Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Ranking

  1. marboru

    marboru

    VIP


    • Punkty

      16

    • Liczba zawartości

      7 223


  2. Piotr_67

    Piotr_67

    Użytkownik forum


    • Punkty

      9

    • Liczba zawartości

      2 318


  3. JC

    JC

    Administrator


    • Punkty

      7

    • Liczba zawartości

      16 752


  4. Mitek

    Mitek

    Użytkownik forum


    • Punkty

      6

    • Liczba zawartości

      7 273


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 16.10.2014 uwzględniając wszystkie działy

  1. Wiem, że ten wpis opatrzony jest dużą dozą optymizmu, ale... co mi tam!Zerknijcie na prognozę pogody dla Zieleńca na 24.10, Białka Tatrzańska, Szczyrk
    6 punktów
  2. Przyznam się, że nigdy wcześniej nie byłem w bieszczadzkich górach. W samych Biesach tak – ale były to, pobyty typowo wędkarskie albo żeglarskie nad Soliną. Postanowiłem w tym roku nadrobić straty i korzystając z pięknej pogody wyprawiliśmy się – ja z moją drugą połową i kumplem Piotrem weekendowo do Ustrzyk Górnych. Wyjechaliśmy w piątek popołudniu i do celu dotarliśmy na 22. Przed samą miejscowością – zaskoczenie i kontrola straży granicznej – coś takiego to również był dla mnie debiut. Noclegi w prymitywnych domkach ośrodka PTTK, na jeden dzień przed wyprawą tylko to było wolne – zdecydowanie nie polecam. Ale cóż „wygody”, zimna woda – najważniejsza jest przygoda. Wieczorem przy kartach obmyślamy plan na te dwa dni. Ponieważ mamy rowery i chcemy zaliczyć dzień pieszy oraz rowerowy wyboru dokonuje Kumpel (expat), który bywa w Bieszczadach kilka razy w roku i ma w tym względzie doświadczenie. Dzień pierwszy (sobota) – Tarnica. Wybór tego miejsca przeforsowałem ja, chociaż były inne ciekawe propozycje. Po zaliczeniu w tym roku najwyższych Górek Gór Świętokrzyskich i Gorców chciałem zwyczajnie mieć na koncie również najwyższy, bo liczący 1346 m npm szczyt Bieszczadów – Tarnicę. Wybór szlaku: Wołosate, Przełęcz Bukowska, Tarnica…a po drodze zaliczony również Rozsypaniec 1280 m npm oraz Halicz 1333 m npm. W Wołosatych na samym początku drogi odwiedzamy starodawny cmentarzyk oraz pozostałości (fundamenty) po tutejszej Cerkwi. Kierujemy się w stronę Przełęczy Bukowskiej na wysokość 1107 metrów. Na początku idziemy po asfalcie, a potem przechodzimy na wijącą się wśród drzew szutrową drogę. Mijamy malowniczy potok. I po jakimś czasie docieramy do przełęczy i granicy polsko – ukraińskiej. Mimo porannej słabej przejrzystości powietrza zaczyna nam się bardzo podobać. Widok za granicę: Po krótkiej przerwie w drewnianej wiacie ruszamy wąską ścieżką w górę. Na Rozsypaniec iść – to czysta przyjemność. Po minięciu linii lasu odsłaniają się nam tutejsze krajobrazy. Zmienia się również roślinność. Dominują trawy i drobne krzewy i krzewinki. Na pierwszym ze szczytów zaczyna wiać i mimo słonecznej pogody jest dosyć chłodno – dobrze, że wzięliśmy lekkie polary. Na wysokości 1280 m widok na dalszy nasz szlak – Krzemień i Tarnicę jest niesamowity w barwach jesieni. Jeszcze jedno ujęcie Królowej Bieszczad Tarnicy: Po zejściu z Rozsypańca – kolejnym szczytem do zdobycia staje się Halicz 1333 m. Po drodze widoki na ukraińską stronę.
    3 punkty
  3. Widać przedsiębiorstwo ciepłownicze daje takie wytyczne wykonawcy. Albo są pewni za swoich "szwajcrów". Choć jak spawali TIG-iem na "dworze" to zawsze może się zdarzyć niespodzianka, wystarczy silniejszy wiatr. Pozdrawiam
