Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Ranking

  1. Ziemowit

    Ziemowit

    Użytkownik forum


    • Punkty

      5

    • Liczba zawartości

      1 785


  2. Narciarz ze Śląska

    Narciarz ze Śląska

    Użytkownik forum


    • Punkty

      4

    • Liczba zawartości

      3 165


  3. moruniek

    moruniek

    Użytkownik forum


    • Punkty

      2

    • Liczba zawartości

      2 943


  4. lski@interia.pl

    [email protected]

    Użytkownik forum


    • Punkty

      2

    • Liczba zawartości

      3 290


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 10.11.2021 uwzględniając wszystkie działy

  1. Odkopuję temat. Prawdopodobnie już 12 Grudnia 2021 zostanie uruchomione bezpośrednie połączenie z Warszawy przez Sosnowiec, Katowice, Tychy, Rybnik, Ostrava, Wiedeń, Salzburg, Innsbruck do Brenner-Brennero i Landeck-Zams. Trasa będzie obsługiwana przez czeski RegioJest. Podkreślono, że głównym celem uruchomienia połączenia są kurorty narciarskie. https://www.rynek-kolejowy.pl/mobile/az-trzy-nowe-zgody-utk-na-trasy-dla-regiojet-105278.html https://next.gazeta.pl/next/7,151003,27788085,pociagiem-na-narty-do-austrii-z-warszawy-jest-juz-rozklad-nowych.html https://www.bankier.pl/wiadomosc/Pociag-z-Warszawy-do-Austrii-Jest-zgoda-UTK-8221231.html
    5 punktów
  2. Aby nie rozkminiać off-topu, w którym połowa uważa nieszczepionych za idiotów i żąda sanitaryzmu (nawet sprzecznego z polskim prawem), a połowa czeka, kiedy szczepieni padną od tych preparatów (to spór bez zwycięzców - społeczeństwo podzieliło się na pół, kto ma rację, ocenimy po prostu po latach), ja, przepraszam, ale spróbuję jednak na temat sezonu: środa, 10 listopada 2021 Ferie (i sezon?) w Polsce będą (powinny być?) normalne Widok ze Skrzycznego Wszystko wskazuje na to, że znamy już zasady na sezon zimowy: — Polska — chyba będzie po prostu normalnie, o ile narracja się nie zmieni, ale nic na to nie wskazuje; — Austria, Włochy, Czechy, Słowacja — na paszporty medyczne; — Szwajcaria — bez ograniczeń, jak... rok temu. Oczywiście to założenia, ale już dość mocno ugruntowane. Wiemy, że Ministerstwo Zdrowia chciało w Polsce wprowadzić ograniczenia, ale skądinąd też wiemy, że sam minister Niedzielski ma dziś w swoim obozie (nastąpił jakiś przewrót, albo odwrót od przewrotu) bardzo słabe notowania. Dla potwierdzenia cytuję za RMF-em: "Nie będzie jednych wspólnych ferii zimowych dla wszystkich uczniów - potwierdza w RMF FM minister edukacji i nauki Przemysław Czarnek. W rozmowie z naszym dziennikarzem zaznacza, że będzie podział na województwa, a łącznie ferie zimowe dla szkół będą trwały 6 tygodni, podziałem na cztery dwutygodniowe turnusy. Minister Czarnek powiedział nam, że rodzice, uczniowie, ale też branża turystyczna mogą spokojnie planować zimowe wyjazdy." Więcej: https://blogonartach.blogspot.com/2021/11/ferie-i-sezon-w-polsce-beda-powinny-byc.html
    4 punkty
  3. Ja piszę na podstawie swojego doświadczenia i wiedzy o projektach. Jestem takim architektem. A Ty co wiesz o robieniu software? Słyszałem o tym czeskim eksperymencie. Nie zrobili nic co nadawało by się do masowego wdrożenia. Moim zdaniem to była propaganda.
    2 punkty
  4. Zawsze to ciekawa opcja. Wiem, że od chyba dwóch lat jeździ też pociąg kolei austriackich z Przemyśla, przez Kraków do Graz. Natomiast kilka lat temu miałem okazję podróżować z bagażem i pełnym ekwipunkiem narciarskim pociągiem z Polski do Villach. To były chyba jakieś wagony doczepiane do jednego ze składów Warszawa - Wiedeń. Chyba już nie ma tego połączenia. Pamietam, że na pewno nie byłem jedynym pasażerem z nartami. Najbardziej karkołomne było, aby z tym wszystkim się dostac na peron i załadować do wagonu, potem już szło z górki :). Apropos pociągów narciarskich, to jakiś czas temu w jednym z polskich wagonów widziałem specjalne stojaki do przewozu nart. Co ciekawe pociąg jechał w kierunku zupełnie nienarciarskim
