Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Ranking

  1. tanova

    tanova

    VIP


    • Punkty

      18

    • Liczba zawartości

      2 774


  2. kordiankw

    kordiankw

    Użytkownik forum


    • Punkty

      10

    • Liczba zawartości

      580


  3. marboru

    marboru

    VIP


    • Punkty

      6

    • Liczba zawartości

      7 223


  4. MarioJ

    MarioJ

    Użytkownik forum


    • Punkty

      6

    • Liczba zawartości

      3 571


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 03.08.2020 uwzględniając wszystkie działy

  1. Kolega pisał o Karkonoszach, więc ja dołączę kilka zdjęć ze swoje wycieczki. Mam nadzieje że kolega nie ma nic przeciwko 🙂 Kilka fotek z tras Olbrzymy, które są położone w Karkonoszach. Jeździłem w obu częściach (zachodnia i wschodnia), zachodnia jest bardziej kamienista i trudniejsza. Olbrzymy mnie powaliły, bardzo mi się podoba zachodnia część. Przy zjeździe mózg cały czas pracuje nad linią, nie ma oddechu. pętlę Olbrzymów jechałem od dołu z Piechowic do Michałowic, w Michałowicach jest zawrotka i wraca się mniej więcej w dół, nawigacja jest oczywista i jest to opisane w wielu artykułach w sieci, nie ma co powtarzać w Michałowicach godny uwagi jest sklep spożywczy VINICO gdzie przy ładnym stojaku można postawić rower, a przy stoliku można się czegoś napić, bardzo swojsko i luźno 🙂 natomiast jest jeszcze jeden ciekawy punkt, a nawet dwa złote widoki (na mapie widoczne dwie gwiazdki), na które mniej więcej można podjechać rowerem, ludzi generalnie mało, bo to są opłotki Karkonoszy pierwszy Złoty Widok wygląda tak (ten drewniano-metalowy tarasik to nowość): a drugi złoty widok jest na skraju starej kopalni granitu i tam już prawie nikt nie dojeżdża i nie dochodzi widać całe Karkonosze zachodnie, Szklarską poniżej i Izery, fotka dokumentuje kawałek tego widoku 🙂
    6 punktów
  2. Żeby wyjść na zero, musisz mieć instalację o mocy 20% większej niż twoje roczne zużycie prądu. To co wprowadzasz do sieci energetycznej jest liczone jak 1 do 0,8, czyli jeżeli masz instalację 5 kW, to w ciągu roku powinna ona wyprodukować średnio 5000 kWh. Jeżeli byś w tym czasie jej nie wykorzystywał, to zakład energetyczny policzyłby wprowadzoną energię jako 4000 kWh. Dlatego opłaca się zużywać na bieżąco produkowaną energię (włączać odbiorniki prądu zużywające dużo prądu w czasie gdy instalacja jest najwydajniejsza), bo zużywając prąd na bieżąco jest jak 1 do 1. Nadwyżka energii wprowadzona do sieci, jest do wykorzystania w ciągu następnego roku. Warto dobrać moc instalacji do zużycia, bo przy znacznym przewymiarowaniu, niewykorzystana energia w ciągu kolejnego roku to zysk zakładu energetycznego. Przy instalacji pokrywającej twoje zapotrzebowanie płacisz dwa razy do roku jedynie koszty stałe. W moim przypadku to dwa razy do roku około 70 zł. Instalację mam 5kW. Przez ostatnie cztery lata wyprodukowała po około 5500 kWh energii. Moje roczne zużycie przed zamontowaniem paneli oscylowało wokół 3500 kWh. Co roku do wykorzystania na kolejny rok przechodziło mi około 1000 kWh nadprodukcji. W ubiegłym roku zainstalowałem w domu klimatyzatory z funkcja grzania, z których korzystałem dość intensywnie przez cała ubiegła zimę i wiosnę, w czerwcu podczas półrocznego rozliczenia okazało się, że nadal mam do wykorzystania w kolejnym roku około 1000kWh z nadprodukcji.
    5 punktów
  3. Rudawy Janowickie -Starościńskie Skały-Lwia Góra. Lwia Góra to grupa okazałych skałek granitowych o fantastycznych kształtach .Można powiedzieć ,że poruszamy się w gnieździe skalnym. Urwiska skalne to frajda dla wspinaczy. Nasza wczorajsza wycieczka praktycznie w samotności i ciszy. Fantastycznie. W XIX wieku, z polecenia księcia Wilhelma, brata króla Prus, Fryderyka Wilhelma III w północnej części Starościńskich Skał wykuto skalne schody i zabezpieczono punkt widokowy poręczą, a jedną ze skał ozdobiono żeliwną figurą lwa. Lwa niestety już tam nie ma, został przeniesiony na Zaporę Złotnicką (Leśna,Zamek Czocha).
    4 punkty