    3 punkty
  4. Źródło Sanu część 3 Dwieście metrów dalej „Źródło rzeki San” i cel naszej podróży. Maluteńki ciek a potem taka spora rzeka… Poniżej fotka z okolic grobu hrabiny. Jeszcze kilkaset metrów i kilka dołączających cieków wodnych i San wygląda tak: Przepłynąć kajakiem z całą pewnością by się nie dało, ale szerokość i prędkość płynącej wody jest spora. Kolejne przeszkody dla rowerów i kolejny dopływ. [/url W okolice Bukowca docieramy inną drogą, drogą omijającą Beniową. Dzień powoli się kończy a my mamy jeszcze kilka kilometrów do przejechania. Na początku znowu szutrem… …a potem w stronę Tarnawy Wyżnej asfaltem. Zachód Słońca w Biesach: Mijamy stadninę koni i ścieżki dla jeżdżących konno. Na jeszcze zielonych łąkach piękne zwierzę: Kolory od błękitów, przez brązy, pomarańcze, do zieleni – cudowne barwy, widoki, miejsce! Mijamy składającą się z kilku zabudowań i kościoła Tarnawę. Robimy krótką przerwę przy barze i dostajemy ostrzeżenie by wracając uważać na grasującego w okolicy misia. Miś niestety, a może stety – nam się nie pokazał. Dzień kończymy super obiadem i piwkiem regionalnym w bardzo fajnej karczmie w Mucznem. Bieszczadzka przygoda dobiegła końca. 55 kilometrów rowerowego, górskiego szlaku zaliczone. pozdrawiam marboru
    3 punkty
  5. Źródło Sanu część 2 Kierujemy się w stronę granicy i po przejechaniu około kilometra możemy z bliska podziwiać olbrzymie snopy oraz zagraniczny odcinek Bieszczad. Jesteśmy w pozostałościach Beniowa… Nazwa wsi pochodzi od imienia Benedykt, pierwszego osadźcy. Wieś lokowana na prawie wołoskim ok. roku 1537 przez ród Kmitów. Piotr Kmita Sobieński do 1553 r. dziedziczy Beniową, a po jego śmierci bezdzietna wdowa Barbara Kmita z Herburtów. Po jej śmierci w 1580 r. brat Stanisław Herburt. W roku 1709 wioska została spalona przez cofających się Szwedów (III wojna północna). Do 1772 województwo ruskie, ziemia sanocka. W okresie od 1772-1914 powiat sanocki, powiat podatkowy Lutowiska w Prowincji Galicja. Od roku 1905 przez miejscowość prowadzi linia kolejowa łączącą Użhorod z Samborem. W roku 1921 osada liczyła 582 mieszkańców, głównie greckokatolickich Rusinów należących do dekanatu turczańskiego. Do roku 1939 we wsi znajdował się dwór, którego właścicielem był Hipolit Frommer. W 1945 r. miejscowi Rusini zostali przesiedleni na mocy polsko-ukraińskiego porozumienia na Ukrainę w ramach wymiany ludności, a wieś została całkowicie spalona w czasie tzw. "akcji żniwnej" przeprowadzonej przez oddziały UPA. Byli mieszkańcy Beniowej mieszkają obecnie w okolicach Stryja oraz na Wołyniu. Od jesieni 1939 roku przez wieś przebiegała granica między Niemcami a ZSRR. Po roku 1951 wieś została formalnie podzielona między Polskę a Związek Radziecki. W latach siedemdziesiątych próbowano jeszcze na terenie Beniowej prowadzić gospodarke rolną. Obecnie w ukraińskiej Beniowej znajduje się kilkanaście domów, w których mieszka ok. 60 osób. W połowie sierpnia 2006 odbyło się tam spotkanie blisko 500 dawnych mieszkańców wsi oraz ich rodzin z Sianek i Dźwiniacza. Rozmawiano m.in. o pojednaniu polsko-ukraińskim. W polskiej części wsi znajduje się cerkwisko oraz pozostałości cmentarza. Ciekawostką jest kamień z rysunkiem ryby, będący prawdopodobnie elementem dawnej chrzcielnicy, znajdującej się w cerkwi. Na terenie dawnej wsi rośnie ponad 100 letnia lipa, stanowiąca pomnik przyrody. Źródło: wikipedia.pl Poniżej fotka