    2 punkty
  5. Jutro coś dla kibiców ambitniejszych.Jedyna okazja na świecie,gdy swoich idoli z PŚ mogą nie tylko oglądać z bliska,ale zmierzyć się z nimi na trasie giganta o dł.6,2 km,usiąść przy stole biesiadnym na mecie,a nawet zabrać im kwotę 5000 euro za czas zawodów.Każdy ambitny amator może się jutro o 11:11 zapisać na jedno z 680 miejsc na https://www.gardenissima.eu/en/race/enrolment.html... Co prawda 2 ostatnie edycje zżarł covid,ale bądźmy dobrej myśli...Gorąco polecam,naprawdę warto...
    2 punkty
  6. Krynica Ski się promuje, z ofertą, 6 dowolnych dni za 400 zł.
    2 punkty
  7. A gdzie jest PKP.. potęga niegdyś ..największe przedsiębiorstwo w Polsce... ech szkoda gadać
    1 punkt
  8. Wklejam link do bardziej szczegółowego rozkładu https://zdopravy.cz/z-prahy-a-varsavy-na-brenner-regiojet-odtajnil-jizdni-rady-lyzarskych-vlaku-do-rakouskych-alp-84577/
    1 punkt
  9. W sumie trzeciej ręki możesz używać jako kierunkowskazu na stoku.
    1 punkt
  10. Post 1 To już ostatni z trzech moich blogów o podróżach, na początku lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Głównym ich motywem były góry i alpinizm. Ale też byłem zawsze ciekaw jak żyją ludzie w danym kraju i jaka jest ich kultura, historia. Więc jak była możliwość, to po górach udawało się nieco poznać ten kraj. Indie Subkontynent, rozciągający się od zimnego Tybetu po przylądek Komorin, leżący w na ósmym stopniu szerokości północnej, w strefie tropiku. Liczba ludności ok. 1,4 mld, niewiele mniejsza, niż sąsiada z za łańcucha Himalajów. Indie są znane na świecie, jako społeczeństwo kastowe. Każdy, kto się rodzi przynależy do jakiejś kasty. Nie ma wyboru. Nie ze swojej woli. Nie może już tego zmienić w życiu. Drugą wyróźniającą cechą tego kraju jest religia. Nie ma w tej religii jednego Boga, jak w chrześcijaństwie, islamie, czy buddyzmie. Trzecia cecha to ogromna nędza. Nie są wyjątkiem na świecie, ale tu nędza dotyka setek milionów. To jest prawdziwy ocean nędzy. Indie to kraj o bardzo starej kulturze i historii. Która sięga do czasów Ariów, ludu koczowniczego żyjącego na terenie dzisiejszej Europy, od Karpat po Kaukaz. Ariowie skolonizowali kilka tysięcy lat przed nowym wiekiem Iran i Indie. W Indiach żyje wiele narodów mówiących językami, które są niezrozumiałe dla sąsiadów. Jest to jednocześnie kraj bardzo rozwinięty. Jeden z najszybciej rozwijających się na świecie. Zwiedziłem Indie w 1976 roku. Poznałem nieco „sześciotysięczne” Himalaje. I odbyłem podróż okrężną tego subkontynentu pociągiem na trasie 7500 km. W czasie tego pobytu prowadziłem dzienniczek. Opisując codziennie ciekawsze wydarzenia. Rozszerzyłem go bezpośrednio po powrocie, mając świeżo w pamieci przeżyty okres. Z tej podróży pozostało mi ok. 200 zdjęć, wykonanych na filmie Orwo Color. W Himalaje Pradeszu Jechaliśmy w piątkę. Janusz z żoną Elżbietą, znani czytelnikom mojego blogu „Egzotyczny Iran”. Andrzej i Rysiek, których można było poznać czytając kolejny mój blog „Afganistan(Hindukusz 73)”. Na tym mógłbym skończyć, dlaczego pojechaliśmy do Indii, ponieważ w „Taterniku” nr 3 z 1977(str. 114) jest jednostronnicowa relacja „ Eugeniusz B. – w Himalajach Pradeszu”, napisana przeze mnie po powrocie z Indii. Taternik ten jest dostępny w sieci. Wyjaśniłem tam, jaki był cel naszego wyjazdu. Ponieważ jest to pewien kłopot, więc króciutko opiszę, dlaczego wyjechaliśmy w ten rejon Himalajów? Byliśmy członkami Klubu Tatrzańskiego z Krakowa. Klub ten zorganizowal już dwie wyprawy w góry, w poprzednich latach(p. powyższe moje blogi). Jako Klub mogliśmy zorganizować taki