Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 10.01.2017 w Odpowiedzi
-
Plan był na wczoraj, ale zła widoczność z rana i popołudniowe plany spowodowały, że wrociłem do wyrka. Dzisiaj już cały dzień wolny, więc zero stresu i presji czasu, a i pogoda o niebo lepsza. A niebo z rana było bezchmurne. Ok 8:30 startuję z Przełęczy Glinne, ide sam, pierwszy raz po 2 latach na turach i poza trasą - nie wiem jak kondycja po kontuzji, więc głupio było by kogoś spowalniać, a i moja jazda w lesie nie jest taka jak była kiedyś - przynajmniej na razie. Jest -16, zapinam foki i klej na jednej mi się nie podoba, ale chwytają i ruszam. Po 500m odpinam wywietrzniki w spodniach i zdejmuje kurtkę - ide w samej bieliźnie termoaktywnej i koszulce. Szlak wiedzie pasem granicznym między drzewami, które skutecznie osłaniają go od słońca ale i od wiatru. Początek bardzo płaski, tempo niezłe ( tym później) trasa idealna dla początkujących by zapoznać się z techniką chodzenia, a do tego dość malownicza. Szlak przetarty - szło kilka osób. Wszystko idzię ok, aż do ok 3km gdy puszcza mi foka na 1 narcie - dostała trochę śniegu i połowa jest przyklejona, a druga połowa sobie wisi Próby oczyszczenia i przyklejenia nic nie dają - rozważam powrót, ale już bliżej niż dalej, więc głupio tak zawrócić. Foka ładuje pod koszulką, blisko ciała, a narty pod pachą - ruszam na butach, żeby zagrzać fokę. Po 15 min i może 200m zapadania się po kolano próbuję przykleić - łapie ale coś słabo, no ale próbuje foczyć. 50m i powtórka z rozrywki. Kolejny dylemat co robić. Powtarzam manewr i mimo, że jest mi ciepło wrzucam kurtkę by dogrzać foczkę Ruszam na butach, staję w miejscach gdzie pada jakiś promień słońca by się dogrzać, ale praktycznie wszędzie cień. Idę dalej i zapadam się coraz głębiej - postanawiam, że jak zacznę się zapadać po pas to zawracam W końcu naklejam znów fokę - tym razem jakby lepiej siadła i ruszam już na nartach przez jakieś 500m jest ok i myślałem, że będzie już tak do końca. Podchodzę pod ścianke, wybieram trasę zakosów i znowu to samo... Gdyby nie to, że był fajny stromy fragment do zjazdu i coraz rzadszy las to bym zawrócił. 3 raz owijam się foką i wspinam. W końcu wypłaszczenie i słońce! Naklejam fokę i wystawiam do opalania. Śniadanko, zdjęcia i ostatnia próba. Trochę już jestem zmęczony tymi perypetiami ale jestem już pod kopułą szczytową nieco ponad 1km do celu. Słońce dobrze zrobilo foczce - do szczytu już pięknie trzyma. Na szczycie jestem po nieco ponad 4 godzinach lekko zmęczony i zmarznięty, do tego zaczyna mocno wiać i chmurzy się. Herbata, odpoczynek i jazda na dół trasą podejścia - zjazd przyjemny chociaż sporo wypłaszczeń - o dziwo całkiem fajnie mi się jedzie na otwartych przestrzeniach -- dużo lepiej niż w gęstym lesie gdzie trzeba mocno NW i śmigiem pracować. Całośc ok 5 h czyli sporo dłużej niż planowałem - MajorSki to podejście robił w 2 godziny, gdyby nie nieszczęsna foka pewnie zajęłoby mi to poniżej 3h - nie jest źle, ale trzeba trenować - momentami serce walliło jak szalone Na koniec kilka zdjęć: A tu pełna galeria: https://www.facebook.com/korbielowandiamo/photos/?tab=album&album_id=1400766696609523[/url]17 punktów
-
Witam, Ostatni długi weekend spędziłem w dobrym towarzystwie w Beskidzie Żywieckim. Wszyscy jesteśmy z Dolnego Śląska i plany były jak zwykle na Karkonosze. Jako że jeszcze tydzień temu w naszych lokalnych górach ze śniegiem było raczej kiepsko w ostatniej chwili zmieniliśmy cel naszego wyjazdu. Kilka osób pytało mnie jak było. Aby się nie powtarzać postanowiłem zrobić jeden opis i go gdzieś zamieścić. Opis będzie raczej krótki i zwięzły bez zdjęć bo nic nie przebije tych, które się po tym weekendzie wszędzie pojawiły Lokum znaleźliśmy w Gawrze w Złatnej Hucie. Aż dziw że się udało bo pierwsze telefony sugerowały że wszystko w okolicy wyprzedane. Było nas razem 12 osób + 2 psy. Pierwszy dzień weszliśmy na Rysiankę (drogą) i zjechaliśmy na stronę Sopotni. Śnieg w lesie fajny i głęboki ale stok okazał się trochę jak na te warunki za płaski. Zwłaszcza dla mnie bo wziąłem tego dnia deskę. Musiałem trochę na niej kijkować . Powrót drogą podejścia. Lepszy wariant odkryliśmy dopiero ostatniego dnia. Drugiego dnia miał być wypad na Pilsko. Część ekipy miała pojechać samochodami w obie strony, część w jedną a część w obie strony na nartach. Droga na nartach "tam" bardzo przyjemna. Podejście na Trzy Kopce w dziewiczym śniegu potem po śladach granią. Na otwartych polanach lekkie powiewy arktycznego powietrza dawały do myślenia. Z polskiego przedwierzchołka Pilska lasem dotarliśmy do Schroniska na Hali Miziowej. Wystartowaliśmy trochę za bardzo w prawo i potem musieliśmy ostro trawersować przez strome zarośnięte zbocza w lewo. Trzeba było się trochę ogrzać. Kontakt telefoniczno SMSowy z grupą samochodową uświadomił nam że żaden samochód tego dnia nie odpalił. Ci co mieli zamiar wracać wygodnie nie mieli więc wyjścia . W drodze powrotnej na Trzech Kopcach odbiliśmy w kierunku Rysianki by po ok 1/2 km odbić w lewo w las. Czekał tam na nas rzadki las, wspaniały śnieg, i dobre nachylenie . Wieczorem bez problemu odpaliłem dla próby moje autko. Znajomi którym to się potem też udało mieli zamiar wracać wcześniej ale nie dojechali dalej niż 20 km . Oprócz mojego jeszcze jedno auto udało się uruchomić. Następnego dnia mieliśmy zamiar wejść na Krawców Wierch. Wcześniej zostawiając jedno auto na dole w "centrum" Złatnej. Niestety to drugie działające auto dołączyło do grona buntowników. Kierowcy i Mechanicy zostali walczyć z przeciwnościami losu a ja w mniejszej grupce wystartowałem na Polanę Lipowską. Potem był piękny zjazd w lesie na stronę Żabnicy i podejście po znalezionych śladach, które nie wiedzieć czemu robiły zwroty co ok 20m. Ktoś się chyba uczył zmieniać kierunek podejścia . Postanowiliśmy mimo wszystko z nich skorzystać głównie dlatego że jeden komplet fok (z pożyczonego zestawu) kompletnie odmówił posłuszeństwa. Myślę że to wina tęgiego mrozu mimo że foki były trzymane pod kurtką. Po dobrym posiłku na Lipowskiej ruszyliśmy na przełaj przez las do Złatnej. To okazał się najwspanialszy zjazd z całego wyjazdu. Nie będzie przesady jeśli powiem że chyba najlepszy jaki miałem w życiu. Potem powrót do Wrocławia i rozpakowanie maneli w komfortowej temperaturze -10C. Nawet rękawiczek nie trzeba było zakładać . Pozdrawiam, Kamil P.S. Podziękowania dla Majora za cenne porady co do wyboru tras.9 punktów