z pamiętającą niejedno lipą: Pustka po miejscowości…łąki, zieleń, widoki i samotne drzewo… Kamień z rybą: Jedziemy w górę. Szlak się zwęża do malutkiej ścieżki ale mimo trudów da się jechać. Po chwili kolejna „sadzawka” utworzona przez tutejsze bobry. Docieramy do lasu, a tutaj zaczyna się robić powoli hardkorowo dla rowerów. Dajemy radę. Jesteśmy już w Siankach…a raczej w pozostałościach tej niegdyś bardzo tętniącej życiem narciarskiej miejscowości. Wieś lokowana na prawie wołoskim w 1560 roku przez ród Kmitów. Właścicielami oprócz Piotra Kmity od 1553 r. była Barbara Kmita, w 1580 r. – rodzina Tarłów. W 1589 r. – Jadwiga Tarło, a w 1663 r. – własność wspólna Zatwarnickich, Czarnieckich, Grochowskich. Od początku XVIII w. do 1939 r. – rodzina Stroińskich. Od roku 1905 przez miejscowość prowadzi linia kolejowa łączącą Użhorod z Samborem, jest tu dworzec kolejowy. W latach 1772-1918 pod zaborem austriackim, położona w powiecie turczańskim w austriackiej prowincji Galicja, 14 km od miejscowości Borynia, na granicy węgierskiej. Graniczyła z wsiami Beniowa, Sokoliki, Tarnawa Wyżna, Tureczki Wyżne, Butelka Wyżna, Jaworów i Użok. W roku 1880 wieś liczyła 355 mieszkańców, oraz 50 domów, zamieszkana była przez Polaków, Rusinów, Żydów i Niemców. W Siankach znajdował się także kościół i dwie drewniane cerkwie, obydwie pod wezwaniem św. Stefana. Parafia katolicka znajdowała się w Turce, unicka w Beniowej. W końcu lat dwudziestych Sianki odwiedził Józef Piłsudski wędrując także z dziećmi na Opołonek, do Skały Dobosza. Przed II wojną światową wieś była znanym ośrodkiem narciarskim. Działały tu trzy schroniska turystyczne, kilka domów letniskowych, liczne pensjonaty i restauracje. Znajdowała się tu również skocznia narciarska oraz tor saneczkowy. Pod koniec lat trzydziestych Sianki liczyły 1500 mieszkańców. Po 17 września 1939 roku przez wieś przebiegała granica między Niemcami a ZSRR. Po roku 1951 wieś została formalnie podzielona między Polskę a radziecką Ukrainę. W polskich Siankach obok fundamentów cerkwi pw. św. Stefana zachowały się do dnia dzisiejszego nagrobki Klary z Kalinowskich (zm. 1867) i Franciszka Stroińskich (zm 1893)– przedwojennych właścicieli tych dóbr. Miejsce to zwane jest "Grobem Hrabiny". W 1993 r. obok zrekonstruowano mury kaplicy cmentarnej. W pobliżu, tuż za Sanem i współczesną granicą polsko-ukraińską znajdowała się neogotycka kaplica pw. św. Jana będąca kaplicą grobową ostatnich pokoleń rodu Stroińskich. Jej ruinę ostatecznie zniszczono w latach siedemdziesiątych XX wieku. Źródło: wikipedia.pl Ruiny dworu Stroińskich w Siankach obecnie to jedynie fundamenty oraz grożąca zawaleniem piwnica tuż przy słupku granicznym. W dużo lepszym stanie zachował się grób hrabiostwa Stroińskich znajdujący się jakiś kilometr dalej. Chwila przerwy na batona z bananem i dalej w drogę – na najtrudniejszy rowerowo fragment. Po błocie, po korzeniach drzew, ze schodami i niezwykle wąskim leśnym przejściem. Teraz musimy częściej prowadzić i przenosić nasz sprzęt. Kolejna przerwa to kolejny taras widokowy na funkcjonującą do dzisiaj ukraińską miejscowością Sianki. Jeszcze kilkaset metrów po łące, lesie i docieramy do celu położonego na samiutkiej granicy. Radość jest wielka, bo miejsce ciekawe, odludne i położone na najdalej wysuniętym cypelku Polski na południe.
    3 punkty
