Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 03.02.2017 w Odpowiedzi
-
Jestem osobą, która dużo jeździ na rowerze, również w zimie. Naturalną koleją rzeczy zostałem fanem "tłuściochów", czyli rowerów z baaardzo grubymi oponami. Puszyste mnie kręcą. Nie planowałem żadnych zawodów w związku z tym, nie czułem takiej potrzeby, ale po namowie kolegów z teamu Fatbike....... postanowiłem wystąpić w Monteria Fat Bike Race Góry Stołowe. Trochę z ciekawości, trochę dla zabawy, a trochę z chęci sprawdzenia swojej formy. Niezwłocznie opłaciłem startowe i pozostało już tylko trenować i czekać. Ale czas minął szybko. Trzeba było się pakować i udać na miejsce zawodów. Rozebrałem grubasa, wsadziłem do swojej konserwy na czterech kołach i teleportowałem 300 km dalej, w Góry Stołowe. Podobnie z moją lepszą połówką, ale jej nie musiałem rozbierać... Może niektórych zaskoczę, bo to właśnie tu po raz pierwszy miałem przyjemność poznać niemal cały, mega pozytywny team Fatbike....... na żywo, choć wcześniej razem wynajęliśmy wspólnie domek. Panowie mieli dla mnie miłą niespodziankę: zaprosili do swojego grona, tj. teamu. Dla minie to spory zaszczyt. Nigdy bym nie przypuszczał, że kiedyś będę choćby w amatorskim. Tym bardziej w tym wieku i do tego profesjonalnym. Oczywiście chętnie dołączyłem, bo w grupie raźniej, zwłaszcza takiej! Thanks! Góry Stołowe przywitały nas błękitem i złotkiem na niebie. Spośród grubej, białej kołderki, pięknie eksponował się sam Szczeliniec Wielki, pod którym mieliśmy bazę noclegową. Start znajdował się zaledwie kilkanaście obrotów korbą od naszej "Brdy". Nieco dalej zaplanowano wieczorny prolog. Czas więc wskoczyć na tłustą maszynę i zrobić rozgrzewkę. Miałem jeszcze zdobyć samego Szczelińca z grubym - po co? Innym razem. Dziś jednak bez raków nie było szans. Odpuściłem. Pozostał trening po części wieczornej trasy, podziwianie widoków i próby z przyczepnością opon, twardości wyratrakowanego terenu, czy nawet ustawienia kamery. Zmrok zapadł szybko, taki urok stycznia. Czas ruszać na start. Choć to niesamowita atrakcja, miałem wątpliwości, czy należy katować muły przed właściwym wyścigiem. Team takich wątpliwości nie miał. Skoro tak, to już się nie migam. Mam jeden z pierwszych numerów startowych, więc przynajmniej długo marznąć nie będę. Lekka trema, chwila oczekiwania i go! Początek to krótki, ale treściwy podjazd. Cisnę dość mocno, słuchając rad najstarszego z nas - Ryszarda. Dzięki temu mam wolną drogę na singlu ( dzięki Ryszard! ) i mogę sprawnie dojechać do szerszej części. Choć to chyba sprawnie inaczej, bo kilka razy wypadam z wąskiej przecinki. Dalej to już sielanka - szeroko i twardy sztruks. Jednak mogło skończyć się różnie. Chcąc poprawić lampkę, wyłączyłem ją! Panika, przemielone tysiące myśli na sekundę, jak w procesorze czterordzeniowym, kilka nowych siwych włosów i ponownie stała się światłość. To tylko sekunda, ale na zjeździe i przy speedzie wystarczy. Krótki dreszczyk kończy się szczęśliwie i ostatecznie kończę prolog na 9 miejscu wśród Fatów i 12 open. Powiało optymizmem przed głównym "śmigiem". Tak dobrej pozycji się nie spodziewałem. No i jeszcze ten klimat - przy lampkach, pochodniach i ciepłym dopingu. Następny dzień wita na sporym minusem. Tłuścioch posłużył za termometr i jako pierwszy zbadał czekające nas warunki. Ż ż ż ż zimno! Obfity popas, ciepły ubiór, krótka rozgrzewka i ustawiamy się na starcie. WOW! Tyle grubasów w jednym miejscu jeszcze nie widziałem. Cóż za piękny widok! Tyle tłuszczu w jednym miejscu? Normalnie bajpas burger! Wybija godzina zero, tj. 11.00, więc power on! Niestety brak doświadczenia spowodował, że trochę straciłem na starcie, a do tego jeszcze wpadłem w ślad dla narciarzy biegowych. Przez to nieco zostałem i utknąłem. Pierwszy kilometr przejechałem praktycznie bez pedałowania. Tak do pierwszej przeszkody. W kopnym śniegu hurtowo lecą gleby, a stawka się rozciąga. Jeszcze jedno "wąskie gardło" i mogę wreszcie rozwinąć skrzydła. Tłuścioch nabiera rozpędu niczym Boeing na pasie startowym. Czuję moc! Zaczynam odrabiać straty i wyprzedzam sporą grupę. Niestety entuzjazm słabnie na singlu. Był jeszcze do przejechania, ale aż 3 osoby przede mną upadają. Powstaje spora kumulacja, nie tylko kolarzy, ale i napiętej atmosfery. Wyprzedzanie niemożliwe, chyba, że ktoś ma śmigiełko w plecaku jak Inspektor Gadżet. Pozostaje grzecznie maszerować do końca singla, choć wewnątrz głowy