-
Wisła-Stożek Bardzo dobre warunki występują na Stożku,co nie jest tak oczywiste tutaj Tak więc jak ktoś ma możliwości to jechać jeszcze przed odwilżą Przygotowanie tras super,nawet niebieska przez las w dechę Po 2,5 godzinki troszkę przeszkadzał spory dwucyfrowy mróz,ale herbatka w bufecie i do boju Jutro powtórka z rozrywki z ranka,tak dwie godzinki przed pracą jak ktoś-coś Ps.Dojazd fajnie wysypany pod sam ośrodek Bez opłat9 punktów
-
Stoki w Wierchomli i Szczawniku większość zna. Nie ma co pisać, wystarczy pogooglowac. Nic nowego tam nie ma. No może trochę końcówka trasy w Wierchomli jakby bardziej łagodna. Trasy dobrze przygotowane, objechal em dziś wszystkie. Na górze zimno, było -12 jak zaczynałem, ale wiatr potegowal uczucie zimna. Dziś i jutro skipass kosztuje 25 zł. Takie ceny powinny obowiązywać ale sezon. Do tego kolejek nie było, jazda na okrągło. Załączam parę zdjęć z dzisiejszego nartowania.8 punktów
-
Założyłem ogólny temat zbiorczy, gdyby ktoś podobnie do mnie nie miał weny do długiego pisania, a chciałby np wrzucić kilka zdjęć to zachęcam Plusy mieszkania w Bielsku to między innymi widok z okna na góry, w moim wypadku akurat króluje Klimczok, szczególnie i rano i o zachodzie słońca. Już w zeszłym sezonie chodziło mi po głowie zdobycie go na skiturach, ale zima niestety była jaka była. Teraz też myślałem że śniegu jest za mało, ale relacja Johnego wyprowadziła mnie z błędu i zmotywowała. Tak więc tym razem jadąc rano na narty zamiast ekspresówki do Szczyrku wybrałem drogę bardziej w kierunku centrum miasta . O trasie za bardzo nie będę się rozpisywał, bo powtórzyłem tą Johnego, z tą różnicą że wyciąg na Klimczoku nie działał i mogłem się delektować zjazdem tam tylko raz . Podejście czerwonym szlakiem jest na prawdę przyjemne, w sam raz na rekreacyjną wycieczkę, gdy jeszcze dopada śniegu i będzie więcej możliwości zjazdu z pewnością ją powtórzę. Na koniec jeszcze kilka zdjęć, pogoda była wymarzona, lekki mróz, brak wiatru, słońce, tylko lepiej nie patrzeć co wisi nad Bielskiem5 punktów
-
Cud, że nic się nie stało - sam upadek wygląda imponująco. Spójrzcie4 punkty
-
Filmik z dzisiejszego dnia, warunki petarda. Pozdrawiam i zapraszam do oglądania i subskrybowania.3 punkty
-
3 punkty
-
Chyba Was widziałem jak schodziliście od strony Orlicy, po przeciwnej stronie zbiornika do naśnieżania od wyciągu W5 (na prawo od widoku z poniższego zdjęcia zrobionego o 11:48) i nawet sobie w kolejce prawiliśmy jak Wam w śniegu po kolana się drepta, ale jak widać po relacji całkiem sympatycznie. A taki sztruksik jak na Twoim zdjęciu chwilę wcześniej naruszyliśmy, co prawda on nie na trasie tylko na dojazdówce, ale fakt, że wytrwał długo. I jeszcze a propos ciemności za oknem - u Was ciemność, a w Zieleńcu całkiem widno było :)3 punkty
-
Dziś drugi dzień w sezonie, tym razem w Tumlinie, w Świętokrzyskiem, kilkanaście kilometrów od Kielc. Ponieważ rano żona pracowała, pojechaliśmy po południu. Na miejscu byliśmy przed 16. Mróz tylko minus dziesięć , ludzi nie tak dużo - myślałem, że będzie więcej. Prawdopodobnie większa frekwencja była w południe, kiedy świeciło piękne słońce. Karnety weekendowe w rozsądnej cenie, jak na tego typu ośrodek: 2h - 40 zł, 3h - 45 zł, czyli taniej niż w Bałtowie czy na Telegrafie. Zjazd około 500 metrów długości, z czego początek dość fajny, ale końcowe 100 - 150 metrów po płaskim. Warunki - mimo dość późnej pory - niezłe, twardo, w miarę równo, bez większych odsypów, ale śnieg dość tępy, zwłaszcza na wypłaszczeniu. Jeździliśmy dwie godziny, praktycznie od początku cały czas na bieżąco. Po 17 ludzi ubyło, można było - bez obaw - śmigać dużymi zakosami. Wyjazd udany, choć górka doskonale znana i - jak to na nizinach - niespecjalnie wymagająca. Ale na drugi wyjazd w sezonie - może być, zwłaszcza, że moich stronach wyboru nie ma zbyt dużego (Telegraf, Bałtów, urokliwy Kazimierz i długo, długo nic - pozostałe ośrodki jeszcze bardziej płaskie). Minus za to, że w całym ośrodku czynna jest tylko jedna toaleta dla pań i jedna dla panów. Rozpoczęła się rozbudowa gospody (jest już nawet podmurówka), więc pewnie za jakiś czas problem zniknie, ale razie jest jak jest, czyli niespecjalnie... Pozdrawiam.3 punkty
-
Opuszczamy rozhulany narciarsko Zieleniec,udając się w kierunku..."Torfowisk pod Zieleńcem".Udajemy się też z myślą,że przed nami 12km.marszu do Schroniska "Pod Muflonem",bez rakiet śnieżnych no cóż....nie mamy rakiet,ale mamy siebie,kanapki, Herbatkę z prądem,dobry humor,mapy i latarki.Idziemy i....jest po prostu Pięknie. O zmierzchu docieramy do schroniska "Pod Muflonem" Z ulgą siadamy przy stoliku,grzejmy przymarznięte kanapki na grzejniku.iii... piekiełko. Najbardziej wystające części ciała zmarzły...a później pieką...Ałłł. Ale to co było później? Schroniska są pełne niespodzianek. cdn.3 punkty
-