  4. Szybko nam minął tydzień urlopu w górach i działo się, oj działo! Było bardzo aktywnie - sporo wędrowania, trochę zwiedzania, rower i rafting. A że ekipa rodzinno-przyjacielska liczna, wesoła i muzykalna - siedemnaście osób w porywach do dwudziestu - to wieczorami były ogniska, gitary i śpiew . Tak więc na pisanie bloga na bieżąco czasu nie było, skończyło się na jednym wpisie z pierwszej wycieczki. Nadrabiam zatem po powrocie, póki jeszcze wspomnienia żywe i świeże. Poniedziałek - trekking z Wierchomli Małej na Halę Łabowską, Runek i Bacówkę nad Wierchomlą O ile w niedzielę spotkaliśmy trochę więcej ludzi na szlaku, zwłaszcza w okolicach Jaworzyny Krynickiej, o tyle w poniedziałek mieliśmy góry niemal na wyłączność. Słońce, góry, piękne widoki i pusto dookoła. Czego można chcieć więcej? Ruszamy leśnym traktem, doliną Potaszni, monotonnie pnącym się przez las w górę. Mozolną wędrówkę drogą szutrowo-płytową osładzają nam leśne poziomki i maliny. Darek z bratem wybierają wariant żółtym szlakiem - zarośniętym i mokrym na początku, ale ponoć ładnie poprowadzonym w dalszej części. Wreszcie jest - Hala Łabowska, schronisko i ogródek przy nim. Tylko tutaj spotkaliśmy nieco więcej ludzi. W bufecie dość skromny wybór barowych dań i pandemiczne obostrzenia. Przy Hali Łabowskiej wchodzimy na Główny Szlak Beskidzki - po drodze krzywy las, miejsca pamięci walk powstańczych i szerokie panoramy: Docieram przez Runek do Bacówki nad Wierchomlą - urocze miejsce z fantastycznym widokiem Aby nie schodzić tą samą drogą, co dzień wcześniej wybieramy szlak rowerowy - 4,5 kilometra szutrowej drogi, ale zdecydowanie ciekawszej niż ta na Halę Łabowską. Wycieczkę kończymy zasłużoną pyszną kolacją w "Chacie pod Pustą" w Wierchomli. W nogach mamy ponad 25 km po górach!
    4 punkty
  5. Piątek - rafting na Popradzie i słowacki Bardejov Powiem tak - spływ całkiem sympatyczny, choć w porównaniu z ubiegłorocznym raftingiem Dunajcem, jednak mniej spektakularnie i mniej adrenaliny. Niestety standardowo spływy kończą się przed Żegiestowem i przed Łopatami (polską i słowacką), które miałam nadzieję zobaczyć z wody. Może kiedyś, jak będziemy sami, to uda się ogarnąć dłuższą trasę. Tymczasem kilka fotek z rzeki: Wczesnym popołudniem było po wszystkim, więc przejechaliśmy się jeszcze na Słowację pozwiedzać Bardejov, zwłaszcza, że pogoda się poprawiła. Na rynku: I tenże rynek z góry, z kościelnej wieży: Uliczka Johna Lennona I na koniec spacer murami miejskimi:
    4 punkty
  6. Nowa płotowa rzeczywistość... To często nawet bardzo malowniczo wygląda... W zeszłym roku skala zjawiska nie była jeszcze taka wielka ale teraz całe połacie lasów, a czasem łąk, są ogrodzone. Tak walczymy z ASF (choroba dzików). Dla rowerzystów ma to całkiem poważne konsekwencje. O ile trasy znakowane (czyli te na www.rowerem.info) przeważnie są przejezdne (choć znam jedną sytuację, że taki szlak został przecięty) to z "własnymi projektami" już różowo może nie być. Nawigacja na OSM-ie (na której wszystko się opiera) nie wie, które drogi są już nieprzejezdne a leśnicy drabin do przejścia skąpią. Nie zawsze będzie możliwość objazdu przeszkody albo powrotu. Na przykład ze względu na czas czy awaryjny wycof z powodu choćby burzy. Pokonanie takiej przeszkody tak aby nie "wejść w szkodę" łatwe nie jest. Szczególnie w pojedynkę. Warto ten czynnik mieć "z tyłu głowy" i założyć dostateczną rezerwę czasu na niespodzianki. Szczególnie w przypadku bardziej głębokich penetracji terenu. pozdro Wiesiek
    4 punkty
  7. Sobota - pętla z Piwnicznej-Zdrój przez Cyrlę pod Halę Pisaną Ostatni dzień naszego urlopu w Beskidzie Sądeckim spędziliśmy znów na górskiej wyrypie. Pogoda - idealna do wędrówki: słońce i rześki, północny wiatr. Cudownie! Zaczynamy przy parkingu w uzdrowiskowej części Piwnicznej. Pierwsze trzy kilometry to marsz boczną, asfaltową drogą do wioski Głębokie. Oj, fajnie byłoby mieć tutaj rower! W Głębokiem wchodzimy na niebieski szlak, który ma prowadzić ścieżkami do źródełka Św. Kingi. Źródełka jednak nie znajdujemy, tylko jakąś kaskadę między domami. Hm... Za zabudowaniami szlak skręca ostro pod górę - idziemy