Ranking
- uwzględniając wszystkie działy
-
Wprowadź datę
-
Cały czas
1 Październik 2007 - 13 Październik 2026
-
Rok
13 Październik 2025 - 13 Październik 2026
-
Miesiąc
13 Wrzesień 2026 - 13 Październik 2026
-
Tydzień
6 Październik 2026 - 13 Październik 2026
-
Dzisiaj
13 Październik 2026
-
Wprowadź datę
08.06.2020 - 08.06.2020
-
Cały czas
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 08.06.2020 uwzględniając wszystkie działy
-
11 punktów
-
Cześć Sobota przywita ka nas raczej chłodno. Szybkie zwijanie obozu aby było "na sucho" a później trochę błądzenia po okolicznych wzniesieniach w poszukiwaniu jakiejś telefonicznej sieci gdyż uprzedzono nas, że chcąc płynąc odcinkiem granicznym musimy się najpierw zameldować Straży Granicznej. Udało nam się w końcu na trzy razy podać imiona nazwiska i pesele. Końcowy odcinek Czarnej Hańczy jest chyba najładniejszy. Rzeka płynie przez las dość wartko. Na meandrach są fajne skarpy i zdarzają się nawet jakieś zwalone drzewa. Nawet ciężko sobie wyobrazić co tu się dzieje w sezonie. Pól namiotowych jest bardzo dużo a zdarzają się okresy, że na każdym nocuje po kilkadziesiąt osób! Po godzince dopływamy do mostu w Rygolu. Tutaj postój w celu ewentualnych zakupów. Chłopaki szukają sklepu - bez efektu - a my z Jarkiem siedzimy pod jakąś wiatą przeczekując deszcz. Tutaj Czarna Hańcza częściowo przekopem a częściowo starym korytem jako Szlamica odchodzi na wschód w kierunku jeziora Szlamy, które przecina granica z Białorusią. My cofamy się przed most do łącznika z Kanałem Augustowskim. Płyniemy na wschód w kierunku granicy. Mamy przed sobą dwie śluzy. Pierwsza to Tartak, na której nie ma nikogo oprócz wędkarzy. Nie czekając, przerzucamy kajaki przy jazie spustowym i płyniemy dalej w kierunku śluzy Kudrynki. Jak widać pogoda jest przeciętna. Dawno nie płynąłem w czapce. Sluzowanie idzie tutaj sprawnie w dzięki uprzejmości Pana śluzowego będziemy mogli rozbić się na terenie śluzy wracając. Teraz przed nami już tylko kawałek do granicy i nią do ostatniej dostępnej z polskiej strony, granicznej śluzy Kurzyniec. Pasa granicznego nie sposób przeoczyć. Później, według zaleceń Straży Granicznej należy płynąć przy polskim brzegu i nie przekraczać środka rzeki, który przed samą śluzą na rozlewiskach wyznaczony jest przez naszych przyjaciół z Białorusi eleganckimi słupami. Przy śluzie odwracamy dzioby na zachód i wracamy do Kudrynek na nocleg. Wieczór przy ognisku z pieńka przywiezione w luku z Warszawy. Pozdrowienia10 punktów
-
Cześć No to płyniemy dalej... Na jeziorze Postaw zatrzymujemy się w Bazie Rybackiej WPN. Cały czas chcemy kupić bilety do Parku. Zazwyczaj dostaje się bilety z kajakami i od razu płci ale byliśmy pierwsi w tej bazie w tym roku i nie byli przygotowani. Baza była oczywiście zamknięta ale obok budynku stał samochód i jakiś gość na oko wyglądający na parkowca. Szukając miejsca na siku zagadnąłem go czy przypadkiem nie ma biletów lub nie wie gdzie kupić. Niestety... dziwił się trochę, że nie dostaliśmy w AsTourze ale rozumie sytuację i w końcu powiedział, że jako pierwsi możemy płynąc bez biletów i pojechał. Na drodze miął się z innym samochodem, tym razem oficjalnym parkowym z