Piotrek - drobna poprawka: dzieciom Już mam 2 synów wiec musze jeździć 2 razy więcej Zresztą dzisiaj zjazd spokojny i ostrożny. @Tomek Dzisiaj 2 raz miałem sprzęt na nogach Przede wszystki wiązanie - Ambition to super sprawa, ten sam komfort zjazdu co w Baronach, ale na podejściu mega różnica na korzyść Tyroli - w pełni obsługiwana przez kij bez wypinania. Zmiana kąta pochylenia (3 opcje) oraz przełączanie między jazdą a podchodzeniem - widziałem to na filmie YT ale wątpiłem czy działanie będzie tak bezproblemowe. Bezpodstawnie - jest super no i dużo lżej niż inne wiązania szynowe. A narta? Jedzie po wszystkim fajnie wycina skręty na krawędzi, po kartoflisku leci jak czołg, jedynie mogła by mieć trochę lepszą wyporność w puchu, ale wydaje mi się, że na większych prędkościach będzie lepiej - miękkie dzioby wypłyną. Na razie nie chciałem szaleć więc zjazd był emerycki. Nie wiem jak na stromym twardym, bo nie było gdzie sprawdzić, poza kopułą szczytową, ale tam płasko. Cały zestaw bardzo lekki i mocno freestyle'owy co mnie cieszy bo gwarantuje dobrą zabawę Co do tempa podejścia - tam nie ma poza jednym - ostrych fragmentów więc można wykręcić dobry czas Ja kondycje mam mizerną, po przygdach z fokami musiałem częste przerwy robic bo pikawka szalała2 punkty
-
Dawno się tutaj nic nie działo. Dlatego wstawiam krótki filmik wyciągu samochodowego https://www.facebook.com/Hofair1/videos/1833375663601936/2 punkty
-
Te zdjęcia są cudne! Miodzio Piękne te góry... Jedyną górę, której czubek widzę z okna, zasłania smog. Ech... jakie miejsce, takie widoki.2 punkty
-
2 punkty
-
Dzisiaj rano BSA, pusto, twardo , równo, mróz jakies -10 -12. Bardzo fajna poranna jazda, trasa naprawdę dobrze przygotowana. Aż do 11.00 bez kolejek do wyciągu. Potem tez raczej nie było, ale sie juz zwinąłem. Sam wyciąg notabene dziwnie sie momentami zachowywał - powracające z górnej stacji krzesła za pierwsza podporą od góry dostawały takiej kołyski jakby uderzał w nie huragan..... To nie jest normalne, bo wiatru dzisiaj żadnego, hmmm. W takich warunkach grzech nie odwiedzić dobrze wyposażonej wypożyczalni . Taki rodzynek:2 punkty
-
No to ja "zareklamuje" klubowy stok mojej córki w Sieprawiu. Jeździła wczoraj od 16-tej przy temperaturze ok. -12C. O tej porze na tzw. dużej górce dosłownie parę osób się kręciło. Zresztą widać na zdjęciu - w szczycie może 10-12 osób. Śniegu w bród. Czynna zarówno tzw. mała górka i to ona jest najbardziej oblegana, jak i częściowo duża. Tzw. duża górka jest czynna w wersji na lewo od orczyka (patrząc z dołu) i jeszcze nie na pełnej szerokości, co widać dobrze na zdjęciu. Po prawej stronie orczyka znajdują się prawdziwe góry śniegu - zdjęcie nie oddaje wysokości tych zwałów i lada moment ruszy także ta trasa. Obsługa mówiła mi, że priorytetem było właśnie naśnieżenie tej części, a teraz skoncentrują się na poszerzeniu trasy już czynnej (tej po lewej). Tym samym lada moment ośrodek będzie już funkcjonował na pełny gwizdek. Dla mnie to idealne rozwiązanie, bo mam tutaj 30-35 min drogi, zależnie od warunków drogowych, z mojej części Krakowa. Córce do doskonalenia jazdy ta górka w zupełności z kolei wystarcza. Zresztą w Sieprawiu rodzą się młode narciarskie talenty. Jak ktoś ma sportowo zajawione dzieci, to funkcjonuje tutaj klub narciarski: https://www.facebook.com/KN-Siepraw-Ski-382584505115535/2 punkty
-
Kolejny dzień w ulubionej przeze mnie dolinie, wydaje się pogodowo być podobny do wczorajszego, wbrew prognozom pogodowym Bergfexa Po Kaltenbachu postanawiamy odwiedzić kolejny ośrodek w dolinie Zillertal... Na parkingu okazuje się, że słońca dzisiaj jednak nie uraczymy, ale za to będziemy nartować w ośrodku należącym do słonia, czyli? Spotykamy tu Jurka kolegę z alpejskich wojaży, niestety nie pamiętam imienia, ale sporo osób go zna z forum (Jurka nie mogę spytać o imię bo śpi, jak wszyscy poza mną, to nie jest normalne - rano będę się słaniał na nogach, zamiast wstać wypoczęty) Jeżdżą w strojach z logo Arfi Ski. Dzisiaj zdecydowanie cieplej, na górze tylko -22 stopnie i już nie marznę jak wczoraj, wzmógł się za to wiatr nieco. Wczoraj komórka padła mi po godzinie, gopro nagrywało 7 minut, a aparat fotograficzny którego nie ładowałem nigdy na wyjeździe, padł o 12. Jednak inny ośrodek inne warunki, w Arenie dużo mniej śniegu jak w Hochzillertal, co mnie trochę zaskoczyło. Możliwości offpistowych nie było i cały dzień katowaliśmy wyłącznie liczne tutaj trasy. Infrastruktura techniczna dużo starsza niż w Ischgl czy Saalbach, mnie to nie przeszkadza jednak. Ważne, że ludzi dzisiaj zdecydowanie mniej jak wczoraj, zwłaszcza biorąc pod uwagę jazdę tylko po trasach. Trasy oczywiście świetnie przygotowane, dość twardo i bez kamieni, poza trasami śnieg często wywiany. Nasz "bus" w akcji... News dnia i największe zaskoczenie dla mnie! Naczelny offpiściak nie wspominał ani razu o freeride i nie marudził z tego powodu, po prostu szok. Delektował się jazdą po boisku... tu w towarzystwie Jacka Mimo, że śniegu tutaj mniej, zimę jednak widać Zgodnie z tym co zapowiadał Bergfex około 12 zaczyna padać śnieg i jest szansa, że przez kolejne 2 dni będzie można jednak zjechać z tras... Zaliczamy prawie całą Arenę od Zell im Zillertal po Konigsleiten, nie docieramy tylko do Hochkrimmi (tak mi się przynajmniej wydaje, bo tempo jakie narzucił Jurek było delikatnie mówiąc żwawe, nie było czasu na podziwianie natury czy przeglądanie map). Nie obyło się bez nieoczekiwanej (oczekiwanej) przygody. Mieliśmy jeździć do 16. Zaczynaliśmy w Zell im Zillertal więc koło 15 trzeba było się przebić z Isskogel do Ubergangsjoch staruszką, 4 osobową kanapą. Docierając do niej mamy taki widok... Na dachu dwóch gostków coś grzebie przy "maszynowni" i oznajmia nam, że kanapa dzisiaj nie ruszy i mamy stąd spadać. Droga powrotna odcięta, pozostaje nam powrót do Gerlos i do pokonania ponad 20 km ski busem. Mogli, choć wcześniej postawić tablicę informacyjną, bo marnujemy tylko czas na beznadziejnej dojazdówce, zamiast katować jakieś świetne tutejsze trasy. Oczywiście nie wymienię które, ponieważ tradycyjnie wszystkie mi pasują i nie potrafię jakiejś szczególnie wyróżnić. Udaje się nam dotrzeć do Gerlos i szybko złapać ski busa. O 16.20 jesteśmy na parkingu i wygłodniali pędzimy na kwaterę zaglądnąć do garów. Kolejny narciarski (udany) dzień za nami. Wieczorem jeszcze tylko narada, gdzie uderzymy jutro? Pozdrawiam serdecznie. PS JEST 3.10 (niestety nie do Yumy tylko w nocy) czy opłaca się jeszcze kłaść? Wstać muszę o 5.452 punkty