najpierw łąką, a potem lasem. W nagrodę mały relaksik na polanie Kretówki i takie widoczki ... W oddali widać już schronisko Cyrla, do którego zmierzamy na obiad. Bardzo polecam - fantastyczna kuchnia! Mój gulasz jagnięcy w sosie porowym. Pychota! I znów wędrujemy Głównym Szlakiem Beskidzkim - jest pięknie! Jest to zarazem szlak papieski i partyzancki, o czym informują tabliczki: Na szlaku szopka bożonarodzeniowa i krzyż. Takie sąsiedztwo Nieco przed Halą Pisaną od GSB odchodzi żółty szlak do Piwnicznej-Zdrój, którym schodzimy. Jest niemniej malowniczo: Gdzieś pod Jarzębakami: W Jarzębakach miejscowy doradza nam podejście na Bucznik i rzeczywiście warto, bo jest bardzo widokowo: Kapliczka i krzyż milenijny na kopule Bucznika: Widok ze szczytu na Kicarz i Piwniczną-Zdrój. Czy tutaj na Kicarzu jest/był kiedyś ośrodek narciarski? Tak to trochę wygląda. I ten sam Kicarz z dołu, z Piwnicznej ... ... Zdrój Kolejne ponad 20 km w nogach i żal, że tydzień tak szybko minął. A w niedzielę - daleka droga do domu. Prawie dwanaście godzin - przez korki na bramkach na A4, godzinka zeszła nam także na odwiedzinach na cmentarzu po drodze. Bardzo fajne miejsce na wakacyjny reset, mnóstwo pozytywnej energii, piękne wspomnienia . Warto było!
    3 punkty
  8. Środa - turystycznie do Sącza i Sącza Prognozy na środę były takie sobie - trochę burz, trochę przejaśnień, więc zrobiliśmy sobie luźniejszy, odpoczynkowy dzień objeżdżając okolicę krajoznawczo. Ruiny zamku w Rytrze i widok z nich na dolinę Popradu: Stary Sącz - urokliwa starówka i pyszne lody czekoladowo-różane w rynku: I Nowy Sącz: W końcu burze przeszły bokiem i wcale nas nie zmoczyły.
    3 punkty
  9. Wtorek - Królowa Radziejowa 1262 m npm. W zdecydowanie najbardziej upalny dzień z całego tygodnia postanowiliśmy zdobyć najwyższy szczyt Beskidu Sądeckiego. Jakoś nam tego dnia wybitnie nie zagrała logistyka - długo trwał gramoling, potem rozstawienie samochodów w Kosarzyskach i Obidzy, a na dodatek zgubiły się dzieci, które poszły przodem szukać szlaku. No dobra, dzieci pełnoletnie, mają komórki, więc w końcu się ogarnęły i znalazły. Startujemy niebieskim szlakiem z Kosarzysk, bardzo stromo pod górę - dobrze, że w cieniu. A potem ja zgubiłam szlak, idąc sobie piękną drogą na manowce, zamiast kolejną ostrą ścieżyną pod górę. Moje cudne manowce: Zawracam jak niepyszna i wreszcie dochodzimy do żółtego szlaku z Piwnicznej na Niemcową. W drodze z Darkiem Upał doskwiera - napiłby się człowiek jakiegoś zimnego piwa, zjadłby coś. Okazuje się jednak, że Chatka pod Niemcową nie działa, o czym dowiadujemy się dopiero na szczycie - podobno podupadła na amen, a właściciel też w kiepskiej formie. Jak na złość, nie zabraliśmy tym razem chleba i konserwy, ale na szczęście awaryjnie mam w plecaku wczorajsze drożdżówki i wodę. Dobre i to. Na beskidzkim szlaku: Od Wielkiego Rogacza zaczyna się najbardziej spektakularny kawałek szlaku. Tatry, Pieniny i Beskidy mamy jak na dłoni. Gdzieś tam jeździ na rowerze w kółko @marboru z Paulą. Mają zdrowie - w taki gorąc! Pod szczytem spotykamy przyjaciół, którzy wchodzili krótszym szlakiem - z Obidzy i dalej wędrujemy razem. Wreszcie jest i Radziejowa! Turystko - witaj na szczycie ! Wierzchołek Radziejowej jest zalesiony, dlatego stoi tam drewniana wieża widokowa. Oficjalnie - zakaz wstępu, bo brakuje odbioru technicznego po remoncie. Wracamy z Wielkiego Rogacza do Obidzy. Po drodze - idylla, słoneczko dogrzewa. Jak tu nie kochać Beskidu?! Niby tylko nieco ponad 16 km, ale za to prawie 1000 m w pionie.
    3 punkty
  10. Musisz zapytać instalatora jakie ma rozwiązania, nie znam się na tym. Dobrze jest zainwestować w nowocześniejsze panele. Gdy ja montowałem instalację, to wydajność z jednego panela była około 250W, przy instalacji 5 kW daje to 20 paneli. Obecnie są oferowane panele o mocy ok. 330W (być może nawet większej, nie śledzę tego na bieżąco), co zmniejsza liczbę paneli przy porównywalnej mocy.
    3 punkty