nalepkami, który do nas podjechał. Spytaliśmy się o bilety już tak proforma i nadmieniliśmy, że Pan z którym się minął pozwolił nam płynąć bez. Okazało się, że człowiekiem, który zgodził się, żebyśmy płynęli bez biletów był Naczelny Dyrektor Wigierskiego Parku Narodowego. Więc mamy luz! Dalej rzeka wije się nienerwowo wśród trzcin. Jest na tym odcinku dość szeroka, płynie w terenie otwartym, momentami zbliżają się do niej zabudowania. Gdy zdecydowanie skręca na północny-wschód zostawiając po prawej stronie spore rozlewisko to znak, że jesteśmy w Maćkowej Rudzie. Musieliśmy się tu zatrzymać aby kolega wymienił fartuch bo wyposażył się w niepasujący do dziury, od innego modelu kajaka. Okazja do pozbycia się śmieci bo odpoczywać nie ma za bardzo po czym. Po dalszej godzince dopływamy do Budy Ruskiej i jakiegoś prywatnego pola. Szybko rozbijamy namioty. Dwóch kolegów zostaje w obozie a my we trójkę płyniemy około 1 km w dól rzeki aby znaleźć wejście do małego lewobrzeżnego dopływu Gremzdówki. Gremzdówką chcieliśmy dostać się do Jeziora Gremzdy ale rzeczka pod prąd zabrała nam zbyt dużo czasu a jak ostatnie gamonie nie zabraliśmy czołówek więc trzeba było wracać mniej więcej po przepłynięciu połowy zamierzonego odcinka. Rzeczka o tej porze roku była nieprzetarta ale niosła tyle wody, że spłynięcie było dość szybkie. Pod prąd szło jak ... pod prąd małą rzeczką czyli targanie. Po dopłynięciu do obozu, już po zmroku byłem tak zmarznięty, że musiałem iść się przebrać do namiotu i chwilkę się ogrzać w śpiworze no i .... obudziłem się rano. Piątek to wspaniała pogoda aczkolwiek zimno. Korzystamy z prywatnej plażki na mały postój i wypicie jakiegoś izraelskiego czy greckiego trunku. Za gościnę zostawiamy 5 pln w puszeczce na stoliku. Dzień mija dość szybko. Na nocleg stajemy w Dworczysku przed mostkiem zaraz za leśniczówka Łozki (w nowym zupełnie wydaniu). CDN. Pozdrowienia9 punktów
-
Cieszyn kolejny raz podzielony Wprawdzie znam Cieszyn z granicą na Olzie którą zniesiono w 2007r ale nie przypuszczałem że tak szybko zobaczę granicę znowu zamkniętą. Smutne takie miasto podzielone na pół. Tęsknię za tobą Czechu/ Polaku - takie banery są po obu stronach rzeki, dodatkowo oświadczyny Czecha dla Agnieszki Drugi most zamknięty całkowicie. Mostek rowerowy i ścieżki po drugiej stronie niedostępne. Jednak byłem w Czechach Miejsce Pamięci Basen przygotowuje się do otwarcia Rynek obrazuje pustki w mieście, nie pamiętam tak pustego Cieszyna.8 punktów
-
7 punktów
-
Potruchtałem trochę w sobotę po Beskidzie Śląskim. Z uwagi na weekend i słoneczko padło na leśne dukty a nie turystyczne szlaki. Zaliczyłem wszystkie Wisły początki tj strumyczki dające początek Wiśle. Z Slamopola na Przysłup pod Baranią i z powrotem. Biegaczy troje. Plecakowców z 6 -ciu. Na elektrykach około 12 - tu i tradycyjnych bikerów z 10 - ciu. Czyli całkiem spokojnie. W okolicy Salmopola dużo spacerowiczów, ale to już taki urok tego miejsca, bo i samo miejsce urokliwe a i łatwo dostępne. Gdy zbiegałem około 12:00 na Salmopolu tłumy. Wszystkie parkingi przepełnione do granic, droga aż po Juliany obstawiona. Dobra kawa i domowe ciasto na Przysłupie jest czyli można się w połowie zregenerować. Wyszło tak. Parę fotek. A teraz parę info. ze Szczyrku. Od okolic ulicy Orzechowej/Olchowej chodnik zastawione w całości samochodami i tłumami ludzi. Naprawdę było bardzo gęsto i tak prawie aż pod skocznię. Bardzo dużo spacerowiczów. Parkingi pod gondolą pełne. Kolejka spora. Pozdrawiam mirekn6 punktów