  6. Źródło Sanu część 1 Dzień drugi rozpoczynamy od pakowania i zwijania manatków. Idzie nam to dosyć wolno, więc na miejsce startu kolejnej przygody – tym razem rowerowej, do Mucznego docieramy przed dziesiątą. Szybko rozpakowujemy sprzęt… …i ruszamy do „Źródła Sanu” – jeden z najbardziej położonych punktów na południe na mapie Polski. Kiedyś, nie tak dawno temu, teren ten był zamknięty. Dostęp do niego mieli prominentni urzędnicy państwowi oraz najwyższe władze PRLu. To tutaj wczasowali się i polowali, nie tylko „przyjaciele” zza wschodniej granicy, ale również znani zachodni politycy. Dzisiaj, w XXI wieku mogą wszyscy odwiedzać to miejsce. Początek trasy jest łatwy. Podjazd łagodny a pod kołami asfalt. Gdzieś w oddali pedałuje Paula. Po chwili skręcamy w prawo i zaczyna się pierwszy szutrowy podjazd wzdłuż potoku Roztoki. Osiągając jego szczyt możemy napawać się przepięknym krajobrazem z tarasu widokowego. W trakcie zjazdów muszę uważać na większe kamienie i asekurować prędkość trzymając ręce na hamulcach. Pośród trzech naszych rowerów – mój nie jest przystosowany do takich warunków – to zwyczajny, raczej szosowy cross. W trakcie wspinaczki odczuwam również, że moje najniższe przełożenie jest dużo bardziej ciężkie niż w rowerach górskich. Mijamy kolejne wycinki drzew oraz ambony dla obserwatorów? W sumie nie wiem? Może i dla myśliwych…ale czy w Bieszczadzkim Parku Narodowym można polować? Chyba tylko z aparatem. Mieszkają tutaj przecież zarówno sarny, jelenie, ale również żubry, dziki, rysie, wilki i niedźwiedzie. Gnając na złamanie karku obniżamy znacznie wysokość i docieramy do potoku Halicz. Zapewne wypływa on u podnóża odwiedzonego dzień wcześniej szczytu o tej samej nazwie. Pokonując mostek… …przedostajemy się do pozostałości z dawnych lat. Fundamentów zniszczonej cerkwi i dwóch cmentarzy z XIX wieku oraz 12 zbiorowych mogił z czasów I Wojny Światowej. Wracamy na szlak i kierujemy się w okolice Bukowca gdzie znajduje się wejście na teren szlaku „Źródło Sanu”. Kupujemy bilety wstępu do parku po 6 złotych od osoby i zaczynamy główną część naszego dnia. Zaraz za kasami, po prawej stronie – mokradło. Chwilę potem przydrożny ukraiński, prawosławny krzyż z jakimś pisanym cyrylicą tekstem.
    3 punkty
  7. Tarnica cześć 2 Kilkanaście minut marszu w górę i można chwilkę odpocząć na ławeczce na szczycie. Bułeczka, kabanosik i kontemplacja przyrody. Idziemy dalej a kolory bombardują nas na szlaku – niesamowicie bombardują! Ścieżka się zwęża i dalsza droga przebiega tuż przy ostrym zboczu Krzemienia. Sam Krzemień i jego skały z szatą roślinną robi na nas fantastyczne wrażenie. W połowie drogi na Przełęcz Goprowską 1160 m możemy zaobserwować Halicz z drugiej strony w całej okazałości. Przyroda czaruje nas coraz bardziej. Tutaj pomarańczowy wydaje się bardziej pomarańczowy a czerwony bardziej czerwony… Zbocze Krzemienia, Halicz a na dole wielobarwny las – magiczna kraina. Jeszcze chwila i ostrawe podejście z Przełęczy Goprowskiej w stronę Tarnicy i docieramy do skrzyżowania szlaków. Tutaj pojawia się masa turystów, którzy przybyli z krótszych i łatwiejszych do przejścia stron. Po chwili zdobywamy szczyt idąc niestety w tłoku. Robimy kilka fotek na najwyższym bieszczadzkim szczycie – 1346 m i opuszczamy Tarnicę udając się szlakiem w stronę Wołosatego, czyli miejsca w którym zostawiliśmy auto. Moja druga połowa na szczycie: Jeszcze tylko kilka fotek, ujęcie w stronę Ustrzyk Górnych… …i uciekamy w dół równie malowniczą ścieżką. Chwila wytchnienia od słońca w lesie – poniżej fotka Expata. Kończymy powoli nasz Bieszczadzki szlak z pierwszego dnia… …w zieleni łąk, wielobarwnym lesie i błękicie nieba. Ostatnie spojrzenie na Tarnicę… Chwila zadumy i kończymy naszą przeszło 23 kilometrową przygodę. Jesteśmy oczarowani Bieszczadami.