  11. Błękity, zielenie, skały, woda i szczyty gór. Ostatni dzień naszej wędrówki po Tatrach w tegoroczny urlop, był pełen słońca i niby tych samych, tatrzańskich, a jakże odmiennych klimatów. Patrzył na nas dzisiaj Krywań, Szatan, Rysy... Wysoka - tatrzańskie giganty...a my? A my cichutko, powoli, nie śpiesząc się, kończyliśmy naszą przygodę z górami...ale wrócimy - jeszcze wiele szlaków przed nami... Dzisiejszą wędrówkę rozpoczynamy szlakiem czerwonym ze Strbskiego Plesa - to ten sam, który od słowackiej strony prowadzi na Rysy. Turystów było sporo (piękna pogoda) ale nie było zatrzęsienia...a po rozłące szlaku koprowego, z rysowym było już całkiem fajnie Narty, wiadomo i zjazdowe, i te do skoków w SP A w oddali Krywań...tak, jakby pilnował tutejszych stoków Początek szlaku... Rozpoznajecie poniższe, tatrzańskie giganty? I tak jakby naszym oczom ukazał się słowacki Matterhorn 😮 Paula dzisiaj jest słodką mandarynką, czy może kwaśną pomarańczą? Tak, tak... to Poprad!!! W dzisiejszej, naszej dolinie są jego źródła. Hincov Potok: Baszty i Szatan... 😮 Wchodzimy do góry i nagle ukazuje się nam, taka oto panorama W centralnej części nasz cel... ...a nieco po prawej od środka, na moje oko Przełęcz pod Chłopkiem? Szersza perspektywa i na moje oko Mięguszowiecki Szczyt Wielki 2438 m npm. Ale my dzisiaj na Koperka idziemy... Piękny jest z oddali!!!! Docieramy nad spektakularne Wielkie Hinczowskie Jezioro. Fantastyczne miejsce! Idziemy dalej i kolejne "błękitne oko"...w tle Szatan... trzeba się strzec 😮 Szatan, to prawie to samo, co Boruta przecież Małe Hinczowskie Jezioro z bliska: A w oddali?... Ciągniemy na szczyt. Tutaj, jak pod każdym zwieńczeniem góry robi się trochę więcej ludzi. Widok w stronę Tatr Zachodnich...po lewej, w głębi - Krywań. Jesteśmy! Kolejny tatrzański cel zdobyty!!! Koprowy Wierch 2366 m npm. Widoki? Proszę... Wspomniany Krywań w tle... Temnosmrecinskie jeziora: Przepiękne błękitne plamy niemalże dookoła 😮 ...w drodze, fociliśmy przy poniższej wodzie: Można się zakochać! Przycupnięta Szersza perspektywa z "oszukanym" przedszczytem Koprowego Schodzimy... Ponownie Baszty i Szatan... ...to i kozioł się w skałach schował Robimy przerwę i tarzamy się na trawie korzystając z resztek urlopu Cudnie jest... Paula mówi, że pocztówkowo... ja twierdzę, że trochę morza w tych górach i zapach kwiatów! Ostatnie fotki... Sielanka Pożegnanie z górami... Docieramy do Schronisk, hoteli, restauracji i Popradzkiego Jeziora. Kończymy naszą wędrówkę na zielonym zygzaki, to szlak na Rysy: Z pewnością kiedyś wrócimy w to miejsce Tym czasem... koniec naszych tatrzańskich przygód w te wakacje. Wszystko co dobre, szybko się kończy Podsumowując szlak na Koprowy Wierch, możemy powiedzieć, że jest on łatwy i przepiękny! Zrobiliśmy dzisiaj na nogach ok 20 kilometrów. PS. Nogi trochę bolo... Pozdrawiamy serdecznie marboru i Paula
    2 punkty
  12. Panele fotowoltaiczne LEAPTON 340W Inwerter (falownik) SOFAR KTL-X Będę się starał o dotację 5tys mojprad.gov.pl/ o którą można wystąpić po podłączeniu instalacji przez ZE. Po odliczeniu dotacji 1 kWp mocy kosztuje mnie niespełna 3 tys zł. Dodatkowy bonus to odliczenie od dochodu w ramach ulgi termomodernizacyjnej kwoty faktury pomniejszonej 5 tyś.
    2 punkty
  13. Dopóki nie zmieni się ustawa, to najkorzystniej jest mieć 20% nadwyżki, by pokryła różnice w przeliczniku stosowaną przez zakłady energetyczne. Wyższa moc instalacji, to wyższy koszt zakupu. Jeżeli nie zużyjemy nadwyżki ponad te 20% wynikające z przelicznika, to nie ma sensu przepłacać, bo czas amortyzacji się nam wydłuży, a jeżeli nie wykorzystamy nadwyżki w kolejnym roku, to jest to zysk ZE. Gdy ja montowałem instalację ponad pięć lat temu, obowiązywały inne przepisy, uchwalone głosami również obecnej władzy, wówczas była cena gwarantowana energii wprowadzanej do sieci energetycznej. Warunkiem skorzystania z cen gwarantowanych było nie korzystanie z dofinansowania, trzeba było kupić instalację z własnych środków. Gdy władza się zmieniła, nowelizacja ustawy została podpisana 30 grudnia 2015 roku.
    2 punkty