wyjazd. Wyjazd indywidualny, bez instytucjonalnego poparcia, był wówczas praktycznie niemożliwy. Mając takie poparcie można było dostać promesę dolarową(130 dolarów), zakupić je w NBP, po kursie o wiele niższym, niż na „czarnym rynku”. I legalnie je zabrać za granicę. Zamierzaliśmy jechać w Himalaje, w tę ich część, która leży na północ od stolicy Indii Deli(New Dehli). Mieliśmy informacje, że tu dość głęboko w góry można się dostać transportem publicznym. A więc bardzo tanio, jak na wyprawę w tak wysokie i odległe góry. Zamierzaliśmy wyjść na jakiś dziewiczy szczyt powyżej 6000 m. Niedawno(1973 r) w rejonie, który braliśmy pod uwagę, działała wyprawa z Lublina. Zaliczyli dziewiczy „sześciotysięcznik”. Niestety skończyło się to dla nich nieszczęśliwie. Zginęły dwie osoby. Nasz bardzo skromny zasób dolarów zmusił nas do tego, aby absolutnie wszystko zabrać ze sobą. W tym żywność na cały okres pobytu w górach, dojazd, oraz na powrót. Na szczyt o wysokości, w granicach sześciu kilometrów, nie wejdzie się ot tak sobie, bez odpowiedniej aklimatyzacji i sprzętu. Jak na Himalaje to jest może mizerna „górka”. Ale to przecież były szczyty znacznie przekraczające najwyższe szczyty Alp. Były tam też już spore lodowce. Po wyprawie w Hindukusz zostało w naszym Klubie sporo sprzętu. Kurtki puchowe, śpiwory, czekany, raki oraz drobniejszy sprzęt wspinaczkowy. W górach zamierzaliśmy biwakować w namiotach. Nie mogliśmy zabrać tego wszystkiego do bębnów, których używaliśmy w Iranie i które były standardem naszych wypraw w Hindukusz. Nie mogliśmy, ponieważ w transporcie, tak zwanym – publicznym, czy też wynajętym(taksówka) nie tolerowali sztywnych opakowań. Zresztą przenoszenie nawet bardzo ciężkiego plecaka jest znacznie łatwiejsze, niż bębna. Natomiast zaobserwowaliśmy, w czasie poprzednich wyjazdów, jak w tym rejonie Azji taszczy się ze sobą czasem niesamowitą ilość bagażu w pakunkach, czy jakichś miękkich opakowaniach. I to wszystko ładowane jest na dach autobusu, taksówki. Czy też upychane na półkach w pociągu. Da się więc przewieść i nasze potężnie wypakowane plecaki. Nie mieliśmy lekarza. Więc osobnym zagadnieniem była dobrze wyposażona apteczka. Z kilkudziesięcioma lekami, łącznie z antybiotykami i na choroby tropikalne. Było też i lekarstwo na ameby. Zawierała również środki do odkażania wody. Dobór jej zawartości był konsultowany z lekarzem, znającym się na chorobach w klimatach i otoczeniu do których zdążaliśmy. Załatwiła to Elżbieta. Mogliśmy się prawie sami leczyć. Jednak tam, w razie choroby o ile się dało, należało szybko zmykać do własnego kraju. Wyprawa Osiemnastego lipca. Budzimy się z żoną około drugiej w nocy. Moja Rysia jedzie ze mną i z plecakami Syreną na stację kolejową w Krakowie. Potem przywożę Elżbietę i Janusza. Jedziemy wszyscy w piątkę pociągiem do Przemyśla i po czterech godzinach jesteśmy na miejscu. Bałagan przy odprawie celnej. Po południu docieramy do Lwowa. Rysiek załatwił nam nocleg u swojej znajomej. Przywozimy ze sobą parę podarunków z Polski. Do wieczora zwiedzamy nieco miasto. Między innymi zniszczony kościół Świętej Elżbiety i ładny zespół cerkiewny Iljuja. Wieczorem znajoma Ryśka urządza, nieco zakropione, małe przyjęcie. 