-
Wracam do Was z relacjami Marzyło mi się spędzić dzisiejszy dzień w Tatrach, w sumie pomysł powstał wczoraj i udało się o zrealizowac. Mikołaj ostatnie 2 tygodnie pracował praktycznie non stop codziennie więc też nie chciałam na niego naciskać, ale sam zaproponował wycieczkę rowerową. No i rano zapakowaliśmy rowery do auta i wio na Siwą Polanę. Studiowaliśmy wczoraj wieczorem mapę i trochę internetu i mieliśmy ambitny plan...Przejechać autem albo na Siwą Polanę albo do Zakopanego i stamtąd do Schroniska na Polanie Chochołowskiej i dalej pójść na piechotę na Grzesia. Nie byliśmy tam jeszcze, poza spacerem do Polany Huciska w tamtym roku. Jako, że pospaliśmy dzisiaj i wyjechaliśmy dopiero przed 8 i po drodze zrobilismy małe zakupy i szukaliśmy zapięć do rowerów(w domu nie moglismy znaleźć, ale udało się kupić w Czarnym Dunajcu) to z Siwej Polany ruszyliśmy rowerami dopiero o 10, przy kasie kolejka więc 10.15 można powiedzieć że wystartowaliśmy. Pogoda przepiękna, słoneczko, delikatny wiaterek, ale ciepły i jedziemy. Na początek droga asfaltowa, w miarę płasko, jechało się dobrze. Na polanie Huciska zrobilismy krótką i przerwę i jazda dalej. Niby to tylko 6,4 km - tak pisało w internecie co to jest....a no jednak trochę jest haha. Skończył się asfalt ale było jeszcze całkiem znośnie, dopiero jak zaczęły się "większe" kamienie i bardziej stromy podjazd to było ciężej, ale na spokojnie daliśmy radę, przez moment zdecydowałam się poprowadzić rowerem bo musiałam się napić wody a potem nie mogłam ruszyć 🤣 Temperatura była dosyć wysoka....ponad 20 stopni było, w samochodzie całą droge powrotna 29 stopni pokazywało.... Dojechaliśmy w końcu do schroniska, gdzie zjedliśmy obiadek i z Grzesia zrezygnowalismy bo umarły nam uda Pierwszy nasz wyjazd rowerowy w tym roku i od razu taki a no i była juz godzina 12 więc też nie chcieliśmy już się pchać na górę, bo na prawdę nie mielismy sił, więc po się męczyć i patrzeć która to juz godzina, ze zanim wrocimy to "będzie późno". Na pierwszą wycieczkę w tym roku wystarczy W dół zjeżdzało się baaaaardzo przyjemnie nie pamiętam tak szybkiego powrotu hahaha. W drodze powrotnej zajechaliśmy do Zakopanego na spacer po krupówkach i wrocilismy do domu. Na zakopiance było dosyć pusto co nas pozytywnie zaskoczyło Dzień baaaardzo udany, jestem przeszczęśliwa Poniżej kilka fotek i za niedługo link do filmu P.S. Tak wiem, za każdym razem mam te same ciuchy 🤣🤣4 punkty
-
4 punkty
-
Dzisiaj parę widoków z centrum Katowic. Niestety ze ścieżkami jest kiepsko. Władze myślą tylko o deweloperach i budują pod nich. Centrum Katowic, Spodek, Muzeum Śląskie, jakas wieża musi być Widoki z tej wieży innym razem. Nawet Gwiazdy tu są... takie piętrowe. Wieża:) Spodek. ... i widok za plecami. 15km jak na pięciolatke to całkiem całkiem wiec pora na zasilenie baterii4 punkty
-
3 punkty
-
3 punkty
-