-
Z próby odpowiedzi na pytanie Mitka nic oczywiście nie może wyniknąć. Narciarze będą "testowali" sobie narty i jakkolwiek słowo to będzie wyjątkowo nieadekwatne to będą z tego wyciągali jakieś wnioski zakupowe. Na logikę to powinni posłuchać wskazówek jakiegoś instruktora, który być może podpowiedziałby im najlepsze na danym etapie rozwiązanie. Na szczęście narta jest mało istotna i na każdej można doskonalić jazdę. Ale, moim zdaniem, nic nie szkodzi tytułowe pytanie. I zastanowienie się na ile autor postawił celną tezę. Nie piszemy ustawy czy choćby zarządzenia a każdy wysiłek intelektualny a tutaj jeszcze związany z nartami jest cenny. Jeśli chodzi o mnie to w 100% z Mietkiem się zgadzam. Ale zupełnie mi nie będzie przeszkadzało jak 233 osoby z forum bedzie miało odmienne zdanie. I tą odmienność stanowisk uważam za wartość samą w sobie. Obyśmy gadać ze sobą potrafili... Pozdro Wiesiek2 punkty
-
Udało mi się (tzn informatykowi) odzyskać dane z karty Gopro, ale po skitourowych relacjach Wujota, aż strach cokolwiek zamieścić teraz na forum. Porównanie grafomana z Sienkiewiczem, czy amatora z zawodowcem jest oczywiste. Ale żeby dostrzec piękno gór trzeba je porównać z nizinami i oddzielić ziarno od plew... Wujot z Ulą jak zwykle z przodu nie ma to jak w tyrolu znana dla wszystkich (tambylców) knajpa... co tu robi Wujot....wiadomo marnuje czas, bo musi na nas czekać nasze SPA ostatni dzień a wokoło tylko błękit jak postrzegają świat moje narty (ale kogo to obchodzi?) czy one widzą coś ciekawego? świat oglądają też narty Wujota... (chyba muszę iść do lekarza, jeśli psychiatra to lekarz) a co widzi zakuty w hełm mój... pora do domu... a może nie, jakby tak w drugą stronę Pozdrawiam serdecznie.2 punkty
-
Dzisiejszy dzień postanowiłem spędzić tak jak najbardziej lubię, czyli na skitourach. Trochę mróz odstraszał, ale to mnie nie zniechęciło. Również łapiące mnie coś - drobne drapanie w gardle - też nie dało rady. Ostatecznie wybrałem się na Szyndzielnię i Klimczok, bo tu mam najbliżej i nie musiałem przebijać się przez korki... Pod Dębowcem zameldowałem się ok. 9.30. To najlepsze miejsce do startu i do tego przyzwoity, bezpłatny parking. Kiedy tu dotarłem, zająłem miejsce gdzieś na końcu, a dla skitourowców - na początku. Nie gaszę silnika, bo nawet minuta bez rękawiczek jest koszmarem dla rąk! Musi być baaardzo zimno, ale ja termometru nie mam. Ale po każdej czynności, przybliżającej mnie do startu, chowam się do auta na rozgrzewkę. Przez to gramoling trwa, ale przynajmniej na starcie nie nabawię się odmrożeń. Trochę czasu zeszło, ale w końcu ruszam na szlak. Zabrałem ze sobą Ignacego, bo samemu nudno... Miałem coś w rodzaju drobnego przeziębienia, dlatego nie miałem ostatecznie ustalonych planów. Obawiałem się, że przedwcześnie będę musiał brać odwrót. Chyba to jednak wirusy się wycofały. Na rozgrzewkę podejście pod Dębowiec. Mało wymagające, ale rozgrzewające. Szybko okazała się, że mróz nie taki straszny, a ja zacząłem szybko nabierać temperatury. Super! Przy okazji obserwuję Dębowiec, na którym jeździ może 5 osób, a stacja działa już chyba ponad godzinę! Już wiem, że wolałbym tu pośmigać, niż stać w korku np. do Wisły. Warunki dobre - trasa wyratrakowana, ale jak to wcześnie ktoś fajnie określił: tak po polsku... To jednak dla mnie tylko rozgrzewka i ruszam dalej do góry. Mijam schronisko, na którym jeszcze kręcę specjalne ujęcia do filmiku i cisnę do góry. Wahałem się tylko, czy iść tradycyjnym szlakiem czerwonym, czy może równoległy, nieco bardziej zróżnicowanym, chyba niebieskim. Ostatecznie wybieram ten czerwony, bo równomiernie nachylona trasa jest bardziej przyjazna, zwłaszcza kiedy człowiek nie w pełni sił. Niestety jest on też najbardziej uczęszczany i mimo mrozu trochu piechurów jest. Co mi tam! Ja realizuję swój własny plan, również jeśli chodzi o produkcję filmową... Czasem ludzie patrzą na mnie jak na idiotę - czemu? To wkrótce... Myślałem, że ciężko pójdzie, a tymczasem tempo całkiem dobre. Zwłaszcza jak na takie "betonowe buty". Szybko osiągam Saharę i dalej Szyndzielnię. Widoki po drodze fantastyczne! Dawno nie widziałem tak pięknej zimy w naszych górach! Śniegu po drodze mało, dopiero w okolicach Szyndzielni więcej. Ale jest przewiany - są miejsca, gdzie jest go metr, są miejsca całkowicie odkryte. Szlak dla piechurów przetarty jest do schroniska na Szyndzielni. Dalej kopny śnieg, który jednak tourowcom nie przeszkadza. Talerzyk na Szyndzielni nie działa. Niby śniegu dość, ale pewnie chodzi o brak działającej gondoli... Nie po to się tu wspinałem, więc cisnę dalej. Pokonuję trasę koło orczyka i dalej w stronę szczytu, a później Klimczoka. Dopiero od 1000 m.n.p.m. widać sporą pokrywę śnieżną. Niemal jak jakaś granica. Taka ciekawostka - w kominiarce, mimo mrozu, głowa mocno się pociła. Ale kiedy ją zdjąłem, żeby nieco wysuszyć włosy (przy temp. poniżej - 20), było idealnie przez dłuższy czas. Dopiero przy