temperatura rośnie i nie każdy potrafi ugasić pożar... Wreszcie koniec grzęzawiska i wskakuję na rumaka. Niestety coś chrupnęło i łańcuch wpada między przednie zębatki. Szlag! Szybko rozwiązuje problem, ale po kilku obrotach korbą wplątuje mi się sznurówka w dużą zębatkę. Kur...! Co jeszcze?! Wyszarpuję ją i ostatecznie mocno wciskam do buta. Ponownie ruszam, ale ledwie po 100 metrach pęka łańcuch. Zadałem pytanie, więc szybko dostałem odpowiedź. Bezsilność, złość i smutek. Jakby mi ktoś przerwał dobry film podczas najlepszej sceny i przełączył na TV Trwam. Przez chwile mam pustkę w głowie. Co robić? Szanse na dobry wynik już odfrunęły jak ptaki na zimę do ciepłych krajów. Gdyby ktoś teraz wręczył mi siekierę, wyrąbał bym pół lasu w Górach Stołowych, ale tego nie wolno. Spieszyć już się nie mam do czego, więc na spokojnie podjeżdżam pod Goprowców, stojących na końcu singla i sięgam do "nerki", gdzie często trzymam jakieś proste "receptury na bolączki". Ale zaraz? Gdzie ona jest? Rozglądam się, ale niczego wokół nie widzę. Tym bardziej w pasie. Czyżby kolejny pech? No tak, nieszczęścia nie chodzą parami, ale stadami! Dół na maksa... Zatrzymuje się jeden z zawodników i pyta czy nie chcę spinki. Przez myśli o stracie "nerki" nawet się nie cieszę, ale odruchowo biorę i dziękuję. Niestety najpierw trzeba pozbyć się zepsutego ogniwa, a bez odpowiedniego narzędzia to niemożliwe. Gdyby było lato, można by skorzystać z tych naturalnych - patyki, kamienie itp. Niestety wszystko pod metrową warstwą puchu. Ale po chwili zatrzymuję się zawodnik z Czech i wręcza mi skuwkę do łańcucha. Humor delikatnie i stopniowo rośnie, jak energia w ładowanym akumulatorze. Może jednak jeszcze pojadę? Chwila napięcia, coś pyknęło i... kolejny pech! Bolczyk, który powinien wypchnąć wałeczek z łańcucha, pęka. Ledwie podnoszący się z dna humor, ponownie siada jak statek na mieliźnie. Mimo wszystko wielki dzięks dla wszystkich, którzy mi pomogli. Dzięki takim ja Wy atmosfera imprezy jest wyjątkowa! Teraz już na spokojnie mogę zdecydować co dalej. Przecież nie siądę i zacznę płakać. Trzeba zresetować głowę i od nowa wgrać soft. Ostatecznie mam dwie opcję: 1) kontynuować wyścig bez napędu metodą "na Flinstonów" ( opuścić siodełko i szybko przebierać nogami ) , 2) oddać rower Goprowcom i bieg ok. 7 km. Serce było za opcją nr 1 (byłoby ciekawie), jednak przekonanie, że coś zgubiłem (owa nerka), ostatecznie przesądziło o dokończeniu udziału w imprezie z buta. A tak zawsze się zarzekałem, że biegać nigdy nie będę... Przebiegłem przez kopny śnieg i dalej trasą. Nic nie znalazłem i już nieco żałowałem wybranej opcji. Trochę dziwny widok był, kiedy ktoś uprawia jogging w kasku rowerowy i do tego w zimie. Kiedy dobiegłem do mety, żona pomyślała, że to jakiś mój duch... Wszystko wyjaśniłem, popytałem jeszcze w biurze, czy ktoś coś nie znalazł i odebrałem rower. Smutny widok - tłuścioch z wiszącym łańcuchem to jak kolano z zerwanym więzadłem. Zabrałem rannego do domku i tu szok! Nerka leży na fotelu! Pan Hilary zgubił okulary! W jeden chwili radość i wkur... - trza było wybrać opcję nr 2! Ale najważniejsze, że "zguba" się znalazła. Wreszcie coś pozytywnego. Pozostało odebrać medal, oczyścić umysł z wszystkiego co złe i wspólnie biesiadować z ekipą. Emocje opadły i teraz już mogę powiedzieć, że to wspaniała i wyjątkowa impreza! Świetna organizacja, świetna atmosfera w pięknych okolicznościach przyrody. Nie chciało mi się za bardzo tam jechać, a teraz już tęsknię za tym miejscem. Niewątpliwie zawitam za rok i nie tylko z powodu niedosytu po awarii sprzętu. Tu trzeba być i to przeżyć! Na koniec filmik z otoczka i z samego wyścigu. Jak widać, pogoda dopisała! Pozdrawiam, Johnny14 punktów
-
Wisła-Stok Jako że udało się wygospodarować parę godzinek z rana,to na Stok Pogoda piękna,choć całą drogę coś tam marudzili w radiu że słońca dziś nie będzie Na miejscu o 7.50 do kasy po karnecik i do bramek Przygotowanie tras bez zarzutu,choć można było odczuć że idzie mała odwilż,na szczęści od poniedziałku powrót mrozów Narciarzy z rana paru,potem troszkę więcej Eech....,3 godzinki mijają expresowo,czas wracać do pracy9 punktów
-