@Hextor kwiecień była petarda z pogodą za to maj to katastrofa. Nawet buczynę karpacką wymroziło gdzie maj najzimniejszy od 40 lat. To co jest obecnie to też jakiś żart gdzie jeszcze w kwietniu płakali, że Wisła wyschnie. Ja już nie daję wiary żadnym prognozom. Dla mnie ten rok to jakaś katastrofa. Wcześniejsze 3 lata akurat jak brałem urlopy to zaczynało padać. W tym roku piękny, suchy kwiecień to zabronili się poruszać. Maj katastrofa a jak na razie czerwiec nie lepszy. Jak tak dalej będzie to zapomnijcie o ładnej pogodzie na południu kraju. To będzie moja sprawka i pech no chyba, że wrócę do roboty i jak po złości będzie ładnie.2 punkty
-
Rodzinna trasa rekreacyjna Pętla Szczyrkowska to wspaniała przygoda, podczas której turyści pokonają prawie 6 km kolejkami górskimi, 2 km przez urokliwy Szczyrk i 2 km widokową granią - zdobywając najwyższy szczyt Beskidu Śląskiego - Skrzyczne po drodze odwiedzając Schronisko Skrzyczne i bar Kuflonka. Pętlę Szczyrkowską można zacząć: przy dolnej stacji kolei gondolowej Szczyrk Mountain Resort - ul. Salmopolska 53B, lub przy dolnej stacji kolei kanapowej COS OPO Szczyrk na Skrzyczne - ul. Myśliwska 45 Kupując 1 bilet Pętla Szczyrkowska korzystasz z przejazdu 4 kolejami w dowolnym kierunku. Bilet w kasie 59zł , 49zł online2 punkty
-
..abstrahując od kapitalnych widoków solidnie zaprezentowane zdjęcia - przyjemnie obejrzeć2 punkty
-
2 punkty
-
@tanova - od Gąbina do Gardnej gdzieś tam przebija sie widok jeziora, od Gardnej można jechać wzdłuż jeziora ale tylko kawałek i po betonowych płytach i robiąc dodatkowe 3-4 km. Wzdłuż jeziora będziesz wracać jadąc z latarni w Czolpinie do Rowów czy Ustki - nie wiem gdzie nocujesz. Jadąc na Bukowo - Czarny Młyn - Stojcino - Smoldzino jedziesz leśnymi duktami, które mogą być błotniste jeśli będzie w tym tygodniu padać. Natomiast trasa z Czolpina do Rowów przez park to rowerowa autostrada z kilkoma pomostami widokowymi na jeziora Dolgie Wielkie i Małe oraz 2km przed Rowami na Gardno. Z Rowów do Ustki możesz jechać szlakiem R10 lub tak jak @MAIKEL 1977 wzdłuż morza i w Orzechowie wrócić na r10.1 punkt
-
Widziałem takich co ciągnęli przez wydmy rowery z sakwami i przyczepkami dziecięcymi 😁. Są tacy co rowerami z sakwami wjeżdżają na Rowokół😁 - taka górka przed Smoldzinem skąd sie roztacza piękna panorama wybrzeża od Ustki po Łebe ( przy bezchmurnej pogodzie) Google maps tego nie pokazuje - ale widać te ścieżkę jak włączysz widok z satelity. Tak samo z Objazdy do Smoldzina nie trzeba jechać asfaltem - można na końcu Gąbina odbić w prawo na Bukowo -Czarny Młyn i wzdłuż Łupawy dojechać do Smoldzina. Częściowo to szlak zwiniętych torów - tu chyba znajdziesz wszystkie leśne skróty😁 https://www.traseo.pl/trasa/szlak-zwinietych-torow-smoldzino-balamatek-rowerowy-niebieski-ver-2-aa91 punkt
-
Cześć Pogoda była całkiem niezła. Zresztą pogoda nie determinuje niczego. Nie pojechaliśmy się przecież opalać. Pogoda zmienna = coś się dzieje. Zresztą... to jeszcze nie koniec... . A co do relacji to powstaje tylko i wyłącznie dzięki kolegom, z którymi byłem (i z którymi pływamy do lat) bo chciało im się robić zdjęcia i filmy. Mam filmiki z Gremzdówki ale mają po 15-17 minut a ja nie wiem jak je przyciąć. Pozdrowienia1 punkt
