Ranking
- uwzględniając wszystkie działy
-
Wprowadź datę
-
Cały czas
1 Październik 2007 - 13 Październik 2026
-
Rok
13 Październik 2025 - 13 Październik 2026
-
Miesiąc
13 Wrzesień 2026 - 13 Październik 2026
-
Tydzień
6 Październik 2026 - 13 Październik 2026
-
Dzisiaj
13 Październik 2026
-
Wprowadź datę
16.06.2021 - 16.06.2021
-
Cały czas
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 16.06.2021 uwzględniając wszystkie działy
-
Już od dłuższego czasu czekałem na właściwą pogodę aby zrobić taką trasę. Właściwą czyli: - aby były chmurki i dużo słońca - dobra zieleń - najlepiej zero wiatru - nie za gorąco i ten dzień (a dokładnie to dwa, choć drugi nie cały) w poniedziałek się zadział! W realizacji tak to wyszło. Zacząłem na stacji w Kamieńcu Ząbkowickim. Szybko wjechałem na ER 09, który dowiózł mnie do Głuchołaz. Dalej miało być tak zwanym Szlakiem Czarownic (czarny rowerowy). Nocleg w okolicach Nysy. Następnego dnia kontynuacja do Paczkowa gdzie szlak się kończy i domknięcie pętli wzdłuż Zalewu Paczkowskiego i Topoli. Jazda u podnóży Góra Opawskich i okolicach to jest miodzio widokowe. Zdecydowana większość drogi to gładkie asfalty. Jestem u podnóża Gór Opawskich Nade mną wisi Biskupia Kopa. Gapię się na nią a ona patrzy w dół szyderczo i mówi - i co mi zrobisz? No to się wkurzyłem i odpowiadam: - skopię ci dupsko Oczywiście na wariant biskupi nie jestem przygotowany. Wyciągam telefon - kurczę stromo jest, i wyznaczam najłagodniejszą linię licząc, że będą to drogi do jazdy. O dziwo linia jest 100% trafiona. W zasadzie w całości do podjazdu, choć parę razy uznałem, że lepiej pchać jak jakąś ściankę młynkować. Końcówka (ta na niebiesko) już jest trudna do podjazdu. Choć może na fullu bym spróbował powalczyć. Po piwku (pszeniczny Litovel) i zasięgnięciu czeskiego języka postanawiam zjechać przez Zlote Hory. Ta strona jest łatwiejsza choć to uczciwe mtb. Miasteczko jest urokliwe ale szkoda mi czasu na jakieś dłuższe pobyty. Po drodze zaglądam jeszcze na zapuszczone Zlate Jeziero. Dlaczego, sami odgadniecie! Wracam na Polską stronę i na Szlak Czarownic Patrzę sobie w tył i myślę gravele - srawele. I patrzę z czułością na moją krowę na 2,4" z grubymi klockami. Zawsze mogę skręcić gdzieś w bok i mnie nie zawiedzie. Patrzę na tablicę i myślę, ale jaja, to się chyba wymawia z francuskiego Szabielę i... Na koniec jeszcze wizyta w Nysie i kolejne sesje. Ale już Was nie będę męczył. Więc tylko przyuważone po drodze W stasach dzień wyszedł pod 160 km, blisko 2000 m vertical i... 557 fot. Drugi był tylko trochę gorszy. Pozdro Wiesiek7 punktów
-
Cześć Namiot wiózł Rafał dla siebie, jakiś lepszy 1,5kg małą dwójka z tropikiem. Materacyk pożyczyłem od kumpla, taki zwykły z Decathlonu dmuchany, śpiwór sobie kupiłem w Decathlonie za 130 czy 140 zeta. Taki lekki, letni ze sztucznego puchu. To mi się przyda na kajaki. Miałem to co na sobie + dwie bluzy z długimi rękawami lekkie techniczne, rękawki i nogawki, kurtka przeciwdeszczowa, skarpetki i majtki na zmianę. Zostaje przy plecaku, a właściwie to skłaniam się raczej do jazdy zupełnie na lekko. Plecak ten sam ale jednak wziąłbym bukłak (choć nie lubię z tego korzystać). Jedna dodatkowa sakwa na ramę od strony siodła i karmiki przy kierownicy. Rower nie może być ciężki bo strasznie traci na manewrowości stąd rozwiązanie typu pełne sakwy czy też bagażnikosakwa z tyłu odpada. Co do nawigacji to np Olek Pachulski jechał Iberica Traversa na Garminie bez mapy, bo sobie przypadkowo wykasował - prowadziła go strzałka na pustym ekranie a to 1800 km po górach w obcym kraju i też w nocy. Mnie osobiście bawi jazda po śladzie, szukanie go itd. W niedzielę przejechaliśmy z Rybelkiem i naszą przyjaciółką jakieś 30 może 35 km odcinek Krwawej Pętli. Bardzo fajnie poprowadzony szlak wykorzystujący szlak pieszy i gdybym nie trzymał się ściśle śladu to w wiele fajnych miejsc bym po prostu nie dotarł bo bym nie pomyślał, że tam może być coś ciekawego. Pozdrowienia4 punkty