    3 punkty
  8. Kasiu, a Tobie nikt nigdy nart nie nosił? :D Z pewnością dalej się o to zabijają
    2 punkty
  9. Fajny tekst. Gdyby nasi przegrali, radość by biła z każdego wyrazu... A jak wygrali, wściekłość wylewa się uszami... No cóż, niektórzy tak mają... Ich sprawa. Ale obrażanie innych powinno być wytknięte, może nawet ukarane. Tadek
    2 punkty
  10. Cześć Fajna gra, parę wyjątkowo pięknych akcji indywidualnych - naprawdę z przyjemnością oglądałem oba mecze. Żal dupę ściska jak się czyta niektóre posty jednostek na skraju załamania nerwowego. Pozdro
    2 punkty
  11. Jeśli ktoś szuka porządnej kamerki za przyzwoite pieniądze, to radzę zainteresować się kamerkami Sony. Po powrocie z Alp, gdzie nakręcanie dzieciaków przy pomocy dotychczas używanego sprzętu zakończyło się całkowitym niepowodzeniem, doszliśmy do wniosku, że trzeba będzie kupić jakąś sportową kamerkę. Syn długo studiował parametry, opinie i testy rozmaitych kamer, aż w końcu upatrzył sobie kamerkę Sony HDR-AS15. Obraz naszym zdaniem miała ładniejszy nawet niż Go Pro Silver, a ze względu na wejście na rynek następnego modelu HDR-AS30V, można ją było kupić w atrakcyjnej cenie 700 zł. Kamerka oczywiście posiada stabilizację obrazu, dwie długości ogniskowej, wymienną baterię, a tutaj obsługiwane przez nią rozdzielczości: 1920×1080/60P (PS), 1920×1080/30P (HQ), 1280×720/30P (STD, SLOW, SSLOW), 640×480/30P Kamerka umożliwia wykonywanie zdjęć poklatkowych w ustawionych przez siebie odstępach czasu, jak również nagrywanie z prędkością 120 kl/sek w jakości HD, co przy odtwarzaniu pozwala oglądać obraz w 4-krotnie zwolnionym tempie. Bardzo fajną sprawą jest możliwość sterowania kamerką poprzez Wi-Fi (np. ze smartfona), co pozwala zmieniać ustawienia kamery bez otwierania wodoszczelnej obudowy, jak również oglądać na smartfonie już nagrany materiał. W dodatku ta wodoszczelna obudowa pozwala nakręcać filmy na głębokości do 60 metrów, a zdjęcia podwodne bardzo dobrze wychodzą. Oglądamy nakręcone tą kamerką filmy na ekranie dużego telewizora i jakość nagrań wykonanych w rozdzielczości Full HD jest rewelacyjna, sprawia wrażenie, jakby były nakręcone profesjonalnym sprzętem. Wręcz nie możemy odżałować, że nie mieliśmy tej kamerki ze sobą w Alpach, ale w nadchodzącym sezonie mamy zamiar nadrobić zaległości
    2 punkty
  12. Wszędzie tak się robi. To najprostsza i najtańsza a zarazem skuteczna metoda sprawdzenia czy są pęknięcia w spawach lub newralgicznych miejscach konstrukcji stalowych, nie tylko wyciągów narciarskich. Niepokojące by było, gdyby takowych białych łatek nie było! Dobrze, że są bo to oznacza że UDT było i sprawdziło a tym samym wzięło na siebie odpowiedzialność za ewentualna awarię. Tak samo wyglądają konstrukcje mostów, wyciągów itp na całym świecie. To dobry znak!
    2 punkty
  13. CześćTo chyba Epoxy 3100 - a przynajmniej to co z nich zostało: A a propos Prince Polo to dostałem kiedyś od kumpla taka kurtkę (zdjęcie) i miała oprócz małego napisu na przodzie (widać słabo) wielki napis Prince Polo na plecach. Ksywkę miałem wtedy na nartach oczywistą. Pozdrowienia
    2 punkty