-
@tanova - do latarni bez problemu dojedziecie rowerami. Sa tacy co ciągną rower przez wydmę i potem jadą brzegiem morza😁. Jeśli jednak wybierzecie normalny przejazd to wracając z latarni nie skrecajcie w lewo na asfalt do Smoldzinskiego Lasu tylko jedzcie Ok 2km prosto leśna sciezyna, dojedziecie do drogi i trzeba w lewo - oszczędza sie jakieś 4km bo omija sie Smoldzinski Las. Po kolejnych 2km wpadasz na trasę, która pokazał @MAIKEL 1977 w swoim poście - ten skrót widać na mapce jako zielona przerywana linie.1 punkt
-
Wojgoc dobrze to rozpisał , ja prywatnie z reguły trzymam się od asfaltu jak najdalej wolę inny rodzaj nawierzchni😉 ps. Rysiek czynny jest wtorek- niedziela☺️1 punkt
-
@MAIKEL 1977 - Ricardo czynny tylko w weekendy czy w tygodniu również? Ceny nadal z wyższej półki? @tanova - jak najmniej km po dw213. Tam trzeba uważać bo miejscowi jeżdżą jak wariaci. Chyba, ze coś sie zmieniło w infrastrukturze rowerowej od Slupska w kierunku Rowy, Kluki. Fajna trasa Jest od Leby do Kluk wzdłuż jeziora Lebsko, ale obawiam sie, ze może być teraz zbyt mokro na przejazd przez te torfowiska. W Smoldzinie jedz asfaltem a nie jak prowadzi szlak bo wytrzesie Was na płytach betonowych. Na wyjezdzie ze Smoldzina jest bar „przy drodze” - socjalistyczny wystrój ( lamperia olejna na ścianach😁), ale jedzonko smaczne. W Łokciowe natomiast jest Stodoła - tez dobrze karmią. Na początku Smoldzinskiego Lasu jest Pod dębem - dużo, smacznie i do tego na dobre trawienie Szef „polewa” własnej roboty nalewkę dębową👌🏻.1 punkt
-
Odczuwam pewien dysonans między powyższym, a poniższym: Jeśli się nie znasz, a chcesz wypowiadać, to może poznaj choć podstawy. Polecam poczytać choćby wiki: https://pl.wikipedia.org/wiki/Szczepionka W przypadku szczepień nie da się stanąć okrakiem, albo się szczepi wszystkich (wyłączając przypadki gdy są jakieś przeciwskazania), albo wcale.1 punkt
-
Cześć No będę się starł Cię nie zawieść. Jutro jadę do kumpla po całość materiału zdjęciowego i filmowego ze spływu więc będę się rozwijał. Znając, życie to pewnie wpłynęli w Szlamicę w okolicach Rygola bo tam jest taki nieewidentny skręt przed mostkiem a rzeka aż zaprasza do płynięcia prosto. Obecnie aby płynąć odcinkiem granicznym trzeba się zarejestrować w Straży Granicznej z podaniem składu osobowego peseli itd. Była z tym zresztą niezła zabawa z powodu braki sieci. Lataliśmy po jakichś górkach aby dokonać tej rejestracji. Powiedziano nam jednoznacznie, że trzeba się trzymać cały czas polskiego brzegu a przybicie do brzegu sąsiadów może się równać z odprowadzeniem pod bronią i kwarantanną. Byliśmy tam pierwsi w tym roku co dodatkowo wzmożyło czujność służb. O babciach czy dziadkach nie było mowy. Wszystkie sklepy po drodze były nieczynne - liczyliśmy się z tym więc całość towaru mieliśmy ze sobą. Pierwszy spływ nie weekendowy, który udało się zrobić, bez żadnych zakupów. Śluzowi - jak byli - witali nas delikatnym pukaniem się w głowę. Zresztą cała idea płynięcia szlaku Czarnej Hańczy w tym okresie wynikała z faktu, ze w sezonie spłynąć się nim normalnie po prostu nie da. Pozdrowienia serdeczne1 punkt
-