-
Cześć Hamak jest z pewnością optymalnym w sensie wagi i objętości rozwiązaniem. Ja w hamaku spać po prostu nie mogę bo lubię spać na płaskim i twardym więc deski na ławce przystankowej wydają się idealne. A co do map to rzeczywiście lubię mapy (podobnie jak klasyczne książki oraz płyty z okładkami :)). Zbieram mapy i mam nawet całkiem fajna kolekcję. Pozdrowienia serdeczne2 punkty
-
Pooglądałem trochę Pachulskiego, fajny gość, podoba mi się podejście. On powiedział że na Pomorskiej 500 / 2020 było 15 km trudnego terenu, gdzie przydałaby się opona z profilem górskim/terenowym. Więc on wybiera oponę typowo gravelową (chyba szerokość 40, bez radykalnych klocków) optymalną na te pozostałe 495 km.2 punkty
-
Gdyby ktoś miał ochotę poczytać o eskapadzie rowerowej w wydaniu zdecydowanie mniej ekstremalnym, to zapraszam na wpis z relacją z wycieczki po Pojezierzu Meklemburskim2 punkty
-
Wasza dyskusja przypomina mi czasówkę w Żółkwi na Ukrainie,gdzie do czasów pandemii jeździłem co roku,łącząc turystykę ze sportem. Top miał oczywiście wypasiony carbon ze wszystkimi nowościami,środek,jak ja 10cio letnią szosę alu na Ultegrze ,kupione za 1800 zł dla spróbowania kolarstwa szosowego a koniec?Młodzi ukraińscy sportsmeni dojechali z okolicznych wsi na 40 letnich kolarkach,w których musieli przekładać nogę pod ramą,która była dla za wielka,i tak pokonali czasówkę... I czym są wobec tego Wasze rozterki sprzętowe...2 punkty
-
Kiepski sprzet to zawsze zly pomysl. Najlepsi jednak nawet na takim zestawie by ten maraton ukonczyli. Ja bym natomiast nie przejechal 1/3,nawet majac topowy rower za 100k i busa wiozacego bagaze.2 punkty
-
Bardzo lubimy z Darkiem Pojezierze Meklemburskie i tamtejsze urokliwe trasy rowerowe, których jest mnóstwo. Korzystając z wolnej soboty i otwartej granicy, wybraliśmy się więc na kolejną wycieczkę w tamte okolice. Do Neustrelitz, skąd startowaliśmy, jedzie się blisko dwie godziny autem od nas z domu (niecałe 130 km), a że dzień jest długi to czasu na rower zostaje całkiem sporo. Darek zrobił tę pętlę dwa lata temu w pojedynkę. Dla mnie to nowa trasa, tylko miasteczko Mirow znałam z naszego tripu dookoła wielkich jezior meklemburskich. O samym Neustrelitz napiszę na końcu, bo rano tylko przejechaliśmy nad jeziorem Zierker See, w kierunku kanału Kammerkanal. A tytułowa historia kryminalna? Nad kanałem natknęliśmy się na trupa . No nie tak dosłownie . Trup był bardzo przystojnym i bajecznie bogatym księciem - ostatnim wielkim księciem Meklemburgii-Strelitz. Mianowicie 23 lutego 1918 r. trzydziestosześcioletni Adolf Fryderyk VI wybrał się na spacer z psem, z którego niestety nie powrócił. Dzień później ciało księcia znaleziono w tym właśnie kanale z raną postrzałową klatki piersiowej, jednak bezpośrednią przyczyną zgonu było utoniecie. Samobójstwo? Czy jednak zbrodnia? Tej zagadki niestety nie udało się wyjaśnić . Przypomina o niej jednak tablica pamiątkowa nad brzegiem kanału. W Userin zatrzymaliśmy się na chwilę nad jeziorem. Pustki - kolejna knajpa zamknięta na głucho i na sprzedaż, a pogoda wystraszyła chyba wszystkich plażowiczów . Szaro, buro i ponuro - tylko moja bluza rowerowa odcina się od tej postcovidowej, zupełnie nie-czerwcowej, depresji. Z ołowianych chmur rzeczywiście