szczycie Klimczoka zacząłem odczuwać skutki mrozu... Również moja kamerka odczuła temperaturę. Do pewnego momentu, przy kręceniu różnych scen, standardowo się rozładowywała. Gdzieś od ok. 1000 m.n.p.m. nagle straciła połowę, a za chwilę całą pojemność akumulatora. Co jest grane? Mróz tak ją ściął? Mimo wskazywania wyładowanej baterii, kręcę kolejne ujęcie i wszystko wychodzi ok. Chowam ją do ciepłej kieszeni,w nadziej, że odzyska moc. Może to tylko "nieporozumienie". Na wszelki wypadek robię kilka ujęć aparatem, który zdecydowanie lepiej sobie radzi w tych warunkach. Poszło sprawnie i szybko osiągnąłem cel główny, czyli Klimczok i ku mojemu zdziwieniu, dziś działa tutejszy talerzyk! Po raz pierwszy w życiu trafiam tu na działający wyciąg! Takiej okazji nie mogłem przegapić! Sytuacją zainteresował się też inny skitourowiec, ale jakoś nie miał chęci na rozeznanie sytuacji. Może przez niemal całkowicie zamarznięte okulary? Fakt faktem, widziałem tylko jedno oko... Ja postanowiłem drążyć temat i zacząłem wypytywać. "Tak, mogę kupić karnet, ale na górze, u pana Krzysia". Na szczęście nie ma problemu i szybko się dogaduję. Niby jest tu jakiś cennik, ale raczej umowny. Dostaję godzinkę jazdy za... 10 zł! Bez zastanowienia biorę i zaczynam śmigać, po całkiem dobrze przygotowanym stoku. Ponieważ nie ma tu naśnieżania, jazda odbywa się wyłącznie po naturalnym śniegu. Nice! Razem ze mną jeździ może 6 osób. Jak to fajnie brzmi, kiedy wszędzie frekwencja mocno wykracza po za możliwości ośrodków. Ale mróz daję się we znaki! Ściągnięcie rękawiczki na dłużej niż minuta - niemożliwe! Natychmiast ręka sztywnieje i boli... Ale jakbym mógł nie zrobić parę zdjęć, czy ujęć filmowych? Ciekawostka - GoPro spędziło blisko pół godziny w ciepłej kieszeni, i ? Bateria 52%! Super! Będą ujęcia z jazdy trasą z Klimczoka! Od tej pory jednak oszczędzam kamerkę, bo widocznie -24 st. jej nie służą. Tyle ponoć pokazywały termometry na górze. Wierzę, bo dawno nie spotkałem się z takim mrozem. Ostatnim razem na Kasprowym, jakieś 5 lat temu, kiedy było -30 st... Rękawiczkę można ściągnąć na max 1 minutę. Później ból i sztywna rękawiczka... Ponowne rozgrzewanie trwa zbyt dużo czasu. Jest pięknie, ale przy takim mrozie trudno w pełni czerpać przyjemność z jazdy, czy po prostu z przebywania w górach. Wirusy, na szczęście, dawno wywiesiły białą flagę. Ponownie kilka specjalnych ujęć i kręcenie filmików z jazdy. Te ostatnie z przerwami na... rozgrzewkę kamery. Staram się oszczędzić jak najwięcej elektronów. Trzeba jeszcze coś zachować na zjazd. Ale w tym momencie żałowałem, że nie zabrałem ładowarki! Schroniska są pod ręką... Pośmigałem godzinkę i czas się zwijać. Mimo wysiłku, temperatura w butach narciarskich spada i zaczyna mnie szczypać w palce u nóg. Nie chce mi się drałować do schroniska na Klimczoku, więc cisnę na górę i w stronę Szyndzielni. Warun do jazdy fajny, ale brakuję nachylenia, żeby nie trzeba było się odpychać. Każdy zjazd w puch to jakby kotwicę rzucił... Nie ma gdzie nabrać prędkości. Nawet na Szyndzielni rozpęd jest minimalny. Najlepiej jechać po ubitym,wtedy idzie. Mimo wszystko, gdzie się da, tam w puchu. Cisnę nieco przez las, trochę szlakiem... Byle do dołu i byle się gdzieś ogrzać. Taka ciekawostka - nie zaciągnąłem czapki na całe uszy i... w pewnym momencie czuję jakby mi je mroziło. Kiedy dotknąłem palcem, było już sztywne... Trzeba reagować na bieżąco. Oczywiście nic się nie stało. Szlak pokonałem szybko i na deser pozostał Dębowiec. Rano jeździło może 5 osób, teraz frekwencja wyraźnie większa, ale bez kolejek do wyciągu. Mi to nie przeszkadza i ostatni mój odcinek pokonuję sprawnie i z ciasnymi skrętami. Warunki narciarskie tutaj, mimo pory, wciąż dobre! No, ale wszystko co dobre, szybko się kończy. Nie inaczej teraz. Dojechałem do końca i pozostało mi tylko porobić fotki i wracać... Piękny dzionek był! Będzie co wspominać! Na koniec gondolki z Szyndzielni - gdyby były w bardziej rozsądnej cenie, to sam bym sobie kupił! Pozostaje je zapamiętać i wspominać. Tak jak ten wypad. Pięknie było, choć ja nie lubię stycznia... Ale taki może być! Pozdrawiam, Johnny. PS.Filmik będzie, ale trochę inny...1 punkt
-
Sorki. Pisałem o "prawym" przycisku na "Skionline.pl" a nie na Forum. Z takich "nowych" nie da się NIE SZYDZIĆ. Pomogłem ze wszystkich sił , najlepiej jak potrafię. Tylko się zastanawiam - gdzie jest AUTOR wątku? Bo na razie to jest "przepychanka" między Mną (jajcarzem) razem z Jaśkiem (który chyba podziela moje zdanie choć trochę) a Tobą. A KAŻDE FORUM służy do DYSKUSJI !!! P.S. Idę spać1 punkt
-
Ludzie nie chcą pisać bo ileż można wałkować to samo? Nowi użytkownicy oczekują, że ktoś wybierze za nich. Nie poświęcą godziny na zapoznanie się tematem, tylko proszą o gotowca. A takiego nie ma... Dlatego brakuje moda, brakuje tematów podpiętych itp. edit. Ooo i kolejnym powodem jest to o czym pisze krono. Nietrafnie sformułowane pytania zniechęcają do pomocy.1 punkt
-
Durne pytanie - durna odpowiedź. A ludzie jak piszą mądrze to mądre odpowiedzi dostają A czemu umiera ??? Bo ludzie w końcu jeżdżą a nie ślęczą przed kompami1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Super! to był test nowego sprzętu? napisz jak narty Aż sprawdziłem na endomondo moją trasę z Glinnego i rzeczywiście wychodzi 750mH i 1h52min... masakra teraz to jest kompletnie nierealne, a wtedy nie kojarzę, żebym biegł , teraz to pewnie z 2,5-3h. Jak widać bieganie w 3-4 razy w tygodniu jednak przynosiło efekty. Teraz nie ma czasu i motywacji na systematycznie bieganie Pozdr Tomek1 punkt
-
