Maria
Użytkownik forum-
Liczba zawartości
1 223 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
18
Zawartość dodana przez Maria
-
A, i jeszcze jedno: "wyjaśnienie" resortu zdrowia zawiera oczywisty błąd. Głosi ono: "Jakakolwiek infrastruktura sportowa dostępna jest tylko w ramach sportu zawodowego ", co stanowi oczywistą sprzeczność z treścią rozporządzenia, które, jak pisałam, a zauważyli wcześniej też przedmówcy, nie obejmuje zakazu obsługi wyciągów narciarskich. Autorzy tych wszystkich elaboratów mają spory problem z logiką... To już doprawdy dziecko z 1 klasy liceum (wtedy wprowadza się podstawy logiki formalnej) mogłoby obalić z łatwością.
- 1 882 odpowiedzi
-
Otóż właśnie! Od dwóch dni zastanawiam się, co jest grane? W rozporządzeniu nie ma ani słowa o narciarstwie czy stokach narciarskich. Wzmiankowana jest jako zakazana, działalność objęta kodem PKD 93.0. Cyt. za PKD: " Podklasa ta nie obejmuje: obsługi wyciągów narciarskich, sklasyfikowanej w 49.39.Z, Cytowany artykuł mówi: "Resort zdrowia doprecyzował w odpowiedzi przesłanej PAP, że zgodnie z rozporządzeniem stoki, trasy i wyciągi narciarskie zostaną zamknięte. Jakakolwiek infrastruktura sportowa dostępna jest tylko w ramach sportu zawodowego - wyjaśniono". Doprecyzował - na jakiej podstawie, skoro w rozporządzeniu nie ma o tym wzmianki? To nie jest wyjaśnienie, a wykroczenie ponad treść rozporządzenia. Nie mówiąc już o tym, że Biuro RPO wypowiada się, że nie można rozporządzeniem zabronić prowadzenia działalności gospodarczej, gdyż to można zrobić wyłącznie w oparciu o ustawę, której nie ma. Rozporządzeniem można działalność gospodarczą jedynie ograniczyć. Istnieje już wyrok sądu, przyznający rację przedsiębiorcy, który wiosną nie zaprzestał prowadzenia działalności; wygrał on w sądzie na podstawie wymienionych argumentów. Istnieją tu dwie niezależne przesłanki: 1. Dopuszczenie (brak zakazu) obsługi wyciągów narciarskich - po co miałyby one być dopuszczone, jeśli nie w celu umożliwienia uprawiania narciarstwa? Wyciągiem jest też orczyk czy talerzyk, turysta bez nart nim nie pojedzie. 2. Brak ustawy, bez której nie można zabraniać działalności gspodarczej. Reasumując, wydaje się, że nie ma odpowiedniej podstawy prawnej do zamknięcia stoków. Myślę, że duzi gracze, jak TMR czy PKL mogliby to skutecznie podnieść. Dziwię się, że pokornie milczą...
- 1 882 odpowiedzi
-
- 8
-
-
Ponieważ mój pies myśli strategicznie (uwielbia porywać ze stołu gumki do mazania i zgryzać w drobny mak, więc kiedy coś piszę, on udaje, że chce wyjść do ogrodu, wychodzę otworzyć, a wtedy on - smyk i po gumce!), postanowiłam nie być gorsza. Patrzę, dokąd najbliżej na Słowacji, bo przecież nie da się co dzień wyskakiwać na Rohace czy dalej. I wychodzi mi, że Sihelne. Na ich stronie nieaktualne info. Czy coś wiecie, czy będą działać w tym sezonie? Bo coś mi z lekka majaczy, że były tam jakieś problemy...
-
No, "myślność" rządzących to temat-rzeka. Prawdopodobnie koncentracja ferii była zaprojektowana dla wersji zamknięcia wyciągów (otwarcie ogłoszono znacznie później). Ale już chodzą jakieś słuchy o rozłożeniu z powrotem terminów ferii...
-
Ja na pewno zawitam! Bardzo lubię Pilsko z jego już górską atmosferą, urozmaiconym terenem, brakiem tłumów, starymi orczykami... Nawet i bez Buczynki byłabym tam częstym gościem, a co dopiero z nią! Nie orientujecie się, czy to wszystko będzie na jednym karnecie?