#11 i #12 Rysianka kult... nie tym razem niekultowo tylko klubowo W ostatnią sobotę i niedzielę po całym tygodniu spędzonym na Podhalu i w Tatrach, przemieszczamy się prosto do Sopotni Wielkiej :), na rysiankowe spotkanie integracyjne Sekcji Narciarstwa Wysokogórskiego KW Kraków Co tu dużo mówić, wystartowaliśmy z Justyną późno, po 14, przeszliśmy 5-10min od szlabanu i tel. od kolegi, że jest w Sopotni, nie pojechał wcześniej do Korbielowa (miał iść z resztą przez Pilsko) i pyta gdzie jestem więc robimy pierwszy popas i tak o 14:30 startujemy do góry, ale zamiast iść standardowo stokówką do góry i potem przecinką obok niebieskiego nachodzi mnie głos ekspolatora "nie rób tego!" , Justyna mówi, że jest późno i żebyśmy szli najkrótszym szlakiem prosto do schroniska, ale znowu odzywa się mój wewnętrzny głos (schizofremia?) "nie rób tego!", a potem "nie idź tą drogą" no i tak znajduję na mapie szlak/przecinkę w stronę polany Stefanki dzięki temu sprawdzimy warunki na jutrzejszy zjazd czy o płaca się tamtędy bo nachylenie dla Justyny powinno być odpowiednie Co najdziwniejsze? jest jakieś 2-3tyg po ostatnim opadzie... a my zakładamy pierwszy ślad! wow! śnieg też wygląda całkiem fajnie, przemrożony zsiadły puch Docieramy do polany Stefanki, wygląda to całkiem dobrze! śnieg jest zaskakująco szybki! dwa tygodnie temu przy 50cm opadzie nie dało się jechać bo z płasko. Proponuje 2 opcje, albo wychodzimy do góry na szlak i szlakiem do schroniska, albo wychodzimy do góry zjeżdżamy w dół jakieś 200mH i robimy trawers przez las do najniższego punktu grani i podchodzimy do góry na Rysiankę z ominięciem 3Kopców . Oczywiście delikatnie przekonałem resztę do pomysłu nr 2 zjazd super! Część alkoholową pominę , były rozmowy, opowiadania, relacje z wypraw :), na drugi dzień krótkie szkolenie lawinowe i z systemu gps i z używania kompasu i mapy Babia Góra i Pilsko No i w niedzielę odwrót, przechodzimy przez 3Kopce i zjeżdżamy polanką Stefanka... bajka! mimo małego nachylenia śnieg jest szybki, dodatkowo co jakiś czas "ścianki" pozwalają się rozpędzić i na pełnej petardzie przejechać całość tz. Justyna jedzie swoim tempem Potem trochę przez las i lądujemy na kolejnej polance dużo mniejszej, ale za to kompletnie nietkniętej (tylko nasz ślad podejściowy). Na początku wjeżdzam w nasłonecznione miejsce i strasznie mokry śnieg hamuje narty, ale po 3m wpadam w cień i wow! jakbym dostał turbo doładowanie jest ogromna różnica między przemrożonym zsiadłym śniegiem, a takim mokrym. Na koniec jeszcze zjazd stokówką w "wąwozie" i lądujemy na szlaku.. Justyna z bananem na buzi stwierdza, że to był jej najlepszy skiturowy dzień idealny śnieg i idealnie dobrane zjazdy do jej poziomu, dodatkowo super podejście bez ludzi, w ciszy, w nietkniętym śniegu oby więcej takich dni w sezonie! Pozdr Tomek6 punktów
-
Dziś wieczorne narty w KasinaSki. Jako, że młoda już wydobrzał, a przez ferie nie ma zajęć sekcji pływackiej - a z domu też czasami lepiej się ulotnić - pakujemy sprzęt i 17.50 meldujemy się na bramkach w Kasinie. Jeszcze 2-3 minuty i można ruszać Bramki otwarte no to na krzesełko Kilka słów o warunkach. Pomimo lekko dodatniej temperatury a było ok 2C warunki przez mniej więcej 2 godziny super, równo w miarę twardo jeśli tak można powiedzieć o śniegu po krótkiej przerwie i ratrakowaniu, ludzi też nie za dużo, no było tak w sam raz. Pierwsze 5 zjazdów - jazda pełną szerokością trasy na krawędziach, z czasem trzeba było trochę więcej pokręcić ale cały czas można było spokojnie jeździć. Po ok 2 godzinach pojawiło się trochę muld i odsypów - głównie w górnej części stoku, natomiast dosłownie tylko w 2-3 miejscach wyszła odrobina betonu, który raczej nie sprawiał problemów i można było ominąć. Na koniec chwila odpoczynku i wizyta w barze, obok dolnej stacji - dla mnie herbata z sokiem, dla Julki frytki z czekoladą, pakowanie i do domu. Kolejny miło spędzony wieczór z córką, a od poniedziałku urlop i oby pogoda dopisała. Pozdrawiam Paweł5 punktów
-
4 punkty
-
4 punkty
-
Jutro razem z Pawłem jedziemy na targi ispo do Monachium. Na stronie w dziale Sprzęt będziemy wstawiać informacje o nowościach sprzętowych na sezon 17/18. Zachęcamy do śledzenia od niedzieli naszego profilu na FB, bo tam będzie dużo informacji prosto ze stoisk producentów.3 punkty
-