Planujemy zimowe wejście na jeden ze szczytów w Beskidach,bo jak wiesz,zostało nam ich jeszcze 6 do zdobycia. Marcin,przed Tobą długie i z pewnością ciekawe życie.Kto wie? może kiedyś zamieszkasz bliżej gór,mając za oknami niebanalne widoki..1 punkt
-
Nie sądzę żeby były jakieś tłumy w weekend W razie czego masz Stożek,który zdecydowanie jest mniej oblegany1 punkt
-
No to się wyjaśniło,pewnie spałeś tam,gdzie ja,bo ja i tak się wieczorem nie mogę ruszać,wię cśpię wysoko...1 punkt
-
Orczyk i ten krótszy poniżej niego - kanapa ma mieć długość 1300m. Jednak dopiero po połączeniu obydwu ośrodków (a jest to w planie - przez Hromovkę), będzie to równorzędna konkurencja dla Chopoka i Szczyrku.1 punkt
-
Może mi się wydaje ale ostatnim zdaniem zaprzeczyłeś tezie Mitka. Te dwa zdania również się gryzą - moim zdaniem. Ja tok myślenia Mitka rozumiem następująco. Wystarczy świadomie wybrać grupę i bez względu na to jakie narty z danej grupy (lub może nawet spoza grupy) kupimy, będą dobre. Bo testując możemy świadomie lub podświadomie odrzucić dobrą nartę. np. SL musi być nerwowy. Ale tutaj dochodzimy do kwestii indywidualnych preferencji. Ty po prostu chciałeś nartę bardziej stabilną, niewymagającą ciągłego zaangażowania i wziąłeś Rossi Hero zamiast Head SL. Co nie oznacza, że Head jest złą nartą. Wybrałeś Rossi bo tak chciałeś i Ci wolno. Pytanie zasadnicze do @Mitek Mamy takiego @krono Stanął przed zakupem nart i po kilku "testach" zdecydował się na taką a nie inną nartę. Pomijając takie zmienne jak, dyspozycja dnia, warunki, kondycja (fizyczna i psychiczna) podjął świadomą decyzję. Na rossi jeździło mu się SUBIEKTYWNIE lepiej niż na Head SL. Co w takiej sytuacji ma zrobić narciarz amator ? Większość z nas ma jedną parę nart. Czym się kierować ? Tylko i wyłącznie kierunkiem w jakim chcemy aby nasze narciarstwo podążało ? Ja kupiłem bez testów i się nie zawiodłem. @waldek~ Ten Redster, który pokazałeś to komórka. http://polpunkty.pl/files/HEAD_RACING2016-17_pl_web.pdf tu masz head. Strona 10, po lewej te zgodne z regulacjami FIS. Po prawej dla śmiertelników. Najdłuższa 191 - R28.1 punkt
-
Shot powszechnie znany w ośrodkach w Alpach. Często pod nazwą np. Wiliams od gatunku gruszki. W Czechach często nazywa się po prostu Hruska.1 punkt
-
St. Anton to jest absolutnie bombowy ośrodek. Od tego sezonu ma zdaje się dojść połączenie z Lechem. Tu masz moja relację sprzed dwóch sezonów: Dla mnie pewnym odkryciem były trasy na Rendl'u. Nie ma ich dużo, ale trafiły w mój gust - zwłaszcza czarna wzdłuż 6-cio osobowego krzesła. Do tego nie ma tam tłumów. Jest fajna duża i nowoczesna knajpa.1 punkt
-
Przede wszystkim weź szerokie narty , bo to genialna miejscówka do jazdy offpiste.Dobrze, że dopadało , bo trasowo to dla mnie druga lub trzecia dziesiątka w Austrii.Najwięcej śniegu jest zwykle w Stuben.Niestety jak na taki drogi i snobistyczny ośrodek to infrastruktura nie powala - jest bardzo dużo starych wolnych 2 os.krzesełek - szczególnie w Lech-Zurs.Wyraźnie taniej w knajpach jest w St Anton niż w Kech-Zurs.Niektóre parkingi są płatne.1 punkt
-
Na codzień kilka nart wożę ze sobą : atomic d3 sl 165, ostatnio często na fischer rc4 wc rc 180, albo K2 rictor 170, albo nobile supreme 180 po ostatnim opadzie był mocno w użyciu - w zależności gdzie i jakie warunki. Po tych testach zamówiłem rossi hero lt ti jakoś tak od razu spasowala mi ta narta, a master dla mnie za drogi - bede polował na koniec sezonu na jakiegoś używanego lub jakąś okazje. Master w porównaniu z pozostałym to klasa wyżej - jest niesamowicie szybka i stabilna. head,a niestety nie miałem na nogach1 punkt
-
Serdeczne dzięki Mario za relację. Teraz już wiem jaki będzie jeden z najbliższych celów dla moich skitourowych początków. No i zdjęcia rewela!!!1 punkt
-
No akurat trasa do zjazdu nie musi być w Bieszczadach :-) ale chyba 750 metrów to się tylko dla pań nadaje, a faceci muszą mieć ponad 800. Chyba że się mylę? Wysłane z mojego F3112 przy użyciu Tapatalka1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Dzisiaj Skolnity w Wiśle - do godziny 10 jeździło chyba 2 czy 3 narciarzy, potem może z 20-30 max, warunki super, żadnego lodu, o 11 na czerwonej trasie jeszcze sporo nietkniętego "sztruksu". Widać, że się starają, bo pracowały 2 armatki ale były ustawione tak, ze sypią obok trasy, co niestety nie wszędzie w okolicy jest normą.. @borygo Na Czantorii na razie bez szans na otwarcie drugiej trasy - musiałoby konkretnie sypnąć śniegiem, bo w Ustroniu na dole jest go może z 10cm puchu1 punkt
-
Jakiś czas temu na moim okolicznym sztucznym stoku, jeden z instruktorów wyciągnął mi swoje "stare" Salomony X-Drive 7.5. Kurcze, ale fajnie mi się jeździło . A że myślałem już o nartach o profilu All-Mountain to wziąłem X-Drive 8.0 Ti Są super @Adamek182 Ten kawałek Happy to wszyscy narciarze i deskarze powinni obligatoryjnie umieszczać w swoich filmikach1 punkt
-
Przez cały czwartek sprawdzając jednocześnie prognozy pogody zastanawiałem się, czy lepiej pojechać w góry w piątek, gdzie temperatura będzie wyższa (ok. -17 stopni) ale wiatr wiejący 5-6 m/s (oraz zachmurzenie), czy też wybrać sobotę-przy niższej temperaturze ok. -24 stopni, ale za to bez wiatru. Postawiałem jednak na z niższą temperaturą, ale bezwietrzną sobotę – wizja jazdy przy takim minusie i dodatkowo podmuchach jakoś do mnie nie przemawiała. Asiek pisała, że w święto 3 Króli korek do Szczyrku był dość duży – stąd pobudka w sobotę o 5 rano i jazda po auto na garaż. Na termometrze u mnie -27 stopni i idąc po samochód, po raz pierwszy było mi naprawdę zimno, gdy miałem na sobie ubraną moją najcieplejszą odzież narciarską. Zastanawiałem się, jak to dzisiaj na stoku damy radę wytrzymać, była myśl, czy aby nie zawrócić – ale nie –dawaj – jedziemy! Wyjazd po 6 z domu, na trasie