-
I znowu jałowa kłótnia. Zdaje się, że wszyscy tu jesteśmy narciarzami, na narty jeździmy dla nart, a sprawy jedzenia czy inne są raczej poboczne. Zjeść można cokolwiek i gdziekolwiek, dojechać na narty, jeśli się chce, też nie jest problemem. Można się zachowywać odpowiedzialnie, nawet jeśli koniecznie chce się w obecnej sytuacji nie rezygnować z nart. W dodatku, na szczęście, istnieją jeszcze wyciągi orczykowe i talerzykowe, na których tłumów na pewno nie będzie, a sam wjazd zupełnie nie niesie możliwości zakażenia. Jeśli chodzi o masowe uprawianie narciarstwa przez narciarzy feryjnych, też uważam, że umożliwienie go przyniesie więcej pożytku niż szkody. Prawdopodobieństwo zakażenia na świeżym powietrzu, jak wykazują badania, jest bliskie zera. Na pewno bardziej ryzykowne są zakupy. Ruch, zwłaszcza na świeżym powietrzu, jest bardzo ważny dla zdrowia. A teraz wszyscy, zamknięci w domach, skuleni przy komputerach, bardzo tego potrzebujemy. Szczególnie kiedy służba zdrowia praktycznie przestała działać, a o rehabilitacji można tylko pomarzyć. Już są alarmujące wyniki badań dzieci, które spędzają zbyt dużo czasu przy komputerach na nauce online. Uniemożliwienie rekreacji jest nonsensem. Podobnie nonsensem było zamknięcie basenów (najlepsza forma rekreacji dla ludzi spędzających zbyt dużo czasu na siedząco), gdy zakażeń na basenach było dosłownie zero.
-
Już niedługo, Panie i Panowie! Już niedługo
- 52 odpowiedzi
-
- 2
-
-
-
- biały krzyż
- śnieg w październiku
-
(i 1 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Możliwe, ale tej Lubince też nic nie brakuje. Ma fajnie, kaskadowo ukształtowany teren. Nie jest banalną równią pochyłą. Lubię takie miejsca
-
Jaka fajna stacyjka! Z opisu wynika, że stok dłuższy (700) od Jurasówki. I jaka fajna konfiguraja terenu-przypomina trochę Polczakówkę. I łudząco podobna do Jastrzębi, przefajnego małego wyciągu w tych okolicach, koło Ciężkowic. Oby kupił ją ktoś rozsądny, cena nie jest wysoka. Muszę się tam wybrać!
-
Cierpliwości... Dyskusja zeszła na rozważania, czy góry powinny być łatwo dostępne dla wszystkich, ktoś rzucił (bardzo reprezentatywnym) tematem Moka. Dodałam do tego swoją uwagę. Natomiast mój szanowny polemista zaczął rozwlekać ten temat, pisząc nb. prowokacyjne bzdury, a teraz mnie zarzuca offtop. Cierpliwości...
-
Nie chcę tu odbiegać za bardzo od tematu. Tyle napiszę, że niezależnie od tego, w jakim celu są hodowane, nie znaczy to że można je zamęczać. A tam fiakrzy tak je mordują, że częste są padnięcia na trasie, nie mówiąc już o naruszaniu zasad podanych na cytowanej stronie. Na pewno znasz ten temat, chyba nie ma człowieka chodzącego po górach, który by nie znał. Twoje posty chyba są tylko znakiem dziwacznej przekory.
-
Cytujesz stronę przewoźników, czyli fiakrów, którzy na koniach zarabiają... Tego aż nie warto komentować. A moim zdaniem to tam nie powinno być żadnego masowego transportu. Spacerek 5 km, kto chce zobaczyć Moko może ruszyć zadkiem. Rok czy dwa temu trasę pokonał niepełnosprawny chłopak na wózku.
-
W dodatku to, co się dzieje z końmi zmuszonymi do pracy na tej trasie (to nie bryczki, a bardzo ciężkie wozy), jest straszne. Nie rozumiem, jak można na to pozwalać. Kompletne barbarzyństwo!
