    2 punkty
  5. Maca miałem kiedyś przyjemność poznać osobiście w Jego hali narciarskej w Bottropp Tanova gratulace, wreszcie dostałaś swojego bloga
    2 punkty
  6. Pogoda rzeczywiście wyjątkowo rozpieszcza. Nie wiadomo czy odwiedzać zjawiskowe o tej porze roku Stawy Milickie gdzie rozległe stawy powoli zamienią się w błota i pola czy może łapać góry bo tam też jesień pierwsza się skończy. Na razie chwytam obie sroczki ale ze wskazaniem jednak na tę drugą. Rudawy Janowickie! To najpiękniejsze pasmo na Dolnym Śląsku i jest to nawet łatwe do uzasadnienia. Liczne odlotowe formy skalne i sporo doskonałych miejsc widokowych. Do tego drzewostan mieszany z udziałem gatunków liściastych. Jazda tutaj nie wszędzie jest łatwa - za to zjazdy błyskawiczne. I już wiecie dlaczego jesień trzeba zaliczyć właśnie tutaj. Popatrzmy na oficjalne trasy W Rudawach w całości mamy dwa szlaki - żółty (pętla Rudawy) i niebieski mtb Wieściszów. O pasmo zahaczają znacząco jeszcze trzy inne. Dzisiaj na tapetę wezmę podstawowy - żółty. Trasa ma 41,5 km i pod 1200 m vertical. Jest o tyle łatwa, że znaczna część prowadzi po asfaltach i dobrze utwardzonych szutrach. Są piękne widokowe partie i takie gdzie można grzać stanowczo zbyt szybko. Ale z takiego Wojkowa jest 300 + m vertical podjazdu po luźnym tłuczniu i jeszcze teraz stosach liści. Lekko nie jest. Nachylenia wyglądają tak. Jak wykres jest powyżej 15% w luźnym terenie, czasem z drobnymi przeszkodami to traska już całkiem lekka nie jest... Nasz trud zostanie jednak wynagrodzony. Na początku interesujące formy skalne. Ścianka i Most A tutaj dowód, że niektórzy w życiu łatwo nie mają. Skałka to Piec. I jeszcze widok z niego. Zjazd do Karpnik z widokiem na Śnieżkę. A teraz Karpniki (ruiny kościoła i pałac - hotel) Widokowy i otwarty kawałek u podstawy gór. Wspomniany podjazd z Wojkowa I jeszcze trochę okoliczności. Ale doszedłem do wniosku, że najlepszą trasę to trzeba samemu zestawić i wytypowałem taką linię Obejmuje wszystkie istotne, kultowe miejsca a w tym Starościńskie Skały, Pieklisko, Diabelski Zbór, Ostrą Małą, Skalnik i Skalicę, Wołka i Bolczów. Most i Piec też oczywiście. Jak się popatrzy na profil to tragedii nie widać ale ponieważ to ścieżki piesze to pewnie parę razy trzeba będzie wpychać rower. razem około 32 km i 1030 m vertical Pozdro Wiesiek
    2 punkty
  7. Ja pewnie będę jak co roku z rodziną około 12. Ze zniżki właśnie skorzystałem przy zamówieniu biletów prze internet. Pozdrawiam
    2 punkty
  8. @Cosworth240 Tak, pamiętam Twój wpis, chyba coś ze dwa lata temu? Szkoda, że na konferencjach, na które jeżdżę, nie ma takich gości.
    2 punkty
  9. Chwaliłem się tym kiedyś na forum, ale na pewnej nudnej (trochę przesadzam - w sumie była nawet ciekawa) prawniczej konferencji poznałem Marca, bo sprawa dotyczyła prawa sportowego. Był tam tez Marco Buchel. Pogadałem z moim idolem z czasów młodzieńczyli, czyli Girardellim, który bywał nawet podobno od czasu do czasu w Sopocie, bo zdarza mu się jeździć od czasu do czasu z dzieciakami właścicieli jednego z tamtejszych hoteli. Bardzo sympatyczny facet.