  14. ..tych którym znudziło się wychodzenie na „Mt. Everest” czy inną Gubałówkę rozpychając się łokciami lub czekanie po roku na możliwość wyjścia na upatrzoną górkę zachęcam do odwiedzenia mniej popularnych ale równie malowniczych okolic. Mosorny Groń - wyciąg wozi rowerzystów, tych w sobotę i niedziele sporo - w tygodniu pusto. Można popatrzyć na Babią- bez konieczności oglądania dzikich tłumów.
    2 punkty
  15. Po ponad miesięcznej przerwie od gór przyszedł na nie czas. Udało się zsynchronizować dzień wolny z dobra pogoda. Wczoraj 28 lipca 2020 wstaliśmy z Miskiem o 4 rano, koło 6.30 byliśmy na parkingu Siwa Polana i w planie były Tatry Zachodnie-Grześ, Rakon i Wolowiec. Wzięliśmy rowery i o 6. 45 kupiliśmy bilet i w drogę. Rano było koło 14-15stopni, ale dzień miał być piękny O 7.10 byliśmy na Polanie Huciska i tam zrobiliśmy krótka przerwę na batonika. Jechało się bardzo przyjemnie, na pewno szybciej niż na piechotę, a że mamy raczej żółwie tempo to chcieliśmy zaoszczędzić jak najwięcej czasu żeby przed wieczorem być w domu O 7.25 ruszyliśmy dalej w stronę schroniska i równo o 8.00 dojechaliśmy do Schroniska na Polanie Chocholowskiej i zjedlismy tam śniadanko. Rowery przypielismy i zostawiliśmy na cały dzień. O 8.45 wyszliśmy w stronę Grzesia. Pierwszy raz szliśmy z kijkami i faktycznie szło nam się chyba z nimi lepiej, nie męczyliśmy że aż tak. Czytałam w necie że trasa na Grzesia raczej do trudnych i wymagających nie należy, o też naa przekonało do wędrówki. Rzeczywistosc okazała się taka że trudny nie jest ale pnie się dosyć mocno w górę krótko mówiąc dało nam na prawdę wycisk, ale słońce też robiło swoje. Czapki obowiązkowo na głowie cały dzień! O 9.20 dotarliśmy na Bobrowiecka przełęcz. Nie wiedzieliśmy w sumie czy jest tam coś ciekawego więc poszliśmy, skoro na znaku było napisane 5 minut. Myśleliśmy że moze jakieś ładne widoki co coś, ale jak się okazuje nic konkretnego, więc wróciliśmy na szlak w stronę Grzesia. Po wielu przystankach i zrobieniu zdjęć po drodze o 10.44 dotarliśmy na Grzesia. Tuż przed Grzesiem siedliśmy sobie i patrzyliśmy na góry, widoki cudowne idac po drodze i mając niewiele sil nie zdziwiłabym się jakby Misiek powiedział że odpuszczamy Rakon i Wolowiec, no ale wracać ta sama trasa? Nieee, tym bardziej że na Rakon szlak wyglądał nieco łagodniej niż na Grzesia i było na niego blizej szczerze mówiąc podejście na Grzesia na prawdę dało nam mocno w nogi po kilku zdjęciach przy i nakręceniu materiału do filmiku ruszyliśmy dalej w kierunku Rakonia. Patrząc na kolejne szczyty w tym Wolowiec zaczęliśmy się zastanawiać czy damy radę czy odpuścimy, bo wygadalo na prswde na strrome podejście a my już zdychalismy okazało się że na Rakon szło się całkiem przyjemnie. Przed Grzesiem co prawda zaczelo trochę wiać ale było to całkiem przyjemne w tym upale. Na początku z Grzesia szło się fajnie w dół, później raczej płasko, delikatnie w górę i dopiero później było nieco większe podejście, ale takie akurat w sam raz. Oczywiście obowiązkowe przystanki na chwilę oddechu, łyk wody czy robienie zdjęć i o 12.00 byliśmy na Rakoniu. Tam usiedliśmy na pół godziny żeby coś zjeść i odpocząć i podziwiać widoki. Zaczęło wiać, ubrałam softshell bo byłam cala spocona i nie chciałam żeby mnie przewiało. Po odpoczynku zaczęliśmy się zastanawiac co dalejna Wolowiec juz tak blisko, a tak stromo no ale żal nie pójść. No i decyzja że próbujemy. Widoki przepięknye, wiatr trochę mi dawał w kość bo na prawdę bałam się że mnie przewieje i miałam gęsią skórkę a w softshellu gorąco z kolei o 12.30 ruszyliśmy w kierunku Wolowca. Stromo jak nie wiem, sił brak a potem jeszcze zejście do schroniska 2 godziny... Po wielu przystankach i na prawdę ślimaczym tempie o 13.10 dotarliśmy na Wolowiec nasze pierwsze 2000 m n.p.m.Odpoczynek na górze, zdjęcia, podziwianie widoków i o 13. 20 zaczęliśmy schodzić na dol w kierunku zielonego szlaku przez Wyznie Chochołowska. Ciągnęło się i ciągnęło, na prawdę długie zejście, nogi zaczęły coraz bardziej cierpieć, nawet zaczęłam czuć ból stóp... No ale dawno tyle nie chodziliśmy. Po kilku krótkich przystankach po drodze o 15.40 byliśmy w schronisku. Rowery stałyobiad w schronisku, odpoczynek i na rower. Ależ to była przyjemność o 16.12 wsiedliśmy na rowery i o 16.41bylismy pod autem, prawie bez pedałowania, z górki, idelanie.... Plecy moje od plecaka mało nie odpadły, ale dzień po prostu był przepiękny, wycieczka cudowna. Każdemu gorąco polecam. Słońce mnie spaliło, nogi bolą, jestem zmęczona ale na prawdę jestem zadowolona bo było przecudownie. Filmik będzie wkrótce