-
Nie ma się o co kłócić. @Cysiu chciał lekką trasę odpowiednią dla niewyćwiczonych znajomych, parę takich propozycji padło. @Marboru opisał piękną wycieczkę, dość długą - na przyszłość i towarzystwo, które się wybierało, i inni mogą z tego opisu skorzystać. Wszyscy tu jesteśmy ludźmi dorosłymi i potrafimy wszelkie propozycje rozsądnie rozważyć. A i pomyśleć o fajnej wycieczce, czytając opis - przyjemnie. Chyba Starorobociański?
-
Czy ponartował lepiej, to kwestia otwarta. 5 wyjazdów po dwa tygodnie w ciągu dwóch lat to mniej niż dwa takie rocznie, a ważna jest regularność jazdy - nie tylko od święta (czyli wyjazdowo). Ale absolutna racja, że trudno porównywać objeżdżenie przy takich pytaniach.
- 52 odpowiedzi
-
- 1
-
-
- narty
- wyjazdy na narty
-
(i 1 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Problem powstaje, gdy mieszka się 10 km od stacji narciarskiej i większość wyjazdów jest jednodniowa... Ale to chyba autorzy ankiety odgadną z ilości
- 52 odpowiedzi
-
- 3
-
-
-
- narty
- wyjazdy na narty
-
(i 1 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Prawda.
-
Jeśli znajomi nie są w formie, to na Banikov bym ich nie brała. I duże podejście (chyba że trochę pomóc sobie wyciągiem w Spalenej, ale i tak), i trochę trudności (Banikov jest chyba trudniejszy niż Rohacze, trochę "luftu"). Z Zuberca - Stawy Rohackie. Naprawdę ładna, wcale nie za mało męcząca wycieczka, pętelka. A jeżeli jednak wolisz jechać w Wysokie, to, jak radzi @jacekma, wybrałabym się do Zielonego Stawu. Dla znajomych może być odpowiednia trasa nie przez Tatry Bielskie, a wprost Doliną Kieżmarską (z Kieżmarskich Żlebów). Tam jest nawet trasa rowerowa, żółtym szlakiem, choć, szczerze mówiąc, tyłek raczej by na tych kamolach ucierpiał... Potem bardziej sprawni mogą rzeczywiście uderzyć na Jagnięcy. Ale sam widok ściany Kieżmarskiego Szczytu jest naprawdę oszałamiający, można stanąć i nie móc się ruszyć z podziwu! To wynagradza całkowicie fakt, że większość drogi w lesie. Wrócić można pętelką albo, jak niedźwiedź w piosence, tą samą drogą.
-
Pewnie że można, zwłaszcza że wtedy nie traci się czasu i sił na zejścia i podejścia z powrotem na grań. Po prostu jako stary turysta (czy raczej stara turystka) planuję zawsze biorąc pod uwagę rozmaite okoliczności, zmiany pogody, krótszy dzień, nie przeceniam kondycji. W planowaniu jestem wręcz przesadnie asekurancka, zawsze rozważam wszelkie możliwe zejścia. Zresztą dołożyłam jeszcze ostatni odcinek do Białej Skały. A tam na górze nie ma gdzie nabrać wody, co w lecie (teraz mniej) ma pewne znaczenie, bo trzeba przez przeszło 30 km i 2,5-3 km przewyższenia taszczyć dodatkowych parę kg. A potem jeszcze dojść do auta. Lepiej zaplanować parę wariantów, a potem iść tak, jak warunki, siły i ochota pozwolą. Mam siłę, jest wcześnie, pogoda dobra - nie schodzę, idę dalej, aż do upojenia . No i warto jeszcze pomyśleć, żeby nie iść cały dzień pod słońce. A trasa jest tak ładna, że warto się nią napawać dłużej niż jeden dzień . PS. Oczywiście pomyliłam Rohacz Ostry z Płaczliwym, Ostry jest dalej od Smutnej Przełęczy. Też kiedyś tam spotkałam kozice. Ech, wybrałabym się tam znowu, ale noga mi szwankuje, muszę ją do końca wyleczyć. Choć gorzej działa na płaskim... Ale nie wiem, jak by było, gdyby się ciągle trzeba było opierać na bolącym dużym palcu i przeciążać staw przy nim. W bucie narciarskim problem przestaje istnieć . Aby do zimy!
-
Świetna propozycja. Widoki tam są niesamowite! A jeśli jedziesz na krótko i jednak pasowałyby Ci Tatry Zachodnie (ze Śląska dużo bliżej), to fajna może być pętelka przy Stawach Rohackich. Bardzo ładna trasa.