Przy okazji zawodów "fatbajkowych" w Górach Stołowych, postanowiliśmy z Żonką zaliczyć jakiś ośrodek narciarski w Sudetach. Nigdy tu nie jeździliśmy na nartach, więc bardzo byliśmy ciekawi jak to tu wygląda. Najbliżej było do Zieleńca, więc obraliśmy go nasz cel. Ale początkowy plan zakładał, że tam dotrzemy w piątek, a w niedzielę zdobędziemy Szczelińca z tłuściochem. Ponieważ chcieliśmy się spotkać z Anną i Marionenem, a w piątek nie było szans, odwróciliśmy plan do góry nogami. Szczeliniec na pierwszy ogień, Zieleniec na deser, w niedzielę. Niedziela wita nas pięknym słoneczkiem. Podobnie było w poprzednie dni,ale w sobotę się nieco skichało. Dziś jest super, a pod Szczelińcem trwają przygotowania do kolejnych zawodów, tym razem w narciarstwie biegowym. Wszędzie tłumy na ołówkach... Kusiło, ale My ruszamy w stronę Kudowy Zdrój, gdzie wreszcie mogę złapać zasięg i skontaktować się z Mariuszem. Choć fajnie być po za cywilizacją... Zgadujemy się i ruszamy do Zieleńca. Po drodze z sentymentem wspominam Kudowę - bywaliśmy tu niemal każdego wieczoru po wędrówkach górskich. Ale dziś nie o tym. Około godziny 12 docieramy na miejsce. Puszek przy drodze i w "dokach" mnóstwo! Nie bardzo wiem gdzie lokatę obrać. Skręcam na chybił/trafił na jakiś plac i trafiam w dziesiątkę. Akurat ktoś odcumował i mogę zająć jego miejsce. Pozostaje się rozejrzeć i udać do kasy. Tam kolejka jak za papierem toaletowym w latach osiemdziesiątych. Do tego tempo obsługi przypomina sklepy PSS "Społem"... Jakoś to przeżyłem, co trzeba nabyłem i można udać się na stok. Cóż za dziwnie położona stacja! Nie krytykuję, po prostu pierwszy raz coś takiego widzę. Główna droga przecinająca w pół stoku całą stację? Ktoś miał fantazję! Ale jednak coś interesującego z tego wyszło. Przynajmniej łatwo wystartować. Wystarczy zejść z drogi na pobocze po za chodnik i już jesteśmy na trasie. Całość robi wrażenie, jakby stacja przechodziła przez środek miejscowości. Kościół przy trasie narciarskiej? Czemu nie! Ot, jeden przykład... Jest oryginalnie, bez dwóch zdań. Marionen team dotrze za jakiś czas, więc ruszamy na zwiedzanie całości. Najpierw w stronę pomarańczowych "bublin" i słynnego skrzyżowania wyciągów. Pierwsze co się rzuca w oczy, to szerokość tras. To trochę takie pole za stodołą, ale za to bez ograniczeń w bok. Prawie, bo komunikacja między niektórymi trasami mocno utrudniona. Zaliczamy skrzyżowanie, oba wyciągi i opcję tras. Jest super! Przygotowanie, warunki narciarskie - perfekt! Tylko ta długość... Mogłoby być lepiej... Ruszamy dalej, do niebieskich bublin, ale to trochę wymagające jest. Komunikacja między niektórymi trasami jest, delikatnie mówiąc, do d... Trzeba dymać z buta. Pewnie ośrodek się dopiero rozwija i taki urok. Ale żeby dotrzeć do skrajnej "Spacerowej", trzeba mieć chęci. Za to mamy tu kilka tras i super nowoczesny wyciąg z dodatkowymi gondolkami na linie. Robi wrażenie! Kontaktujemy się z Mariuszem i zmierzamy w powrotna stronę. Znowu dymanie z buta i zaliczanie ciekawego wyciągu. Żonie się nie spodobało, a to jak wyrocznia... Jednak sama szybko wpadła na pomysł, jak go wykorzystać i dała rady! Wracamy do naszej bazy wypadowej. Tutaj odnajdujemy się z Marionen team i dalej śmigamy razem. Przy okazji dowiadujemy się, jak to wyglądało wcześniej... Powracamy w rejon skrzyżowania i tam kręcimy się do końca. Super, że udało się spotkać w Waszym terenie, a nie tylko podczas typowego WZF pod Kasprowym. Jest tu gdzie pojeździć, nie tylko przytrasowo. Ośrodek robi wrażenie, choć do Szczyrku bym nie porównywał... Nie te przewyższenia i długości tras. Za to mamy bardzo nowoczesną infrastrukturę i bardzo szerokie trasy. Ośrodek ma potencjał i robi wrażenie! Jest tu gdzie pojeździć. Niestety czas biegnie nie ubłaganie i musimy się zbierać. Idziemy na małe co nieco, pamiątkowe fotki i czas się zbierać. Z ciężkim sercem,ale na to rady nie ma. Ostatnie zdjęcie i udajemy się na parking. Relacja mocno skrótowa, bo czasu oszukać nie mogę i ucieka szybciej, niż ja klikam w klawiaturę... Super, że można było się spotkać w Sudetach! Szkoda tylko, że tak krótko. Do zobaczenia wkrótce! Pozdrawiam, Johnny.3 punkty
-
My dziś z żoną SON po stronie Małego Skrzycznego. Wjazd od Czyrnej - faktycznie pod orczykami trzeba się starać. Głównie jazda z MS trasą 2 - warunki bdb, czasami tylko jakieś drobne poletko lodowe czy przetarcie ale nic mocniej rzutującego na jazdę. Czym niżej tym więcej odsypów i kaszy - trasa 4 O dziwo trasa do Czyrnej - 2 - w dość dobrym stanie, całkiem, całkiem. Niestety z racji mojego towarzysza Bieńkuli sprawdzić nie mogłem ale ludzi na niej garstka. Ludzi na pozostałych trasach nie mało ale kolejki max na 2-3 minuty Niestety na dole +6st i leci wszystko.... Oby mróz wrócił bo naprawdę przyjemnie w ośrodku.3 punkty
-