    2 punkty
  16. Czwartek - rowerowa wycieczka doliną Popradu do Muszyny Przy takim licznym składzie jak nasz siłą rzeczy część wycieczek była w podgrupach, bo wiadomo - jedni wolą bardziej, inni mniej intensywnie, jedni chcą więcej zwiedzać, inni preferują sportowo, albo chcą odpocząć. Tak też było z naszą wycieczką rowerową, na którą - oprócz Darka - namówiłam naszą córkę oraz sąsiadkę Monikę z partnerem i synem. Rowery wypożyczyliśmy grzecznościowo w hotelu po sąsiedzku - dostaliśmy Gianty na szerszej oponie i jeszcze dwa jakieś inne rowery. Dałyby pewnie radę na górskich szlakach w okolicy, ale jednak zdecydowaliśmy się na spokojniejszą transgraniczną trasę wzdłuż Popradu z Wierchomli Małej, w której mieszkaliśmy, do Muszyny i powrót słowacką stroną. Trasa jest częścią polsko-słowackiego projektu Aquavelo, który ma docelowo połączyć uzdrowiska doliny Popradu (m.in. Szczawnicę. Piwniczną, Muszynę, Krynicę Bardejov i Starą Lubovną) ścieżkami rowerowymi lub drogami publicznymi o małym natężeniu ruchu, a także odcinkiem długodystansowego szlaku EuroVelo 11 z Grecji do Norwegii. Pierwszy przystanek w Wierchomli Wielkiej to urocza, drewniana cerkiewka łemkowska, w której kilka konserwatorek właśnie pracowicie odnawiało malowidła. Po spokojniejszym odcinku boczną doliną wyjeżdżamy na główniejszą szosę z Piwnicznej do Muszyny, poprowadzoną również przy linii kolejowej. Ruch samochodowy nie jest bardzo duży, ale jeździ trochę ciężarówek do pobliskich zakładów Muszynianki i jakaś budowlanka, a droga wojewódzka nr 971 jest dość wąska i bez pobocza. Trzeba uważać, nie ma czasu na robienie zdjęć. Na szczęście po kilkunastu kilometrach, w Andrzejówce zaczyna się DDR-ka, która początkowo prowadzi wzdłuż szosy, ale wkrótce skręca w stronę rzeki, wijąc się malowniczo wśród podbeskidzkich łąk. Chwila odpoczynku nad Popradem, gdzie właśnie spływają kajakarze i pontony. W piątek to my będziemy na wodzie. DDR-ka poprowadzona jest do Milika, gdzie można przeprawić się nowiutką - chyba jeszcze nie odebraną technicznie - kładką na słowacką stronę. Chcąc dojechać do Muszyny trzeba wrócić na szosę. Na szczęście to tylko kilka kilometrów. Dojeżdżamy do miasteczka i przeprawiając się przez most drogowy zaglądamy do parku zdrojowego na Zapopradziu: Po obiedzie w Muszynie wracamy do kładki w Miliku, aby przeprawić się na słowacką stronę: I jeszcze widok na Poprad - w tym miejscu, gdzie przy brzegu pieni się woda, następnego dnia mieliśmy małą kolizję pontonową, wskutek czego nurt o mało nie wbił nas pontonem na ostre żerdzie z krzaków: Po słowackiej stronie piękny, nowiutki asfalcik i praktycznie zerowy ruch samochodowy: Monika w Legnavie: Takie widoczki po drodze ... Na rozstaju: Kolejna kładka - Mały Lipnik-Andrzejówka W Małym Lipniku zatrzymujemy się na małe co nieco: Mimo, że trasa prowadzi wzdłuż rzeki, to od tego miejsca zaczyna się kilka podjazdów. Ale między nimi takie fragmenty - można odpocząć i nasycić wzrok pięknymi widokami: Ostatnia górka przed Mniszkiem nad Popradom i granicą na moście: I znów kilka kilometrów ruchliwą szosą do Muszyny, a na koniec - 5,5 km podjazdu do Wierchomli Małej. Podjazd nie bardzo stromy, ale dłuuugi, więc w upale można się było trochę zmęczyć. Jednak było warto. Bardzo fajna trasa i świetna wycieczka. I takim to sposobem zrobiłam w lipcu trzeci tysiąc km na rowerze w tym roku. Jestem też dumna z naszej młodzieży - córka rowerem jeździ w zasadzie tak do paczkomatu albo 15 km nad jezioro, a tu proszę - dała radę ponad 70 km w podgórskim terenie i nawet zadowolona 👍! Gdybyśmy przyjechali na dłużej niż tydzień, to pewnie wzięlibyśmy swoje rowery, bo to fajna odmiana dla wycieczek pieszych (i szansa na regenerację dla moich stóp, które w każdych butach trekkingowych niestety kończą z pęcherzami ).