  14. A to fotki moje i Bumtralala W sumie to niewiele się zmieniliśmy :Zdjęć mam sporo, ale musze je przejrzeć i zeskanować ciekawsze kwiatuszki
    2 punkty
  15. Niestety mam mało fotek z początków mojego nartowania. Mam wrażenie,że w tej chwili stosunek mojego nartowania do ilości zdjęć jest odwrotnie proporcjonalny.: Kiedyś kilka razy w tygodniu gdzieś tam się bywało na nartach. Nie mówię o przydomowych górkach,ale jakiś Dębowiec,Szyndzielnia,Czantoria czy Skrzyczne były często przeze mnie odwiedzane. I to PKSem lub PKP.:laughing: Ale przejdźmy do sedna. To zdjęcie już kiedyś było na forum. Ja i mój pierwszy sprzęt. W latach 60tych XX wieku.:biggrin: Kruca ale jestem stary już.:crazy:
    2 punkty
  16. Witam. Jako, że w wątku o kurtkach post ROCH-a i mój przeszedł bez echa to założę nowy temat. Zgodnie z sugestią ROCH-a można by się pokusić o założenie wątku dotyczącego szeroko rozumianej historii naszego nartowania. Myślę, że każdy z nas posiada jakieś wspomnienia z wcześniejszych lat nartowania a do tego pewnie jakieś materiały audio i wizualne którymi by się chętnie podzielił z innymi zakręconymi na punkcie dwóch jak i jednej deski. Powstał by taki wątek w którym każdy mógł by podzielić się (jak wspominał ROCH) starymi fotkami, filmikami anegdotami oraz wiedzą związaną z uprawianiem narciarstwa drzewiej. Ten wątek to taki wstęp który posłużyć by miał wysondowaniu czy jest zapotrzebowanie na coś takiego i czy byli by chętni na dzielenie się swoimi zasobami szeroko pojętej pamięci (również tej zewnętrznej):wink: Ja ze swojej strony mogę zapewnić, że będę sukcesywnie dołączał stare fotki i filmiki narciarskie (na tyle ile ich mam). A zasoby me (prywatne) sięgają początku lat 60, wspomnień osobistych też nie brakuje. Mile widziane by było, żebyście zadeklarowali czy jesteście gotowi na coś takiego. Piszcie co tylko wam przyjdzie do głowy. Co byście chcieli widzieć w takim wątku, czym ewentualnie dysponujecie itp. Tak jak wspominałem w tym „innym” wątku bez szerokiego frontu userów to nie będzie miało sensu. Co do spraw technicznych – temat w dziale „pogadajmy” – „tematy narciarskie” tytuł do wybrania. Czekam na propozycje i sugestie. Pozdrawiam
    1 punkt
  17. Fajny rekord. Nie wiedziałem że w PL da się tak szybko zacząć sezon. Czyli co noga wyleczona ?
    1 punkt
  18. To jest prognoza oparta na modelu numerycznym ECMWF. Prognoza oparta na modelu GFS jest typowo jesienna i chyba ona się sprawdzi.http://www.weatheronline.co.uk/weather/maps/city?LANG=en&CEL=C&SI=mph&CONT=euro&LAND=PL&REGION=0001&WMO=x5230&LEVEL=52&R=0&NOREGION=1 Po co nam atak zimy w końcu października ? Tylko by opóźniał prace związane z modernizacją i remontami S.N.Oczekuję na zimową pogodę w drugiej połowie listopada.
    1 punkt
  19. Super sprawa,"palce lizać",warunki bytowe i finansowe OK.:happy: Niestety termin dla mnie nie osiągalny.:sorrow: Czekamy na opis warunków narciarskich.
    1 punkt
  20. To chyba po tych pracach ziemnych
    1 punkt
  21. Eee : na Chopok :tongue::stupid:
    1 punkt
  22. A tak było na Pitztalu 11-13 października (podobno idzie zima) https://plus.google.com/photos/100712200242302566633/albums/6070456784186637393
    1 punkt
  23. Któż tych błędów nie popełnia. A już "córusia tatusia" - to księgozbiór błędów,zazwyczaj jest.:stupid: Wiem coś o tym.: Co do wnuków,...hmmm. Ja za ok. miesiąc powinienem zacząć. :cheerful: Ale czy to będzie bezkarnie to się okaże. :shocked: :biggrin:
    1 punkt