    2 punkty
  10. W końcu, po 5 latach starań, ruszają dotowane transgraniczne połączenia autobusowe Polska/Słowacja. Połączenie obsłuży firma zebrabus, za pieniądze publiczne. "Najprawdopodobniej już na końcu października wystartuje nowa regularna linia autobusowa. Będzie to pierwsza wojewódzka autobusowa linia transgraniczna w Polsce, która została zorganizowana przez Urząd Marszałkowski Województwa Małopolskiego oraz przewoźnika ZebraBus.pl – na podstawie inicjatywy społecznej. Trasa linii będzie prowadzić z Bukowiny Tatrzańskiej przez Zakopane, Kościelisko do Chochołowa, skąd autobusy będą kontynuować jazdę dalej już po terenie Słowacji: m.in. do miejscowości Suchá Hora, Vitanová, Oravice, Zuberec, Oravský Podzámok oraz Dolný Kubín." https://zebrabus.pl/nowa-linia-eurolinia-tatry/
    2 punkty
  11. 10% zniżki na bilety z kodem: skionline.pl Bilety do strefy EXPO są do nabycia w kasach przed wejściem na targi w cenie 29 zł osoba dorosła, 19 zł po okazaniu ważnej legitymacji szkolnej lub studenckiej. Bilet obowiązuje na jeden, dowolny dzień "SNOW EXPO" + jeden, dowolny dzień "Narodowy SKI Test". Dzieci do lat 7 pod opieka dorosłych wchodzą bezpłatnie. Są również bilety 2-dniowe. KUP BILET NA SNOW EXPO 2019
    2 punkty
  12. COS małymi krokami ale do przodu - BRAWO!!! http://bip.cos.pl/2062/budowe-tymczasowego-wodociagu-do-dosniezania-trasy-narciarskiej-ondraszek-odcinek-tzw-es-lacznik-trasy-narciarskiej-na-male-skrzyczne-hala-jaworzyna-wraz-z-instalacja-elektryczna Zdecydowanie czekam na zbiornik do naśnieżania.
    2 punkty
  13. @tanova i jest kolejny skionlinowy Bloger Super! Świetny wpis. Niestety niemieckiego nie znam...ale wiem, że jesteś tłumaczką niemieckiego i to bardzo, bardzo dobrą Może byś tak całość dla nas przetłumaczyła? Żart. Pozdrawiamy z Paulą bardzo serdecznie.
    1 punkt
  14. W ostatnim tygodniu poświęciłem trzy dni na zwiedzanie tamtych okolic.... samochodem. Od Wałbrzycha po Świeradów i Jelenią Górę. Muszę przyznać, że ilość szlaków rowerowych jest powalająca. Dwa, wspaniałe tereny. I rzeczywiście Rudawy Janowickie, zaczynając wcześniej od Łomnicy i doliny Bobru przez Miedzianke i dalej drogą przez Pustelnik do Gostkowa (nie wierzyć google, da się przejechać:)) a następnie do Marciszowa to jedna z najpiękniejszych tras jakie widziałem w Polsce a sama okolice jest piękna. Rudawy Janowickie są warte zobaczenia. Bardzo.
    1 punkt
  15. Pawełku a ja ciągle czekam na warunki aby pojechać Val Mesdi
    1 punkt
  16. Oby była dobra zima od początku do końca. Bo na takie obrazki jak ze świąt z grudnia 2016 przykro się patrzy:
    1 punkt
  17. Snieg nie musi wcale padac, gdzie jak gdzie, ale w tych rejonach bez zadnego problemu naprodukuja go az nadto! 😀
    1 punkt
  18. Oby , ale patrząc na ostatnie zimy , to chyba łatwiej 6 w totka trafić niż załapać się na metr codziennej dostawy białego;-)
    1 punkt
  19. prawdziwa z Ciebie Taterniczka - gratulacje
    1 punkt
  20. A ja kupiłem bilet lotniczy na trasie Krakow-treviso-Krakow w okresie 14-18 grudnia i jeszcze nie wiem co ze sobą zrobię dalej, moze Cortina a moze coś tym razem innego. Byle było w zasięgu 2h autem od lotniska w treviso. Jak ktoś ma sugestie coś w okolicy 2h od treviso ale coś innego niz cortina, to chętnie posłucham rad bardziej doświadczonych forumowiczów.