    1 punkt
  17. Aktualnie panele najnowszej generacji mają 340W i tylko takie warto brać pod uwagę, ze względu na znacznie lepsze wszystkie parametry Panel - dzielone na pół i tzw. multibusbarowe , polega to na zastosowaniu w ogniwach aż 9 ścieżek przewodzących prąd (bus bar) zamiast tradycyjnie od 3 do 5. Większa liczba przekłada się na większą odporność na mikropęknięcia . Panele takie cechują się także zwiększonym dopuszczalnym obciążeniem prądem rewersyjnym (zacienienie),niższe ryzyko występowania tzw. hot spotów, zwiększona odporność na obciążenia mechaniczne. Przy wyborze paneli nie ma znaczenia rodzaj pokrycia dachowego bo panele są kładzione na stelażu (szynie), oczywiście rodzaj dachówki ma znaczenie bo firmy mają rożne pateny natomiast sama konstrukcja stelażu jest przykręcana do krokwi. Mam 29 paneli 340W czyli prawie 10kW zmieniam: płytę gazową na indukcyjną, ciepłą wodę zamiast gazem będę grzał prądem W obieg kaloryferów zamontuję grzałkę 6kW. w kuchni i łazienkach mam pod płytkami podłogowymi maty elektryczne. Zobaczę po zimie jak to się zbilansuje i czy będę mógł zrezygnować z gazu. Mam jeszcze trochę miejsca na dachu ale aktualnie nie opłaca się przekroczyć 10 kW bo Tauron zabierze 30% zamiast 20% za przechowanie prądu.
    1 punkt
  18. Cześć Ale mieliście super pogodę!!!. My też na Piławie - praktycznie z nieba ani kropli. Miejsce ma nazwę - to Zmarzła Przełęcz a stojąca charakterystyczna wanta to tzw. chłopek. Sam wstawiałem pod niego zapałki jakieś 35 lat temu. Widok na słynna południową ścianę Zamarłej z trawersem - jedną z niewielu dróg wspinaczkowych rozwiniętych w poziomie a nie w pionie. Pozdrowienia serdeczne
    1 punkt
  19. Dzięki Magda 👍 Biorąc pod uwagę inne dni, to wczoraj było sporo...wiekszość skręciła na Rysy, a na Koperka szło już zdecydowanie mniej piechurów. Ale były nawet dwa psy 🐩🐕 i jeden kot bengalski 😮 🐈 Na Orlej mieliśmy luz, ale to był czwartek.
    1 punkt
  20. Wyprawa rowerem wokół Tatr Zapraszam na relację z naszej wspólnej z @johnny_narciarz wczorajszej wyprawy, na mój blog, pod linkiem: Pozdrowienia marboru
    1 punkt
  21. Wczoraj w ramach rozgrzewki przed dzisiejszą petlą Tatr, Cyhrla, Ściana Bukowina, Gliczarów podjazd od Białego Dunajca, Gubałówka przez Ząb, Kuźnice. 67 km, 1400 m przewyższenia. @johnny_narciarz już dojechał do nas wczoraj. Teraz śniadanie i w drogę. Jedziemy we czwórkę, w tempie turystycznym 👍 Pozdro!
    1 punkt
  22. Niedziela: Po 100 km w Sobotę nie planowałem już szczegółowo Niedzieli, postanowiłem jechać aż poczuje, że mam dość. Tym razem prosto z Bielska na Przegibek i ponownie bardzo wczesny poranek. Podjazd od strony Bielska jest bardzo przyjemny, zwłaszcza jeśli się go robi zaraz na wstępie przejażdżki. Przy drodze chyba w 2 miejscach można spotkać sprzedawców domowego chleba (weekendy). Jeden bochenek waży chyba z 5 kg Tuz przed szczytem po lewej widok który bardzo lubię, jest tam łąka można sobie poleżeć. Dość szybko dojeżdżam na szczyt, czuje się dobrze zatem zjazd i kierunek na górę Żar. Widok na jezioro Międzybrodzkie a po prawej góra Żar - następny cel. Ale zanim w góry postanowiłem skoczyć na Karaiby Całkiem fajne miejsce jeśli ktoś lubi tłumy. Akurat jestem tu wcześnie i nikogo jeszcze nie ma ale w Sobotę przejeżdżając kolo 14:00 był ludziowy armagedon. Rano całkiem dobrze nadaje się aby przysiąść i coś zjeść przed dalszą drogą. No ale w drogę od razu zaczynamy serpentynami. Obok pierwszej znajduje sie lotnisko sportowe gdzie startują i lądują szybowce (no i samoloty które je ciągną ) Często w okolicy lądują także paralotniarze. Na następnej agrafce dolna stacja wyciągu na szczyt (stara kolejka z Gubałówki) A po minięciu kolejnej serpentyny i znaku zakaz ruchu... dostajemy turbo przyspieszenia pod górę... to znak, że znajdujemy się w miejscu przy którym strefa 51 możne się skryć. Zachwiana grawitacja, pola magnetyczne i wiele innych rzeczy o których nie mogę powiedzieć... to tutaj samochody jada pod górę na luzie, butelki toczą się