19.07 Chwilowo, najbliższym celem naszej podróży, jest miasto Termez w Uzbekistanie nad Amudarią. Gdzie znajduje się jedyne przejście graniczne do Afganistanu od strony Związku Radzieckiego. Jak dalej pojedziemy do Indii, to będzie się szczegółowo wyjaśniać po drodze. Ogólne zarysy znamy - po przejechaniu przez Afganistan, do Peszawaru(Peshavar) w Pakistanie. Stąd do Lahore w tym kraju i dalej pociągiem, przez granicę pakistańsko-indyjską, do New Dehli w Indiach. Do Termezu dotarliśmy w czasie wyprawy w Hindukusz-koleją, przez Moskwę i Taszkient. Z Krakowa podróż do Termezu zabrałaby prawie tydzień jazdy pociągiem uwzględniając, że można było dojechać tu tylko z Moskwy. Teraz chcielibyśmy tam dolecieć samolotem, szybciej i wygodniej. Bilety lotnicze w Związku Radzieckim były wówczas na liniach krajowych dosyć tanie. Z Lwowa do Termezu było kilka tysięcy kilometrów. Szukamy w Lwowie samolotu lecącego w „kierunku” Termezu. W biurze radzieckich linii lotniczych ”areofłocie” rysuje się jedynie możliwość otrzymania miejsc w samolocie do Baku. Ale nie chcą nam zrealizować „voucherów”. Inturist też nam odmawia. Musimy jechać dalej na wschód pociągiem. Janusz z Ryśkiem załatwili bilety na nocny pociąg do Kijowa. Mając przed sobą cały dzień do dyspozycji, zwiedzaliśmy Lwów. Najpierw zwiedzamy kościół(katedrę) łacińską. Potem poszliśmy na wzgórze zamkowe. Widok Lwowa stąd był bardzo ładny, szczególnie starego miasta. Miał on coś z widoku z Kopca Kościuszki w Krakowie. Obiad jemy w ładnej knajpie, obok ratusza. Po obiedzie nastąpiło zwiedzanie Cmentarza Łyczakowskiego. Oprowadzała nas Polka, która niedawno pochowała tu trzynastoletnią córkę. Pracuje na tym cmentarzu. Pokazuje nam polskie groby - Grottgera, Zapolskiej, Konopnickiej. Rzeźby orłów polskich mają poubijane głowy. Wandalizm! Widzimy krzyże powstańców z 1863 roku. A tu jest miejsce pochówku powstańców z 1830 roku – wskazuje przewodniczka. Ten cmentarz jest Polską Nekropolią. Podobnie jak Rakowicki w Krakowie. Między rozsypującymi się grobami, gdzie niegdzie, widać było małe czerwone obeliski z desek. Z czerwoną gwiazdą u góry. Nowoczesny teraz sposób chowania zmarłych towarzyszy partyjnych. Pytamy - gdzie leżą Orlęta Lwowskie? Pani prowadzi nas w kierunku dziurawej siatki i znika. Wychodzimy poza obręb oficjalnego cmentarza. Po lewej stronie mamy jakieś garaże i kręcącą się tam ludzie. Po prawej - wysoka sucha trawa i dalej sterczą resztki czegoś, co było kiedyś łukiem triumfalnym. Wchodzimy w zakurzoną trawę. Leżą w niej ledwo widoczne kamienne płyty. To są groby „Orląt Lwowskich”! Na płytach zostały wyryte napisy, ale prawie zupełnie niewidoczne. Ktoś zadał sobie wiele trudu i płynnym betonem pojechał po literach. Wyraźna chęć zmazania z powierzchni ziemi tej części cmentarza. Pani, u której spaliśmy, stawia nam na pożegnanie wspaniałą kolację. Niestety spóźniamy się do pociągu, którym mieliśmy jechać do Kijowa. Był następny, ale dopiero o północy. Czekam z Andrzejem przy plecakach, na peronie. Potem idziemy sobie do kawiarni przy ratuszu na kawę i wino. Tanio jest u przyjaciół ze wschodu. Wagon sypialny do Kijowa był typu „śmierdziel”. Tak nazwaliśmy wagon sypialny z otwartymi przedziałami, którym już podróżowaliśmy do Termezu, w czasie wyprawy w Hindukusz.
    1 punkt
  11. Sprzęt leciwy ale nie zajechany: narty Hagan Devil (mojego wzrostu, dość wąskie i lekkie) z fokami + wiązania stare piny dynafita- suma 680 zł. Po zrobieniu serwisu jestem bardzo zadowolony. Zakup nad wypożyczeniem ma tą przewagę, że masz sprzęt i idziesz. Nie musisz planować tury pod dostępność wypożyczalni (choć tych jest już więcej) no i nie kalkulujesz: "Może bym poszedł ale stówę trza dać za wypożyczenie to idę na wyciąg, bo taniej.." No i z 5 planowanych wyjść może zrobić się 20 (jak u mnie) To moje doświadczenie (na razie małe).
    1 punkt
  12. Jeszcze nie ujawnili tej tajemnicy... Mają mieć podobno własną sezonówkę, ciekawe za ile. Nikt z Krynicy jeszcze nie opublikował cennika. Z Beskidu Sądeckiego Rytro podało nowy cennik 2h - 65zł, 4h - 75zł, dzienny (9-16) - 90zł. (Wzrost o 10zł na każdym typie karnetu). I teraz hit... wprowadzi sezonówkę za 1199zł Na Masterze w Tyliczu ceny zeszłosezonowe obowiązują do 24 grudnia.
    1 punkt
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...