Cześć O podróży Czarna Hańczą do Kanału, Kanałem do Niemna i do Druskiennik pisał już tutaj kolega Gerald. Nasze plany nie były takie ambitne. Chodziło o zwiedzenie szlaku Czarnej Hańczy z jakimiś bokami i dopłynięcie do Augustowa. Czarna Hańcza obecnie pływana jest zasadniczo tylko od Wigier. Górny odcinek jest, ze względu na małą ilość wody i rezerwaty, praktycznie niedostępny dla normalnego pływania na ciężko, bo trzeba kajaki nieść lub ciągnąc na długich (rzędu kilometrów) odcinkach a dwa razy trzeba przewozić. Mieliśmy pięć dni i stąd taka drętwa z punktu widzenia idei spływów decyzja aby odpuścić górę. Zaznaczam, że chyba dałoby radę po konsultacji z parkiem uzyskać zgody na spływ rezerwatami - jakby co służę kontaktami. Zdecydowaliśmy więc zacząć na Kamionce - małej rzeczce wpadającej do Wigier - dostępnej dla kajakarzy od granic parku narodowego. Wody na Kamionce okazało się dosyć by jakoś płynąć pomimo obaw, graniczących z pewnością Pana z AS-Touru, który nas woził po okolicznych mostkach aby znaleźć najwyższy z którego da się spłynąć (Dzięki). Byliśmy pierwszą ekipą, która w tym sezonie brała kajaki z bazy w Maćkowej Rudzie. Nie powitano nas kwiatami ale za to Pan od razu się wyluzował z maseczek i innych rękawic jak zobaczył, że jesteśmy normalni. Każdy - jak to AS Tourze - dostał to co chciał. Były więc dwa Prijony (pierwszy raz płynąłem Prijonem z komorą wypornościową w dziobie - bezsens), dwa Trapery i Trek. Po wypłynięciu na Wigry - koledzy chcieli opłynąć sobie półwysep z klasztorem (imponuje mi ta budowla, i całe założenie zagospodarowania tej wysepki (bo pierwotnie to była wyspa gdzie Jagiełło czy inny nasz władca postawił sobie dworek czy zameczek), zawsze odkąd ją zobaczyłem po raz pierwszy) a ja - jako, że jezioro z kajaka już widziałem nie raz popłynąłem przez przepust rurowy pod mostkiem i później im naprzeciw, żeby wszyscy zmęczyli się tak samo. Pozdrowienia1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Poza tym...w swojej okolicy mam bardzo ciekawą rzecz... pozwolę sobie przekopiować swój opis posta na fb: - To może ja o śluzie. Największa śluza w Polsce powstała na kanale Łączańskim w 1957. - Pani Jadwigo przecież to chodzi o konsystencje -A ja nie wiem, Drewno, żelbet.Co ja jestem Wikipedia?!!" Pani Jadwiga, a właściwie to zdanie z rewelacyjnego skeczu "Nauki przedmałżeńskie" w wykonaniu Kabaretu Skeczów Męczących, zainspirowało. 25 czerwca, kajak znów ruszył w około 37 km wycieczkę, tym razem z Krakowa do Borku Szlacheckiego, w celu zobaczenia "wątpliwego", "mało ładnego", zapomnianego oraz omijanego zabytku hydrotechniki - śluzy "Borek Szlachecki" w Polsce o największym przewyższeniu - 12,0 m. Choć kajakarstwo na Wiśle w Krakowie jest umiarkowanie popularne, to dzisiaj większość ludzi skoncentrowała się w Tyńcu - gdzie można było zobaczyć ceremonię ponownego otwarcia połączenia promowego Tyniec - Piekary. Dalej jest już pusto...W internetowych poradnikach kajakarzy, raczej więcej można znaleźć informacji jak ją ominąć piechotą tą i inne śluzy (przenoska). Tymczasem... Po wcześniejszym uzgodnieniu telefonicznym, Pan śluzowy otwiera wrota, jest godzina 14:20. Wpływamy do komory, wnętrze robi wrażenie. W śluzie znajduje się