jak opętane w kierunku szczytu a ja mam średnia 40km/h na podjeździe - w sumie normalka. Podjazd z pewnością jest bardziej wymagający niż Przegibek od Bielska. no i dłuższy. Odkąd jest tam kolejka droga została zamknięta dla ruchu w związku z tym nawierzchnia nie jest w najlepszym stanie. Zjeżdżając z góry radze trzymać się swojej (prawej ) strony drogi bo po przeciwnej jest sporo niespodzianek. Jeśli naszym pasem idzie grupa ludzi ( a wycieczek jest sporo), najlepiej zwolnić i nie ryzykować omijania ich na dużej prędkości lewą stroną drogi. W końcu szczyt i zbiornik elektrowni. Widok w stronę północną Kęty a może i nawet Oświęcim Widok na południe. Od lewej Pilsko (druga górka) od prawej Skrzyczne (pierwsza górka), pośrodku jezioro Żywieckie oraz zapora w Tresnej (gdzie byłem dzień wcześniej) a na pierwszym planie trasa narciarska Lub plas startowy - zależy od pory roku:) Jeszcze bardziej z prawej są single tracki ale już nie mam zdjęcia. Jeszcze ostatnie spojrzenie Emondy na kotline Żywiecka... Nyska jak Nyska ale te felgi (albo felgi jak felgi ale ta Nyska) Teraz już tylko przyjemny długi zjazd aż do jeziora. Spojrzenie na Żar i do domu. Po drodze jeszcze pojechałem do mojej ulubionej Wielkiej Puszczy gdzie załapałem się na poświęcenie pojazdów :))))) i do domu. 80 km ale za to przewyższenie 1000 m, Koniec
    1 punkt
  23. No to relacja żeby było w temacie na 100% Sobota: I tak nie mogłem spać wiec o 7 już byłem w drodze. Z Bielska w kierunku Porąbki bocznymi drogami, mały ruch i jeszcze przyjemnie chłodno. Pozdrawiam Pana jadącego na prawdziwym motorowerze (takim z pedałami) który mijając mnie znacząco zadzwonił na dzwonku, spojrzał i kiwnął głową dając do zrozumienia ze daje zmianę ... ze 3 km tak sobie przejechaliśmy :) Odbijam w prawo i kieruje sie na Wielką Puszcze, to moje ulubione miejsce na rower. Fajny asfalt droga wije się przez las a obok płynie górski potok przez większość podjazdu. Nachylenie niewielkie można się rozkoszować okolicznościami przyrody. Skręt w lewo w kierunku Targanic i ostatnie kilkaset metrów to już ostra ścianka. Pierwszy szczyt zdobyty Niestety okazało się, że z tego miejsca we wszystkich 3 kierunkach wymagane są łańcuchy! Łamiąc zalecenia zjeżdżam do Targanic i od razu ponownie w górę - tym razem Przełęcz Kocierska, Ponownie lasy... większość podjazdu jest przyjemnie ocieniona. po drodze mijam wyciąg narciarski i dojeżdżam w końcu na szczyt - tutaj tez pamiętamy Czas na przerwę zatrzymuje się góralskiej restauracji przy hotelu Kawa i ciacho zaliczone - całkiem dobre - cena 35 pln - chyba sporo. Zjeżdżam ulicą widokową, bardzo konkretne nachylenie przez niemal całość odcinka aż się ciesze, że dziś jadę w tym kierunku poniżej niewinny początek Teraz kierunek na wodopój a po drodze co chwila takie znaki Po drodze odwiedziny rodziców gdzie dostałem izotoniczna wodę z sokiem malinowym Ponownie w drogę, już widać jezioro Żywieckie a w oddali Skrzyczne Jadę wzdłuż jeziora aż do zapory w Tresnej, Widok na Jezioro a w oddali ledwo widoczne Pilsko. po drugiej stronie tamy Soła i widok na górę Żar, wyciąg, trasę narciarską oraz płaskie ścięcie szczytu góry gdzie jest zbiornik elektrowni szczytowo -pompowej na pierwszym planie - gwiazda dnia. jadę z prawej strony Soły aby uniknąć samochodów, Później mijam Międzybrodzie Żywieckie, Bialskie i jezioro Międzybrodzkie.... ignorując podjazdy po prawej (Żar) i lewej (Przegibek) az docieram do kolejnej zapory - Porąbka. Widok na jezioro Międzybrodzkie: A teraz juz do domu 100km 900m przewyzszenia. Bylo bosko. Po drodze jeszcze odpoczynek pod dębem:
    1 punkt
  24. @Jeeb - w którym miejscu ten lunapark??? P.S. Znam Twój stosunek do Kasprowego, ale cieżko te dwie trasy i dwa krzesła, w tym jedno które moze sie wydawać, ze pamięta czasy hr. Zamoyskiego, nazwać jakimkolwiek lunaparkiem. Tatry latem sa rozdeptywane przez masy turystów, którzy o wiele bardziej szkodzą przyrodzie niz ten „lunapark”...
    1 punkt
  25. Zapraszam do wędrówki na Krywań z dzisiaj marboru
    1 punkt
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...