  24. O to pytalem. Wielkie dzieki za szczegolowe info Wysłane z mojego GT-I9505 przy użyciu Tapatalka
    1 punkt
  25. Witam wszystkich :smile: Wydawało mi się, że widziałem w tym wątku pytanie o karnet 6-dniowy na Pitztalu, który upoważnia też do jazdy na lodowcu Kaunertal - nie mogę go znaleźć, ale to pewnie dlatego że jestem początkującym forumowiczem. Faktycznie na stronie ośrodka kwestia karnetu nie jest jasno opisana, więc sprawdziłem u źródła - w Tirol Werbung w Innsbrucku. Kupując karnet na Pitztal można jeździć dwa dowolne dni na Kaunertal i odwrotnie - kupując w Kaunertal mamy dwa dowolne dni w Pitztal. Chyba o to chodziło w tym pytaniu. Pozdrawiam
    1 punkt
  26. Dzięki Piotrze. Wybrać się koniecznie trzeba raz jeszcze... ...ja planuję to zrobić już niebawem - w zimę. Trzeba wyporzyczyć narty skiturowe i powtórzyć szlak na Tarnicę. Przy dobrych warunkach śniegowych spokojnie szlakiem przez Przełęcz Goprowców, potem Krzemień, Halicz, Rozsypaniec i Przełęcz Bukowską po wejściu da się zjechać praktycznie do samego Wołosatego. Oczywiście miejscami trzeba będzie podchodzić - no i trzeba będzie uważać, by poza szlak nie wyjeżdżać, bo to przecież Park Narodowy. Taki jest pomysł.
    1 punkt
  27. ja będę tendencyjny w tamtym sezonie w sumie byłem 4 razy w dolinie otztal ( Solden - Gurgle-hochoetz).... warunki na początku grudnia będą lepsze tutaj niż w Ischgl i SFL - wystarczy wspomnieć że w Solden lodowiec już działa, a sezon regularny zaczyna się w połowie listopada.... również w gurglach - Początek grudnia to zdecydowanie te dwa ośrodki będą miały więcej otwartych tras (mimo tego że w sumie mają ich mniej) oraz warunki będą lepsze - wysokość robi swoje.
    1 punkt
  28. uuuu.... widzę błędy wychowawcze :biggrin:
    1 punkt
  29. Oprócz kijów narciarskich,te drugie są to "kijki statywu aparatu". :wink: :tongue: :crazy:
    1 punkt
  30. Tylko po co jej tyle kijków, co to "konkurencja" zimowa:wink:
    1 punkt
  31. Eeee tam zaraz wiedza:smile: W projektach których realizację nadzoruję jest zapis "100% spawów sprawdzić metodą radiologiczną wg EN..........." i niema zmiłuj:smile: Zlecamy to wyspecjalizowanej firmie i szlus. A co do badań radiologicznych to związane jest to z tym aby wykluczyć wady związane z pęcherzami, porami, wadliwą granią, złym przetopem (pęknięcia zdarzają się bardzo rzadko). Rurociąg pakowany do ziemi ma wytrzymać "bezstresowo" co najmniej 20 lat. Kiedyś było tak, że badało się spawy na wyrywki około 10-20%. Teraz ze względu na potrzebę niezawodności 100%. Czy to jest zasadne? A co do badań UDT to są one bardzo rygorystyczne w związku z tym, że wyciągi służą do jazdy ludzi. Ot taki dupochron. Pozdrawiam
    1 punkt
  32. A tu jeszcze fotka z doskonałymi warunkami śniegowymi:smile:To zdjęcie można by nazwać "Królowa bez śniegu" Córa na "nartach" - Kamesznica (jedyne miejsce ze śniegiem w rejonie Koniakowa) rok chyba 1999 środek ferii zimowych:biggrin:Pozdrawiam
    1 punkt
  33. To jest metoda "penetracyjna" (może cenzura mi tego nie wytnie:wink:). Tak jak piszesz najtańsza. Nanosi się najpierw "penetrant" a potem "wywoływacz". Po takiej operacji ujawniają się wady spawów ale nie tylko bo również pęknięcia koło spawów. Penetrant to właśnie ta biała substancja widoczna na fotkach. UDT zresztą bada to okresowo (nie wiem co ile czasu). Co do MB, to jakieś pyproki tą sieć wymieniali:wink:. U mnie bada się tylko i wyłącznie metodą radiologiczną 100% spawów a w przypadku kiedy nie ma innej możliwości to ultradźwiękowo (na przykład gdy rura jest już zalana wodą). Pozdrawiam