komora główna, i komora pomocnicza, do której to najpierw wlewa się woda, a następnie przelewa się do komory głównej. Pozwala to bardziej równomiernie, i spokojniej napełnić tak olbrzymią śluzę. No to jedziemy do góry... Dalej zdjęć nie da się robić, kajak jest mały, i przez około 10 minut w najbardziej newralgicznym momencie rzuca nami jak na środku morza przy wzburzonych falach. Dwa razy jestem solidnie zalany uderzeniem kilku większych fal i piany. Po 25 minutach zabawy jesteśmy na górze. Jeszcze tylko uiszczenie opłaty i można płynąć dalej.1 punkt
-
Trudno bardzo jest to wszystko przewidzieć. Z jednej strony ogarnia mnie przerażenie, z jaką łatwością ludzie dają sobie odbierać wolność w wielu dziedzinach, a jeśli pozwolili sobie odebrać 50% wolności, to pozwolą sobie odebrać i 100%. Politycy są w stanie wmówić ludziom niemal wszystko, pod hasłem, że to dla ich dobra, czy bezpieczeństwa. Z drugiej strony, tempo w jakim społeczeństwo niemal całkowicie zmieniło swoje zdanie na temat zakazów, które na początku niemal wszyscy popierali i bulwersowali się, gdy tylko zobaczyli kogoś chodzącego po ulicy, a dziś wg ostatnich badań ok. 50% popiera odmrażanie gospodarki w obecnym tempie, a spośród pozostałych, większa część popiera znoszenie ich szybciej, niż wolniej - to bardzo cieszy. Choć przecież wirusa nie wyeliminowano, a liczba nowych dziennych zachorowań jest niemal taka sama od miesięcy. Ciekawe, czy dziś również niektórzy forumowicze odradzaliby wyjazd na narty, gdyby to była zima. Cieszy też (mnie osobiście) fakt, że w szybkim tempie przybywa osób nastawionych negatywnie do przymusu szczepień, co pozwala mieć nadzieję, że społeczeństwo nie dopuści do tego - bądź demokratycznie obalając każdą władzę, chcącą to uczynić, bądź (w sezonie poza-wyborczym) poprzez protesty, które już się odbywają, a do przymusowych szczepień jeszcze daleka droga - przy obecnej determinacji, można sobie wyobrazić efekt mniej więcej "czarnych marszy x 5"). Niektórzy wierzą, że ustawami (nakazami, zakazami) można "zaprogramować" świat, ale mogą się mocno zdziwić, bo życie rządzi się swoimi prawami. Zwłaszcza, jeśli za owy "przymus szczepień" miałoby odpowiadać to samo państwo, które nie potrafi wyegzekwować od ludzi nawet najprostszej opłaty (tzw. "obowiązkowego" abonamentu TV), ani zmusić do noszenia maseczek dłużej niż przez miesiąc. Na temat samych szczepień, ich szkodliwości, czy też pozytywnych efektów, nie wypowiadam się. Nie jestem ani pro-, ani anty-szczepionkowcem, bo po prostu się nie znam. Podobnie jak Min. Szumowski, który przynajmniej raz szczerze stwierdził, że sam nie wie, co wchodzi w skład leków i opiera się wyłącznie na zaufaniu. Ja natomiast kieruję się wyłącznie troską o własną wolność i prawo do samodzielnego stanowieniu o swoim zdrowiu. Brzmi egoistycznie, ale uważam, że egoizmem kieruje się niemal każdy. Gdy ktoś stwarza zagrożenie dla czegoś, co dla nas cenne (życie, zdrowie, wolność), nie zajmujemy się myśleniem o jakimś mitycznym, anonimowym "społeczeństwie", tylko działa tu reakcja taka, jak u tonącego, który odruchowo chwyta się ratującego go, nie myśląc w tym momencie o tym, że sam może go zatopić.0 punktów