Dzięki! Inaczej być nie może! Może dziś napiszę tą z Zieleńca, filmik już jest na YouTube. Sedno samej imprezy. Co lepsze, następnego dnia były zawody na nartach biegowych. Za rok wystartuje w obu imprezach!3 punkty
-
Witam. Zakładam chyba dosyć nietypowy wątek. Niegdyś, duża część schronisk górskich PTTK głównie w Beskidach (ale nie tylko) miała w swojej bliskiej okolicy wyciągi narciarskie. Wymagało to dojścia z nartami pieszo, kilka kilometrów. Jeszcze 30 lat temu, były one w zasadzie takimi małymi stacjami narciarskimi, których było dosyć sporo. W ostatnich latach zaczęły znikać. Obecnie takie wyciągi straciły w większości sens istnienia, gdyż nikomu nie chce się podchodzić tak daleko. Jednakże, chciałbym zebrać informacje o tych które ewentualnie jeszcze istnieją. Jeżeli macie jakieś archiwalne zdjęcia - proszę wrzucić. Jednym z takich miejsc był Leskowiec - jeszcze kilka lat temu działał tam ostatni wyciąg zaczepowy typu "Wyrwirączka". - Wyciąg 400 m talerzykowy przy Schronisku na przełęczy Przegibek - działa w sezonie 2016/172 punkty
-
Tutaj ów gość: Po wyścigu była mała prelekcja - że tak to nazwę. Okazuję się, że ów pan robi sobie wyprawy wielodniowe od zamku do zamku. Śpi po namiotem, sam sobie przyrządza jedzonko i to wszystko w zimie! Bo jak sam stwierdził: "zima jest dobrą porą do podróżowania". Zrobił pokaz slajdów, poopowiadał i to całkiem ciekawie. Szacun! Niejeden skończył by po prostu na kanapie z pilotem i z piwkiem w ręku...2 punkty
-
Cześć Przeciętna popularna narta o charakterze SL. Jeżeli czujesz przesunięcie o 0,5 cm w przód to albo jesteś wybitnym testerem albo bajkopisarzem. Pozdrowienia2 punkty
-
No panowie pomału piątek się kończy mi też już nie chce się siedzieć w pracy nad papierologią,dokończę może jutro rano Proponuję niedzielę o 7.30 w Sopotni,co Wy na to2 punkty
-
Jeżeli jedziesz na narty zjazdowe, a nie tourowe to mogę Ci zdradzić mój system na Pilsko. Ja zawsze od razu jadę na górę. Auto parkuję w miarę blisko wyjścia pod kasy przy "krześle" na Szczawiny. Kupuję karnet dopołudniowy od 8 do 12 za 40 PLN. Potem orczykiem na Miziową. Następnie 2-3 zjazdy z Miziowej do Szczawin po swieżym sztruksie. Kolejek wtedy jakichkolwiek brak. O 8.30 otwierają orczyk powyżej Miziowej. Tam zaliczam kilka zjazdów i przenoszę się na talerzyk na Kopiec, gdzie jest tylko naturalny śnieg i mimo krótkiego zjazdu jest zwykle świetnie. Może się zdarzyć, że będziesz na bramce szybciej niż przewidziany czas na jeden cykl i wtedy minuta czekania. Ok. 10 godz. udajemy się na kiełbaskę do tej małej chaty obok schroniska. Po posiłku jeździmy już tam gdzie mniejsze kolejki. Od 11 godz. można zastanawiać się nad zjazdem do Kamiennej. Tydzień temu zjazd był bezproblemowy i bez szkody dla sprzętu. wlezie było kilka niegroźnych luźnych minerałów. Buczynka w górnej części wyratrakowana. Śniegu na całej długości dużo. Jak zostanie czas to można kilka zjazdów na Babie i w Kamiennej zaliczyć. Do auta z buta po parkingu lub przez teren Jontka i potem pieszo po drodze w dół.2 punkty
-
2 punkty
-
Dzieki! Dokładnie tak, trzeba być na wszystko gotowym. Dostałem lekcję pokory... Również pozdrawiam. Andrzej, słuszne podejście! Mam nadzieję, że mój kolejny start taki będzie. Na horyzoncie Śnieżka Uphill Race... Oczywiście teraz w kategorii Fat Bike. Pozdrawiam.2 punkty
-
Wiesz Maciek, mnie nie chodzi jedynie o udzial. Mnie zawsze interesuje wystartowanie skuteczne.2 punkty
-
To może zrobię ci indywidualne korepetycje. Mogą być w Rogatej, Gallo Nero ... albo innej uczelni2 punkty
-
Nie wiem czy istnieje nauka upadku, ale z własnego doświadczenia wiem, że walka o o utrzymanie się na nartach, zamiast upadku nie zawsze popłaca.... Gdybym się przewrócił "dobrowolnie", pewnie miałbym do dzisiaj własne krzyżowe przednie w prawej nodze. To oczywiście takie moje przemyślenia "po". A prawda jest taka że pewnie w 99% przypadków człowiek po porostu tego nie kontroluje i nie kalkuluje, bo - taka jak napisał sebus51 - to jest chwila...2 punkty
-
2 punkty
-
2 punkty
-
Dogadajcie się między sobą ile tego trzeba, ja to mogę wysłać do jednej osoby, a ta osoba roześle chętnym, jednostkowo tak jak kiedyś nie będę wysyłał, bo albo nie mam na to czasu, albo mi się nie chce. Tak że musicie między sobą wyłonić menagera od tego, ja mu przekażę naklejki, a jak towar upłynni to pośle mi przelew za wszystkich Odszedłem na forumową emeryturę głównie za sprawą nowej wersji forum, no ni ch... nie zaprzyjaźnię się z tym, mimo szczerych chęci, tak że jeśli chodzi o narty to oddaję się jedynie przyjemności jeżdżenia na nich2 punkty