pusto, postój na poranną kawę i śniadanie i po godz. 8 witam na parkingu w Czyrnej. Aut jeszcze mało, dobra miejscówka na postój, przebranie i do kas. Na początek chodził tylko ten orczyk przy Bieńkuli – prawa jego nitka. Krótszy orczyk z Czyrnej – niby coś tam już nim kręcili, ale bramki wejściowe do niego były jeszcze zamknięte. Jest ok. 08:30, temperatura: -25 stopnie, – dzień wstaje, widoki przepiękne – słońce przyświeca. Udaje się czynnym orczykiem na H. Skrzyczeńską (ślady pod orczykiem ubite), a dalej na Małe Skrzyczne – tu też ładnie ślady przygotowane. Trasa z Małego Skrzycznego na Halę Skrzyczeńską – super (tylko trochę zimno tu na górze :). Z Hali jadę na Czyrną – wpierw na rozgrzewkę 2 i 3 – wszędzie śniegu pod dostatkiem, ale śnieg głównie sztuczny – lodowe grudki chrupią pod nartami. Wciągam się z powrotem orczykiem przy Bieńkuli i teraz czerwona 1 – a ona super! Śniegu trochę mniej (ale bez żadnych wielkich przetarć – i cała trasa pokryta - na pierwszej górce parę trawek wystaje a na głównej – tej najbardziej stromej - też widać może kilka trawek i może parę pojedynczych, niegroźnych, małych kamyczków), ale tu śnieg o wiele lepszy niż na 2 i 3. Jak na tę 1 gwiazdkę na stronie – warunki są naprawdę super . Tu postanawiam jeździć przez dłuższy czas. Po czasie startuje prawa nitka krótszego orczyka z Czyrnej – i na niego się przenoszę, bo do niego jakoś mniej ludzi. Z początku ślady pod nim jakby nie ubite, ale po czasie narciarze sami poubijali właściwy trakt J Jeżdżę po Czyrnej, i w którymś momencie wjeżdżając na krótszym orczyku, będąc już tak w 2/3 wysokości, orczyk staje – wisimy tak przez jakiś czas, czekamy - temperatura – ok. -20 stopni, w dodatku Czyrna-cały czas cień – czekamy, co będzie dalej. Po ok. 10 minutach włączyli lewą nitkę a my dalej wisimy na prawej. Czekając tam tak zmarzłem, że wypiąłem się w końcu i przez drzewka w kierunku 1-ki (później chodziła już tylko lewa nitka). Zjechałem prosto do baru w Czyrnej (był czynny od rana, kibelki czyste, wyposażone – i co ważne – bezpłatne!!!) – i musiałem się rozgrzać, bo zmarzłem dość na tym wyciągu.! Było około południa – postanawiam przeskoczyć na Solisko. Tym razem wjeżdżam orczykiem przy Bieńkuli – chodzą już obydwie jego nitki. No i klops. Cały dzień wjeżdżałem sam i nie było problemu, ale teraz – trafiło mi się na ten stary, krótki, prosty kij pod tyłkiem – w 2 osoby jadąc jest jeszcze w miarę ok – ale teraz nawet nie wiedziałem, kiedy wysunął mi się spod tyłka – gleby żadnej nie zaliczyłem, tylko stanąłem bez orczyka pod dupą na nartach i niestety – dawaj z powrotem w dół. Jeżeli puszczają jeszcze przez ten rok orczyk przy Bieńkuli, to lepiej niech wymienią wszystkie kije na te czarne, długie wygięte – na nich wjazd w pojedynkę nawet na tym bardziej stromym nie sprawia żadnego problemu, a rozmawiałem później z 2 innymi osobami i też mówiły, że na tych starych, komunistycznych krótkich badylach poleciały jadąc w pojedynkę. Ale wciągnąłem się w końcu na Skrzyczeńską – i dalej – Małe Skrzyczne. Dobrze, że nie posłuchałem prognoz synoptyków – sobota: „zachmurzenie całkowite” – poza temperaturą, w tym przypadku na szczęście im się w ogóle nie sprawdziło – przez cały dzień super pogoda – słońce, słońce i jeszcze raz słońce! Decyzja o przeniesieniu się na stronę Soliska – przy tej temperaturze – jak najbardziej trafiona – tu non stop w słoneczku i w ogóle nie czuć żadnego mrozu. Z Małego Skrzycznego jadę do Suchego (niżej nie chce, bo z czasem odcinek Suche-Solisko zazwyczaj jest już porządnie zmęczony). Szczyt Małego Skrzycznego – na początku z lewej stronu jest już dużo wydartego lodu – ale po prawej spokojnie można aż do końca dnia bezpiecznie po śniegu zjechać. A dalej do Hali Skrzyczeńskiej – po prostu tak jak rano – super! Dalej trasą nr 4 – bajka! – dawno nie pamiętam 4 w takim stanie. Na paru odcinkach może trochę grudek sztucznego śniegu, na kilku może trochę lodu, ale na całej długości pokryta śniegiem i jedzie mi się bardzo dobrze, odnoga 4 i 4a również super. Kolejny wjazd – i zjazd tym razem 7-ką – ta też bardzo dobrze się trzyma – jedynie ostatnia górka przed Suchym standardowo obdarta do lodu, ale bywało na niej gorzej. Potem trasa nr 6 – też pięknie! Widać, że napadało śniegu i ośrodek w końcu może pokazać swoje możliwości i warianty tras! Z 6 postanawiam wrócić na 4 – przez las, na przełaj – w pewnym momencie naprawdę było „gęsto” J. 4 jeździ mi się tak super, że teraz tylko szczyt M.S. – Suche – i w tym słoneczku – po prostu miodzio! J Ale w okolicach 13-14 czuję, ze już powoli mam dosyć – siadam na Suchym, kiełbaska, oscypek, i odpoczynek – człowiek trochę wraca do sił. Do końca mojego jeżdżenia – warunki utrzymują się wspaniałe, słońce przyświeca do samego końca, praktycznie bezchmurnie – ani chwili nie żałuję, że pomimo tęgiego mrozu i zapowiadanego „zachmurzenia całkowitego” twardo obstawałem przy tym, że jednak pojadę. Kolejek również żadnych nie odnotowałem – jedynie trochę więcej ludzi atakowało do orczyka przy 7 na Suche-Skrzyczeńska, ale ten od strony 4-ki nie miał żadnych ogonków. Po godz. 15 czuję, że to już chyba ostatnie zjazdy z M.S niebieską 4-ką do Suchego. Po którymś zjeździe, za Halą Skrzyczeńską jednak odpuszczam i kieruję się na łącznik z Czyrną, zgodnie z ujrzanym nagle kierunkowskazem: „trasa nr 2 i 3” – człowiek chciałby jeszcze, ale uda już mnie przestały słuchać – twarde jak pierun – powoli zaczyna robić się to niebezpieczne. Zjeżdżam 2-3 do Czyrnej – tu tak jak rano – dużo sztucznego, grudkowego śniegu plus w dodatku –trasa została już po całym dniu dość poobdzierana, czyli – dużo lodu posypanego sztucznym śniegiem. Ok. 15:45 oddaje karnet