    1 punkt
  21. Przypomina mi się jak to kiedyś bywałem w Budapeszcie. Dla mnie to fascynujące miasto. Byłem tam wielokrotnie i znam go o wiele lepiej niż Warszawę. Pierwszy raz byłem w Budapeszcie w 1976 lub 1977 roku, ostatnio w 2016. Byłem chyba we wszystkich większych miastach. W małych także bywałem. Żałuje tylko że nie udało mi się odwiedzić, mimo szczerych chęci i wielu postanowień, miejscowości Kutas. Byłem niedaleko, w Sekkutas, no ale z pewnością tam zajadę. Piszecie tu o swoich odczuciach odnośnie Węgier i Budapesztu. Prawdę powiedziawszy Budapeszt to inna bajka, niesamowicie różni się od prowincji. Nawet od większych miast, takich jak Debreczyn, Segedyn, Pecz, Miszkolc, Gyor czy Szombathely. Nie tylko miasta różnią się, ale i regiony. Północny wschód jest górzysty, północny zachód pagórkowaty i równinny. Cały środek równinny, a na południu, koło Peczu górki podobne jak na Podkarpaciu. Jak dla mnie całe Węgry są fajne, bo po prostu lubię tam bywać, lubię ludzi i tak jakoś dobrze się tam czuję. Jakbym odwiedzał rodzinę. Poleciłem Wam Baltazara bo i mnie go kiedyś polecono. Szału nie ma, wykwintnych wnętrz także, no ale menu mnie niesamowicie pasowało. Po wielu pobytach na Węgrzech doskonale znam ich potrawy, nawet odróżniam bogracz z okolic Nigeryhaza czy Debreczyna od tego z okolic Baja, Seged czy też okolic Pecz albo Zalakaros. Nie wnętrza, marka i nazwa robi smak. Kiedyś gościłem w Hiltonie w Budapeszcie. Widok z pokoju miałem wspaniały, wprost na Dunaj i Parlament. Cóż z tego skoro jedzenie tam było co najwyżej średnie. Lubię spróbować smaku "z budy", z przydrożnego zajazdu, tam gdzie stołują się miejscowi. Baltazar ma wyszukane tradycyjne węgierskie smaki, ma też wina!!! Każdemu polecam, mimo, że tanio tam nie jest, no ale to Starówka, centrum turystyczne. Znaczna część Węgier to pola uprawne. Pszenica i kukurydza, słoneczniki i kukurydza, także winorośl, ale to raczej na górkach. Lasów mało, tylko na północy, Matra i Góry Bukowe. Praktycznie całe Węgry leżą na termalnych wodach, a w Heviz to nawet sama ta woda wypływa spod ziemi do jeziorka. To też osobny temat, termy węgierskie. W samym Budapeszcie jest ich kilka, warto je zaliczyć, z całą pewnością chyba najstarsze w Hotelu Gellert. Nie będę się rozpisywał, bo to moje wspomnienia sentymentalne i obarczone brakiem obiektywizmu z uwagi na moje uczucia do tego kraju. Co sie zaś tyczy Słowacji to chyba jechałeś od Chyżnego, przez Rużomberok, Bańską Bystrzycę i Żar nad Hornem do przejścia na Dunaju w Sturovo. Ta część Słowacji, od Zaru do Sturova to jakaś taka przasna, zaniedbana. W ogóle Słowacja to dziwny kraj, niby bogatszy od nas, a tego nie widać. Region Bratysławy charakteryzuje się dochodem na głowę około dwukrotnie wyższym niż Warszawa. Średnie płace Słowaków są wyższe niż u nas, a jakos tam biednie to wygląda. Na Węgrzech też prowincja nie wyglada bogato, powiedziałbym że biednie. Przedstawiony przez ciebie ośrodek narciarski Donovaly doskonale znam. Do 1997 roku, znaczy się do czasu uruchomienia kolei gondolowej na Jaworzynę w Donovaly bywałem corocznie. Miałem tam znajomego, którego nota bene poznałem przez przypadek jeżdżąc na nartach, u którego wynajmowałem cały dom, tzw chatę. Super warunki a i cena wówczas mi w zupełności pasowała. Donovaly to oblegany przez narciarzy ośrodek, szczególnie Węgrów. Mają blisko, górki łagodne, trasy łatwe. Co prawda jest tam i jedna trasa czarna, a i czerwona niczego sobie. Poza szczytem sezonu warto tam wpaść. Ostatnio jeżdziłem tam chyba w 2012, mimo wszystko do Chopoka nie umywa się. Fajnie tak oglądać fotki i wracać wspomnieniami do miejsc w których kiedyś się było i miło spędzało czas. A może tak wybrać się kiedyś na Wyspę Małgorzaty podczas gdy odbywa się festiwal muzyczny? Chyba jeszcze są one organizowane? Zawsze, co roku była jakaś gwiazda, nieraz wiele.
    1 punkt
  22. 7-14 grudnia jadę do Alta Badia 😉zarezerwowane, nie mogę się doczekać 😁
    1 punkt
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...