wkrótce zaczyna padać deszcz - akurat gdy dojeżdżamy do miasteczka Wesenberg. Pierwszą ulewę przeczekujemy pod wiatą na terenie domu opieki dla seniorów, drugą pod daszkiem na dziedzińcu ładnego zamku: Kręcimy się chwilę po uliczkach starówki, zaglądamy na rynek, w którego centrum rośnie krąg starych lip: A jeszcze jedna ulewa łapie nas na wyjeździe z miejscowości, gdzie nie ma za bardzo się schować, więc przeczekujemy pod drzewem. Kolejna wioska to Seewalde. Jest tam ciekawy pałac - obecnie w remoncie - z galerią ceramiki i starymi rzeźbami. Oto patron naszej dzisiejszej pogody: Kawałek dalej zaczyna się szutrowy odcinek przez las do Canow. Na skraju zagajnika znajdujemy wymarzone miejsce na piknik. Ach, jak cudnie! Pogoda poprawia się, wychodzi słońce, ale żeby nie było tak różowo, to zaczyna coraz mocniej wiać i to w kierunku przeciwnym do jazdy. A jedzie się po wzgórzach morenowych, w urozmaiconym terenie. Jeziora połączone są ze sobą siecią kanałów i śluz - ponieważ znajdują się na różnej wysokości, przez które pływają rozmaite łódki i kajaki. Często można na mostach zobaczyć takie jednostki i miejsca. Tutaj zainteresowały nas ciekawe wózki szynowe do przewozu kajaków - można skorzystać, aby nie czekać na śluzowanie z innymi większymi łodziami. Dojeżdżamy do Mirow, gdzie zatrzymujemy się na kawę nad kolejnym kanałem i na małą sesję zdjęciową koło pałacu. Odnajdujemy tutaj również obelisk ku czci naszego znajomego nieboszczyka: W pobliskim kościele znajduje się krypta książąt Meklemburgii-Strelitz, gdzie spoczywa również tragicznie zmarły ostatni potomek rodu. Z Mirow nasza trasa prowadzi prostą drogą przez las, wzdłuż naszyjnika mniejszych jezior i kanałów, łączących je z Müritz. Droga jest z kostki betonowej, ale bardzo równiutko ułożonej, więc jedzie się komfortowo. Nie jestem pewna, czy to jest dla mnie wymarzony standard drogi przez las - chyba wolę mimo wszystko bardziej naturalne nawierzchnie, ale droga pełni funkcje dojazdowe do kilku gospodarstw położonych nad jeziorami, więc ok, kto bogatemu zabroni? Na pierwszych kilku kilometrach jest jeszcze trochę ludzi z pobliskich kempingów, a potem - pusto. Wszystko fajnie, jednak znów zaczęło niestety padać. Wyciągamy kurtki przeciwdeszczowe i jedziemy dalej. No to takie tęczowe widoki w nagrodę: Dzwony w Babke obwieszczają, że mija właśnie osiemnasta. A obok kościoła, pod rozłozystym dębem znajdujemy obelisk upamiętniający poległych w I wojnie światowej. Sporo takich na Pomorzu - po jednej i drugiej stronie granicy. Domykamy dużą pętlę w Useriner Mühle i jeszcze robimy małe "oczko" po drodze do Neustrelitz przez Lindenberg. A na koniec - trochę zmarznięci - robimy jeszcze rundkę honorową po Neustrelitz. Miasto zostało założone jako książęca rezydencja w XVIII wieku. Zachowało się w nim wiele barokowych i klasycystycznych zabytków oraz piękny park. Zadziwiła mnie nieco rzeźba dwóch pięknych młodzieńców w pozie dość jednoznacznej: I widok na rynek: W sumie wyszło nieco ponad 90 km ze sporym przewyższeniem - jak na tereny nizinne. Ale taki urok pojezierzy. Drogi w ok. 90% utwardzone, trochę szutrów i parę skoków w bok w jakieś piaszczyste dojścia nad jeziora. Wciąż mamy wrażenie, że ten region Niemiec jest taki trochę nieodkryty i mało znany w Polsce. Chyba niesłusznie. Pozdrawiam serdecznie.1 punkt
-
Dolinka Pusta? Nie. Kozia. Podobne. Styczeń. Ktoś tam też zjechał... na nartach. https://projektyprzygodowe.pl/kozia-przelecz-zima/ Przy okazji serwują mapę https://projektyprzygodowe.pl/tatry-zima/ quiz tatrzański, nie sprawdzałem https://projektyprzygodowe.pl/quiz-tatrzanski/1 punkt