i przyglądam się naniesionym na mapkę planom inwestycyjnym TMRu na lata 2017-2018. Na mapce gondolka, kanapa Solisko – Skrzyczeńska oraz kanapa Solisko – Golgota - z zakończeniem tego wyciągu przy dolnej stacji obecnego - nr VI na Julianach. Po całym dniu – udaje się do auta, otwieram samochód (alarm miga, centralny otwiera-myślę sobie – jest ok.), przebieram się, wsiadam do auta, przekręcam kluczyk, kontrolki zapalają się po czym …… - nic więcej – ani nawet odgłosu na milimetr ruszonego rozrusznika – pięknie! Zawsze przy kole zapasowym miałem kable – dźwigam bagażnik – nie ma – zapomniałem, że je wcześniej wyciągałem – sic! – obok mnie stoi dwóch gości z Mysłowic, kurzą cigarety, fajnie po Śląsku godają – swojskie chopy - mówię – zagadam – może oni kable mają – kabli nie mieli, ale zaoferowali się, że spróbujemy na tym parkingu z górki na pych. Trochę lodu na podjeździe – ale dobra – dawaj (oby tylko pasek nie przeskoczył:P) – za drugim razem udało się i dzięki Wam chopy za pomoc, bo tak po całym dniu głodny i zmęczony nie chciałbym tam ślęczeć na tym parkingu. Ale nie tylko ja problem miałem, bo wkrótce pojawił się żółty, mobilny warsztat samochodowy Startera – ludzie wzywali, bo im też aku padły (i po podpięciu się do niego także nie odpalili). Ja poczekałem, aż alternator podładuje mi trochę aku, bo przecież taki głodny do domu nie pojadę – kierunek: karczma w centrum Szczyrku – tu minus dla władz miasta, które wydzierżawiły teren za karczmą, na którym jeszcze nie tak dawno można było za darmo sobie wjechać i zaparkować. Teraz teren ten jest zamknięty, wydzierżawiony komuś, a znalezienie wolnego miejsca wzdłuż ulicy, gdzie głównie leżą pryzmy odgarniętego śniegu graniczy z cudem! W dodatku policja kręci się przy karczmie i poluje, czy ktoś nie łamie zakazu…. Ogólnie to był przepiękny, mroźny słoneczny dzień! Po ostatnich opadach Czyrna-Solisko dopiero pokazała, co tak naprawdę może zaoferować – warunki określiłbym od 4 – 4,5 – 5 – świetnie mi się jeździło! Tylko jedna mała prośba – wprowadźcie w końcu w SONie karnet 6 godzinny! 4 h to trochę za mało, a 8 h – przy takich warunkach do jeżdżenia – ciężko naprawdę wytrzymać J1 punkt
-
1 punkt
-
Mitek to z czego wynika taka rozbieżność ocen testerów nart tej samej grupy nieważne czy to w World Ski Test czy innych, dokładniejszych ? Tam testują narty nie tylko amatorzy, ale i zawodnicy, byli zawodnicy, instruktorzy, itp. Narty są przygotowane nie wiem czy przez tych samych serwisantów czy nie, ale podejrzewam, że przygotowane są właściwie. A różnice w ocenach i odczuciach w danej kategorii jednak istnieją, czyli te narty różnią się od siebie i widocznie jednym z pewnych względów pasowały jedne, innym inne, bo też każdy jest inny pod kątem cech fizycznych, motoryki, gibkości, itp. Każdy w nartach też szuka czegoś innego i inna jazda sprawia mu frajdę. Z nartami jest pewnie tak jak z rowerami, np. szosowymi. Niby w danej grupie są teoretycznie podobne, dajmy że są dopasowane do wzrostu, nogi, itp. odpowiednio mają ustawione siodełko, mostek, itp. a w praktyce są bardzo duże różnice między nimi i zupełnie inne odczucia z jazdy, komfort, sztywność, zwrotność, nerwowość i to nie dostrzegają tylko zawodowcy, ale też amatorzy. Po prostu na jednym rowerze lepiej mi się jeździ, na innym gorzej, na innym tak sobie, a o jeszcze innym jak najszybciej chciałbym zapomnieć. U zawodowców te cechy przełożą się pewnie w jakiś sposób na komfort i czas, a tak jak dla mnie na przykład na przyjemność z jazdy.1 punkt
-
http://biegowkipodtatrami.pl/bialka-tatrzanska-trasa-biegowa-na-kotelnicy-bialczanskiej/ http://bialkatatrzanska.pl/oferta-zimowa-osrodka/trasy-biegowe a tutaj znajdziesz więcej w okoklicy: http://biegowkipodtatrami.pl/trasy/trasy-biegowe/#1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Ty naprawdę pochlebnie oceniasz. Znasz kogoś kto potrafi porządnie docisnać takie narty aby nadwyrezyc stawy? Szkoda gadania. Zejdźcie z tymi fantazjami o nartach GS na ziemię.1 punkt
-
Ostatni dzień na nartach we wtorek, zaczynamy od jazdy w kierunku Leogang. Jedziemy zobaczyć jeden z najwspanialszych bike parków w Europie. Gorąco polecam, niestety na zdjęciach widać tylko niewielki fragment, reszta ukryta w lesie... Jest pięknie, czyste niebo, księżyc, bezwietrznie, leciutki mrozik i niemalże pusto na trasach, nic więcej nie potrzeba Widok na Leogang Las slalomowych kijków może oznaczać tylko jedno, gdzieś są zawody, tym razem ścigają się dzieci i juniorzy Moje klimaty... zaraz rozpoczną się zawody, sędziowie się rozstawiają Po Leogangu udajemy się jeszcze do Saalbach i Hinterglemm, na więcej nie starcza nam już czasu Są miejsca, że w zimę się nie uwierzy Ja w wiadomych celach muszę jeszcze odwiedzić Saalbach, tracę jednak 1.5 godziny, co zrobić, ważne - zadanie wykonane, prędko z powrotem na trasy. Trafiam na kultową dla nas "gondolówkę pięciokabinówkę" Robi się bardzo ciepło, wydaje mi się, że jest kilkanaście stopni w słońcu, śnieg robi się ciapowaty niczym w kwietniu, jest fantastycznie, ale trzeba powoli kończyć. Nie pamiętam w grudniu w Alpach takiej pogody... Wujot nie wstydź się i nie chowaj za Ulą Tak zdecydowanie lepiej... Przy Ani z Wujotem nie marzniemy Czerwony bus już jednak czeka, kolejna narciarska wyprawa z Jurkiem dobiega końca. Było wspaniale, dziękuję wszystkim uczestnikom i oczywiście Jurkowi za perfekcyjną organizację (to norma). Podziękowania dla Uli, te zdjęcia w normalnej rozdzielczości otrzymałem przed chwilą od Niej. Skicircus świetny i zapewne tu wrócę, bo wiele tras jeszcze muszę tu zaliczyć, potencjał ten ośrodek ma na poziomie, no i offpiste do zbadania. Pozdrawiam serdecznie.1 punkt