-
2 punkty
-
1 punkt
-
Trasa https://goo.gl/maps/RDrXiiHc9es Szlaban https://goo.gl/maps/KMKLGtfJsiJ2 Przystanek PKS https://goo.gl/maps/pysNyGJrjN421 punkt
-
1 punkt
-
pod szlabanem jest miejsce na ok 4-5 samochodów, jak będzie zajęte to trzeba parkować 200m wcześniej na przystanku autobusowym, tam raczej miejsce znajdą wszyscy Ja muszę wrócić do samochodu na ok 15-15:30, ale myślę, że piwko w schronie uda się wypić . Najlepiej o 8 być już oszpejonym, ale przy takiej zbieraninie to zawsze coś się wysypie więc luuz1 punkt
-
Johnny, a czy Ty przypadkiem nie myślisz już o triathlonie ? Rower, bieg, zostało Ci tylko jeszcze pływanie Pełen szacun, zima, rower, brrrr. Życzę jeszcze więcej coraz ciekawszych pomysłów i wyzwań, no i mniej pecha. Pozdrawiam Darek1 punkt
-
Nigdy nie jezdzilismy[emoji22] .... a szczególnie dziś bo nie ma gdzie[emoji23] [emoji23] [emoji23] Wysłane z mojego SM-G900F przy użyciu Tapatalka1 punkt
-
Co ty, icm pokazuje ledwie prószący śnieżek przed 8,00 i ustępujące zachmurzenie. O 11,00 będziecie w słoneczku. Machnijcie za mnie jakiś kufelek na górze. Powodzenia i odpowiedniego nachylenia z powrotem.1 punkt
-
8 godz. to za późno będzie ? Ja tam na tourach się nie znam, ale chyba dnia nam wystarczy na Rysiankę . Trochę martwi zapowiadany opad deszczu.1 punkt
-
Ja dzisiaj zaliczyłem z kumplami z pracy Wisła-Cieńków. O ośrodku pisał nie będę bo to typowy ośrodek "Wiślański" i tyle. Co do warunków to po mimo odwilży było dobrze. Jeździło się bardzo przyzwoicie. Są miejsca z lekkimi przetarciami ale nie było źle. Ludzi jak na ferie i piątek nie za dużo, więc jazda na okrągło. Zdjęcia robiliśmy grupowe więc ich tu wklejał nie będę. Pozdrawiam wszystkich.1 punkt
-
Nie ma bezpłatnych skibusów. to nie Chopok niestety. Ja zaczynam zwykle jazdę na COS i po 1,5-2 godz. jak zaczynają się kolejki do wyciągów to przenoszę się górą w kierunku M.Skrzycznego, ponieważ jest przeważnie z górki. Jeżeli samochód pozostawiłeś pod COS to busem za 3 PLN jedziesz po auto i wracasz po resztę ekipy jeżeli nie jesteś sam lub dobra narciarska dusza zabiera Cię autostopem w kierunku COS.1 punkt
-
Tu akurat Michał fura ma napęd tylko na przód Chodzi raczej chłopakom o to że te łańcuchy zbyteczne,przy tych warunkach pogodowych1 punkt
-
na górze nie byłem, słyszałem jedynie, że jest "kasza" nad ranem popadało i śnieg w ciągu dnia był mokry - prawie jak wiosenny firn gdy popuści - kaszy na Babie nie było. Pod wieczór zaczęło marznąć. Myślę że nie zabrało tyle śniegu by zjazd z Miziowej po trasie był problemem.1 punkt
-
Rozmawiałem dzisiaj ze sprzedawcą. Upiera się przy tym że trafiłem ją w czuły punkt dlatego się odgieła i że nowej karcie mógłbym zrobić dokładnie to samo. Powiedział również że nie zależy mu na pieniądzach za te narty tylko na tym żeby mu udowodnić moją winę oraz utrzymać dobrą renomę sklepu. Ma poszukać starych zdjęć tych nart jak je odkupili i oddać te do ekspertyzy do HEADa w Krakowie. W poniedziałek będziemy rozmawiać dalej bo teraz to wiadomo weekend itd. Wydaje mi się że sezon dla mnie i tych nart się już skończył ale nie odpuszczę żeby udowodnić że to nie była moja wina i nie dać sobie dmuchać w bańkę. Pozdrawiam1 punkt
-
Oczywiście,że cena była ta sama,przerabiałem to wielokrotnie.Ja poza tym miałem dwukrotnie pozytywne doświadczenia z booking,gdy za granicą dzwonił do mnie menedżer,że obiekt przez nich zarezerwowany nawalił i w związku z tym mogę sobie wybrać ofertę znacznie droższą,a oni dopłacają różnicę. Poza tym super kompetentna obsługa klienta-na tle infolinii różnych banków czy operatorów komórek-niebo i ziemia...1 punkt
-
1 punkt
-
Rysianka włączy wyciąg dla grup zorganizowanych jak ktoś wcześniej zgłosi czasem też działa jak jest więcej chętnych a to info jakie dostałem od właścicieli schroniska " Nie mamy niestety wypożyczalni zjazdowego sprzętu. Wyciąg natomiast chodzi tylko wtedy gdy mamy grupę na wyciąg, i w określonych godzinach , czyli od 10,00 do 12,30 i po południu od 14,30 do 16,00. przez najbliższe 2 tygodnie raczej nie będzie chodził. Później do 19 marca tak, będzie czynny. Tak to wygląda, nie najlepiej" Zadałem im kilka pytań w tamten piątek więc w tamten i ten wekeend wyciąg nie będzie działał potem wynika z że tak, mają wypożyczalnie sprzętu turowego a o zjazdówki pytałem dla rodzinki bo chętnie bym ich zabrał tam na dwa dni ale nie turują więc musiałbym wyciągnąć sprzęt na saniach nie jest to problem ale jak wyciąg nie działa to kicha by było taki wysiłek włożyć i nic z niego nie mieć. Pozdrawiam1 punkt