-
Alpejski charakter alpejskim charakterem, ale jeśli chodzi o trudność szlaków turystycznych (tras oznakowanych), to nie jest mniejsza niż w słowackich Tatrach Wysokich. Przejście granią Tatr Zachodnich od Rohacza Ostrego do Białej Skały to spora przyjemność (nawet "luft" jest chwilami całkiem niezły) i nawet wprawny turysta potrzebuje na to więcej niż jednego dnia, zwłaszcza, jeżeli nie chce wracać na odcinku Smutna Przełęcz - Rohacz Płaczliwy z powrotem na Smutną, a pójdzie jednym ciągiem przez Rakoń i Wołowiec. Zresztą dni są jesienią krótsze, a nie ma sensu się mordować. Widoki są też nie do pogardzenia i warto się zatrzymywać i podziwiać. Moim zdaniem można to rozłożyć na dwa-trzy dni bardzo fajnej górskiej wędrówki. Doprawdy trudności na szlakach Tatr Wysokich też nie są jakieś specjalne, ot, parę klamerek i łańcuchów.
-
Zamiana nart na lżejsze i prostsze w prowadzeniu
Maria odpowiedział wilczk → na temat → Dobór sprzętu
Rozumiem, że nie masz możliwości dużo jeździć w ciągu sezonu. Ale skoro jednak wybierasz się od czasu do czasu na narty, to wydaje się, że sprawia Ci to przyjemność. Twój problem z szybkością jest typowy dla początkujących narciarzy, więc dodam tu, do uwag kolegów o sprzęcie, pewną mantrę, która powtarza się przy wszystkich poradach: weź parę lekcji z instruktorem! Powie Ci, na co powinieneś zwracać uwagę podczas jazdy, pokaże odpowiednie ćwiczenia. I pozwoli unikać błędów, które mogą Ci się odruchowo utrwalać na przyszłość - wiele błędów wynika z lęków i spinania się. Dobrze, że nie będąc bardzo wprawnym narciarzem, nie dążysz do szybkiej jazdy bez odpowiednich umiejętności i bez opamiętania, co się wielu zdarza... Odrobinkę umiejętności technicznych na pewno Ci się przyda, a nie musi być to od razu wielkie trenowanie- 29 odpowiedzi
-
- wymiana nart
- narty łatwe w prowadzeniu
-
(i 2 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Od bardzo dawna nie. Ciągle, co roku się wybierałam, ale brak czasu i odpowiedniego towarzystwa. Nawet na poważniejsze góry latem też zostają jakieś ochłapy czasu. Jakoś nie mam śmiałości wpakowywać się starym kapitanom, zresztą oni pływają głównie we wrześniu, kiedy już nie mogę. A co do pływania śródlądowego, obecne Mazury jakoś mnie nie ciągną, to już nie to co dawniej. Może jak następne pokolenia trochę jeszcze podrosną, wyciągnę ich na jakiś rejs po Adriatyku, zobaczymy. Ale nie dopuszczam myśli, żeby nie wrócić kiedyś na morze, choćby zupełnie rekreacyjnie...
-
Tak, Trzebież i Jastarnia... To były czasy, rzeczywiście inna epoka. Ojciec był kapitanem (jednym z najstarszych w Polsce, szkolił się jeszcze w Jastarni przed wojną, a jego kursantką później była sama Remiszewska) i co roku jeździliśmy tam na 3-6 tygodni i pływaliśmy z kursami na sternika morskiego. Potem Ojciec zazwyczaj płynął na jakiś rejs. Kiedy wracał, wyglądał o 10 lat młodziej... Znałam jeszcze kpt. Karola Zielińskiego, który był uczniem samego Zaruskiego. Jak on manewrował dużym jachtem na żaglach - na centymetry! Ech...
-
A gdzie zdawał? Pytam, bo sama jestem jeszcze ze starej szkoły kursów w Jastarni i ekipa, choć coraz już mniej towarzystwa (świetnego), wciąż szkoli i egzaminuje, na pewno bardzo solidnie. Z nowymi nie mam do czynienia, i chyba nie ma czego żałować... Jastarnia zresztą, założona przez samego Zaruskiego, przetrzymała komunę, ale owej rzeczywistości już nie :(.