    1 punkt
  34. Kilka niepokojących zdjęć, jakie zrobiłem schodząc z Małego Skrzycznego do Czyrnej - górna część orczyków (krótszych) z Czyrnej na Halę Skrzyczeńską. Przypuszczam, że białą farbą zaznaczono miejsca problematyczne (delikatnie mówiąc) - zardzewiałe spawy, (chyba, że to normalna procedura po przegladzie).
    1 punkt
  35. CześćDla odmiany Vratna druga połowa lat 80. Śniegu nie było tam w ogóle. Dojeżdżaliśmy około 1h autokarem, później krzesłami i od krzeseł jeszcze z buta jakieś 500-700 metrów ale było warto. Pozdrowienia
    1 punkt
  36. No to i ja wrzucę coś ze swojej historii nartowania. Poznajecie miejsca gdzie to było?
    1 punkt
  37. Piękne. Ze zdjęć tych wynika, że większość zaczynała na "doskonale" przygotowanych trasach. Moja żona i córa mają również podobne zdjęcia (ilość śniegu zdjęcie nr 1 i 3):biggrin::biggrin: A jednak nie przeszkodziło to w świetnej zabawie i nauce narciarstwa. Tu dowody: [video=youtube;ggpXI3GHDzQ] Rok wyświetla się na filmie. Miejsce to Koniaków. "Stok" za domem gospodyni przygotowany własnoręcznie a właściwie własnonożnie przeze mnie, żonę córę i chrześniaka. Śniegu ile było to widać, ale temperatura był bite -20stC:smile: Następne ujęcie to rok ten sam, ale stok już proffi - Kubalonka w Istebnej:biggrin::wink:. Wtedy jedyne miejsce ze śniegiem w regionie. Pozdrawiam
    1 punkt
  38. Witam. W Białce praca wre. Poniżej kilka zdjęć z górnej stacji. Wysłane z mojego Nexus 5 przy użyciu Tapatalka
    1 punkt
  39. To ja też zacznę od tego co już było.To moje faktyczne początki kontaktu z dwoma deskami:[video=youtube;C_Q83-IcKGE] Zauważcie ten mały palec na krawędzi - proffiCo do koszuli Artix jakie kwiaty:biggrin::biggrin: Pozdrawiam
    1 punkt
  40. Ponieważ poczatki mojego narciarstwa (co za duże słowo- raczej po prostu uzywania nart przeróżnych) minęły niestety bez sladów materialnych w postaci sprzętu, pokaże tylko co znalazłem w zeszłym roku w czasie remontu magazynku przy garazu. Ponieważ wszystkie inne stare narty poszły kiedyś na przemiał byłem przekonany, że ulubione niegdyś fiszerki również... Przyznam, że to była miła niespodzianka. Obecnie te narty są po fachowym serwisie, kat krawedzi 90st :-) wiązania - 'kultowa' Tyrolia 150, rozebrane i przesmarowane, działają jak nówki (a były skrecone na 3/4 i nie tykane od mniej wiecej 1983 r - 30 lat!). Siły wypiecia w DIN sie nie ustawi, chyba ze na maszynie, bo mają skale 1,2,3,4 i koniec.... (nie jest to odpowiednik DIN) kiedyś jeżdziłem miedzy 2 a 3 - ustawiane 'na wyrwę'.Czyli narty gotowe do jazdy, niestety w zeszłym roku nie było na czym ich wypróbowac... Troche sie boję czy sie nie zabije, po przyzwyczajeniu do obecnych 'samoskretów'.... :-) :-). A jesli ktos ma chęc- zapraszam do Ustronia. Narty kupione w PRL, chyba 1977(6?) rok, niezbyt twarde, przyjemne na każde warunki.
    1 punkt
  41. Najlepiej zalicz oba ośrodki - SFL i ischgl to bardzo dobry wybór na początek grudnia - większość tras powinno być czynnych - ja też tam wtedy będę z moją ekipą. Soelden wraz z Obergurgl/Hochgurgl to również dobra opcja - pewność śniegu 100 % , tyle , że ośrodki mniejsze od tych pierwszych . Zillertal sobie odpuść , skoro już tam byłeś - poznawaj nowe;-)
    1 punkt
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...