-
Brawo Ty Piękna przygoda, jak nie nart, rower, to biegiem - byle do wyznaczonego celu. Człowiek całe życie się uczy i nigdy nie wie co może go jeszcze zaskoczyć. Pozdrawiam Paweł1 punkt
-
Widzę ze temat tak jakoś slamazarnie się rozwija, dodam cosik z humorem. Kobieta, wystarczy że raz upadnie i na całe życie pozostaje .... upadła!1 punkt
-
1 punkt
-
Buty to kolejny temat rzeka ale , tak w skrócie , podstawa , to dobrze dobrać rozmiar i kształt skorupy. W butach skiturowych jest to szczególnie ważne , bo często przemierzamy w nich kilkanaście - kilkadziesiąt kilometrów dziennie . Tu nie możemy pozwolić sobie na żadne luzy w bucie ( czyli tzw. ciasne pasowanie ) , bo jak za dużo miejsca w botku , to praktycznie mamy stuprocentową gwarancję (tysiące powtórzeń ruchomości stopy + wilgotne/mokre od potu skarpetki ) , że dorobimy się obtarć . But podczas mierzenia powinien sprawiać wrażenie lekko ciasnego na długość . Ważne też jest żeby dobrać taki model buta , który ma odpowiednią szerokość skorupy w stosunku do naszej stopy ( nie za ciasny , ani też zbyt obszerny ) i odpowiednie do kształtu naszej stopy podbicie . Większość botków można formować termicznie , więc to też powinno trochę pomóc , ale jak generalnie but źle dobrany , to nie ma co się spodziewać cudów po wygrzewaniu botka .1 punkt
-
A to nie była Polo-Cocta? Niektórzy odejmują sobie od ust z powodu dzieci. Niech się same dorobią! A co masz do grubasów i dlaczego od razu stawiasz znak równości pomiędzy otyłością a tym, że ktoś wtarmosi pizzę, maka czy inne kejefsi? Czy salceson z kerfura? Albo placka z gulaszem z tacki?1 punkt
-
Kasa jest do wydawania, a nie do oglądania kolejnych zer na koncie .... Dworek New Restaurant http://dworekbielsko.pl/ Specyficzne, industrialne wnętrze... Prawdziwy sznycel wiedeński, z niesamowitym sosem. Nie zdradzono nam składu. Comber jagnięcy najlepszy jaki jadłem. No i beza Pavlova, a raczej a'la. Świetna. Otoczenie też przyjemne. Restauracja jest na wlocie do Bielska od strony Żywca.1 punkt
-
Też mam za duże i to aż 1,5 numeru. Owijam but wewnętrzny z boków taśmą izolacyjną. Nawet pomaga. To tak doraźnie, bo buty porządnie dopasowane muszę i tak kupić niebawem.1 punkt
-
Musiałem to zobaczyć Dojazd przed 8:00 bez korków ,dwie zmiany na światłach do BSA Dodano 3 kasę i automat do zwrotu kart. ) Jaworzyna kolejka do taśmociągu Tem na dole -10 na szczycie 0 To miejsce gdzie czasami ściągają narty i schodzą pieszo, słyszałem ,,przecież w Białce jeździłem czerwoną" Jaworzyna Fis Końcówka FIS i mostek Za mostkiem na którym lepiej się nie rozpędzać-duże muldy, Meta Zjazd FIS do samego dołu super długa trasa bardzo nam się podobał, w przyszłym sezonie przy nowych krzesłach przyjadę częściej. O 11:00 na wjeździe do Szczyrku korek ok 1godz, od stacji BP w Buczkowicach.1 punkt
-
Pora wreszcie skończyć wątek. To co przyjemne, już za mną. Pozostało to co najgorsze i przez połowę dzisiejszego dnia mnie stresowało. Powrót do reszty dzielnej EKIPY. To był ostatni dzień i najgorszy na jakieś czasowe obsuwy. Jak ja Im spojrzę w twarz. Trzeba się jeszcze dostać na górę Onkeljoch gondolą Geols. Idąc drogą asfaltową i siedząc w gondoli, trochę marznę. W lesie było zdecydowanie cieplej. Z gondoli oglądam swoje ślady i widzę od razu, że wybrałem najgorszą możliwą trasę, gorszej nie ma. Po lewej "mój wąwóz"... Zagrożenia żadnego nie odczuwałem, no może ze trzy razy pomyślałem, że utonę w śniegu. Kilka razy wystawała mi z białej pokrywy tylko głowa. Rozważałem w myślach, że jakbym wpadł w jakąś dziurę głębiej to może... Ale wtedy diabełek stanął na wysokości zadania i mi szepcze - konfabulujesz bracie, weź się w garść i zapieprzaj szybciej na dół to w nic nie wpadniesz. Naprawdę podkreślam, że jedyne utrapienie i pierepałka to czas. Po wjeździe na szczyt spotkały mnie na pożegnanie ponownie piękne widoki. W połowie drogi do stacji pośredniej spowiła mnie mgła, zrobiło się chłodno, siły mnie opuściły i czerwoną 4 zjechałem do pośredniej i ostatni odcinek pokonałem gondolą, zobaczyłem przyszłe nie odkryte przeze mnie dotychczas, wschodnie tereny freeridowe. Najtrudniejszą dla mnie decyzję jaką mógłbym podjąć to