-
Jeżdżę ostatnio na 2-3 dniowe wyjazdy (na pogodę), korzystam z agroturystyk i jest super. Wszystko co biorę wypełnia mi połowę 10 l plecaka plus małą podsiodłówkę gdzie są cięższe rzeczy - dętki, narzędzia, baterie) Ale trochę mnie ciągnie aby czasem się ciut uniezależnić ( bez garów). Oczywiście w wariancie minimum minimorum. Wychodzi mi, że hamak z moskitierą to do 600 g, do tego tarpa (mimo wszystko, choć na 100% lampy niekoniecznie) i pewnie w 1,2/0,6 kg miałbym biwak. Zakładam oczywiście bardzo ciepłe noce, bo śpiwora nie chce mi się targać. Pewnie niedługo przetestuję taką jazdę. W kwestii nawigacji - gdy jedziesz po zaplanowanym dokładnie śladzie mapa nie jest w ogóle potrzebna. A zawsze jak trzeba można włączyć smartfona. Nawiasem mówiąc można wgrać mapy papierowe do tel. i korzystać z dobrodziejstwa dokładnej pozycji oraz zakładam, że dobrych map topo. Choć w letniej turystyce OSM jest moim zdaniem najlepszy, bo prezentuje to co jest jednak przeważnie przejezdne/przechodnie a w topo jest często stan wiedzy sprzed 20 lat. Czyli sf. Geoportal wrzuciłem do kubła. Ale jak lubisz papierowe mapy to... je targaj. Najlepiej z mapnikiem! W ramach grupy rekonstrukcji historycznej!!!1 punkt
-
Cześć Moje wybory z pewnością nie były optymalne czy nawet logiczne. Ja mam jeden rower i nie planuję zakupu innego. Na gravelu jeździłem i ta geometria jest dla mnie zbyt agresywna. Mam wrażenie, że wiszę nad przednim kołem a całe ciało opiera się na rękach - oczywiście to też kwestia ustawień osobistych. Z tego co widziałem znakomita większość ścigających się poważniej wybiera gravele właśnie na 400. Pozdrowienia1 punkt
-
Cześć 1. Na sępa, choć pierwotne ustalenia były zupełnie inne ale tak wyszło. 2. Miałem spać gdzieś pod gołym niebem i stąd taka asekuracyjna decyzja. Pogoda była ekstra ale jakby była inna też chyba zabranie dwóch było bez sensu. 3. Ja nie mam zegarka więc nie mam tego problemu z wyborem. Garmin ETrex i tel jako asekuracja. Nie wiem czy by mi się dobrze jechało na sam głos. Jestem wzrokowcem, do tego lubię mapy i myślę, że umiem z nich wyciągać wiele dodatkowych informacji. Często poszerzam widok bo lubię mieć ogląd sytuacji. Na wycieczki prywatne zabieram zazwyczaj także papierowe mapy i często z nich korzystam. 4. Odkrywam, odkrywam... 5. Komary i inne fruwadła staram się po prostu olewać. Potrafię siedzieć "obsiędziony" przez komary i mnie to specjalnie nie rusza. Po pewnym czasie nie czuję. W ruchu problem nie istnieje - szkoła kajakowa. Raz spotkałem się z problemem nie do zaakceptowania i nie do zwalczenia. a Liwie wpłynęliśmy w wysyp jakichś takich małych czarnych muszek. To było coś koszmarnego. Każda roślina wystająca z wody czy rosnąca na brzegu była po prostu czarna i trwało to chyba z kilometr albo więcej. Zużyliśmy wszystko co mieliśmy a trupy wygarnialiśmy z kajaków rękami. Horror, którego nie chciałbym drugi raz przeżywać bo obrzydzenie było konkretne a owady mieliśmy wszędzie. Pozdrowienia serdeczne1 punkt
-
Jest słońce więc strona też nie jest problemem. Prędzej godzina - stawiałbym na po 14:00 i wiosnę (może nawet późną)1 punkt
-
Dzięki 1. Spałeś na sępa u Rafała czy pod gołym niebem? 2. Po co 2 bluzy? 3. Może zegarek sportowy pokazujący tylko odstępstwo od śladu byłby najbardziej minimalistycznym rozwiązaniem? Można by wtedy smartfona wyłączyć (mam na myśli gps) i trzymać jako backup. Wtedy obyłoby się bez powerbanków. Nawigacja głosowa też całkiem nieźle działa w terenie i jest oszczędna prądowo. Czyli w tej chwili to albo nawigacja głosowa albo zegarek albo jedno i drugie bo to razem dalej wychodzi niewiele (w sensie wagi i zapotrzebowania na prąd). 4. Co do ścieżek pieszych... hmmm dopiero teraz odkryłeś, że są najlepsze??? 5. Mieliście komary? Pozdro Wiesiek1 punkt