odwrót, czasami jednak trzeba podejmować takie kroki dla własnego i innych dobra. To nauczka na przyszłość. To czego najbardziej się bałem - spotkanie z grupą okazało się koleżeńską sielanką. Nikt nie miał do mnie pretensji, nie opieprzał, nie okazywał niechęci. Wręcz przeciwnie, Jacek pomógł mi się przebrać, spakował wszystkie mokre ciuchy i sprzęt, oddał mi swoją kurtkę w busie żebym się ogrzał. Jurek częstował gorącą miętową herbatą (pycha). Chłopaki oddawali mi swoje smakowite kanapki na drogę powrotną, miałem do wyboru z bułką okrągłą lub bagietką, jakieś słodycze, gumy. Cholera chyba następnym razem muszę to powtórzyć. Pozdrawiam serdecznie, dzięki i jeszcze raz przepraszam uczestników wyjazdu!!! PS Niczego jednak nie żałuję, ale do wąwozu drugi raz już bym się nie pchał. PS 2 I została mi jeszcze na kilka dni pamiątka po jakimś zeskoku (spadku), może przestroga...1 punkt
-
Kolejna droga i pytanie którędy? W dół w lewo czy pod górkę w prawo, ale ja chcę na dół do wyciągu. Są ślady narciarzy w dół, stara zasada freeridera mówi, jedź tam gdzie są ślady, ewentualnie dzwoń do chłopaków po poradę. Diabełek podpowiada swoje, idź pod górę do słupa tam będzie łatwo, widać kawałek trasy 3 i tylko trzy podpory do stacji wyciągu. Jestem naprawdę bardzo blisko. Do pokonania kolejny jar I jestem już przy podporze Chwilowo drogi nie widać, mam wąwóz (może to nawet parów) po prawej, dna niestety nie widzę, a dalej trasę narciarską, postanawiam trawersować w prawą stronę do trasy narciarskiej. Początek nie jest łatwy, używam nart jak maczety i przedzieram się w stronę trasy zjazdowej... Jednak to bardziej wąwóz, a nie parów, ściany stromo pochylone, dno wąskie, do tego mocno wszystko w pionie nachylone i na nartach nie da się dalej schodzić (zjeżdżać). Dalej idę z buta, a narty zrzucam przed sobą w dół. Po drodze mijałem kolejną ambonę, ale nie chciało mi się na nią włazić (to kolejny błąd) mogłem jednak coś wypatrzeć. Na domiar złego zaczyna się plątanina kolczastych roślin i nie mam ich jak wyminąć Wpadam na pomysł, że nie muszę co chwila rzucać nart, mocuję je do plecaka. To też nie najlepsze rozwiązanie, bo zaczepiam czubami o gałęzie, lub piętki wbijają się za mną w śnieg. Oprócz ptaków słyszę jak nieopodal szumią liczne strumyki. Robi się bardzo stromo i zmieniam sposób poruszania, idzie mi teraz szybciej. Ustawiam się twarzą do stoku, chwytam kijki w poziomie przy talerzykach i uchwytach na wysokości głowy i opuszczam się na dół. Teraz nie zaczepiam o nic nartami, dość sprawnie i bezpiecznie niweluję wysokość. Prawą stronę mam z głowy, strome urwisko nie daje mi szans na przebicie się do trasy. Muszę trawersować w lewo pod gondolę. Będąc twarzą do stoku zsuwam się ze 2 metry w dół i ląduję na dnie, noga wpada mi między skałki, plecak z nartami szarpie do tyłu i ląduję na plecach. Czuję jak wlewa mi się woda do butów, a ja jak żółw macham niezgrabnie rękoma i jedną wolną nogą, druga niestety zaklinowała się. Po chwili leżenia czuję jak woda ze strumyka zaczyna chłodzić ożywczo moje pośladki, a po krótkiej chwili jeszcze mój kręgosłup. W przypływie dodatkowej mocy udaj mi si wyrwać nogę z uścisku i przekręcić się na brzuch. Teraz ręce wpadają mi głęboko w śnieg i po łokcie zanurzam się w strumyku. Nie jest źle, udaje mi się wstać i wyjść z wody. Wcale nie jest tak zimno, dużo się ruszam. Wreszcie dzwonię do Wujota i proszę Offpiściaków o rekonesans z gondoli i poradę jak z tej matni wyjść. Czekając na wiadomości odkrywam kolejną technikę poruszania się, to czołganie, trochę zapadam się w śniegu, ale nie zaczepiam o nic nartami i sprawnie poruszam się pod gałęziami. Dzwonią Offpiściaki z informacją, że muszę trawersować w lewo pod linę kolejki i dalej w lewo do drogi asfaltowej. Tak też czynię. Gdy jestem pod kolejką, z gondoli kilka razy wychylają się narciarze i pytają czy nie potrzebuję helpa. Ja helpa no nie oczywiście, ja tu przecież szukam grzybów alpejskich, najlepszych na świecie... Ale miło, że chcą pomóc, tylko szczerze mówiąc jak, muszę się wygrzebać sam. Na godzinę już nie patrzę, bo wpadnę w panikę, trudno najwyżej mnie zabiją, albo dostanę solidny łomot. Pokonuję jeszcze jeden jar, dalej jest mi ciepło, a w butach mam podgrzewaną wodę, takie przynajmniej mam odczucie. Widzę w końcu asfaltową drogę, tylko jak do niej zejść, bo jest naprawdę stromo... Wreszcie udało się, jestem uratowany, dotarłem do cywilizacji...1 punkt