-
1 punkt
-
Zdjęcie nie moje, ale fajna zagadka... http://projektyprzygodowe.pl/wp-content/uploads/2020/01/kozia-przelecz-zima/kozia-przelecz-trudnosci-1024x767.jpg z zagadki nici... No chyba, ze strona?1 punkt
-
Widziałem film o współczesnych Mongołach co deski po odpowiednim wygięciu i uformowaniu w ognisku wypalali aby w ten sposób mieć lepszy ślizg. To przytwierdzali rzemieniami do nóg. I czym jest to Wasze narciarstwo...1 punkt
-
Takie cuda tylko w Poznaniu;) wbijaj do nas w przyszłym roku, a zmieni się wymiar Twego święta…sto lat!1 punkt
-
Chodziło mi bardziej o to, że to jest wyścig, w którym masz bardzo mało czasu i mnóstwo kilometrów do przejechania, więc każdy rower na którym możesz jechać średnio o 1km/h szybciej przy takim samym wysiłku jest bardzo pożądany przez kolarzy uczestniczących w takich wyścigach.1 punkt
-
Dobrym przykładem jest "Maraton Północ Południe". 3 doby na przejechanie 1000km. Nie jestem pewien, czy w tym wypadku sprzęt jest mało ważny i jechanie pierwszym lepszym sztywniakiek MTB zapakowanym na ciężko to dobry pomysł.1 punkt
-
Ale nawet Mitek podkreślający, że sprzęt nie jest ważny jakoś oddał rower do serwisu i wymienił opony na te niezawodne. Więc nie można powiedzieć, że wybrał się na przypadkowo znalezionym szrocie. Dotyczy to zresztą na pewno też aspektów biwakowych, żywieniowych i ubraniowych. Dlatego traktuję to trochę jako kokieteryjną pozę. Choć pewnie do maniaków z forów rowerowych to mu bardzo daleko. Moja postawa jest inna, powolutku uczę się testując różne rozwiązania. Oczywiście z podejściem minimalistycznym. Np teraz sprawdzam, czy na takim trzydniowym wyjeździe w ogóle trzeba używać nawigacji (a konkretnie wyświetlacza). Być może mnie wystarczyłby telefon komórkowy z bardzo niewielkim powerbankiem i sportowymi słuchawkami. Traktuję to jako zabawę ale po co używać grata Garmina jak może nie trzeba? I kto tu jest gadżeciarzem? Są jeszcze inne aspekty o których można pomyśleć przy jeździe w terenie. Jak sobie radzić z pokrzywami i komarami. Albo o tym czy aby nie warto zainwestować w najlepsze (amortyzacja) rękawiczki, sztycę węglową (kręgosłup) czy silikonowe gripy. To koszt razem kawałka Garmina a kiedyś nam organizm może nie podziękuje za nadmierną eksploatację. Czyli możemy się śmiać, ze złotego łańcucha (efekt do kosztów) ale jest sporo spraw, które warto przemyśleć. To tak jakby maratończyk biegowy założył tandetne tenisówki i skończył bieg a wszyscy zachwycali się prymatem jego woli nad sprzętem. Ale to byłby prymat głupoty! Jestem za myśleniem. Pozdro Wiesiek1 punkt
-
Miał być wyjazd z przygodami... i był. Co prawda nie takie miałem na myśli, ale... Były powalone drzewa, przenoszenie roweru, zryty przez traktory szlak oraz urwana przerzutka i połamane szprychy na koniec. Nie, na koniec, to był jeszcze kilkukilometrowy marsz, aby dostać się najbliższej cywilizacji :). Mapa trasy Do pobrania GPX trasy1 punkt
-
1 punkt
-
Jak rozumiem urwałeś hak? Zdarza się, i nawet nie mając zapasowego można sobie z tym poradzić. Tzn ściągnąć łańcuch, podwiesić przerzutkę i spoko zjechać. Zrobiłem tak kiedyś trasę (część), podprowadziłem pod przełęcz i zjazd, później drugi raz i prowadzenia w zasadzie było bardzo mało. Ale te połamane szprychy to gorzej, bo podejrzewam, że koło mogło się do jazdy nie nadawać. Ciekawy jestem ilu ludzi wozi zapasowe szprychy Ciesz się, że nie było gradobicia i burzy z piorunami!1 punkt
-
1 punkt







